Wynagrodzenie minimalne w 2020 r. Wysokość podwyżki płac przesądzona

| Aktualizacja:
Wszystko wskazuje, że przyszłoroczna płaca minimalna dla pracowników wyniesie 2450 zł, a stawka godzinowa dla zleceniobiorców i samozatrudnionych – 16 zł. / ShutterStock

Wszystko wskazuje, że przyszłoroczna płaca minimalna dla pracowników wyniesie 2450 zł, a stawka godzinowa dla zleceniobiorców i samozatrudnionych – 16 zł. Takie kwoty rząd zaproponował w czerwcu tego roku i przedstawił w projekcie rozporządzenia Rady Ministrów, który trafił do konsultacji społecznych. Teoretycznie pozostał jeszcze ponad miesiąc na negocjacje w tej sprawie ze związkami zawodowymi i pracodawcami, ale kompromis wszystkich stron jest mało prawdopodobny.

– Nie są zaplanowane żadne spotkania w tej sprawie w Radzie Dialogu Społecznego (RDS). Nie ma też woli do prowadzenia ustaleń w formie korespondencyjnej – wskazuje Norbert Kusiak, dyrektor wydziału polityki gospodarczej i funduszy strukturalnych OPZZ.

Podkreśla, że rząd przyjął wygodną dla siebie taktykę.

– Wskazał, że jeśli pracodawcy i związki zawodowe porozumieją się w sprawie wzrostu minimalnej płacy, to rząd rozpatrzy ich wspólną propozycję. Przypomnę jednak, że zgodnie z prawem także on jest stroną tych negocjacji i powinien brać w nich aktywny udział, inicjować rozwiązania – dodaje.

Różnice w propozycjach wzrostu wynagrodzeń są znaczące. Związki zawodowe proponują wzrost minimalnej płacy o 12 proc. (czyli o 270 zł), pracodawcy – o 6,1 proc. (o 137 zł), a rząd – o 8,9 proc. (200 zł). Przy tak różnych kwotach w szczególności trudno byłoby się porozumieć przedstawicielom firm i związkom.

– W praktyce jest to niemożliwe. Pamiętajmy, że gospodarka w całej Europie spowalnia. A wynagrodzenia są „elastyczne tylko w jedną stronę”, tzn. rosną w czasie koniunktury, ale nie obniża się ich w okresie spowolnienia, bo to demotywuje pracowników. Nie powinniśmy zatem podwyższać nadmiernie płac, gdy gospodarka zwalnia – tłumaczy Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan (KL).

Podkreśla, że taki błąd popełniono m.in. w Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Włoszech i do dziś państwa te odczuwają skutki nieprawidłowej polityki płacowej.

– Na dodatek trzeba pamiętać, że wysokość minimalnej pensji inaczej odczuwają np. firmy w Warszawie, a inaczej te z małych miejscowości na wschodzie Polski, dla których to istotne obciążenie – dodaje ekspert KL.

Z kolei związkowcy zwracają uwagę, że jeśli w życie wejdzie podwyżka proponowana przez rząd, to pogorszy się relacja minimalnej płacy do średniego wynagrodzenia, a pracownicy zarabiający najniższą pensję otrzymają netto 1773,83 zł, czyli tylko nieznacznie więcej od minimum socjalnego (za mało do utrzymania rodziny). Tak duże rozbieżności w opiniach wskazują, że partnerzy społeczni nie porozumieją się w sprawie wzrostu płac.

– Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że przyszłoroczna podwyżka minimalnej płacy wyniesie tyle, ile zaproponował rząd – wskazuje Norbert Kusiak.

Zgodnie z przepisami, jeśli nie dojdzie do porozumienia na forum RDS-o wysokości minimalnej płacy samodzielnie zdecyduje Rada Ministrów (wówczas musi wydać rozporządzenie do 15 września; zawarte w nim stawki nie mogą być niższe od zaproponowanych pierwotnie przez rząd, czyli wspomniane 2450 zł miesięcznie dla pracowników i 16 zł za godzinę dla zleceniobiorców i samozatrudnionych).

Jednocześnie powinny być prowadzone konsultacje w sprawie założeń przyszłorocznego budżetu, w tym wzrostu płac w sferze budżetowej. Rada Ministrów zaproponowała średnioroczny wskaźnik wzrostu tych wynagrodzeń o 106,0 proc. w ujęciu nominalnym (czyli o 6 proc.; jednocześnie oznacza to, że wynagrodzenia w budżetówce 2020 r. nie będą automatycznie waloryzowane jednym wskaźnikiem). To zdecydowanie niższa wartość od tej proponowanej przez związki zawodowe (domagają się wzrostu o 15 proc.). Dodatkowo związkowcy zwracają uwagę na inne wątpliwości związane z płacami w sektorze publicznym.

– Niektóre protestujące grupy zawodowe, np. pracownicy wymiaru sprawiedliwości, otrzymali już obietnicę podwyżek. Nie jest jednak jasne, jak zakwalifikuje je rząd, tzn. czy ci pracownicy otrzymają też dodatkową podwyżkę o 6 proc., czy też wzrost ten skonsumuje już wzrost obiecana po protestach. Zależy nam na tym, aby żadna grupa zawodowa nie poczuła się oszukana – podsumowuje Norbert Kusiak. 

Etap legislacyjny

Projekt rozporządzenia w konsultacjach