rssdodaj RSS
---Michał Fura - Wpisy z Luty 2007
23 lutego 2007

Poznaj Malcolma Gladwella

Kilka lat temu, przed idącym 14-tą ulicą na Manhattanie mężczyzną, zatrzymała się policyjna furgonetka, z którego wysiadło trzech oficerów. Szukali gwałciciela, wyglądającego według nich dokładnie tak, jak mężczyzna, przy którym właśnie stali. Osoba z portetu pamięciowego, który mieli przy sobie, nie przypominała jednak mężczyzny złapanego na ulicy. Poszukiwany był dużo wyższy, cięższy i o kilkanaście lat młodszy. Jedyne, co wspólnego mieli ze sobą, to bujne, kręcone włosy. Po kilku minutach nieporozumienie zostało wyjaśnione. Mężczyzną, omyłkowo wziętym za gwałciciela był Malcolm Gladwell, dziś dziennikarz i publicysta prestiżowego amerykańskiego tygodnika The New Yorker, a wcześniej The Washington Post, gdzie pisał o ekonomii i nauce. To wydarzenie było inspiracją do napisania Błysku, swojej drugiej książki, traktujacej o natychmiatowym poznaniu (rapid cognition), która właśnie ukazała się w Polsce nakładem Znaku. Ale od początku...

Zasłynął wydaną w 2000 roku książką “The Tipping Point: How Little Things Can Make a Big Diffrence”, która natychmiast wskoczyła na listy bestsellerów. Gladwell analizował w niej cykl życia oraz istotę trendu. Nie tylko rynkowego, ale także epidemii grypy, przestępczości, mody na buty, popularności konkretnego programu telewizyjnego, palenia papierosów, samobójstw. Niektóre z historii wcześniej osobno opisywał na łamach New Yorkera.

Gladwell szybko zyskał uznanie w środowiskach marketingowych i menadżerskich (niektóre firmy otworzyły nawet działy, które zajmują się wprwadzaniem w życie ideii z Tipping Point), jest zapraszany na odczyty i wykłady (opowiada zresztą równie świetnie, jak pisze), brytyjski dziennik „The Times” uznał go za jednego z pięćdziesięciu najbardziej wpływowych myślicieli w dziedzinie zarządzania, a tygodnik Time – zaliczył do najbardziej wpływowych ludzi świata.

Książka ukazała się w Polsce w 2005 roku nakładem wydawnictwa Santorski&Co pod tytułem „Punkt przełomowy: o małych przyczynach wielkich zmian”. Teraz polscy czytelnicy mogą poznać jego drugą książkę „Błysk!”, dla której inspiracją było właśnie zajście z policjantami, dla których wystarczyła tylko burza kręconych włosów, aby wziąć go za gwałciciela, choć w żadnym innym szczególe nie przypominał poszukiwanego. Gladwell analizuje wiele przypadków, na podstawie których tłumaczy, dlaczego tak się dzieje i jak unikać pomyłek. W oryginale tytuł brzmi „Blink: The Power of Thinking Without Thinking”. Polskie wydanie wstępem opatrzył Vadim Makarenko, dziennikarz Gazety Wyborczej:
„Błysk! opowiada o potędze pierwszego wrażenia, o czymś, co wydarza się w mgnieniu oka, często bez udziału świadomości czy rozumu."
Gladwell analizuje przypadki, w których pierwsze wrażenie wystarczy do podjęcia trafnej decyzji, zastępując godziny narad i analiz, jednak często - prowadzi też na manowce.
"W Błysku!( Malcolm Gladwell – przyp.) natomiast twierdzi, że ludzie nazbyt często próbują podejmować decyzje, kierując się racjonalnymi przesłankami, podczas gdy takie same efekty przynosi zdanie się na natychmiastowe poznanie (rapid cognition)" - pisze Vadim Makarenko.

Dodam jeszcze, że Gladwell prezentuje unikalny styl pisania, sprowadzający się do wzoru: od ciekawej anegdoty, do teorii, od której przez kolejną anegdotę zmierza do kolejnej teorii. W takim stylu napisany jest Blink, co sprawia, że – jak pisze Vadim Makarenko – „Brawurowy, świetnie napisany i solidnie udokumentowany Błysk! czyta się z wypiekami na twarzy”. Jest to też styl, którego próżno szukać w polskiej prasie, którą z kolei – no, może poza małymi wyjątkami – trudno dziś przekonać do opublikowania tekstu, który na amerykańskim rynku nazywa się Gladwell’s piece; przeważnie długiego reportażu, zawierającego często wiele odniesień do psychologii, socjologii i marketingu, do których Gladwell ma ogromne zamiłowanie.

Zresztą, pracuje on w całkowicie innych, niż polskie realiach. Jego kontrakt z New Yorkerem zobowiązuje go do pisania 40-50 tys. słów rocznie. Biorąc pod uwagę długość tekstów Gladwella, wychodzi około 7 kawałków:)
Cóż, tylko pozazdrościć:)
A książkę gorąco polecam!

14 lutego 2007

ATM Grupa jak Grupa ITI albo... odwrotnie

Do końca tego roku największy producent telewizyjny w Polsce, notowana na giełdzie wrocławska ATM Grupa, będzie dysponowała studiami producenckimi o powierzchni 5 tys. metrów kwadratowych. Więcej na temat spółki w dzisiejeszej GP. Jednocześnie dalej będzie inwestować w sprzęt umożliwiający nagrywanie w systemie HD, szukając jednocześnie okazji do akwizycji w branży.

- Konsolidacja moim zdaniem jest nieunikniona – mówi Tomasz Kurzewski prezes spółki.

Przyznał, że produkcja na zachodzie jest tak droga (np. w Niemczech co najmniej 4 razy), że lada dzień amerykańscy, rosyjscy, a także inni producenci zapukają do Polski w poszukiwaniu miejsc, w których będą mogli produkować na światowym poziomie, ale kilka razy taniej. Sama ATM Grupa przyznaje, że prowadzi obecnie zaawansowane rozmowy, choćby z partnerami z Niemiec, które mogą zaawocować długookresową i – zapewne – dochodową współpracą. Dlatego na nowe studia wyda ponad 30 mln zł.

- Nie mamy jeszcze żadnych kontraktów, ale chcemy być gotowi, gdyby pojawiły się takie możliwości – przyznaje Tomasz Kurzewski.

To strategia – wypisz, wymaluj – jaką ogłosiła Grupa ITI. Jan Wejchert i Mariusz Walter chcą w ciągu pięciu lat zainwestować w rozwój swojego koncernu blisko 1,2 mld zł, z czego znaczna część pójdzie właśnie na rozbudowę infrastruktury potrzebnej do produkcji seriali, programów i filmów w ramach swojej spółki ITI Film Studio. Myślą nie tylko o polskim rynku, ale przede wszystkim o stworzeniu warunków dla największych wytwórni amerykańskich i rosyjskich, z którymi ITI mogłaby współpracować.

Słowem, kto pierwszy, ten lepszy.

Zamieścił Michał Fura o 10:48 | Komentarz (1)
02 lutego 2007

Polskapresse robi co się da, czyli łechta próżność...

Media4mat, powiązany z Polskapresse wydawca bezpłatnego Echa Miasta robi co może, żeby wyprzedzić Metro Agory i przejąć klientów zamkniętego w styczniu bezpłatnego Metropolu.

Wczoraj, czyli 1 lutego, wydawca wysłał do 484 media plannerów – osób, które w dużej mierze decydują w jakim tytule reklamodawca wyda pieniądze na promocję – imiennie adresowane wydania Echa Miasta. W środku analizy rynku prasy bezpłatnej. Wystąpili: Anna Lubowska, prezes domu mediowego Mediaedge:cia i Iza Albrychiewicz, partner zarządzający firmy, a poza nimi Rafał Oracz, dyrektor zarządzający CR Media Consulting oraz Rafał Leszczyński, analityk rynku. Zalety Echa Miasta oraz oczywiście specjalną ofertę dla klientów przedstawił też Łukasz Gajewski, szef Media4mat. Całość wymysliła agencja Young&Rubicam.

Nie wiadomo, jak wykonanie, bo nie miałem przyjemności zobaczyć numeru, ale sam pomysł ciekawy. Od razu przypomniała mi się personalizacja, jaką poczynił swego czasu miesięcznik branżowy Brief. Rozesłał ponad 3 tysiące dedykowanych numerów. Okładkę zdobiło zdjęcie piłkarza sunącego po trawie z rękami uniesionymi do góry w geście zwycięstwa. Na koszulce na plecach, zamiast nazwiska piłkarza, napisano nazwisko adresata. Wówczas miałem przyjemność... Trzeba przyznać, że łechce to próżność adresata:)

Miłego weekendu:)

---