Gowin: Kompromis z Brukselą ws. reformy sądownictwa to nie jest żaden krok w tył

| Aktualizacja:
Jarosław Gowin / ShutterStock / Paweł Supernak

Cena kompromisu z Brukselą ws. reformy sądownictwa nie jest dla mnie gorzka, tak jak dla prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego; wydaje mi się, że to nie są nawet znaczące ustępstwa, to nie jest żaden krok w tył - to jest raczej krok w bok - powiedział we wtorek wicepremier Jarosław Gowin.

Gowin był pytany w radiowej Jedynce o słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził w poniedziałkowym wywiadzie dla wPolityce.pl, że cena za kompromis z Brukselą ws. reformy sądownictwa jest "znacząca, gorzka".

"Dla mnie ta cena nie jest gorzka" - odpowiedział wicepremier. "Oczywiście mamy trochę inne poglądy z prezesem Kaczyńskim, inny rodzaj wrażliwości. Mnie się wydaje, że to nawet nie są znaczące ustępstwa, to nie jest żaden krok w tył (...), to jest raczej krok w bok" - ocenił.

Gowin zapewnił również, że "te zmiany (dot. sądownictwa) będą kontynuowane". "Wchodzimy w taką fazę, która jest szczególnie istotna, w której będziemy mogli - jako rząd, a przede wszystkim Ministerstwo Sprawiedliwości - skoncentrować się na zwiększeniu sprawności orzekania polskich sądów, czy skróceniu czasu trwania spraw" - mówił wicepremier.

Kaczyński stwierdził w wywiadzie dla wPolityce.pl, że cena kompromisu z Brukselą jest "znacząca, gorzka". "Cóż, nie ukrywam iż wzorujemy się na premierze Viktorze Orbanie, który musiał iść na często przykre ustępstwa. Wolałbym oczywiście, by tak nie było, byśmy mogli pójść w reformach całą naprzód, tak jak zresztą to było w pierwszym uchwalonym projekcie ustaw sądowych, zawetowanych potem przez prezydenta. Ale okoliczności wewnętrzne, w tym wspomniane weto, i zewnętrzne, ułożyły się inaczej. Musimy brać to pod uwagę" - mówił prezes PiS.

"Ważne jest to, że porozumienie jest możliwe i mogę wyrazić nadzieję, ale to jest tylko nadzieja, że te ustępstwa, które proponujemy, nie będą dla naszych przeciwników podstawą do ataku. Podstawą do twierdzeń, że to oni zwyciężyli. Mam nadzieję, że tak nie będzie. Chociaż trzeba się spodziewać zarówno krytyki z naszej, to znaczy prawej strony, jak i pewnego triumfalizmu naszych przeciwników" - przyznał Kaczyński.

W ubiegłym tygodniu PiS złożyło w Sejmie projekty dotyczące nowelizacji ustaw: o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym i o Trybunale Konstytucyjnym. Projekt dotyczący przepisów o TK przewiduje, że prezes Trybunału zarządza ogłoszenie trzech nieopublikowanych wyroków TK z 2016 r. w terminie siedmiu dni od wejścia w życie tej nowelizacji. Z kolei projekt zmian w ustawach o ustroju sądów powszechnych i SN zakłada m.in. dwustopniową procedurę konsultacji przy odwołaniu prezesa lub wiceprezesa sądu - minister sprawiedliwości najpierw zasięgałby opinii kolegium sądu, a jeżeli ta byłaby negatywna, zwracałby się do KRS.

Do inicjatywy posłów PiS "z najwyższą sympatią" odniósł się w piątek szef KE Jean-Claude Juncker. Nie chciał jednak przesądzić, czy propozycje te mogą oznaczać przełom w sporze między polskimi władzami a Komisją dotyczącym praworządności. Zapowiedział ponadto, że kierowana przez niego instytucja będzie analizować to, co zostanie uchwalone przez polski parlament.

Komisja Europejska, podejmując w grudniu ub.r. decyzję o uruchomieniu wobec Polski procedury z art. 7 Traktatu o UE, dała Polsce trzy miesiące na wprowadzenie w życie rekomendacji dotyczących praworządności. Dotyczyły one m.in. zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym, w tym niestosowania zapisu o obniżonym wieku emerytalnym wobec obecnych sędziów.