
„We want to give books to people who will spread the word — as with free digital forms, we think that free is the best form of marketing. Convince us that you’ve got megaphone, microphone od at least know people who know people and we’ll send you a singed book, weeks ahead of publication” — zachęca na swoim blogu.
Są więc dwa sposoby, by otrzymać FREE przed premierą. Anderson zachęca:
1) Impress us with your cool friends (you get four books!)
2) Impress us with your social media skillz (you get one book).
Subject: Four books please!
I’m___ and I actually know___(impressive person 1)__,__ (less impressive person 2)__and__(impressive to me even if you’ve never heard of them person 3)__. In fact, I know them so well that I know where they live! (Or at least I can ask them for their mailing address). Send me four signed books, and I”ll keep one and send the other along with a personal note from me.
My mailling adress is…
„Jest w nim kilka trafnych spostrzeżeń, z którymi trzeba się zgodzić. Niemniej zapewne łatwiej się przebić z poradnikiem niż z poezją czy powieścią - stąd m.in. taki sukces „Złotych myśli”. Ale jest też druga strona medalu: kwestia promocji, której narzędziem dla książki jest recenzja. Bez niej nawet dobra książka ma raczej nikłe szanse na zauważenie przez czytelników. Inną formą promocji są fragmenty książek dostępne za darmo. I tutaj przykład naszego pomysłu na promocję, który w jakimś stopniu się sprawdza. Jest nim serwis e-czytelnia [http://www.eczytelnia.pl], w którym autorzy, zanim wydadzą własną książkę z naszą pomocą, mogą bezpłatnie opublikować jej fragmenty. Ten model działa już od 2001 roku - z różnym skutkiem. Najsławniejszym "przypadkiem" był „Homo Polonicus”, który zanim został wydany w formie książki, był publikowany właśnie u nas. Niedawno ukazało się II wydanie tej powieści, ale to już historia na inną opowieść.
„Proszę zwrócić uwagę, jak diametralnie różną mamy filozofię działania od portali internetowych. Google News nie zależy, tak jak portalom, na zatrzymaniu u siebie użytkowników, tylko na ułatwianiu im życia i kierowaniu ich do wiarygodnych źródeł informacji.
Pana zdaniem wydawcy sobie poradzą w nowej rzeczywistości? Znajdą model biznesowy, który pozwoli im przetrwać? Niektórzy, jak Rupert Murdoch, mówią o płaceniu za coraz więcej treści.
— Jedni przetrwają, inni pewnie nie. Jak na każdym rynku i w każdym biznesie. Mam nadzieję, że rynek wypracuje jakiś model biznesowy korzystny także dla wydawców, to przecież doświadczone i silne przedsiębiorstwa. Co do płacenia za treści, osobiście nie wierzę, by ten model się upowszechnił i był lekarstwem na problemy wydawców. Nie sądzę, by ktoś chciał płacić za informacje polityczne czy sportowe. Ten model może się sprawdzić tylko w przypadku informacji bardzo specjalistycznej, o dużej wartości dla wąskich grup odbiorców. Ale to nisza. W sieci potrzebnych jest wiele modeli biznesowych, ale moim zdaniem dominującym będzie model reklamowy.
Przyznaję, że nie zazdroszczę wydawcom, bo stoją przed potężnym wyzwaniem i niektórzy są rzeczywiście w trudnym położeniu. Ale to nie jest wina Google’a, to po prostu skutek rewolucji, jaką internet wprowadza na rynek mediów. Wydawcy w pewnym sensie przespali czas, kiedy kształtował się układ sił w internecie. Dzisiaj mobliby być zupełnie gdzie indziej. Od 13 lat jestem w branży internetowej i obserwowałem ten sen. Teraz jest oczywiście trudniej, bo nie da się ukryć, że firmy internetowe, np. portale, wykorzystały swoją szansę i zajęły sporą część internetowej przestrzenii. Ale właśnie dlatego wydawcom powinno zależeć na sukcesie takiego serwisu jak Google News, bo on daje im szanse na zwiększenie udziału swoich serwisów w sieci. Portale im tego nie dadzą, bo im zależy na przyciąganiu użytkowników i jak najdłuższym zatrzymaniu u siebie.
Komentarz z dzisiejszej Gazety Prawnej: W sporze między wydawcami prasy na świecie a Google jest sporo emocji oraz niejasności. Uściślijmy więc fakty. Wydawcy chcą, aby Google nadal pokazywał ich materiały, ale na innych warunkach.
Niewątpliwie Google News ułatwia ludziom życie. Wchodzisz na jedną stronę i wiesz, co w trawie piszczy. Jeśli zainteresuje cię fragment tekstu, klikasz i lądujesz na stronie wydawcy. Google mówi: ludzie tego chcą, więc im to daliśmy, a wydawcy, jak nigdy dotąd, mogą teraz docierać wszędzie. To prawda.
Ale przecież bez treści wydawców jego serwis byłby dla ludzi bezużyteczny (do pewnego stopnia tyczy się to wszystkich serwisów czy portali). A wydawcy mają przekonanie, że mogliby mieć większe korzyści z tego, że ktoś wykorzystuje ich treści. I to też prawda.
Problem polega na tym, by określić, kto ile komu zawdzięcza. Wydawcy prasy powinni być wdzięczni Google, czy wręcz odwrotnie - to Google powinien być bardziej wdzięczny wydawcom prasy?
Google, oczywiście, broni się przed tym, by przyznać, że zawdzięcza wydawcom więcej. Automatycznie oznaczałoby to bowiem, że musiałby dać im więcej pieniędzy. Ale prędzej czy później będzie musiał wyjść z jakąś nową ofertą współpracy. To samo czeka inne serwisy. Wydawcy już bowiem nie odpuszczą.
Ciekaw jestem, co by było, gdyby wydawcy zagrali va banque. Żeby zrezygnować z obecności w Google News, wystarczy jeden e-mail. Dosłownie. Gdyby takiego e-maila wysłali równocześnie wszyscy wydawcy na świecie, Google News stałby się bezużyteczny.Ale nic takiego, oczywiście, się nie wydarzy.
Wydawcy prasy w Polsce nie odpuszczają walki o pieniądze za wykorzystywanie ich materiałów przez portale i serwisy internetowe.
W piątek Izba Wydawców Prasy, która zrzesza firmy z branży, zaprosiła na specjalne spotkanie Artura Waliszewskiego, szefa polskiego oddziału firmy Google. Właściciel największej wyszukiwarki w sieci i serwisu Google News znalazł się na celowniku wydawców na całym świecie w związku z wykorzystywaniem w internecie – za darmo – materiałów prasowych. Serwis pozwala wyszukiwać informacje pochodzące głównie z prasy, gromadząc ich fragmenty i linki. Po kliknięciu internauta trafia do witryny gazety.
Niektórzy wydawcy uważają jednak, że to ogranicza ruch na ich stronach, przez co mniej zarabiają na reklamach. Google News na dodatek zaczął właśnie sprzedaż reklam na swoich amerykańskich stronach. Z tego powodu Europejskie Stowarzyszenie Wydawców Gazet (ENPA) wydało w ubiegłym tygodniu oświadczenie, w którym namawia wydawców, by m.in. skarżyli Google do sądu, żeby uświadomić spółce, jakie szkody wyrządza wydawcom. Chcą oni sami decydować, jakie treści trafiają do Google News i na inne strony, i domagają się, by mogli też ustalać cenę lub kompensację za takie użycie ich materiałów. By rozmawiać m.in. na temat takiej możliwości, IWP spotkała się z przedstawicielem Google.
– Sprawa jest trudna, bo problem jest globalny. Google jest dla nas serwisem partnerskim, cieszymy się ze spotkania, ale to dopiero początek drogi. Nasze postulaty sprowadzają się do dwóch rzeczy: by Google News nie wspierał piractwa naszych treści oraz tego, że powinniśmy więcej na tym zarabiać – powiedział GP Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy, honorowy prezes wydawnictwa Axel Springer Polska.– Wojna dla samej wojny nie ma sensu, bo wówczas straty ponoszą obie strony. Chcemy rozmawiać i współpracować – odpowiada Wiesław Podkański.
– Jeśli będzie trzeba, pójdziemy na wojnę nie tylko z Google, ale ze wszystkimi, którzy kradną nasze treści. Analizujemy sytuację. Po ostatnich rozmowach z prawnikami ustaliliśmy, że to, co robi Google nie jest zgodne z prawem – podkreśla Zbigniew Benbenek, przewodniczący rady nadzorczej Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych, do których należy m.in. Murator, wydający m.in. Super Express.
Więcej: Spór o treści: wydawcy negocjują z Google, ale nie wykluczają pozwów
– W tym, co mówią niektórzy wydawcy, jest dużo uprzedzeń i po prostu brak znajomości tematu. Google News to wyszukiwarka, która zamieszcza tylko fragmenty informacji i linkuje bezpośrednio do ich źródła. Proszę zwrócić uwagę, jak diametralnie różną mamy filozofię działania od portali internetowych. Google News nie zależy, tak jak portalom, na zatrzymaniu u siebie użytkowników, tylko na ułatwianiu im życia i kierowaniu ich do wiarygodnych źródeł informacji.
Więcej: "Google nie krzywdzi wydawców, tylko im pomaga zwiększyć zasięg w internecie"
