
Za walkę z globalnym ociepleniem dostał Pokojową Nagrodę Nobla, za film "Niewygodna prawda" - Oskara. Wydawałoby się, że czego od czasu przegranych przed sądem wyborów prezydenckich w USA nie dotknie Al Gore , kończy się to totalnym sukcesem. Nie do końca.
Wśród tych projektów było bowiem przedsięwzięcie znane jako Current TV, czyli telewizja opierająca się na treściach przysyłanych przez użytkowników. Po dwóch latach działalności — jak pisze Internation Herald Tribune — „nie jest jednak do końca jasne czy Current TV przyciąga widzów.”
Nie da się dokładnie stwierdzić, jaką stacja ma oglądalność, bo nie monitoruje jej Nielsen Media Research. Cytowany przez dziennik analityk Gartnera Mike McGuire uważa natomiast, że Current TV działa w bardzo atrakcyjnej i teoretycznie aktywnej niszy, ale widownie ma małą. Dlaczego?
Nie ma cudów. Current TV stanęła bowiem przed tym samym — dodajmy, że szalenie trudnym — zadaniem: jak przyciągnąć widzów do programu i zatrzymać ich przy sobie możliwie jak najdłużej. W tym przypadku było to jeszcze trudniejsze, ze względu na unikalną formułę programu telewizji Ala Gora. Jak pisze IHT, ramówka Current TV składała się z materiałów różnej długości (od 1 minuty do nawet 12), emitowanych zupełnie przypadkowo.
„W tym sensie, Current TV przypomina ofertę kanału w kablówce z wysokiej jakości klipami jak z You Tube. I choć niektórych użytkownikom Internetu może się to podobać, mało jest dowodów na to, że podoba się to telewizyjnej widowni. — To nie leży w ich DNA — przyznał ostatecznie Joel Hyatt, dyrektor zarządzający Current TV, dodając, że teraz stacja będzie się bardziej koncentrować na USG (czyli user generated kontent) i obierze bardziej prospołecznościowy kierunek rozwoju.”
Stacja wcale jednak nie ukrywa, że pozyskanie użytkowników, którzy takie treści będą dostarczać, jest proste. Dlatego Current TV właśnie zmodyfikowało swoją stroną, dodając jej wiele narzędzi stron ze społecznościami, licząc, że to bardziej zaangażuje internautów.
Telewizja Ala Gora nie ma jednak co narzekać. W przeciwieństwie do wielu podobnych przedsięwzięć na całym świecie, dociera do 41 mln gospodarstw domowych w USA i 11 mln w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Derek Baine, analityk medialny firmy SNL Kagan oszacował nawet, że telewizja zarabia 11 centów miesięcznie na każdym abonencie. To wiele więcej niż wiele innych, nowych kanałów kablowych. Sama Current TV ma wsparcie dwóch funduszy private equity i grupy partnerów biznesowych, wśród których jest znany magnat handlowy Ronald Burkle. Nie byłoby to na pewno możliwe, gdyby nie pomysłodawca i założyciel stacji Al Gore, który na każdym kroku promuje Current TV, a przy okazji korzysta w tym celu ze swoich szerokich znajomości.
W czwartym kwartale ubiegłego roku stacja miała osiągnąć rentowność, ale władze Current TV nie ujawniają szczegółowych danych na ten temat. SNL Kagan policzył natomiast, że w tym roku przychody stacji sięgną 59 mln dol.
„Zakup udziałów RMI jest kontynuacją strategii inwestowania Grupy Eurozet w rynek lokalny. Radio RMI jest kolejną z rozgłośni zrzeszonych w tzw. Pakiecie Niezależnych, którym Eurozet na początku 2006 roku zaoferował wejście kapitałowe. Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami Radio RMI zachowa swój lokalny charakter. O planach dotyczących strategii rozwoju tej rozgłośni poinformujemy po pełnym zrealizowaniu transakcji, przewidywanym na koniec listopada”.
„Większość swojego czasu online najmłodsi badani internauci dzielą między ROZRYWKĘ (6 godz. i 55 min.) i SPOŁECZNOŚCI (4 godz. i 45 min.). Co prawda „Kultura i rozrywka” to kategoria najpopularniejsza w całej populacji internautów – także wśród dzieci - ale czas spędzany przez nie na tych witrynach przewyższa niemal o godzinę średnią dla całej populacji. Aż 70 proc. dzieci aktywnych online tworzy internetową przestrzeń korzystając z serwisów społecznościowych, a 82 proc. wybiera strony z kategorii NOWE TECHNOLOGIE. Poszukiwanie INFORMACJI w internecie prawdopodobnie nie jest dla dzieci najistotniejsze w korzystaniu z medium. Kategoria „Informacje, publicystyka, media” cieszy się stosunkowo niską popularnością wśród najmłodszych internautów (zasięg – 63 proc.) oraz niemal o połowę krótszym czasem na użytkownika niż średnia dla populacji.”
Chłopcy chętniej korzystają z serwisów ze społecznościami, natomiast wśród dziewczynek większą popularnością cieszą się strony edukacyjne. Najmłodsi internauci — aż 70 proc. — szturmują natomiast witryny z grami on—line.
W trzecim kwartale 2007 wartość e—handlu w USA wzrosła o 23 proc. w stosunku
do roku ubiegłego do 28,4 mld dol. — podała firma comScore.
Od początku roku wartość e—commerce w USA wynosi już 143 mld dol. ComScore
szacuje, że do końca roku sięgnie 200 mld dol.
Obecnie najdynamiczniej rośnie sprzedaż gier wideo, kosnoli i akcesoriów. Ta
branża prawie potroiła swoje wyniki względem ubiegłego roku, głównie dzięki
nowym konsolom takim, jak Nintendo Wii i Sony PlayStation 3. O 58 proc. wzrosła
też sprzedaż elektroniki użytkowej — głównie telewizorów high definition. Bardzo
dobrze (wzrost o 57 proc.) — mimo złej prasy — radzą sobie także zabawki.
|
Retail Category |
Percent Change (Q3 2007 vs. Q3 2006) |
|
Video Games, Consoles &
Accessories |
199% |
|
Consumer
Electronics (excl. PC Peripherals) |
58% |
|
Toys & Hobbies |
57% |
|
Event Tickets |
54% |
|
Books & Magazines |
48% |
|
Furniture, Appliances &
Equipment |
47% |
|
Home & Garden |
31% |
|
Music, Movies & Videos |
31% |
|
Jewelry & Watches |
21% |
|
Sport & Fitness |
20% |
|
Apparel & Accessories |
11% |
Dzisiejszy tygodnik THE ECONOMIST w podtytule do tekstu o rynku internetowym niezwykle trafnie oddaje zachowanie Microsoftu konkurującego z Googlem.
„Microsoft zapłaci każde pieniądze, aby nic wcześniej nie
trafiło w ręce Google”.
I zapłacił. Największy producent oprogramowania na świecie za zaledwie 1,6 proc udziałów w serwisie grupującym społeczności Facebook wyłożył 240 mln dolarów, co oznacza, że wycena całego serwisu sięgnęła 15 mld dol.! To kwota astronomiczna, pokazująca w jak szybkim tempie rosną wyceny tego typu serwisów. Wystarczy przypomnieć sobie, że rok wcześniej Google kupiło YouTube za 1,6 mld dol. i wtedy też mówiło się, że to dużo.
Facebook to najszybciej rozwijający się dziś serwis ze społecznościami na świecie. Od września ubiegłego roku do września 2007, według firmy comScore, liczba jego użytkowników wzrosła o ponad 400 proc., a do końca roku ich liczba ma przekroczyć 60 mln. Cały czas przegrywa jednak z MySpace Ruperta Murdocha, z które korzysta ponad 100 mln osób miesięcznie. W obu przypadkach właściciele liczą na coraz większe przychody z reklam, które przyciągać ma rzesza użytkowników.
Pomijając jednak wielki biznes, równie fascynująca jest historia tego, kto Facebook założył. Mark Zuckerberg, 23 — latek, wystartował z serwisem w 2004 roku, gdy studiował na Harvardzie. Dziś jego majątek wart jest 3 mld dolarów.
W Polsce też mamy podobne przykłady tzw. aniołów biznesu —
najczęściej młodych ludzi, którzy uruchomili różne firmy internetowe, a potem
sprzedali je za pieniądze, o których nawet nie marzyli. Takim przykładem jest
na przykład serwis Blog.pl, założony przez studenta dla zabawy, a potem
odkupiony za około milion złotych przez portal Onet. Czy też internetowa
porównywarka cen Ceneo.pl, którą za 5 mln zł przejęło Allegro.
A jednak. Dziennik przeprasza Tomasza Lisa.
Wczoraj myślałem, że to przypadek. Choć po dłuższym zastanowieniu uznałem, że żeby tak myśleć trzebać być człowiekiem naprawdę wielkiej wiary:) Dziś okazało się, że "Wałatomaszowilisowi", komunikat, w który ułożyły się pionowo litery jednego z tekstów w Dzienniku, to nie przypadek, ale misterna robota. Żenująca! (nie będę się na ten temat rozpisywał, bo więcej szczegółów można znaleść tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. )
Potwierdził to dziś wydawca gazety Axel Springer Polska. Rozesłał do mediów komunikat:
"Publikacja w środowym DZIENNIKU, której pierwsze litery układały się w komunikat dotyczący Tomasza Lisa, ukazała się bez zgody kierownictwa DZIENNIKA. Nie odpowiada ona standardom przyjętym w wydawnictwie Axel Springer Polska. Zarząd Axel Springer Polska oraz Redaktor Naczelny DZIENNIKA wyrażają ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji. Do pana Tomasza Lisa zostały skierowane stosowne przeprosiny".
Wydawca postąpił jak należy. Ciekawe, jak zachowa się sprawca (sprawcy?) całego zamieszania?
Pierwszy miesiąc będzie dla Polski, nowego dziennika Polskapresse, kluczowy. Jeśli zadebiutuje ze średnią sprzedażą powyżej 500 tys. egzemplarzy, będzie to oznaczało, że pomysł chwycił, a gazeta rzeczywiście ma szanse zostać na trwałe liderem rynku. Taki wynik zapowiadało wielokrotnie kierownictwo Polskapresse przed startem gazety. Wydawca deklarował też, że w piątek Polska ma sprzedawać milion egzemplarzy. I że będzie sukcesem nawet w regionach, w
których nie ma swoich dzienników lokalnych. Wszystko dzięki unikalnej ofercie dla tamtejszych czytelników. Tydzień po debiucie niewiele wskazuje jednak na to, że tak się stanie, choć chciałbym się mylić. Pierwszy tydzień był po prostu słaby.
Według zebranych przeze mnie szacunkowych danych sprzedażowych wynika, że średnia sprzedaż Polski w całym kraju w pierwszym tygodniu po debiucie wyniosła około 370 tys. egz. W tych regionach, w których wydawca miał już swoje dzienniki regionalne, sięgnęła szacunkowo 310 tys. egz. Oznacza to, że w pozostałej części kraju (łącznie z Warszawą) nowa gazeta Polskapresse sprzedała średnio
około 60 tys. egz.! Zwroty niesprzedanych
egzemplarzy w większości regionów, w których nie
ma dzienników Polskapresse, sięgają od 50 do ponad 80 proc.
Przykładowo, są regiony, w których średnie nadziały sięgały od 10 do 15 tys.
egz., a sprzedaż wyniosła między 1 a 2
tys. egz. W niektórych jest więcej - od 3 do 4 tys. egz.
Natomiast piątek, który jest najlepszym sprzedażowo dniem Polski, też nie spełnił oczekiwań. Gazeta miała sprzedać tego dnia 1 mln egz., a rozeszło się nieco ponad 700 - 750 tys. egz. Nakład w całym kraju wyniósł natomiast tego dnia około 1,3 mln egz. Nietrudno policzyć, ile wydawcę to kosztuje — wydrukowanie jednego egzemplarza gazety to jakieś 1,2 zł.
Polskapresse po prostu zsumowało sprzedaż swoich dzienników regionalnych pod wspólnym tytułem Polska (choć trzeba przyznać, że z lekką nadwyżką). Zobaczymy czy to się utrzyma, czyli czy wydawca dotrzymał obietnic i nie zniszczył dotychczasowego charakteru dzienników regionalnych, co może odbić się odejściem części czytelników. Nie widziałem na razie innego wydania Polski niż warszawskiego, więc jeśli ktoś czytał gazetę w regionach Polskapresse, czekam na opinie: to jest nadal wasza gazeta wzbogacona o dobre treści ogólnopolskie, czy już się z nią nie utożsamiacie i kupujecie Wyborczą?
Wprowadzenie Polski we własnych regionach było jednak najłatwiejszym zadaniem w całym projekcie. O wiele trudniej zapowiadało się uplasowanie tytułu tam, gdzie dzienników Polskapresse nie ma, a są Mediów Regionalnych. Dobitnie pokazał to pierwszy tydzień obecności na rynku.
Nie jest dobrze. Co zawiniło? Analizując wyniki, widać, że problemem jest część kraju nie należąca do Polskapresse. Na pewno Polska nie może w żaden sposób konkurować tam o czytelnika lokalnego z dziennikami Mediów Regionalnych. Ale mimo to mogła chyba sprzedać więcej egzemplarzy, jako po prostu nowa gazeta ogólnopolska, która pojawiła się w kiosku obok Dziennika czy Gazety Wyborczej.
Dlaczego tak się nie stało? Mam wrażenie, że w przypadku Polski zawiniła kampania reklamowa, której nie można zaliczyć do specjalnie udanych. W wielu regionach, jak ustaliłem, była niezauważalna. O wiele lepszą reklamę telewizyjną ma natomiast Rzeczpospolita z nowym layoutem. Przykuwa uwagę muzyką i zdjęciami, zatrzymuje przy telewizorze i wiadomo o co w niej chodzi.
— O Dzienniku Springera cały rynek trąbił co najmniej na miesiąc wcześniej, a wszyscy po prostu czekali na nową gazetę — zauważył niedawno znajomy z warszawskiej agencji PR. — Tymczasem, gdy w pierwszy dzień przyniosłem Polskę na zebranie w pracy, powiedziałem współpracownikom: „Słuchajcie, dziś wyszła nowa gazeta”. Wszyscy zrobili wielkie oczy ze zdziwienia.
Kierownictwo Polskapresse zapowiadało, że kampania Polski pochłonie około 100 mln zł. Może mocniejsze uderzenie dopiero przed nami. Może przyniesie dużo lepsze efekty. Oby.
Pierwszy miesiąc jest jednak kluczowy, o czym wie każdy, kto zajmuje się wydawaniem gazet. Trzeba zacząć od dużej sprzedaży, bo potem — niestety — ma ona raczej tendencję spadkową i trzeba robić wszystko, aby ją zatrzymać. Przekonał się o tym Dziennik, który zaczął od 250 tys. sprzedanych egz., a teraz jego wynik oscyluje ona w okolicach 190 — 200 tys. egz. Axel Springer, dla bezpieczeństwa, zapowiedział jednak, że docelowo średnia sprzedaż Dziennika ma wynosić 150 tys. egz.
Może szefowie Polski mają jakiegoś asa w rękawie. Mam nadzieję.
Co powinno zrobić Polskapresse, żeby sprzedaż Polski zaczęła rosnąć?
Gdy News Corporation, kontrolowany przez Ruperta Murdocha, kupił ponad dwa lata temu jeden z największych serwisów grupujących społeczności — amerykański MySpace.com — za 580 mln dol., na owe czasy była to ogromna kwota. Szybko jednak przestała robić wrażenie, gdy niecały rok później koncern Google przejął innego giganta wśród internetowych serwisów — YouTube.com. Koncern zapłacił bowiem za niego 1,6 mld dol.
Dzisiaj to drobniaki. Gdy Microsoft złożył ofertę kupna 5 proc. udziałów w popularnym serwisie ze społecznościami Facebook.com, miał zapłacić za nie między 300 a 500 mln dol. Analitycy oszacowali jego wartość na około 10 mld dol. Skąd tak wysoka wycena? W tym przypadku chodzi o społeczności nie byle jakie. Jego użytkownicy określani są jako elita Internetu. 10 mld dol. w porównaniu do 1,6 mld dol. to kwota porażająca, jednak okazuje się, że może być jeszcze wyższa.
Wczorajszy Financial Times opublikował wywiad z Peterem Cherninem, prezydentem i dyrektorem zarządzającym News Corp., najbliższym współpracownikiem Ruperta Murdocha (który zresztą niedawno był w Polsce, gdzie ogłosił, że 28 października ruszy po relaunchu Telewizja Puls, w której News Corp. ma 35 proc. udziałów). W rozmowie pojawia się oczywiście wątek Facebooka, który w Kanadzie i Wielkiej Brytanii ma więcej użytkowników niż MySpace. Najciekawsza jest jednak kwota, na jaką Peter Chernin wyceniłby dziś ten serwis:
— Zakładając, że my (MySpace) jesteśmy warci znacznie więcej niż oni, myślę, że oni warci są co najmniej 15 mld dol. — powiedział.
Wywiad z Peterem Cherninem znaleźć można tutaj i tutaj.
