Zarządzenie premiera Jarosława Kaczyńskiego z maja 2007 r., które wg "Gazety Wyborczej" pozwala na inwigilację żołnierzy b. WSI, nie jest stosowane od listopada 2007 r. - oświadczył dyrektor gabinetu szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego płk Krzysztof Dusza.
W specjalnym oświadczeniu, które w poniedziałek otrzymała PAP, płk Dusza podkreślił, że SKW "z zasady nigdy nie udziela informacji o faktycznych bądź domniemywanych przez media działaniach operacyjno-rozpoznawczych". "Niemniej jednak SKW w tym wypadku informuje, że niepublikowane zarządzenie z dnia 29 maja 2007 roku, wydane przez Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego, od listopada 2007 nie jest stosowane" - podał.
Płk Dusza zaprzeczył też, by opisywane w "GW" zarządzenie "dawało szefowi SKW podstawę prawną do prowadzenia wszelkich form inwigilacji wobec zwolnionych z WSI". Dyrektor gabinetu szefa SKW podkreślił, że zasady kontroli operacyjnej może określać wyłącznie przepis ustawowy - taki jak ustawa o SKW - nie zaś rozporządzenia czy zarządzenia, które są aktami prawnymi niższej rangi.
Jak napisała "GW", zarządzenie premiera Kaczyńskiego z 29 maja 2007 r. wydano już po rozwiązaniu WSI i powołaniu w to miejsce SKW. Premier Kaczyński miał powierzyć w zarządzeniu szefowi SKW (był nim wówczas Antoni Macierewicz) "koordynację działań w zakresie zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa wynikających z działań b. żołnierzy WSI" - także tych, którzy nie przeszli weryfikacji.
Stowarzyszeniem "Sowa" kieruje ostatni szef WSI gen. Marek Dukaczewski
Według gazety, w kancelarii premiera potwierdzono, że zarządzenie nr 53 nie zostało anulowane. W publikacji przypomniano, że dokument krytycznie oceniali m.in. politycy PO, wskazując, że daje on szerokie pole do nadużyć i stawia w kręgu podejrzenia tylko za to, że ktoś służył kiedyś w WSI.
Informator gazety, który przedstawił się jako funkcjonariusz obecnego SKW, miał przekazać, że dwaj pułkownicy z WSI, a wcześniej WSW (wojskowa służba specjalna z PRL), otrzymali od obecnego szefa SKW płk. Janusza Noska zadanie rozpoczęcia inwigilacji Stowarzyszenia "Sowa" zrzeszającego byłych oficerów WSI. W operacji miałoby chodzić o grupę oficerów z b. WSI, która w 2006 i 2007 r. pomagała ekipie Macierewicza w weryfikacji tej służby, chcąc w zamian dostać pracę w nowych strukturach - napisała "GW".
Stowarzyszeniem "Sowa" kieruje ostatni szef WSI gen. Marek Dukaczewski. Za cel stawia sobie ono obronę dobrego imienia WSI, m.in. wytaczanie procesów za oczernianie tej służby. Stowarzyszenie spotyka się w lokalu przy ul. Pańskiej w Warszawie, który według informatora gazety ma być objęty inwigilacją SKW.
"Nasza działalność jest jawna. Do szefostwa SKW przekazałem jednoznaczny sygnał, że mogą mnie w każdej chwili o wszystko pytać" - powiedział "GW" gen. Dukaczewski.
1: dfg z IP: 213.25.175.* (2010-09-06 12:44)
Tytuł artykułu i oki.
2: KALIF z IP: 188.47.49.* (2010-09-06 13:06)
WSI - to AGENTURA SOWIECKA [ GRU ]
Wojskowy wywiad to jedna z największych zbrodniczych służb specjalne PRL i III RP
3: Do 2 - jesteś żałosny. z IP: 87.207.247.* (2010-09-06 15:21)
Będąc w sojuszu z Rosją /Związkiem Radzieckim/ mieliśmy;
- za bezcen gaz i ropę - dziś płacimy po cenach światowych i jeszcze nas szantażują;
- za gaz i ropę płaciliśmy własnymi produktami - dziś Rosja nimi gardzi;
- 98% produkcji stoczniowej i ponad 75% zakładów w kraju produkowało na Wschód /dla Rosji/ - po zerwaniu współpracy z Rosją MUSIAŁY UPAŚĆ;
- nasi żołnierze nie ginęli w obcych wojnach - dziś giną;
- gdyby nie wojska Rosyjskie na naszych terenach odzyskanych - już dawno mówilibyśmy po niemiecku;
- nasze służby miały większą tajemnicę przed Rosją niż obecne przed NATO.
WARTO MIEĆ MNIEJSZĄ AMNEZJĘ, ŻEBY SIĘ MNIEJ OŚMIESZAĆ.
4: Ted z IP: 87.206.114.* (2010-09-06 16:14)
Nadpodejrzliwy Jaroslaw chcialby inwigilować wszystkich.Jest chory z nienawiści,zazdrości ,żądny wladzy,którą stawia ponad wszystko.
5: kat z IP: 92.244.32.* (2010-09-06 21:17)
Ot jaka mściwa , wredna gnida. Jak jego , to źle , ale jak on , to dobrze !

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.