Trybunał prezesa Kaczyńskiego. Co może stać za nominacjami Pawłowicz, Piotrowicza i Chojny-Duch?

Kandydatury Krystyny Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Elżbiety Chojny-Duch okazały się nie tylko zaskoczeniem dla opozycji, ale także dla koalicjantów PiS. Politycy Porozumienia Jarosława Gowina przyznają, że nominacje nie były z nimi dyskutowane. W kuluarach mówi się, że sprawa nie była konsultowana także z prezydentem Andrzejem Dudą. / ShutterStock

Kandydatury Krystyny Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Elżbiety Chojny-Duch okazały się nie tylko zaskoczeniem dla opozycji, ale także dla koalicjantów PiS. Politycy Porozumienia Jarosława Gowina przyznają, że nominacje nie były z nimi dyskutowane. W kuluarach mówi się, że sprawa nie była konsultowana także z prezydentem Andrzejem Dudą.

W samym PiS jedni działacze twardo bronią tej decyzji, wskazując na wysokie kompetencje kandydatów. Inni (choć już raczej nieoficjalnie) nie rozumieją, dlaczego zdecydowano się na tak konfrontacyjne kandydatury, zwłaszcza gdy chwilę wcześniej z partii dochodziły sygnały, że do czasu zakończenia kampanii prezydenckiej nie będą generowane nowe, niepotrzebne konflikty. – Cała trójka spełnia wymóg wyróżniającej się wiedzy prawniczej.

Trzy lata słyszę, że ten TK jest najgorszy z możliwych, dziś znów jest tragedia. Może takie opinie niszczą autorytet TK, a nie takie czy inne nominacje – przekonuje nas polityk PiS z otoczenia premiera. Kolejny mówi, że można było znaleźć kandydatów nie tylko z dorobkiem naukowym, ale także nie tak kontrowersyjnych, jeśli chodzi o działalność publiczną. – Możliwe, że przynajmniej jedna z tych osób nie będzie miała większości – komentuje.

Co może stać za nominacjami Pawłowicz, Piotrowicza i Chojny-Duch? Scenariuszy jest co najmniej kilka. Jeden z nich zakłada, że Jarosław Kaczyński chciał oddelegować to TK swoich „najwierniejszych żołnierzy”, zasłużonych przy reformie wymiaru sprawiedliwości. To sygnał wysłany do samego PiS, że bezwzględna lojalność działaczy wobec partii z czasem jest nagradzana.

Wysłanie do trybunału lojalnych działaczy może być także próbą zrównoważenia sił w samym TK. Nie od dziś mówi się, że do rozłamu doszło także w ścisłym kierownictwie TK. Świadczyć o tym może chociażby to, że coraz częściej od orzekania odsuwany jest zastępca Julii Przyłębskiej Mariusz Muszyński. Jak już pisaliśmy w DGP, wiceprezes brał udział w wydaniu zaledwie 23 rozstrzygnięć merytorycznych. To o ponad połowę mniej niż trójka sędziów TK najaktywniejszych orzeczniczo w zeszłym roku. Gorzej od Muszyńskiego wypada tylko Marek Zubik, który od 2017 r. nie orzeka w ogóle. – Nawet nasi sędziowie mają dosyć porządków prezes Przyłębskiej. Ona także widzi, do czego to prowadzi – przyznaje polityk PiS.

Może więc być tak, że wskazani przez PiS kandydaci idą do TK po to, aby zrobić w nim na nowo porządki.

Nie należy zapominać, że przed nami wybór prezesa TK. Julia Przyłębska objęła ten urząd w grudniu 2016 r., a zgodnie z ustawą kadencja prezesa TK trwa sześć lat. To oznacza, że o tym, kto będzie kierował trybunałem, zdecyduje już nowy prezydent. Ponadto przepisy przewidują, że prezesem TK można być tylko raz, a więc Julia Przyłębska nie będzie już wchodzić w grę. Przy założeniu, że wybory prezydenckie wygra przedstawiciel PiS, nie można wykluczyć, że wśród nominowanej trójki mamy kandydatów na prezesa TK. A to niezwykle ważne, gdyż prezes TK ma ogromny wpływ na pracę trybunału. Może np. przetrzymywać w zamrażarce wnioski będące nie na rękę obozowi rządzącemu lub np. tak układać składy orzekające, aby znalazły się w nich wyłącznie osoby, o których można mieć przypuszczenie co do tego, w jaki sposób podejdą do danego problemu. Gdyby Andrzejowi Dudzie powinęła się noga w kampanii i nie zostałby wybrany na kolejną kadencję, wówczas nowy prezydent, związany z opozycją, miałby bardzo ograniczone pole manewru przy wyborze prezesa TK i jego zastępcy, gdyby chciał znaleźć kogoś niezwiązanego z PiS. Powołanie trójki wskazanej przez partię rządzącą oznaczać będzie, że za nieco ponad miesiąc 13 na 15 sędziów będzie ze wskazania tej partii. W styczniu będzie już 14, bo kadencja Małgorzaty Pyziak-Szafnickiej upływa na początku 2020 roku. A 23 lipca 2021 r. – kadencję zakończy sędzia Leon Kieres.

Opozycja nie wystawiła swoich kandydatów. Oficjalnie dlatego, że nie chce w ten sposób legitymować zmian, jakie PiS wprowadziło w TK. Ale nie bez znaczenia może być także krótki termin, jaki był na ich wystawienie. – Szefowa Kancelarii Sejmu wysłała do klubów 30 października wieczorem, po godzinach pracy, maila z informacją, że pani marszałek wszczyna procedurę zbierania kandydatów na trzech sędziów TK w terminie do 3 listopada do północy – twierdzi poseł PO Michał Szczerba.

Tym doniesieniom zaprzecza Centrum Informacyjne Sejmu.