Chłopcami do bicia dla organów ścigania nadal są obywatele

| Aktualizacja:
Wojciech Serafiński, prawnik, doradca podatkowy, ekspert BCC / Dziennik Gazeta Prawna

W państwie prawa musi niepokoić sytuacja, w której jeden organ państwowy usiłuje kryć inny

Konstytucja RP zawiera wiele przepisów gwarantujących ochronę praw podstawowych wszystkich obywateli. Jednym z takich przepisów jest zasada równości wszystkich wobec prawa. Choć nie ma ona charakteru bezwzględnego, to jednak nabiera szczególnego znaczenia w kontekście stosowania prawa karnego. Tu bowiem co do zasady odpowiedzialność ponosi każdy, kto popełni czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia.

Tyle teoria, a praktyka jak zwykle dowodzi, że w Polsce są równi i równiejsi. Szczególnie jednak bulwersuje sytuacja, gdy to organowi powołanemu do ścigania sprawców naruszeń prawa można postawić zarzut niestosowania tej zasady.

Weźmy na przykład postanowienie Prokuratora Rejonowego dla Łodzi-Bałut z 8 lutego 2018 r. w sprawie PR 1 Ds. 252.2018. Prokurator odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez pracowników II Urzędu Skarbowego Łódź-Bałuty podczas kontroli podatkowej wobec łódzkiego przedsiębiorcy. Ten w zawiadomieniu powiadomił organ ścigania, że konkretni pracownicy organu podatkowego przekroczyli uprawnienia i narazili przedsiębiorcę na szkodę przez bezpodstawnie blokowany zwrot podatku VAT (firma nie może od ponad półtora roku dysponować swoimi pieniędzmi) oraz na konieczność zapłaty nienależnego podatku, który nie znajduje żadnej faktycznej ani prawnej podstawy. Przeprowadzona kontrola podatkowa nie wykazała bowiem, by przedsiębiorca dopuścił się oszustwa podatkowego, zebrany materiał w pełni potwierdza, że wszystkie transakcje zostały przeprowadzone rzetelne, a podatki od nich w pełni uregulowane. Tymczasem organ zamiast dokonać zwrotu VAT z wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru (WDT), wciąż go blokuje, twierdząc, że przedsiębiorca uczestniczył w karuzeli podatkowej z... samym sobą. Z prawnego punktu widzenia nie jest to możliwe – przeczy temu sama definicja przestępstwa karuzelowego. Organ natomiast wywiódł tę fałszywą tezę tylko z tego, że przedsiębiorca posiada cztery firmy i dokonuje między nimi transakcji, mimo że od wszystkich z nich zapłacił należne państwu podatki. Sprawa ta dobitnie pokazuje, jak fiskus w majestacie prawa – niszczy firmy, które rzetelnie wywiązują się ze swoich obowiązków. Decydują o tym nie obiektywne kryteria i dowody, lecz widzimisię pracowników fiskusa, których nikt nie kontroluje, jak widać, nawet prokurator, który ma ustawowy obowiązek ścigania każdego, kto dopuścił się czynu zabronionego. Jak widać – z wyłączeniem pracowników fiskusa, nad którymi prokurator roztoczył ochronny parasol, godząc w zasadę równości wszystkich wobec prawa.

Prokurator jak fiskus...

Nie sama odmowa oczywiście bulwersuje, gdyż uprawnienie takie prokurator posiada. Bulwersuje to, że prokurator udaje, że nie zrozumiał zarzutów, szczegółowo i wyjątkowo starannie opisanych w zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, podważając autorytet i powagę instytucji, w której pracuje. Stwierdził mianowicie, że „Stan faktyczny zgłoszony przez A.Ł., jego ocena merytoryczna i prawna nie należy do kompetencji organów ścigania, którym bezpośrednio w zakresie swojej działalności nie podlegają organy Krajowej Administracji Skarbowej...”. Gdyby przedsiębiorca skierował do prokuratora odwołanie czy inny środek zaskarżenia w postępowaniu podatkowym, odmowa byłaby jak najbardziej zasadna i prawnie uzasadniona. Gdy jednak przedsiębiorca szczegółowo opisał, dlaczego uważa, że urzędnicy skarbowi dopuścili się przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, to obowiązkiem prokuratora było drobiazgowe zapoznanie się z aktami sprawy i ocena, czy urzędnicy nie przekroczyli uprawnień i nie dopełnili obowiązków. Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, gdy organ podatkowy od półtora roku bezprawnie wstrzymuje należny przedsiębiorcy zwrot podatku VAT, nie mając żadnych dowodów na poparcie stawianej podczas kontroli tezy, że przedsiębiorca dopuścił się oszustwa i, co znacznie gorsze – świadomie narażając firmę na bankructwo. Kto jak kto, ale prokurator winien posiadać elementarną wiedzę na temat oceny dowodów, które w tym przypadku rzekomo potwierdzają oszustwo. Tym bardziej, że kontrola została zakończona, a zebrany przez organ podatkowy materiał dowodowy pozwala na dokonanie tak elementarnej oceny, zgodnie oczywiście z regułami logicznego wnioskowania.

Logicznego wnioskowania w wydanym postanowieniu jak na lekarstwo. Nie dosyć, że prokurator w ciągu zaledwie kilku dni od dnia otrzymania zawiadomienia odmówił wszczęcia śledztwa, to jeszcze z całą pewnością nie zapoznał się z aktami kontroli. Potwierdza to treść postanowienia, gdyż nigdzie nie wspomniał w nim, by to uczynił. Nie zapomniał jednak wypomnieć tego, że do zawiadomienia nie dołączono pełnomocnictwa pełnomocnika podatkowego (co jest kompletnie niezrozumiałe, gdyż prawo tego nie wymaga) oraz tego, że przedsiębiorcy przysługuje odwołanie od ustaleń kontrolnych, z czego ten skorzystał. I tak organ ścigania stał się organem podatkowym...

Ale bez żartów. W państwie prawa niepokoić musi sytuacja, w której jeden organ państwowy usiłuje kryć inny. A staje się to w Polsce prawdziwą plagą. Takie wrażenie można odnieść po zapoznaniu się z treścią wskazanego wyżej i niezwykle lakonicznie uzasadnionego postanowienia. W państwie prawa musi niepokoić sytuacja, w której organ powołany do ścigania udaje, że nie rozumie zawiadomienia albo że nie jest jego właściwym adresatem. Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że w przypadku zawiadomień pochodzących od podatników prokuratury prawie nigdy nie ścigają urzędników skarbowych, którzy z roku na rok coraz częściej prowadzą czynności, dopuszczając się popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień. Tak było m.in. w przypadkach: Prokuratory Rejonowej dla Pragi-Południe (postanowienie z 1 grudnia 2016 r., sygn. PR4 Ds. 826.2016), dla Warszawy-Ochoty (postanowienie z 18 października 2016 r., sygn. PR 4Ds 937.2016/II) czy dla Warszawy-Mokotowa (postanowienie z 31 maja 2013 r., sygn. 1 Ds. 438/13). Prokuratorzy wydają postanowienia odmawiające wszczęcia śledztwa przeciwko urzędnikom, nie zapoznając się najczęściej nawet z aktami spraw podatkowych. Skoro tam są dowody przestępstw popełnianych przez pracowników fiskusa, to jak można odmówić wszczęcia śledztwa bez dokładnej analizy akt? W mojej ocenie zjawisko ignorowania zawiadomień od podatników występuje w Polsce na dużą skalę i jest lekceważone przez organy ścigania, choć nie tylko.

...a sąd jak prokurator

Sądy powołane do kontroli organów ścigania także nie sprawują należytej kontroli nad prokuraturami – lekceważą składane zażalenia podatników i chyba najchętniej w Europie karzą obywateli, otaczając natomiast parasolem ochronnym urzędników. Przykładem takiego podejścia jest m.in. postanowienie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy z 21 marca 2017 r. (sygn. akt III Kp 26/17), w którym sąd w iście lakoniczny sposób zbył podatnika. Uzasadnienie dowodzi, że sąd nie zapoznał się z aktami sprawy podatkowej i zaaprobował ogólnikowe oceny prokuratora. Czy tak w państwie prawa winna wyglądać sądowa kontrola postanowień prokuratora? Podobnie było w przypadku postanowienia SR dla Warszawy-Mokotowa z 17 lipca 2013 r. (sygn. akt XIV Kp 1570/13). I tu uzasadnienie postanowienia dowodzi kompletnego lekceważenia podatników. Sąd mianowicie stwierdził, że autorzy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników UKS w Warszawie... byli niezadowoleni z prowadzonego postępowania o przestępstwo skarbowe. Sąd kompletnie nie zajął się meritum problemu opisanego w zawiadomieniu. A dotyczył on przekroczenia przez pracowników UKS w Warszawie uprawnień i prowadzenia postępowania karnego wobec podatników, mimo że nie mogło być ono prowadzone, gdyż nastąpiło przedawnienie karalności czynu. Mimo to organ skarbowy prowadził nadal postępowanie karne i dopiero przywołany do porządku umorzył je postanowieniem z 25 lipca 2012 r. Trzeba wskazać, że przedawnienie karalności w przypadku zarzutu dotyczącego podatku VAT za 2005 r. nastąpiło z końcem 2010 r. Jak widać ani prokurator, ani kontrolujący go sąd nie dostrzegli... tak drobnego mankamentu.

Rzecznikowi praw obywatelskich także należą się bury, gdyż nie kontroluje należycie takich przypadków, o czym mogłem się wielokrotnie przekonać, czytając odpowiedzi na sygnały wysyłane przez podatników, a dotyczące przecież ich praw obywatelskich. Tak było np. w przypadku sprawy opisanej wyżej, w której nastąpiło przedawnienie (pismo z 28 czerwca 2013 r. BRPO-663566-V/10/AM). Rzecznik pouczył podatników o ich prawach oraz podkreślił, że nie może ingerować w postępowanie. Nie zbadał jednak należycie sprawy, skoro nie dostrzegł w tym konkretnym przypadku nadużycia prawa ze strony organu podatkowego (będącego jednocześnie organem ścigania), potem prokuratora, a potem sądu.

Skoro obywateli lekceważą organy ścigania, sądy karne, a nawet RPO, to gdzie u licha zwykli podatnicy mają szukać sprawiedliwości i ochrony swoich praw? Jak długo jeszcze w Polsce będzie obowiązywała Orwellowska zasada równych i równiejszych? Czy rzeczywiście chłopcami do bicia dla organów ścigania będą nadal tylko obywatele, na których w polskim prawie znaleźć można kilkaset przepisów karnych, a na urzędników zaledwie jeden, no, może dwa? Jak długo w Polsce będzie tolerowana jeszcze urzędnicza bezkarność – latami prowadzone postępowania, bezpodstawnie wstrzymywane zwroty podatków czy wyłudzanie od podatników nienależnych państwu danin? Przecież takie sytuacje mogą doprowadzić do bankructwa niejedną firmę, a zapewniam, że są nagminne.