rssdodaj RSS
---Wydawcy kontra Google - Michał Fura
26 grudnia 2010

Rattner: Pracujemy nad tym, by świat wirtualny przeniknął do rzeczywistości

Jeśli są na świecie ludzie, którzy wiedzą, jak wyglądać będą komputery przyszłości, Justin R. Rattner jest jednym z nich. 62—letni wiceprezes i Chief Technology Officer Intela, którego procesory zamontowane są w 80 proc. komputerów na świecie, jest bezpośrednio odpowiedzialny za nowe technologie i badania amerykańskiego giganta.

Pracę u największego producenta procesorów na świecie rozpoczął 37 lat temu. W roku 1996 współtworzył pierwszy superszybki komputer, którego moc obliczeniowa pozwalala na wykonanie tryliona operacji na sekundę.

Dzięki temu osiągnięciu branża zgodnie uznała Rattnera za jednego z 200 inżynierów i naukowców, którzy wywarli największy wpływ na amerykański rynek informatyczny. Sylwetka Rattnera opublikowana została z tej okazji w książce „Wizards and Their Wonders”, obok takich osobistości, jak Alan Kay z Xeroxa czy Steve Wozniak, współtwórca Apple.

Dziś głowę szefa technologii i badań Intela zajmuje sztuczna inteligencja. „Moim celem jest osiągnięcie do roku 2028 Singularity (z ang. Osobliwość), czyli punktu, w którym spotkają się inteligencja maszyn i ludzi” — pisze na swoim profilu w internetowym serwisie dla menedżerów LinkedIn.com. DGP opowiedział, jak świat wirtualny przenika się z realnym:
Witamy. Zapraszamy na wyprzedaż garniturów z naszej zimowej kolekcji. Jesteśmy tuż za rogiem skrzyżowania ulic Hills i św. Patryka. Zespół sklepu The Men’s Core” – otrzymanie SMS-a o takiej treści od sklepu z odzieżą to coraz częściej spotykany sposób marketingu przy wykorzystaniu telefonu komórkowego i geolokalizacji.

Bez względu na to, czy jesteśmy w San Francisco, Chicago, Paryżu czy w Warszawie, sięga po niego coraz więcej firm. Idziemy ulicą i co pewien czas otrzymujemy od pobliskich sklepów informacje o promocjach i specjalnych okazjach. To dopiero początek technologicznej rewolucji.

Więcej: Rattner: Pracujemy nad tym, by świat wirtualny przeniknął do rzeczywistości

07 grudnia 2010

Michael Wolff o rynku medialnym: Ipad nie uratuje dzienników

Dlaczego Rupert Murdoch myśli, że może wygrać z internetem? Michael Wolff: Bo jest stary i nie wie, z czym walczy. Ma 79 lat. Rządzi jednym z największych imperiów medialnych świata, a nie używa nawet powszechnej dziś poczty elektronicznej.

MICHAŁ FURA:W ubiegłym roku amerykańskie dzienniki zwolniły kilka tysięcy dziennikarzy. Nie było praktycznie wydawcy, który nie zmniejszyłby zatrudnienia. Według serwisu Mediafinder.com aż 428 magazynów zniknęło z rynku. To koniec dziennikarstwa?

MICHAEL WOLFF*:

To koniec tego, do czego przywykliśmy. Ale tam, gdzie coś umiera, rodzi się coś nowego. Zapotrzebowanie na informacje nie zmalało. Odwrotnie – jest większe niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie dzięki internetowi i nowym technologiom przywykli do stałego dostępu do newsów, chcą wiedzieć coraz więcej i ktoś musi im to umożliwić. Dlatego uważam, że okazji do pracy w biznesie informacyjnym będzie sporo. Jedyny problem polega na tym, że coraz rzadziej ktoś będzie chciał za tę pracę płacić w ogóle lub przynajmniej tyle, ile dotychczas.

Niezbyt pocieszająca perspektywa dla dziennikarza.

Dziennikarstwo newsowe będzie coraz gorzej płatnym zawodem. Jednak praca w gazetach nigdy nie była lukratywnym zajęciem. Reporterzy zawsze wykonywali najcięższą robotę, a na drugi dzień i tak najwięcej zarabiała na tym telewizja, która mogła przyciągać wielomilionową widownię.

Przyszłość miesięczników, takich jak „Vanity Fair”, moja macierzysta redakcja, rysuje się w jaśniejszych barwach niż przyszłość prasy codziennej. Internet nie zastąpi magazynów, tak jak wypiera dzienniki. Magazyny zaspokajają inne potrzeby, są marką, z którą ludzie chcą obcować. I gotowi są za to zapłacić.

Więcej:

Michael Wolff o rynku medialnym: Ipad nie uratuje dzienników

*Michael Wolff, stały współpracownik miesięcznika „Vanity Fair”, właściciel serwisu Newser.com. Ma na koncie cztery książki. Ostatnia, zatytułowana „The Who Owns the News”, to biografia Ruperta Murdocha, właściciela News Corp.

02 grudnia 2010

Mobilna rewolucja w mediach: Wydawcy zaczynają nowe życie w cyfrowym świecie

Papierowa prasa nie umarła. Internet, który jeszcze do niedawna był uważany za głównego winowajcę upadku gazet, teraz może pomóc im odzyskać reklamodawców. Wydawcy wyszli z założenia, że zamiast bać się sieci, trzeba się nauczyć na niej zarabiać

– Marka „Financial Times” ma wzbudzać emocje – tymi słowami Ben Hughes, wiceprezes brytyjskiego wydawcy globalnego dziennika biznesowego „Financial Times”, rozpoczął swoje wystąpienie podczas wtorkowej konferencji zorganizowanej przez wydawcę dziennika „The Guardian” w Londynie.

Do hotelu Hilton Tower Bridge przyszło posłuchać go kilkaset osób z branży, bo FT to dziś punkt odniesienia dla wydawców szukających przychodów w mediach cyfrowych, do których coraz więcej czytelników migruje po darmową i szybką informację.

Więcej: Mobilna rewolucja w mediach: Wydawcy zaczynają nowe życie w cyfrowym świecie
Czytej też: iPad: Wydawcy prasy powinni się uczyć od Steve’a Jobsa, jak sprzedawać gazety w internecie
Drogi czytelniku, jeśli czytasz ten tekst w internecie, robisz to za darmo. Ale wydawcy prasy na całym świecie zadają sobie pytanie: ile byłbyś w stanie zapłacić za niego. Pojawienie się iPada może oznaczać rychły koniec darmowego dostępu do gazet online.
22 listopada 2010

Chris Anderson: prorok internetowego biznesu zapowiada kolejną przemysłową rewolucję

Chris Anderson, redaktor naczelny magazynu „Wired”, nie został jeszcze miliarderem, ale jego teorie mają ogromny wpływ na to, w jaki sposób będziemy mogli zarabiać pieniądze dzięki sieci. Właśnie pisze trzecią książkę, w której zapowiada kolejną przemysłową rewolucję, do której doprowadzi internet.

Chris Anderson, redaktor naczelny magazynu „Wired”, figuruje na liście płac swojego pracodawcy, amerykańskiego wydawcy Conde Nast, obok szefów takich pism, jak „Vogue” i „Vanity Fair”. Nie wyznacza jednak trendów w modzie jak Anna Wintour, szefowa „Vogue”, ani nie kreuje gwiazd niczym Graydon Carter w „Vanity Fair”. 49-letni szef „Wired” opisuje i wyznacza trendy w świecie internetu, nowych technologii i biznesu. W 2007 r. amerykański tygodnik „Time” zaliczył go do grona stu najbardziej wpływowych ludzi świata spośród naukowców i myślicieli. Sam nie zarobił miliardów, ale jego teorie mają ogromny wpływ na biznes i jego przyszłość.

Rozmawiamy w gabinecie Andersona w redakcji „Wired”, którą kieruje od 9 lat. W niedużym, jasnym pomieszczeniu, oprócz archiwalnych wydań magazynu, rzuca się w oczy wisząca na jednej ze ścian ogromna tablica zapisana wzorami i wykresami, jakby przed chwilą odbył się tu wykład z matematyki. Anderson, fizyk z wykształcenia, zanim zaczął karierę w dziennikarstwie, prowadził badania w laboratoriach Los Alamos w Nowym Meksyku. Dziś rozpisuje w akademickim stylu tezy swoich tekstów.

Anderson opowiada o swojej najnowszej książce, która w księgarniach ukaże się dopiero w 2012 r. Jego zdaniem w ciągu najbliższej dekady będziemy świadkami rewolucji w świecie produkcji dóbr. Dzięki temu, że technologie są coraz tańsze i dostępne niemal dla każdego, nastąpi odwrót od masowej produkcji, zdominowanej przez globalnych gigantów i sterowanej przez rządy czy instytucje. Rynek zasili produkcja niszowa. Zamiast kupować najnowszy model forda czy toyoty, dostępny na całym świecie, będzie można zamówić unikatowy, skrojony na miarę samochód. – To całkowicie zmieni świat, bo pozwoli na odejście od globalizacji, która obniżała koszty, lecz unifikowała produkcję, do globalizacji, która obniża koszty, ale wspiera i umacnia różnorodność, unikatowość – tłumaczy Anderson.

Więcej: Chris Anderson: prorok internetowego biznesu

21 lutego 2010

Najwięksi wydawcy chcą sprzedawać e-prasę za pośrednictwem czytnika eClicto

Najwięksi wydawcy prasy w Polsce szykują się do walki o czytelników za pomocą elektronicznych czytników. Agora, Axel Springer Polska, INFOR PL i Murator rozmawiają z Kolporterem, jednym z czołowych firm dystrybucji prasy na polskim rynku, o współpracy przy sprzedaży e-prasy za pośrednictwem czytnika eClicto. Chcą, by ich oferta pojawiła się w kolejnych wersjach urządzenia, które będzie miało dostęp do internetu i pojawi się na rynku w tym roku. – Zainteresowanie jest ogromne, ale nie mogę mówić o szczegółach – mówi Maciej Topolski, rzecznik Kolportera.

Więcej: Najwięksi wydawcy chcą sprzedawać e-prasę za pośrednictwem czytnika eClicto

17 grudnia 2009

Jak Rupert Murdoch walczy z Google

Mój tekst z piątkowego magazynu Dziennika Gazety Prawnej o wojnie Ruperta Murdocha z Googlem:

Niedziela 22 listopada tego roku nie była dniem dobrych wiadomości dla prezesa Google’a Erica Schmidta i dwóch twórców internetowej wyszukiwarki – Larry’ego Page’a i Siergieja Brina. O godzinie 15 czasu kalifornijskiego na swoich stronach internetowych dziennik Financial Times opublikował informację zapowiadającą groźny dla Google’a sojusz. Tytuł brzmiał: „Microsoft namawia News Corp. do wycofania swoich treści z wyszukiwarki Google”.
Reporterzy dziennika dowiedzieli się o tajnych rozmowach między kierowanym przez Steve’a Ballmera Microsoftem a jednym z największych koncernów medialnych świata, News Corp., kontrolowanym przez Ruperta Murdocha. W efekcie miałby on przenieść wszystkie linki do artykułów ze swoich gazet z Google’a do należącej do Microsoftu wyszukiwarki Bing. A Steve Ballmer, by mu jeszcze za to zapłacił. Mógłby powstać sojusz zdolny zachwiać nienaruszoną pozycją Google’a w świecie internetu. Dla świata biznesu, zwłaszcza mediów i technologii, to informacja tej wagi, jakby w czasach zimnej wojny wyszło na jaw, że Związek Radziecki namawia Wspólnotę Europejską do paktu przeciwko USA.

Krok News Corp. i Microsoftu to efekt toczącej się od wielu miesięcy medialnej wojny, w której Murdoch, popierany przez innych wydawców prasy na świecie, zarzuca serwisom internetowym z Google’em na czele, że okradają spółki prasowe z artykułów i zdjęć. I czerpią z tego kolosalne zyski, często kosztem umierających gazet. Dotychczas kończyło się tylko na słowach. Tym razem News Corp. zyskał potężnego sprzymierzeńca. Microsoft to wielki gracz na rynku technologii, który ma własne porachunki z Google'em. Wykorzystując wojnę wydawców, chciałby ubić własny interes. To kolejna faza jednego z najciekawszych sporów biznesowych XXI wieku, którego efekty obchodzić powinny każdego z nas. Od wyników tej wojny zależy bowiem, w jaki sposób będziemy korzystać w przyszłości z internetu i co w nim w znajdziemy. A wyrażając się precyzyjniej – co użytecznego i wartościowego będziemy mogli w nim znaleźć zupełnie za darmo.

Całość tutaj: Murdoch na wojnie z Google

30 listopada 2009

Podkański: Nie będziemy dojną krową dla biznesu internetowego

Śmieszą mnie zapewnienia wydawców internetowych twierdzących, że gdybyśmy zablokowali nasze treści, poradziliby sobie bez nich. Gdyby tak było, nie kradliby naszych tekstów i zdjęć - mówi Wiesław Podkański prezes Izby Wydawców Prasy.

Magnat prasowy Rupert Murdoch namawia wydawców w USA, by wycofywali treści z serwisów Google. Dwóch małych wydawców już tak zrobiło. Co zrobiliby wydawcy w Polsce, gdyby Murdoch zwrócił się z podobną prośbą?


Zapytalibyśmy, co oferuje nam w zamian. Izba mogłaby rekomendować rozwiązania, ale nie może wpływać na decyzje wydawców. Sprawa jest bardzo złożona. Serwis Google News, który linkuje do artykułów wydawców, jest w USA bardzo silny i to głównie w niego wymierzony jest sprzeciw News Corp. W Polsce ma znikomy udział w rynku. Natomiast wyszukiwarka Google generuje sporo ruchu na stronach wydawców. Zrezygnowanie z niej – w sytuacji monopolu Google – mogłoby być wylaniem dziecka z kąpielą. Trzasnąć drzwiami można łatwo, ale co potem? Choć nikt nie wie, jak zakończy się inicjatywa szefa News Corp., jest bardzo cenna, bo wywołała dyskusję na temat jednego z najważniejszych problemów branży, czyli zasad dystrybucji treści. Przyczynia się też do zmiany świadomości branży internetowej. Chciałbym powiedzieć wyraźnie, że wydawcy prasy chcą być w internecie i rozwijać w nim ofertę, ale nie godzą się na to, by być traktowani jak dojne krowy. A tak właśnie jest, jeśli portale i mniejsze serwisy wykorzystują nieodpłatnie treści tworzone przez wydawców i zarabiają dzięki temu masę pieniędzy. Śmieszą mnie zapewnienia wydawców internetowych twierdzących, że gdybyśmy zablokowali nasze treści, poradziliby sobie bez nich. Gdyby tak było, nie kradliby naszych tekstów i zdjęć. Ich wytworzenie kosztuje, a ciężar spoczywa na wydawcach.

Jakie rozwiązania satysfakcjonowałyby wydawców – opłaty za wykorzystane treści, udział w przychodach reklamowych?

Mogą być i takie, i takie. Właśnie na ten temat chcemy rozmawiać z branżą internetową, ale gdy zwróciliśmy się z tą sprawą do portali, nabrały wody w usta. Umowy portali z wydawcami to też mit. Spośród członków Izby nie ma ich większość wydawców. A w przypadku tych, którzy już je mają, portale często nie zamieszczają odpowiednich linków.

Więcej:Nie będziemy dojną krową dla biznesu internetowego

---