Nie ma artysty bez urzędowej decyzji. Ani ZUS, ani sądy powszechne nie są od potwierdzania statusu twórcy

| Aktualizacja:
Poczucie, że jest się artystą, nie wystarcza, by skorzystać z dobrodziejstw ubezpieczenia społecznego twórców; trzeba jeszcze stanąć przed komisją ministerialną i uzyskać stosowną decyzję. / ShutterStock

Poczucie, że jest się artystą, nie wystarcza, by skorzystać z dobrodziejstw ubezpieczenia społecznego twórców; trzeba jeszcze stanąć przed komisją ministerialną i uzyskać stosowną decyzję.

Takie wnioski płyną z wyroku Sądu Najwyższego, wydanego w sprawie dotyczącej objęcia obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi Piotra R., który prowadził zakład kamieniarski. Był rencistą (decyzję w tej sprawie uzyskał jeszcze w 2001 r.), ale prowadząc działalność jako kamieniarz, nie zgłosił się do ZUS, nie składał też deklaracji ubezpieczeniowych i oczywiście nie opłacał składek.

Gdy ZUS ustalił, że pan R. prowadzi zakład, przeprowadził kontrolę i wydał decyzję ustalającą obowiązkowe ubezpieczenie z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej. Jednak, nie doczekawszy się reakcji zainteresowanego, wydał decyzję, na podstawie której zażądał zapłaty blisko 24 tys. zł zaległych składek wraz z odsetkami.

Właściciel zakładu odwołał się, ale podał dość nietypowe argumenty – wskazał, że powinien być potraktowany jako twórca – artysta, gdyż tworzy rzeźby nagrobkowe i same nagrobki, które powinny w jego opinii być uznane za dzieła sztuki. Na argumentację ZUS, iż nie dysponuje decyzją Komisji do Spraw Zaopatrzenia Emerytalnego Twórców – która na mocy art. 8 ust. 9 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 300, ze zm.) w drodze decyzji uznaje daną działalność za twórczą lub artystyczną – odpowiedział, że decyzje tej komisji są tylko deklaratoryjne. Wobec tego nie musi się nimi legitymować, a sam fakt bycia twórcą wynika z jego działalności.

Taka argumentacja nie przekonała jednak sądów – odwołanie, apelacja i skarga kasacyjna pana R. zostały oddalone. SN, uzasadniając wyrok kończący sprawę, wskazał, że choć nie można „zadekretować”, że ktoś jest artystą, to decyzja komisji ma jednak charakter ustalający status danej osoby dla ubezpieczeń społecznych. W dodatku jest ona podejmowana po sformalizowanym postępowaniu przed komisją, która wydaje decyzję na podstawie określonych dokumentów. Tymczasem kamieniarz nie składał podań do komisji ani nie uzyskał nigdy decyzji, na mocy której mógł być uznany za artystę.

– Tak ZUS, jak i sąd powszechny nie są upoważnione do oceny, czy ktoś jest twórcą lub artystą. Do tego służy postępowanie administracyjne, gdzie w razie negatywnej decyzji zainteresowany może odwołać się do ministra właściwego ds. kultury, a potem także do sądu administracyjnego. Ktoś, kto chce być uznany za twórcę dla potrzeb ubezpieczeń społecznych, musi przejść wspomnianą procedurę, potwierdzającą jego status. Nie wolno tego lekceważyć – powiedziała sędzia Katarzyna Gonera, zamykając rozprawę. 

orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z 1 października 2019 r., sygn. I UK 192/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia