Poseł Edward Wojtas, prezes PSL na Lubelszczyźnie, nie był tajnym współpracownikiem PRL-owskich służb bezpieczeństwa - orzekł Sąd Okręgowy w Lublinie, który wydał wyrok w procesie autolustracyjnym posła.
Sąd uznał, że mimo formalnej rejestracji nie ma dowodów na potwierdzenie współpracy Wojtasa z SB, zatem jego oświadczenie lustracyjne zaprzeczające związkom ze służbami jest zgodne z prawdą.
Według opublikowanych katalogów IPN, w latach 80. ubiegłego wieku Wojtas został zarejestrowany jako TW "Marek". Poseł zaprzeczył współpracy i złożył do sądu wniosek o lustrację. Także IPN po przeprowadzeniu postępowania sprawdzającego wnioskował do sądu o uznanie oświadczenia lustracyjnego Wojtasa za prawdziwe.
Uzasadniając orzeczenie, sędzia Anna Folwarczna podkreśliła, że formalna rejestracja jako tajnego współpracownika, bezsporna w przypadku Wojtasa, nie jest jednoznaczna z podjęciem współpracy. "Brak jest dokumentacji, która mogłaby wskazywać na taką współpracę" - powiedziała sędzia.
Wojtas w swoich wyjaśnieniach przed sądem powiedział, że w 1986 albo 1987 r., gdy był sekretarzem Komitetu Miejskiego ZSL w Lublinie, spotkał się z funkcjonariuszem SB. Rozmowa dotyczyła ewentualnych zagrożeń bezpieczeństwa i porządku publicznego w związku z wizytą papieża. Wojtas podpisał wtedy oświadczenie, że zachowa tę rozmowę w tajemnicy. Ten dokument esbek zwrócił Wojtasowi kilka lat później, już po 1989 r. Nigdy więcej nie kontaktowali się. Wojtas nie przekazywał żadnych informacji, nie brał żadnych pieniędzy, nie wiedział o rejestracji.
W aktach IPN zachował się wprawdzie kwit kasowy, wskazujący na wydanie w 1988 r. ze środków operacyjnych SB blisko 3,5 tys. zł dla TW "Marek", ale nie ma dowodów, że te pieniądze dotarły do Wojtasa.

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.