Coraz większe zamieszanie z lekami na raka prostaty

| Aktualizacja:
W większości krajów Europy refundowane są wszystkie dostępne terapie - w Polsce jedna - Mamy nadzieję, ze ministerstwo jak najszybciej stworzy takie warunki, że polscy pacjenci będą leczeni zgodnie z wiedzą medyczną i światowymi standardami". / ShutterStock

Zakaz sekwencyjnego leczenia, informacja jednego z producentów o zakazie łączenia leków i tylko jeden lek dla pacjentów przed chemioterapią. Z tym wszystkim muszą zmagać się pacjenci chorzy na raka prostaty. Miało być lepiej a jest - jak zwykle.

Zakaz łączenia leków

Od listopada pacjenci z zaawansowanymi nowotworami prostaty mają dostęp do trzech leków po chemioterapii i tylko jednego przed nią. Ale to tylko fikcja, bo program lekowy nie pozwala na sekwencyjne podawanie leków. Co więcej, URPLiPB opublikował oświadczenie firmy Bayer (producent dichlorku radu-223) o zwiększonym ryzyku zgonu u pacjentów otrzymujących ten lek w połączeniu z octanem abirateronu. Wg firmy nie ustalono niebezpieczeństwa stosowania dichlorku radu-223 w połączeniu z enzalutamidem.

"Należy pochwalić firmę Bayer za odpowiedzialne potraktowanie problemu i natychmiastową reakcję - mówi Bogusław Olawski, przewodniczący sekcji prostaty Stowarzyszenia UroConti. - Jak na ironię, akurat w Polsce stosowanie wymienionych leków łącznie nie było zakazane, w przeciwieństwie do sekwencyjnego podawania abirateronu i enzalutamidu".

Sekwencyjność - tajne przez poufne

W sprawie sprzecznego ze światowymi standardami zakazu sekwencyjności pacjenci z UroConti napisali do ministerstwa oraz producentów, z zapytaniem, dlaczego zgodzili się na taki kształt programu, który uniemożliwia sekwencyjność podawania leków. Firma Janssen, producent abirateronu wskazała na resort twierdząc że zapisy aktualnego programu "otrzymała z Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia", firma Astellas, producent enzalutamidu odpisała, że już złożyła w ministerstwie wniosek o zmianę kształtu programu a firma Bayer, producent dichlorku radu-223, że w jej ocenie "program lekowy nie zakazuje stosowania sekwencyjności terapii dla ich leku. Najciekawsza odpowiedź przyszła jednak z Ministerstwa Zdrowia. Wynikało z niej, że zapisy umieszczone w programie lekowym były opiniowane przez konsultantów i ekspertów klinicznych z dziedziny onkologii (…) którzy wskazali na zasadność uniemożliwienia stosowania enzalutamidu i abirateronu sekwencyjnie". Jednak na zapytanie o uzasadnienie opinii, pacjenci do dzisiaj nie otrzymali odpowiedzi.

"Padła ona 26 lutego z ust urzędników resortu podczas Dialogu dla Zdrowia. Napisaliśmy do obu wskazanych wtedy z nazwiska profesorów Krzakowskiego i Potemskiego z prośbą o potwierdzenie tej informacji, bo trudno uwierzyć, że stworzyli takie opinie, gdy większość środowiska jednoznacznie opowiada się za stosowaniem leków sekwencyjnie. Niestety do dzisiaj prof. Krzakowski nie odpowiedział, a prof. Potemski skierował nas po swoją opinię do +organu dla którego ją przygotował+. Obawiamy się, że w tej sprawie jest jakieś drugie dno. Musimy to wyjaśnić, bo tu chodzi o nasze życie" - stwierdza Olawski.

Koniec z blokowaniem dostępu do leczenia?

W ubiegłym roku pacjenci przekonali się, na czym polega rywalizacja firm farmaceutycznych i dążenie do monopolizowania rynku. Ministerstwo, mimo pozytywnej decyzji, nie rozszerzyło programu lekowego o kolejne terapie, bo nie dopuścił do tego producent, który już miał lek w tym programie. Już wtedy pacjenci apelowali o zmianę przepisów odbierających ministrowi możliwość decydowania o wprowadzeniu nowych substancji do już istniejących programów, co w pewnym sensie czyni z niego zakładnika firm farmaceutycznych.

"Dlatego ucieszyły mnie słowa ministra Czecha, który przyznał, że ma problem z brakiem elastyczności programów lekowych, ponieważ w dużej mierze zależą od producentów i zapowiedział zmiany w tym zakresie" - mówi Bogusław Olawski.

Leczenie przed chemioterapią dla wybranych

"W ubiegłym roku otrzymaliśmy wreszcie dostęp do nowych leków i gdyby nie zakaz sekwencyjności i komunikat Bayera, moglibyśmy powiedzieć, że nasi pacjenci po chemioterapii są leczeni tak, jak na całym świecie - mówi Olawski. - Nadal jednak jesteśmy dyskryminowani w związku z ograniczeniami w dostępie do leczenia naszych członków, u których chemioterapia nie ma jeszcze medycznego uzasadnienia. W większości krajów Europy refundowane są wszystkie dostępne terapie - w Polsce jedna - Mamy nadzieję, ze ministerstwo jak najszybciej stworzy takie warunki, że polscy pacjenci będą leczeni zgodnie z wiedzą medyczną i światowymi standardami".