
Wypowiedzi kandydata na prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego w wywiadzie „Rywale TVP, zamierzam was nokautowac” wywołały burzę w branży reklamowej, a w szczególności w domach mediowych, o czym w dzisiejszym tekście „Domy mediowe: najwięksi reklamodawcy nie zrezygnują z naszych usług”. Nie obeszło się bez ostrych słów. Jakub Benke, prezes Starcom MediaVest Group:
"Wypowiedzi prezesa Urbanskiego na temat rynku reklamowego wydają się raczej nieprzemyślane, więc nie traktowałbym ich zbyt dosłownie. Po pierwsze, dominującą pozycję na nim ma bardziej TVP niż domy mediowe. Stacja publiczna ma bowiem dużo większy udział w rynku reklam
telewizyjnych niż największy dom mediowy. Po drugie, agencje są przedstawicielami klientów, a nie mediów, więc stacja ma niewielki wpływ na ich rolę. Reklamodawcy nie zrezygnują z bezstronnych, profesjonalnych doradców po to by oddać swe budżety firmie, która zamiast właścicieli BMW proponuje im dotarcie do stulatków. Po trzecie, jedynym sposobem istotnego zwiększenia przychodów TVP jest wzrost widowni dzięki poprawie programu."
Obie strony powiedziały, co o sprawie myślą, inni uczestnicy rynku komentować jej ostatecznie nie chcieli, choć przyznawali, że wypowiedzi A. Urbańskiego ich kusiły. Dlaczego domy mediowe oburzyły się na słowa prezesa? Wyjaśnienia są w dzisiejszej GP, ale konkretnie sprowadzają się one do tego, co w komentarzu do wywiadu napisał jeden z czytelników pod pseudonimem media planner:
„Duzi reklamodawcy mają kupować bezpośrednio ... hahaha... ATL to góra 10% roboty przy marketingu (budżetowo więcej) - Domy Mediowe pełnia role outscorsingu, bo nie opłaca się trzymać działu planerów i buyerów. TPSA i Orange (dawniej IDEA) próbowały samodzielnie kupować media i jakoś im to nie wyszło. Polecam przyszłemu prezesowi sprawdzić dlaczego im nie wyszło.
Grupa 4+ ... znaczy się: guma do żucia dla 100latków i Corega tabs dla przedszkolaków”
Nie wnikając już jednak w szczegóły, ostatecznie obie strony i tak pewnie się jakoś dogadają, bo – no cóż – pecunia non olet. Poza wątkiem reklamowym, najmniej kandydat na prezesa TVP powiedział o restrukturyzacji, podkreślając jedynie, że jest potrzebna, będzie przeprowadzona, obejmie zwolnienia, ale – przynajmniej na razie – nieaktualna jest liczba około 1000 osób, które mają stracić pracę.
Czy restrukturyzację w TVP, o której mówiło się przy okazji każdego kolejnego zarządu, dla której powstawały nawet stosowne dokumenty z konkretnymi założeniami – na przykład takie, jak opisane przeze mnie w tekście z roku 2005 „TVP się odchudza: pół miliarda w pięć lat” – da się w ogóle przeprowadzić? O komentarz poprosiłem Jana Dworaka, jednego z poprzednich prezesów TVP:
„Wbrew obiegowym opiniom Telewizja Polska jest przedsiębiorstwem silnym i nieźle zorganizowanym. Musi się jednak szybko zmieniać, by sprostać twardej konkurencji i nadążać za szybkimi zmianami technologicznymi.
Nieuniknioną słabością telewizji publicznej w porównaniu z prywatnymi mediami są częste zmiany zarządów, które przerywają ciągłość zarządzania. Sensownym remedium na tę słabość jest nie odcinanie się przez następców od poprzedników, lecz zapoznanie z wynikami ich pracy. Podczas kadencji mojego zarządu opracowano wiele wartościowych dokumentów ze „Strategią restrukturyzacji”, „Strategią programową”, dokumentami wnikliwie opisującymi oddziały terenowe, konieczności zmian technologicznych itp. Lepiej je poznać niż odrzucać a priori.
Mówią one na przykład o konkretnych zmianach i sposobach ich wprowadzenia takich jak droga przejścia na beztaśmowy system produkcji, modernizacja bloków emisyjnych itd.
Są też sprawy w telewizji, które wracają stale, bo są splotem różnych interesów nie tylko wewnątrztelewizyjnych. Należy do nich na przykład koncepcja funkcjonowania oddziałów terenowych w kontekście tworzenia kanału informacyjnego, czy rola biura programowego wobec samodzielnych anten, czy też miejsce agencji produkujących informacje i audycje telewizyjne w spółce. Dla tych zmian trzeba rzeczywiście przyjąć jednoznaczne przesądzenia poprzedzone różnymi konsultacjami, a do ich wprowadzenia silnego wsparcia: rady nadzorczej i otoczenia politycznego, bo opór przed zmianami jest w TVP bardzo silny.
Jedną sprawę natomiast radziłbym uruchomić nie zwlekając – mianowicie system ocen pracowniczych, który da pracownikom poczucie stabilności i nie będzie pozwalał na ich arbitralne traktowanie przez przełożonych. System taki był wprowadzony dwa lata temu i nie wiem, czy w tej chwili jest kontynuowany.
A na koniec – to już chyba z mojej strony wishful thinking – radzę opierając się na własnych doświadczeniach przywrócenie do pracy osób zwolnionych w ciągu ostatnich miesięcy w sposób krzywdzący. Ja powołałem specjalną komisję, ale jest na to parę innych sposobów. Bowiem jeśli już mówić o powodzeniu restrukturyzacji na poziomie personalnym – to raczej polega ono na przyjmowaniu ludzi wartościowych i kompetentnych, a nie odwrotnie.”
Bardzo ciekawe wyniki badania TNS OBOP na temat przywiązania czytelników do gazet codziennych, które powinny dać wydawcom sporo do myślenia. Pokazują bowiem, jak duża jest grupa czytelników niestałych w uczuciach, czyli sięgających po dany tytuł nie ze względu na przywiązanie do niego, lecz na przykład z powodu nowej kolekcji filmowej, nowego dadatku, czy czego tam jeszcze dusza zapragnie.
"Żaden z ogólnopolskich dzienników nie może się pochwalić znaczącym udziałem stabilnych czytelników. Na tym tle znacznie korzystniej przedstawia się sytuacja się tytułów regionalnych. To wnioski z badania czytelników prasy przeprowadzonego przez TNS OBOP z użyciem tzw. Conversion Model, łączącego pomiar lojalności z pomiarem satysfakcji czytelników. Większość czytelników każdej z codziennych gazet o zasięgu ogólnopolskim to czytelnicy „wymienni”, łatwi do utracenia, skłonni sięgnąć po inny tytuł. Dalsze od 16% (Metro) do 29% (Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza) to słabo związani z tytułem czytelnicy „płytcy”. W tym kontekście korzystniejsza jest sytuacja dzienników regionalnych, traktowanych łącznie. Trudni do przechwycenia przez inne tytuły czytelnicy stabilni, to 38% ich aktualnych odbiorców (w tym stanowiący twarde jądro czytelnicy „niezłomni”” – 12%)".
Lista tematów okładkowych największych polskich dzienników ogólnopolskich w sobotę 10 marca:
1. Gazeta Wyborcza: czołówka „Rydzyk widzi szambo”, a na podwale - zabawa słowna w tytule do tekstu o filmie „Bezmiar sprawiedliwości” – „Film o prawie i sprawiedliwośći”:), obok mała notka przypominająca o lustracji m.in. dziennikarzy
2. Dziennik: „Dzisiejsza Polska to nie jest PRL”, obok tekst o lustracji dziennikarzy, a na podwale „Cios ojca Rydzyka”,
3. Rzeczpospolita: czołówka „Polskie paszporty na wagę złota”, ale na podwale – „Antylustracyjna instrukcja dla dziennikarzy „Gazety Wyborczej”.
W środku, na stronach opinii – i redakcyjnych, i zewnętrznych – dominuje jeden temat w tonach znamiennych, w zależności od tytułu.
Uff…
Lista tematów czołówkowych największych polskich dzienników regionalnych:
1. Dziennik Łódzki: „Twardy glina przegrywa z układem”
2. Dziennik Polski: „Nauczyciele specjalnej troski”
3. Dziennik Wschodni: „Prawniczka Leppera w opałach”
4. Dziennik Zachodni: „Czas na Klaudiusza”
5. Express Bydgoski: „Temida gotowa do sprintu”
6. Ekspres Ilustrowany: „Tajemniczy wybuch na politechnice”
7. Gazeta Krakowska: „Biurowy boom”
8. Gazeta Lubuska: „Sto lat mistrzu!”
9. Gazeta Olsztyńska: „Będzie olsztyńska szkoła lekarzy”
10. Gazeta Pomorska: „Pożegnanie małej Anii”
11. Głos Koszaliński: „Akcja lustracja”, ale nie o dziennikarzach, tylko o problemie lustracji w przypadku urzędników
12. Głos Pomorza: „Rozbestwionym uczniom stop”
13. Głos Szczeciński: „Z wyrokiem na państwowym stołku”
14. Głos Wielkopolski: „Ksiądz profesor rezygnuje”
15. Kurier Lubelski: „Szkolny autyzm”
16. Kurier Poranny: „Za łapówki”
17. Nowości: „Gdzie jesteś Marcinie”
18. Słowo Polskie/Gazeta Wrocławska: „Chłopaki z miasta”
19. Życie Warszawy: „Co piąty polski ksiądz rezygnuje z kapłaństwa”.
A więc coś się jeszcze dzieje...
Pozostałe tematy z pierwszych stron, poza informacjami z regionów, to przeważnie sprawa emerytur, w kilku przypadkach krytyka rządu w wykonaniu o. Rydzyka, rezygnacja księdza Węcławskiego, decyzja krajów UE o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla…
Wszystkie „jedynki” na stronie www.press.pl
W stacji Zygmunta Solorza-Żaka strzelają szampany. Nowy program Jak Oni śpiewają, który ma być lokomotywą wiosennej ramówki Polsatu, punktem przełomowym, który odwróci złą passę stacji, wygrał podczas pierwszej emisji walkę o widzów ze śniącym się już po nocach dyrektorom Polsatu TVN-owskim Tańcem z Gwiazdami (TZG).
Według AGB Nielsen Media Research, Jak Oni śpiewają obejrzało w sobotę 3 marca 5,69 mln widzów, co dało stacji 35,45 proc. udziałów w rynku, a w grupie widzów w wieku 16-49 lat – czyli najważniejszej dla reklamodawców – 33,76 proc. Dzięki temu Polsat zdobył pozycję lidera pasma w obu grupach. Zobaczymy, jak będzie dalej, bo przy pierwszej emisji działa tzw. efekt nowości. Jak Oni śpiewają daleko też do świeżości, jaką wniósł na ekrany Idol ze świetnym – o wiele bardziej wyrazistym, niż obecnie – jury.
Inna sprawa, że Polsat nie odważył się na bezpośrednie starcie z TVN. Jak Oni śpiewają idzie w soboty, Taniec z Gwiazdami w niedziele. Zdecydował się na zupełnie inną taktykę, która jak widać się sprawdza – wprowadzenie nowości programowych na długo przed konkurentami. Choćby amerykańskiego hitu Skazany na śmierć, emitowanego w niedzielę o godzinie 20., który przekonał do siebie widownię, zanim do tego pasma w TVN wrócił Taniec z Gwiazdami.
Taktyka szybszego uderzenia może w tym roku Polsatowi naprawdę się opłacić, co widać po tym, jak radzą sobie inne nowości. Największą oglądalność zanotował pierwszy odcinek nowego serialu Mamuśki, emitowany 1 marca (3,1 mln widzów), a także niedzielna premiera serialu sensacyjnego Prawo Miasta (3,11 mln widzów). Tym samym w miniony weekend Polsat w grupie docelowej dla reklamodawców był stacją numer 1. Dawno nie było takiej sytuacji!
A co na to TVN? Pierwszy odcinek piątej serii Tańca z Gwiazdami, programu, który tej wiosny ma ponownie zapewnić jej tytuł najchętniej oglądanej stacji komercyjnej, zawiódł. Obejrzało go 5,07 mln widzów, co dało TVN udział w rynku na poziomie 27,70 proc. Czyżby widzom przejadło się już oglądanie kolejnych „gwiazd”? Przecież pierwszy odcinek piątej edycji obejrzało mniej osób, niż – uwaga – powtórkę serialu Ranczo w TVP1, którego widownia liczyła aż 6,53 mln widzów, a także mniej niż emitowany w Polsacie serial Skazany na śmierć, którego widziało 5,18 mln osób.
