Proszę czekać...

Gospodarka: Jest lepiej, choć wciąż nie tak dobrze, jak przed wirusem

– Firmy obserwują wzrost popytu, a co za tym idzie zamówień. Można też przypuszczać, że mniej obawiają się drugiej fali i ewentualnych ograniczeń z nią związanych. Nabrały bowiem doświadczenia przy pierwszej, wypracowały procedury i wiedzą jak postępować – mówi Paweł Wyrzykowski, analityk sektora food & agri w banku BNP Paribas. / ShutterStock

Nastroje w polskiej gospodarce poprawiają się. Wciąż jednak nie są optymistyczne, co oznacza, że biznes nadal patrzy w przyszłość z niepewnością.

W większości obszarów polskiej gospodarki wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury ciągle pozostaje na minusie – wynika z najnowszych danych GUS. We wrześniu w przetwórstwie przemysłowym wyniósł minus 6,2 proc. wobec minus 6,6 proc. miesiąc wcześniej. To najlepszy wynik od lutego, który był też ostatnim miesiącem, kiedy wskaźnik utrzymał się na plusie.

– Firmy obserwują wzrost popytu, a co za tym idzie zamówień. Można też przypuszczać, że mniej obawiają się drugiej fali i ewentualnych ograniczeń z nią związanych. Nabrały bowiem doświadczenia przy pierwszej, wypracowały procedury i wiedzą jak postępować – mówi Paweł Wyrzykowski, analityk sektora food & agri w banku BNP Paribas.

Z kolei dr Agnieszka Tłuczak, ekspert Food Research Institute, dodaje, że nieznaczna poprawa wartości wskaźnika wynika również z poprawy jego składowych.

– Z dostępnych badań wynika, że na ocenę bieżącej sytuacji ekonomicznej przez przetwórców wpływają ceny towarów i materiałów, popyt oraz dostępność finansowania – podkreśla dr Tłuczak.

Z drugiej strony przedsiębiorcy borykają się z rosnącymi kosztami zatrudnienia, prowadzonej działalności, dostępem do wykwalifikowanych pracowników. To z kolei czynniki hamujące ich nastroje. Podobnie jak wciąż obowiązujące jeszcze obostrzenia, które wpływają na wydłużenie czasu dostaw, co ma negatywny wpływ na sprawne i efektywne działanie łańcuchów dostaw. Do tego, jak zauważa Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, dochodzą nowe obciążenia podatkowe, z którymi będą się musieli zmierzyć przedsiębiorcy. Mowa nie tylko o podatku cukrowym, ale i od deszczu, co przełoży się na rentowność biznesu. Ciągle też nie wiadomo, jak będzie się kształtowała podaż na unijnym rynku po brexicie. To bowiem zależy od warunków, na jakich ostatecznie Wielka Brytania wyjdzie z UE.

– Obecnie udaje się niwelować skutki szoku podażowego, jaki miał miejsce w pierwszym kwartale tego roku. Jednak pomimo że ogólny obraz koniunktury sugeruje względną poprawę, to głębsza analiza danych może wskazać coś zupełnie przeciwnego, szczególnie w przetwórstwie przemysłowym – uważa dr Agnieszka Tłuczak.

Zdaniem ekspertów trudno jednak przewidzieć, czy taka sytuacja przełoży się na inwestycje w sektorze. Po pierwszym półroczu, jak informuje Paweł Wyrzykowski, w branży spożywczej i napojów nastąpił spadek ich wartości o 5,3 proc., a w całym sektorze przetwórczym o 3,1 proc. W sektorze produkcji żywności wzrosły natomiast przychody o 2,8 proc., co oznacza, że firmy mogą budować przestrzeń na nowe przedsięwzięcia.

Bazując na danych GUS, należy więc być ostrożnym w prognozowaniu nastrojów na przyszłość. Wskaźnik koniunktury we wrześniu bazuje na sierpniowej działalności przedsiębiorstwa. A trzeba pamiętać, że lipiec i sierpień to miesiące wakacyjne, kiedy to Polacy po miesiącach ograniczeń wyruszyli na urlopy.

Wskaźnik koniunktury uległ też poprawie w budownictwie, handlu detalicznym, hurtowym, transporcie i gospodarce magazynowej, ale tak jak w przemyśle wciąż ma wartość ujemną. Tu również powodem jest wzrost zleceń i popytu. Podobnie jak w sektorze finansów, ubezpieczeń oraz informacji i komunikacji. Tu wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury, mimo utrzymującej się pandemii, wciąż pozostaje na plusie, umacniając tylko swoją wartość.

Warto dodać, że są też branże, w których pandemia wciąż daje się we znaki. Mowa o sektorze zakwaterowania i gastronomii, w których nastroje cały czas się pogarszają. Mimo że sezon wakacyjny można zaliczyć do udanych, bo wielu Polaków spędziło wakacje w kraju, nie wszyscy na tym zyskali. Potwierdzeniem tego jest stopień wykorzystania bazy noclegowej, który w czerwcu był o ponad 60 proc., a w lipcu o ponad 30 proc. mniejszy w porównaniu z rokiem ubiegłym.

– Do tego turyści indywidualni powoli kończą wyjazdy. Nie ma natomiast widoków na to, by zostali zastąpieni klientami biznesowymi. Firmy oszczędzają pieniądze, bo boją się kryzysu. Nie organizują w związku z tym konferencji, z których polskie hotelarstwo żyje – zaznacza Jacek Piasta, ekspert Instytutu Hotelarstwa. A gdy traci sektor zakwaterowania, traci też i gastronomia, która jest z nim mocno powiązana. Właściciele restauracji boją się również, że wraz z jesiennym ochłodzeniem klienci zrezygnują z żywienia poza domem, obawiając się zakażenia.