PO, PSL i SLD pozytywnie oceniają środową decyzję Kancelarii Prezydenta o przeniesieniu krzyża z Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny. Krytycznie odnoszą się do niej politycy PiS i część rodzin ofiar.
W komunikacie Kancelarii poinformowano, że - zgodnie z porozumieniem z 21 lipca między Kurią Metropolitalną Warszawską, Duszpasterstwem Akademickim Kościoła św. Anny, Związkiem Harcerstwa Polskiego i Związkiem Harcerstwa Rzeczypospolitej oraz Kancelarią Prezydenta - krzyż, znajdujący się w kaplicy Pałacu Prezydenckiego, został przekazany do Kościoła św. Anny w Warszawie.
"Można powiedzieć, że lepiej późno niż wcale. Czy kaplica, czy kościół, to jest miejsce dla krzyża odpowiednie, a nie ulica. Ten krzyż stał się po prostu narzędziem i instrumentem walki, a nie taka jest rola krzyża, nie tylko dla wierzących, ale w ogóle w tradycji chrześcijańskiej" - powiedziała prezydent Warszawy, wiceszefowa PO Hanna Gronkiewicz-Waltz. Pytana, dlaczego krzyż został przeniesiony "po cichu", odparła, że najważniejszy jest pokój społeczny.
Według Janusza Piechocińskiego (PSL), przeniesienie krzyża to "spełnienie deklaracji, że krzyż zostanie przekazany w odpowiedniej formie pamięci przyszłym pokoleniom". "Mam nadzieję, że długo oczekiwane przez część społeczeństwa udostępnienie tego krzyża w tym miejscu się spełnia. Przestańmy już dzielić. Oby wokół tego krzyża gromadzili się ludzie z dobrymi myślami, z dobrymi uczynkami i dobrymi intencjami, oby budowali łączność i dobrą pamięć, a nie rozdrapywali podziały, które pewnie smucą tych, którzy odeszli" - powiedział PAP poseł PSL.
"Cieszę się, że krzyż trafił tam, gdzie powinien trafić już wiele tygodni temu. Mam nadzieję, że zakończy to wielotygodniowe jałowe, a czasami żenujące dyskusje wokół krzyża" - podkreśliła Katarzyna Piekarska (SLD). Według niej, 10 listopada to dobra data, "symboliczna w pewnym sensie - dziś na Powązkach odsłonięto pomnik upamiętniający ofiary katastrofy".
"Ten krzyż to apel harcerzy i harcerek do władz i społeczeństwa o zbudowanie tutaj pomnika"
W ocenie szefa klubu PiS Mariusza Błaszczaka, przeniesienie krzyża powinno odbyć się w bardziej uroczysty sposób, z udziałem rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. "Prezydent Komorowski słynie z tego, że zachowuje się w sposób kontrowersyjny. To jest działanie, które nie służy pojednaniu narodowemu" - ocenił w rozmowie z PAP Błaszczak.
Poseł PiS Karol Karski w rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że krzyż został przeniesiony do kościoła św. Anny bez przybitej do niego tabliczki z napisem: "Ten krzyż to apel harcerzy i harcerek do władz i społeczeństwa o zbudowanie tutaj pomnika". "Okazuje się, że ten krzyż w trakcie aresztowania w Pałacu Prezydenckim stracił inskrypcję, która się na nim znajdowała i która wyrażała sens umieszczenia krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Co się stało?" - pyta poseł PiS.
Zdaniem Małgorzaty Wassermann, córki tragicznie zmarłego w katastrofie posła PiS Zbigniewa Wassermanna, sprawa przeniesienia krzyża jest "elementem towarzyszącym", który "zakrywa" istotę wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. "Te wszystkie elementy towarzyszące, nie wiem czy celowe, ale zakrywają istotę sprawy, tzn. prawdę i wyjaśnienie tego, co się stało. Dla mnie to jest najistotniejsze i chciałabym, abyśmy o tym mówili jak najwięcej" - powiedziała PAP Wassermann.
"Nie mamy i tak żadnego wpływu na to i tak nas nikt nie pyta o zdanie, wręcz przeciwnie wydaje się, że chodzi o to, abyśmy przy tym krzyżu, przy tych symbolach tylko się pokłócili" - podkreśliła Wassermann.

Poseł PiS Jan Tomaszewski został na miesiąc zawieszony w prawach członka klubu tej partii i ukarany naganą. Taką decyzję podjęło prezydium klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości.