rssdodaj RSS
---Ludzie - Wpisy z Listopad 2007
07 listopada 2007

Social lending, czyli jak zrobić społecznościowy bank

Potrzebujesz pożyczki na nowy komputer czy telewizor, możesz ją zaciągnąć w internecie. Ale nie w jakimś tam internetowym banku, tylko w najprawdziwszym serwisie społecznościowym, grupującym ludzi chętnych pożyczyć ci lub pożyczyć od ciebie trochę pieniędzy.

Taką możliwość daje Zopa.com, serwis działający w Wielkiej Brytanii, którego twórcy uważają, że „social lending is smarter, fairer and more human way of doing money”. Natknąłem się na niego, przeglądając dzisiejszy dodatek Digital Business w Financial Times. Zachwalał go w wywiadzie Suranga Chandratillake, prezes wyszukiwarki video blinkx.com, uznając Zopa za jeden z najciekawszych dziś serwisów.
Zopa.com to taki społecznościowy bank on—line. To taki rodzaj eBaya z pieniędzmi, który łączy pożyczkodawców z pożyczkobiorcami. Jeśli chcesz pożyczyć pieniądze na jakiś projekt, po prostu to ogłaszasz. Podobnie, jeśli masz pieniądze, które możesz komuś pożyczyć. Pożyczyłem trochę pieniędzy w ten sposób. Jak dotąd wszystko jest w porządku. Nie było przypadku, żeby ktoś nie oddał długu.”
06 listopada 2007

Elefanta.pl działa zaledwie tydzień, a już ma chętnego reklamodawcę

Zaledwie w osiem dni po starcie do twórców pierwszej polskiej linkowarki internetowej Elefanta.pl zwrocił się już pierwszy chętny reklamodawca.

Serwis to klon m.in. amerykańskiego stumbleupon.com. Pozwala na zapisywanie ciekawych stron, dzielenie się nimi z innymi, rekomendując przy tym użytkownikowi inne nienzane linki o interesującej go tematyce. Serwis otworzył Piotr Krawiec, były PR-owiec m.in. portalu Onet, wraz z grupą znajomych, działających w branży IT. Więcej na ten temat można znaleźć tutaj.

W pierwszym tygodniu od startu Elefanta.pl odwiedziło 5 tys. unikalnych użytkowników. W tym miesiącu ma ich być ponad 20 tys.

02 listopada 2007

Hearst: cyfrowe nośniki przynoszą 5 proc. przychodów reklamowych


Z dzisiejszego dodatku Financial Times w Gazecie Prawnej:

Rozmowa z Cathie Black, prezes Hearst Magazines (W Polsce na licencji Hearsta Marquard Media wydaje np. Cosmopolitan). Jakby wziąć pierwszy lepszy wywiad, z którymś z polskich wydawców, nie trudno zauważyć pewne podobnieństwa - te same pytania, te same odpowiedzi, te same problemy.

Czy pisma ilustrowane mają przyszłość w epoce cyfrowej?

- Zdecydowanie tak. Sprawy dotyczące dziedziny cyfrowej zajmują mi od 20 do 30 proc. dnia. Mimo to istnieje bardzo silne przekonanie, że pisma drukowane, zwłaszcza magazyny we wszelkich formach, mają przyszłość.

Czy cyfrowe wydania waszych magazynów wyprą wersje papierowe?

- Nie sądzę, ponieważ pismo, które trzyma się w ręku, daje czytelnikowi inne wrażenia, przemawia do instynktów. Nie wykluczam jednak, że za parę lat wymyślimy równie atrakcyjny format elektroniczny. Jeżeli tak, to świetnie.

Kiedy wpływy z cyfrowych wydań przewyższą przychody z pism drukowanych?

- Tego, oczywiście, nie można wykluczyć, ale mamy ogromną bazę przychodów w postaci 19 magazynów - a cyfrowe nośniki na razie przynoszą około 5 proc. wpływów z reklamy. Dużo prenumerat sprzedaje się przez internet, ale trudno sobie wyobrazić, jak mogłyby dorównać wpływom z dwudziestu kilku kategorii reklam w 19 pismach ilustrowanych. Nie przypuszczam, żeby do tego doszło za moich czasów - ale proszę bardzo, niech próbują!

Czy ultrabogaty segment rynku nie jest już nasycony luksusowymi pismami?

- Może jest, ale i tak każdy chce mieć Town & Country na stoliku.

Czy dział plotek o sławnych ludziach będzie się rozrastał?

- Istnieje nienasycony apetyt na sławy. Uczciwie powiem, że nie mam pojęcia, czy to się utrzyma.

Czy ilustrowane pisma stają się coraz bardziej wścibskie i dokuczliwe?

- To przechodzi wszelkie pojęcie! Ktoś opowiadał mi, nie dalej niż wczoraj, że był na sesji fotograficznej, na której 200 fotografów dosłownie uprawiało polowanie. To była sesja fotograficzna z pewną sławną osobą. To jest szaleństwo, a nie sposób życia - ale tak już jest.

Dlaczego lubimy czytać plotki?
- Bo jesteśmy ludźmi.

Pozwoliła pani, żeby w zagranicznych wydaniach waszych magazynów o kształcie pisma decydowały miejscowe siły. Czy to się sprawdza?

- Hearst prowadzi międzynarodową działalność wydawniczą od ponad 50 lat. Stoimy na stanowisku, że miejscowy rynek zna się lepiej, niż znałby go Amerykanin. Dlatego na całym świecie wchodzimy we wspólne przedsięwzięcia z wiodącymi wydawcami. Cosmopolitan wychodzi w 58 krajach... czyta go około 70 milionów młodych kobiet.

Które części świata są dla was najszybciej rozwijającym się rynkiem?
- Nasza działalność w Rosji to po prostu eksplozja. Wydajemy siedem magazynów w Chinach. Jesteśmy bardzo znani w Australii, gdzie działamy poprzez spółkę joint venture. Jak widać, na całym świecie są miejsca, które kwitną - i chcemy, by nas tam nie zabrakło.

Czy na podstawie wyników finansowych z reklamy uważa pani, że USA wkraczają w recesję?

- Moim zdaniem w pierwszym kwartale będzie dobrze, ale tak naprawdę nie znamy jeszcze budżetów reklamowych.

Jest pani jedną z pierwszych kobiet w biznesie. Czy wypleniono już seksizm?

- Nie sądzę, by kiedykolwiek udało się całkowicie wyplenić seksizm. A czy jako bardzo młoda dziewczyna byłam dyskryminowana? Chyba byłam - ale człowiek po prostu idzie dalej.

Czy nie niepokoi pani fakt, że niektóre wasze pisma utrwalają w kobietach przekonanie, że wygląd jest najważniejszy?

- Nie. Kobiety są piękne. Niektóre są bez reszty pochłonięte tym, jak wyglądają, a inne nie

Rozmawiali Joshua Chaffin, Chrystia Freeland
01 listopada 2007

Bracia Samwer, czyli jak sprzedać firmom z Silicon Valley ich własne pomysły

Czy obcokrajowiec może zatrudnić się w Silicon Valley, na podstawie podpatrzonych tam pomysłów otworzyć firmy we własnym kraju, a potem sprzedać je z zyskiem gigantom… z Silicon Valley? Może. Na przykład w Niemczech.

- Bracia Samwer nigdy nie mieli do tego skrupułów – pisze magazyn Business 2.0. o założycielach takich serwisów jak niemiecka wersja eBay, YouTube, Facebooka oraz Twittera.

Alexander, Oliver i Mark wyjechali pod koniec lat 90. do USA. Rozesłali swoje aplikacje do wielu firm w Silicon Valley, zastrzegając, że za pracę nie chcą nawet pieniędzy. Poskutkowało. Oliver znalazł pracę w spółce Inktomi, Marc Visto, a Alexander w Sentient Networks, przejętej później przez Cisco.

- Mieliśmy jeden cel: pojechać tam i zobaczyć jak tworzy się firmy – wspomina Alexander.

Jak pisze Business 2.0, w grudniu 1998 roku wrócili do Niemiec z doświadczeniem i pomysłami, które nie do końca były ich. W styczniu następnego roku uruchoimili Alando – serwis aukcyjny. Pięć miesięcy później serwis odkupił od nich amerykański gigant e-commerce eBay. Wtedy bracia Samwers dostrzegli, gdzie leży ich siła: w adaptaji cudzych pomysłów na rodzimym rynku. Alando zdobył użytkowników tym, że można był płacić za transakcje kartami najczęściej używanymi przez Niemców. Podobnie było ze StudiVZ, europejskiej odpowiedzi na Facebooka, która też charakteryzowała się tym, że uwzględniała wiele typowo niemieckich uwarunkowań rynkowych, w tym zachowań tamtejszych studentów. Z kolei Frazr, niemiecka wersja Twittera, od oryginału nie różniła się już jednak praktycznie niczym.

Autorzy podkreślają jednak, że poza umiejętnością efektywnego kopiowania pomysłów z USA, bracia Samwer mają wiele innych zasług. Przyczynili się do upowszechnienia na niemieckim i europejskim rynku kultury korporacyjnej amerykańskich firm nowej gospodarki, założyli fundusz venture capital, który pomaga rozwijać się firmom nie tylko w Niemczech, ale także innych krajach Europy. Ich znajomość europejskiego rynku chętnie wykorzystują natomiast amerykańskie firmy, chcące zaistnieć w Europie.

Źródło: Business 2.0.

01 listopada 2007

Jak Gore wynalazł internet

Gdy walczył o fotel prezydenta USA, twierdził, że wymyślił internet, przez co złośliwi satyrycy natychmiast zaczęli dziękować mu za to, że dzięki niemu na świecie żyją psy oraz za to, że ofiarował ludziom ogień. Jak można być takim megalomanem, zastanawiano się. Po przegranej wyborczej nagle coś się zmieniło. Dziś, dla kontrastu, Gore jest jak wyrocznia, jest jak Bono ochrony środowiska, Kasandra Iraku… Jaką ewolucję przeszedł w ostatnich latach Al Gore napisał październikowy, amerykański magazyn Vanity Fair. Nie trzeba specjalnie rekomendować. Tekst można znaleźć tutaj:-).

---