Rozmawiamy z DAVIDEM STULBEM, byłym oficerem CIA. Zajmuje się pan ściganiem nieuczciwych białych kołnierzyków. Tropi pan winnych korupcji, defraudacji czy kreatywnej księgowości. Jak to się robi?
Czy pańską branżę nauczyły coś sprawy Enronu i Andersena?
Nie tylko nas. Pokazały one, jakie są granice kapitalizmu. Enron, działający pierwotnie w branży energetycznej, rozszerzył swoje działanie na tak skomplikowane instrument finansowe, że ktokolwiek przestał je rozumieć. Krach Enronu stanowił w pewnym sensie triumf zdrowego rozsądku. Przedtem ludzie, nawet wewnątrz firmy, nie pytali, o co chodzi. Zadowalali się stwierdzeniem: skoro się kręci, to przecież wszystko musi się zgadzać. Teraz częściej pojawia się refleksja: czy to wszystko musi być tak skomplikowane? Czy nie da się prościej? Może ktoś chce coś ukryć?
Czy przed Enronem były inne spektakularne przypadki oszustw dokonywanych przez białe kołnierzyki?
Oczywiście. Sekwencja zdarzeń zawsze jest taka sama: najpierw nadchodzi boom, który napędza falę nadużyć. Potem jest próba regulacji rynku przez rząd. Odpowiedzią na wysyp przestępstw finansowych doby Wielkiego Kryzysu 1929 r. była ustawa z 1933/34, do dziś stanowiąca ramy, w których porusza się amerykański biznes. W latach 70. i 80. Wall Street wstrząsnęła seria skandali finansowych z udziałem Ivana Boesky’ego czy Dennisa Levine’a (Finansistów, którzy dorobili się fortuny na nielegalnych spekluacjach giełdowych, zanim nie zdemaskował ich prokurator Rudy Giuliani, późniejszy burmistrz Nowego Jorku. Wydarzenia stanowiły inspiracje dla słynnego filmu Olviera Stone’a „Wall Street” z Michaelem Douglasem w roli głównej – red.). Dopiero wówczas w USA wzięto się na poważnie za regulowanie gry na Wall Street. Podobnie jest dziś z próbą regulowania międzynarodowych przepływów finansowych czy działania agencji ratingowych.
Kto walczy dziś z korupcją najlepiej?
Po pewnym wahaniu postawiłbym na Stany Zjednoczone. Nasza historia pełna jest wprawdzie spektakularnych skandali, ale świadczy to raczej o wysokiej wykrywalności i niechęci do zamiatania takich spraw pod dywan. Decydujące wydaje mi się surowe karanie sprawców. W Ameryce za przestępstwa finansowe idzie się do więzienia nawet na 25 lat. Proszę mi pokazać takie przykłady w Europie. Inna sprawa, że w ostatnich 5 – 10 latach świadomość tematu korupcji wzrosła praktycznie wszędzie. Nawet w Rosji jest inaczej. Na początku lat 90. pracowałem w postpieriestrojkowskiej Rosji. Wtedy nad korupcją nikt się tak w ogóle nie zastanawiał. Teraz słyszę, że Dmitrij Miedwiediew cały czas mówi o walce z korupcją. Ostatnio zwolnił na przykład z tego powodu 18 dyrektorów z MSW. A z walką z korupcją jest tak, że jak raz się na tę drogę weszło, trudno się z niej cofnąć.
*David Stulb, były oficer CIA. Specjalizuje się w śledztwach gospodarczych, zwalczaniu nadużyć i korupcji. Obecnie jest globalnym liderem zespołu zarządzania ryzykiem nadużyć w Ernst & Young. Współpracuje z wiodącymi na świecie firmami prawniczymi oraz korporacjami
1: gość ktoś z IP: 213.77.81.* (2010-03-14 17:16)
W Polsce to nie przejdzie bo urzędnik skarbowego martwi się żeby papiery w teczce klienta się zgadzały, albo wzywa na przesłuchanie. A to niestety trzeba ruszyć pupę z fotela i iść do firmy i sprawdzić na miejscu. I to nie bilans czy się sprawdza aktywa z pasywami, tylko bezpośrednio faktury. Bo chyba nikt nie uwierzy że pośrednik ubezpieczeniowy wystawia , fakturę kupna usługi pośrednictwa ubezpieczeniowego innej firmie pośrednictwa ubezpieczeniowego. Albo informatyk prowadzący działalność jednoosobową świadczy usługi wynajmu serwera innej firmie jednoosobowej.Zwłaszcza że takowego serwera nie posiada. W Polsce wykrycie jakiegokolwiek przestępstwa jest praktycznie niemożliwe, bo pracownik urzędu ma pensję jaką ma i wysilać się nie będzie. Niestety.

Tomasz Jodłowiec, Kamil Glik i Michał Kucharczyk nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.