Spór między lekarzami a NFZ z nocnymi dyżurami w tle

| Aktualizacja:
Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) powinni mieć obowiązek dyżurowania w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej (NPL) – uważa Andrzej Jacyna. / ShutterStock

Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) powinni mieć obowiązek dyżurowania w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej (NPL) – uważa Andrzej Jacyna. Jego słowa oburzyły środowisko, jednak na potrzebę zreformowania zarówno POZ, jak i NPL od dłuższego czasu wskazują również eksperci.

Organizacje skupiające lekarzy POZ w reakcji na słowa prezesa NFZ wysłały listy m.in. do premiera Mateusza Morawickiego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Są w nich protesty, żądania przeprosin i prośby o sprecyzowanie, jakie jest w tej sprawie stanowisko resortu. Warto jednak w tym kontekście przypomnieć, co dokładnie powiedział Andrzej Jacyna na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Organizacji Ochrony Zdrowia i jak się to wpisuje w zgłaszane od jakiegoś czasu postulaty.

Nocna pomoc w przychodni czy szpitalu?

– Jestem za tym, żeby nałożyć obowiązek dyżurowania na lekarzy POZ. Nie wiem, w jakim wymiarze, niemniej powinni mieć oni obowiązek obsady dyżurów w NPL. Wyłgali się z tego zręcznie, dzisiaj pracują do godz. 18, żądają skrócenia pracy do godz. 16. Myślę, że po wyborach jest czas na twardą dyskusję z tym towarzystwem – powiedział Andrzej Jacyna, odnosząc się do skarg dyrektorów szpitali na trudności związane w obsadzaniem dyżurów.

Przypomnijmy, po wprowadzeniu sieci szpitali nocna i świąteczna pomoc lekarska, która z definicji obejmuje świadczenia w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej, w dużej części przeniosła się z przychodni do szpitali. Większość z nich ma teraz bowiem obowiązek uruchomiania takich usług. Uważano, że odciąży do szpitalne oddziały ratunkowe (SOR–y). Jeszcze przed wprowadzeniem sieci NIK wskazywała, że NPL jest źle zorganizowana i niewykorzystywana, ponieważ pacjenci w nagłych wypadkach korzystają przede wszystkim z usług pogotowia i SOR–ów. Z raportu wynikało, że jeśli w szpitalu nie było NPL, SOR-y przyjmowały średnio o połowę więcej pacjentów na dobę niż te, w których działała nocna pomoc. Jednak mimo reformy systemu na SOR–y wciąż zgłasza się wielu pacjentów, którzy powinni trafić do POZ albo NPL (według niektórych szacunków aż 70–80 proc.). Zaś usytuowanie NPL przy szpitalach borykających się z coraz większymi brakami kadrowymi spowodowało, że jeszcze trudniej zorganizować im pracę.

Większa odpowiedzialność

Eksperci są zgodni, że udrożnienie SOR-ów nie będzie możliwe bez większego zaangażowania POZ. Zdaniem Jarosława Fedorowskiego, prezesa Polskiej Federacji Szpitali, to, że praktyki POZ zamykają się o określonej godzinie i pacjent nie ma możliwości 24-godzinnej konsultacji choćby telefonicznej, jest nieporozumieniem. Nie chodzi o to, aby gabinety POZ były czynne całą dobę, wystarczy, by pełniły dyżur telefoniczny na zasadzie rotacyjnej. Zwłaszcza że mamy dziś możliwość zdalnego udzielania porad, nawet wystawienia e-recepty. – Konieczna jest większa odpowiedzialność specjalistów POZ za swoich pacjentów, oczywiście w sytuacjach, które są w kompetencji lekarza rodzinnego – przekonuje.

Zupełnie o innym kierunku myślą jednak lekarze POZ. Bożena Janicka, szefowa Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, uważa, że NPL nie musi być dostępna 24 godziny, bo gdy dzieje się coś naprawdę złego, pomocy udziela system ratownictwa. Z kolei Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego, jest zdania, że można rozważać rozwiązania, które połączą POZ i NPL, ale tylko wówczas, jeśli do systemu wejdą młodzi lekarze i będzie właściwa obsada.

Zabetonowany rynek

Z tym jednak może być problem. Brak młodych lekarzy w POZ to kolejna kwestia, na którą zwracał uwagę prezes Jacyna. – Trzeba wprowadzić zapis, który umożliwi odbetonowanie tego rynku pracy. Mamy teraz właścicieli przychodni, którzy zostali nimi 20 lat temu i dostęp młodych ludzi do rynku jest ograniczony. Żeby dziś otworzyć praktykę lekarza rodzinnego po skończeniu specjalizacji trzeba by było wziąć kredyt rzędu 2–3 ml zł – aby ją utrzymać do czasu, kiedy będzie się miało listę 1,5 tys. pacjentów na lekarza, a to trwa ok. trzech lat. Ja się nie dziwię, że nie ma chętnych wśród młodych ludzi. Tym bardziej że dziś, po każdej specjalizacji, a nawet bez niej, jako prosty lekarz po stażu, można podjąć pracę w jakiejkolwiek przychodni POZ – mówił. Jego zdaniem trzeba znaleźć formę łatwiejszego wejścia na ten rynek, np. przez niskooprocentowane kredyty czy ryczałtowe płacenie za działalność. To jednak wymaga zmiany ustawowej, co może się spotkać ze sprzeciwem środowiska. Ale – jak dodał prezes NFZ – projekty trzeba przygotować i mieć gotowe, by móc podjąć prace nad nimi po wyborach.

Dlatego też Jacek Krajewski pyta ministra Szumowskiego m.in. o to, czy rzeczywiście po wyborach planowana jest zmiana dotychczasowego modelu organizacyjnego i właścicielskiego POZ. A Bożena Janicka przypomina, że doraźne zmiany prowadzą jedynie do chaosu.

Za rok rynek mieszkaniowy będzie już inny, będzie mniej nowych mieszkań