rssdodaj RSS
---Podsumowanie tygodnia - Marek Kutarba
18 listopada 2006

Odwołanie Nenemana to zła wiadomość

Ubiegły tydzień zakończył się dwoma dość istotnymi dla każdego podatnika zdarzeniami. Pierwsze to ukończenie prac nad najważniejszymi z punktu widzenia przeciętnego podatnika ustawami podatkowymi. Od ich wejścia w życie dzieli nas już tylko jedno: podpis prezydenta. Podpis, z którym nie będzie zapewne większych problemów. Drugie, to odwołanie z zajmowanego stanowiska odpowiedzialnego w Ministerstwie Finansów za podatki wiceministra Jarosława Nenemana.

Wiceministra od dawna nie chciał w Ministerstwie Finansów premier Kaczyński. To raczej nie dziwi. Jarosław Neneman dał się poznać jako świetny fachowiec jeszcze za czasów swojej pierwszej przygody w resorcie finansów, kiedy to identyczną funkcją, jak ta z której został odwołany, piastował w rządzie Marka Belki. I już chociażby tylko z tego powodu nie bardzo pasował do zespołu budowniczych IV RP. To, że Jarosław Neneman utrzymał się w Ministerstwie Finansów w czasie gdy premierem został Kazimierz Marcinkiewicz było dla mnie zaskoczeniem równie dużym, jak to, gdy wicepremierem i ministrem finansów została Zyta Gilowska. Nie jest też tajemnicą, że to pani premier stała za ponowną nominacją Nenemana, po tym jak wcześniej odwołał go premier Marcinkiewicz. Sam Neneman, do powrotu do ministerstwa podobno specjalnie się nie palił. I trudno się dziwić. Tym śmieszniej brzmiały sensacyjne doniesienia prasowe z okresu powrotu Zyty Gilowskiej do rządu, jakby w zamian za swój powrót zażądała od premiera Kaczyńskiego głowy Nenemana.

Za czasów premiera Belki, Neneman dał się poznać jako osoba wyjątkowo kompetentna i... niepoprawnie szczera. Sam byłem tego świadkiem w czasie jednej z redakcyjnych debat. Ta szczerość zawsze stawała się dla ministra powodem kolejnych kłopotów. Często była też bezlitośnie wykorzystywana przez media dla wzbudzenia chwilowych sensacji. Nadmierna szczerość było również powodem kłopotów i tym razem. Dość wspomnieć, że raz już Nenemana odwoływano. Zrobił to premier Marcinkiewicz po tym, jak ministrowi wymknęła się informacja o tym, że rząd będzie dążył do podwyższenia akcyzy na olej opałowy i gaz. Później okazało się, że rząd taką podwyżkę istotnie planuje. Znalazła się ona w pakiecie ustawa przygotowanych pod kierownictwem Zyty Gilowskiej. I chociaż odpowiednia ustawa do dziś nie opuściła Sejmu i już raczej nie ma szans by zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2007 roku, to nie sposób nie zauważyć, że po raz kolejny okazało się, że tego co mówi wiceminister Neneman warto słuchać. Warto dlatego, że mimo że swoboda jego wypowiedzi była w ostatnim czasie mocno skrępowana, potrafił zdobyć się na szczerość, której ministrom finansów, zawsze brakowało. I już chyba zawsze brakować będzie.

Minister Neneman miał jeszcze jedną cechę, której po jego odejściu będzie w ministerstwie bardzo brakować. Zdrowy rozsądek. Jak nikt w Ministerstwie Finansów potrafił twardo stąpać po gruncie budżetowych realiów. Mówić wprost, tam gdzie było to konieczne, że na pewne rozwiązania nas nie stać. Jak nikt potrafił też poprzez dobrą, merytoryczną argumentację, przekonywać, że pewne populistyczne rozwiązania nie mają sensu. Zyskał sobie dzięki temu, zupełnie niezasłużenie miano osoby, która "kocha podnosić podatki". Wątpię, by istotnie tak było. I dlatego uważam, że odejście ministra Nenemana z resortu finansów to zła wiadomość dla nas wszystkich. Jeśli ktokolwiek mógłby dziś przygotować wspólnie z Zytą Gilowską prawdziwą reformę systemu podatkowego, to tym kimś na pewno jest Jarosław Neneman. Czy uda się to jego następcy? Cóż przekonamy się, gdy poznamy kto nim będzie.

---