Pióro, którym prezydent Lech Kaczyński zamierzał podpisać akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego miało zostać przeznaczone na licytację i cel charytatywny. Teraz nie wiadomo, czy tak się stanie. "W związku z tym, iż odmówiło posłuszeństwa, zostanie ukarane" - żartował prezydencki minister Paweł Wypych.
Publikacja: 10 października 2009, 19:22 Aktualizacja: 10 października 2009, 19:42
W sobotę w południe Lech Kaczyński podpisał akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Nie obyło się bez drobnych przeszkód - okazało się, że pióro, którym prezydent miał podpisać akt ratyfikacji, nie pisze. W sukurs głowie państwa przyszedł jeden z jego współpracowników, który pożyczył swój długopis.
Wypych zaznaczył, że to, iż pióro nie chciało pisać, nie jest świadectwem wątpliwości prezydenta. "Jest to bardziej złośliwość przedmiotów martwych" - mówił.
"Wiem, że będzie to moment, który być może przejdzie do historii, ale nie było planów, by zadrżały serca euroentuzjastów" - podkreślił Wypych.
1: b2bf z IP: 77.253.138.* (2009-10-10 20:50)
"Współpracownik powinien zostać ukarany za pożyczenie piszącego długopisu.Przecież chodziło o niepodpisanie traktatu i niepiszące pióro było świetną wymówką.Tym razem przez sabotaż pracownika nie udało się opóźnić złożenia podpisu." A tak na poważnie to nareszcie się to stało i nie muszę się już wstydzić za wcześniejszy blamaż prezydenta.
2: baryl z IP: 82.160.6.* (2009-10-11 11:56)
bo pewnie prezydentowi tylko pióro teraz staje.
3: dyslektyk too z IP: 193.19.165.* (2010-02-01 21:11)
"któro" :)
4: Korekta z IP: 89.72.250.* (2010-06-09 22:42)
Co za debil napisał któro? "Pióro, któro odmówiło posłuszeństwa prezydentowi, "zostanie ukarane""

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.