Nie dość, że kibice na mecze będą podróżować starymi wagonami, których średni wiek zbliża się do 30 lat, to jeszcze koleje nie zdążą wyremontować w całości żadnej linii kolejowej łączącej miasta gospodarzy.

Kolejową batalię wygrała za to Ukraina. Niedawno tamtejsze koleje zamówiły dziesięć nowoczesnych pociągów rozpędzających się do 160 km/godz. Spółka Ukrajinski Zaliznici wyda na nie 304 mln dol. Produkcja takich składów zabiera zwykle dwa lata, ale Kijów wynegocjował z koreańskim dostawcą Hyundai-Rotem, że sześć z nich będzie wozić pasażerów już na Euro 2012. Nowiutkie pociągi będą kursować z Kijowa do Charkowa, Lwowa i Doniecka, skracając czas podróży o 30 proc.

Wymiana zdezelowanego taboru ukraińskich kolei nie zakończy się na 10 nowych pociągach. Wicepremier Ukrainy Borys Kolesnikow obiecał powołanie spółki joint venture z Koreańczykami, która wyprodukuje na miejscu od 50 do 100 nowych składów. Hyundai-Rotem założył już podobną spółkę z kolejami w Turcji. Zamówiły one 80 lokomotyw.

Tymczasem PKP Intercity dopiero zabierają się za podpisanie kontraktu na dostawę 20 nowoczesnych pociągów rozwijających prędkość 250 km/godz. za 400 mln euro. Przetarg zaczął się w sierpniu 2008 r., ale do tej pory umowa nie została zawarta. Powód – spółka jest na granicy utraty płynności finansowej i nie ma pieniędzy na naprawy wagonów.

Nawet jeśli umowa zostanie zawarta, pociągi dla PKP przyjadą dopiero w 2013 r. Pieniędzy na 70 pociągów elektrycznych nie mają również Przewozy Regionalne, które należą do 16 marszałków.