
„Zopa.com to taki społecznościowy bank on—line. To taki rodzaj eBaya z pieniędzmi, który łączy pożyczkodawców z pożyczkobiorcami. Jeśli chcesz pożyczyć pieniądze na jakiś projekt, po prostu to ogłaszasz. Podobnie, jeśli masz pieniądze, które możesz komuś pożyczyć. Pożyczyłem trochę pieniędzy w ten sposób. Jak dotąd wszystko jest w porządku. Nie było przypadku, żeby ktoś nie oddał długu.”
Zaledwie w osiem dni po starcie do twórców pierwszej polskiej linkowarki internetowej Elefanta.pl zwrocił się już pierwszy chętny reklamodawca.
Serwis to klon m.in. amerykańskiego stumbleupon.com. Pozwala na zapisywanie ciekawych stron, dzielenie się nimi z innymi, rekomendując przy tym użytkownikowi inne nienzane linki o interesującej go tematyce. Serwis otworzył Piotr Krawiec, były PR-owiec m.in. portalu Onet, wraz z grupą znajomych, działających w branży IT. Więcej na ten temat można znaleźć tutaj.
W pierwszym tygodniu od startu Elefanta.pl odwiedziło 5 tys. unikalnych użytkowników. W tym miesiącu ma ich być ponad 20 tys.
Jaka jest najbardziej popularna strona wśród e—seniorów, czyli użytkowników Internetu po 55 roku życia?
Otóż, to Clavin.pl, poświęcona lekowi dla mężczyzn cierpiących na zaburzenia erekcji. Korzysta z niej 33,6 proc. internautów w tym wieku — wynika z danych Gemiusa z czerwca tego roku.
Bo przeważająca grupa e—seniorów (70,69 proc.!) to panowie, najczęściej z dużych aglomeracji miejskich, z wykształceniem wyższym, deklarujący miesięczny dochód między 1 tys. a 2 tys. zł. Z zasobów sieci korzystają codziennie lub prawie codziennie. Miesięcznie poświęcają na to średnio 20 godzin.
Z dzisiejszego dodatku Financial Times w Gazecie Prawnej:
Rozmowa z Cathie Black, prezes Hearst Magazines (W Polsce na licencji Hearsta Marquard Media wydaje np. Cosmopolitan). Jakby wziąć pierwszy lepszy wywiad, z którymś z polskich wydawców, nie trudno zauważyć pewne podobnieństwa - te same pytania, te same odpowiedzi, te same problemy.
■ Czy pisma ilustrowane mają przyszłość w epoce cyfrowej?
- Zdecydowanie tak. Sprawy dotyczące dziedziny cyfrowej zajmują mi od 20 do 30 proc. dnia. Mimo to istnieje bardzo silne przekonanie, że pisma drukowane, zwłaszcza magazyny we wszelkich formach, mają przyszłość.- Bracia Samwer nigdy nie mieli do tego skrupułów – pisze magazyn Business 2.0. o założycielach takich serwisów jak niemiecka wersja eBay, YouTube, Facebooka oraz Twittera.
Alexander, Oliver i Mark wyjechali pod koniec lat 90. do USA. Rozesłali swoje aplikacje do wielu firm w Silicon Valley, zastrzegając, że za pracę nie chcą nawet pieniędzy. Poskutkowało. Oliver znalazł pracę w spółce Inktomi, Marc Visto, a Alexander w Sentient Networks, przejętej później przez Cisco.
- Mieliśmy jeden cel: pojechać tam i zobaczyć jak tworzy się firmy – wspomina Alexander.
Jak pisze Business 2.0, w grudniu 1998 roku wrócili do Niemiec z doświadczeniem i pomysłami, które nie do końca były ich. W styczniu następnego roku uruchoimili Alando – serwis aukcyjny. Pięć miesięcy później serwis odkupił od nich amerykański gigant e-commerce eBay. Wtedy bracia Samwers dostrzegli, gdzie leży ich siła: w adaptaji cudzych pomysłów na rodzimym rynku. Alando zdobył użytkowników tym, że można był płacić za transakcje kartami najczęściej używanymi przez Niemców. Podobnie było ze StudiVZ, europejskiej odpowiedzi na Facebooka, która też charakteryzowała się tym, że uwzględniała wiele typowo niemieckich uwarunkowań rynkowych, w tym zachowań tamtejszych studentów. Z kolei Frazr, niemiecka wersja Twittera, od oryginału nie różniła się już jednak praktycznie niczym.
Autorzy podkreślają jednak, że poza umiejętnością efektywnego kopiowania pomysłów z USA, bracia Samwer mają wiele innych zasług. Przyczynili się do upowszechnienia na niemieckim i europejskim rynku kultury korporacyjnej amerykańskich firm nowej gospodarki, założyli fundusz venture capital, który pomaga rozwijać się firmom nie tylko w Niemczech, ale także innych krajach Europy. Ich znajomość europejskiego rynku chętnie wykorzystują natomiast amerykańskie firmy, chcące zaistnieć w Europie.
Źródło: Business 2.0.
Za walkę z globalnym ociepleniem dostał Pokojową Nagrodę Nobla, za film "Niewygodna prawda" - Oskara. Wydawałoby się, że czego od czasu przegranych przed sądem wyborów prezydenckich w USA nie dotknie Al Gore , kończy się to totalnym sukcesem. Nie do końca.
Wśród tych projektów było bowiem przedsięwzięcie znane jako Current TV, czyli telewizja opierająca się na treściach przysyłanych przez użytkowników. Po dwóch latach działalności — jak pisze Internation Herald Tribune — „nie jest jednak do końca jasne czy Current TV przyciąga widzów.”
Nie da się dokładnie stwierdzić, jaką stacja ma oglądalność, bo nie monitoruje jej Nielsen Media Research. Cytowany przez dziennik analityk Gartnera Mike McGuire uważa natomiast, że Current TV działa w bardzo atrakcyjnej i teoretycznie aktywnej niszy, ale widownie ma małą. Dlaczego?
Nie ma cudów. Current TV stanęła bowiem przed tym samym — dodajmy, że szalenie trudnym — zadaniem: jak przyciągnąć widzów do programu i zatrzymać ich przy sobie możliwie jak najdłużej. W tym przypadku było to jeszcze trudniejsze, ze względu na unikalną formułę programu telewizji Ala Gora. Jak pisze IHT, ramówka Current TV składała się z materiałów różnej długości (od 1 minuty do nawet 12), emitowanych zupełnie przypadkowo.
„W tym sensie, Current TV przypomina ofertę kanału w kablówce z wysokiej jakości klipami jak z You Tube. I choć niektórych użytkownikom Internetu może się to podobać, mało jest dowodów na to, że podoba się to telewizyjnej widowni. — To nie leży w ich DNA — przyznał ostatecznie Joel Hyatt, dyrektor zarządzający Current TV, dodając, że teraz stacja będzie się bardziej koncentrować na USG (czyli user generated kontent) i obierze bardziej prospołecznościowy kierunek rozwoju.”
Stacja wcale jednak nie ukrywa, że pozyskanie użytkowników, którzy takie treści będą dostarczać, jest proste. Dlatego Current TV właśnie zmodyfikowało swoją stroną, dodając jej wiele narzędzi stron ze społecznościami, licząc, że to bardziej zaangażuje internautów.
Telewizja Ala Gora nie ma jednak co narzekać. W przeciwieństwie do wielu podobnych przedsięwzięć na całym świecie, dociera do 41 mln gospodarstw domowych w USA i 11 mln w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Derek Baine, analityk medialny firmy SNL Kagan oszacował nawet, że telewizja zarabia 11 centów miesięcznie na każdym abonencie. To wiele więcej niż wiele innych, nowych kanałów kablowych. Sama Current TV ma wsparcie dwóch funduszy private equity i grupy partnerów biznesowych, wśród których jest znany magnat handlowy Ronald Burkle. Nie byłoby to na pewno możliwe, gdyby nie pomysłodawca i założyciel stacji Al Gore, który na każdym kroku promuje Current TV, a przy okazji korzysta w tym celu ze swoich szerokich znajomości.
W czwartym kwartale ubiegłego roku stacja miała osiągnąć rentowność, ale władze Current TV nie ujawniają szczegółowych danych na ten temat. SNL Kagan policzył natomiast, że w tym roku przychody stacji sięgną 59 mln dol.
