zaloguj się do e-DGP
statystyki

Do Polaków dociera wina za Jedwabne

skomentuj

Wciąż dominuje obraz zbrodni w Jedwabnem niezgodny z ustaleniami historyków, za masakrę obwiniamy raczej Niemców. Ale w porównaniu z 2002 r. przybyło jednak tych, którzy widzą głównie polską winę - wynika z sondażu TNS OBOP dla "Gazety Wyborczej".

Publikacja: 20 lipca 2011, 05:26 Aktualizacja: 20 lipca 2011, 07:34

18 proc. badanych uważa, że Żydów zabili Polacy lub Polacy zachęceni przez Niemców. W 2002 r. było ich 10 proc.

Więcej ankietowanych akceptuje też przeprosiny prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z 2001 r. - 55 proc. (9 lat temu - 40 proc.).

TNS OBOP przeprowadził sondaż w dniach 7-11 lipca, na reprezentatywnej próbie 1000 osób powyżej 15. roku życia.

Komentarze: 7

  • 1: Ani za Jedwabne ani za długi Donalda Tuska z IP: 84.234.1.* (2011-07-20 07:48)

    -nie odpowiadam !

  • 2: fijara z IP: 195.205.240.* (2011-07-20 08:19)

    niemcy wypierają sie swojego udziału w holohauście, a my przeciwnie, do wszystkiego się przyznajemy i przepraszamy (tak jak ostatnio pan komorowski), jak słusznie podnosi wielu historyków i publicystów w czasie II wojny światowej ciagłość Państwa Polskiego została przerwana, zbrodnia w jedwabnem nie została dokonana w imieniu czy na rzecz tego państwa, przez jego funkcjonariuszy, ale przez ludzi z lokalnej społeczności, hitler doszedł do włądzy w sposób demokratyczny, jego mandat pochodził w woli anrodu, tak samo rząd vischi - wydawanie żydów przez francuzów było wynikiem decyzji tego marionetkowego co prawda rządu, a nie ekscesu dokonanego przez jakąś społęzność. ***** niech robi sondaże na inne tematy,

  • 3: Krzysztof z IP: 83.4.101.* (2011-07-20 08:41)

    Oczywiście że tak i w związku z powyższym,należy się jakaś rekompensata,
    To że aktualnie te tereny były pod jurysdykcją "nazistów"to bez znaczenia,
    A ile mienia zabrano,forsy,ziemi,nieruchomości i taka jest wdzięczność narodu
    któremu przez wieki świadczono wszelką pomoc,rozwijano handel,banki,fabryki,
    i wszystko to zabrano-i myślicie że to jest w porządku i tak się skończy?

  • 4: polakcalomgembom z IP: 83.25.22.* (2011-07-20 09:38)

    dlaczego w II wojnie mordowali nazisci czy hitlerowcy a nie niemcy a w jedwabnem mordowali polacy a nie szuje i bandyci?czekamy na odpowiedz tuskowych i WSI-owych polakowod komora

  • 5: Stara Jędza z IP: 78.10.36.* (2011-07-20 09:40)

    To ciekawe, że narodowi polskiemu nieustannie wciskają winę i każą się kajać za Jedwabne, za czyn kilkunastu czy kilkudziesięciu łotrów, a cała Europa nie musi przepraszać za swoich rodaków w SS (od Wlk Brytanii po ZSRR - wszyscy prócz Polaków!). Francja nie musi przepraszać za największą w Europie kolaborację z Niemcami (choćby: Francja Petaina) i dobrowolne wysłanie na śmierć w Auschwitz wszystkich Żydów zamieszkujących Francję. Tak samo zrobiła Holandia I Węgry. Jak długo Polska ma się kajać za czyn kilkudziesięciu zbrodniarzy, podczas gdy Francja się puszy z powodu walki swojego Resistance (z którego pół Europy się śmieje!) i dzielnych(!?) żołnierzy Francuzów!

  • 6: Prawda o Jedwabnem z IP: 193.41.231.* (2011-07-20 12:24)

    Zbrodni Dokonali Wyłącznie Niemcy

    Ksiądz Edward Orłowski, proboszcz parafii Jedwabne, opowiada o wydarzeniach sprzed 60 lat. Przy maszynie do pisania Władysław A. Terlecki

    Otwieramy relację ks. Orłowskiego, zapisaną na plebanii w Jedwabnem 10 czerwca 2001 roku. Pięć kart papieru maszynowego, podpisanych przez ks. Orłowskiego oraz trzech świadków: dr. Andrzeja Leszka Szcześniaka, Mariana Barańskiego i Władysława A. Terleckiego. Warto byłoby tę relację opublikować w całości. Jest to niezwykle ciekawy dokument, ukazujący okupację sowiecką, a następnie niemiecką.

    Oddajmy teraz głos księdzu Orłowskiemu:

    "Po ukończeniu Seminarium byłem wikariuszem przez 14 lat w różnych parafiach, m.in. w Lipsku nad Biebrzą. I właśnie tam, w Lipsku, byłem przez trzy lata razem z ks. Kęblińskim, który w Jedwabnem przez cały czas okupacji sowieckiej i niemieckiej był duszpasterzem. Po zakończeniu wojny ks. Kębliński został proboszczem w Lipsku nad Biebrzą, gdzie się spotkaliśmy. Codziennie przy obiedzie, przy kolacji, ks. Józef Kębliński opowiadał mi, co się działo w czasie okupacji w Jedwabnem. Opowiadał wówczas m.in. o spaleniu Żydów. (...)

    Dlaczego poczułem się upoważniony do zabierania głosu w sprawie mordu Żydów w Jedwabnem? Dlatego, ponieważ miałem bardzo szczegółowe informacje o przebiegu tego mordu na Żydach od ks. Kęblińskiego, który opowiadał mi o tym wielokrotnie. Dzięki temu czuję się świadkiem pośrednim.

    Sprawa korzeniami sięga 1939 roku, gdy do Jedwabnego przyszli Niemcy, ale na podstawie umowy Ribbentrop - Mołotow ustąpili miejsca Sowietom. Po wkroczeniu Sowietów Żydzi przywitali ich kwiatami, objęli stanowiska w urzędzie miejskim i przystąpili do współpracy z NKWD.

    Współpraca ta polegała m.in. na tym, że udzielali oni szczegółowych informacji o tworzącym się ruchu oporu. W październiku 1939 roku zawiązał się w Jedwabnem ruch oporu; była to szkoła przygotowująca do walki w trzech powiatach: łomżyńskim, białostockim i augustowskim.

    Zgromadziło się tutaj trochę ludzi ze szkół warszawskich i podwarszawskich. Mieszkali oni i działali w Jedwabnem, ale Żydzi ich szpiegowali. Konspiratorzy przenieśli się więc do sąsiedniej wsi Kubrzany, ale i tam ich również wyszpiegowano, w czym był duży udział Żydów jedwabieńskich. W dzień Zesłania Ducha Świętego 1941 roku najechało NKWD i oddziały Armii Czerwonej. Na uroczysku Kobielno rozegrała się walka, w której zginęli partyzanci, ale o wiele więcej żołnierzy NKWD.

    Po tym wypadku były najboleśniejsze zsyłki. Żydzi przygotowywali listy patriotów. Ludzi wartościowych, wykształconych, których należało jak najszybciej wywieźć. Czynnie uczestniczyli Żydzi w aresztowaniu, przyprowadzali NKWD-zistów w miejsce zamieszkania skazańców i wraz z NKWD wywozili ich furmankami do Łomży na stację kolejową.

    Furmanki były konwojowane przez uzbrojonych w karabiny Żydów. Matki i żony błagały Żydów - sąsiadów, by umożliwili ucieczkę ich mężom i synom, w czasie drogi do stacji, zwłaszcza, gdy jechali przez las. Żydzi jednak nie dopuścili do żadnej ucieczki, nie jest znany ani jeden przypadek, aby komuś pomogli uciec. Najbardziej tragiczny był ostatni konwój tuż przed wkroczeniem Niemców do Łomży. Olbrzymi skład pociągu, składającego się z wagonów bydlęcych, nie zdążył zabrać wszystkich ludzi. Pozostałych umieszczono w więzieniu, oczekiwali na następny transport.

    22 czerwca 1941 roku Niemcy wkroczyli do Łomży. Zamknięci w więzieniu Polacy sforsowali drzwi i zamki i wydobyli się z więzienia. Powrócili oni zaraz do Jedwabnego, gdzie spotykali Żydów, którzy ich konwojowali. Mieszkania Polaków były zajęte, rodziny były wywiezione w głąb Rosji, wracający Polacy nie mieli gdzie się podziać".

    Zagłada Żydów w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku

    "10 lipca 1941 roku Niemcy zorganizowali likwidację Żydów w Jedwabnem. (...) Niemcy mieli kwaterę w starej aptece. Zwrócili ks. Kęblińskiemu plebanię, bo poprzednio zarekwirowali ją Sowieci. Na plebanii mieszkał z ks. Kęblińskim przez krótki czas kapelan niemiecki. Ponieważ ks. Kębliński znał język niemiecki, z konieczności stawał się tłumaczem między Polakami i Niemcami oraz Żydami i Niemcami.

    Dowiedział się ks. Kębliński od Niemców (od kapelana), że Żydzi będą zniszczeni. Jeden z żandarmów udzielił informacji, że przyjechało do Białegostoku komando w liczbie 240 Niemców, które zrobi porządek z Żydami.
    Ksiądz Kębliński próbował tłumaczyć, że może jednak udałoby się ocalić tych Żydów. Żydzi nawet chcieli zebrać kosztowności w celu przekupienia Niemców. Ale Niemcy oświadczyli, że to jest niemożliwe. Powiedzieli, że tam, gdzie stanie stopa żołnierza niemieckiego - Żyd nie ma prawa żyć.

    Ksiądz Kębliński ostrzegł niektórych poważnych Żydów. Mógł o tym powiedzieć tylko tym, którzy zdolni byli do dyskrecji. Przez pierwsze trzy dni, poprzedzające likwidację Żydów, Niemcy zganiali Żydów na rynek do pracy w celu wyrywania trawy na rynku, a po tym wyrywaniu rozpuszczali ich do domów. I dopiero trzeciego dnia postanowili ich zamordować. W dniu, w którym Niemcy spędzili na rynek nie tylko mężczyzn, ale kobiety i dzieci, ks. Kębliński poszedł na posterunek do oficera wysokiej rangi, dowodzącego całą akcją i tłumaczył mu, że jeśli winni są mężczyźni i posądzacie ich o sympatię do komunizmu, to przecież dzieci i kobiety nie są nic winne. I usłyszał odpowiedź: 'Czy ty nie wiesz, kto tu rządzi?! Nie wtrącaj się, jeśli chcesz mieć głowę na karku i zachować życie!'
    Otworzył drzwi i potężnym głosem krzyknął: 'Raus!'

    Ksiądz Kębliński opuścił posterunek, czuł się całkowicie bezradny. Na słupach wisiały ogłoszenia niemieckie, że kto ukryje Żyda lub ułatwi ucieczkę, będzie rozstrzelany do trzeciego pokolenia.

    Ksiądz Kębliński widział, jak Polacy byli zmuszani, wyganiani na rynek, celem pilnowania i konwojowania Żydów prowadzonych do stodoły, ale nikt się nie domyślał, jaki będzie finał, ani Żydzi, ani Polacy. Żydzi poszli z rzeczami, potrzebnymi im do użytku codziennego, szli spokojnie. Nie domyślali się, co ich czeka. Ksiądz Kębliński przypuszczał, że Żydów mogło być od 150 do 200 osób.

    O samym momencie wiemy, że nastąpił wybuch, krzyk, wiemy, że Żydzi usiłowali uciekać ze stodoły, ale stodoła była szczelnie otoczona przez Niemców uzbrojonych. Tylko Niemcy byli uzbrojeni. Wiadomo, że nie zgodzili się dać broni nawet Karolakowi, agentowi niemieckiemu, którego mianowali burmistrzem Jedwabnego. Dzieło więc ostatecznej zagłady Żydów było tylko i wyłącznie dziełem Niemców, Polacy byli zmuszani do pilnowania pod groźbą utraty życia.

    [Ten fragment opowieści ksiądz Orłowski mocno zaakcentował.]

    Z zeznania Żyda, dochodzącego po wojnie spadku w Sądzie Rejonowym w Łomży wynika jednoznacznie, że Żydzi zostali spaleni w stodole przez Niemców. Do stodoły wepchnięto i zostali tam spaleni co najmniej trzej Polacy, wepchnięci zostali przez Niemców, ponieważ nie chcieli trzymać drzwi do stodoły, na które napierali z wewnątrz Żydzi; Polacy nie chcieli przyłożyć do tego ręki i zostali wepchnięci do ognia przez Niemców.

    Żydzi mieli ze sobą przedmioty użytku codziennego, mieli ze sobą łyżki, widelce, rzezak miał nóż...". Na tym relacja się urywa. Ksiądz Orłowski śpieszył się już na wieczorną Mszę Świętą, więc na tym zakończyliśmy, obiecując sobie, że wkrótce przyjedziemy i zapytamy o dalsze szczegóły.

    Na pożegnanie rozmawialiśmy o wielkim synu ziemi łomżyńskiej - o księdzu kardynale Stefanie Wyszyńskim. Ksiądz Orłowski wspominał wielkiego Prymasa z widocznym wzruszeniem i z głębokim szacunkiem, miał wiele osobistych wspomnień; mówił o Prymasie Wyszyńskim jak o własnym Ojcu.

    Ściskając nam na pożegnanie ręce, żegnał się słowami Prymasa Wyszyńskiego: "Kto nienawidzi, ten już przegrał".

    Jerzy Sawicki, Władysław A. Terlecki ,,,

  • 7: arab z IP: 83.22.175.* (2011-07-20 15:11)

    Ani ja ani moje dzieci nie mamy zamiaru za nic przepraszac. Były takie czasy może będą gorsze .Proszę dowiedziec się co robiły ofiary po wkroczeni rosjan do Jedwabnego.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Galerie zdjęć

Po godzinach - serwis w wolnej chwili

Zapisz się na bezpłatny newsletter