Naganne gminne praktyki w social mediach: Tablica ogłoszeń, bez dyskusji

social media, serwisy społecznościowe / ShutterStock

Portale społecznościowe dla samorządów to najczęściej tablice ogłoszeń, a nie forum wymiany poglądów.

Zdarza się też, że użytkownicy są blokowani, gdy ich głos jest niewygodny dla władz samorządowych, a pytania i uwagi mieszkańców często pozostają bez odpowiedzi – wynika z raportu Sieci Obywatelskiej Watch Dog.

Organizacja wysłała pytania do wszystkich gmin z czterech województw: dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego, lubelskiego i lubuskiego. Odpowiedzi uzyskała od 63 proc. z nich. Dlatego – jak zaznacza – badanie należy traktować jako pilotaż, który pozwala na postawienie wstępnej diagnozy dotyczącej obecności gmin w mediach społecznościowych. Większość z nich, bo 72 proc. zbadanych urzędów, ma fanpage na Facebooku, znacznie rzadziej profil na Twitterze, bo jedynie 7 proc. Najczęściej prowadzą je osoby odpowiadające w urzędzie za komunikację, w jednej czwartej zbadanych urzędów była to osoba na kierowniczym stanowisku, a w pojedynczych przypadkach stronę gminy prowadziła firma zewnętrzna, konkretna osoba lub instytucja.

Problematyczne okazały się oficjalne i nieoficjalne profile wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Internauci narzekali na przypadki blokowania użytkowników i kasowania ich komentarzy. Tymczasem z praktyki wynika, że to tam właśnie, a nie na oficjalnych portalach urzędu toczą się dyskusje o sprawach gminy. Niestety – jak zauważa Sieć Obywatelska Watch Dog – jeśli facebookowy profil wójta czy burmistrza nie jest opłacany z pieniędzy gminnych, trudno wymusić jakąkolwiek zmianę. I opisuje przypadek użytkownika, którego na własnym profilu zablokował prezydent miasta przed wyborami.

Kolejna sprawa to brak zasad prowadzenia dyskusji. 97 proc. badanych urzędów nie przygotowało regulaminów, które określałyby dopuszczalne dla użytkowników publicznego forum kanony. Pocieszające jest, że większość gmin z regulaminami nie ma zablokowanych osób. Jednak z kolei brak regulaminu nie stanowi przeszkody, by użytkowników blokować. – Albo urzędy blokują użytkowników bez powoływania się na jakiekolwiek zasady, albo, zapytane o to, odsyłają do regulaminu Facebooka, albo też tworzą – bardzo rzadko – zasady, które nadmiernie ingerują w wolność wypowiedzi – czytamy w raporcie Sieci Obywatelskiej Watch Dog. Nie wiadomo też, kto podejmuje decyzje o blokadzie i jak można się od nich odwołać. Na 246 urzędów, które udzieliły dokładnej odpowiedzi na temat liczby zablokowanych użytkowników, aż 82 proc. (203) nikogo nie zablokowało. 11 proc. (26) zablokowało od 1 do 4 użytkowników. Pozostałe 7 proc. ma większe liczby zablokowanych użytkowników. W czołówce są Bydgoszcz – 105 i Świdnik – 53. Miasta te tłumaczą, że prawie wszystkie z tych kont zarejestrowano w Azji i są one fałszywe.

Jednak mieszkańcy nawet jeśli mogą, to nie dyskutują. Chętnie natomiast udostępniają treści podawane przez urząd gminy. – Niestety, prawdopodobnie odzwierciedla to kulturę polityczną samych gmin. W wielu społecznościach brak debaty także w świecie rzeczywistym – ocenia organizacja.

To przez franka zagraniczne wakacje okazały się dla nas drogie