Waldemar Orzechowski, jeden z uczestników imprezy 20 października 2001 r., po której porwano Krzysztofa Olewnika, zeznał w czwartek przed komisją śledczą, że na imprezie - oprócz już znanych - była jeszcze jedna osoba, której nie udało się dotąd zidentyfikować.
Orzechowski to były policjant. Szefował agencji ochroniarskiej, która ochraniała wszystkie obiekty ojca porwanego - Włodzimierza Olewnika. Komisja już kilkakrotnie go wzywała, ale przesłuchała dopiero w czwartek, bo wcześniej przesyłał zwolnienia lekarskie.
Już kilkanaście razy Orzechowski zeznawał w prokuraturze, ale dopiero odkąd sprawę bada Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, powiedział o kolejnym, nieustalonym uczestniku imprezy, którego - jak twierdzi - nie znał. Wcześniej, gdy sprawą zajmowały się policja i prokuratury w Sierpcu, Warszawie oraz Olsztynie - jak utrzymuje - nikt go o to nie pytał.
Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło 21 października 2001 r. Po porwaniu sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną Olewnika, żądając okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro, jednak Krzysztof Olewnik nie został uwolniony, a miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan (Mazowieckie). Odnaleziono je w 2006 r.
20 października 2001 r. Orzechowski był jednym z uczestników imprezy w domu Krzysztofa Olewnika, w przeddzień jego porwania. Pozostali to ludzie z policji i branży ochroniarskiej. Według świadków, gospodarzem byli Olewnikowie, ale to jeden z policjantów - Wojciech Kęsicki - zapraszał w rzeczywistości pozostałych.
Jak twierdzi Kęsicki, Orzechowski był jedną z ostatnich osób, która opuściła przyjęcie, na którym zresztą jako jeden z nielicznych nie pił alkoholu. Tak jak pozostali miał też namawiać Włodzimierza Olewnika, by po zakończeniu przyjęcia wrócił z domu Krzysztofa do swojego. Ta kwestia okazała się istotna, bo w jednym z pierwszych telefonów porwany Krzysztof miał mówić do swego ojca, że gdyby został z nim w domu, "byłby tam, gdzie on". Wtedy Orzechowski miał powiedzieć Olewnikowi, że z tych słów wynika, iż ktoś z obecnych na imprezie do końca ma kontakt z bandydami.
Orzechowski zeznał w czwartek, że słyszał, jak nazajutrz po porwaniu Kęsicki powiedział do obecnych na miejscu, że Krzysztofa - czy też "synusia" - "zawinęli". "Skąd Kęsicki mógł wiedzieć, że to było porwanie?" - pytał szef komisji Marek Biernacki (PO). "Ja nie wiem, ja tylko powtarzam słowa" - odparł Orzechowski. Podtrzymał to, co mówił w prokuraturze, że ktoś jeszcze był na imprezie u Olewników i że wcześniej go o to nie pytano.
1: qwe z IP: 213.25.175.* (2010-09-09 14:18)
Ciekawe co to za osoba.
2: alik z IP: 77.254.124.* (2010-09-09 20:18)
Straszna sprawa = ta sprawa pokazuje do jakiego stopnia można ufać przyjaciołom mając dużą kasę
3: remi z IP: 85.112.203.* (2010-09-09 20:55)
Ta sprawa chyba nigdy nie zostanie rozwiązana. W tej sprawie właśnie widać jak działa nasz wymiar ścigania, zamiast ścigać przestępców to oni jeszcze z nimi współpracują policja powinna się wstydzić.Żeby można ubiegać się o pracę w policji to trzeba być nie karany a tutaj co oni pokazują że razem z bandytami współpracują.
4: zmęczona biciem piany z IP: 83.27.254.* (2010-09-11 07:36)
Bardzo trudna sprawa.Pokazuje stopień skorumpowania prokuratury i policji oraz "układy" w jakich działa gospodarka w Polsce.Mniej zakazów,mniej korupcji.A wyjaśnienie sprawy nie ma nic wspólnego z teatralizacją sprawy.Na scenie jest jasno, ale pod sceną wiele się mieści.

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.