Śmieci. Oferta w jednym worku coraz mniej korzystna dla samorządów

| Aktualizacja:
Jeden przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów pomagał niektórym gminom utrzymywać poziom cen za odbiór śmieci na niewysokim poziomie. / ShutterStock

Przed kolejnymi skokami cen gminy mogą się zabezpieczać, dzieląc przetargi na odbiór odpadów i zagospodarowanie ich poszczególnych frakcji, tj. szkła, papieru, tworzyw sztucznych, bio i zmieszanych

Jeden przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów pomagał niektórym gminom utrzymywać poziom cen za odbiór śmieci na niewysokim poziomie. Dzięki łączeniu usług często mogły otrzymać lepszą ofertę, przy czym niektóre firmy, chcąc ograniczyć swoje koszty, porzucały śmieci w wyrobiskach starych żwirowisk. Obecnie tego typu sytuacji jest coraz mniej, a to za sprawą uszczelnienia przepisów oraz wzmożonej kontroli Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Niestety, pojawienie się w instalacjach przetwarzających większej ilości odpadów, spowodowało wyczerpanie ich przepustowości i w efekcie wzrost cen.

– Przedsiębiorcy działający półlegalnie, boją się odbierać odpady, by potem porzucać je np. w wyrobiskach – mówi Marcin Chełkowski, prezes IVW Polska. Zauważa, że te samorządy, które zdecydowały się łączyć przetarg, przed końcem roku mają trochę wyższe ceny niż ci, którzy je rozdzielili. Rozdzielenie ma też inne zalety.

– Powoduje, że gmina ma kontrolę krzyżową nad tym, co się dzieje: liczba ton, której przewóz został opłacony, musi się zgadzać z ilością ton dostarczoną do zakładu przetwarzającego odpady – zaznacza Chełkowski.

Niestety, są też minusy: brak zbytu na towar, który wychodzi z instalacji. – Niekiedy negocjujemy z firmami, by podpisać umowy choćby na kwartał, bo mówią nam wprost: nie ma co robić z odpadem – mówi wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski.

Warszawa umowy na odbiór odpadów podpisała na trzy lata z możliwością przedłużenia o półtora roku. – Odbiór jest bardzo stabilną kosztowo usługą, dlatego zdecydowaliśmy się ją oddzielić od zagospodarowania odpadów. Tę drugą usługę kontraktujemy rok do roku ze względu na sytuację na rynku – mówi Michał Olszewski.

Na rozdzielenie przetargów zdecydowała się też gmina Myszyniec. W zasadzie nie miała innego wyjścia, bo wcześniej do połączonego przetargu – ogłoszonego pod koniec września – zgłosił się jeden podmiot, który chciał za swoje usługi 2,7 mln zł. Gmina była gotowa zapłacić ok. 1,8 mln zł. – Nasze odpady w tym „łączonym” przetargu miały być wożone ponad 140 km do instalacji w sąsiednim województwie – mówi sekretarz gminy w Myszyńcu Daniel Walijewski.

Myszyniec na tę ofertę się nie zdecydował – przetarg unieważniono i ogłoszono dwa, na dwie usługi. Póki co samorządowi udało się wyłonić firmę, która – jak wynika z informacji w BIP – zagospodaruje odpady (instalacja w regionie) za 651 tys. zł. Ale pierwszy przetarg na odbiór i transport także unieważniono, bo nie zgłosił się żaden podmiot. Drugie postępowanie jest w toku, a czasu do końca roku jest niewiele. Urzędnicy zaznaczają jednak, że na terenie powiatu wkrótce ma zacząć działać nowa gminna spółka.

Jeszcze większe rozdzielenie

Czy na rozdzieleniu przetargów gminy mogą zaoszczędzić? – To kwestia zarządzania i sprawdzenia, gdzie tak naprawdę leży koszt i czy jest on uzasadniony – mówi dyrektor Green Management Group Hanna Marliere. – Gdy mamy jeden duży przetarg, nie wiemy, czy jest on związany z marżą narzuconą przez monopolistę, czy też wynika z czynników makroekonomicznych – dodaje ekspertka. Jej zdaniem gminy mogą stabilizować koszty, ogłaszając przetargi nie tylko na odbiór i zagospodarowanie, lecz na zagospodarowanie poszczególnych frakcji. – Taki rozdział musi być poprzedzony sprawdzeniem, czy w promieniu powiedzmy 50 km od gminy są zakłady, które mogą przetworzyć poszczególne frakcje – zaznacza nasza rozmówczyni. I dodaje, że przy takiej koncepcji każdy podmiot starający się o zamówienie musiałby pokazać cenę dla konkretnego strumienia surowca. – Wtedy podstawą do ogłoszenia kolejnego przetargu, czyli na odbiór odpadów, byłoby wskazanie, do której instalacji dany odpad ma jechać i dostosowanie do tego częstotliwości wywozu – mówi Hanna Marliere.

Potrzebna konkurencja

Co jednak, jeśli instalacji brakuje, a na lokalnym rynku od lat działa monopolista? Z tego typu problemem musiał się zmierzyć Nowy Targ. Ten samorząd zaproponował cenę za usługi: odbiór i zagospodarowanie odpadów w wysokości 3,5 mln zł, a jedyna oferta, która do niego wpłynęła, opiewała na kwotę 4,9 mln zł. Gmina sondowała możliwość rozdzielenia przetargów. – Niestety, nie ma u nas firmy, która chciałaby jedynie odbierać odpady – mówi Czesław Luberda z referatu Gospodarki Odpadami w gminie Nowy Targ. W porównaniu do ubiegłego roku koszty odbioru i zagospodarowania odpadów wzrosły o ponad 50 proc. Przy czym jest szansa, że monopole na lokalnych rynkach wkrótce zostaną przełamane. A to za sprawą nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 19 lipca 2019 r. (Dz.U. z 2019 r. poz. 1579), która z ustawy o odpadach z 4 grudnia 2012 r. (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 701; ost. zm. Dz.U. z 2019 r. poz. 1579) usunęła art. 38a. Przepis ten ograniczał możliwość budowania instalacji do przetwarzania odpadów, bo zakazywał wydania decyzji środowiskowej, pozwolenia zintegrowanego dla inwestora, który nie jest wpisany do wojewódzkiego planu gospodarki odpadami. – Tym samym otwierają się możliwości dla przedsiębiorców i samorządów. Oczywiście likwidacja monopolów, które budowano przez ostatnie sześć lat, a pewno nie znikną w ciągu jednego roku czy dwóch – mówi Hanna Marliere.