Tylko dwa państwa Unii chętniej niż Polska delegowały kobiety na unijnych komisarzy

Ursula von der Leyen jeszcze przed wyborem na przewodniczącą KE zapowiedziała, że jej Komisja w połowie będzie się składać z kobiet. / ShutterStock

Ursula von der Leyen jeszcze przed wyborem na przewodniczącą KE zapowiedziała, że jej Komisja w połowie będzie się składać z kobiet. Jak mówiła, jeśli kraje same nie zaproponują wystarczającej liczby pań, nie zawaha się poprosić stolice o nowe nazwiska. Sama von der Leyen jest pierwszą kobietą na tym stanowisku.

Jak twierdzą nasi rozmówcy w rządzie, Polska miała już wystarczającą liczbę kobiet w KE, zwłaszcza na tle innych państw, dlatego nie ma obaw, że kandydatura Krzysztofa Szczerskiego z tego powodu zostanie przez nową przewodniczącą odrzucona. Nominacje były tematem czwartkowego spotkania premiera Mateusza Morawieckiego z von der Leyen w Warszawie. Z relacji wynika, że nowa szefowa KE „przyjęła nasze argumenty do zrozumienia”. W końcu wśród trzech dotychczasowych komisarzy były dwie panie: Danuta Hübner i Elżbieta Bieńkowska. Oprócz nich w KE Polskę reprezentował też Janusz Lewandowski.

Polska wypada bardzo dobrze na tle innych krajów. Nasz wynik 67 proc. przebijają jedynie Bułgaria i Szwecja, które były reprezentowane w KE wyłącznie przez kobiety. Sofię reprezentowały Meglena Kunewa, Kristalina Georgiewa oraz Marija Gabrieł (ta ostatnia nie została uwzględniona w rankingu, ponieważ zastąpiła Georgiewą w 2017 r., a my braliśmy pod uwagę tylko składy komisarzy w momencie ich powołania). Szwecja, która należy do Wspólnoty już prawie ćwierć wieku, konsekwentnie posyłała do Brukseli kobiety: Anitę Gradin, Margot Wallström i Cecilię Malmström (dwie ostatnie sprawowały urząd dwukrotnie).

Dobrze wypadają także inne kraje naszego regionu. Nasza akcesja zbiegła się w czasie z momentem, gdy Bruksela zaczęła walczyć z niedostatkiem kobiet w europejskiej polityce. Przewodniczący José Barroso i Jean-Claude Juncker chwalili się zwiększeniem udziału pań w swoich komisjach do ponad 30 proc. Mimo to siedem krajów nigdy nie było reprezentowanych przez kobietę. To Chorwacja, Portugalia, Słowacja, Węgry, Estonia, Finlandia i Malta, przy czym trzy ostatnie chcą to zmienić i zaproponowały już von der Leyen damskie kandydatury. Największe powody do wstydu mają kraje założycielskie Wspólnoty. Belgia dopiero w poprzedniej kadencji wysłała do Berlaymont kobietę. Dziewięciu poprzedników belgijskiej komisarz Marianne Thyssen to panowie. Luksemburg i Holandia, dwa pozostałe kraje Beneluksu, również mogą pochwalić się tylko jedną kobietą.

Kobiety w Komisji Europejskiej / DGP

Niewiele lepiej sytuacja wygląda w przypadku wielkiej trójki. Francja, Niemcy i Włochy miały po zaledwie dwie reprezentantki w ponad 60-letniej historii KE. Statystyk tych krajów, nawet przy dużych staraniach, nie będzie łatwo poprawić. Rzym miał do tej pory w KE 22 komisarzy (dopiero od 1999 r. jednemu krajowi przypada jeden komisarz, wcześniej liczba tek była rozdzielana proporcjonalnie). Przy założeniu, że od dzisiaj wszyscy włoscy komisarze będą paniami, a na każdą kadencję Rzym będzie delegować inną kobietę, Włosi osiągną parytet w 2104 r.