Kilka tysięcy związkowców reprezentujących pracowników sfery budżetowej protestowało w środę w Warszawie. Domagali się przede wszystkim wzrostu wynagrodzeń oraz rezygnacji z planowanych zwolnień. Demonstracja przebiegła spokojnie, spowodowała jednak utrudnienia w ruchu.
Publikacja: 22 września 2010, 12:23 Aktualizacja: 22 września 2010, 21:23
Według organizatorów, w manifestacji wzięło udział ponad sześć tys. osób z kilkunastu związków zawodowych. W proteście razem występowały centrale związkowe: OPZZ, NSZZ "Solidarność" i Forum Związków Zawodowych. Według służb porządkowych w manifestacji wzięło udział pięć tys. zł.
Protest rozpoczął się na pl. Piłsudskiego; stamtąd związkowcy przeszli kolejno przed Ministerstwo Finansów, Sejm i kancelarię premiera, gdzie złożyli skierowaną do premiera petycję z postulatami.
Związkowcy domagają się m.in. waloryzacji wynagrodzeń, odstąpienia rządu od zamiaru zamrożenia płac w "budżetówce" od 2011 r. oraz rezygnacji z planu redukcji zatrudnienia w sektorze publicznym. Postulują też, by służby mundurowe przestały finansować swoją bieżącą działalność ze środków należnych funkcjonariuszom. Domagają się też "podjęcia niezwłocznego rzeczywistego dialogu społecznego".
Podczas składaniu petycji w Sejmie doszło do zamieszania. Początkowo, mimo umówionej godziny spotkania, nikt z prezydium Izby nie spotkał się z delegacją protestujących. Wywołało to oburzenie zebranych. W końcu delegacja związkowców udała się do wicemarszałek Sejmu Ewy Kierzkowskiej (PSL).
Przed Sejmem przemawiali liderzy Solidarności i OPZZ. Szef "S" Janusz Śniadek zarzucał politykom, że nie zajmują się problemami zwykłych ludzi. Mówił, że władza oszczędza na pracownikach, a związkowcy domagają się nie podwyżki, a waloryzacji wynagrodzeń.
"Pracownicy wychodzą na ulice, kiedy zagrożony jest ich byt" - mówił z kolei lider OPZZ Jan Guz. Podkreślał, że obecna władza lekceważy pracowników "budżetówki". "Co to za pracodawca, który nie dba o pracownika?" - pytał. Obaj liderzy związkowi domagają się dialogu społecznego i rozmów.
Do protestujących wyszli posłowie opozycji. Jarosław Zieliński (PiS) wzywał rząd do "zaprzestania działań zmierzających do degradacji państwa". Mówił też, że projekt przyszłorocznego budżetu w wielu miejscach jest nie do przyjęcia. Zarzucał rządowi Donalda Tuska "zdewastowanie" programu modernizacji służb mundurowych oraz zaniechanie budowy służby cywilnej.
Z kolei poseł Ryszard Zbrzyzny (SLD) zarzucił rządowi oszustwo, którym - jego zdaniem - jest projekt wprowadzenia dnia wolnego w Święto Trzech Króli w zamian za odebranie pracownikom dni wolnych za święta przypadające w soboty. Gdy mówił o podwyżce VAT, część demonstrantów zaczęła skandować: "Złodzieje". Do demonstrantów wyszedł też lider SLD Grzegorz Napieralski.
Związkowcy zarzucali rządowi, że "dialog społeczny jest fikcją". Pracownicy służb skarbowych apelowali o spójne i przejrzyste prawo podatkowe, argumentowali, że skomplikowane przepisy sprzyjają szarej strefie i aferom. "Państwo, które oszczędza na służbach mundurowych, tak naprawdę oszczędza na bezpieczeństwie" - przekonywał wiceprzewodniczący NSZZ Policjantów Tomasz Krzemiński.
Protestujący nieśli transparenty: "Głodny na straży lodówki to głupi pomysł", "Panie premierze, chcąc zredukować wagę ciała o 10 proc., którą część ciała pan sobie obetniesz?". Były też napisy "Strażak broni i ratuje, a minister oszukuje" oraz "Skarbówka zbiera podatki (także na koryto władzy)". Demonstranci praktycznie nie skandowali żadnych haseł; hałasowali za to za pomocą wuwuzeli, syren oraz gwizdków.
1: dfrt z IP: 213.25.175.* (2010-09-22 13:30)
Zamrozenie plac oznacza mniejsze wydatki na sluzby mundurowe itp. w przyszlym roku. Majac dobre zarobki w Polsce sie walczy o takie ktore nie sa mozliwe do zrealizowania poniewaz budzet nie ma tyle kasy zeby kazdemu podnosic itp. Moze zamiast redukowac zatrudnienie zamrozic place na 3 lata wszystkim grupom spolecznym a osiagnie sie oszczednosci niz jakby zwalniac 10%.
2: Ada z IP: 156.17.203.* (2010-09-22 13:47)
Jak zawsze strajkuje ta budżetówka , która relatywnie z całego sektora budżetowego ma najwiecej czyli słuzby mundurowe . Pogonić jak sie nie podoba to zmienic pracę i już.
3: olek z IP: 213.192.121.* (2010-09-22 14:05)
Państwo nie może być pośrednikiem w okradaniu ludzi pracy.
4: Strajkują - ale pracę mają z IP: 87.207.247.* (2010-09-22 15:12)
2 miliony ludzi w Polsce /w tym i po studiach/ chciałoby mieć pracę, ale jej nie ma, są BEZROBOTNYMI.
Dlatego jak się komuś nie podoba, to niech się zwolni i nie zakłóca porządku publicznego.
5: tttttt z IP: 213.25.175.* (2010-09-22 19:53)
Odpowiedz krotka. Zbyt duze zadania oznaczaja bankructwo Polski.
6: nikt z IP: 188.147.48.* (2010-09-22 23:05)
Ada jestem ciekawy do kogo idziesz jak ktoś cię okradnie lub zaczyna ci się palić. W całej bydżetówce zarobki są marne. Ludzie zazdroszczą nam emerytury po 15 latach tyle, że to jest 40% wynagrodzenia. Mój szwagier pokazał mi kiedyś jak "dobrze" jest w górnictwie. Zapraszam na służbę 12 godzinną w Warszawie zobaczymy co powiesz. I jeszcze jedno mundurowi mogą stracić życie i może to być za Ciebie pamiętaj o tym
7: Maria z IP: 79.186.78.* (2010-09-23 06:04)
Górnikom należ o 50 % podwyższyć pensje i emerytury bo ciężko pracują. Należy podwyższyć cenę węgla o 100 % i zakazać importu taniego węgla ze wschodu.Wszystko dla ojczyzny i solidarności.
8: KALIF z IP: 188.47.89.* (2010-09-23 08:31)
Najlepszy minister finansów Unii Europejskiej", autor tezy o "imponującej sytuacji" polskiego budżetu, hałaśliwy pogromca ekonomistów przypominających o wysokości długu publicznego... - krótko mówiąc Jean-Vincent "Jacek" Rostowski... zamilkł. Od dłuższego czasu media nie prezentują jego emocjonalnych opowiastek na temat Polski - kraju o "trzecim, najniższym" deficycie finansów publicznych w Europie, który powinien udzielać wsparcia pogrążonym w kryzysie państwom strefy euro. Miejmy nadzieję, że już wkrótce minister finansów udzieli odpowiedzi na wątpliwości zgłaszane przez ekonomistów. Czy rządowe "oszczędności" muszą polegać na systematycznym zwiększaniu wydatków? Czy zwiększanie zadłużenia jest najlepszą metodą uzdrowienia finansów publicznych? Czy w związku z tym aktualne tempo zadłużania Polski (100 miliardów złotych na rok) jest ciągle za wolne...? Czy bankructwo jest najlepszym rozwiązaniem dla naszego kraju? Co po "trzech latach cudu gospodarczego" ma do powiedzenia nasz finansowy geniusz?
9: iwa z IP: 87.204.217.* (2010-09-23 08:39)
Do kom 7.Przecież węgiel jest bardzo drogi 800zł za tonę to chyba nie mało.A podwyżki jeśli maja być to tylko dla górnika pracującego pod ziemią.Rozgonic rady, prezesów a pieniedzy bedzie dość. Emerytura po 15 latach pracy to po prostu kpina.Każdy pracuje tam gdzie chce i jeśli sie nie podoba to na jego miejsce będą inni.Największe złojedziekstwo to cała góra zarządzających,która pobiera horendalne wynagrodzenia za nic nie robienie tylko w teczce są przynoszenie na kolejne stanowiska.
10: Bert z IP: 79.191.174.* (2010-09-23 09:26)
Grupa trzymająca władzę nie dba o postępującą degradację służb państwowych bo ich upadek jej nie dotyczy. O ich spokój dba BOR i ochroniarze, o zdrowie klinika MSW w ramach tzw. erki, a dzieci uczą się prywatnie. Dba wyłącznie o słupki poparcia, bo władza to nie te 10.000zł miesięcznie na rękę, ale olbrzymi wpływ na stanowienie i stosowanie prawa, rozległe kontakty nieformalne, krótko mówiąc np. możliwość "dozorcostwa" w rezydencji u Niemca, lukratywne posady w spółkach SP i mnóstwo innych możliwości kręcenia lodów kosztem nieświadomych obywateli. A słupki poparcia daje choćby obietnica realnych podwyżek zarobków nauczycieli w 2011 i kolejnych latach. Nauczycieli jest bowiem 600,000, a Policji i Wojska po 100.000, służby cywilnej 120.000. Rachunek zatem prosty. Niebywałe jest załganie grupy trzymającej włdzę, która obiecuje realne podwyżki dla 600.000 nauczycieli i równocześnie twierdzi, że pozostali nie dostaną nawet waloryzacji inflacji bo nie ma na to pieniędzy

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.