Czy wskazanie błędnego adresu pozwanego to oszustwo

| Aktualizacja:
Zdaniem adwokata Zbigniewa Krügera choć samo podanie nieprawidłowego adresu jest niewątpliwie nadużyciem procesowym i działaniem sprzecznym z zasadami współżycia społecznego, trudno mówić w tym wypadku o oszustwie czy nawet bardziej ogólnie – o przestępstwie. / ShutterStock

Celowe wprowadzenie sądu w błąd co do miejsca zamieszkania strony przeciwnej może rodzić odpowiedzialność z art. 286 kodeksu karnego.

Zabieg taki ułatwia uzyskanie wyroku zaocznego. Ponieważ pozwany nie otrzymuje wezwań do sądu (bo trafiają one pod inny adres) i nie stawia się na rozprawach – nie broni swoich racji, a o zapadłym wyroku dowiaduje się dopiero, gdy komornik wszczyna przeciw niemu egzekucję. Praktyka taka była częsta w początkach funkcjonowania e-sądu. Sąd ten wydawał nakaz zapłaty, a druga strona nie zaskarżała go, gdyż nie został jej doręczony. Jak wskazuje dr Magdalena Matusiak-Frącczak, adwokat, ostatnio można zauważyć nawrót tej plagi.

Jest to niewątpliwie działanie nieuczciwe, czy jednak wyczerpuje ustawowe znamiona oszustwa? Przestępstwo to jest definiowane w art. 286 kodeksu karnego, który mówi o „doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem”. Mecenas Matusiak-Frącczak podkreśla, że wszystko zależy więc od tego, czy wyrok sądu stanowi „rozporządzenie cudzym mieniem”.

Zdaniem adwokata Zbigniewa Krügera choć samo podanie nieprawidłowego adresu jest niewątpliwie nadużyciem procesowym i działaniem sprzecznym z zasadami współżycia społecznego, trudno mówić w tym wypadku o oszustwie czy nawet bardziej ogólnie – o przestępstwie.

– Gdyby się jednak okazało, że także podstawy faktyczne powództwa są nieprawdziwe i związane jest to ze złożeniem fałszywych dowodów, to takie działanie może stanowić przestępstwo wyłudzenia, poświadczenia nieprawdy lub fałszerstwa – tłumaczy prawnik.

Inaczej na problem patrzy adwokat Radosław Baszuk. – Jeżeli jesteśmy w stanie wykazać dowodowo, że sprawca obejmuje zamiarem bezpośrednim doprowadzenie do sytuacji, w której wadliwie wydany wyrok zasądzający określoną kwotę uprawomocni się, stanie się wykonalny i po nadaniu klauzuli wykonalności zostanie przymusowo wyegzekwowany, możemy mówić o czymś, co w doktrynie i orzecznictwie nazywane jest „oszustwem sądowym” lub „procesowym”. Mamy z nim do czynienia, gdy na skutek fałszywych dowodów przedstawionych przez sprawcę lub innych podjętych przez niego podstępnych zabiegów, doszło do rozporządzenia mieniem na podstawie wyroku sądowego zasądzającego roszczenie – wyjaśnia prawnik.

– W ocenie mec. Baszuka konstrukcja ta wyczerpuje znamiona art. 286 par. 1 k.k., najczęściej w zw. z art. 272 k.k., albowiem poza skutkiem w postaci doprowadzenia pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dochodzi najczęściej do wyłudzenia poświadczenia nieprawdy w orzeczeniu sądowym poprzez podstępne wprowadzenie sądu w błąd.

Natomiast adwokat Monika Strus-Wołos zauważa, że celowo nierzetelne zachowanie strony powinno być karane ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, jednak nie ma ku temu dostatecznie skutecznych narzędzi.

– Wprawdzie doktrynie i orzecznictwu znane jest pojęcie oszustwa sądowego, tj. wyrządzenia szkody majątkowej przez umyślne wprowadzenie w błąd sądu w postępowaniu z udziałem tej osoby, jednakże w praktyce niezmiernie trudno osiągnąć w takich sprawach wyrok skazujący, a nawet wniesienie aktu oskarżenia – a to ze względu na zakaz wykładni rozszerzającej w prawie karnym. Wskazana byłaby więc interwencja ustawodawcy – tłumaczy Monika Strus-Wołos.

I dodaje, że prawo cywilne wcale nie zapewnia lepszej ochrony przed taką praktyką.

Wprawdzie w 2012 r. wprowadzono w art. 3 kodeksu postępowania cywilnego obowiązek dla stron i uczestników postępowania zgodnie z dobrymi obyczajami, jednak nie wiązało się to z żadnymi sankcjami oprócz możliwości nałożenia kosztów niezależnie od wyniku procesu, która to możliwość i tak istniała już wcześniej.