
Jacek Częścik, prezes Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych fot. A Cynka

Ryszard Windyga, członek Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych fot. A Cynka
Jacek Częścik, prezes Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych
Jeszcze dziesięć, piętnaście lat temu w naszym kraju flotę samochodową kojarzono ze statkami, portem, morzem etc., a odpowiedzialnymi za zarządzanie pojazdami byli w dużej mierze pracownicy działów personalnych, finansowych, administracji, czy też osoby mające trochę większe (od pozostałych pracowników) pojęcie o motoryzacji.
Mniej więcej od 1999 r. mogliśmy zauważyć postępującą krystalizację branży flotowej. Pojawiało się coraz to więcej firm zajmujących się zarządzaniem flotami pojazdów służbowych, firm wynajmujących pojazdy, a także mediów flotowych (głównie prasa). Zaczęto organizować szkolenia dla fleet menedżerów (wtedy nazywanych kierownikami parków lub taborów samochodowych), konferencje, plebiscyty oraz testy flotowe.
Po kilku latach branża flotowa w naszym kraju stała się prężnie działającym elementem gospodarki. Zachodnie firmy z branży CFM rozpoczęły ekspansję na naszym rynku, a i rodzime nie pozostały w tyle. Osoby odpowiedzialne za flotę stały się coraz bardziej świadome wyzwań, jakie niesie za sobą należyte zarządzanie pojazdami służbowymi. Stowarzyszenie Kierowników Flot Samochodowych jest tego dobitnym przykładem.
Wszystko, można by rzec rozwija się jak należy, tzn. zgodnie z zasadami gospodarki rynkowej. Każde przedsiębiorstwo w zależności od etapu swojego rozwoju, wybiera z rynku najbardziej optymalne produkty, usługi, dzięki którym będzie mogło stać się atrakcyjniejsze dla otoczenia.
I tak też się dzieje w branży flotowej - jedni kupują samochody za gotówkę, inni wybierają leasing, jeszcze inni full service leasing, zdarzają się i tacy, dla których najlepszy jest kredyt. Dla kolejnych zbawieniem w uzyskaniu znacznych redukcji kosztów utrzymania floty samochodowej okazuje się zakup urządzeń do monitorowania pojazdów, podczas gdy innym wystarczą raporty z zakupu paliwa poprzez karty paliwowe. Nikt nie ma monopolu na zarządzanie samochodami firmowymi.
Niedawno przeczytałem wypowiedź jednego z szefów firm zajmujących się wynajmem długoterminowym, że struktura flot samochodowych w Polsce w porównaniu do krajów tzw. starej UE jest w większości przypadków archaiczna. Zastanawiałem się, skąd tak surowa (niesprawiedliwa) ocena? Być może jest to tak zażarta walka o klienta, że w grę poszły już argumenty natury emocjonalnej zamiast merytorycznej ? Czas pokaże.
Cyfry oczywiście nie kłamią, w Polsce ok. 30 proc. flot samochodowych korzysta z usług firm CFM, podczas gdy w starej UE średnio 70 proc.. Proszę jednak zauważyć, że nasza gospodarka znajduje się na innym etapie rozwoju w porównaniu do krajów zachodniej Europy, gdzie leasing oraz zewnętrzne zarządzanie pojazdami znane już było w latach 60-tych ubiegłego stulecia. Nie można więc w ekspresowym tempie uzyskać czegoś, co w innych krajach rozwijało się przez ponad 40 - 50 lat.
Dlatego też pragnę wyrazić uznanie dla wszystkich przedsiębiorstw i przedsiębiorców funkcjonujących w naszym kraju w ciągu ostatnich 20 lat, którzy pomimo tak niestabilnych przepisów (głównie podatkowych), tak wysokich kosztów zatrudnienia, tak mało przychylnej polityki motoryzacyjnej kolejnych rządów, są w stanie należycie funkcjonować, tworząc sobie, a tym samym nam wszystkim tzw. lepsze czasy.
Ryszard Windyga, członek Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych
W czasie przygotowania materiałów do niniejszego wydawnictwa doszło do spotkania kilku osób zarządzających flotą pojazdów w różnych firmach. Formuła spotkania zakładała dyskusję na kilka ważniejszych tematów dotyczących flot. Już na początku dyskusji zauważyłem w oczach redaktora wydania zaskoczenie rozwojem dyskusji.
Zaczęło się od pytania, co niesie największe trudności i niebezpieczeństwa przy zarządzaniu flotami. Tu wszyscy zebrani flotowcy jednogłośnie stwierdzili: niestabilne prawo. I to było chyba pierwszym zaskoczeniem. Nie ceny paliw, borykanie się z zawiłościami ubezpieczeniowymi, negocjacje z importerami czy egzekucja obowiązków ciążących na użytkownikach pojazdów. Tak, właśnie niestabilne prawo daje się najbardziej we znaki. I to nie od dziś.
Kolejne omawiane tematy chyba tylko pogłębiały poczucie zdumienia. Rozmawialiśmy o sposobach pozyskania i właściwym doborze pojazdów, bezpieczeństwie i szkoleniach użytkowników itp. Tematy kluczowe i wielokrotnie goszczące na łamach różnych wydawnictw. Skąd więc narastające zdumienie? Otóż każde z zagadnień ma szeroki zakres wpływający na zarządzanie flotą - z pozoru prostą organizacją. Menedżerowie flot i każdy, kto miał okazję zajmować się tymi sprawami, już to wie. Każda podjęta decyzja musi uwzględniać wiele aspektów związanych z przyszłością. Już na etapie wyboru samochodu należy się zastanowić nad jego wartością rynkową za kilka lat, poczynić założenia dotyczące serwisowania i eksploatacji, ekonomii użytkowania, a przede wszystkim przydatności w danej organizacji. To jednak tylko jedna, techniczno- ekonomiczna strona medalu. Drugą stroną są ludzie. Oczywistym jest, że nie ma możliwości spełniania marzeń każdego użytkownika, ale czasy i technologie się zmieniają i należy z tego korzystać. Wcale nie tak dawno za ABS trzeba było dopłacić, a w standardowym wyposażeniu była zaledwie jedna poduszka powietrzna. Klimatyzacja? Owszem, ale za słoną dopłatą albo w naprawdę luksusowych autach. Tymczasem obecnie nawet w małych pojazdach mamy co najmniej po dwie poduszki, a klimatyzacja nie jest luksusem lecz niemalże regularnym wyposażeniem. Decyzje o bogatszych konfiguracjach pojazdów nie wynikają tylko z faktu, że kierownicy flot lubią swoich użytkowników pojazdów. To oczywiście też, ale gdzieś tam, z tyłu, jest chłodna (klimatyzowana…) kalkulacja: komu i za ile uda mi się sprzedać za trzy lata auto bez klimatyzacji?
I tu zatoczyliśmy koło. Rzeczy, pozornie bez większego związku, w rzeczywistości mają duże znaczenie dla właściwych decyzji. Dlatego od zarządzających flotami trzeba wymagać przekrojowej wiedzy. Wiedza techniczna jest istotna, ale nie mniej ważne są umiejętności personalne. Przecież „flotowiec” obsługuje całą firmę, czyli klientów wewnętrznych o różnych potrzebach biznesowych. Często nie są oni nawet w stanie określić prawidłowo potrzebnych środków transportu. W tej kategorii są również użytkownicy z różnym poziomem umiejętności i chęci. A bezpieczeństwo użytkowników nie może być poślednim tematem. Stawka jest wysoka, a lekceważenie tematu może być przyczyną postępowania prokuratora. „Flotowiec” ma też zagwarantować efektywność kosztową pojazdów. Tu się kłaniają umiejętności z zakresu rachunkowości i podatków. Pojazdy też trzeba jakoś pozyskać i utrzymywać, czyli: negocjacje!
RSS |