rssdodaj RSS
---Michał Fura - Wpisy z Listopad 2009
30 listopada 2009

Podkański: Nie będziemy dojną krową dla biznesu internetowego

Śmieszą mnie zapewnienia wydawców internetowych twierdzących, że gdybyśmy zablokowali nasze treści, poradziliby sobie bez nich. Gdyby tak było, nie kradliby naszych tekstów i zdjęć - mówi Wiesław Podkański prezes Izby Wydawców Prasy.

Magnat prasowy Rupert Murdoch namawia wydawców w USA, by wycofywali treści z serwisów Google. Dwóch małych wydawców już tak zrobiło. Co zrobiliby wydawcy w Polsce, gdyby Murdoch zwrócił się z podobną prośbą?


Zapytalibyśmy, co oferuje nam w zamian. Izba mogłaby rekomendować rozwiązania, ale nie może wpływać na decyzje wydawców. Sprawa jest bardzo złożona. Serwis Google News, który linkuje do artykułów wydawców, jest w USA bardzo silny i to głównie w niego wymierzony jest sprzeciw News Corp. W Polsce ma znikomy udział w rynku. Natomiast wyszukiwarka Google generuje sporo ruchu na stronach wydawców. Zrezygnowanie z niej – w sytuacji monopolu Google – mogłoby być wylaniem dziecka z kąpielą. Trzasnąć drzwiami można łatwo, ale co potem? Choć nikt nie wie, jak zakończy się inicjatywa szefa News Corp., jest bardzo cenna, bo wywołała dyskusję na temat jednego z najważniejszych problemów branży, czyli zasad dystrybucji treści. Przyczynia się też do zmiany świadomości branży internetowej. Chciałbym powiedzieć wyraźnie, że wydawcy prasy chcą być w internecie i rozwijać w nim ofertę, ale nie godzą się na to, by być traktowani jak dojne krowy. A tak właśnie jest, jeśli portale i mniejsze serwisy wykorzystują nieodpłatnie treści tworzone przez wydawców i zarabiają dzięki temu masę pieniędzy. Śmieszą mnie zapewnienia wydawców internetowych twierdzących, że gdybyśmy zablokowali nasze treści, poradziliby sobie bez nich. Gdyby tak było, nie kradliby naszych tekstów i zdjęć. Ich wytworzenie kosztuje, a ciężar spoczywa na wydawcach.

Jakie rozwiązania satysfakcjonowałyby wydawców – opłaty za wykorzystane treści, udział w przychodach reklamowych?

Mogą być i takie, i takie. Właśnie na ten temat chcemy rozmawiać z branżą internetową, ale gdy zwróciliśmy się z tą sprawą do portali, nabrały wody w usta. Umowy portali z wydawcami to też mit. Spośród członków Izby nie ma ich większość wydawców. A w przypadku tych, którzy już je mają, portale często nie zamieszczają odpowiednich linków.

Więcej:Nie będziemy dojną krową dla biznesu internetowego

30 listopada 2009

Internet mobilny: Polska może być drugą Japonią

Rozmowa z CHRISTOPHEREM BILLICHEM, analitykiem japońskiej firmy Infinita, specjalizującej się w analizie rynku mobilnego.

W Japonii internet w komórkach jest tak dostępny, jak woda w kranie. Z pana prezentacji podczas niedawnego IAB Forum w Warszawie wynika, że używa go 9 na 10 użytkowników telefonów komórkowych. W Polsce jest odwrotnie. Co powinniśmy zrobić, by być drugą Japonią?
Można zrobić bardzo wiele. Kształt japońskiego rynku wynika z panujących na nim regulacji oraz polityki operatorów. Oczywiście, są pewne wyjątkowe rozwiązania, które trudno było przenieść do innych krajów. Jednym z nich jest ogromny i wyjątkowy w skali światowej wpływ japońskich operatorów na producentów telefonów komórkowych. Operatorzy w dużym zakresie decydują o tym, jakie funkcje mają telefony, jak duże są przyciski itp. Wszystko po to, by łatwo było korzystać z internetu. Inne rozwiązania są jednak absolutnie do przeniesienia.

Na przykład jakie?

Jest kilka rozwiązań, które mogą być zastosowane wszędzie. Po pierwsze, trzeba obniżyć ceny dostępu do mobilnego internetu oraz maksymalnie uprościć taryfy. Klienci zawsze chętniej korzystają z internetu w komórkach, jeśli dokładnie wiedzą, ile za niego płacą. W Europie takie podejście nie jest jeszcze standardem, choć trzeba przyznać, że wiele zmienia się na korzyść. Spore zmiany w podejściu do konstrukcji ofert i wprowadzenia stałych planów wymusiło na operatorach wprowadzenie na rynek iPhone’ów. Jednak jest jeszcze wiele do zrobienia.

Co musi się zmienić, by wydatki na marketing mobilny się zwiększyły? Nie tylko w Japonii, ale także innych krajach, w tym w Polsce?

Jest wiele rzeczy, które trzeba zrobić. Operatorzy, twórcy serwisów i agencje powinny pomyśleć, jak uprościć proces kupowania kampanii w kanałach mobilnych. Jeśli na rynku działa kilku operatorów, jest on skomplikowany i kosztowny.

Wciąż wiele musi się zmienić, jeśli chodzi o podejście do reklamy w komórkach osób decydujących w firmach o tym, gdzie trafiają pieniądze na reklamę. W Japonii na przykład wiele osób na takich stanowiskach jest w starszym wieku. O kanale mobilnym wiedzą niewiele i traktują go jako mało istotny lub mało użyteczny. Z drugiej strony, wśród użytkowników internetu w komórkach najsilniejszą grupą jest młodzież, a to niekoniecznie dobry target dla producentów drogich samochodów. Rozwinąć trzeba też technologie pozwalające na bardziej precyzyjne wyświetlanie reklam, dla klientów, którzy są nimi zainteresowani. Ostatnim wyzwaniem dla branży na całym świecie jest brak solidnych badań skuteczności kampanii w komórkach, dzięki którym można zachęcać kolejnych reklamodawców. Wskaźniki i badania, którymi posługuje się branża reklamy internetowej, niestety w komórkach absolutnie się nie sprawdza, bo korzystanie z internetu za pomocą komputera to coś całkowicie innego, niż korzystanie z internetu w komórce.

Więcej: Internet mobilny. Polska może być drugą Japonią (http://biznes.gazetaprawna.pl/wywiady/373922,internet_mobilny_polska_moze_byc_druga_japonia.html)

17 listopada 2009

Norm Johnston: Internet nie jest wrogiem mediów

Za kilka lat będziemy nawigować w sieci dokładnie tak jak w filmie Raport mniejszości, a pewnie jeszcze wygodniej. I nie będziemy potrzebowali do tego żadnych kontrolerów. Wystarczą nam ręce, a kamera będzie rozpoznawać nasze ruchy - mówi w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Norm Johnston z firmy Global Digital Leader Mindshare, który gościł na tegorocznej konferencji IAB Forum 2009.
Czy w tym natłoku komunikatów, skaczących banerów czy pop-upów można w ogóle stworzyć w sieci reklamę, która działa?
Oczywiście. Ale trzeba rozumieć, jak zmieniają się media i czego oczekują ludzie. Nawet baner może być bardzo efektywny, pod warunkiem jednak, że będzie odpowiednio przygotowany, wpisany w kontekst, a do tego użyteczny. Oznacza to, że reklama musi dawać konsumentowi jakąś wartość: potrzebną im informację lub rozrywkę w zależności od tego, co chcemy za jej pomocą osiągnąć. Uważam, że użyteczność to przyszłość reklamy. Dzięki niej ludzi można zaangażować, a to dziś jeden z najważniejszych warunków skutecznej kampanii. Gdy ludzie się angażują, nie widzą reklam, tylko jakąś konkretną wartość.
Jak wyobraża pan sobie reklamy przyszłości?
Reklamy zmieniają się wraz z tym, jak zmieniają się media. A te się do siebie upodabniają. Zbliżamy się do ery multimedialności, w której podział na wydawców gazet czy nadawców telewizyjnych będzie coraz mniej istotny, bo dostarczane przez nich treści będą trafiać do nas w różny sposób. Liczyć się będą zdobyte kompetencje. To będzie miało znaczenie także dla reklamy. W świecie mediów ukształtował się już swego rodzaju ekosystem. W tym ekosystemie są media, jakie znamy dziś, tworzone przez nadawców czy wydawców, ale także własne kanały komunikacji z klientami poszczególnych marek oraz media tworzone przez samych użytkowników. Te ostatnie rozwijają się bardzo szybko. Dziś każdego tygodnia przeciętny internauta wrzuca do sieci 3254 osobistych informacji. Wyzwaniem marketingu przyszłości będzie umiejętność łączenia tekstu, gier, wideo, dźwięku i różnego rodzaju aplikacji w ramach jednego spójnego przekazu. W tym wszystkim skuteczne będą komunikaty angażujące ludzi i dające im jakąś wartość, a nie zwykłe reklamy zachwalające produkty.
Podczas swojej prezentacji na Forum IAB 2009 w Warszawie przywołał pan scenę z filmu Raport mniejszości, w której bohater przesuwa różne obrazy rękoma na ekranie. Gdy film wchodził do kin, było to wymysłem scenarzystów, ale podobną technologię zastosowała podczas ostatnich wyborów prezydenckich w USA stacja CNN. Tak będziemy kiedyś korzystać z mediów?
Zdecydowanie. Za kilka lat będziemy nawigować w sieci dokładnie tak jak w filmie Raport mniejszości, a pewnie jeszcze wygodniej. I nie będziemy potrzebowali do tego żadnych kontrolerów. Wystarczą nam ręce, a kamera będzie rozpoznawać nasze ruchy. Zmieniają się oczekiwania użytkowników, a za nimi zmieniają się media. Internet z kolei idzie w kierunku multimedialności i upodabnia się do telewizji. Więcej ludzi obejrzało inaugurację Baracka Obamy w internecie niż w telewizji. Sama telewizja zmierza natomiast w kierunku modelu na żądanie, który będzie pozwalał widzom na oglądanie tego, co chcą i kiedy chcą. W ten sposób telewizja uczy się od internetu, który jako pierwszy dał tę możliwość.
Czy internet jest wrogiem tradycyjnych mediów?
Nie, bo internet to nie medium. To narzędzie pozwalające m. in. na łatwy dostęp do różnego rodzaju treści. Wzrost znaczenia internetu wcale nie zmniejsza na przykład znaczenia telewizji. Wręcz przeciwnie – ludzie potrafią serfować w sieci, oglądając jednocześnie telewizję. Co więcej, reklama w telewizji zwiększa ruch w sieci, bo gdy ktoś zobaczy na przykład reklamę w telewizji, natychmiast chce dowiedzieć się czegoś więcej na temat produktu w sieci.
Co z gazetami? Mają szanse na przetrwanie?
Tak, ale w innej formie niż dziś. Sprzedaż papierowych wydań nie będzie już głównym źródłem przychodów wydawców. Będzie jednym z wielu, bo nie w każdym przypadku będziemy potrzebowali wersji drukowanej. Lubię wziąć do ręki gazetę czy magazyn, szczególnie w niedzielę. Ale nie zawsze mam na to czas. Informacji potrzebuję natomiast zawsze. Dlatego część z nich czytam na telefonie komórkowym. Ktoś musi je jednak dostarczać i na tym zarabiać. Wszystko będzie więc kwestią znalezienia odpowiedniego modelu biznesowego. Są przecież wydawcy, którzy już dziś zarabiają w erze cyfrowych mediów. Takim przykładem jest Financial Times. Z drugiej strony rośnie sprzedaż niedzielnego Sunday Times – ludzie mają wtedy więcej czasu, by usiąść z gazetą w ręku przy kubku kawy. Wszystko zależy od dopasowania treści do potrzeb. Wydawcy muszą mieć ofertę dostosowaną do wszystkich możliwych kanałów dystrybucji, by być tam, gdzie może być lub już jest ich konsument. Niektórzy wydawcy zauważyli, w jakim kierunku zmienia się rynek, i idą tym śladem. Strona internetowa International Herald Tribune zamiast gazety przypomina raczej CNN. Wydawcy mają kompetencje, dzięki którym są w stanie na wielu polach konkurować np. z nadawcami telewizyjnymi. Muszą jednak zacząć wprowadzać zmiany, a nie czekać z założonymi rękoma.

Więcej:Reklama będzie efektywna, jeśli będzie użyteczna
17 listopada 2009

Rynek reklamy spada, ale reklama internetowa kwitnie

W I półroczu 2009 r. firmy wydały na reklamę w internecie 658 mln zł. To 14 proc. więcej niż przed rokiem, mimo że cały rynek pogrążony jest w recesji i spadł o ponad 11 proc. w tym samym okresie.

Tylko rynek reklamy w internecie rośnie – wynika z badania IAB Polska i PricewaterhouseCoopers. – Rośniemy. To najważniejsza wiadomość, biorąc pod uwagę dwucyfrowe spadki w pozostałych segmentach rynku – mówi Piotr Kowalczyk, prezes Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska.

Cały rynek zanotował w I połowie roku 11,2-proc. spadek, a nakłady na promocję w sieci wzrosły o 14 proc., do 658 mln zł (dane z 31 firm, m.in. Onetu, Wirtualnej Polski, Interii, Naszej-klasy, sieci reklamowych oraz grup medialnych). Liczba firm w tegorocznym badaniu powiększyła się o cztery, dlatego autorzy badania policzyli też, jak wygląda wzrost, gdy pod uwagę weźmie się te same 27 firm, co przed rokiem.

Więcej: Rynek reklamy spada, ale reklama internetowa kwitnie
17 listopada 2009

Właściciel Polsatu przeniesie telewizję do internetu. I twierdzi, że na tym zarobi

Grupa Polsat w ciągu czterech lat chce wejść do czołówki graczy internetowych pod względem przychodów z reklam. Ma to zapewnić strategia rozwoju oferty wideo w sieci.

Za trzy, cztery lata przychody z reklamy internetowej Grupy Polsat, która dziś jako jedyna z największych grupa medialna nie zarabia w sieci praktycznie nic, wynosić mogą już 100–120 mln zł. Taki ma być efekt strategii internetowej przyjętej przez należącą do Zygmunta Solorza-Żaka grupę medialną. Podczas gdy Agora, Grupa ITI czy Grupa Bauer budują swój biznes w sieci wokół posiadanych portali, Zygmunt Solorz-Żak poszedł w zupełnie innym kierunku i skoncentrował się na wideo w internecie.

– Uznaliśmy, że nie ma sensu walczyć na polach, na których wygrać już nie można. A do takich należą portale, które pod wieloma względami złote lata mają już za sobą. Postanowiliśmy wykorzystać nasze przewagi, a są nimi treści multimedialne. I stworzyć dzięki nim ofertę, której jeszcze nikt nie stworzył, czyli przenieść do internetu telewizję w wysokiej jakości, wzbogacając ją o interaktywność – tłumaczy w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Marcin Pery, prezes Redefine, spółki należącej do Zbigniewa Solorza-Żaka.

Zadaniem Redefine jest przygotowanie Grupy Polsat do rozwoju w internecie. Środkiem, który ma umożliwić pokonanie konkurentów, jest Ipla, aplikacja pozwalająca na oglądanie telewizji w sieci. Dziś z aplikacji korzysta już blisko 1 mln użytkowników miesięcznie. Niemal codziennie oglądać można za jej pośrednictwem relacje z wydarzeń sportowych na żywo. W taki sposób transmitowana była walka Adamek–Gołota.

Według Marcina Perego za kilka lat znacząca część użytkowników sieci korzystać będzie z oferty wideo w sieci. Za nimi zaś pójdą reklamodawcy. – A my chcemy należeć wtedy do czołówki rynkowej w tym segmencie, także pod względem przychodów – podkreśla Marcin Pery. Szacuje on, że za trzy, cztery lata poziom przychodów z Ipli sięgnąć może 100–120 mln zł. To tyle, ile dzisiejsze przychody największych portali. Przy czym część wpływów pochodzić bedzie z abonamentu od użytkowników, umożliwiającego oglądanie programów na żądanie bez reklam, a część z reklam.

Więcej: Polsat zacznie zarabiać na telewizji w sieci w 2010 r.

17 listopada 2009

Kryzys zmusił TVN i Polsat do cięcia kosztów

Przychody reklamowe TVN i Polsatu skurczą się w tym roku o 10–12 proc. Co więcej, koniunktura w 2010 roku jest niepewna, więc stacje ograniczają produkcję programów.

Choć Grupa TVN wyniki za III kwartał tego roku opublikuje 5 listopada, analitycy giełdowi już dziś szacują przychody spółki z reklam i nie mają dobrych wiadomości.

– Zakładam, że przychody spółki z reklam były niższe o kilkanaście procent. Ostatecznie Grupa TVN zakończyła III kwartał wzrostem przychodów, ale głównie dzięki wpływom od abonentów platformy n – uważa Waldemar Stachowiak, analityk sektora mediów domu maklerskiego Ipopema Securities.

Zarówno TVN, jak i Polsat borykają się ze spadkiem wydatków reklamowych od początku roku. Ich tegoroczne przychody z tego tytułu będą niższe o 10–12 proc., czyli o około 400–500 mln zł. Na dodatek nie wiedzą, jakie przychody uzyskają w przyszłym roku, bo szacunki są niepewne. Szukają więc oszczędności. Na przykład przesuwając produkcję nowych programów, do czasu aż rynek reklamy znowu zacznie rosnąć. W takiej sytuacji znalazł się na przykład program na licencji BBC „Wojna chórów” i serial „Elita” w Polsacie, a w TVN serial „Klasa”. W ramówkach przeważać mają kontynuacje.

– Przychody z reklam przy nich są pewniejsze niż przy zupełnie nowych programach – mówi przedstawiciel jednego z nadawców.

Więcej: Kryzys zmusił TVN i Polsat do cięcia kosztów

17 listopada 2009

Przełomowy wyrok dla wydawców prasy w Polsce

Ponad 103,9 tys. zł – takiej wysokości odszkodowanie na rzecz INFOR Biznes, wydawcy Dziennika Gazety Prawnej zasądził 12 października wydział gospodarczy Sądu Okręgowego w Białymstoku od firmy Al Pari Business Centre, wydawcy serwisu Mojeprawo.pl.

Można było w nim znaleźć w całości i (bez żadnej umowy) skopiowane artykuły należące do INFOR Biznes opublikowane w Gazecie Prawnej i serwisach Gazetaprawna.pl i Forsal.pl. między lipcem 2007 r. a marcem 2009 r. Zdaniem INFOR Biznes, wydawca serwisu Mojeprawo.pl działał bezprawnie, a sąd przyznał wydawcy rację.

To pierwsza tak korzystna decyzja sądu, odkąd wydawcy prasy w Polsce postanowili walczyć o ochronę swoich treści wykorzystywanych przez serwisy internetowe bez umów i żadnych opłat. INFOR Biznes i Presspublica, wydawca Rzeczpospolitej, zapowiedzieli dziesiątki takich procesów, a wyceniane przez nich straty z tego tytułu przekraczają 2 mln zł.

Niemal jednocześnie INFOR Biznes podpisał dwie ugody z właścicielami kolejnych serwisów, do których wysłał pozwy z żądaniem odszkodowania. Jednym z nich jest Polska Izba Paliw Płynnych, właściciel serwisu Paliwa.pl, drugim spółka E-financial, wydawca serwisu e-financial.pl.

– To bardzo ważna decyzja – mówi DGP Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy.

– Argumentacja była bardzo przekonująca, skoro sąd wydał tak jednoznaczny wyrok pod nieobecność pozwanego. Podobnie jest w przypadku ugód. Prawnicy obu serwisów doszli do wniosku, że lepiej zgodzić się na odszkodowanie, niż ryzykować przegraną przed sądem. To znaczy, że prawo jest po stronie wydawców – dodaje. 

Więcej: Przełomowy wyrok dla wydawców prasy w Polsce

17 listopada 2009

Axel Springer wejdzie na rynek komórek?

Wydawca prasowy Axel Springer Polska rozważa wejście na rynek wirtualnych operatorów komórkowych.

Projekt może być wzorowany na działającej w Niemczech telefonii wykorzystującej markę najlepiej sprzedającego się na tamtejszym rynku dziennika – tabloidu „Bild”.

Usługa Bildmobil ruszyła pod koniec 2007 roku. Oferuje karty pre-paid do telefonów komórkowych i dostęp do internetu. Jednocześnie powstał serwis, oferujący m.in. artykuły i zdjęcia przygotowywane przez redakcję gazety. Użytkownicy telefonii Bildmobil mają do niego darmowy dostęp. W Polsce Axel Springer Polska może wykorzystać w podobny sposób tabloid „Fakt”. Jego średnia sprzedaż w tym roku wynosi 471,2 tys. egzemplarzy Koncern wydaje też m.in. „Przegląd Sportowy” i takie magazyny jak „Forbes”, „Newsweek Polska” i „Auto Świat”. Ma też 49 proc. udziałów w spółce Infor Biznes, wydawcy Dziennika Gazety Prawnej.

Więcej: Axel Springer Polska wchodzi w rynek telekomunikacyjny

17 listopada 2009

Zyski branży reklamowej spadną nawet o połowę. Końca recesji nie widać

Przychody agencji reklamowych będą w tym roku o 10-20 proc. mniejsze niż przed rokiem, domów mediowych – nawet o 40-50 proc. – wynika z szacunków przedstawicieli branży.

To efekt spowolnienia w gospodarce, które spowodowało sięgającą 15 proc. recesję na rynku reklamy. Firmy szukają więc oszczędności, ale bronią się przed masowymi zwolnieniami i bankructwami.

– Odkąd wszyscy zaczęli używać słowa kryzys, klienci coraz częściej zaczęli to wykorzystywać i domagać się niższych cen. To jest problem całej branży reklamowej – mówi DGP Marek Gargała, dyrektor zarządzający Publicis, jednej z największych agencji na rynku, pracującej m.in. dla takich firm, jak Axa i Orange.

Firmy domagają się, by agencje obniżały swoje stawki o 10-20 proc. Najczęściej kończy się na kilkunastoprocentowych upustach.

– Spadek wydatków na reklamę musiał przełożyć się także na przychody agencji. To problem, tym większy, że od poprzedniego kryzysu w latach 2001-2003 stawki specjalnie nie wzrosły – mówi Paweł Tyszkiewicz, dyrektor generalny Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR, zrzeszającego kilkadziesiąt największych agencji i domów mediowych na polskim rynku.

Szacunki domów mediowych nie wróżą szybkiego wyjścia z recesji. Według Zenith- Optimedia Polska w całym 2009 roku wydatki reklamowe firm będą niższe o 6 proc. Starlink przewiduje, że skurczą się one o 9,4 proc. Największy spadek – o prawie 15 proc. – zapowiada CR Media Consulting.

Więcej: Zyski branży reklamowej spadną nawet o połowę

---