rssdodaj RSS
---Internet - Michał Fura
07 listopada 2007

Social lending, czyli jak zrobić społecznościowy bank

Potrzebujesz pożyczki na nowy komputer czy telewizor, możesz ją zaciągnąć w internecie. Ale nie w jakimś tam internetowym banku, tylko w najprawdziwszym serwisie społecznościowym, grupującym ludzi chętnych pożyczyć ci lub pożyczyć od ciebie trochę pieniędzy.

Taką możliwość daje Zopa.com, serwis działający w Wielkiej Brytanii, którego twórcy uważają, że „social lending is smarter, fairer and more human way of doing money”. Natknąłem się na niego, przeglądając dzisiejszy dodatek Digital Business w Financial Times. Zachwalał go w wywiadzie Suranga Chandratillake, prezes wyszukiwarki video blinkx.com, uznając Zopa za jeden z najciekawszych dziś serwisów.
Zopa.com to taki społecznościowy bank on—line. To taki rodzaj eBaya z pieniędzmi, który łączy pożyczkodawców z pożyczkobiorcami. Jeśli chcesz pożyczyć pieniądze na jakiś projekt, po prostu to ogłaszasz. Podobnie, jeśli masz pieniądze, które możesz komuś pożyczyć. Pożyczyłem trochę pieniędzy w ten sposób. Jak dotąd wszystko jest w porządku. Nie było przypadku, żeby ktoś nie oddał długu.”
06 listopada 2007

Elefanta.pl działa zaledwie tydzień, a już ma chętnego reklamodawcę

Zaledwie w osiem dni po starcie do twórców pierwszej polskiej linkowarki internetowej Elefanta.pl zwrocił się już pierwszy chętny reklamodawca.

Serwis to klon m.in. amerykańskiego stumbleupon.com. Pozwala na zapisywanie ciekawych stron, dzielenie się nimi z innymi, rekomendując przy tym użytkownikowi inne nienzane linki o interesującej go tematyce. Serwis otworzył Piotr Krawiec, były PR-owiec m.in. portalu Onet, wraz z grupą znajomych, działających w branży IT. Więcej na ten temat można znaleźć tutaj.

W pierwszym tygodniu od startu Elefanta.pl odwiedziło 5 tys. unikalnych użytkowników. W tym miesiącu ma ich być ponad 20 tys.

05 listopada 2007

Najpopularniejsze strony internetowe wśród e-seniorów

Jaka jest najbardziej popularna strona wśród e—seniorów, czyli użytkowników Internetu po 55 roku życia?

Otóż, to Clavin.pl, poświęcona lekowi dla mężczyzn cierpiących na zaburzenia erekcji. Korzysta z niej 33,6 proc. internautów w tym wieku — wynika z danych Gemiusa z czerwca tego roku.

Bo przeważająca grupa e—seniorów (70,69 proc.!) to panowie, najczęściej z dużych aglomeracji miejskich, z wykształceniem wyższym, deklarujący miesięczny dochód między 1 tys. a 2 tys. zł. Z zasobów sieci korzystają codziennie lub prawie codziennie. Miesięcznie poświęcają na to średnio 20 godzin.

Wśród najstarszych użytkowników sieci, największą popularnością cieszą się strony poświęcone budownictwu i nieruchomościom, a także tematyce biznesowej i prawnej.

Ciekawe jest natomiast to, jaka strona znajduje się w rankingu po Clavin.pl. Otóż jest to internetowy serwis dziennika Trybuna (trybuna.com.pl — 18,53 proc.). Trzecie miejsce przypadło natomiast Elettery.pl, zajmującej się rozsyłaniem w elektronicznych biuletynów poświęconych zarządzaniu zasobami ludzki, nieruchomościom i finansami.
Oto cała lista najpopularniejszych stron (od miejsca 4.) w proc. z czerwca 2007:
4. Verlag Dashofer 13,97
5. gazetapodatnika.pl 13,21
6. Multibank 12,29
7. polbankefg.pl 12,19
8. nadaje.com 11,98
9. magentic.com 11,70
10. visapromotions.net 11,67
11. symantec.com 11,61
12. tvmarket.pl 11,48
13. arka.pl 11,38
14. Dialog 11,34
15. visa.pl 11,08
16. impartner.pl 10,79
17. allianzdirect.pl 10,76
18. rarlab.com 10,54
19. gpw.pl 10.45
20. oov.pl 10,32

Jak widać, panowie dużo czasu poświęcają podatkom, finansom osobistym, inwestowaniu, zakupom i giełdzie. Ale okazuje się, że nie tylko. Pod niewiele mówiącym adresem oov.pl znajduje się bowiem serwis z filmami porno. Na początku listy Clavin.pl, na końcu oov.pl.


02 listopada 2007

Hearst: cyfrowe nośniki przynoszą 5 proc. przychodów reklamowych


Z dzisiejszego dodatku Financial Times w Gazecie Prawnej:

Rozmowa z Cathie Black, prezes Hearst Magazines (W Polsce na licencji Hearsta Marquard Media wydaje np. Cosmopolitan). Jakby wziąć pierwszy lepszy wywiad, z którymś z polskich wydawców, nie trudno zauważyć pewne podobnieństwa - te same pytania, te same odpowiedzi, te same problemy.

Czy pisma ilustrowane mają przyszłość w epoce cyfrowej?

- Zdecydowanie tak. Sprawy dotyczące dziedziny cyfrowej zajmują mi od 20 do 30 proc. dnia. Mimo to istnieje bardzo silne przekonanie, że pisma drukowane, zwłaszcza magazyny we wszelkich formach, mają przyszłość.

Czy cyfrowe wydania waszych magazynów wyprą wersje papierowe?

- Nie sądzę, ponieważ pismo, które trzyma się w ręku, daje czytelnikowi inne wrażenia, przemawia do instynktów. Nie wykluczam jednak, że za parę lat wymyślimy równie atrakcyjny format elektroniczny. Jeżeli tak, to świetnie.

Kiedy wpływy z cyfrowych wydań przewyższą przychody z pism drukowanych?

- Tego, oczywiście, nie można wykluczyć, ale mamy ogromną bazę przychodów w postaci 19 magazynów - a cyfrowe nośniki na razie przynoszą około 5 proc. wpływów z reklamy. Dużo prenumerat sprzedaje się przez internet, ale trudno sobie wyobrazić, jak mogłyby dorównać wpływom z dwudziestu kilku kategorii reklam w 19 pismach ilustrowanych. Nie przypuszczam, żeby do tego doszło za moich czasów - ale proszę bardzo, niech próbują!

Czy ultrabogaty segment rynku nie jest już nasycony luksusowymi pismami?

- Może jest, ale i tak każdy chce mieć Town & Country na stoliku.

Czy dział plotek o sławnych ludziach będzie się rozrastał?

- Istnieje nienasycony apetyt na sławy. Uczciwie powiem, że nie mam pojęcia, czy to się utrzyma.

Czy ilustrowane pisma stają się coraz bardziej wścibskie i dokuczliwe?

- To przechodzi wszelkie pojęcie! Ktoś opowiadał mi, nie dalej niż wczoraj, że był na sesji fotograficznej, na której 200 fotografów dosłownie uprawiało polowanie. To była sesja fotograficzna z pewną sławną osobą. To jest szaleństwo, a nie sposób życia - ale tak już jest.

Dlaczego lubimy czytać plotki?
- Bo jesteśmy ludźmi.

Pozwoliła pani, żeby w zagranicznych wydaniach waszych magazynów o kształcie pisma decydowały miejscowe siły. Czy to się sprawdza?

- Hearst prowadzi międzynarodową działalność wydawniczą od ponad 50 lat. Stoimy na stanowisku, że miejscowy rynek zna się lepiej, niż znałby go Amerykanin. Dlatego na całym świecie wchodzimy we wspólne przedsięwzięcia z wiodącymi wydawcami. Cosmopolitan wychodzi w 58 krajach... czyta go około 70 milionów młodych kobiet.

Które części świata są dla was najszybciej rozwijającym się rynkiem?
- Nasza działalność w Rosji to po prostu eksplozja. Wydajemy siedem magazynów w Chinach. Jesteśmy bardzo znani w Australii, gdzie działamy poprzez spółkę joint venture. Jak widać, na całym świecie są miejsca, które kwitną - i chcemy, by nas tam nie zabrakło.

Czy na podstawie wyników finansowych z reklamy uważa pani, że USA wkraczają w recesję?

- Moim zdaniem w pierwszym kwartale będzie dobrze, ale tak naprawdę nie znamy jeszcze budżetów reklamowych.

Jest pani jedną z pierwszych kobiet w biznesie. Czy wypleniono już seksizm?

- Nie sądzę, by kiedykolwiek udało się całkowicie wyplenić seksizm. A czy jako bardzo młoda dziewczyna byłam dyskryminowana? Chyba byłam - ale człowiek po prostu idzie dalej.

Czy nie niepokoi pani fakt, że niektóre wasze pisma utrwalają w kobietach przekonanie, że wygląd jest najważniejszy?

- Nie. Kobiety są piękne. Niektóre są bez reszty pochłonięte tym, jak wyglądają, a inne nie

Rozmawiali Joshua Chaffin, Chrystia Freeland
01 listopada 2007

Bracia Samwer, czyli jak sprzedać firmom z Silicon Valley ich własne pomysły

Czy obcokrajowiec może zatrudnić się w Silicon Valley, na podstawie podpatrzonych tam pomysłów otworzyć firmy we własnym kraju, a potem sprzedać je z zyskiem gigantom… z Silicon Valley? Może. Na przykład w Niemczech.

- Bracia Samwer nigdy nie mieli do tego skrupułów – pisze magazyn Business 2.0. o założycielach takich serwisów jak niemiecka wersja eBay, YouTube, Facebooka oraz Twittera.

Alexander, Oliver i Mark wyjechali pod koniec lat 90. do USA. Rozesłali swoje aplikacje do wielu firm w Silicon Valley, zastrzegając, że za pracę nie chcą nawet pieniędzy. Poskutkowało. Oliver znalazł pracę w spółce Inktomi, Marc Visto, a Alexander w Sentient Networks, przejętej później przez Cisco.

- Mieliśmy jeden cel: pojechać tam i zobaczyć jak tworzy się firmy – wspomina Alexander.

Jak pisze Business 2.0, w grudniu 1998 roku wrócili do Niemiec z doświadczeniem i pomysłami, które nie do końca były ich. W styczniu następnego roku uruchoimili Alando – serwis aukcyjny. Pięć miesięcy później serwis odkupił od nich amerykański gigant e-commerce eBay. Wtedy bracia Samwers dostrzegli, gdzie leży ich siła: w adaptaji cudzych pomysłów na rodzimym rynku. Alando zdobył użytkowników tym, że można był płacić za transakcje kartami najczęściej używanymi przez Niemców. Podobnie było ze StudiVZ, europejskiej odpowiedzi na Facebooka, która też charakteryzowała się tym, że uwzględniała wiele typowo niemieckich uwarunkowań rynkowych, w tym zachowań tamtejszych studentów. Z kolei Frazr, niemiecka wersja Twittera, od oryginału nie różniła się już jednak praktycznie niczym.

Autorzy podkreślają jednak, że poza umiejętnością efektywnego kopiowania pomysłów z USA, bracia Samwer mają wiele innych zasług. Przyczynili się do upowszechnienia na niemieckim i europejskim rynku kultury korporacyjnej amerykańskich firm nowej gospodarki, założyli fundusz venture capital, który pomaga rozwijać się firmom nie tylko w Niemczech, ale także innych krajach Europy. Ich znajomość europejskiego rynku chętnie wykorzystują natomiast amerykańskie firmy, chcące zaistnieć w Europie.

Źródło: Business 2.0.

01 listopada 2007

Jak Gore wynalazł internet

Gdy walczył o fotel prezydenta USA, twierdził, że wymyślił internet, przez co złośliwi satyrycy natychmiast zaczęli dziękować mu za to, że dzięki niemu na świecie żyją psy oraz za to, że ofiarował ludziom ogień. Jak można być takim megalomanem, zastanawiano się. Po przegranej wyborczej nagle coś się zmieniło. Dziś, dla kontrastu, Gore jest jak wyrocznia, jest jak Bono ochrony środowiska, Kasandra Iraku… Jaką ewolucję przeszedł w ostatnich latach Al Gore napisał październikowy, amerykański magazyn Vanity Fair. Nie trzeba specjalnie rekomendować. Tekst można znaleźć tutaj:-).

31 października 2007

Łatwiej dostać Pokojową Nagrodę Nobla, niż zrobić telewizję obywatelską

Za walkę z globalnym ociepleniem dostał Pokojową Nagrodę Nobla, za film "Niewygodna prawda" - Oskara. Wydawałoby się, że czego od czasu przegranych przed sądem wyborów prezydenckich w USA nie dotknie Al Gore , kończy się to totalnym sukcesem. Nie do końca.

Wśród tych projektów było bowiem przedsięwzięcie znane jako Current TV, czyli telewizja opierająca się na treściach przysyłanych przez użytkowników. Po dwóch latach działalności — jak pisze Internation Herald Tribune — „nie jest jednak do końca jasne czy Current TV przyciąga widzów.”

Nie da się dokładnie stwierdzić, jaką stacja ma oglądalność, bo nie monitoruje jej Nielsen Media Research. Cytowany przez dziennik analityk Gartnera Mike McGuire uważa natomiast, że Current TV działa w bardzo atrakcyjnej i teoretycznie aktywnej niszy, ale widownie ma małą. Dlaczego?

Nie ma cudów. Current TV stanęła bowiem przed tym samym — dodajmy, że szalenie trudnym — zadaniem: jak przyciągnąć widzów do programu i zatrzymać ich przy sobie możliwie jak najdłużej. W tym przypadku było to jeszcze trudniejsze, ze względu na unikalną formułę programu telewizji Ala Gora. Jak pisze IHT, ramówka Current TV składała się z materiałów różnej długości (od 1 minuty do nawet 12), emitowanych zupełnie przypadkowo.

W tym sensie, Current TV przypomina ofertę kanału w kablówce z wysokiej jakości klipami jak z You Tube. I choć niektórych użytkownikom Internetu może się to podobać, mało jest dowodów na to, że podoba się to telewizyjnej widowni. — To nie leży w ich DNA — przyznał ostatecznie Joel Hyatt, dyrektor zarządzający Current TV, dodając, że teraz stacja będzie się bardziej koncentrować na USG (czyli user generated kontent) i obierze bardziej prospołecznościowy kierunek rozwoju.”

Stacja wcale jednak nie ukrywa, że pozyskanie użytkowników, którzy takie treści będą dostarczać, jest proste. Dlatego Current TV właśnie zmodyfikowało swoją stroną, dodając jej wiele narzędzi stron ze społecznościami, licząc, że to bardziej zaangażuje internautów.

Telewizja Ala Gora nie ma jednak co narzekać. W przeciwieństwie do wielu podobnych przedsięwzięć na całym świecie, dociera do 41 mln gospodarstw domowych w USA i 11 mln w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Derek Baine, analityk medialny firmy SNL Kagan oszacował nawet, że telewizja zarabia 11 centów miesięcznie na każdym abonencie. To wiele więcej niż wiele innych, nowych kanałów kablowych. Sama Current TV ma wsparcie dwóch funduszy private equity i grupy partnerów biznesowych, wśród których jest znany magnat handlowy Ronald Burkle. Nie byłoby to na pewno możliwe, gdyby nie pomysłodawca i założyciel stacji Al Gore, który na każdym kroku promuje Current TV, a przy okazji korzysta w tym celu ze swoich szerokich znajomości.

W czwartym kwartale ubiegłego roku stacja miała osiągnąć rentowność, ale władze Current TV nie ujawniają szczegółowych danych na ten temat. SNL Kagan policzył natomiast, że w tym roku przychody stacji sięgną 59 mln dol.

---