rssdodaj RSS
---Michał Fura - Wpisy z Kwiecień 2009
27 kwietnia 2009

Łukasz Wejchert: rozumiem, że wydawcy chcieliby zarabiać na treściach więcej. I uważam, że powinni

Rozmowa z Łukaszem Wejchertem, prezesem Grupy Onet.pl

Gdyby dziś polscy wydawcy nagle zablokowali swoje treści w sieci, jak bardzo ucierpiałaby wartość informacyjna Onetu?

– Dla branży internetowej byłoby to na pewno niekorzystne, ale dla nas w najmniejszym stopniu. Trzeba sobie uświadomić, że na Onecie gros treści, wyłączając te tworzone przez internautów, to materiały newsowe, dotyczące bieżących wydarzeń, niepodlegające ochronie na podstawie prawa autorskiego. Cała reszta to materiały prezentowane na mocy umów z wydawcami. Wokół tej sprawy narosło już wiele mitów i nieścisłości, dlatego chciałbym podkreślić, że wszystkie treści udostępniamy naszym użytkownikom zgodnie z polskim prawem.

Ale mówimy o sytuacji, w której wydawcy blokują także te treści, które oferujecie teraz na podstawie umów. W większości takich przypadków przecież nie płacicie wydawcom realnych pieniędzy.

– Ale dlaczego ci, z którymi mamy umowy, mieliby nagle je złamać? Zgodzę się, że większość porozumień polega na tym, że wydawca dzieli się z nami treściami, a my zapewniamy jego tytułom promocję i dotarcie do ponad 9 mln użytkowników największego portalu w polskim internecie. Ale ponieważ odbywa się to na podstawie umów handlowych, wydawcy rozliczają na zasadzie barteru.

Za treści Financial Times jednak płacicie, polskim wydawcom oferujecie jedynie efekt promocyjny.

– Ale czy to nie jest wartość? To przekłada się na wiele korzyści, które pomagają rozwijać biznes – silniejsza marka, większa obecność i rozpoznawalność w internecie. Gdyby nie takie umowy o współpracy, musieliby ponosić realne koszty reklamy, gdyby chcieli promować swój tytuł w internecie. To, na jakich zasadach podpisywana jest umowa, jest wypadkową sytuacji na rynku, negocjacji i tego, co jest ważne dla obu stron. Nie chciałbym jednak zostać źle zrozumiany – ja doskonale rozumiem problemy wydawców i to, że chcieliby zarabiać na produkowanych treściach więcej niż dziś. I uważam, że powinni. Ale tego nie da się zrobić z dnia na dzień. I to wymaga wypracowania rozwiązań, które uwzględnią wszystkie podmioty na rynku, nie tylko dostawców treści, ale może również dystrybutorów, również tych telekomunikacyjnych, którzy dziś zarabiają na rozwoju internetu.

Więcej: Chcemy rozmawiać z wydawcami, jak rozliczać się za treści w sieci

Zamieścił Michał Fura o 14:12 | Komentarz (1)
27 kwietnia 2009

Serwisy społecznościowe pomagają firmom sprzedawać

We wrześniu ubiegłego roku w profilach użytkowników serwisu społecznościowego Fotka.pl z dnia na dzień pojawiła się nowa osoba – Stewardesa Sara.

– Jestem stewardessą, pracuję w AXE jet, pierwszych liniach lotniczych dla facetów. Wejdźcie na ich stronkę, przekonacie się. Wiem, co myślicie o stewardesach. To wszystko prawda – przedstawiała się w swoim opisie. Na jednym z zamieszczonych zdjęć, ubrana w żółty uniform, leżała na łóżku i lizała lizaka. Oprócz zdjęć można też było obejrzeć wideo z jej udziałem. A dokładnie z tzw. awatarem, czyli cyfrowym obrazem człowieka.

W sumie profil atrakcyjnej blondynki w stroju stewardesy odwiedzono 3,2 mln razy, w animowany awatar klikano 33,5 tys. razy, a na profilach mężczyzn – u których stewardesa widniała wśród znajomych – na awatar kliknięto 296,3 tys. razy. Tyle osób, automatycznie, przekierowanych zostało bezpośrednio na profil dziewczyny. Jej zdjęcia skomentowano 4600 razy.

Stewardesa Sara była profilem komercyjnym, stworzonym na potrzeby kampanii nowego zapachu AXE jet, przygotowanej przez agencję G7 i agencje interaktywną Netizens. Zasięg kampanii – czyli liczba osób, do których dotarła – wyniósł 1,8 mln użytkowników. Obecność w Fotce była częścią wielu akcji reklamowych, z których część trwała też w tradycyjnych mediach.

– Zależało nam na wzmocnieniu świadomości marki i nowego zapachu. Chcieliśmy, aby się o tym mówiło. I jesteśmy bardzo zadowoleni. Cała kampania przyniosła określony skutek. Wariant zapachu jet jest obecnie najlepiej sprzedającym się ze wszystkich siedmiu wariantów, które mamy – mówi Tycjan Lewandowski, menedżer marki AXE.

Firmy, które już zaczęły wykorzystywać media społecznościowe do marketingu, są przekonane, że te media ułatwiają prowadzenie biznesu. Z badania przeprowadzonego przez Michaela A. Stelznera na 880 małych i średnich przedsiębiorcach, wynika, że aż 88 proc. z nich używa mediów społecznościowych w marketingu. Co do skuteczności, wyniki świadczą wyłącznie na korzyść mediów społęcznościowych: 1 proc. z nich uważa, że media społecznościowe pomogły wypromować ich biznes, 45 proc. podkreśla, że obniżyły koszty marketingu, a 35 proc., że obecność w mediach społecznościowych bezpośrednio przełożyła się na ubicie interesu.

Więcej: Serwisy społecznościowe promują firmy

23 kwietnia 2009

OH FUCK! Ale okładka!!!

Nie wiem, jak mogłem to przeoczyć. Okładka tygodnika THE ECONOMIST z 27 września, czyli już po upadku banku Lehman Brothers. Economist ma zawsze świetne puenty. Ta jest genialna!:-)))
22 kwietnia 2009

Ile można zarobić na blogu? Nawet kilka tysięcy złotych

Krzysztof Lis pisze 15 blogów. Średnio poświęca na to dziennie nie więcej niż dwie godziny, a miesięcznie zarabia nawet 3,5 tys. zł. Ma 25 lat, mieszka w Żyrardowie. Z wykształcenia jest inżynierem mechanikiem o specjalności energetyka cieplna. - Od dobrych pięciu lat moje zawodowe życie kręci się wokół gazu drzewnego, energii odnawialnej i tanich paliw alternatywnych - podkreśla na blogu.

Założył więc blogi poświęcone tej tematyce. Jego marzeniem jest wybudowanie w przyszłości domu, więc systematycznie poszerza wiedzę, jak to zrobić. Żeby ją uporządkować i podzielić się nią z innymi, założył bloga: www.blog-budowniczy.pl. Z powodu wykształcenia i zainteresowania energią odnawialną i paliwami alternatywnymi kilka lat temu wpadł na pomysł przetłumaczenia książki Drewno zamiast benzyny - jak zbudować generator gazu drzewnego i jeździć samochodem ponad 5 razy taniej. Nawiązał kontakt z wydawcą i pośredniczył w sprowadzeniu książki do Polski. Dziś wciąż zarabia pieniądze z prowizji od jej sprzedaży za pośrednictwem własnej strony internetowej. Po wydaniu książki pomyślał, że warto założyć poświęcony tej tematyce blog. Nazywa się www.drewnozamiastbenzyny.pl.

Więcej: Kilka tysięcy złotych zarobisz, pisząc bloga

Tak rosły zarobki Krzysztofa:

22 kwietnia 2009

Portale internetowe szykują się do przejęć

Rynek reklamy internetowej, mimo spowolnienia, wzrośnie od 16 do nawet 23 proc. Duże portale uważają, że umocnią swoją pozycję dzięki skali, sile marek oraz polityce cenowej. Portale szykują nowe serwisy i szukają okazji do przejęć, bo spadły ceny.

Wolniejszy wzrost rynku reklamy internetowej spowodowany spowolnieniem gospodarki najmniej martwi duże portale - Onet.pl, Wirtualną Polską, a także nieco mniejsze Interię, o2.pl i Gazetę.pl. Reklamodawcy zaczynają zachowywać się na rynku internetowym podobnie jak na rynku telewizyjnym - chętniej wybierają oferty dużych portali, gwarantujących największy zasięg i dotarcie do największych grup klientów, a do tego potrafiących kusić rabatami i szerokimi ofertami. Dlatego w I kwartale wydatki reklamowe części branż w niektórych portalach wzrosły nawet o 30 proc.

- Duże portale mają dużą przewagę, co w trudnych czasach będzie procentować. Z kryzysu wyjdą więc obronną ręką, a niektóre jeszcze się umocnią. Ale internet jest tak nieprzewidywalną branżą, że wcale się nie zdziwię, jeśli w tym kryzysie pojawi się kolejny projekt o potencjale Naszej-klasy - mówi Andrzej Garapich, prezes spółki Polskie Badania Internetu, realizującej razem z Gemiusem badania popularności witryn w polskim internecie.

Same portale też są przekonane, że spowolnienie w gospodarce, a w konsekwencji wolniejszy wzrost rynku reklamowego, pozwoli im umocnić swoje pozycje i zatrzymać reklamodawców.

- W kryzysie łatwiej jest zwiększyć swój udział rynkowy - uważa Łukasz Wejchert, prezes Grupy Onet.

Więcej: Portale internetowe szykują się do przejęć

16 kwietnia 2009

Czy to koniec darmowych informacji w sieci?

Z Gazety Prawnej:

Wydawcy prasy na całym świecie szukają pomysłów na wzrost przychodów. Jednym z nich jest pobieranie opłat za coraz większą liczbę treści trafiających do internetu. Zbliża się koniec całkowicie darmowej informacji w sieci.

Rupert Murdoch, największy magnat prasowy i telewizyjny na świecie, kontrolujący koncern News Corp., do którego należy m.in. dziennik The Wall Street Journal, kilka dni temu nie pozostawił nikomu wątpliwości.

- Ludzie przyzwyczaili się do czytania za darmo newsów w sieci. To się musi zmienić. Na pobieranie opłat będzie się decydowało coraz więcej wydawców - powiedział podczas ostatniej konferencji Cable Show w Waszyngtonie.

To może być zapowiedź poważnych zmian w strategiach biznesowych wielu wydawców prasy, którzy dotychczas liczyli, że zamiast na opłatach za treści w sieci zarobią więcej na reklamie internetowej. Ale ten model nie wypalił, bo nawet najlepsi - np. wydawca Time - nie czerpią z tego źródła więcej niż 20 proc. przychodów. Mając nóż na gardle z powodu kryzysu, coraz więcej wydawców zaczyna więc głośno mówić o ograniczeniu w sieci darmowych treści.

Więcej:Czy to koniec darmowych informacji w sieci?

15 kwietnia 2009

Gazety będą na żądanie

Wyraźnie idziemy w tym kierunku. Dostęp do treści prasowych stale się poszerza - można kupić tradycyjne wydanie gazety, można przeczytać je w internecie na stronie wydawcy, można przeczytać je w internecie na stronach innych serwisów, można przeczytać gazetę w komórce, ale to na pewno nie wszystko. Wydaje się, że z czasem rzeczywiście będzie można czytać gazety na czytnikach typu Kindle, o czym niedawno mówił Rupert Murdoch, a także - po prostu - wydrukować ją na żądanie w kiosku. Tak jak dziś można to zrobić w Niemczech, o czym, za PAPem, donosi portal Onet.pl:

W niektórych kioskach z prasą w Hamburgu zainstalowano terminale, z których można wydrukować gazety z całego świata. Wybór tytułów jest ogromny, a najnowsze wydanie można nierzadko otrzymać, jeszcze zanim ukaże się ono w jego kraju - donosi "Stern" w wydaniu internetowym.

Takie terminale znajdują się m.in. na Dworcu Głównym i w porcie lotniczym Hamburga. Klienci z całego świata mają tam do wyboru ponad 850 gazet z 70 krajów. Drukowanie odbywa się na papierze formatu A3. Strona tytułowa drukuje się w kolorze, reszta jest czarno-biała.
Usługa ma angielską nazwę "Print-on-Demand" (wydruk na życzenie). Ściągnięcie najnowszego wydania dowolnej gazety i wdrukowanie go trwa kilka, w wyjątkowych wypadkach kilkanaście minut. Taka gazeta, zależnie od liczby stron, kosztuje od 4 do 6 euro. Usługa cieszy się dużym zainteresowaniem i wkrótce ma być dostępna także w innych niemieckich miastach.

W zasadzie, wiele gazet/tekstów już czytam w ten sposób. Szczególnie dłuższe artykuły, których czytanie na monitorze jest męczące. Drukuję więc i zabieram do domu. Fajnie byłoby wydrukować sobie czasami ten czy inny tytuł, choć ostatecznie wszystko rozbija się o koszty oraz unikalność treści, a także - ich dostępność w sieci. Część artykułów z New Yorkera jest na przykład co tydzień dostępna za darmo on-line, ale część nie. Możliwość wydrukowania całości, nawet na gorszym papierze, ale w dniu ukazania się wydania na rynku, byłaby kusząca.

Pomysł wygląda też dużo bardziej perspektywicznie biznesowo niż np. Mine, czyli magazyn na żądanie, ktory jest pomysłem wydawcy tygodnika Time. Czytelnicy mogą sobie wybrać, co chcieliby przeczytać w magazynie, a wydawca im to wydrukuje i wyśle do domu. Za wszystko płaci jednak Toyota, a pomysł wygląda raczej jako jednorazowa inicjatywa wizerunkowa, niż długookresowy biznes.

07 kwietnia 2009

Hipermarket cię ubezpieczy, firma telekomunikacyjna wyleczy

Prąd w pakiecie z polisą ubezpieczeniową, wizyta u lekarza w supermarkecie i własny program telewizyjny - dostawcy usług i towarów zaczęli ze sobą konkurować na polach zupełnie dla siebie obcych. Wszystko po to, aby klient nie odszedł do konkurencji.

Minęła era, w której hipermarket sprzedawał nam tylko artykuły spożywcze i domowe, ubezpieczyciel polisy, firmy telekomunikacyjne usługi głosowe, producenci energii prąd, a wydawcy gazety. Teraz polisę kupić będzie można w supermarkecie, w firmie telekomunikacyjnej, a nawet u dostawcy prądu. Po wycieczkę zagraniczną nie trzeba iść do biura podróży, usługi telefonii komórkowej można kupić w swoim ulubionym sklepie lub u dostawcy telewizji. Własny kanał telewizyjny może mieć wydawca prasy albo firma telekomunikacyjna. Coraz większa konkurencja, coraz tańsza i bardziej dostępna technologia powodują, że firmy szukają nowych źródeł przychodów i nowych sposób przywiązania do siebie klienta. To zmusza ich do zmian w modelach biznesowych, które stają coraz bardziej skomplikowane. Dla klientów oznacza to coraz szerszą ofertę, coraz lepszy do niej dostęp, często - niższe ceny, a nawet darmową ofertę. Witamy w erze konwergencji, czyli przenikania się biznesów.

Więcej: Hipermarket cię ubezpieczy, firma telekomunikacyjna wyleczy

---