Dziewięć samochodów spłonęło w nocy ze środy na czwartek na ulicach Berlina. Plaga podpaleń nie ustaje, choć policja wzmocniła patrole. "To pierwszy stopień do terroryzmu" - ostrzegł polityk socjaldemokracji Dieter Wiefelspuetz w rozmowie z dziennikiem "Bild".
Publikacja: 18 sierpnia 2011, 07:15 Aktualizacja: 18 sierpnia 2011, 12:07
Od poniedziałku nieznani sprawcy zniszczyli w Berlinie ponad 40 samochodów, przede wszystkim w mieszczańskiej i spokojnej dzielnicy Charlottenburg. Celem wandali są często drogie mercedesy i BMW, ale płoną także tańsze auta, które nie mogłyby uchodzić za symbol luksusu. Dlatego coraz rzadziej mówi się o politycznych motywach podpaleń, które dotychczas uważano za formę protestów lewackich grup przeciwko kapitalizmowi oraz gentryfikacji uboższych dzielnic miasta.
Policja na razie jest bezradna wobec podpalaczy. W nocy ze środy na czwartek ulice Berlina patrolowało około 150 funkcjonariuszy, a także śmigłowiec, wyposażony w kamerę termowizyjną. Nie udało się jednak wytropić wandali.
Seria podpaleń samochodów staje się tymczasem tematem kampanii przed wyborami do parlamentu Berlina, które odbędą się 16 września. Lokalna opozycja i policyjne związki zawodowe zarzucają rządzącym w Berlinie socjaldemokratom i Lewicy, że drastyczne cięcia w wydatkach na policję utrudniają walkę z chuliganami.
"W żadnym innym kraju związkowym Niemiec nie było w ostatniej dekadzie tak dużych redukcji personalnych w policji, jakie miały miejsce w Berlinie. To się teraz mści" - powiedział polityk chadecji Wolfgang Bosbach w telewizji N24.
Zdaniem Henkela w stolicy Niemiec nastąpił "dramatyczny upadek obyczajów"
"Bezpieczeństwo ludzi jest dla nas absolutnym priorytetem. Dlatego pożar na ulicach Berlina będzie dla nas tematem kampanii wyborczej" - powiedział dziennikowi "Die Welt" lider berlińskiej chadecji Frank Henkel. "Ludzie coraz bardziej obawiają się o swoje bezpieczeństwo i swoją własność, ale rząd socjaldemokratów i Lewicy zostawia ich na lodzie i nie robi nic, by poprawić sytuację" - dodał.
Zdaniem Henkela w stolicy Niemiec nastąpił "dramatyczny upadek obyczajów". W przyszłym tygodniu chadecy zamierzają okleić Berlin wielkoformatowymi plakatami wyborczymi, ze zdjęciem płonącego samochodu.
Socjaldemokratyczny burmistrz Berlina Klaus Wowereit potępił w środę "chory wandalizm". "Podpalenia samochodów to przestępstwo, które musi być konsekwentnie ścigane" - powiedział. Burmistrz wezwał też mieszkańców stolicy Niemiec, by zachowali czujność i informowali policję, gdy zauważą podejrzaną sytuację.
1: Kuba z IP: 84.234.1.* (2011-08-18 11:10)
Ciekawe za ile lat w POlsce będą ucinać główki tym nowym dorobkiewiczom POlitycznym. Choć nie sądzę że to się uda -Oni wszyscy mają rezerwowe wille w Szwajcarii a do POlski przyjeżdżają tylko kraść.
2: kończy się era kapitalizmu ! z IP: 94.251.177.* (2011-08-18 11:23)
Myślę ,że w POlsce też będą mieć co palić . My zawsze bierzemy przykład z UE i to ten najgorszy. Każą nam ślepo naśladować zachód,ięc wszystko jest możliwe!
3: pisiorek oszołomek z IP: 89.229.218.* (2011-08-18 15:27)
My Naród zrobimy to, co każe nam nasz ukochany Prezes Premier IV RP,ponieważ jest ON prawdopodobnie najmądrzejszym człowiekiem w Polsce/prawdopodobnie również na świecie/Jeśli rozkaże to będziemy tępić jego przeciwników w każdy sposób, a prawo będzie po naszej stronie.

Tomasz Jodłowiec, Kamil Glik i Michał Kucharczyk nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.