Narzekamy w „DGP”, że kandydaci na prezydenta unikają merytorycznej debaty. Bo to prawda. Nie unikają jej tylko ci, na których wygranej bukmacherzy ponieśliby druzgocące straty. A co z tymi, których szanse są realne?
Publikacja: 13 maja 2010, 09:35 Aktualizacja: 13 maja 2010, 09:40
Jarosław Kaczyński pisał program jesienią 2009 r. W wielu punktach różnił się on od tego, z którym PiS rządziło, a potem szło do wyborów w 2007 r. Na pierwszą wzmiankę o jego prezydenckim programie wyborczym jeszcze czekamy. Tyle że kandydowanie Jarosława Kaczyńskiego mocno zaskoczyło. Za tydzień, najdalej dwa także on nie ucieknie od pytań o program.
Bronisława Komorowskiego kandydowanie zaskoczyć nie mogło. Miał przecież już za sobą prawybory i jedną wyborczą debatę z Radosławem Sikorskim. Pytań o konkrety gospodarcze tam zabrakło. Ale marszałek musiał być na nie przygotowany. Podobnie jak w trakcie sobotniego wideoczatu z Moskwy. Tym razem takie pytanie padło. Nie o konkret – o to, czy kandydat PO w ogóle ma jakiś program. Okazało się, że owszem, ma. Więcej – sam go współtworzył. Program Komorowskiego to ten sam, z którym Platforma w 2007 r. szła do wyborów. Ten dokument to 90 stron lektury: propozycji, obietnic, opowieści o gospodarczym cudzie, na który Polskę miało być stać. Fakt, przyszedł ekonomiczny kryzys i dotknął w pewien sposób także Polskę. Nie ma więc dzisiaj sensu zarzucać Platformie, że nie wprowadziła podatku liniowego czy kotwicy budżetowej. Nie ma też sensu czynić zarzutu, że nie zrewolucjonizowała służby zdrowia. W końcu to prezydent Lech Kaczyński i SLD w Sejmie postawili w tej sprawie twarde weto.
1: YOSSARIAN z IP: 85.193.200.* (2010-05-13 12:23)
W programie Jarosława Kaczyńskiego z 2009 roku ostrych słów o Rosji nie było, bo o tych, których się lekceważy po prostu się nie mówi. Dziś, jak na razie, jego świta przednia głosi, że Prezes przemówi...Dla PO też dobrze, bo rzekomo z powodu klimatu przedwyborczego przycichło w temacie kompromitującej PO afery hazardowej i sknoconej próby przebicia jej nowym knotem legislacyjnym. A przecież, komisja śledcza, mimo zrobienia sobie wakacji, zdążyła ustalić już wiele bezspornych, kompromitujących faktów. Media o aferze też zapomniały, bo wiecznie obecne na konferencjach lotniczych, zadając po 100 razy te same pytania, na które odpowiedzi oczekuje rzekomo społeczeństwo. Proszę mnie w to "społeczeństwo" nie mieszać. I tak, dla większości jasne, że to temat zastępczy, z powodu przedłużającego się milczenia owiec, zatwierdzonych przez Komisję Wyborczą na prezesa narodu. Pytania dziennikarzy na konferencjach...prymitywne i nieprofesjonalne, mimo że dwie podstawowe przyczyny katastrofy znane są niemalże od momentu momentu nieszczęsnego zdarzenia - błędna zgoda Warszawy na lot do Smoleńska plus błąd pilota. Jeśli kandydaci na prezydenta nadal będą zwlekać z merytoryczną debatą, to osiągną jeden z celów - brak będzie czasu na wypominanie błędów obozów, które reprezentują i ocenę ich osobistych postaw. Zawalą przy tym zadanie podstawowe kampanii - prezentację programów. Ale przecież naród i tak wie, że obietnicami zdobywa się jedynie głosy, potem można robić swoje. Jeśli ktoś widzi w tym wszystkim grę, manipulację przedwyborczą, zagłosuje zapewne z rozmysłem, bo programy są przecież znane, faktyczne osiągnięcia w ich realizacji również. Ale wielu pójdzie głosować w stanie zmatolenia. I znowu będzie jak zwykle, choć miało być lepiej.

Tomasz Jodłowiec, Kamil Glik i Michał Kucharczyk nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.