Kto zapłaci za molestowanie przez księdza?

| Aktualizacja:
Skoro istnieją kościelne osoby prawne, w ramach których funkcjonują księża wykonujący powierzone im czynności również w sferze publicznej, to nie ma powodów, by wyłączać je poza nawias odpowiedzialności z art. 430 k.c. / ShutterStock

Sąd nie zgodził się z argumentem, że płacić powinien ten, kto zawinił.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał 2 października 2018 r. wyrok sądu pierwszej instancji zasądzający od Towarzystwa Chrystusowego zadośćuczynienie dla kobiety, która jako 13-latka padła ofiarą gwałtów ze strony księdza. Ten wyrok ma charakter przełomowy, mimo że oczywiście wiąże strony tylko w tej konkretnej sprawie. Jest jednak bodaj pierwszym w Polsce prawomocnym wyrokiem uznającym odpowiedzialność kościelnej osoby prawnej za czyny księdza działającego w ramach jej struktury.

W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił powództwo pani Katarzyny, dziś 24-latki, i zasądził na jej rzecz tytułem zadośćuczynienia za doznane krzywdy kwotę 1 mln zł oraz dożywotnią rentę w wysokości 800 zł miesięcznie. Powódka ponad 10 lat temu padła ofiarą dorosłego mężczyzny – księdza, który przez wiele miesięcy więził ją i wykorzystywał seksualnie. Powództwo zostało jednak wytoczone nie przeciwko księdzu, który był bezpośrednim sprawcą dramatu poszkodowanej, lecz przeciwko Towarzystwu Chrystusowemu, którego był członkiem w czasie popełniania przestępstw przeciwko pani Katarzynie. Podstawą ustalenia odpowiedzialności był art. 430 kodeksu cywilnego, regulujący problematykę szkody wyrządzonej przez podwładnego.

Odpowiedzialność wynikająca z tego przepisu oparta jest na zasadzie ryzyka polegającego na powierzeniu określonej osobie wykonywania ustalonych czynności i związanej z tym możliwości wyrządzenia szkody osobie trzeciej. Oznacza to, że do uznania odpowiedzialności osoby prawnej nie jest konieczne wykazanie winy danej jednostki. Nie sposób zatem zgodzić się z argumentacją opartą na założeniu, że płacić powinien ten, kto zawinił. „To nie nasza wina” jako linia obrony ze strony danej jednostki nie jest przesłanką ekskulpującą jej odpowiedzialność z art. 430 k.c.

Na zasadność pozywania kościelnej osoby prawnej w takiej sytuacji jak komentowana wskazywała jeszcze przed zapadnięciem powyższych wyroków prof. Ewa Łętowska (m.in. w artykule „Odpowiedzialność za księży – dyskusja ciągle niedokończona” [w:] Czynić postęp w prawie. Księga jubileuszowa dedykowana Profesor Birucie Lewaszkiewicz-Petrykowskiej). Skorzystanie z art. 430 k.c. wymaga udowodnienia istnienia więzi czasowej, miejscowej i funkcjonalnej pomiędzy zdarzeniem będącym źródłem szkody a wykonywanymi czynnościami w ramach danej struktury. Zatem, mimo że jest oczywiste, że wyrządzona krzywda nie mieściła się w sferze zadań powierzonych księdzu przez Kościół, o tyle nie wyklucza to wyraźnego związku powstałej szkody z faktem, że sprawca był duchownym.

W komentowanej sprawie (wedle relacji medialnych) sprawca, będąc księdzem, poznał dziewczynkę podczas lekcji religii, zapraszał ją na plebanię, a następnie wykorzystywał seksualnie przez wiele miesięcy, cały czas pełniąc posługę kapłańską. Kwestią kluczową dla stwierdzenia odpowiedzialności kościelnej osoby prawnej musi być w takiej sytuacji ustalenie, czy ofiara zgodziłaby się na kontakt ze sprawcą, zaufałaby mu, gdyby nie był on księdzem. W omawianej sprawie sądy bez wątpienia doszły do przekonania, że owo pozostawanie przez sprawcę w strukturze kościelnej było elementem służącym do wykorzystania przez niego ofiary i dlatego sąd uznał odpowiedzialność Towarzystwa Chrystusowego.

Warto również wskazać, że rozpatrujące tę sprawę sądy nie mogły mieć wątpliwości co do winy mężczyzny w zakresie szkody wyrządzonej pozwanej. Uprzednio bowiem ksiądz skazany został prawomocnym wyrokiem sądu karnego za dopuszczenie się przestępstw wobec ofiary, a zgodnie z art. 11 k.p.c. ustalenia wydanego w postępowaniu karnym prawomocnego wyroku skazującego co do popełnienia przestępstwa wiążą sąd w postępowaniu cywilnym.

Odpowiedzialność osoby prawnej za czyny podwładnych zbudowana na zasadzie ryzyka, ma na celu ułatwienie osobie poszkodowanej dochodzenie słusznych roszczeń. Skoro zatem istnieją kościelne osoby prawne, w ramach których funkcjonują księża wykonujący powierzone im czynności również w sferze publicznej – jak choćby prowadzenie lekcji religii w szkołach – nie ma powodów, by wyłączać je poza nawias odpowiedzialności z art. 430 k.c. Za szkodę odpowiada bowiem nie tylko ten, kto bezpośrednio zawinił swoim czynem, lecz także ten, kto na zasadzie ryzyka powierzył mu określone czynności.

Pewnej komplikacji dostarczać może zbudowana co do zasady hierarchicznie struktura kościelnych osób prawnych. Dlatego odpowiedzialność należy rozpatrywać w odniesieniu do tej osoby prawnej, do której przypisany był w chwili czynu sprawca szkody, nie zaś – ogólnie – do Kościoła. 

Skoro istnieją kościelne osoby prawne, w ramach których funkcjonują księża wykonujący powierzone im czynności również w sferze publicznej, to nie ma powodów, by wyłączać je poza nawias odpowiedzialności z art. 430 k.c.