
David Kadarauch, analityk Wood&Company w Pradze, który zajmuje się – co w języku analityków giełdowych nazywa się pięknie „coverowaniem” – Agorą, wydawcą m.in. Gazety Wyborczej i portalu Gazeta.pl, w opublikowanym dziś raporcie omawiającym nową strategię spółki, nazywa prezesa Marka Sowę – Electric Marek. Electric Marek said; Electric Marek promised; itd. To oczywiście nawiązanie do poprzednich obszarów działania obecnego prezesa Agory, czyli szeroko rozumianych mediów elektronicznych, ale także – do kierunku, jaki ma obrać Agora, czyli wejścia w media elektroniczne.
Jednak raport analityka giełdowego to nie newsletter z dowcipami, lecz poważna publikacja z wynikami i formułowanymi na ich podstawie prognozami, trafiający codziennie na biurka inwestorów i poważnych instytucji finansowych, które potem podejmują m.in. na ich podstawie poważne decyzje biznesowe. Wczorajszy raport Kadaraucha wywował salwy śmiechu nie tylko w wielu biurach maklerskich, redakcjach, a nawet w siedzibie Agory, ale także zdziwienie. Żaden analityk czegoś takiego jeszcze nie zrobił! Ja przynajmniej nie słyszałem:) Electric Marek to bowiem nie wszystko. Kadarauch ocenę wyników i strategii Agory ubrał w słowa piosenki słowa piosenki Eddy’ego Granta.
Żeby nie psuć efektu nieudolnym tłumaczeniem, przeklejam tytuł raportu w oryginale.
Agora: Electric Avenue
Good God** we gonna rock down to Electric Avenue, and then we'll take it [higher?]*
Prawdziwą perełką jest jednak legenda, którą napisał poniżej. Oto ona:
* internet valuations, possibly; Agora's share price, possibly not; ** some praying might be helpful too
Tekst tej piosenki nieźle zresztą pasuje do sytuacji Agory. Przeklejam fragment, pozwalając sobie na zupełnie dowolne tłumaczenie na język realiów polskiego rynku:
Down in the street there is violence (konkurencja na rynku wyrzyna się bezlitośnie)
And a lots of work to be done (trzeba więc w coś inwestować, bo inaczej kaplica)
No place to hang out our washing (Nie można wiecznie trzymać w kieszeni 1 mld zł gotówki, rozpamiętując, że nie udało się kupić Polsatu, gdy jeszcze był tani)
And I can't blame all on the sun, oh no (Ha, na szczęście Springerowi też się nie udało)
Tu wchodzi znany już refren - We gonna rock down to Electric Avenue, And then we'll take it higher - w tłumaczeniu Kadaraucha. I kolejna zwrotka:)
Workin' so hard like a soldier (trzeba ostro wziąć się za internet i zapomnieć o analogowej telewizji, przynoszącej dziś kokosy)
Can't afford a thing on TV (ok, nie stać nas na nią, ale za kilka lat nie będzie już przynosić takich kokosów, jak dziś – Good God, please, oby stało się to jak najszybciej – a wtedy zobaczymy, he, he)
Deep in my heart I'm a warrior (codziennie rano wszyscy powtarzamy: content is king)
Can't get food for them kid, good God (a internet to żyła złota, przynajmniej się o to modlimy)
Ot, taka pieśń wydawców...
Update: dla ścisłości, cały raport analityka Wood'a, poza upiększeniami w stylu Electric Marek, rzeczowo analizował strategię Agory. Rekomendacja Kadaraucha na koniec: NEGATIVE.
I tak uważam, że określenie Electronic Marek jest OK i że świadczy o sporym zaufaniu rynku do planowanych kroków. Zawsze mogło paść sformułowanie Virtual Marek, prawda?
A tak poza tym to czapki z głów za ten wpis. Rewelacyjny przekład.
wyjątkowo trafne, aż chciałoby się powiedzieć, że mi, to nie tylko ta piosenka Eddiego Granta się kojarzy – z Agorą to głównie „Gimme hope Jo’[h]anna”; szczególne zrozumienie textu można uzyskać podkładając „G’azeta”.