„Kobieta w szponach nałogu to demon sam w sobie". „Toksyczność" Czechowicza [WYWIAD]

| Aktualizacja:
Jarosław Czechowicz: Kobiecie z różnych powodów nie wypada być pijaną. A już na pewno zaniedbywać ról wyznaczonych przez bliskie i dalsze otoczenie. A jak już jest pijana, to zawsze jest obrzydliwa i wyzwala tylko niechęć. / ShutterStock

Kobieta w szponach alkoholowego nałogu to demon sam w sobie. Aby sobie pomóc, musi czasem wyraźniej i bardziej asertywnie niż mężczyzna wyrazić chęć otrzymania tej pomocy - powiedział PAP pisarz, bloger, autor książki "Toksyczność" Jarosław Czechowicz.

PAP: Ile w "Toksyczności" jest z życia Jarosława Czechowicza?

Jarosław Czechowicz: Ciekawe pytanie. Przede wszystkim dlatego, że niektórzy po lekturze nie chcą tego wcale wiedzieć, a inni wręcz przeciwnie – są bardzo zainteresowani. Pierwsi chcą chyba widzieć to bezpieczniej, jako fikcję literacką, drudzy czasem bezbłędnie rozpoznają, co nie może być fikcją. I właśnie dlatego zdecydowałem się na przedstawianie tej książki jako rzeczy o charakterze autobiograficznym. Są w niej fragmenty tak wstrząsające, że uważny czytelnik na pewno domyśli się, iż nie mogły być zmyślone. Są oczywiście sceny mające pełne odbicie w rzeczywistości, ale wolałbym, żeby pozostał tutaj margines wątpliwości. Nade wszystko jednak jest to opowieść o życiu mojej matki skrytej pod postacią literacką, opowiadana przez nią, ja i moja siostra z naszymi krzywdami jesteśmy tutaj swego rodzaju tłem. Większość z tego, o czym opowiada "Toksyczność", naprawdę miała miejsce.

PAP: Dla kogo jest ta książka?

J.Cz.: Nie pisałem jej z czytelnym nastawieniem na odbiorcę. Dopiero później pojawiły się w mojej głowie fantazje na ten temat i przyznam, że to pytanie pojawia się prawie na każdym moim spotkaniu autorskim. Wydaje mi się, że "Toksyczność" – choć jest monologiem alkoholiczki – skierowana jest przede wszystkim do dorosłych dzieci alkoholików, czyli do ludzi z powieściowego tła. Chciałbym nią zasugerować, że potworny nałóg naszych rodziców, którego pewnie do końca życia będziemy się wstydzić, jest jednak do zrozumienia, jeśli tylko chce się go pojąć. Nie zaakceptować, lecz zrozumieć. Jeśli jest to powieść dla DDA, to powinna być o tym, że możliwe jest przebaczenie. Ale bardzo chciałbym, żeby "Toksyczność" czytały także kobiety pijące w Polsce z różnych powodów, a także ludzie z rodzin, które nie mierzą się z żadnymi dysfunkcjami. Dla nich wszystkich lektura będzie trudna, ale wierzę, że mimo wszystko otwierająca na inny punkt widzenia, inne spojrzenie na problem picia i funkcjonowania w społeczeństwie ludzi dotkniętych tą chorobą.

PAP: Czy napisanie tej książki było dla pana rodzajem terapii, sposobem na powiedzenie matce: "wybaczam"?

J.Cz.: Powieść jest zamknięciem trudnej drogi - kilku terapii, po których mogłem pożegnać przede wszystkim złe emocje. One nie ułatwiłyby mi pisania, nie pozwoliły zobaczyć wszystkiego tak, jak chciałem – oczyma osoby, która krzywdziła mnie najbardziej w życiu. Zatem "Toksyczność" to raczej forma ostatecznego pożegnania się z nieżyjącą przecież matką, ale oczywiście ze stanowczym wskazaniem, że nie żegnam się z żalem. Zdążyłem przed jej śmiercią powiedzieć o tym, co jej wybaczyłem, a ona zdążyła przeprosić. Są oczywiście rzeczy, którym nie zaradzi żadna terapia ani nawet taka powieść – nie można wybaczyć wszystkiego, ale na pewno wiele zachowań, słów, sytuacji można zapamiętać bez złości, jeśli zrozumie się, dlaczego naprawdę się zdarzyły. Skąd się wzięły, ile w tym było nieszczęścia i zbiegów okoliczności. Dlatego też "Toksyczność" – książka przede wszystkim o relacjach między najbliższymi, zdeterminowanych nadużywaniem alkoholu – jest tak niejednoznaczna w swej wymowie. A przynajmniej starałem się, aby taka była.

PAP: "Toksyczność" bardzo dobrze obrazuje to, że alkoholizm dotyka całe rodziny, potrafi przechodzić z pokolenia na pokolenie, tworzy zamknięty krąg. Janina doświadczająca przemocy fizycznej i psychicznej ze strony swojego ojca, pragnąca całkowicie odciąć się od domu rodzinnego, sama zgotuje podobny los swoim dzieciom...

J.Cz.: Ten krąg jest tym bardziej zamknięty, im mocniej osadzony w milczeniu. Rodziny, w których ktoś pije, starają się to za wszelką cenę tuszować, choć nie powinny się wstydzić osoby z najbliższego otoczenia pijących, ale oni sami. Ale najtrudniejsze do pojęcia jest właśnie to, że bohaterka – jak wielu podobnych jej ludzi – traumy z domu rodzinnego przenosi do tego, który sama tworzy. Początkowo działa na adrenalinie i wściekłości za doznane krzywdy, ale kiedy poziom emocji się obniża, podejmuje decyzję o powieleniu toksycznego wzorca. Moja powieść nie tłumaczy, dlaczego tak się dzieje. Pozwala jednak pokazać kilka kontekstów, które sprzyjają takiemu działaniu.

PAP: Czytelnik może czuć niezrozumienie dla decyzji i wyborów Janiny. Wydaje się, że po traumach, których sama doświadczyła, będzie dążyła do tego, żeby odmienić swoje życie. Jednocześnie widzimy cierpienie, z którym musiała się mierzyć.

J.Cz.: Alkoholizm jest problemem niesamowicie złożonym, a ten przenoszony na kolejne pokolenia – jeszcze bardziej. Zwłaszcza że nie mieści się w żadnym logicznym i zdroworozsądkowym myśleniu. Ludzie nie zadają sobie pytania o to, dlaczego tak naprawdę alkoholik pije, bo nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że ta choroba nie jest tylko uzależnieniem od napojów procentowych. Myślą, że picie to po prostu słabość. Weź się do roboty, zajmij czymś, nie będziesz pić. To tak nie działa. Wszystko tkwi głęboko w psychice, zwykle zranionej i niegotowej na konfrontacje z tymi zranieniami. Pije się, żeby zapomnieć, a co zapomnieć – to przedstawił już de Saint-Exupery (w "Małym księciu" - przyp. PAP) w pozornie prosty sposób, ale nic nie jest w tym błędnym kole proste. Ani motywacje alkoholika, ani też powody, dla których chce lub nie chce skończyć z nałogiem. Staram się w "Toksyczności" zasugerować, że cierpienie alkoholiczki bierze się z tego, iż za dużo musiała unieść w życiu. Że nie ma czasem od cierpienia innej drogi ucieczki niż zapomnienie. Wtedy się pije, nie myśląc o nikim z otoczenia.

Moje życiowe doświadczenia nauczyły mnie tego, by nigdy nie decydować się na ocenę kogoś, kto nadużywa alkoholu. W gruncie rzeczy nie mam najmniejszego pojęcia, co może rozgrywać się w głowie pijącej osoby i jakie czynniki doprowadziły ją do takiego stanu. Sam nie jestem alkoholikiem. Mogę mówić o doświadczeniach wynikających z obserwacji. I refleksjach, które przyszły dużo później. Potępić jest bardzo łatwo. Osoba pijąca być może od samopotępienia rozpoczyna swój destrukcyjny ciąg alkoholowy. A potem kolejny i kolejny.

PAP: "Toksyczność" jest mocna, poruszająca i momentami ciężka do udźwignięcia, ale pokazuję też przemianę człowieka oraz to, że na pojednanie nigdy nie jest za późno...

J.Cz.: Bohaterka mojej książki w wielu momentach swojego życia chce udowodnić otoczeniu, że może się pozbierać, da radę, już przestanie. Tyle tylko, że to może udać się dopiero wtedy, kiedy będzie chciała cokolwiek udowodnić samej sobie. Przecież tak naprawdę nie zaprzestaje picia - to jej świadoma i ostateczna decyzja. Przestaje pić z innych powodów, warto je odnaleźć w powieści. Zmuszają ją do tego okoliczności. Czy jest autentyczna w kwestii zmiany samej siebie? Przemiana mimo wszystko wychodzi się z niej, z potrzeby wzięcia odpowiedzialności za siebie, ale za tym tkwią wciąż mroczne cienie, chcą zniszczyć efekty przemiany. Natomiast co do pojednania – rzeczywiście nigdy nie jest na nie za późno, jednak by było prawdziwe, potrzebna jest pokora obu stron. Wszyscy muszą chcieć pochylić głowy. To bardzo trudne, ale możliwe. Wręcz konieczne, jeśli chce się iść dalej przez życie i nie zwariować od mrocznych wspomnień. Wtedy wszyscy z rodziny alkoholika mogą być swego rodzaju zwycięzcami.

PAP: W moim odczuciu największymi zwycięzcami tej historii są dzieci Janiny. Mimo traumatycznych przeżyć, których doświadczyły – odrzucenia ze strony matki, braku normalnego dzieciństwa, strachu, wstydu – nie są toksyczne. Jak tego dokonały?

J.Cz.: Filip i Agnieszka bardzo uważnie obserwują, szybko wyciągają pierwsze wnioski o toksyczności zachowań swojej matki i prawdopodobnie doskonale "wgrywają" sobie w podświadomość, czego nigdy nie będą robić tak, jak ona. To musi być u nich utrwalone wyjątkowo bolesnymi przeżyciami. Myślę, że ich moc to determinacja. Wyjątkowo silnie zakorzenia się w nich wizerunek życia matki jako antywzoru. Im więcej rozumieją z jej życia i im więcej są w stanie wybaczyć, tym więcej odkłada im się z tyłu głowy jako zło, którego nie można powielić. Mają zapewne silne osobowości i jasne systemy wartości. Jeśli coś w życiu bolało, nie dopuszczą do tego bólu ponownie. Widzą też w ostatnich latach życia swojej matki, jak bardzo żałuje ona tego, co robiła, jak wiele lat życia straciła, jak nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości trzeźwego świata, w którym można wreszcie zrobić coś przyjemnego dla siebie. Jej dzieci wiedzą, że nie stracą tylu lat życia co ona.

PAP: O alkoholizmie kobiet powstało już kilka książek, m.in. Miki Dunin, Małgorzaty Halber czy Katarzyny T. Nowak, jednak wciąż temat ten jest uznawany za tabu. Z czego to wynika?

J.Cz.: Ze sposobu, w jaki stygmatyzuje się pijącą kobietę w społeczeństwie. Wspomniane pisarki pokazały, że jest to bardzo bolesne, ich bohaterki szukają dróg ucieczki od tej dodatkowej opresji, dla każdej z nich picie jest podwójnie uciążliwe – w znaczeniu prywatnego demona i tego, jak szykanuje za to otoczenie. Kobiecie z różnych powodów nie wypada być pijaną. A już na pewno zaniedbywać ról wyznaczonych przez bliskie i dalsze otoczenie. A jak już jest pijana, to zawsze jest obrzydliwa i wyzwala tylko niechęć. "Toksyczność" do kwestii obecnych w twórczości tych autorek dodaje jeszcze odpowiedzialność za dzieci. Moja bohaterka sama musi radzić sobie z uzależnieniem, ale ma obok siebie istoty, za które musi wziąć odpowiedzialność, gdy nie jest gotowa na wzięcie odpowiedzialności za siebie. Pijąca matka doświadcza automatycznego potępienia, bo skoro ma dzieci, to dlaczego tak je krzywdzi? Staram się pokazać, że proste stygmatyzowanie jest niesprawiedliwe. Że to po prostu chwyta za serce i wyzwala negatywne myślenie o pijącej matce. Ale to, czy pije się samotnie, czy pośród samotnych i przerażonych dzieci, nie ma większego znaczenia, bo działa mechanizm ucieczki od odpowiedzialności oraz atakowania przez innych. Demon pozostanie demonem bez względu na to, dla kogo warto się z nim pożegnać. A kobieta w szponach nałogu to już demon sam w sobie. To smutne, ale aby sobie pomóc, musi czasem wyraźniej i bardziej asertywnie niż mężczyzna wyrazić chęć otrzymania tej pomocy.

Rozmawiała Katarzyna Krzykowska (PAP)

-----------------------------------------------

Jarosław Czechowicz - ur. 1978, absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie ukończył również podyplomowe studium dziennikarskie. Od 12 lat recenzuje książki na blogu "Krytycznym okiem". Wydał dwa zbiory rozmów z pisarzami: "Rok w rozmowie" (2014) i "Poza napisanym" (2017). Na co dzień nauczyciel języka polskiego. "Toksyczność" jest jego debiutancką powieścią. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.