Masz dosyć swojego konta na portalu społecznościowym? Zabij się
Publikacja: 23 stycznia 2010, 03:00 Aktualizacja: 26 stycznia 2010, 10:06
Zanim zadziałał Facebook, Seppukoo pomógł blisko 30 tys. internautów, a SuicideMachine skróciła męki 463 osobom, które zabijając swoje wirtualne odpowiedniki, pozbyły się 31 tys. przyjaciół. Teraz SuicideMachine pomaga głównie fanom Twittera – dzięki niemu usunęło siebie i swoje 300 tys. wpisów ponad 800 osób.
O co tak naprawdę chodzi szefom Facebooka? Oczywiście o pieniądze. Każdy użytkownik portalu to dodatkowy zysk. Każdy skasowany profil to strata, i to, jak się okazuje, całkiem pokaźna.
Według specjalistycznego blogu TechCrunch, który kilka miesięcy temu szacował wartość kont na społecznościówkach, jeden użytkownik Naszej-Klasy jest wart 15 dolarów, Twittera – 20 dolarów, a Facebooka już 132 dolary. Nic więc dziwnego, że utrata ponad 30 tys. kont wartych co najmniej 4 mln dolarów tak rozzłościła szefów Facebooka, że grożą teraz małym portalom procesami.
– Nikomu nie bronimy skasować konta – zapewnia jednak wiceprezes Facebooka Blake Chandlee. – A te portale to po prostu zagrożenie dla prywatności naszych użytkowników – dodaje.
Eksperci są jednak pewni: chodzi nie o prywatność, ale o zyski z reklam, jakie tracić mogą społecznościówki. I dlatego Bill Gates kilka dni temu zdecydował się jednak wrócić na Facebooka i Twittera. Tyle że zamiast swojego prywatnego konta założył profesjonalne strony fanowskie i od razu pobił rekordy popularności. Na Facebooku w kilka godzin zdobył 50 tys. fanów, na Twitterze było tylu chętnych, by go obserwować, że serwis się zawiesił.
Niewątpliwie cyfrowe zmartwychwstanie Gatesa opłaci się nie tylko jemu, lecz także serwisom, na których ma konta.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: lala z IP: 62.21.20.* (2010-01-23 19:32)
nielatwo popelnic samobojswo, ale kiedy sie to zrobi, nagle okazuje sie,ze ma sie znacznie wiecej czasu w ciagu dnia
2: GK z IP: 79.191.168.* (2010-01-25 10:52)
Na portalach społecznościowych szukają miejsca Ci, którzy albo chcą poszerzyć krąg znajomych, albo nie mają ich w realu. Skoro nie mają ich w realu, to w Matrixie tez nie będą mieć (popełniają prawdopodobnie te same błędy). Udzielanie się w e-społecznościach ma wzbogacić nasze życie, a nie je zastąpić. Jeśli ktoś traktuje to jako substytut realu, to się prędzej, czy później rozczaruje. Matrix to nie jest inna rzeczywistość, tylko przeniesienie naszej rzeczywistości do sieci. Wciąga, na pewno, jak każda nowa "zabawka" i jak każdą zabawkę można rzucić w kąt, gdy się znudzi, ale co z uczuciami ludzi, z którymi nawiązało się znajomość? Czyli zupełnie jak w realu, to jest tylko inna forma.

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.

Blisko połowa Polaków szukając informacji o produktach czy usługach w sieci wierzy komentarzom zupełnie obcych osób – wynika z najnowszego raportu Digital Life 2011, w którym zebrano zachowania internautów z całego świata. Przesyt nadejdzie za dwa lata.