rssdodaj RSS
---Wpisy napisane przez Marek Kutarba - Marek Kutarba
10 czerwca 2011

Każda ulga kosztuje

Polska to taki dziwny kraj, w którym wszystko, nawet dbanie o własne zdrowie czy spokojną starość, uzależniamy od przyznania nam przez rząd przywilejów podatkowych. Zupełnie jakbyśmy nie rozumieli, że ceną za kolejne przywileje jest wzrost, a nie zmniejszenie haraczu płaconego fiskusowi.

Ostatnio miałem przyjemność przeczytać dwie publikacje prasowe o oszczędzaniu i ubezpieczeniach. Pierwsza dotyczyła odkładania pieniędzy na starość. Ściślej zaś konieczności samodzielnego, poza systemem ubezpieczenia społecznego, gromadzenia pieniędzy na stare lata, po to by na emeryturze nie przymierać głodem. Druga to pomysł Ministerstwa Zdrowia na wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w związku z tym, że pochłaniająca niemal dziesiątą część naszych pensji składka zdrowotna nie wystarcza na to, by nas właściwie leczyć. Obydwie publikacje łączył wspólny wniosek i postulat zarazem. Otóż w obydwu przypadkach eksperci przekonywali, że jeśli rząd nie da nam ulg podatkowych w zamian za takie działania, to nie ma szans ani na to, że zaczniemy oszczędzać na starość, ani też, że zaczniemy ubezpieczać się na wypadek choroby. Innymi słowy, jak nie dostaniemy w nagrodę ulgi, to o siebie nie zadbamy.

Taka postawa bierze się stąd, że uważamy – słusznie zresztą – że płacone podatki są za wysokie. Nie ma takiego pułapu podatków, który nie byłby za wysoki. Można mówić co najwyżej o mniej lub bardziej akceptowalnym poziomie grabienia naszych portfeli przez rządzących. Bardziej akceptowalnym, gdy widzimy, że zagrabionym dobrem ktoś rozsądnie i z szacunkiem dla pracy tych, którzy do wspólnego koszyczka musieli się zrzucić, gospodaruje. Tym mniej akceptowalny, im wyraźniej widać, jak zabrane nam pieniądze są bezsensownie marnowane. Czy jednak wprowadzanie kolejnych ulg ma jakikolwiek sens?

Prawdą jest, że trzeba być niespełna rozumu, by lubić płacenie podatku. I by nie korzystać z ulg już przyznanych. Ale niepoważna jest też wiara w magiczną siłę ulg i zwolnień. Wbrew temu, co się wydaje, wprowadzanie nowych ulg, zwolnień i innych przywilejów podatkowych nigdy nie prowadzi do obniżenia płaconych podatków. Systemy podatkowe działają niczym naczynia połączone. Obniżenie poziomu w jednej rurce podnosi go w innej. Gdy zaczynamy płacić niższy podatek dochodowy, system przenosi się na podatki pośrednie, takie jak VAT czy akcyza. A gdy to nie jest możliwe, rekompensuje sobie straty w obrębie tego samego podatku, np. równoważąc straty powodowane możliwością odliczenia wydatku x od podatku, zakazem zaliczania do kosztów podatkowych w firmach wydatków „y” i „z”. W ten sposób za przywileje jednych podatników płacą inni. Albo też zyskując przywilej w jednym miejscu, tracimy nasze pieniądze w innym. Tak czy inaczej skutek jest taki, że poziom opodatkowania zamiast spadać – rośnie.

Wniosek stąd płynie prosty. Jeśli rzeczywiście zależy nam na tym, by płacić niskie podatki, powinniśmy zabiegać o to, aby katalog podatkowych ulg jak najszybciej się kurczył. Nie zaś by dodawać do niego nowe przywileje. Tylko w ten sposób mamy szansę na to, by podatki były sprawiedliwe, równe i niskie.

 

07 czerwca 2011

Mała kłótnia o dzień, w którym przestajemy płacić podatki

Zadziwiające, ale właśnie okradziono Centrum A. Smitha z Dnia Wolności Podatkowej. Wystarczyła do tego jedna sprytna publikacja z inspiracji Instytutu Kościuszki. Ten think tank ogłosił korzystając z uprzejmości „Rzeczpospolitej”, że dzień wolności podatkowej przypada na 7 czerwca. Tym samym wyprzedził konkurencyjny dzień wolności podatkowej Centrum o przynajmniej dwa tygodnie. Samo Centrum już ogłosiło zresztą, że prawdziwy dzień wolności przypada na drugą połowę czerwca, bo wyliczenia dotyczące 7 czerwca nie uwzględniają wszystkich płaconych przez nas podatków.

Instytut Kościuszki, podparł się opracowaniem francuskiego Institut Économique Molinari przygotowanego we współpracy z firmą Ernst & Young i think tankiem New Direction – The Foundation for European Reform. Opracowaniem, które najpierw trafiło do gazety, a dopiero później pojawiło się na stronach instytutu. Z uwagi na to, że obejmuje ono wszystkie kraje unijne, przygotowany przez team: James Rogers, Cécile Philippe, raport jest bardzo interesujący. Ale jest też wyjątkowo krótki, zaś zastosowana metodologia wskazuje, że rzeczywiście katalog obciążeń podatkowych i para podatkowych uwzględnianych przez Centrum A. Smitha jest znacznie szerszy. Nie znaczy to jednak, że dzień ten w raporcie francuskim wyliczono błędnie, czy gorzej niż w naszym krajowym, mającym już długoletnią tradycję. Wyliczono go zwyczajnie nieco inaczej.

Nie zmienia to jednak faktu, że z konkurencji między krajowymi think tankami powstało małe zamieszanie w głowach przeciętnego czytelnika takich informacji. Skoro są dwie różne daty, to każdy chciałby zapewne wiedzieć, która z nich jest właściwa. Kiedy zatem przypada prawdziwy dzień wolności podatkowej ? Cóż, odpowiedź może być tylko jedna i jest zadziwiająco prosta. Za późno.

07 czerwca 2011

Mała kłótnia o dzień, w którym przestajemy płacić podatki

Zadziwiające, ale właśnie okradziono Centrum A. Smitha z Dnia Wolności Podatkowej. Wystarczyła do tego jedna sprytna publikacja z inspiracji Instytutu Kościuszki. Ten think tank ogłosił korzystając z uprzejmości „Rzeczpospolitej”, że dzień wolności podatkowej przypada na 7 czerwca. Tym samym wyprzedził konkurencyjny dzień wolności podatkowej Centrum o przynajmniej dwa tygodnie. Samo Centrum już ogłosiło zresztą, że prawdziwy dzień wolności przypada na drugą połowę czerwca, bo wyliczenia dotyczące 7 czerwca nie uwzględniają wszystkich płaconych przez nas podatków.

Instytut Kościuszki, podparł się opracowaniem francuskiego Institut Économique Molinari przygotowanego we współpracy z firmą Ernst & Young i think tankiem New Direction – The Foundation for European Reform. Opracowaniem, które najpierw trafiło do gazety, a dopiero później pojawiło się na stronach instytutu. Z uwagi na to, że obejmuje ono wszystkie kraje unijne, przygotowany przez team: James Rogers, Cécile Philippe, raport jest bardzo interesujący. Ale jest też wyjątkowo krótki, zaś zastosowana metodologia wskazuje, że rzeczywiście katalog obciążeń podatkowych i para podatkowych uwzględnianych przez Centrum A. Smitha jest znacznie szerszy. Nie znaczy to jednak, że dzień ten w raporcie francuskim wyliczono błędnie, czy gorzej niż w naszym krajowym, mającym już długoletnią tradycję. Wyliczono go zwyczajnie nieco inaczej.

Nie zmienia to jednak faktu, że z konkurencji między krajowymi think tankami powstało małe zamieszanie w głowach przeciętnego czytelnika takich informacji. Skoro są dwie różne daty, to każdy chciałby zapewne wiedzieć, która z nich jest właściwa. Kiedy zatem przypada prawdziwy dzień wolności podatkowej ? Cóż, odpowiedź może być tylko jedna i jest zadziwiająco prosta. Za późno.

26 maja 2011

Ujednolicony VAT będzie niższy, ale zapłacimy więcej

25 kluczowych dla rozwoju Polski decyzji zawiera nowy raport „Polska 2030 - Trzecia fala nowoczesności”, którego wersję wstępną przedstawił w środę w Łodzi szef zespołu doradców premiera Michał Boni. Pierwsza decyzja dotyczy trwałego zmniejszenia deficytu sektora finansów publicznych do poziomu 1 proc. w relacji do PKB - powiedział cytowany przez PAP minister Boni. Zaraz też dodał, że sprawą do dyskusji jest ujednolicenie stawki VAT na poziomie 18 proc. co dałoby 18 mld zł dodatkowych dochodów do budżetu.

Biorąc pod uwagę fakt, że dziś stawka podstawowa VAT to 23 proc., rozważana przez ministra Boniego nowa stawka wydaje się atrakcyjna. Teoretycznie mogłaby oznaczać obniżkę cen o całe 5 proc. Ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

Ujednolicenie stawek VAT ma jedną niezaprzeczalną zaletę. Upraszcza rozliczenia. Jest zatem korzystne z punktu widzenia przedsiębiorców. Oznaczałby koniec nieustających potyczek firm z fiskusem o to, jaką stawkę tego podatku stosować w przypadku konkretnych, niezbyt precyzyjnie opisanych w klasyfikacjach statystycznych towarów i usług. Skończyłoby też toczoną nieustannie podjazdową wojnę o zaklasyfikowanie pewnych towarów do usług, po to by można było zastosować niższą stawkę VAT i w ten sposób uatrakcyjnić cenę sprzedawanych dóbr. By daleko nie szukać wystarczy wskazać na przykład związany z zakupem drzwi czy okien do wykańczanych mieszkań czy domów. Jeśli kupujemy same drzwi za powiedzmy 1 tys. zł netto, to w kasie sklepu przyjdzie nam zapłacić 1230 zł. Jeśli w tym samym sklepie zamówimy je dziś razem z montażem (z reguły za symboliczną opłatę) zapłacimy za nie tylko 1080 zł. Różnica wynika z tego, że w pierwszym przypadku za towar płacimy 23 proc. VAT. W drugim i drzwi i montaż traktuje się jako usługę opodatkowaną stawką 8 proc. Im więcej montowanych drzwi, tym więcej pieniędzy zostaje w naszej kieszeni. Po ujednoliceniu stawki na poziomie 18 proc. i w jednym i w drugim przypadku drzwi kosztowałyby 1180 zł. Nabywca drzwi zarobiłby zatem na ujednoliceniu stawek 50 zł. Ale nabywca drzwi wraz z usługa straciłby 100 zł. I tu jest pies pogrzebany.

Ujednolicenie stawek VAT upraszcza rozliczenia firmom. Zwiększa jednak poziom opodatkowania konsumentów, którzy są rzeczywistymi płatnikami VAT. I to niezależnie od tego, czy tym ostatecznym konsumentem jest firma, czy zwykły obywatel robiący sklepowe zakupy. Jak przyznał minister Boni, ujednolicenie stawek VAT na poziomie 18 proc. (PO w okresie poprzedniej kampanii wyborczej mówiło o 15 proc.), przyniosłoby budżetowi dodatkowe 18 mld wpływów. A zatem średnio każdy z nas musiałby rocznie oddać fiskusowi jakieś 450-460 zł. Oczywiście via sklepowe kasy.

I to nie paradoks, że obniżenie stawki podstawowej VAT prowadzi do wzrostu obciążeń fiskalnych. Musimy pamiętać, że dziś wiele towarów jest opodatkowanych na preferencyjnych zasadach. I to towarów o podstawowym znaczeniu dla naszych domowych budżetów, takich jak np. żywność, na którą w zależności od tego co kupujemy obowiązuje stawka 5 lub 8 proc. Przy zakupie takich towarów trzeba by zatem przy sklepowej ladzie płacić dużo więcej niż dziś. Skutek byłby taki, że mniej zapłacilibyśmy np. za samochód (dziś stawka 23 proc., po ujednoliceniu 18 proc.), za to dużo więcej za chleb, nabiał czy warzywa (dziś 5 proc., po ujednoliceniu 18 proc.). Nie trzeba być jasnowidzem, by przewidzieć jak wielka wybuchłaby w związku z tym awantura polityczna, i jak trudno byłoby uzyskać dla takich zmian akceptację społeczną.

A szkoda, bo na taką dyskusje jest i czas, i miejsce. Do przeprowadzenia potrzebnych zmian najlepszy byłby też pierwszy rok po zbliżających się właśnie wyborach. Później nie ma co liczyć, że w perspektywie kolejnych ktokolwiek zdobędzie się na potrzebną do tego polityczną odwagę. Jest jednak jeden warunek. Potrzebne zmiany (podobne planują Czesi), nie mogą spowodować zwiększenia obciążeń fiskalnych. Podatki i tak są już obecnie horrendalnie wysokie. Nie ma żadnych powodów by były jeszcze wyższe. Jest za to pora, by przy okazji reformowania i upraszczania systemu podatkowego, politycy nauczyli się szanować nasze pieniądze, które dziś z czystym sumieniem marnotrawią.

19 maja 2011

Fiskusowi udało się zadziałać tak, by i wilk był syty i owca cała

Miało być pięknie. Po latach odwlekania niepopularnej decyzji, rząd – w osobie ministra finansów – odważnie wprowadził kasy fiskalne w gabinetach lekarskich i kancelariach prawnych. Przy nielicznych protestach lekarzy i milczącej akceptacji ze strony prawników. Dziś już wiadomo, dlaczego jedyni protestowali bez przekonania, drudzy zaś w ogóle problem zlekceważyli. Z wielkiej chmury spadł zaledwie mały deszcz.

Resort finansów przekonywał, że nowych podatników stosujących kasy będzie blisko 150 tys., a nowych kas około 300 tys. Nieliczni lekarze straszyli podwyżką cen swoich usług. Urzędy skarbowe organizowały dziesiątki szkoleń. Wszystko było gotowe na godzinę zero, czyli początek maja. Przygotowania na miarę końca świata. I tak jak w przypadku zapowiedzi tego ostatniego, okazało się, że żadnej katastrofy nie ma, a liczba świeżo zgłoszonych kas, jest w stosunku do szacunków więcej niż skromna.

Z sondy przeprowadzonej przez DGP wynikało, że kas przybyło niespełna 50 tys. A i to licząc okres od początku roku do początków maja (kto miał obowiązek używania kasy od początku maja, powinien był ja zgłosić w urzędzie skarbowym przed końcem kwietnia, najpóźniej w pierwszych dniach maja). To zaś oznacza, że podatników z nowych grup zawodowych objętych obowiązkiem fiskalizacji było jeszcze mniej. W tej grupie znaleźli się bowiem i tacy podatnicy, którzy kasy instalowali z powodu przekroczenia limitów zwalniających ich z takich obowiązków (40 lub 20 tys. zł, w zależności od okoliczności).

Takich wyników należało się jednak spodziewać. Z czego zresztą doskonale zdawali sobie sprawę prawnicy. Stąd wieści o wprowadzeniu w ich kancelariach kas fiskalnych mogli przyjąć ze stoickim spokojem. Większość dużych Kancelarii i tak obsługuje wyłącznie firmy. Ich obowiązek instalacji kas nie dotyczy. Inne mają zbyt małe obroty, by kasy musiały stosować. Jeszcze inne skupiły się na usługach dla kilku osób, i też korzystają ze zwolnienia. Podobnie jest z lekarzami. Spora grupa z nich nawet w prywatnych gabinetach świadczy usługi głównie dla NFZ. Pozostali też już wiedzą jak uniknąć kasy czy to z uwagi na wysokość sprzedaży (niskie obroty), czy liczbę przyjmowanych pacjentów, czy też – w ostateczności – z uwagi na preferowane formy płatności. I zbyt wielu użytkowników kas już raczej nie przybędzie w tych grupach zawodowych. Analitycy rynku kas fiskalnych mają co przemyśleć. Szczególnie w kontekście wcześniejszych prognoz.

Resort finansów trzeba zaś pochwalić. Nie tyle za polityczną odwagę związaną z tym, że wprowadził kasy tam, gdzie ze strachu przed zrażeniem zaprzyjaźnionych środowisk bali się to dotychczas zrobić inni. Raczej za spryt. Kasy udało się wprowadzić tak, że szare masy ludowe zadowolone są, że wreszcie jest sprawiedliwość na tym świecie, i znienawidzone z powodu wysokich dochodów (nieważne czy rzeczywistych, czy tylko przypisywanych z zawiści) grupy zawodowe utraciły chociaż jeden przywilej (jeśli w ogóle można to tak nazwać). Sami zainteresowani też nie maja zaś powodów do narzekań. W końcu resort finansów zostawia tyle furtek, przez które można od kas uciekać, że nieprzyzwoitością byłoby teraz na niego narzekać.

13 maja 2011

Wilki radzą, jak chronić owce

Czy zasięganie porady u wilka, jak należy chronić owce ma sens? Zdaniem Komisji Europejskiej ma. I jest w tym trochę racji. Kto lepiej niż wilk wie, jak dobrać się do stada owiec. Pytanie tylko o to, czy takie rady będą udzielane w dobrej wierze? W to należy raczej wątpić.

Unia postanowiła bardziej zdecydowanie powalczyć z transferowaniem zysków do rajów podatkowych oraz unikaniem podatków przez transfery między powiązanymi kapitałowo spółkami, czyli legendarne już drenowanie zysków spółek córek przez zagraniczne, najczęściej amerykańskie lub azjatyckie spółki matki. Transfer taki polega głównie na wpływaniu na ceny zakupu towarów lub usług za pomocą fikcyjnej manipulacji tymi cenami. Firmy zazwyczaj w sposób sztuczny zaniżają lub podwyższają ich wartość.

Komisja Europejska powołała nawet 16-osobowe gremium doradcze, które ma jej pomóc w walce, z tym nagannym jak należy rozumieć procederem. I tu zaczyna się kłopot. Unijni urzędnicy chcą by w tej nierównej batalii pomogli jej praktycy. A za takich uważają tych, którzy dziś takimi działaniami się zajmują. Do doradczego gremium trafili zatem przedstawiciele dużych firm pokroju Shella czy Unilever oraz przedstawiciele czterech największych firm doradczych.

Pomysł jest prosty, skoro potraficie organizować takie transfery, to podpowiedzcie nam teraz co zrobić żebyście nie mogli tego robić. Pomysł jest prosty, ale i kontrowersyjny, bo to trochę tak, jakby zaprosić do domu złodzieja, by ten podpowiedział nam, jak się mamy zabezpieczyć przed jego wizytą. Ani ci pierwsi, ani ten drugi nie mają żadnego interesu w tym, by taką wiedzą się dzielić. Z tego powodu pomysł Komisji Europejskiej wydaje się co najmniej kontrowersyjny.

Największe niebezpieczeństwo polega na tym, że praktycy skoncentrują się na promowaniu takich rozwiązań, które pozornie zmierzać będą do tego, co zamierza osiągnąć Komisja Europejska. W praktyce zaś pozostawią swobodę dokonywania transferów tym, którzy doradzając w sprawie nowych przepisów i rozwiązania takie zaprojektowali. Dopóki nie będą one powszechnie znane przyniosą korzyści głównie uczestnikom doradczego gremium.

Czy tak się stanie? Tego nie można z góry zakładać. Ale nie można też tego całkowicie wykluczyć. To zmusza zaś do bacznego patrzenia takim doradcom na ręce. Czy komisja jest w stanie zrobić to samodzielnie, można szczerze wątpić.

Reguły są proste. Można wilka przebrać w skórę owczarka i zagonić do pilnowania owiec. Kłopot w tym, że nie straci on przy tym swej wilczej natury. Prędzej czy później natura ta weźmie nad nim górę, z opłakanymi skutkami dla owiec. Czego oczywiście ani Komisji Europejskiej, ani sobie nie życzymy.

11 maja 2011

Nie taki duży zwrot, jak politycy malują

VAT na ubranka dla niemowlaków trafia w sam środek przygotowań do kampanii wyborczej. I w kampanii tej z premedytacją jest wykorzystywany do zbijania politycznego kapitału. Przekaz jest prosty: posłowie opozycji, wzorując się na przepisach o zwrocie VAT za materiały budowlane, chcą zrekompensować rodzicom ubytek w ich portfelach spowodowany pazernością unijnych urzędników. To, że specjalnie przed akcesją nie zabiegaliśmy o to, by było inaczej, nie ma przy tym większego znaczenia.

Patrząc na założenia tych projektów, można odnieść wrażenie, że dzięki zwrotom nasze budżety będą pęczniały od dodatkowych pieniędzy. I tak np. w projekcie SLD mówi się, że zwrot za obuwie dziecięce nie może przekroczyć 150 zł, a za ubranka dla niemowlaków 540 zł. I to na każde dziecko. Większość z nas pewnie od razu doliczy takie właśnie pieniądze do domowych budżetów. Tymczasem zwrot VAT funkcjonuje na innych zasadach niż ulgi podatkowe. Aby odzyskać 150 zł za obuwie dziecięce, trzeba w sklepie zostawić co najmniej 1230 zł. Z kolei by za ubranka odzyskać 540 zł, w sklepie trzeba zostawić 4428 zł. Większość rodziców na takie szaleństwa raczej sobie nie pozwala i wydatki na dziecięce ciuchy utrzymuje na dużo skromniejszym poziomie.

Dużo skromniejsze będą też odzyskane kwoty. Z każdych wydanych na dziecko 100 zł – o ile Sejm zwrot VAT w ogóle wprowadzi – odzyskamy jakieś 15 zł. To oczywiście sporo. Szczególnie w przypadku biedniejszych rodziców. Brzmi jednak skromnie. Z kolei popisywanie się samym wskaźnikiem zwrotu jest mało medialne i dla większości osób zupełnie niezrozumiałe. Proponowany limit daje zaś złudne poczucie, że zwroty będą jednak znaczące. Rzecz nie do przecenienia w roku kampanii wyborczej. Prawda dotrze do nas zbyt późno, byśmy zdążyli dać upust swemu rozczarowaniu przy wyborczej urnie.

29 kwietnia 2011

E-sukces na wirtualną miarę

Niemal 750 tys. elektronicznych zeznań trafiło do wczoraj do fiskusa od podatników. To – jak podkreśla resort finansów, który zaczął właśnie odliczanie do pierwszego miliona deklaracji – spory sukces. E-zeznań jest już grubo ponad dwa razy więcej niż w ubiegłym roku. A jednak o pełnym powodzeniu trudno dziś mówić.

Szczyt składania PIT może być jeszcze przed nami. Ostatni tydzień to już tradycyjnie okres, w którym rozlicza się najwięcej osób. Przykre obowiązki większość z nas woli zostawić na koniec. Sporo osób w wyścigu z czasem może wybrać elektroniczną drogę rozliczeń, byle tylko zdążyć z tym, na co zaczyna brakować już czasu, a na co mieliśmy raptem cztery miesiące. Resort finansów może zatem liczyć na to, że uda mu się dobić do wymarzonego miliona. Nie mogę zresztą pozbyć się wrażenia, że akcja z odliczaną wynika z zimnego wyrachowania. To najbardziej prawdopodobna i bezpieczna liczba składanych deklaracji. Będzie zatem powód do ogłoszenia sukcesu kolejnej akcji.

Nawet jednak, gdy uda się dobić w tym roku do miliona deklaracji w ramach akcji PIT 2010, to i tak o prawdziwym sukcesie trudno mówić. Podatników PIT rozliczających się każdego roku z fiskusem jest ok. 25 milionów. To zaś oznacza, że w najlepszym przypadku tych, którzy rozliczą się elektronicznie, będzie ok. 4–5 proc. Trudno to uznać za sukces. Dlatego, mimo lawinowo rosnącego zainteresowania, efekty oceniłbym jako raczej skromne.

Trzeba przyznać, że Ministerstwo Finansów dokłada wszelkich możliwych, a nawet zdawałoby się niemożliwych – o czym przekonują spoty reklamujące e-PIT – starań, by taką formę rozliczeń upowszechnić. A jednak nadal zatrzymawszy się na chwilę w sali obsługi urzędu skarbowego można zobaczyć liczne osoby wytrwale wędrujące z PIT-em w ręku i grzecznie proszące o podstemplowanie kopii składanego zeznania po to, by mieć namacalny, a nie tylko elektroniczny dowód jego złożenia. I nie o zacofanie technologiczne społeczeństwa w tym przypadku chodzi.

Przedstawiciele fiskusa bardzo długo pracowali na to, by ludzie stracili do nich zaufanie. A każda PIT-owa wpadka, nawet gdy wynika z winy urzędu – jak chociażby zdarzające się nadal przypadki zgubienia zeznania w urzędowym archiwum – obciąża składającego. Trudno zatem dziwić się, że z dużą rezerwą podchodzimy jako społeczeństwo do elektronicznego rozliczenia z fiskusem. Zaufanie łatwiej stracić niż później odbudować. I mimo że urzędnicy skarbowi coraz rzadziej z założenia traktują błędy w naszych PIT-ach jak próby wyłudzenia pieniędzy od państwa, co jeszcze 10 lat temu było postawą nagminną, to jednak taki właśnie obraz przedstawicieli fiskusa pokutuje w świadomości społecznej. A to skłania ludzi do daleko idącej ostrożności w kontaktach z urzędem skarbowym. Kontaktach, które lepiej mieć udokumentowane pieczątkami niż wirtualnym potwierdzeniem, które takich pieczęci już nie ma. I to nad zmianami w świadomości podatników resort finansów będzie teraz musiał popracować najmocniej. Proste rezerwy tych, którzy i tak korzystają z wszelkich możliwych form elektronicznego załatwiania spraw, powoli się kończą. I o kolejne spektakularne przyrosty będzie w kolejnych latach coraz trudniej.

22 kwietnia 2011

Kasa fiskalna nie zwiększa ceny

Za kilka dni w prywatnych gabinetach lekarskich powinny pojawić się kasy fiskalne. Nie we wszystkich. Mimo wprowadzenia takiego obowiązku wielu lekarzy nadal będzie mogło bliższych kontaktów z kasą uniknąć. A ci, którzy nie unikną, wcale nie zapłacą z tego tytułu wyższego podatku. Chyba że do tej pory ukrywali przed fiskusem prawdziwe dochody.

Dlaczego wielu lekarzy kasy może uniknąć? Wszystko za sprawą rozbudowanego systemu zwolnień. Część z nich zależy od wysokości obrotów. Czyli tego, co lekarzowi uda się zarobić na przyjmowaniu pacjentów. Część zaś od tego, w jakich warunkach wykonuje się usługi. Ze zwolnienia można np. korzystać wtedy, gdy przyjmuje się niewielu pacjentów. Kasy można też uniknąć, gdy zamiast na rzecz pacjentów „z miasta”, usługi medyczne świadczone są na rzecz pacjentów, za których zapłaci NFZ. W sumie wychodzi na to, że żeby z kasą się zmierzyć, trzeba albo tego chcieć, albo też prowadzić naprawdę rozbudowaną praktykę z licznymi pacjentami i całkiem pokaźnymi przychodami z tego tytułu. To oczywiście nie przeszkadza – zaznaczmy od razu, że stosunkowo nielicznej, za to dość hałaśliwej – grupie lekarzy straszyć nas tym, że wprowadzenie dla nich przymusu kasowego oznacza, że ich usługi będę droższe. Pytanie tylko, niby dlaczego miałoby tak być?

Wprowadzenie kas w gabinetach lekarskich nie zmienia nic w zasadach opodatkowania usług medycznych. Płacony przez lekarza podatek jest dokładnie taki sam jak wtedy, gdy kasy fiskalnej lekarz nie ma. Zmienia się nie wysokość podatków, ale sposób jego rozliczenia. Chyba że przyjąć, że wzrost obciążeń podatkowych związany jest z tym, że w przypadku stasowania kas dużo trudniej jest w rozliczeniach z fiskusem pominąć fakt, że jakaś usługa miała miejsce. Chociaż i tu doświadczenie oraz opowieści urzędników skarbowych uczą, że nie jest to rzecz niemożliwa. Nasza narodowa pomysłowość w omijaniu przykrych obowiązków wobec państwa (i społeczeństwa przy okazji) nie zna granic. Osobiście chcę jednak wierzyć, że to nie ten argument przemawia za wspomnianymi strachami. Chcę wierzyć, że żaden z lekarzy niczego przed fiskusem nie ukrywał, nie ukrywa, i ukryć nie zamierza.

Można jeszcze przyjąć, że wzrost cen to jakaś tam pochodna kosztów nabycia kasy. A nawet dwóch kas. Z przepisów wszak jasno wynika, że gdy się kasa popsuje, usług świadczyć nie wolno: czyli lekarz z popsutą kasą pacjentów przyjmować nie może. Tyle tylko że i tu koszty te łagodzi specjalna ulga. Za zakup kasy można odzyskać nawet 90 proc. jej ceny, pod warunkiem tylko, że zwrot nie przekroczy 700 zł. Na każdą kupioną kasę rzecz jasna. A co nie zwróci państwo, można sobie wpisać w koszty działalności. Cena ukasowienia gabinetu nie jest zatem koszmarnie duża. Jeśli ktoś poniesie koszty usługi, dlatego że wprowadzono mu kasę fiskalną, świadczy to raczej o tym, że przedstawiciele fiskusa mają rację, twierdząc, że kasy potrzebne są po to, by ograniczyć szarą strefę. Jako pacjent mam jednak nadzieję, że fiskus się mylił. I kasy w gabinetach niczego w cenniku nie zmienią.

20 kwietnia 2011

Pomyśl, kogo wspierasz w swoim PIT

Organizacje pożytku publicznego zabiegają o 1 proc. naszych podatków. Jest o co walczyć

Pierwsze cztery miesiące roku to okres wzmożonej batalii organizacji pożytku publicznego o 1 proc. naszych podatków. Jest o co zabiegać. W ubiegłym roku do organizacji trafiło ponad 350 mln zł. W tym roku kwota ta będzie zapewne jeszcze większa. Duże fundacje nie szczędzą czasu i pieniędzy na przekonywanie nas, by to właśnie je obdarować. Robią to zresztą skutecznie.

Większość pieniędzy – jak wynika ze sprawozdania opublikowanego przez Ministerstwo Finansów – trafia do największych fundacji, głównie tych prowadzonych przez znane osoby i dzięki temu stale widocznych w mediach, albo działających przy samych telewizjach, radiach, gazetach. Obdarowujemy tych, których znamy, albo tych, których podpowiada nam program do wypełniania PIT. Obdarowujemy, chociaż równocześnie psioczymy, że część tych pieniędzy jest niepotrzebnie marnowana. A to na reklamy, a to na spoty telewizyjne. Czy też wreszcie na utrzymanie rozbudowanych struktur administracyjnych dużych fundacji. A można przecież inaczej.

W otoczeniu każdego z nas działają małe organizacje niosące pomoc innym. Bez struktur administracyjnych, księgowych, specjalistów od PR-u, bez znajomości w telewizjach. Organizacje, które mają niewielkie szanse na wygraną w wyścigu do mediów i do naszych pieniędzy. Aby je zauważyć, wystarczy wystawić nos za drzwi. Przyjrzeć się osiedlowym forom internetowym, rozwieszonym w pobliskim sklepiku apelom o pomoc. Nie wymaga to wielkiego wysiłku, a pozwala mieć pewność, że wpisanie organizacji, której przekażemy nasz 1 proc., nie będzie tylko automatycznym odhaczeniem kolejnej rubryki w zeznaniu.

Nie chcę przez to powiedzieć, że wspieranie dużych, znanych fundacji jest niepotrzebne. I duże, i małe organizacje realizują cele, które wspierać warto. Myślę jednak, że byłoby dobrze, gdybyśmy dali szansę także tym małym. A po drugie, by nasz wybór miał charakter świadomej, przemyślanej decyzji. Jeśli chcemy wesprzeć znaną fundację, bądźmy świadomi tego, dlaczego ją wspieramy. To już ta pora, by w dokonywanych na tym polu wyborach dojrzeć.

Na szczęście ten proces już się powoli zaczyna. Gdy obserwuję swoich znajomych, gdy z nimi rozmawiam, coraz częściej słyszę, że dokładnie wiedzą oni, którą organizację chcą wesprzeć i dlaczego. Wiedzą, czym się ona zajmuje, jak wydawała ich pieniądze. Coraz częściej też ich faworytami stają się nie te organizacje, które marnują ofiarowane pieniądze na przesyłanie listów z podziękowaniem, ale takie, które z każdego pozyskanego złotego potrafią wycisnąć ostatni grosz na szczytny cel. I które z każdego wydanego grosza potrafią się bez wstydu rozliczyć, publikując dokładne, powszechnie dostępne sprawozdania z działalności.

15 kwietnia 2011

To podatki dają władzę

Kto rządzi podatkami, ten ma władzę. Z tej starej prawdy doskonale zdają sobie sprawę eurokraci z Brukseli. To właśnie dlatego ostatnich kilka tygodni przynosi prawdziwy wysyp unijnych inicjatyw w zakresie podatkowej legislacji. Dziś rzecz już nie w tym, kto te podatki zbiera, lecz kto reguluje zasady, na jakich się to odbywa.

Ostatnie trzy przykłady takich działań dają wiele do myślenia. I to niezależnie od tego, czy rozwiązania te są z punktu widzenia pojedynczego podatnika korzystne i sensowne, czy nie. Chodzi o takie projekty jak wspólna skonsolidowana podstawa opodatkowania osób prawnych (CCCTB), zmiana zasad opodatkowania nośników energii (akcyza) i wreszcie zmiana zasad opodatkowania samochodów (akcyza) zmierzająca w kierunku planowanego i u nas (bez powodzenia) jakiś czas temu podatku ekologicznego.

Wszystkie te inicjatywy łączy to, że prace nad nimi trwają od dłuższego czasu. W przypadku CCCTB jest to niemal 10 lat. To jednak niejedyny element wspólny. W każdym z tych przypadków trudno o kompromis, a proponowane rozwiązania z góry zakładają wyjątki, wyłączenia lub okresy przejściowe. Wszystkie zmierzają też do ujednolicenia systemów podatkowych państw członkowskich co do istotnych jego elementów. Równocześnie mają dawać członkom wspólnoty wrażenie, że to oni nadal zachowują pełną kontrolę nad poborem podatków. Powód jest prosty. Nieśmiałe próby unijnych urzędników, by bezpośrednio położyć łapy na podatkowych wpływach, skończyły się szybkim klapsem ze strony państw członkowskich.

Po tym jak udało się zrobić pierwszy krok ku wspólnej polityce zagranicznej, władza nad systemem podatkowym pozostaje jednym z ostatnich bastionów pozwalających na obronę państwowej niezależności i samodzielności w ramach unijnych struktur. Dla wielu polityków, może też stać się doskonałą odskocznią do budowy własnych karier politycznych oświetlonych blaskiem walki z unijnym poborcą podatkowym, który już dziś usiłuje sięgać do naszych i tak niezbyt pełnych portfeli. To, czy ta wizja jest prawdziwa, czy nie, schodzi już na dalszy plan. W rzeczywistości społecznej prawda przestaje pełnić jakąkolwiek rolę. Wszystko sprowadza się do przekonań i wiary. Bez refleksji. I bez oceny faktów.

08 kwietnia 2011

Po pierwsze edukacja

Dyżury telefoniczne w Ministerstwie Finansów w okresie rozliczenia PIT na stałe weszły już do kalendarza. Podobnie jak liczne dyżury, szkolenia czy spotkania informacyjne organizowane przez urzędy skarbowe w całym kraju i przez niemal cały rok. I jedne, i drugie mają pomagać podatnikom rozliczać się z fiskusem, tak by uniknąć niepotrzebnych sporów w przyszłości. Ten sam cel miało też utworzenie Krajowej Informacji Podatkowej, podatkowej infolinii, w której każdy nieodpłatnie może zapytać, jak powinien odczytać treść mało zrozumiałego dla niego przepisu.

Spoglądając na wszystkie te działania z szerszej perspektywy, zaczynamy dostrzegać mniej lub bardziej sprawny, niemniej jednak przemyślany system świadczonej przez państwo na rzecz obywateli nieodpłatnej pomocy prawnej. Szkoda tylko, że system ten ogranicza się wyłącznie do naszych finansowych rozliczeń z budżetem państwa. To jednak może wkrótce przestać być kłopotem z uwagi na zainaugurowane w środę 6 kwietnia z inicjatywy prezydenta RP prace nad ustawą, która miałaby w sposób systemowy uregulować zasady dostępu obywateli do pozasądowej nieodpłatnej pomocy prawnej.

Na marginesie pierwszych dyskusji wokół koniecznych w tym zakresie rozwiązań pojawiło się fundamentalne zastrzeżenie. Żaden system nie będzie w stanie sprawnie funkcjonować, jeśli nie nauczymy się aktywnego szukania takiej pomocy. Co więcej, trzeba umieć to sobie uświadomić na tyle szybko, by na pomoc nie było za późno. To właśnie z uwagi na te uwarunkowania uzasadniony wydaje się pogląd, że budowę takiego systemu, o jakim myśli dziś prezydent RP, trzeba zacząć od zmian w systemie edukacyjnym. Od uczenia już w szkole, że każde nasze działanie, każdy krok pociągają za sobą określone skutki prawne. Skutki, o które warto pytać, zanim się ten krok postawi.

18 marca 2011

Czeska lekcja odwagi

Z wyliczeń resortu finansów wynika, że już dziś wartość wszystkich ulg, zwolnień, obniżonych stawek i innych preferencji podatkowych w VAT przekracza 32 mld zł rocznie. Tymczasem Sejm przy okazji każdej kolejnej nowelizacji ustawy o VAT zastanawia się nad wprowadzeniem nowych. Pora zatrzymać tę radosną twórczość i zastanowić się, czy nie ma innych, bardziej racjonalnych rozwiązań.

Czesi zapowiedzieli ujednolicenie stawek VAT. Chociaż nie wszystkie preferencje w czeskim VAT znikną, to jednak co od zasady wkrótce nasz południowy sąsiad będzie się mógł pochwalić najprostszym systemem stawek tego podatku w Unii. Najprostszym, bo opartym na jednej tylko stawce. To odważna decyzja. Nie tylko na tle Unii, lecz także ze względów politycznych. Spore grono czeskich podatników będzie musiało przy sklepowych kasach zapłacić więcej, niż ma to miejsce dziś. Ale czeski rząd najwyraźniej całkiem dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że taka decyzja może mu w ostatecznym rozrachunku przynieść więcej korzyści niż strat. Do wyższych cen, szczególnie dziś, gdy z uwagi na uwarunkowania geopolityczne i tak jest on nieunikniony, większość społeczeństwa stosunkowo szybko się przyzwyczai. Jedna stawka ułatwi za to rozliczanie podatku firmom. Rzecz nie do przecenienia.

Tymczasem w Polsce kończą się właśnie prace nad nowelizacją ustawy o VAT. Wśród licznych przepisów znalazło się także kilka takich, które poprawiają różne niedociągnięcia związane z podniesieniem stawek tego podatku o jeden punkt procentowy. Dzięki tej mozolnej pracy, będzie w końcu wiadomo nie tylko, jaka i kiedy stawka obowiązuje na pieczywo przedłużonej świeżości, ale także jaki VAT trzeba zapłacić od wielbłądów i lam. Na tym jednak poprawianie stawek się nie kończy. Ostatnio Senat, przypomniawszy sobie o starych polskich szlacheckich tradycjach, zatroszczył się jeszcze o obniżenie stawki VAT na owies dla koni – do 5 proc. Tym samym owies dla koni stał się równie ważnym towarem jak książki, o które trzeba było stoczyć znacznie dłuższą batalię niż w przypadku końskiej paszy.

Polskie zmagania z VAT i nieustająca walka o objęcie obniżonymi stawkami tego podatku coraz to nowych towarów i usług jest o tyle zastanawiająca, że jak wyliczyło w ubiegłym roku Ministerstwo Finansów, wszystkie te obniżki, zwolnienia i preferencje watowskie mają wartość ok. 34,2 mld zł, czyli 2,54 proc. PKB. Gdyby z nich wszystkich zrezygnować, dokładnie o tyle zmalałby deficyt budżetu państwa, który w tegorocznym budżecie założony został na poziomie 40,2 mld zł. Zniesienie zwolnień i ujednolicenie stawek VAT na jednym poziomie oznaczałoby, że w tym roku w budżecie zabrakłoby zaledwie 6 mld zł. To oczywiście uproszczony rachunek. W praktyce z pewnością tak by nie było. Jednak system polskiego VAT wymaga dziś zdecydowanie bardziej odważnych decyzji niż tylko podnoszenie stawki podstawowej. Nadszedł czas, by tak jak walczymy krok po kroku z przywilejami emerytalnymi (bez względu na to z jakim skutkiem), zacząć też walczyć z przywilejami podatkowymi. Wzorzec czeski nie jest dla tej walki wcale złym przykładem.

11 marca 2011

Kwoty bez podatku liczymy w okresach 5-letnich

Limity przyjęte przy zwolnieniu z podatku od darowizn mają charakter limitu kroczącego. Oznacza to, że w każdym roku bierze się pod uwagę ostatnie pięć lat, a nie kolejne okresy pięcioletnie.

W przypadku otrzymania darowizny wysokość podatku ustala się w zależności od grupy podatkowej, do której zaliczony jest nabywca (obdarowany). Podatek oblicza się od nadwyżki otrzymanej kwoty (wartości otrzymanych rzeczy) ponad kwotę wolną od podatku według specjalnej skali.

Opodatkowaniu podlega zatem nabycie przez nabywcę od jednej osoby własności rzeczy i praw majątkowych o czystej wartości przekraczającej określone kwoty, różne dla każdej z grup podatkowych. Kwoty mają charakter limitów pięcioletnich. W takim przypadku o zwolnieniu z podatku można mówić jedynie wtedy, gdy suma darowizn (lub darowizny i wartości otrzymanych w spadku) nie przekracza wskazanych kwot. Dotyczy to oczywiście kwot otrzymanych od jednej osoby. Dla każdej osoby limity są zatem liczone odrębnie.

Limit ten ma charakter limitu kroczącego, co oznacza, że w każdym roku bierze się pod uwagę ostatnie pięć lat, a nie kolejne okresy pięcioletnie. Żeby rzecz całą zilustrować możemy posłużyć się prostym przykładem.

Załóżmy, że podatnik otrzymuje serię prezentów z różnych okazji od swojego partnera pozostającego z nim w nieformalnym związku. W pierwszym roku (np. 2012) jest to w sumie 1,5 tys. zł. W drugim roku (2013) kolejne 0,5 tys. zł. W trzecim (2014) 0,8 tys. zł. W czwartym (2015) suma prezentów to 1,2 tys. zł. W piątym (2016) 0,9 tys. zł. W szóstym (2017) prezenty mają wartość 2,8 tys. zł. W siódmym (2018) podatnik otrzymuje prezenty za 0,6 tys. zł. W ósmym roku (2019) i dziewiątym (2020) podatnik dostaje prezenty za 0,2 tys. zł. Jak w takim przypadku pilnować limitów?

Po pierwsze musimy pamiętać, że partnerzy pozostający ze sobą w nieformalnym związku zaliczani są do trzeciej, ostatniej grupy podatkowej (traktowani są jak osoby obce). Oznacza to, że kwota zwolniona z opodatkowania w każdych kolejnych pięciu latach to zaledwie 4902 zł. Kwoty, które należy odnieść do tego limitu, przedstawiają się w następujący sposób:

● 2012 rok – 1,5 tys. zł – brak opodatkowania,

● 2013 rok – 2 tys. zł – brak opodatkowania (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2012 – 2013),

● 2014 rok – 2,8 tys. zł – brak opodatkowania (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2012 – 2014),

● 2015 rok – 4 tys. zł – brak opodatkowania (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2012 – 2015),

● 2016 rok – 4,9 tys. zł – brak opodatkowania (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2012 – 2016),

● 2017 rok – 6,2 tys. zł – opodatkowaniu podlega 1298 zł z otrzymanych w tym roku 2,8 tys. zł (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2013 – 2017),

● 2018 rok – 6,3 tys. zł – opodatkowaniu podlega 1398 zł (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2014 – 2018), z uwagi na to, że podatek był już płacony w 2017 roku. Od podatku obliczonego od łącznej wartości nabytych rzeczy i praw majątkowych potrąca się podatek przypadający od opodatkowanych poprzednio nabytych rzeczy i praw majątkowych. W naszym przypadku efekt jest taki, jakby z 0,6 tys. otrzymanych w tym roku prezentów opodatkowano zaledwie 0,1 tys. zł,

● 2019 rok – 5,7 tys. zł – opodatkowaniu podlega 798 zł (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2015 – 2019), przy czym znów potrąca się podatek zapłacony w poprzednich latach,

● 2020 rok – 4,7 – brak opodatkowania (uwzględniana jest suma darowizn z lat 2016 – 2020).

Jak widać, taki sposób liczenia limitów powoduje, że nawet po zapłaceniu podatku w jednym roku, w kolejnym może się okazać, że już go płacić nie trzeba.

Kwoty wolne od podatku

Opodatkowaniu podlega nabycie przez nabywcę od jednej osoby własności rzeczy i praw majątkowych o czystej wartości przekraczającej:

9637 zł – jeżeli nabywcą jest osoba zaliczona do I grupy podatkowej,

7276 zł – jeżeli nabywcą jest osoba zaliczona do II grupy podatkowej,

4902 zł – jeżeli nabywcą jest osoba zaliczona do III grupy podatkowej.

Do poszczególnych grup podatkowych zalicza się:

do grupy I – małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, zięcia, synową, rodzeństwo, ojczyma, macochę i teściów;

do grupy II – zstępnych rodzeństwa, rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa i rodzeństwo małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych zstępnych;

do grupy III – innych nabywców.

Za rodziców w rozumieniu ustawy uważa się również przysposabiających, a za zstępnych także przysposobionych i ich zstępnych.

04 marca 2011

Fiskus wiecznie zaskoczony

W ostatnich dwóch latach nie ma praktycznie takich reform, które nie miałyby swego umocowania w podatkach. Każdy niemal resort, przygotowując zmiany przepisów, proponuje nową ulgę lub zwolnienie. W tym nieustannym wyścigu na nowe podatkowe przepisy brakuje tylko jednego uczestnika – Ministerstwa Finansów.

Resort finansów nie tylko nie wydaje się zainteresowany głębszymi reformami prawa podatkowego i ogranicza się do robienia drobnych w gruncie rzeczy porządków, lecz także na domiar złego za każdym razem jest niezmiernie zaskoczony, że inni chcą w jego zastępstwie reformować podatki na swój sposób. Niestety – co przeraża mnie najbardziej – często przy cichej akceptacji premiera, który opory ministra finansów łamie w takich sprawach równie łatwo, jak halny młode drzewka. Tymczasem system, który i tak daleko ma do doskonałości i wymaga prawdziwych, głęboko przemyślanych reform, kruszy się pod wpływem tych zmian coraz bardziej.

By jednak nie być gołosłownym, przypomnijmy, że w czasie gdy czeka nas trudna walka o obniżenie deficytu sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB w perspektywie zaledwie dwóch lat, przynajmniej kilka ministerstw w ramach swoich reform proponuje nowe ulgi i zwolnienia. Kilka przykładów. Resort zdrowia ulgę na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Drużyna od reformy OFE ulgę na wpłaty do IKZE (chociaż w przypływie zdrowego rozsądku wypłatę zgromadzonych w ramach emerytalnych oszczędności środków chce już opodatkować). Ostatnio, Ministerstwo Gospodarki zaproponowało w ramach tzw. drugiego pakietu deregulacyjnego zwolnienie z PIT abonamentów medycznych. Zaproponowało, dodajmy – w chwili, gdy fiskus wydaje się niemal pewny, że wygrał w tej sprawie walkę z podatnikami przed sądami.

Wszystkie te propozycje Ministerstwo Finansów przyjęło z dużym zaskoczeniem. I nic w tym dziwnego. Inne resorty nie mają w zwyczaju konsultowania swoich podatkowych pomysłów z ministrem finansów przed ich upublicznieniem. Co ma swoją – polityczną niestety – logikę. Każda propozycja kolejnej ulgi czy zwolnienia pozwala łatwo zbić polityczny kapitał. Niczego bowiem jako społeczeństwo nie jesteśmy bardziej złaknieni, jak podatkowych profitów. I to nie tylko nowych ulg i zwolnień, lecz także nowych sposobów na to, jak wystrychnąć przedstawicieli fiskusa na dudka. To czy z punktu widzenia interesu społecznego taka nowa droga ucieczki przed fiskusem ma jakikolwiek sens i czy jej koszty w ostatecznym rozrachunku nie okażą się dużo wyższe dla potencjalnych korzyści dla beneficjentów podatkowych przywilejów, ma już drugorzędne znaczenie.

Dlatego legalnie, półlegalnie lub całkowicie nielegalnie przed płaceniem podatków ucieka kto tylko może. Co więcej, odbywa się to niemal w świetle jupiterów. Wszak reklamy banków oferujących dziś lokaty umożliwiające ucieczkę przed podatkiem Belki zachęcają w istocie do tego samego. Przy pobłażliwej akceptacji ze strony resortu finansów, który ten wyciek podatkowych wpływów zatka dopiero w lipcu. Nic więc dziwnego, że politycy, którym szczególnie zależy na przypodobaniu się tuż przed wyborami narodowi, zgłaszają takie pomysły podatkowe, które trafiają do maksymalnie szerokiego kręgu potencjalnych wyborców. A w przypadku abonamentów medycznych grono to jest równie duże, jak w przypadku królujących w mediach przez kilka ostatnich dni spredów walutowych.

25 lutego 2011

Pobłażliwy jak fiskus ?

Mit praw nabytych jest w Polsce tak silny, że ostatnio dotyczące ich przepisy są wpisywane do ustaw w sposób wręcz bezmyślny. Szczególnie dotyczy to sfery obciążeń, czy raczej odciążeń, podatkowych.

Najlepszym przykładem takiej bezmyślności są przepisy o prawach nabytych z założeń do ustawy likwidującej możliwość ucieczki przed podatkiem pobieranym od odsetek bankowych. Dziś wystarczy ulokować pieniądze na lokacie jednodniowej, tak by odsetki nie przekraczały 2,49 zł, żeby podatku nie płacić nigdy. To skutek obowiązującej zasady zaokrąglania podatku do pełnego złotego według matematycznych reguł. Od lipca 2011 r. resort finansów chce te zasady zmienić. Zaokrąglać mamy do grosza. Odsetkowe eldorado powinno się zatem skończyć. Ale raczej się nie skończy. Resort chce zagwarantować zachowanie dotychczasowych zasad zaokrąglania dla lokat założonych przed zmianą przepisów, co oznacza zwolnienie z podatku wszystkich tych lokat, które założone zostaną do końca czerwca 2011 r. Nawet gdyby była to lokata bezterminowa z dzienną kapitalizacją.

Pytanie tylko po co. Zasady zaokrąglania nie tworzą żadnych praw nabytych. Są sprytnym i tak naprawdę półlegalnym obejściem przepisów prawa podatkowego. W normalnych warunkach, gdy firma zawiera umowę, której jedynym celem jest ucieczka przed podatkiem, umowa ta jest przez fiskusa kwestionowana. W przypadku lokat bankowych fiskus okazał się jednak wyjątkowo wyrozumiały i od dłuższego czasu udawał, że nie widzi, jak banki grają mu na nosie. Jest tak jednak nie tylko dlatego, że minister finansów jakąś wyjątkową atencją darzy banki. Chodzi raczej o to, by w ten nieco zamaskowany sposób nakłaniać Polaków do oszczędzania. I chociaż cel jest właściwy, sposób obrany przez resort jest mało skuteczny. Dziś promuje bowiem przede wszystkim oszczędności krótkoterminowe.

Skasowanie lokat jednodniowych może ten trend odwrócić. Zapewniając prawa nabyte, czyli gwarantując długoterminowe zwolnienie z podatku Belki, resort może zmusić rządnych nieopodatkowanych zysków rodaków do zawierania umów długoterminowych. A takie depozyty są dużo bardziej wartościowe. Tyle że zamiast budować społeczeństwo obywatelskie, rząd premiuje w ten sposób podatkowe cwaniactwo. Cwaniactwo, za które w ostatecznym rozrachunku zapłacimy wszyscy.

11 lutego 2011

Trybunał zajmie się VAT. Po co?

SLD chce skarżyć do Trybunału Konstytucyjnego ustawę podnoszącą od 2011 roku stawki VAT. Uważa, że ustawa została wprowadzona zbyt szybko i nie dała podatnikom dość czasu, by się z nią oswoić. Niestety, orzeczenie, nawet jeśli zapadnie, będzie miało symboliczne znaczenie i niczego w naszym życiu i naszych finansach nie zmieni. Dlaczego? Z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, zakładając, że wnioskiem trybunał zajmie się w normalnym trybie, na rozstrzygnięcie przyjdzie nam poczekać mniej więcej półtora roku. Za dwa lata – jeśli wierzyć temu, co wynika obecnie z przepisów – podwyższone w tym roku stawki VAT powinny wrócić do pierwotnej wysokości. Innymi słowy, jeśli finanse publiczne się nie załamią i nie przekroczymy tzw. progów ostrożnościowych – a resort finansów zapewnia, że tak się nie stanie – to 1 stycznia 2013 r. powinny zacząć obowiązywać stawki VAT w wysokości 22, 7 i 5 proc. Poza stawką 5-proc. oznacza to oczywiście powrót do tego, co obowiązywało przed podwyżką VAT. Pod warunkiem oczywiście, że rząd z jakichś sobie tylko znanych powodów nie zdecyduje się na przedłużenie czasu stosowania nowych stawek. To jednak oznaczałoby, że rząd ten (jeśli będzie to nadal ten rząd, tej partii) w sposób absolutnie skandaliczny oblewa egzamin z wiarygodności.

Po drugie, nie należy liczyć, że trybunał, jeśli nawet uzna argumenty SLD i orzeknie, że tryb wprowadzenia podwyżki stawek VAT był niezgodny z konstytucją, cofnie w ten sposób te podwyżki. Tak się nie stanie. I zapłaconego wyższego VAT i tak już nie odzyskamy. Tak się bowiem utarło, że tam, gdzie chodzi o finansowe interesy państwa, trybunał orzeka w sposób, który nie naraża budżetu na straty. Nie ma żadnych powodów, by w tej sprawie miało być inaczej.

Czy wniosek SLD jest zatem w ogóle potrzebny? Jest. O ile Trybunał Konstytucyjny w ogóle by się nim zajął. Z prostego powodu. Jest potrzebny po to, by sformułowana została w sposób wyraźny zasada, że także w przypadku VAT vacatio legis, a zatem okres przerwy między ogłoszeniem nowych przepisów i momentem, w którym zaczynają one funkcjonować, musi być równy co najmniej jednemu okresowi rozliczeniowemu. W przypadku VAT musiałby być on zatem nie krótszy niż miesiąc. A jeszcze lepiej kwartał. Bo tyle wynosi okres rozliczeniowy części podatników.

04 lutego 2011

OFE: mydłem po oczach

Mniej zarabiający nie skorzystają z ulgi na oszczędzanie na emeryturę po zmianach w OFE. Skorzystają tylko bogaci. Albo też ulga podniesie nasze emerytury. Komentatorzy prześcigają się dziś w wyliczeniach skutków, jakie przyniosą zmiany proponowane przez rząd. Niepotrzebnie.

Znaczenie ulgi na oszczędzanie w IKZE (indywidualne konta zaopatrzenia emerytalnego) będzie dla naszych portfeli żadne. Nie trzeba być wybitnym ekonomistą, by dostrzec prosty fakt, że skoro muszę wydać 100 zł, żeby odzyskać 18 zł, to zysk na tym jest żaden. Ewentualnie na emeryturze. Zanim ten zysk będzie, czeka nas dużo wydatków i sporo wyrzeczeń. Bo tych 82 zł różnicy przecież nie da się teraz wydać. No i trzeba jeszcze wierzyć, że zanim dożyjemy emerytury, kolejny rząd nie położy ręki i na tych oszczędnościach.

Niestety, jedną z naszych narodowych przywar jest to, że na hasło: ulga podatkowa dostajemy małpiego rozumu. Wszystko inne przestaje się liczyć. A tu o liczenie chodzi. I to o liczenie – jak usiłuje przekonać nas rząd – nie tego, ile brakuje w państwowej kasie, ale tego, co dzieje się w naszych prywatnych portfelach.

Z rządem, jakikolwiek on by nie był, umowa jest prosta. Płacimy mu określoną część tego, co wypracujemy, utrzymując przy okazji solidną armię urzędników pilnujących nas, byśmy z tej właśnie części umowy solidnie się wywiązywali. Ze swej strony mamy usprawiedliwione prawo wymagać, by rząd tak pieniądze te wydawał, by na wszystkie zaplanowane wydatki mu starczyło. Jeśli nie starcza, powinien zrobić dokładnie to samo, co czeka każdego z nas, gdy w portfelu zaczyna brakować gotówki, a banki zaczynają odmawiać nam kolejnych kredytów i pożyczek. Ograniczyć wydatki. Trzeba zacisnąć pasa i zapłacić polityczną cenę finansowego rozpasania.

Naiwnością byłoby sądzić, że na taką odwagę ktokolwiek się zdobędzie. Tak jak naiwne jest przekonanie, że zgodnie z regułami demokratycznymi to my, naród jako najwyższy suweren, mamy jakikolwiek wpływ na to, jakie podatki płacimy i jak pochodzące z nich pieniądze są wydawane. Doświadczenie pokazuje, że dokonując świadomego wyboru tej frakcji politycznej, która głosi hasła racjonalizacji wydatków państwowych i obniżania podatków, możemy w ostatecznym rozrachunku doczekać się czegoś całkiem przeciwnego.

31 stycznia 2011

Ulga za dodatkowe inwestycje

ABY ODLICZYĆ ULGĘ związaną z dodatkowym oszczędzaniem na emeryturę, trzeba będzie najpierw znaleźć środki na to, by dokonać wpłat na nowo powstałe indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. Komu to się opłaci

Zmianą w przepisach emerytalnych towarzyszą nowe przepisy podatkowe. Mają one zmobilizować nas do dodatkowego oszczędzania ramach indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Z przepisów tych wynika, że od dochodu podatnika mogą być odliczone wpłaty na IKZE dokonane przez podatnika w roku podatkowym, do wysokości określonej w przepisach o IKE (chodzi o ustawę z 20 kwietnia 2004 r. o indywidualnych kontach emerytalnych; Dz.U. nr 116, poz. 1205 z późn. zm., po zmianach, które mają być obecnie dokonane).

Przepisy te przewidują, że wpłaty dokonywane na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) w każdym roku kalendarzowym nie mogą przekroczyć kwoty odpowiadającej równowartości:

● W latach 2012 – 2014 2 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne, ustalonej dla oszczędzającego za rok poprzedni, nie więcej jednak niż 2 proc. kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ogłaszanej na podstawie art. 19 ust. 10 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych.

● W latach 2015-2016 – 3 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne, ustalonej dla oszczędzającego za rok poprzedni, nie więcej jednak niż 3 proc. kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ogłaszanej na podstawie art. 19 ust. 10 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych.

● Od roku 2017 – 4 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne, ustalonej dla oszczędzającego za rok poprzedni, nie więcej jednak niż 4 proc. kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ogłaszanej na podstawie art. 19 ust. 10 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych.

Odliczenia będziemy dokonywać w zeznaniu podatkowym, czyli dopiero po zakończeniu roku podatkowego.

Z proponowanym przez rząd odliczeniem jest jednak ten kłopot, że część osób nie będzie mogła nic na nim zyskać. Te osoby, które dziś korzystają z ulgi na dzieci, i którym odliczenie to wyzerowało podatek, nie zyskają na nowym odliczeniu nic. Oznacza to, że dodatkowe oszczędzanie na emeryturę będą musiały w 100 proc. sfinansować z własnej kieszeni. Ale pozostali podatnicy też niewiele zyskają. Co prawda będą mogli odliczyć wydatki na dodatkowe oszczędzanie na starość w ramach IKZE, ale w formie ulgi odzyskają zaledwie część tego, co sami będą zmuszeni wydać. I tak np. osoba, która zarabia około 2 tys. zł i w 2011 roku przeznaczy na dodatkowe oszczędzanie 40 zł miesięcznie, wyda w ciągu roku 480 zł. Jej podatek obniży się tylko o 86 zł. Pozostałą kwotę odzyska dopiero po przejściu na emeryturę. Wszystko dlatego, że odliczenia dokonuje się od dochodu, a nie od podatku. Będąca w podobnej sytuacji osoba z trójką dzieci, na które przysługuje ulga prorodzinna, nie zyska na podatku nic. O tym, kto i ile zyska, a także ile będzie musiał wcześniej zainwestować w emeryturę, można przekonać się, śledząc nasze symulacje przygotowane dla osoby samotnie, osoby wychowującej jedno dziecko i osoby samotnie wychowującej trójkę dzieci.

21 stycznia 2011

Za brak odwagi trzeba płacić

W ogniu politycznych debat o niczym z pola naszego widzenia znikają kwestie najważniejsze. Te, które warte są nie tylko uwagi, ale także śmiałych, szybkich decyzji. Do takich należy niewątpliwe kwestia opodatkowania PIT w rolnictwie. Również po to, by włączyć rolników, przynajmniej tych najbogatszych, w główny nurt życia społecznego. Ten dramat w iście serialowym stylu miał w tym tygodniu swoją kolejną, wartą odnotowania odsłonę.

– Podatnicy prowadzący działalność na dużą skalę, np. niektórzy rolnicy z działów specjalnych produkcji rolnej, powinni rozliczać się na zasadach ogólnych – powiedział we wtorek PAP odpowiedzialny za podatki wiceminister finansów Maciej Grabowski. Słowa te padły w komentarzu po wyroku, który wydał poszerzony skład siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sąd uznał bowiem, że osoby, które prowadzą działalność w ramach działów specjalnych produkcji rolnej i mają obroty przekraczające 1,2 mln euro, nie muszą zmieniać zasad opodatkowania po przekroczeniu tego limitu. Orzeczenie to oznacza, że osoby te unikną sporych dopłat podatku. Fiskus był dotychczas odmiennego zdania. I rozgoryczenie z powodu takiego, a nie innego rozstrzygnięcia sądu jest wyraźne.

Przedstawiciele resortu finansów mogą się oczywiście denerwować. Przegrana w sprawie działów produkcji rolnej jest ewidentna i kosztowna. Ale jest też zasłużona. Eksperci od dawna przestrzegali, że przyjęta w tym przypadku przez resort finansów interpretacja jest karkołomna i – co tu dużo mówić – mocno naciągana. Niestety, w samym resorcie – bez względu na to, kto w nim akurat piastuje najwyższe stanowiska – od lat pokutuje z założenia błędne przekonanie, że to, co niedoskonałe w przepisach, da się poprawić interpretacją. Kłopot w tym, że te czasy bezpowrotnie minęły. I sądy administracyjne coraz częściej udowadniają to Ministerstwu Finansów w dość bolesny finansowo sposób.

Porażka fiskusa jest w tym przypadku uzasadniona także i z innego powodu. To kara za brak politycznej odwagi. Dotychczas światła dziennego nie ujrzał żaden projekt, a nawet żadna wstępna propozycja tego, jak problem objęcia podatkiem dochodowym od osób fizycznych dużych dochodowych gospodarstw rolnych mógłby zostać rozwiązany.

Resort może oczywiście zasłaniać się tym, że od podejmowania decyzji politycznych jest rząd, a nie ministerstwo. Ale to resort powinien przygotować grunt zarówno pod podjęcie takiej decyzji, jak i pod dyskusję, która powinna ją poprzedzić. Tymczasem żadnych takich działań dotychczas nie podjął żaden z odpowiedzialnych za podatki wiceministrów finansów. Wręcz odwrotnie. Wszyscy zgodnie unikają tego tematu jak ognia. I dlatego, słysząc komentarze takie jak ten do orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, mogę się jedynie z pobłażaniem uśmiechnąć. Cóż, resort zbiera taki plon, jakiego wcześniej dokonał siewu. Mści się i ślepa wiara w moc własnych interpretacji podatkowych, i brak odwagi w reformowaniu tego, co i tak w ostatecznym rezultacie zreformowane być musi.

05 stycznia 2011

OFE: rząd jedną ręką daje, drugą dużo więcej zabiera

Dajemy się omamić obietnicą przyszłej ulgi, ale mało kto przygląda się temu, ile tak naprawdę zyskamy, jeśli wejdą w życie proponowane odliczenia. Nie spodziewajmy się zbyt wiele

Rząd zabierze nam część składki lokowanej dziś w OFE. To znaczy tylko pożyczy. Pożyczka jest po to, by nie przekroczyć progów ostrożnościowych przewidzianych dla zadłużenia finansów publicznych (czyli móc się nadal zadłużać dla naszego wspólnego dobra). W zamian państwo pozwoli nam odliczyć to, co poza składkami ZUS sami wpłacimy sobie na emerytury. Wpłacimy dodatkowo. Bo nie ma gwarancji, że z tego, co jest w ZUS i co teraz pożycza rząd, starczy na nasze emerytury. A bez ulgi nie chcemy oszczędzać na starość więcej niż to, co nam się już zabiera.

Czy ulga zmieni nasze nastawienie? Prawdziwy test przyjdzie z chwilą, gdy staniemy przed koniecznością wyjęcia z kieszeni 100, 200, 300 czy więcej złotych i wpłacenia ich po to, by na koniec roku odzyskać niewielką część tej inwestycji. Tak niestety działa mechanizm ulg podatkowych.

Owszem, można sobie wyobrazić, że w ramach ulgi pozwala się podatnikom odliczyć od podatku całą wpłatę na dodatkowe ubezpieczenia emerytalne. Ale gdyby rząd było stać na taką rozrzutność, nie okradałby nas ze składek ulokowanych w OFE. Ulgę będziemy zatem odliczać prawie na pewno od dochodu. To oznacza, że z każdych wpłaconych 100 zł odzyskamy niecałe 18 zł, a bogatsi nie więcej niż 28 – 29 zł. Reszta wróci do nas z chwilą przejścia na emeryturę. Ale w międzyczasie trzeba będzie jeszcze zapłacić za zarządzanie tymi pieniędzmi, więc raczej ich ubędzie. Mogłoby przybyć w wyniku trafionych inwestycji. Ale gdyby inwestowanie miało odbywać na zasadach rynkowych, złudna nadzieja dużych zysków niejednego może zaprowadzić na manowce emerytalnej nędzy. Lekcję pokory wielu Polaków odebrało już po tym, jak dali się omamić fatamorganie krociowych zysków z IKE i funduszy inwestycyjnych. Czar prysł z chwilą, gdy zaczął się kryzys. W oka mgnieniu stopniały nie tylko spodziewane zyski, lecz także włożone w fundusze pieniądze. Nikt rozsądny nie zagwarantuje, że podobny los nie spotka naszych emerytalnych, premiowanych ulgą inwestycji. A sama ulga emerytur nam przecież nie zwiększy.

Rząd może sobie pozwolić na mamienie nas ulgą, bo jesteśmy jej złaknieni. Przez ostatnie kilka lat liczba ulg i odliczeń stopniała z kilkunastu do kilku. I chociaż podatki drastycznie nie wzrosły, ugruntowało się w nas poczucie krzywdy z powodu tego, że rząd regularnie nas okrada, każąc je płacić. Okrada, a pieniądze marnuje. A tu proszę: niespodzianka. Przyszedł dobry, liberalny rząd, który ulgi rozdaje. To tak nieprawdopodobne, że mało kto pomyśli o tym, by przyjrzeć się bliżej hojnej ręce rządu.

Skoro jednak daje, należy brać. Wszak każda okazja, by nie przekazywać państwu w formie podatku kolejnych złotych, jest dobra. Że ceną są jakieś tam przyszłe emerytury, z jakiegoś tam OFE, funkcjonowania których i tak niewielu z nas rozumie, to błahostka. Skoro niepewne są te dodatkowe emerytury, to i strata niewielka. Tyle że w radosnym uniesieniu z powodu złapania okazji do odliczeń umyka nam to, że podczas gdy rząd jedną rękę wyciąga do nas z pieniędzmi na tacy, drugą sięga głęboko do naszych kieszeni.

23 grudnia 2010

Katastralny strach przed słusznymi decyzjami

Nikt nie lubi płacić podatków. Ale skoro już trzeba to robić, byłoby dobrze, gdyby system był sprawiedliwy i klarowny. Dziś system opłat za użytkowanie wieczyste jest skonstruowany absurdalnie

W ostatnich tygodniach Polską wstrząsały nie tylko kolejne nawroty zimy, lecz także mrożące krew w żyłach, dochodzące w skrajnych przypadkach do tysięcy procent podwyżki opłat za użytkowanie wieczyste. Sprawiło to, że porady, jak bronić się przed takim podwyżkami, stały się towarem równie poszukiwanym jak sprzęt do odśnieżania. Kłopot w tym, że w większości przypadków z podwyżkami niewiele da się zrobić.

Gwałtowny skok opłaty za użytkowanie wieczyste nie wziął się ze zwykłej złośliwości gminnych urzędników. Gminy nie mają wielkiego pola manewru, jeśli chodzi o kształtowanie swoich dochodów. Udział w podatkach państwowych jest w stosunku do potrzeb niewielki. A podstawowe teoretycznie źródło utrzymania, czyli podatek od nieruchomości, przynosi symboliczne wpływy. Dzieje się tak z powodu wieloletnich zaniedbań w reformowaniu systemu opodatkowania tychże nieruchomości.

Każdy zawiadujący losami naszego kraju doskonale wie, że reforma – czyli podatek katastralny (naliczany od wartości nieruchomości), nad którym resort finansów pracuje od co najmniej 10 lat – w momencie wprowadzenia będzie oznaczać gwóźdź do trumny w kolejnych wyborach. I dlatego dziś przeciętny mieszkaniec bloku postawionego na gminnym gruncie płaci 30 – 40 zł rocznie podatku od nieruchomości i kilkaset złotych opłaty za użytkowanie wieczyste. Jeśli ma szczęście. Gdy ma pecha, może zapłacić i kilka tysięcy. A mógłby płacić mniej.

Nikt nie lubi płacić podatków. Ale skoro trzeba to robić, to byłoby dobrze, gdyby system był sprawiedliwy i klarowny. Dziś system opłat za użytkowanie wieczyste, płaconych jedynie przez pechowców, których mieszkania znajdują się na takich, a nie innych gruntach, oraz system absurdalnie skonstruowanego podatku od nieruchomości, który zależy od powierzchni nieruchomości (co nie dotyczy jednak skutecznie łupionych tym podatkiem przez gminy firm), sprawiedliwy wcale nie jest.

Weźmy dwa mieszkania. Jedno w Warszawie o powierzchni 50 mkw. i rynkowej wartości 400 tys. zł. Drugie takie samo, tyle że położone w Lesznie Wielkopolskim i warte 250 tys. zł. Dla uproszczenia załóżmy, że dziś obie gminy stosują najwyższą możliwą stawkę podatku od nieruchomości za 1 mkw. powierzchni tego mieszkania, czyli 67 gr. Rocznie płacony przez mieszkańca Warszawy podatek wynosi w tym przypadku 33,50 zł. Podatek płacony przez mieszkańca Leszna będzie dokładnie taki sam. Gdyby wprowadzono podatek katastralny, za te same mieszkania (przy założeniu, że stawka wynosi 0,1 proc.) mieszkaniec Warszawy zapłaciłby 400 zł, a mieszkaniec Leszna tylko 250 zł. Tak, to dużo więcej niż dziś. Ale dużo mniej niż rekompensata, jaką przychodzi nam płacić za niski podatek od nieruchomości w postaci opłat za użytkowanie wieczyste.

Niestety nasze lamenty, jak trudno będzie zapłacić ten podatek staruszkom mieszkającym w drogich mieszkaniach z centrów miast, skutecznie i na długo sparaliżował kolejnych premierów i ministrów finansów. A przecież wystarczyłoby przewidzieć system zwolnień dla takich osób. To może nie jest proste. Ale jest do zrobienia – przy odrobinie odwagi i konsekwencji.

17 grudnia 2010

Nie świętujesz, a i tak zapłacisz

Świąteczna atmosfera zapanowała na dobre. Tymczasem pod świąteczną choinką rozsiadł się chochlik fiskusa, który zawzięcie rachuje na swoim kalkulatorze kolejne kwoty należne budżetowi. Rozsiadł się, ale nie pod domową, lecz firmową choinką.

Nie, to nie świąteczne prezenty interesują go najbardziej. Bardziej zainteresowany jest tym, co i na jakiej podstawie dostajemy od naszego pracodawcy. A nuż trafi się jakiś bon towarowy lub prezent rzeczowy, który będzie można doliczyć do pensji pracownika i opodatkować. Uważnie śledzi też, kto, gdzie, z kim i po co się spotyka. Spotkania firmowe, i to niekoniecznie te należące do wystawnych, to też w końcu zysk dla zapraszanego. Wszak nawet jeśli jest na diecie, to coś przecież może zjeść i wypić na takim spotkaniu. A jakby musiał kupić to sam, to przecież sam poniósłby tego koszt? A jak nie wydał, a zjadł i wypił za darmo, to zyskał na tym tyle, ile musiałby wydać. Logiczne? Nawet jak dla kogoś nie logiczne, fiskus i tak się o podatek upomni.

Aby, jednak poprawić humory tym, którzy choć nie lubią, to karnie stawiają się na firmowych oficjałkach, dodajmy, że ci, którzy je omijają szerokim łukiem, są w jeszcze gorszej sytuacji. Chochlik liczy grosze i kalkuluje tak: jak dostałeś zaproszenie, a nie poszedłeś, to też masz przychód, bo pracodawca cię policzył i wydał na ciebie określoną kwotę. Z tego prosty wniosek – też musisz płacić podatek. W ten sposób tacy firmowi dezerterzy są stratni podwójnie. Ani się taki nie naje, ani nie napije, a podatek i tak musi zapłacić. I żadne modlitwy w stylu: „od firmowych zaproszeń zachowaj nas, Panie” nic tu nie pomogą.

A przecież świąteczne prezenty, spotkania, czy inne świadczenia to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Dziś niewiele już można dostać od pracodawcy, tak by nie płacić od tego haraczu na rzecz fiskusa. Z jednej strony, to dobrze. Wydawać by się mogło, że sprawiedliwie. Z drugiej, coś z tą sprawiedliwością szwankuje w momencie, gdy zaczynamy płacić nie od tego, co dostajemy, a od tego, co potencjalnie moglibyśmy dostać.

15 grudnia 2010

Sprzedaj, pożyczaj i płać

Urzędów skarbowych nie interesuje, czy mieszkanie odziedziczone po wujku pozostanie w rodzinie

Niejeden z nas sfrustrowany codzienną walką o to, by powiązać koniec z końcem, marzył o bogatym wujku, który zostawia nam w spadku okrągłą sumkę. O jakże piękne byłoby wówczas życie...

To bajka nie tylko dlatego, że trudno o dostatecznie majętnego wujka, który chętnie coś by nam w spadku zostawił. Kłopot w tym, że wujek czy ciotka to już na tyle odległa rodzina, że fiskus chętnie na takim spadku kładzie swoje ręce. Jeśli dziedziczymy fortunę w gotówce, to jeszcze pół biedy. Ot, oddajemy część rodzinnego majątku państwu, by mogło pieniądze wrzucić do zawsze pustego budżetowego worka, i tyle. Prawdziwe finansowe schody zaczynają się wówczas, gdy w spadku dostajemy to, co nadal jest przedmiotem najczęstszych westchnień i podstawowym celem do osiągnięcia w życie przez każdego z nas: czyli dom lub mieszkanie.

Problem jest jeden, ale za to poważny. I nie chodzi o to, że podatek płacić trzeba. Do tego, że odziera się nas z części każdego zdobytego złotego, zdążyliśmy się przyzwyczaić. Ale kiedy po odziedziczeniu mieszkania dowiadujemy się nagle, że aby w nim zamieszkać, w dwa tygodnie musimy zapłacić fiskusowi spory podatek, mogą opaść ręce. Jeśli ktoś gotówki akurat nie ma, trudno jest mu ją ot tak zorganizować. Zostaje albo droga pożyczka (kredyt), na którą nie każdego przecież stać. Albo sprzedaż mieszkania po to, żeby zyskiem podzielić się z fiskusem. Tego ostatniego nie bardzo interesuje zresztą, że np. dom, który w rodzinie jest od pokoleń, chcielibyśmy zatrzymać, a podatek zapłacić w ratach lub później. Bo takie raty i odroczenia teoretycznie są możliwe. Tylko że fiskus niechętnie się na nie godzi. Najczęściej skarżąc się, że nie mamy z czego płacić, usłyszymy w urzędzie skarbowym: no przecież można sprzedać. Tyle że w dwa tygodnie to też nie jest proste.

Takie kłopoty mają nie tylko spadkobiercy. Takim samym dopustem bożym może się okazać wygrana rzeczowa w konkursie. Także i tu, aby wygraną zatrzymać (chociażby wygrany, wymarzony samochód), najpierw trzeba głęboko pogrzebać we własnych kieszeniach, żeby wyłożyć pieniądze na zapłacenie fiskusowi. Jeśli w kieszeniach pustki, zostaje pożegnać się z nagrodą. Albo z niej rezygnując, albo sprzedając ją i dzieląc się zarobkiem z państwem. Ale biorący udział w konkursach i tak są w lepszej sytuacji niż osoba uszczęśliwiona mieszkaniem w spadku po cioci. Większość organizatorów konkursów bierze ostatnio ciężar zapłaty podatku na siebie. Jest zatem szansa na zatrzymanie wygranej rzeczy. W przypadku spadku ten wariant rozwiązania kłopotliwej sytuacji odpada. Z dość oczywistej przyczyny: organizator spadku niczego nie jest w stanie już wziąć na siebie.

13 grudnia 2010

Przez rok zastosujemy wyższe wskaźniki

VAT 2011 - Od nowego roku rosną stawki służące wyliczeniu podatku należnego zawartego w cenie brutto usług świadczonych przez podatników.

W przypadku usług (dotyczy to także handlu i gastronomii) VAT może być ustalany jako iloczyn wartości dostawy i specjalnej stawki, która umożliwia wyliczenie kwoty podatku zawartej w cenie. Te specjalne stawki zmienią się 1 stycznia 2011 r. Zmiany wprowadza w tej mierze nowelizacja zawarta w art. 19 pkt 3 i 5 ustawy 26 listopada 2010 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej. Konieczność ich zmiany wynika z podwyżki stawek VAT.

O ile stawka 5-proc. została wprowadzona na stałe, o tyle dwie pozostałe nowe stawki, a zatem 8 i 23 proc., mają obowiązywać tylko przez rok. Później mogą nastąpić dwa scenariusze.

Jeśli finanse publiczne będą niezagrożone, wspomniane dwie stawki wrócą do poziomu 7 i 22 proc. Jeśli natomiast nastąpi przekroczenie progów ostrożnościowych przyjętych dla długu publicznego, stawki wzrosną o kolejny punkt procentowy, a zatem w 2012 roku mogą (ale nie muszą) wynieść odpowiednio 9 i 24 proc.

Zmiana stawek VAT nie pozostaje oczywiście bez wpływu na zasady obliczania podatku zawartego w cenie towaru (w kwocie brutto). To nieco odwrócona sytuacja niż normalnie. Zazwyczaj, gdy wytworzenie towaru plus marża (nasz zarobek) to 100 zł, cena wynosi 122 zł. Do kwoty netto, czyli 100 zł, doliczamy VAT (tu według obecnej stawki podstawowej 22-proc.). Co jednak, gdy mamy do czynienia z ceną, która od razu jest ceną brutto.

Mamy zatem cenę 100 zł i cena ta zawiera już 22 proc. VAT. Otóż w takim przypadku dysponujemy ustawowymi przelicznikami umożliwiającymi nam wyliczenie kwoty podatku zawartej w cenie brutto. Dziś są to dla towarów objętych stawką 22 proc. – 18,03 proc.; dla stawki 7 proc. jest to 6,54 proc. i dla stawki 3 proc. jest to 2,91 proc. Oznacza to, że w naszym przykładzie wspomniane 100 zł zawiera 18,03 zł VAT, a cena netto wynosi 81,97 zł.

Podwyższenie stawek zmienia oczywiście wysokość opisanych współczynników. Przez najbliższy rok (2011) mają one wynosić odpowiednio: dla stawki 5 proc. – 4,76 proc., dla stawki 8 proc. – 7,41 proc., dla stawki 23 proc. 18,70 proc. A zatem po 1 stycznia 2011 r., w 100 zł ceny brutto zawarte będzie 18,70 zł VAT.

09 grudnia 2010

Zderegulować, żeby było co regulować

Rząd przygotowuje się właśnie do trzeciego (a drugiego w jego historii) etapu deregulacji gospodarki. Prace nad odpowiednią ustawą można już zacząć, bo parlament zajął się właśnie poprzednią ustawą. I tak krok po kroku spełniana ma być obietnica stworzenia prawa wolnego od niepotrzebnych zakazów, nakazów, uciążliwych kontroli i rzucania kłód pod nogi przedsiębiorcom.

Ma być spełniana. Ale czy jest? Abstrahując, że proces podzielono na kilka kroków, co powoduje niezły bałagan, to na domiar złego z tego chaosu rodzą się przepisy, które później łatwo jest omijać. Przykład? Ot choćby opisywane na łamach „DGP” pomysły urzędników na wydłużenie czasu trwania postępowania podatkowego, które ustawa deregulacyjna skróciła. Wiadomo, Polak potrafi. A w końcu urzędnik też Polak i też potrafi wykazać się sprytem, czyli co parlament odbiurokratyzuje, w urzędach biurokratyzuje się od nowa.

Gdy uważniej przyjrzymy się, jak wyglądają kolejne etapy deregulacji, można odnieść wrażenie, że jest ona robiona głównie po to, by następne pokolenia urzędników, rządzących i posłów, miały co regulować. Inaczej, poza trwaniem w mało produktywnych politycznych sporach, nie mieliby co robić. Stąd już blisko do tego, by zmęczony tym naród doszedł do wniosku, że takich elit nie potrzebuje. A to byłoby niedobre. I to dla tych, którzy żyją zarówno z regulowania, jak i deregulowania gospodarki.

07 grudnia 2010

Fiskus zagląda pod choinkę, dopiero gdy go poproszą

Idąc po świąteczne prezenty, warto zabrać ze sobą kalkulator i tabelkę zawierającą skalę podatku od darowizn. Mogą się przydać, byśmy nie przysporzyli sobie i obdarowywanym niepotrzebnych kłopotów

Jeśli tylko stać nas na odrobinę odwagi, by odwiedzić najbliższe centrum handlowe i zmierzyć się z zastępami Hunów opróżniających w zastraszającym tempie sklepowe półki, możemy się udać po świąteczne prezenty dla najbliższych. Poza odwagą w takiej wyprawie po świąteczne prezenty potrzebne nam będą jeszcze dwie rzeczy: kalkulator i tabelka zawierająca skalę podatku od spadków i darowizn. Po co? Ano po to, byśmy nie przysporzyli sobie i obdarowanym, a bliskim nam osobom, niepotrzebnych kłopotów.

Kłopotów, które zaczynają się wtedy, gdy pod naszą choinkę zaczyna zaglądać fiskus. Nieprawdopodobne? Bynajmniej. Z punktu widzenia fiskusa prezent świąteczny to darowizna, taka jak każda inna. Tak postrzegany jest zresztą każdy prezent, niezależnie od okazji, z jakiej go komuś wręczymy. Taki podarunek podlega zatem dokładnie takim samym rygorom, jakim podlegają wszystkie darowizny.

No ale przecież od darowizn wśród najbliższych podatku nie ma – można by zakrzyknąć. To prawda. Ale tylko w części. Podatku nie ma, gdy wykażemy się rozsądkiem i rewolucyjną czujnością. Po pierwsze, zwolnienie nie obejmuje wszystkich, tylko rzeczywiście najbliższych. Bez podatku można obdarować żonę, męża, dziadków, dzieci czy wnuki. Ale już prezent od ciotki takim zwolnieniom nie podlega. Podobnie jak prezent od naszego partnera, który żyjąc z nami w nieformalnym związku, z punktu widzenia fiskusa jest osobą zupełnie obcą. Traktowany jest zatem dokładnie tak samo, jak potraktowany zostanie obdarowany przez nas sąsiad.

To niejedyny kłopot. Aby czuć się w miarę bezpiecznie, trzeba wiedzieć, jak drogie prezenty dawać. Dla najbliższych bezpieczne są takie, których łączna wartość przez pięć lat nie przekroczy 9637 zł. Jeśli przeholujemy, też możemy co prawda uniknąć podatku, ale tylko wtedy, gdy w ciągu pół roku od otrzymania prezentu ponad tę wartość złożymy odpowiedni druczek w urzędzie skarbowym. Sprawa się komplikuje przy ciotkach, wujkach, kuzynach i innych członkach dalszej rodzinny oraz naszych nieformalnych mężach i żonach, czyli konkubinach i konkubentach. Tu też pewne kwoty są zwolnione. Ale są to kwoty dużo niższe i dla konkubentów limit takich darowizn to 4902 zł na pięć lat. To tylko na pierwszy rzut oka wysoka kwota. Obejmuje wszak wszystkie prezenty z ostatnich pięciu lat i z różnych okazji.

No dobrze. Ale niby skąd fiskus miałby wiedzieć, że taki, a nie inny prezent dostaliśmy? Cóż, urzędników może by to i nawet za bardzo nie interesowało, bo i po kiego diabła zbierać taką drobnicę po domach. Mogłoby, gdyby nie nasza wrodzona sąsiedzka życzliwość. A kiedy do fiskusa trafia efekt drobnej sąsiedzkiej pomocy, nie pozostaje mu nic innego, jak sprawdzać. Dlatego ja wolę wybrać się na świąteczne zakupy z kalkulatorem. Bo to i taniej, i bezpieczniej. A magia świąt nie polega w końcu na tym, by obsypywać się złotem.

03 grudnia 2010

Na podatkach też się zarabia

Został już niecały miesiąc na to, by oswoić się z myślą, że od nowego roku przyjdzie nam płacić za zakupy nieco więcej za sprawą rosnących stawek VAT. Dokładnie tyle samo czasu zostało sprzedawcom dóbr wszelakich, by złapać nas na wabik rosnącego po 1 stycznia VAT-u i namówić do szybszych lub większych zakupów.

Takie kupowanie na zapas nie ma dziś większego sensu. Ale wiele wskazuje na to, że przynajmniej część z nas na vatowskie promocje daje się namówić, mimo że gdyby policzyć, cena kupowanej rzeczy – o ile tylko nie jest to samochód lub mieszkanie – niewiele będzie się różnić od tej, którą musimy zapłacić dziś. Nie w tym jednak rzecz. Rzecz w tym, że nie potrafimy przyznać się, że z biznesowego punktu widzenia to świetna okazja do zwiększenia zysków. Zamiast tego narzekamy. Narzekamy. I znów narzekamy.

To ciekawe, że z jednej strony uwielbiamy narzekać. Z drugiej zaś potrafimy świetnie wykorzystać to, na co właśnie narzekamy, by dobrze na tym zarobić. Świadczy to o naszej niebywałej wręcz przedsiębiorczości. A także o głęboko zakorzenionej hipokryzji, która kieruje naszymi działaniami. I to właśnie na podatkowym poletku obydwie te cechy stają się doskonale widoczne. Wystarczy chociażby wspomnieć odwieczne narzekania, jak strasznie podatki gnębią dziś firmy i zestawić to z tym, jak chętnie pracownicy najemni przechodzą na samozatrudnienie, nawet to fikcyjne, po to by móc płacić niższy PIT i niższe składki ZUS.

No cóż, wyższych podatków nikt płacić nie lubi. Co więcej: system podatkowy powinien premiować ludzi przedsiębiorczych. Firmy powinny mieć lepiej, bo to one tworzą miejsca pracy. Ale i sami przedsiębiorcy muszą się wreszcie oduczyć wiecznego malkontenctwa i narzekania. I umieć przyznać, choćby do tak oczywistej rzeczy, jak to, że w przypadku VAT głównym poszkodowanym będzie nie przedsiębiorca, ale jego klient, bo to on poniesie ekonomiczny ciężar podwyżki.

19 listopada 2010

Podatki to nie coś, co ma uszczęśliwić przedsiębiorców

Nie możemy zapominać, że podstawową rolą i funkcją podatków i systemów podatkowych jest dostarczanie pieniędzy do kasy państwa. Taka jest ich rola od chwili, gdy je wymyślono

Resort finansów ruszył na wojnę z twórcami międzynarodowych rankingów, w których Polska tradycyjnie nie wypada zbyt dobrze, uchodząc za kraj wysokich podatków i do tego niezbyt przyjazny biznesowi. I w mówieniu o wojnie nie ma w tym przypadku ani krztyny przesady. Po pierwsze, odpowiedzialny za podatki wiceminister finansów Maciej Grabowski w dość dosadnych słowach podsumował raport Banku Światowego „Doing Business” jako mało wiarygodny i niesprawiedliwy. W obecnym kształcie tworzenie takiego rankingu jest niepotrzebne, szkodliwe i mylące – przekonywał.

Jeszcze dobrze nie zdążyłem przemyśleć jego argumentów, a już ministerstwo wysłało do redakcji swoje bardzo krytyczne uwagi do rankingu „Paying Taxes”. W tym zestawieniu też nie wypadamy zbyt dobrze, zatem reakcja ministerstwa zielonej wyspy, ostatniego bastionu wzrostów na wzburzonym oceanie kryzysów, nie dziwi. A jednak gdy się chwilę zastanowić, nie sposób nie przyznać ministrowi Grabowskiemu racji przynajmniej w tej części, w której odnosi się on do rankingów dotyczących systemów podatkowych. Dlaczego?

Podatki nie są od uszczęśliwiania przedsiębiorców i nie możemy zapominać, że podstawową rolą i funkcją podatków i systemów podatkowych jest dostarczanie pieniędzy do kasy państwa. Czyli, upraszczając, grabienie obywateli z pieniędzy w imię realizacji takich czy innych wspólnych celów. Taka jest rola podatków od chwili, gdy je wymyślono, i taka pozostanie tak długo, jak długo podatki będą istnieć.

Z tego punktu widzenia tworzenie przyjaznej przedsiębiorcom czy innym grupom społecznym polityki podatkowej jest czystą fikcją. W takich rankingach zawsze najlepiej będą bowiem wypadały te kraje, które mogą sobie pozwolić na rozpieszczanie obywateli niskimi lub zgoła żadnymi podatkami. Czyli – jak określił je minister Grabowski – raje podatkowe albo kraje posiadające bogate zasoby bogactw naturalnych. To jednak tylko część prawdy.

Polska nie wypada bowiem źle wyłącznie w kategorii wysokości obciążeń podatkowych. Kiepsko oceniane są także funkcjonujące u nas procedury rozliczeń, rejestracji firm etc. I to właśnie marne oceny na tym polu najbardziej zabolały polskie władze, bo wiele na tym polu ostatnio zrobiono. Sporo uciążliwych obowiązków zniesiono. Kłopotliwych procedur uproszczono. A nie widać tego w rankingach.

Kłopot z rankingami jest taki, że są one spóźnione w stosunku do rzeczywistości. To, co zrobione ostatnio, zauważą dopiero w kolejnych edycjach. A to dla obecnych włodarzy może być nieco za późno. Jeśli bowiem przegraliby przyszłoroczne wybory – chociażby nie wiem jak wydawało się to dziś mało prawdopodobne – może się okazać, że kupony od skokowej poprawy naszych notowań w rankingach odetnie już kto inny. I to właśnie tu może być pies pogrzebany.

12 listopada 2010

Prawo musi być dla obywatela

W Piotrkowie Trybunalskim powstaje piąte biuro Krajowej Informacji Podatkowej. Tym samym resort finansów kończy wykuwanie piątego pierścienia władzy. Nad wszystkimi króluje oczywiście pierścień najważniejszy, ten jedyny, który wszystkie pozostałe powinien spinać i łączyć w jedno – minister finansów. Ale Polska rzeczywistość to nie zaczarowana kraina, w której symboliczny pierścień władzy mógłby cokolwiek łączyć i nad czymkolwiek panować. Działania ministra finansów i podlegających mu biur KIP są tego najlepszym przykładem. Dlaczego?

Jednym z najważniejszych zadań KIP jest wydawanie interpretacji podatkowych. Biura (a raczej ich dyrektorzy) czynią to z namaszczenia władzy i w imieniu ministra. To niewdzięczne zadanie przejęły po urzędach skarbowych. A raczej przejął je minister finansów, wyręczając się przy wypełnianiu tej chwalebnej misji pracownikami biur. Przejął po to, by uporządkować sposób, w jaki przepisy podatkowe tłumaczone są przez przedstawicieli fiskusa. Uporządkować, czyli w tym przypadku ujednolicić. Poprzednio z urzędowymi interpretacjami było jak z prawnikami.

Operacja w zasadzie się udała. W zasadzie, bo mimo że pacjent wydawał się już zdrowszy, okazało się, że symptomy leczonej choroby jednak nie ustąpiły, a jedynie sama choroba przebiega nieco łagodniej. Zamiast kilku różnych stanowisk w tej samej sprawie mamy dziś z reguły tylko dwa, za to bywa, że zupełnie różne. Cel nie został zatem osiągnięty. Ale i osiągnięty być nie może.

Wydając interpretacje podatkowe minister finansów, a w jego imieniu KIP, powinni dążyć do ujednolicenia zasad stosowania prawa podatkowego m.in. przez uwzględnienie orzecznictwa sądowego. Innymi słowy, skoro sądy orzekają, że dany przepis należy czytać w ten, a nie inny sposób, w identyczny sposób powinny tłumaczyć go organy podatkowe w wydawanych interpretacjach. Najczęściej jednak wcale tego nie robią. Mogą jednak czuć się usprawiedliwione. Sądy mają bowiem nie mniejszy kłopot z prawidłowym odczytaniem treści przepisów podatkowych niż urzędnicy skarbówki. Nawet wtedy gdy wydaje się, że kształtuje się już jakaś jednolita myśl, zawsze znajdzie się skład orzekający, który wszystko postanawia odwrócić do góry nogami.

Jaka płynie z tego refleksja? Taka, że problem nie w urzędnikach czy sędziach, ale w jakości, a raczej bylejakości stanowionego w Polsce prawa podatkowego. No bo niby głównym jego adresatem jesteśmy my, zwykli obywatele. Powinno być zatem napisane tak, byśmy łatwo mogli wyczytać z treści przepisów, czego się od nas wymaga, i jakie w zamian przyznaje prawa. Tak być powinno.Trudno uznać, że tak jest, skoro ich treści nie są w stanie rozszyfrować ani sędziowie, ani przedstawiciele fiskusa czy doradcy podatkowi. A przecież to prawo powinno być dla obywateli, a nie obywatele dla prawa. Nawet jeśli jest to prawo podatkowe.

05 listopada 2010

Żeby bogatym żyło się lepiej

W maju 2009 r. na swoim blogu pisałem o uldze na wykup polisy zdrowotnej. Minęło trochę czasu i nic w tej mierze się nie zmieniło. Resort zdrowia nadal uparcie obstaje przy wprowadzeniu takiego odliczenia. Tyle że teraz pomysł zaczyna przybierać bardziej skonkretyzowane ramy, gotowego projektu ustawy.

Pomysł – ujmując rzecz w wielkim skrócie – sprowadza się do wprowadzenia ulgi podatkowej w zamian za to, że wykupimy polisę zdrowotną. Wydatki na jej zakup odliczać mielibyśmy od dochodu. W formie ulgi zwracana byłaby zatem tylko część wydatku. Tym większa, im więcej zarabiamy. Najwyższy zwrot dostałby w takim przypadku ten, kto podatek płaci według stawki 32 proc. Ulga miałaby za to być nielimitowana.

Ale zapowiadana ulga ma sporo mankamentów. Skoro odliczana jest nie od podatku, ale od dochodu, i to bez limitów, to preferuje osoby bogate. W takim przypadku osoba, którą stać będzie na wykupienie polisy ze składką roczną 5 tys. zł, miałaby prawo odpisać od dochodu 5 tys. zł, zaś ta, której wystarczy na polisę za 500 zł rocznie, odpisałaby tylko te 500 zł. Odpisałaby, pod warunkiem że miałaby od czego. Jeśli zastanowić się, kto z takiej ulgi mógłby skorzystać w kraju, w którym dochody ponad 99 proc. obywateli nie przekraczają 86 tys. zł rocznie (czyli około 19,5 tys. euro), to może okazać się, że chętnych na dodatkowe ubezpieczenie wcale nie będzie aż tak wielu.

Po pierwsze, sporo osób o najniższych dochodach i tak nie płaci już podatku. Umożliwia im to ulga prorodzinna. Odliczenie 1112,04 zł na każde dziecko, i to bezpośrednio od podatku, skutecznie ten podatek obniża.

Po drugie, skoro ulga zwraca tylko część nakładów na polisę, to znaczy, że pozostałą trzeba sfinansować z własnej kieszeni. W przypadku osób z pierwszego przedziału skali, sfinansować w ponad 80 proc. Na każde wydane 100 zł ulga zwróci co najwyżej 18 zł. A wszystko to w sytuacji, w której na zdrowie i tak wpłacamy już 9 proc. swoich dochodów. Wpłacamy w formie składki zdrowotnej. Możemy ją co prawda odliczyć, ale niestety niecałą. Do opieki zdrowotnej sporo już zatem z własnej kieszeni dokładamy. Teraz resort zdrowia chciałby, żebyśmy do tego stosika dosypali jeszcze odrobinę. Pytanie tylko w imię czego? Nie ma się co czarować. Ci, których na takie ubezpieczenie stać, już dziś mają je wykupione. Z tego też powodu ewentualna ulga, poza efektem w postaci obniżenia płaconego podatku (tym, których na polisy stać), żadnych dodatkowych, wymiernych dla systemu ochrony zdrowia efektów raczej nie przyniesie.

04 listopada 2010

Reformując system składek płaconych przez wieś, zacznijmy od podatków

Nie da się zbudować efektywnego systemu ubezpieczeń społecznych dla rolników bez gruntownej przebudowy zasad opodatkowania wsi. Od tego powinniśmy rozpocząć dyskusję o sensowności utrzymywania KRUS.

Sekwencja zdarzeń jest krótka. Najpierw Trybunał Konstytucyjny orzekł, że opłacanie przez budżet składek na ubezpieczenie zdrowotne rolników niezależnie od ich dochodów jest niezgodne z konstytucją. To wywołało dyskusję o potrzebie reformy systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych na wsi. Jednak nie tylko o tym. Krótko po orzeczeniu trybunału prezes Kółek Rolniczych Władysław Serafin oznajmił, że pora, by rząd odważył się wprowadzić w rolnictwie system podatkowy zależny od uzyskiwanych dochodów.

Tok rozumowania jest prosty. Jeśli opłacane przez rolników składki mają zależeć od dochodów, dochody te muszą być ustalane w wiarygodny sposób. Rolnikom należy się też prawo do odliczania składek na podobnych zasadach, jakie dziś obowiązują pracowników najemnych i przedsiębiorców. Innymi słowy, nie da się zbudować efektywnego systemu ubezpieczeń dla rolników bez gruntownej przebudowy systemu opodatkowania rolnictwa.

Jest do tego dobry moment. Coraz więcej rolników, i to nie tylko tych najbiedniejszych, zaczyna dostrzegać, że podatek dochodowy może się okazać dla nich dużo lepszym rozwiązaniem niż płacony dziś podatek rolny. I to nawet pomimo konieczności prowadzenia w związku z tym jakiejś formy, uproszczonej zapewne, księgowości. Zrozumiała to także największa chłopska partia – PSL, która już jakiś czas temu proponowała wprowadzenie PIT w rolnictwie. Rolnik miałby taki sam wybór, jaki mają przedsiębiorcy: płacić podatek zryczałtowany lub według skali podatkowej.

Mógłby też pozostać przy podatku rolnym. Pomysł ten nie wyszedł nigdy poza deklaracje, jednak i on spotkał się z poparciem organizacji rolniczych. Ich przedstawiciele przekonywali, że dopiero takie rozwiązanie pokaże, czy rolnicy rzeczywiście są podatkowo uprzywilejowani w stosunku do mieszkańców miast. Łatwo się o tym przekonać, dokonując symulacji opodatkowania gospodarstw w różnych systemach PIT. Dla większości wprowadzenie podatku dochodowego oznaczać będzie niższe wpłaty na rzecz fiskusa niż dziś, kiedy płacą podatek rolny. Dodatkowo rolnicy mogliby korzystać z wielu przywilejów dziś dla nich niedostępnych, takich jak ulga prorodzinna czy wspólne rozliczenie z małżonkiem.

Dziś rolnicy płacą podatek rolny. Jego wysokość liczy się na podstawie tzw. hektara przeliczeniowego. Pomysł polega na tym, że przyjmuje się określony wskaźnik do przemnożenia posiadanego areału w zależności od kategorii gruntu (dobra ziemia czy zwykły nieużytek, łąka czy pole uprawne) i od tego, do którego z czterech okręgów podatkowych zalicza się gmina, na terenie której grunty się znajdują. I tak dla najlepszych gruntów z kategorii I położonych w I okręgu podatkowym przelicznik ten wynosi 1,95. Posiadając 10 ha ziemi, na potrzeby podatku rolnik traktowany jest tak, jakby posiadał 19,5 ha ziemi. To właśnie owe hektary przeliczeniowe.

Obliczenie podatku jest stosunkowo proste. Stałą stawkę uzależnioną od cen pszenicy przemnaża się przez liczbę hektarów przeliczeniowych. Oczywiście część rolników ma obniżony podatek, np. gdy grunty położone są na obszarach górskich.

Podatek trafia do gmin, zasilając ich skarbce około 1 mld zł rocznie. Dla porównania z tytułu udziałów we wpływach z PIT gminy mają dostać w tym roku około 11 mld zł.

Mankamentem podatku rolnego z punktu widzenia rolnika jest to, że trzeba go płacić niezależnie od wyników ekonomicznych gospodarstwa. Nawet wtedy, gdy zysk jest niewielki albo żaden.

W przypadku podatku dochodowego jest inaczej, płaci się go od rzeczywistego dochodu. Przychody, jakie przynosi gospodarstwo, można zatem pomniejszyć o wszystkie ponoszone koszty. Można też odliczać straty z tych lat, w których koszty przewyższyły przychody, a zatem gdy gospodarstwo przyniosło stratę. Jeśli dodać do tego możliwość odliczania składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne, ulgę prorodzinną czy też możliwość wspólnego opodatkowania się z małżonkiem, szybko okazuje się, że większość rolników, rozliczając się z PIT, nie płaciłaby podatku w ogóle.

Dlatego między bajki należy włożyć tezę, że po wprowadzeniu PIT na wsi rolnicy zaczną płacić więcej podatków, a miasto przestanie ich w końcu utrzymywać. Tak się nie stanie. Jednak system będzie bardziej przejrzysty. I sprawiedliwszy. Również dla rolników.

Gdyby wprowadzić w rolnictwie PIT zbliżony do systemu, jaki dotyczy firm, rolnik mógłby również rozliczać się ryczałtem. Wówczas płaciłby co prawda PIT od przychodów, a nie dochodów (czyli bez prawa do uwzględniania kosztów), ale według dużo niższej stawki. To spowodowałoby obniżenie obciążeń podatkowych nie tylko dla małych, lecz także dużych gospodarstw rolnych.

Dopiero taka zmiana obciążeń podatkowych rolników otwiera szerokie pole do gruntownej reformy systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych rolników. Umożliwia też urealnienie płaconych przez nich składek.

Tekst napisany wspólnie z red. Ewą Matyszewską

15 października 2010

Straszna bajka o podatkach

Trzeba skończyć z 50-proc. ulgą dla dziennikarzy – grzmiał niedawno premier. Podobnie jednak jak jego poprzednicy pogroził palcem i wpisał zamiar likwidacji tej ulgi do ustawy o finansach publicznych. Nie, nie. Nie wpisał likwidacji. Wpisał zamiar zawieszenia jej stosowania na trzy lata. Ale tylko wtedy, gdyby okazało się, że relacja długu publicznego do PKB przekroczyła 55 proc.

To jednak nam nie grozi. Tak zapewnia nas od kilku dni minister finansów. Cięcie ulg i podnoszenie podatków zaplanowane warunkowo w ustawie o finansach publicznych to tylko taki plan B. Sygnał dla rynków, że Polska jako kraj stabilny przygotowana jest na każdą ewentualność. Pięknie. Tylko o jaką 50-proc. ulgę chodzi? Zajmuję się podatkami od 12 lat i o żadnej takiej nie słyszałem.

Rzecz jak zwykle w szczegółach i myleniu pojęć. Po pierwsze, te osławione 50 proc. to nie żadna ulga, tylko koszty uzyskania przychodu. Koszty stosowane po to, by podatek płacony był od dochodu.

Mają one rekompensować twórcom (nie tylko dziennikarzom, również autorom książek czy wykładowcom na uczelniach) nakłady ponoszone na stworzenie określonego utworu. Mówienie o uldze jest zatem nieporozumieniem.

Po drugie, koszty przy prawach autorskich nie wynoszą już 50 proc. przychodów. Zostały zmniejszone w dość sprytny sposób. Procenty zostały bez zmian. Ale podstawa, od której są liczone (słusznie zresztą) została zmniejszona o blisko 1/5.

Początkowo koszty te liczone były od przychodu brutto. Dziś liczone są od przychodów brutto pomniejszonych o składki ZUS. Podstawa ich wyliczenia jest zatem sporo niższa niż przed zmianą. Zatem mówienie o tym, że koszty te oznaczają 50-proc. ulgę w płaceniu podatku, jest co najmniej nieporozumieniem.

Po trzecie, rząd grozi, że zabierze zryczałtowane koszty dziennikarzom, tymczasem zaplanował zabranie ich wszystkim, którym dziś one przysługują. I problem nie jest w prawach autorskich czy wynagrodzeniu za patenty. W tym obszarze sporo jest bowiem patologii. Problem w tym, że zabrane (zawieszone na trzy lata) miałyby być także 20-proc. zryczałtowane koszty dla zleceniobiorców. O czym jednak ani premier, ani też rząd głośno już nie mówią. Łatwiej mówić o ukaraniu nielicznej w sumie i niezbyt lubianej społecznie grupie dziennikarzy niż o sporej grupie osób utrzymującej się z umów-zleceń i o dzieło.

Dość powiedzieć, że wyłącznie z praw autorskich przychody w rozliczeniu za 2009 rok wykazało nieco ponad 30 tys. osób. Z umów-zleceń i o dzieło blisko 700 tys. osób. Komu zatem, rząd przede wszystkim chce te koszty zabrać?

No ale na szczęście i zleceniobiorcy, i dziennikarze mogą spać spokojnie. Likwidacja zryczałtowanych kosztów (trzyletnie zmniejszenie do poziomu pracowniczego) na razie to tylko straszna bajka. No bo przecież, krytycznego poziomu zadłużenia nie przekroczymy.

14 października 2010

Rozmnażanie ustaw przez ich podział

Od kilku tygodni mamy wysyp projektów zmieniających przepisy podatkowe. A to jeszcze nie koniec

Parlament kończy prace nad ustawą nowelizującą VAT. Ale to jeszcze nie słynna ustawa podnosząca stawki podatku. Ta ustawa przystosowuje przepisy podatkowe do tego, co wynika ze zmienionych jakiś czas temu klasyfikacji statystycznych.

To zaledwie preludium do tego, co czeka nas w najbliższych miesiącach. Myliłby się bowiem ten, kto sądziłby, że w trosce o dobre samopoczucie podatników – o ile ci mogą takie mieć, gdy rosną podatki – rząd zebrał wszystkie swoje pomysły w jednym spójnym projekcie. Może ułatwiłoby to życie przedsiębiorcom, ale utrudniło uchwalanie – jak twierdzą jedni, albo przepychanie – jak przekonują inni, przez Sejm planowanych przepisów.

I dlatego od kilku tygodni mamy prawdziwy wysyp projektów ustaw zawierających przepisy podatkowe. Albo jako główny składnik legislacyjnego dania, albo jako przystawka lub deser. Wysyp spowodowany rozmnażaniem się ustaw przez podział, wyłączenia i przenoszenie przepisów między ustawami. Dobrym przykładem jest wspomniana ustawa wprowadzająca podwyżki stawek VAT. Początkowo miała ona zawierać wszystkie niezbędne zmiany w przepisach vatowskich: podniesienie stawek, zmiany w rozliczeniach, przepisy o kasach i przepisy o dalszych podwyżkach, gdyby okazało się, że obecne to za mało.

Gdy pojawił się jednak jej projekt, przepisy o dalszych podwyżkach gdzieś wyparowały. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że jednak ich nie będzie. Nim większości zainteresowanych udało się wgryźć w ten projekt, okazało się, że rząd przyjął projekt ustawy okołobudżetowej, w której znalazły się przepisy o podwyżce stawek VAT od 1 stycznia 2011 r. Te same, które były wcześniej w nowelizacji ustawy o VAT. Ale tylko te, reszty przepisów nie było. Co z nimi? Trafią do innego projektu. Ustawa podzieliła się na części. A przecież w ministerstwie czeka jeszcze ustawa zawieszająca możliwość odliczenia VAT od samochodów i paliwa. Summa summarum ustaw zmieniających VAT jest już kilka, a niewykluczone, że będą dalsze. Na domiar złego nie wszystkie te przepisy uda się uchwalić tak, by weszły w życie w tym samym czasie. Podatników czeka zatem nerwowe wyczekiwanie, co i kiedy się zmieni i jak przypilnować, by w rezultacie tej chaotycznej legislacyjnej gorączki nie przegapić czegoś, co może odbić się na ich portfelach.

08 października 2010

Nie wybaczymy braku szacunku

Jako mały chłopiec lubiłem budować w piaskownicy wymyślne fortyfikacje, które później z zapałem zdobywałem, zamieniając przy okazji górę piachu w płaską, rozsypaną minipustynię. To wspomnienie o górze piasku rozpływającej się powoli w płaski twór rozrzucony w nieładzie po podwórku pojawiło się u mnie nieprzypadkowo i wbrew pozorom ma całkiem spory związek z tym, czym przychodzi mi się zajmować w dorosłym, zawodowym już życiu. Chociaż z piaskiem niewiele ma to już wspólnego. Rzecz dotyczy bowiem VAT.

Nie chodzi jednak o przedyskutowaną już na wszystkie strony kwestię wyższych stawek tego podatku. A może inaczej. Chodzi i o to, ale w zupełnie innym niż dotychczas kontekście. Dotyczy to pewnej wątpliwości, która zaczyna pojawiać się, gdy myślę o tym, jak nowe przepisy przyjdzie nam stosować. Rzecz w tym, że resort finansów przygotował nie tak dawno kilka propozycji zmian ustawy o VAT. Jedna z nich dotyczy wprowadzenia przejściowych ograniczeń w odliczaniu VAT od zakupionych samochodów osobowych. Nieco później pojawił się projekt z wyższymi stawkami podatku. Jego treść była jednak znacznie bogatsza i dotyczyła także kilku innych kluczowych dla podatników kwestii. I tu pierwsza trudność. Tuż przed posiedzeniem rządu projekt rozpadł się na dwa kawałki. Jeden trafił do ustawy okołobudżetowej. Z drugim nie bardzo wiadomo co dalej. Ma być, tyle że okrojony i odrębny. Nowych przepisów rozsianych po różnych projektach jest już całkiem sporo. Zastanawiam się jak w tym rozsypanym po podwórku piasku zmian połapie się zwykły podatnik, któremu przyjdzie te osobliwe kawałki poskładać w jakąś tam, w miarę poukładaną całość. Trudne to zadanie.

Sporym kłopotem będzie też kilkanaście przepisów przejściowych rozrzuconych wiatrem radosnej twórczości legislacyjnej po kilku ustawach. Kłopot tym większy, że przy tworzeniu ujednoliconych tekstów ustawy (czyli takich, których nie przygotowuje ustawodawca, lecz powstają z prywatnej inicjatywy) zwykle przepisy te się albo pomija, albo wrzuca na szarym końcu. Skutkiem jest to, że mało kto spośród zwykłych podatników przepisy te w ogóle czyta. Mimo że to do nich właśnie są one adresowane. I to one wyznaczają reguły postępowania w najtrudniejszym okresie: na przełomie obowiązywania starych i nowych rozwiązań.

Ta legislacyjna burza w VAT-owskiej piaskownicy nie świadczy niestety o tym, by wszystko to, co jest dziś robione, było szczególnie przemyślane. Nie jest też dowodem tego, by rządzący mieli do podatników większy szacunek. Tak jak i ja nie miałem go, marnując trud dziadka zgarniającego wytrwale porozrzucany piasek w jedną hałdę. To, co jednak można wybaczyć dziecku, tego prawodawcy się nie wybacza.

23 września 2010

Pomimo kryzysu bogacimy się. Przybywa osób płacących najwyższe podatki

Kryzys spowodował, że Polacy lepiej zarabiają. Tak przynajmniej zdaje się wynikać z analizy danych dotyczących rozliczenia podatku dochodowego od osób fizycznych za 2009 rok. Liczba osób zarabiających powyżej 85 tys. zł wzrosła w ciągu roku (licząc rok 2008 do roku 2009) o nieco ponad 45 tys. osób. Ale to i tak nic w porównaniu z danymi za rok poprzedni. W 2008 roku było takich osób blisko 140 tys. więcej niż w roku 2007.

Wcześniej trend był zupełnie inny. Podatników opłacających podatek według najwyższej stawki stale ubywało. Tylko między rokiem 2006 a 2007 ubyło ich ponad 50 tys. Zdaniem ekspertów przyczyna była prosta: utrzymujące się od dłuższego czasu wysokie opodatkowanie dochodów zachęcało podatników do ucieczki w szarą strefę, a w przypadku osób najlepiej zarabiających – do ucieczki z pieniędzmi przed polskim fiskusem za granicę. W tym do rajów podatkowych. Ostatnie trzy lata odwróciły ten trend.

Niższe podatki

Ten nagły zwrot tendencji ma proste uzasadnienie. Od 2007 roku Polska konsekwentnie obniża poziom opodatkowania osób fizycznych. W pierwszym roku uzyskano to, wprowadzając ulgę na dzieci, która tylko w pierwszym roku jej obowiązywania pozostawiła w kieszeniach podatników ponad 5,4 mld zł. Podniesiono też próg dochodów, powyżej których płaci się najwyższą stawkę podatku: z 74 do 85 tys. zł. Rok później było to już 6 mld zł, a w 2009 roku – 5,6 mld zł. W 2009 roku obniżono stawki PIT z 19, 30 i 40 proc. do dwóch: 18 i 32 proc. Wcześniej obniżono także obciążenia z tytułu ZUS. Niższe obciążenia sprzyjają uczciwości. Im mniej musimy oddać państwu, tym niższa jest nasza skłonność związana z ryzykiem ucieczki od podatku. To reguła potwierdzana wielokrotnie na całym świecie.

Teoretycznie powinna zadziałać także inna zasada. Im niższe podatki, tym wyższe wpływy podatkowe. Taki skutek odniosły początkowo te kraje, które wprowadziły u siebie podatek liniowy, takie jak Słowacja czy Estonia. W Polsce efekt ten uzyskaliśmy tylko w latach 2007 – 2008.

Stawki w dół, wpływy w dół

Obniżenie stawek PIT do 18 i 32 proc. zakończyło się spadkiem dochodów z tytułu tego podatku o niemal 3,6 mld zł. Z tego osoby o zarobkach powyżej 85 tys. zł rocznie, czyli płacące podatek według najwyższej stawki, zapłaciły mniej o niemal 1,5 mld zł. Mimo że było ich o 45 tys. więcej. Wcześniej, mimo że takich radykalnych zmian w podatkach nie było, liczba podatników płacących podatek według najwyższej stawki (40-proc.) wzrosła rok do roku o więcej niż połowę. Należny zaś od nich podatek o niemal 5 mld zł, podczas gdy całkowity wzrost, licząc rok 2007 do 2008, wyniósł prawie 10 mld zł. Ta grupa podatników wygenerowała zatem niemal połowę dodatkowych wpływów.

Spadek wpływów w 2009 roku wynika bezpośrednio z obniżenia stawek PIT. Był zresztą planowy. Taki założyło Ministerstwo Finansów. Kłopot w tym, że teoretycznie powinno być inaczej. Im niższy podatek, tym więcej osób skłonnych do ujawniania ukrywanych dotychczas dochodów, a zatem i wyższe wpływy podatkowe.

Dlaczego jednak w 2009 roku dobrze zarabiających podatników przybyło mniej niż rok wcześniej? Jest bardzo prawdopodobne, że zadziałała psychologia. Wcześniej, po zmianach w 2007 roku, sytuacja była ustabilizowana. Podatek płacony od dochodów poniżej 85 tys. zł był w miarę stały i wynosił około 20 tys. zł. W 2009 roku to się zmieniło. Podatek dla tej kwoty zmalał do niecałych 15 tys. zł. Co prawda spadł też podatek płacony od nadwyżki. Ale tego nie widać w skali. Podatek płacony do momentu przekroczenia progu dochodowego jest zaś wpisany w mechanizm skali. I bardzo dobrze go widać. Dla części osób mógł to być znakomity powód do tego, by ograniczyć swoje dochody, uciekając tym samym od przekroczenia progu kwalifikującego ich do wyższej stawki.

To zjawisko można już było w Polsce obserwować wcześniej. Świetnie ilustruje to przykład taksówkarzy, którzy potrafili rezygnować z części dochodów tylko po to, by nie zacząć płacić VAT. Dlatego w momencie zbliżania się do limitu zwolnienia z tego podatku zawieszali swoją działalność przed końcem roku, tak by limitu tego nie przekroczyć.

Podobnie robiło wiele małych firm. Strach przed zapłatą większego podatku był na tyle duży, że skądinąd przedsiębiorczy przecież ludzie rezygnowali świadomie z zarabiania większych pieniędzy tylko po to, by uciec przed podatkiem. Rezygnowali lub uciekali z częścią dochodów do szarej strefy. Część firm, które działalność formalnie zawieszały, nadal funkcjonowała bowiem w najlepsze. Proceder ten skończył się wraz z radykalnym podniesieniem limitu zwolnienia z VAT. Dalej nie było już potrzeby kombinować.

Podobny efekt, w zakresie podatku dochodowego, można byłoby uzyskać, wprowadzając jedną stawkę PIT. Podatnicy nie musieliby wówczas zaprzątać sobie głowy tym, co zrobić, by część dochodów przenieść na rok następny lub ukryć w sposób umożliwiający im pozostanie w pierwszym przedziale skali podatkowej.

Kryzys niektórym pomaga

Z drugiej jednak strony nie sposób nie zauważyć, że podatników, których dochody roczne przekraczają 85 tys. zł, jednak przybyło, i to mimo kryzysu. Zdaniem ekspertów przyczyna może być jednak inna. Wyczerpywanie się rezerw wysoko wykwalifikowanych kadr. Im mniej dostępnych na rynku specjalistów, a większe na nich zapotrzebowanie, tym łatwiej im uzyskać podwyżki. Gdyby miało się to jednak potwierdzić, byłby to wyjątkowo zły prognostyk dla gospodarki.

Tekst napisany wspólnie z red. Ewą Matyszewską

17 września 2010

Podatki to nie lek na kłopoty

W Polsce panuje dziwne przekonanie, że jeśli istnieje jakiś trudny do rozwiązania problem społeczny, najlepiej będzie rozwiązać go, wprowadzając odpowiednią ulgę podatkową. Podatki urastają do zupełnie niezasłużonej im rangi, głównego regulatora rynku oraz leku na wszelkie społeczne bolączki. Tymczasem ich rola jest zupełnie inna i dużo prostsza.

Podatki są po to, by zapełniać państwową kasę. Zaprzęganie polityki podatkowej do rozwiązywania mniej lub bardziej poważnych problemów społecznych tej funkcji podatków nie zmieni. Co gorsza, im większe są nasze oczekiwania co do liczby rozwiązywanych tą drogą problemów, tym wyższe podatki musimy płacić. Im więcej sprezentujemy sobie ulg, tym więcej oddamy później do państwowej kasy.

Doświadczyliśmy tego już zresztą. W latach 90. ubiegłego wieku, gdy katalog ulg w PIT był najszerszy, pierwszy i jedyny raz podniesiono nam stawki tego podatku. Później, w miarę jak wygaszano ulgi, zrobiło się miejsce na obniżanie stawek podatku. Pech jednak chciał, że obniżeniu stawek PIT do 18 i 32 proc. towarzyszyło wprowadzenie ulgi prorodzinnej (odliczamy z tego tytułu ok. 6 mld zł rocznie) i obniżenie składek ZUS. Ulga prorodzinna była potrzebna. Ale nie po to, by jakoś zaradzić spadającej dzietności polskich kobiet. Bez niej najmniej zarabiające osoby nie odczułyby skutków obniżki. Skala z nowymi stawkami została bowiem tak skonstruowana, żeby straty na obniżonych podatkach były minimalne. Dziś przychodzi nam zapłacić za to rachunek. Rząd nie miał co prawda odwagi zlikwidować kosztownej dla niego ulgi, ale podnosi za to stawki VAT. Zarobi na tym mniej więcej tyle, ile my odliczamy od podatku w ramach ulgi na dzieci. Rachunek został wyrównany.

A dzieci jak było mało, tak jest nadal. Ulga na dzieci okazała się nie mieć zbawiennego wpływu na to, ile ich w rodzinach mamy. Było to zresztą oczywiste już w chwili jej wprowadzania dla każdego, kto chociaż odrobinę zna się na podatkach. Ale stanowiło też znakomite maskowanie dla rzeczywistego celu, dla którego ją wprowadzono. Teraz mizerne efekty jej stosowania będą doskonałym pretekstem do jej skasowania.

Zapowiedział to już zresztą w tym tygodniu minister Rostowski. Wątpliwe co prawda, by zrobił to już od stycznia 2011 roku. Odpowiednie zmiany musiałyby trafić bowiem do Dziennika Ustaw przed 30 listopada 2010 r., a na to są raczej marne szanse. Kalendarz legislacyjny jest w tym przypadku nieubłagany. To jednak nie od tego kalendarza, ale od kalendarza wyborczego mogą zależeć decyzje dotyczące ulgi. Łatwo sobie można wyobrazić sytuację, że za rok ceną, jaką przyjdzie nam zapłacić za wstrzymanie kolejnych podwyżek VAT, będzie likwidacja niepotrzebnej społecznie ulgi prorodzinnej. I cenę tę zapłacimy pewnie bez zmrużenia oka. Wystarczy, że odczujemy podwyżki VAT przy sklepowych ladach. A odczujemy je na pewno.

13 września 2010

Podatkowa karząca ręka sprawiedliwości

Podatek ma ukarać szefów banków za kryzys. Ale to nie szefowie ucierpią z powodu nowych opłat

Zdajemy się trwać w przekonaniu, że banki, głównego winowajcę kryzysu, powinna w ramach odwetu dosięgnąć podatkowa karząca ręka sprawiedliwości. Na przykład w formie podatku bankowego. Czy słusznie?

Banki to bardzo wygodny winowajca. Jako jedna kategoria stają się podmiotem anonimowym, jakimś obcym tworem. Są wdzięcznym wrogiem, bo w powszechnym przekonaniu łupią nas jak fiskus. Większość z nas miewa też z nimi niemiłe przygody przy okazji zaciągania kredytu czy przeglądania wyciągu z konta, na którym wciąż pojawiają się nowe opłaty.

Jednak przerzucanie na banki odpowiedzialności zbiorowej za kryzys i obarczanie ich podatkiem, traktując jako jeden anonimowy twór, jest hipokryzją. To przecież nie banki podejmują decyzje, ale ludzie stojący na czele tych finansowych molochów. A w nich podatek bankowy nie uderzy. Z resztą nie uderzy też w banki. Zapłacimy za niego my wszyscy przy bankowych okienkach, przed monitorami komputerów. Warto się nad tym pochylić, głosząc hasło karnego opodatkowania banków. Kto w ten sposób zostanie ukarany? Kto zapłaci końcowy rachunek?

To zresztą niejedyny problem. Kłopot w tym, że nowy podatek skutecznie da się wprowadzić tylko wtedy, gdy zmuszone będą go płacić osoby o niskich dochodach, słabo wykształcone. Takie, które nie mają możliwości i nie umieją przed podatkiem uciec. Banki umieją. Nie brakuje im środków, by to zrobić, ani ludzi, którzy wiedzą, jak uciec. Przekonały się już o tym kraje, które podatek ten wprowadziły, choćby Wielka Brytania. Już zaczął się exodus banków do krajów, w których podatku nie ma. To niebezpieczeństwo dostrzega też Unia, nie wierzy jednak chyba, że znajdą się na świecie miejsca, w których podatku nie będzie. Dlatego bardziej zajmuje się tym, czy wszystkie państwa będą stosowały w związku z nim jednakowe reguły, niż tym, czy w ogóle powinny go stosować. Kłopot w tym, że Unia, chcąc uniknąć szkodliwej konkurencji podatkowej, walczy o ujednolicanie podstaw opodatkowania, ponosząc na tym polu same klęski.

Przykładem tego są trwające kilkanaście lat negocjacje w sprawie ujednolicenia zasad liczenia tego, od czego płaci się CIT (nasz podatek od osób prawnych). Mimo ton niepotrzebnie wyprodukowanych dokumentów spór o ten drobiazg tkwi w punkcie wyjścia. Trudno uwierzyć, że w przypadku ujednolicania podatku bankowego stanie się inaczej. Że przy sprzecznych interesach fiskalnych unijnych przyjaciół uda się osiągnąć rozsądny kompromis. I w końcu, że nie znajdzie się w tej grupie ktoś, kto uzna, że lepiej, by u niego banki nie płaciły podatków w ogóle, niż by z powodu dodatkowego obciążenia miały uciekać do Azji.

05 września 2010

Biurokracja, czyli historia o domu, który czyni szalonym

W ramach walki z biurokracją projekty ustaw będą miały metryczki. W urzędach urzędnicy będą cierpliwie te metryczki wypełniać. A do wykonywania ich poprzednich zadań będą potrzebni kolejni urzędnicy

Każdy, kto choć raz otarł się o komiksy Rene Goscinnego z serii „Asterix”, pamięta zapewne historię o domu, który czyni szalonym. Historyjkę o bezsensownej biurokratycznej mitrędze, która doprowadzała obywateli cesarstwa rzymskiego do szaleństwa. W komiksie i nakręconym na jego podstawie filmie machina ta ulega samozniszczeniu przechytrzona przez dzielnego gala – Asteriksa. I tu dobra wiadomość. Właśnie dochowaliśmy się naszej rodzimej wersji tego bohatera. Premier Tusk powołał Adama Jassera na pełnomocnika rządu ds. walki ze zbędną biurokracją, nadając mu rangę wiceministra. Zbędną, czyli jakaś tam biurokracja potrzebna nam do życia jednak jest. A raczej, odwracając nieco funkcję ministra Jassera, jest nam niezbędna.

Tak czy siak jest nadzieja, że wkrótce i polskie domy czyniące ludzi szalonymi znikną w mrokach dziejów. Niepokoi tylko, że ta krucjata odbywa się pod flagami rządu. A zatem samej administracji. Niejedyny to jednak niepokój.

– Od dzisiaj na Radę Ministrów będą mogły trafiać wyłącznie takie projekty ustaw, które będą zawierały taką szczególną metryczkę informującą o tym, na ile dany projekt sprzyja deregulacji, na ile usuwa zbędne przepisy, a na ile – bo przecież i takie się zdarzają – dodaje nowe regulacje – uzasadniał premier powołanie nowego pełnomocnika. Przy słowie „metryczka” coś we mnie drgnęło i nadzieja na to, że oto rodzi się polski Asterix, który rozsadzi biurokratyczne absurdy, zgasła równie szybko, jak wcześniej rozbudził ją premier.

No bo i pomyślcie Państwo sami. Najpierw był pomysł z metryczkami do akt podatkowych. Tak na wszelki wypadek, żeby było wiadomo, kto kiedy do nich zaglądał i co z nimi robił. Pomysł w sumie niegłupi. Później ten sam pomysł miał dotyczyć projektów ustaw. Cel równie zbożny. Wszyscy pamiętamy przecież, jak to było z aferą Rywina. Teraz w ramach walki z biurokracją mają być metryczki do projektów przyjmowanych przez rząd. Metryczki, w których ma znaleźć się odpowiedź na dość proste pytanie. Czy dany projekt nie zawiera przypadkiem rozwiązań, które wprowadzałyby kolejne bariery biurokratyczne.

To właśnie po to, aby miał kto cały proces nadzorować, powołano specjalnego pełnomocnika. Zaiste śmiałe posunięcie zmierzające do ograniczenia biurokracji i zmniejszenia zatrudnienia w administracji. Jeszcze kilka takich śmiałych posunięć, i większość dziś zatrudnionych w urzędach osób nie będzie zajmował się niczym poza wypełnianiem kolejnych metryczek. Wtedy, by można było spokojnie wykonywać przynależne administracji zadania, trzeba będzie zatrudnić kogoś, kto wykona pracę tych, którzy zajmą się metryczkami.

No, i jeszcze żeby wypełnić metryczkę dotyczącą stwarzania barier biurokratycznych, wypadałoby zrobić jakąś solidną analizę. Opinię, którą najlepiej będzie zamówić poza administracją. Bo ta, wiadomo, sama przeciwko sobie nie wystąpi. I sama z sobą walczyć nie będzie. A takiej ekspertyzy nikt przecież za darmo nie przygotuje. To, czy w ten sposób administracja stanie się tańsza i mniejsza, pozostawiam już Państwa ocenie.

30 sierpnia 2010

ABC VAT, czyli vatowana historia powstawania ceny

Pora skończyć z mitem VAT jako podatku, który uderza po kieszeni przedsiębiorców. To podatek od konsumpcji i zawsze obciąża końcowego konsumenta, a nie wytwórcę, usługodawcę czy sprzedawcę

Nowina o podwyżkach VAT uderzyła we wszystkich niczym legendarny lewiatan w marynarzy podczas burzy. Nic w tym zresztą zaskakującego, skoro przez dwa lata większość znanych i uznanych autorytetów ekonomii straszyła nas podwyżkami podatków dochodowych. Podwyżki VAT, chociaż w sposób naturalny wpisuje się ona w ogólnoświatowe trendy, rzadko brano u nas poważnie pod uwagę.

Co dziwne, zamiast usłyszeć lament tych, którzy podatek ten zmuszeni będą płacić przy sklepowych kasach, jedynym jękiem, jest jęk polskich przedsiębiorców że straci na tym cała gospodarka. Dziwne jest to o tyle, że wyraźnie wskazuje na kompletne niezrozumienie istoty tego podatku. I chociaż można przyjąć, że ta wiedza prezesowi niepotrzebna, skoro i tak ma ją już jego księgowa, pozwolę sobie uprzeć się, że nikomu mały łyk vatowskiego abecadła specjalnie nie zaszkodzi.

DLACZEGO VAT? Czymże zatem jest ów odmieniany dziś na wiele sposobów VAT? Otóż w czystej postaci (do której w polskim wydaniu oczywiście co nieco mu jeszcze brakuje) jest to podatek od tego, o co udaje nam się wzbogacić przedmiot sprzedaży (lub innej czynności) w danej fazie obrotu. Stąd zresztą i wywodząca się z angielskiego nazwa: podatek od wartości dodanej. Na marginesie to dlatego mówienie „podatek VAT” jest jak mówienie „masło maślane”. Słowo „podatek” jest już bowiem w samym skrócie. Owo „T” na końcu to angielski „tax”, czyli nasz podatek. U nas VAT nazwano podatkiem od towarów i usług i to dlatego dla niektórych jest nie VAT-em, a podatkiem VAT, czyli „podatkiem od wartości dodanej podatkiem”. Nie w tym jednak rzecz, ale w tym, jak ów podatek powstaje i kto go faktycznie płaci.

SKĄD SIĘ BIERZE CENA? Prosty przykład opodatkowania wartości dodanej. Wyobraźmy sobie firmę, która produkuje zabawki z drewna. By podołać temu zadaniu, potrzebuje ona oczywiście drewna, klejów, może gwoździ. Potrzebna jest też praca pracowników, jakiś projekt, później transport, żeby zabawki rozwieść, gdzie trzeba. Na wszystko to firma wydaje pieniądze i wszystko to składa się później na cenę gotowego produktu. Dokonując zakupu materiałów, narzędzi czy usług, firma płaci w ich cenie VAT. Jest to dla niej podatek naliczony, który, sprzedając swoje zabawki, będzie mogła sobie odliczyć. Firma dokłada też własne usługi, chociażby wspomnianą już robociznę. To właśnie owa wartość dodana, która złoży się w ostatecznym rezultacie na cenę.

Załóżmy, że koszty wytworzenia naszej zabawki wyniosły 100 zł. Cena ta zawiera w sobie też płacony wcześniej VAT. Dajmy na to 10 zł. Dlaczego tyle? Dlatego że nie wszystko, co złożyło się na cenę zabawki, jest obciążone VAT. Uwaga ta dotyczy np. płac. Po ustaleniu, ile kosztowało nas wytworzenie zabawki, musimy ustalić marżę, czyli swój zysk, kwotę, którą chcemy na zabawce zarobić. Niech będzie to 10 proc., czyli 10 zł. Cena zabawki to już 110 zł. Ale to cena netto. Teraz musimy doliczyć VAT (to tzw. podatek naliczony, który my naliczamy na gotowym już produkcie). Na zabawki, czy się to komu podoba, czy nie, wynosi on 22 proc., czyli w tym przypadku 24,20 zł. Tyle na naszej zabawce teoretycznie zarabia państwo. W sumie. Od wszystkich przedsiębiorców, którzy złożyli się na produkt końcowy. Od tartaku poprzez wytwórcę zabawek.

ILE BIERZE BUDŻET? Jak to możliwe, skoro każdy z nich płaci VAT? Ano tajemnica tkwi w mechanizmie odliczania VAT z poprzedniej fazy produkcji. To, co zapłacili do budżetu przedsiębiorcy przed wytwórcą zabawki, ten ostatni odliczy sobie od tego, co sam naliczył. Innymi słowy, w naszym przykładzie fabryka zabawek wpłaca do budżetu nie 24,20 zł od każdej zabawki, ale tylko 14,20. Zapłacone wcześniej 10 zł sobie zostawia.

KTO PŁACI PODATEK? Na tym jednak nie koniec. Przedsiębiorca bowiem wcale tego VAT nie płaci. On go tylko przekazuje do budżetu, jako płatnik. Podatek ten został przecież wliczony w cenę zabawki. Zapłacił go zatem jej nabywca. I właśnie na tym polega VAT. Podatek, który zawsze obciąża dopiero ostatecznego konsumenta. Nieważne, czy usługi, czy towaru. Tam, gdzie zatrzymuje się dalszy obrót, tam możemy zlokalizować tego, kto ponosi fizyczny ciężar wrzucania pieniędzy do budżetowej skarbonki.

26 sierpnia 2010

Ulga na nowe technologie nie pomaga unowocześniać

Wydumane ulgi szkodzą tym, dla kogo zostały stworzone. Zaledwie 15 firm skorzystało z celebrowanej ulgi w PIT na zakup nowych technologii. Nie świadczy to ani o braku inwestycji w nowe technologie, ani o zacofaniu polskich przedsiębiorców. Przeciwnie. Inwestycje w nowe linie produkcyjne i oprogramowanie przeżywają swój złoty okres. To co najwyżej strach przed zagmatwanymi przepisami podatkowymi.

Rząd całą swoją energię powinien skoncentrować nie na tworzeniu wydumanych ulg, ale na upraszczaniu systemu i redukowaniu podatków. Ze znacznie większą korzyścią dla firm i budżetu.

Likwidacja ulg w PIT – takich jak prorodzinna, internetowa czy na darowizny – choć politycznie ryzykowna, dałaby budżetowi od 7 do 8 mld zł. Dodatkowe oszczędności przyniosłaby likwidacja innych preferencji, np. wspólnego rozliczenia małżonków czy specjalnych 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów. Z tego źródła można by pozyskać dodatkowych kilka miliardów złotych.

Przedsiębiorcy nie wierzą w ulgi. Przepisy są zbyt skomplikowane i pełne zasadzek. Wielu pamięta jeszcze bolesne doświadczenia z lat 90. i sławetne ulgi inwestycyjne, obudowane dziesiątkami przepisów, które urzędnikom skarbowym pozwoliły później latami gnębić inwestorów. Co najmniej kilkadziesiąt poważnych firm przypłaciło wtedy „miłosierdzie” rządu bankructwem.

– Gąszcz przepisów podatkowych rodzi dla przedsiębiorców utrudnienia i generuje dodatkowe ryzyko – mówi Adam Kwaśnik, ekspert Pracodawców RP. Dlatego większość przedsiębiorców, chociaż przeciwna podnoszeniu podatków, uważa likwidację ulg za mniejsze zło niż podnoszenie stawek VAT, które forsuje rząd. – Płacąc podatek liniowy, z większości ulg i tak nie korzystają – mówi Rafał Ciołek, przewodniczący grupy CIT/PIT w radzie podatkowej PKPP Lewiatan.

Za zniesieniem ulg, a pozostawieniem dotychczasowych stawek VAT jest też b. wiceminister finansów Jarosław Neneman. – Korzyści dla budżetu państwa byłyby większe niż ze zmiany VAT, a system zostałby radykalnie uproszczony – mówi.

Kilkanaście miliardów złotych z likwidacji ulg to nie tylko więcej niż spodziewane 5 mld zł z podwyżki stawek VAT. To także wystarczająco dużo, by dokonać kolejnej obniżki PIT. Obniżki na tyle dużej, by osoby o średnich zarobkach nie straciły na likwidacji ulg.

Dziś rzeczywista stawka podatku dla osób z pierwszego przedziału skali to nie 18, ale nieco ponad 14 proc. Łatwo to policzyć. Osoba zarabiająca 3,5 tys. zł (po odliczeniu składek), mająca jedno dziecko płaci dziś – korzystając z ulgi na dziecko – około 5,8 tys. zł podatku rocznie. Tyle samo zapłaciłaby bez ulgi, korzystając z liniowej stawki 14-procentowej.

Tekst napisany wspólnie z red. Ewą Matyszewską

15 czerwca 2010

Bajka o podatku Belki

Nie rozumiem, w czym lepsze są dochody z giełdy czy lokat od dochodów z pracy i emerytur, by od tych pierwszych podatku płacić nie trzeba było, a od drugich już tak

Lokata bez podatku Belki. Tej treści e-mail dostaję od różnych banków. Trik polega na codziennym naliczaniu odsetek i takim rozkładaniu lokat, by odsetki nie przekraczały 2,60 zł. Od takich odsetek podatek liczony według stawki 19 proc. wyniesie 49 gr. A każdy podatek mniejszy niż 50 gr równany jest do zera. Takie manewrowanie gotówką opłaca się wtedy, gdy mamy jej odpowiednio dużo. Ale to zupełnie inna kwestia.

Równi i równiejsi

Chodzi o to, że to dziwna sytuacja. Z jednej strony mamy inwestorów giełdowych, którzy podatek płacą, chociaż lobbują za jego zniesieniem. Z drugiej – inwestorów, którzy lokują pieniądze na lokatach czy pseudopolisach i podatku płacić nie muszą. Co więcej, z przyzwoleniem i błogosławieństwem fiskusa, który nic złego w takim obchodzeniu przepisów podatkowych tym razem nie widzi. Twierdzi, że to optymalizacja podatkowa. I nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie jedno „ale”. Otóż, równą pobłażliwością dla przejawów twórczej optymalizacji podatkowej fiskus nie chce się już wykazać w starciu ze zwykłymi firmami. Tu każda umowa może stać się nieważna z tego tylko powodu, że skutkiem jej wykonania jest obniżenie należnego od firmy podatku.

Oczywiście fiskus mógłby sobie spokojnie z tym problemem poradzić. Wystarczyłoby tak zmienić przepisy, żeby ryczałt od bankowych zysków był naliczany nie po każdej kapitalizacji odsetek, ale np. od sumy odsetek uzyskanych w danym miesiącu. Wprowadzenie takiego rozwiązania to jednak delikatna kwestia natury politycznej. Od lat toczy się bowiem spór o to, czy likwidować podatek od bankowych odsetek (tzw. podatek Belki) oraz podatek giełdowy, czy nie. Spór, którego echa pojawiły się też w dalekim tle kampanii prezydenckiej.

Już słyszę, że pomysł z miesięcznym naliczaniem podatku od odsetek byłby niesprawiedliwy. Że to dobrze, że można obejść podatek Belki, bo to w końcu podwójne opodatkowanie. Że podatek od inwestycji i podatek Belki trzeba zlikwidować, bo są niesprawiedliwe... Nie potrafię nadziwić się naiwności takiej argumentacji. Po pierwsze, w Polsce na razie istnieje powszechność opodatkowania. A to oznacza, że od każdego zarobionego złotego powinniśmy płacić podatek. Skoro płaci go emeryt od emerytury, rencista od renty, sklepikarz od zysku, a pracownik od pensji, nie ma racjonalnego powodu, by nie robili tego inwestorzy giełdowi czy rentierzy. Po drugie, nikt logicznie myślący nie jest w stanie wykazać w tym przypadku podwójnego opodatkowania. Teza o podwójnym opodatkowaniu jest w tym przypadku bezzasadna i można zaliczyć ją do katalogu podatkowych bajek.

Nie zawsze podwójna gra

Przedstawmy przykład. Wpłacam do banku 2 tys. zł. Bank daje mi po roku 10 proc. odsetek. W formie odsetek dostaję 200 zł. Od nich muszę zapłacić podatek. Ale wpłacone wcześniej 2 tys. zł pozostaje nieopodatkowane. Te 200 zł, które dostałem od banku, to mój zarobek, który wcześniej nigdy nie był opodatkowany. Wpłacone zaś przeze mnie 2 tys. zł, które opodatkowano mi, gdy zarobiłem, teraz podatkiem Belki opodatkowane już nie jest. Żadna z tych kwot nie jest zatem opodatkowana dwa razy. Identycznie w przypadku inwestycji kapitałowych. Inwestuję 2 tys. zł na giełdzie, kupując akcje. Po roku wartość akcji wzrasta o 10 proc. Sprzedaję je za 2,2 tys. zł. Podatek zapłacę zatem tylko od przyrostu wartości moich pieniędzy, tj. od 200 zł. Zasada jest zatem prosta. Zarobiłeś – płacisz podatek. Ale nie od tego, co już miałeś i od czego zapłaciłeś już raz podatek, tylko od tego, co dostałeś dodatkowo za swoje inwestycje. Jeśli ktokolwiek w Polsce może mówić o podwójnym opodatkowaniu, to właściciele spółek z o.o. W ich przypadku najpierw podatek płaci spółka, która do nich należy. Od dochodu, z którego wypłacany jest zysk dla tego właściciela. Później od wypłaconego sobie zysku właściciel płaci podatek po raz drugi. No, ale tu skarbówka mówi, że to nie ten sam podatnik. Bo raz jest nim spółka, drugi raz osoba fizyczna. Przyznajmy też uczciwie, że w skali europejskiej ten przypadek niczym odosobnionym nie jest.

Czasem, gdy słucha się podatkowych bajek na temat czy podatku Belki, czy podatku od inwestycji giełdowych, i to z ust polityków czy ekonomistów, to aż kusi, by spytać, jak duże inwestycje poczynili oni sami. Zakładam jednak wariant optymistyczny, że to przypadek. Wynik braku wiedzy, niedouczenia, braku chwili refleksji. Zakładam, że chodzi wyłącznie o walkę z nadmiernym fiskalizmem. Nawet jeśli nie bardzo rozumiem, w czym lepsze są dochody z giełdy czy lokat, od dochodów z pracy lub emerytur, by od tych pierwszych podatku płacić nie trzeba było, a od tych drugich już tak. I to często według wyższej stawki niż ta, która dotyczy inwestorów i oszczędzających. Kłopot w tym, że większość z nas lubi bajek słuchać i bezkrytycznie powtarzać je dalej. I to jest w tym najsmutniejsze.

17 maja 2010

Składka w górę, pensja w dół

Podnosząc składkę zdrowotną, kolejny rząd chce nas oszukać. Mieliśmy skończyć z marnowaniem pieniędzy przez NFZ. Niestety, obietnica ta okazała się równie prawdziwa jak ta, że do składki zdrowotnej nic nie dołożymy z własnej kieszeni

Ponad rok temu, 30 stycznia 2009 r. pisałem, że rząd zamierza podnieść nam stawkę składki zdrowotnej z obecnych 9 do 10 proc. Teraz ze zdziwieniem dowiaduję się, że mimo upływu czasu, by nabrać nadziei, że takiej podwyżki nie będzie, plan ten wcale nie umarł. Co więcej i o zgrozo: podwyżka miałaby wynieść nie 1 punkt procentowy, tylko 3. Teraz składka miałaby wynieść 12 proc. Zupełnie jakbyśmy dziś płacili mało na publiczną służbę zdrowia, do której dostęp i tak jest dość iluzoryczny. Dobra wiadomość: 12 proc. mielibyśmy płacić dopiero w 2020 r. Zła: 10 proc. mamy płacić już od 1 stycznia 2011 roku. Tak przynajmniej chciałoby Ministerstwo Zdrowia, które z uporem i konsekwentnie od dłuższego czasu stara się sięgnąć do naszych kieszeni.

Na rachunek NFZ

Niecałe dwa lata po tym, jak obniżono nam obciążenia publicznoprawne, zastępując trzystopniową skalę PIT skalą dwustopniową z niższymi niż poprzednio stawkami, miesięczne obciążenia naszych pensji wzrosną. I to na tyle, że dla ponad 95 proc. podatników płacących podatek w pierwszym przedziale skali podatkowej (zarabiających rocznie nie więcej niż 85 tys. zł) zniwelowane zostaną skutki obniżenia PIT. Innymi słowy ci, którzy dopiero co zaczęli oddawać nieco mniej ze swoich pensji, w roku 2011 oddadzą mniej więcej tyle co w 2008 r. Tyle że pieniądze te zamiast na rachunek fiskusa, trafią do NFZ, który – jak uczy doświadczenie – z pewnością dobrze je spożytkuje. Na tyle dobrze, że stawkę za chwilę znów trzeba będzie podwyższyć, bo inaczej nigdy nie podniesiemy się z finansowej zapaści polskiej służby zdrowia. W co akurat trudno mi uwierzyć. Bez względu na to, ile byśmy do tego dziurawego worka dosypywali, i tak potrafi on bez widocznych śladów wchłonąć kolejne pieniądze.

W całej tej historii warto za to zwrócić uwagę na inną kwestię. Otóż w sprawie składki zdrowotnej jesteśmy jako obywatele oszukiwani niemal od początku reform systemów ubezpieczeniowych. Dziś mało kto już pamięta, że początkowo składka ta wynosiła zaledwie 7,75 proc. Gdy ją wprowadzano, ówczesny rząd (spuśćmy zasłonę milczenia na to który) obiecywał, że na jej wprowadzeniu żaden obywatel nie straci. Nie straci dlatego, że to, co przekaże na zdrowie, będzie mógł sobie odliczyć od podatku. W ten sposób suma obciążeń, które nas dotyczą, miała pozostać na niezmienionym poziomie. Zmienić miał się jedynie sposób dystrybucji tego, co i tak musieliśmy już oddawać. Zmienić miał się też system finansowania publicznej opieki zdrowotnej. Wygląda na to, że z punktu widzenia obywatela zmieniło się niewiele.

Bardzo szybko okazało się, że wspomniane 7,75 proc. to zdecydowanie za mało i składka zaczęła rosnąć. Cierpiący na chroniczną sklerozę rządzący, niepomni na składane wcześniej w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej zapewnienia, składkę podnieśli. Powoli, bo w tempie o 0,25 punktu procentowego rocznie. Wolno, ale i tak urosła ona do 9 proc. Na dokładkę od podatku dalej odliczamy tylko 7,75 proc., czyli pozostałe 1,25 płacimy już z własnej kieszeni. Płacimy wbrew temu, co nam obiecywano.

Mniej w kieszeni

Teraz kwota ta miałaby wzrosnąć do 2,25 proc. O jakiejkolwiek rekompensacie w postaci odliczenia tego od podatku nikt już nie myśli. No bo niby po co, skoro i tak wszyscy przyzwyczailiśmy się już pokornie płacić... Teraz podnosząc po raz kolejny składkę, rząd też niechętnie zgodziłby się na zwiększenie limitu ulgi. A jeśli już nawet, to kosztem podwyżki mielibyśmy się podzielić. Nawet zresztą gdyby takie odliczenie wprowadzić, to większość rodzin – o ile tylko mają dzieci – i tak nie skorzystałaby z dobrodziejstwa ulgi. Żeby cokolwiek od podatku odliczyć, trzeba najpierw mieć od czego. Trzeba podatek płacić. A ten w wielu wypadkach i tak został już zredukowany do zera przez wprowadzenie ulgi prorodzinnej. Dla takich rodzin, które podatku nie płacą dzięki temu, że wychowują dzieci, podniesienie składki, nawet zrekompensowane ulgą, będzie oznaczało, że w ich kieszeniach zostanie mniej pieniędzy. I tego żadne, nawet najmądrzejsze analizy nie zmienią.

Skansen i prywata

Kłopot nie w tym, że płacić trzeba. Nawet nie w tym, że płacić trzeba coraz więcej. Prawdziwy problem jest w tym, że służba zdrowia zamieniła się w prawdziwy worek bez dna. Do systemu opieki zdrowotnej trafia coraz więcej środków. Tymczasem dostęp do świadczeń medycznych wcale się nie zwiększa. Nie zwiększają się też jakość świadczonych przez służbę zdrowia usług czy standardy obsługi pacjentów. Od lat, poza nielicznymi wyjątkami, w większości placówek medycznych jest tak samo. Najdelikatniej mówiąc, skansen i prywata. To jeden z powodów, dla których osoby, które mogą sobie na to pozwolić, mimo opłacania horrendalnych składek korzystają z prywatnej opieki medycznej, a nie z tego, co teoretycznie należy im się w ramach systemu opieki zdrowotnej, na który łożą niemałe pieniądze.

W 2003 r. NFZ dostał nieco ponad 20 mld zł. W 2010 r. ma to już być niemal 50 mld zł. Po podniesieniu składki byłoby to niespełna 55 mld w 2011 r. i prawie 65 mld w 2020 r. Licząc według dzisiejszych wskaźników. A zatem w rzeczywistości z pewnością sporo więcej. Dla porównania wpływy z CIT planowane na ten rok to 26,3 mld zł, a z PIT 36 mld zł. To pokazuje ogrom pieniędzy, które trafiają do systemu opieki zdrowotnej. A przecież wspomniane 55 – 65 mld zł nie obejmuje tego, co wydajemy dodatkowo na leczenie prywatnie. Pytanie o to, co się dzieje z tymi pieniędzmi, jest zatem uzasadnione, skoro jest ich coraz więcej, a usługi jak były mało dostępne i kiepsko świadczone, tak są nadal. Zaś pracownicy służby zdrowia, jak byli źle opłacani, tak źle opłacani są i dziś. Przynajmniej gdy uwzględnia się oficjalne kanały tych wynagrodzeń. Może zatem pora skończyć już z fikcją darmowej opieki zdrowotnej i oprzeć ten system na jakiejś formie odpłatności, z zachowaniem systemu ochrony dla tych, których na płacenie za leczenie nie stać. Albo podzielić składkę na część, która z urzędu trafia do publicznej służby zdrowia, i część, o której przeznaczeniu zdecydujemy sami: oddając ją tejże służbie zdrowia lub przeznaczając na zakup prywatnie świadczonych usług medycznych. Może taka zdrowa konkurencja wydźwignęłaby wreszcie ten sektor z finansowej zapaści.

Nie korzystam z usług publicznej służby zdrowia, mimo że składki dość wysokie opłacam. Nie mam jednak nic przeciwko temu, by robić to nadal. Na tym w końcu polega solidaryzm społeczny. Nigdy nie wiadomo też, z dobroci czyjego serca przyjdzie mi korzystać w przyszłości. Solidaryzm społeczny nie może jednak polegać na dawaniu przyzwolenia na marnowanie publicznego, czyli naszego grosza. Obecna ekipa rządząca obiecywała z tym skończyć. Miały być wielkie porządki i koniec z marnowaniem pieniędzy przez publiczne placówki zdrowotne i NFZ. Niestety, obietnica ta okazała się równie prawdziwa jak ta, że do składki zdrowotnej nic nie dołożymy z własnej kieszeni.

15 kwietnia 2010

Zawirusowane głowy fiskusa

Chętni na korzystanie z ulgi internetowej nie mają szczęścia. Im bardziej nowoczesne są rozwiązania, z których korzystają, tym więcej kłód pod nogi zdaje się rzucać im fiskus. Szczególnie gdy korzystają z elektronicznych faktur. Jeszcze wczoraj trwał spór o to, co fakturą jest, a co nie. Dziś urzędy nie chcą od nich przyjmować faktur zgranych na elektroniczne nośniki informacji. No bo taka płyta czy pendrive mogłyby być przecież zawirusowane. Nie pomagają nawet cierpliwe tłumaczenia z resortu finansów, że faktury przyjmować trzeba, a do walki z wirusami służą programy antywirusowe, które w urzędach są.

To jednak nie problem techniczny, lecz mentalny. Nieodmładzanym od lat kadrom w mniejszych urzędach trudno zaakceptować to, że mogą zamiast papieru, który grzecznie powędruje do segregatora, dostać coś, z czym nie bardzo wiadomo co zrobić. Dlatego lepiej nie brać sobie kłopotu na głowę. I tu żadne, nawet najmądrzejsze, zalecenia nie pomogą. W zawirusowanych niechciejstwem głowach myśl, że można by wyjść poza standardowe działania, zwyczajnie się nie mieści.

08 kwietnia 2010

Nieco mniej ponumerowani

Z punktu widzenia osoby wypełniającej raz w roku zeznanie podatkowe likwidacja Numerów Identyfikacji Podatkowej (NIP) to zdecydowanie dobra wiadomość. Posiadany od urodzenia PESEL w kontaktach z urzędami wystarcza. Mylenie zaś w zeznaniu własnego NIP z numerem płatnika to nadal jeden z częściej popełnianych w czasie rozliczenia błędów.

Nie bez znaczenia jest także to, że działający obecnie system NIP jest zwyczajnie dla przeciętnego obywatela uciążliwy. Zmusza nas nie tylko do rejestracji, ale także do nieustannego monitorowania aktualności wpisów w rejestrze podatkowym. Chwila nieuwagi może w tym przypadku słono kosztować.

Zanim zaczniemy się cieszyć, warto jednak przypilnować, by zamykające się szybko biurokratyczne drzwi nie przycięły nam palców. Abstrahując już od takiego drobiazgu jak to, że w początkowym okresie po zniesieniu NIP zapanuje jak zwykle zamieszanie w urzędach. Trzeba też pamiętać, że obecnie w Polsce podatki płaci wiele osób nie tylko bez polskiego obywatelstwa, ale i bez polskiego numeru PESEL. I o nich musimy teraz szybko pomyśleć. Ich problemy z brakiem NIP mogą być bowiem bardziej kłopotliwe dla nas niż dla nich samych.

18 marca 2010

Dobry fiskus jest zły

Fiskus regularnie kontroluje firmy. To utrudnienie dla przedsiębiorców. Komfortu nie daje też poczucie zagrożenia, które wywoływane jest nalotami urzędników. Okazując zrozumienie skargom firm, nie sposób nie zwrócić uwagi na dwa fakty. Po pierwsze, fiskus nie jest od stwarzania komfortu. Takiej funkcji nie pełni nigdzie na świecie. Jego zadaniem jest zapełnianie państwowej kasy. Po drugie, nie byłoby tylu kontroli, gdyby nie skłonność części z nas do bawienia się z fiskusem w kotka i myszkę. Odpowiedzialność zbiorowa może w tym przypadku boleć. Ale ten ból i tak kosztuje mniej niż płacenie wyższych podatków tylko dlatego, że część z nas chce być sprytniejsza i ich nie płacić.

09 lutego 2010

Bony: kość niezgody

Wojna o bony. Z jednej strony małe firmy, którym odbierają klientów. No bo kto z małym sklepikiem podpisze umowę na wykorzystanie takiego środka płatniczego. Co innego, gdy zwolniona jest gotówka, którą można wydać w dowolnym miejscu. Z drugiej strony barykady emitenci bonów i sieci handlowe, którym zwolnienie PIT napędzało przed każdymi świętami licznych klientów. Tych wspierają rzesze prawników budujących wymyślne konstrukcje prawne, które miałyby udowodnić, że bon to nie bon, a gotówka. A wystarczyłoby zwolnić jedno i drugie na równych prawnych, by zakończyć ten bezsensowny spór.

25 stycznia 2010

PiS da nam ulgę na zakup komputera

Zespół Pracy Państwowej Prawa i Sprawiedliwości (czyli coś jakby gabinet cieni jak rozumiem) w ramach programu internetyzacji kraju proponuje między innymi wprowadzenie ulgi na zakup pierwszego komputera. Odliczyć moglibyśmy 18 proc. wartości zakupionego sprzętu (wnosić z tego należy, że odliczenia dokonywalibyśmy od podatku, chociaż na stronach internetowych PiS, takiej informacji nie znalazłem). Odliczenie nie mogłoby jednak przekroczyć 500 zł. A zatem, żeby w pełni wykorzystać limit ulgi, w sklepie powinniśmy zostawić jakieś 2778 zł. To cena dość dobrego laptopa lub całkiem niezłej maszyny stacjonarnej.

PiS proponuje, aby taka ulga przysługiwała na zakup pierwszego komputera. Niestety, z lakonicznego komunikatu nie wynika, jak miałoby być ustalane to, czy kupowany komputer jest pierwszym tego rodzaju sprzętem. To w praktyce może być dość trudne do ustalenia. Chociaż w przypadku niektórych podatników byłoby wykonalne. Część z nas korzystała już kiedyś z takiej ulgi.

Zakup komputera można było odliczyć w ramach ulgi na zakup przyrządów i pomocy naukowych. Odliczyć można było 19 proc. wartości zakupionego komputera, jednak nie więcej niż 433,20 zł (czyli wydać można było 2280 zł, co oznaczało wówczas raczej skromną konfigurację sprzętu, zaś o laptopie można było za taką kwotę co najwyżej pomarzyć). Po raz ostatni z ulgi korzystaliśmy w rozliczeniu za 2003 rok. Później ulgę zlikwidowano. 


Obecnie odliczenie zakupu komputera możliwe jest tylko w niektórych, dość rzadkich przypadkach, w ramach ulgi rehabilitacyjnej. A ta przysługuje tylko osobom niepełnosprawnym (o określonym statusie) oraz takim, na utrzymaniu, których znajdują się osoby niepełnosprawne (spełniające określone warunki). Wcześniej trzeba jednak wykazać, że ułatwia on wykonywanie funkcji życiowych. Nawet w przypadku takich osób, nie każdy może zatem z ulgi skorzystać. Trzeba też wiedzieć, że pracownicy urzędów skarbowych stosunkowo rzadko zgadzają się na takie odliczenie. Jak widać ulga na zakup komputera nie ma zatem powszechnego charakteru, jak miało to miejsce dawniej, lub jak proponuje to obecnie PiS. No i co najważniejsze, projekt Prawa i Sprawiedliwości raczej nie ma dziś szans na realizację.

06 stycznia 2010

PIT: Bank zwraca pieniądze na kartę, fiskus sięga po podatek

Toyota Bank do końca czerwca będzie zwracał klientom do 3 proc. wartości prawie każdej karcianej transakcji” – poinformowała wczoraj wyborcza.biz. Zwrot ma przysługiwać automatycznie, ale tylko za zakupu w wybranych punktach. 

Tak czy siak, posługując się kartami banku, za każde wydane 100 zł możemy dostać 3 zł zwrotu. Kłopot w tym, że z tej kwoty w naszej kieszeni pozostanie zaledwie 2 zł. Jednego złotego zabierze nam fiskus.

Taki dokonywany przez bank zwrot na konto naszej karty kredytowej jest przez fiskusa traktowany jako coś , co nazywane jest nieodpłatnym świadczeniem. Inaczej mówiąc jest to coś, co zwiększa nasze opodatkowane dochody. Ministerstwo Finansów nie ma żadnych wątpliwości, że tak właśnie jest, a jego stanowisko kilka razy opisywała już na swoich łamach Gazeta Prawna. Warto, do lektury tej wrócić.

Skoro mamy dochód, to od wspomnianych 3 zł zwróconych na rachunek karty kredytowej, trzeba by zapłacić podatek według stawki 18 proc. Chyba, że ktoś nie ma wcale dochodu. Wtedy ma szansę zarobić do 3091 zł bez podatku, ale aby taką kwotę uzbierać z zakupów na kartę musiałby najpierw wydać jakieś 103 034 zł. To całkiem sporo i, o ile nie mamy potrzeby rzeczywiście kupować wszystkich tych rzeczy, warto się poważnie zastanowić, czy ta forma powiększania swojego majątku, naprawdę prowadzi do małego chociażby bogactwa ;-)

Zostawmy jednak ten wyjątkowy przypadek i wróćmy do normalności, czyli osoby, która jednak coś tam zarabia i przy okazji tylko skapuje jej parę groszy ze zwrotów na kartę kredytową. Pozostańmy też przy naszym 100-złotowym zakupie i zwróconych trzech złotych. Otóż, przy takiej kwocie podatek wyliczony według stawki 18 proc. wyniesie ni mniej ni więcej tylko 54 grosze. Skąd zatem wspomniany wcześniej złoty podatku? Z zasad zaokrąglania podatków. Kwotę podatku zawsze musimy zaokrąglić do pełnego złotego (świadomie nie piszę złotówki, albowiem środkiem płatniczym jest w Polsce złoty, a nie złotówka, o czym, na co dzień niestety zapominamy). Dopóty, dopóki wyliczony podatek nie wynosi 50 groszy lub więcej, nie trzeba nic płacić. Gdy jednak tylko tę kwotę przekroczy, płatność wynosi złotego, bez względu na to, czy wyliczona kwota to 51, czy 99 groszy. To właśnie, dlatego nasze 54 grosze w cudowny sposób zamieniają się w całego złotego podatku. Gdyby w ten sposób kupić coś za 1000 zł, bank zwróciłby nam złotych 30, ale w kieszeni zostałoby ich tylko 25, bo pozostałe pięć złotych trafiłoby na konto fiskusa (wyliczona kwota to 5,40 złotego, a zatem po zaokrągleniu właśnie pięć złotych). 


Oczywiście zawsze lepiej mieć dwa złote więcej, niż ich nie mieć. Jest jednak jedno małe „ale”. Podatek trzeba zapłacić samemu, z czego oczywiście mało, kto z nas zdaje sobie sprawę. Bank nie wyręczy nas w tym, tak jak robi to w przypadku dopisywanych do rachunku bankowego, czy też lokat, odsetek. Odsetki traktuje się, bowiem jak przychody kapitałowe, które objęte są odrębnym ryczałtem. Kwota wracana na rachunek karty kredytowej, to zaś tzw. przychód z innych źródeł, czyli taki, którego przepisy nie opisują w jakiś szczególny sposób. To zaś oznacza, że samemu trzeba taki dochód wykazać w zeznaniu rocznym. Gdy zaś o tym zapomnimy, a zostaniemy na takich sklerotycznych praktykach przyłapani, grozi nam grzywna. Tym wyższa, im wyższy jest "zapomniany" dochód i im lepiej zarabiamy my i nasza rodzina. Na wymiar grzywny sytuacja majątkowa i rodzinna ma całkiem spory wpływ. W każdym razie, nieświadome czy świadome, zatajenie zarobionych na promocjach karcianych pieniądze mogą wpędzić nas w nieliche kłopoty. Dlatego osobiście staram się unikać takich kart jak ognia. Bo to i zysk niewielki i kłopot spory. A przez nieuwagę i poparzyć się można.

Zob. też:

- Promocyjne zwroty z banku są opodatkowane (DGP nr 157/2009)

- Opodatkowanie kart płatniczych (DGP nr 67/2006)

29 czerwca 2009

Poznaliśmy przyjazne urzędy

Z działających w Polsce bodajże 401 urzędów skarbowych, 70 otrzymało tytuł przyjaznego podatnikom. Z tej perspektywy, liczba nagrodzonych nie wydaje mi się duża. Co ciekawe, w tym organizowanym od siedmiu lat konkursie, bierze udział tylko siedem takich urzędów, które tytuł przyjaznego utrzymują od pierwszej edycji, aż do dziś. Pozostałe zyskują go lub tracą. Jak widać, urzędnikom nie jest łatwo utrzymać zadowolenie przedsiębiorców z jakości pracy urzędu. Pytanie tylko z czego to wynika ? Obniżającej się jakości pracy urzędników, czy rosnących wymagań przedsiębiorców. 

Konkurs „Urząd Skarbowy Przyjazny Przedsiębiorcy” organizowany jest przez Business Centre Club przy współudziale Ministerstwa Finansów. Dla zainteresowanych plik PDF z listą nagrodzonych urzędów prosto ze stron Ministerstwa Finansów.

03 czerwca 2009

VAT: nie będzie podwyżki podatku z 22 do 23 proc.

Polska The Times napisała dziś, że już jesienią czeka nas podwyżka podatków. Najważniejsza z nich to - według tego dziennika -, podniesienie podstawowej stawki VAT z obecnych 22 do 23 proc. Wzrosnąć miałyby także VAT na niektóre usługi, m.in. transportowe oraz usługi hotelowe. Polska The Times twierdzi, że w tym przypadku stawka z obecnych 7 wzrośnie do 23 proc. Budżet ma zyskać na podwyżkach VAT 15 mld zł. Podniesiona ma być też składka rentowa (to podobno kolejne 20 mld). Rewelacjom tym zaprzecza resort finansów. Zajmujący się podatkami wiceminister Grabowski twierdził na pospiesznie zwołanej dziś konferencji prasowej, że w Ministerstwie Finansów nie trwają prace nad podwyżką stawek VAT, zaś podane przez dziennikarzy dane są przeszacowane. Minister Grabowski zapewnienia takie składał zresztą już wcześniej w co najmniej dwóch wywiadach udzielonych Gazecie Prawnej. W każdym z nich zastrzegał się jednak, że planu podnoszenia podatków nie ma dziś. Co będzie później - to się okaże. Pytanie o to czy grozi nam jesienna podwyżka podatków pozostaje zatem otwarte. A o tym, kto mówi prawdę dowiemy się pewnie n początku lipca. Wtedy powinna być już znana nowelizacja ustawy budżetowej (z opublikowanego na stronach MF harmonogramu wynika, że powinno to nastąpić 7 lipca). Ja osobiście nie wierzę jednak w to, by rząd zdecydował się na taki krok. Z podniesienia stawki VAT więcej wynikałoby kłopotów niż pożytku. A potencjalne dodatkowe wpływy wcale nie musiałyby by być tak duże jak to się prognozuje. A oto i komunikat Ministerstwa Finansów: "Ministerstwo Finansów nie pracuje nad zmianą wysokości stawki VAT, a pojawiające się dzisiaj szacunki wpływów do budżetu w wyniku podniesienia stawki są nieprawdziwe. Ministerstwo Finansów, zgodnie z harmonogramem prac nad nowelizacją ustawy budżetowej na 2009 r., zbiera w tej chwili najbardziej aktualne dane makroekonomiczne i budżetowe, na podstawie których zostanie dokonana diagnoza stanu gospodarki i budżetu państwa wraz z projekcją do końca 2009 r."
06 maja 2009

PIT: sukces elektronicznych rozliczeń

Jak poinformowało dziś na swoich stronach internetowych Ministerstwo Finansów, elektroniczne zeznanie PIT-37 złożyło w tym roku 89 tys. podatników. W sumie takich deklaracji wpłynęło prawie 77 tys. (niemal 27 proc. z nich to zeznania mieszkańców Mazowsza), w tym zdecydowana większość to zeznania złożone bez kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Zeznań z takim podpisem było zaledwie około 1,5 tys., czyli niespełna 2 proc. wszystkich złożonych deklaracji. Z pewnością zeznań elektronicznych byłoby jeszcze więcej, gdyby nie mitręga z pełnomocnictwem, które trzeba było wysłać tradycyjną już drogą w przypadku składania zeznania z małżonkiem. Sam zresztą z tego właśnie powodu zrezygnowałem w tym roku z tego udogodnienia. Cóż, zwyciężyło lenistwo. Łatwiej było mi wypełnić pita tradycyjnie i podsunąć żonie do podpisu ;-)

Nie w tym jednak rzecz…

Resort finansów bezsprzecznie chce pochwalić się sukcesem. I w pewnej mierze to co stało się w tym roku z elektronicznymi rozliczeniami zwykłych podatników sukcesem jest. W ubiegłym roku drogą elektroniczną złożono zaledwie 419 zeznań. Pomogło zniesienie obowiązku podpisywania zeznań kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Wcześniej przekonywano nas, że takie rozwiązania nie są możliwe. Okazało się, że są i żadna tragedia z tego powodu się nie dzieje. Sukces jest jednak znacznie mniejszy niż mógłby być, gdyby nie ślimaczące się prace nad nowymi rozwiązaniami. Wspomniane 89 tys. podatników zyskało możliwość składania PIT-37 przez internet dopiero w kwietniu, chociaż zeznania składa się przecież od stycznia, a w przypadku podatników będących pracownikami najemnymi, realnie na rzecz patrząc możliwe staje się to z początkiem marca (dlatego, że do końca lutego płatnicy mają czas na przesłanie potrzebnych do jego wypełnienia informacji). Pytanie o to dlaczego nie można było takich zmian wprowadzić wcześniej, pozostanie zapewne otwarte.

Na sukcesie skarbówki cieniem kładzie się także to, że taka możliwość dotyczyła w tym roku wyłącznie zeznania PIT-37. To oczywiście najpopularniejsze ze wszystkich składanych zeznań, jednak nie jedyne które można było szybko i bez zbędnych komplikacji objąć tym rozwiązaniem. Dla mnie osobiście nie jest zrozumiały fakt, dlaczego w ten sposób nie mogli złożyć swojego zeznania inwestorzy (PIT-38) lub osoby, które poza dochodami z pracy dorabiały sobie najmem. Cóż, hydrozagadka ;-)

Również statystycznie rzecz cała nie zawsze wygląda tak imponująco jak się początkowo wydaje. To prawda, że rok do roku wzrost jest imponujący. Z 419 do 77 tys. zeznań, czyli o grubo ponad 18 000 proc. (hm, gdybyż pensje mogły rosnąć w tym tempie - pomarzyć). Ale to tylko jedna strona medalu. Wszystkich podatników składających PIT-37 jest według danych dotyczących rozliczenia za 2007 rok (danych na temat rozliczenia za rok 2008 z oczywistych powodów jeszcze nie ma) jest nieco ponad 16 mln (o ile mnie pamięć nie myli, ale raczej nie, bo od kilku lat wielkość ta pozostaje na w miarę zbliżonym poziomie). To oznacza, że elektroniczne zeznania złożyło niecałe pół procenta spośród nich. To przerażająco mało. Statystyka zaczyna też od razu wyglądać zupełnie inaczej. Ale i tych danych nie ma co wyolbrzymiać. Prawdziwy test czeka nas dopiero za rok. Teraz było zbyt mało czasu na składanie takich deklaracji, by można było uczciwie ocenić czy nowe rozwiązanie spotka się z szerszym zainteresowaniem, czy też nie. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że pomysł by takie ułatwienia wprowadzić, i to że udało się go zrealizować, to niewątpliwe sukcesy resortu finansów. Może to jeszcze nie obiecywane nam kiedyś rozliczenie przez sms, ale dobre i to :-)

05 maja 2009

ULGI 2009: ma być ulga za wykupienie polisy zdrowotnej

Moja rodzima gazeta poinformowała dziś o ciekawym pomyśle Ministerstwa Zdrowia na to, jak po raz kolejny dofinansować służbę zdrowia. Pomysł - ujmując rzecz w wielkim skrócie - sprowadza się do wprowadzenia ulgi podatkowej w zamian za to, że wykupimy polisę zdrowotną. I chociaż moi koledzy nie zdradzają na czym wspomniana ulga miałby polegać, z czego wnoszę, że tajemnicy tej ministerstwo im nie zdradziło, można przyjąć, że chodzi o jakiś rodzaj odliczenia wydatków na zakup takich polis. Nie wiadomo tylko czy od dochodu, czy też od podatku. No i najważniejszego, czy odliczenie to miałoby być w jakiś sposób limitowane, czy też nie. Innymi słowy, jak dużo pieniędzy przeznaczonych na prywatne ubezpieczenie zdrowotne fiskus miałby nam zwracać z płaconych przez nas podatków. Nie wiemy też, co na temat pomysłów speców od wpompowywania w system ochrony zdrowia kolejnych miliardów złotych myśli Ministerstwo Finansów, które takie podatkowe rozwiązanie musiałoby autoryzować. A trudno sobie wyobrazić by było do tego jakoś szczególnie skłonne w czasie, gdy problemy z realizacją wpływów podatkowych są aż nadto widoczne. Zresztą na razie jest to chyba dopiero pomysł na pomysł, skoro jak czytamy, rozwiązanie to nie ma jeszcze nawet akceptacji kierownictwa resortu zdrowia. Od razu zyskało za to gorące poparcie przedstawicieli firm ubezpieczeniowych, czemu akurat dziwić się nie ma powodów. Jeżeli już ktokolwiek miałby być beneficjentem takiego rozwiązania, to w pierwszej kolejności właśnie te firmy. Nic przeto dziwnego, że już dziś snują one daleko dalej idące postulaty, takie jak np. wprowadzenie dla takich ubezpieczonych pierwszeństwa w dostępie do świadczeń medycznych. Co akurat byłoby draństwem jakich mało (na szczęście sam resort zdrowia takich pomysłów jak mam nadzieję nie ma). W tym kontekście świetnym komentarzem jest tytuł, jaki nadała streszczeniu naszej publikacji Wirtualna Polska - „Nowa ulga podatkowa tylko dla bogatych”. To trafna diagnoza. Jeśli zastanowić się, kto z takiej ulgi mógłby skorzystać, w kraju w którym dochody ponad 99 proc. obywateli nie przekraczają 86 tys. zł rocznie (czyli około 19,5 tys. euro), to może okazać się, że chętnych na dodatkowe ubezpieczenie wcale nie będzie aż tak wielu. Potwierdziły to zresztą wyniki naszego internetowego sondażu. Na pytanie czy ulga podatkowa zachęciłaby cię do zakupu dodatkowej polisy zdrowotnej, tak odpowiedziało 51 proc. Nie odpowiedziało 49 proc. To ciekawy wynik. Zazwyczaj, gdy pytamy o wprowadzenie nowych ulg, przytłaczająca większość internautów odpowiada tak: wszystko w zamian za ulgę. Tym razem tak nie jest. Ale są ku temu powody. 

Nie ma się też co czarować. Ci których na takie ubezpieczenie stać już dziś mają je z reguły wykupione. Z tego też powodu ewentualna ulga, poza efektem w postaci obniżenia płaconego podatku (tym, których na polisy stać), żadnych dodatkowych, wymiernych dla systemu ochrony zdrowia efektów raczej nie przyniesie.

Rozpatrując pomysł Ministerstwa Zdrowia nie sposób też nie pamiętać, że już dziś 9 proc. swoich dochodów oddajemy służbie zdrowia w formie składki na ubezpieczenie zdrowotne. A rząd ostatnimi czasy coraz częściej i głośniej przebąkiwał o podniesieniu jej do 10 proc. Z punktu widzenia budżetu przeciętnie zarabiającej osoby o strasznie dużo. A teraz resort zdrowia chciałby takie osoby przekonać, że obok tego powinny wyłożyć dodatkowe pieniądze na wykupienie prywatnego ubezpieczenia. Czy ma na to szanse ? Cóż, w tym przypadku  dobrym podsumowaniem jest moim zdaniem jeden z wpisów na naszym internetowym forum, komentujących opisane pomysły:

~ mam płacić mnóstwo na ubezpieczenie społeczne i jeszcze wykupować polisę? Na nią wydam 1000 zł ,a ulga będzie 190? Wolę 810 przepić:) ~

Cóż, nic dodać, nic ująć. 

20 kwietnia 2009

SAMOZATRUDNIENIE: Wydatki na domowy telefon

Użytkując telefon w miejscu zamieszkania, musimy liczyć się z tym, że nawet gdy jest on zarejestrowany na naszą firmę, fiskus wyrzuci nam na podstawie bilingów z kosztów podatkowych prywatne rozmowy.

Prowadzenie w ramach samozatrudnienia firmy w domu (mieszkaniu) nie należy do zjawisk szczególnie nietypowych. Wręcz przeciwnie, zdarza się dość często. Taka forma prowadzenia działalności jest o tyle wygodna, że pozwala uniknąć dodatkowych wydatków związanych z opłatami czynszowymi czy opłacaniem mediów w specjalnie wynajętych na cele działalności pomieszczeniach. Zresztą w przypadku firm jednoosobowych takie wynajmowanie siedziby mijałoby się z celem i byłoby nielogiczne.
Prywatny telefon w kosztach
Oczywiście prowadząc firmę w prywatnym domu czy mieszkaniu, taki przedsiębiorca ma możliwość zaliczania do kosztów podatkowych części wydatków związanych z utrzymaniem takiego mieszkania lub domu. Wśród innych wydatków może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów (kosztów podatkowych) także wydatki poniesione w związku ze służbowymi rozmowami telefonicznymi wykonanymi z telefonu prywatnego. Istotne jest jednak, by były to tylko koszty tych rozmów, które dotyczyły spraw firmowych, nie zaś koszt dwugodzinnej pogadanki z ciocią zza oceanu. Obowiązuje tu, tak jak i w przypadku innych wydatków, zasada, że kosztem podatkowym są tylko te wydatki, które przyczyniają się lub mogą przyczynić się do uzyskania przychodów z naszej działalności albo też pozwalają nam zabezpieczyć źródło naszych dochodów. Stąd użytkując prywatny telefon w ramach prowadzonej firmy, należy bardzo starannie rozliczyć związane z tym koszty na te, które dotyczą firmy i są kosztem podatkowym oraz te, które mają charakter prywatny i kosztem podatkowym być nie mogą.
Bez wydatków na abonament
Z tego prosty wniosek, że wysokość takiego wydatku można ustalić jedynie na podstawie bilingu i faktury za telefon. Nie ma w tym przypadku możliwości rozliczenia tych wydatków ryczałtem. Na tej podstawie sporządzamy tzw. dowód wewnętrzny, pod który należy podpiąć sobie rachunek za telefon i biling, a który stanowi podstawę do zaksięgowania (wpisania) wydatków na telefon w podatkowej księdze przychodów i rozchodów.Co ważne, do kosztów uzyskania przychodów nie można zaliczyć abonamentu za taki prywatny telefon wykorzystywany w firmowych celach. Argument za tym, dlaczego tak być musi, jest i prosty, i oczywisty. Abonament musimy płacić za telefon niezależnie od tego, czy i do jakich celów w danym miesiącu go używaliśmy. Trudno zatem uznać, że jest to wydatek poniesiony po to, by uzyskiwać z naszej działalności przychody.
Przeniesienie na firmę nie zawsze pomaga
Z uwagi na to ostatnie ograniczenie często zdarza się tak, że osoby prowadzące firmę w domu czy mieszkaniu, w którym normalnie zamieszkują, przenoszą numer telefonu na firmę, co niestety jest i czasochłonne, i kosztowne. Tymczasem wbrew powszechnemu przekonaniu samo przeniesienie numeru prywatnego telefonu na firmę nie rozwiązuje problemu.A to dlatego, że wcale nie daje gwarancji, że wszystkie związane z używaniem tego telefonu wydatki uda się zaliczyć do kosztów podatkowych. Nawet wtedy, gdy telefon jest już w stu procentach telefonem firmowym, nadal obowiązuje generalna zasada, że kosztem są tylko te związane z jego używaniem wydatki, które pozostają w związku z prowadzoną działalnością (służą lub przynajmniej spodziewamy się, że posłużą uzyskiwaniu przychodów z tejże działalności).Fiskus ma zaś dostatecznie dużo narzędzi kontrolnych, które pozwalają mu zweryfikować to, czy wydatki te rzeczywiście taki charakter miały. W przypadku użytkowania telefonu najczęściej jest tak, że urzędnicy dokonują weryfikacji bilingów rozmów telefonicznych. Kontrola ta jest zazwyczaj wyjątkowo dokładna i nadspodziewanie skuteczna. Wyciągi z rozmów telefonicznych dość dokładnie pozwalają ustalić przedstawicielom fiskusa, z kim rozmawialiśmy i czy prawdopodobne w związku z tym jest to, że była to rozmowa związana z prowadzonym biznesem. W ten sposób zazwyczaj bardzo szybko z listy opłat za telefon eliminowane są wszystkie wydatki związane z rozmowami z bliższą i dalszą rodziną.Obrona polegająca na twierdzeniu, że przecież brat, dziadek czy kuzynka też prowadzą firmę, bywa zawodna, chyba że możemy udokumentować jakieś związki handlowe z taką firmą.
Fiskus szuka prywatnych rozmów
Zdarza się też, że gdy przedstawicielom fiskusa w wyniku takiej analizy uda się udowodnić, że większość rozmów miała charakter prywatny, kwestionują oni nie tylko koszty konkretnych rozmów, lecz także opłaty abonamentowe, dowodząc, że zarejestrowanie telefonu na firmę to fikcja, pozorna czynność służąca wliczeniu do kosztów podatkowych wydatków prywatnych. Oczywiście można takie stanowisko kwestionować i spierać się o to z fiskusem. Trzeba jednak od razu zdać sobie sprawę z tego, że o ile obronienie abonamentu jako kosztu podatkowego jest wielce prawdopodobne, o tyle w przypadku rozmów, które na podstawie wyciągów od operatora zostały uznane za odbywane w celach prywatnych, rzadko się udaje.Na szczęście w sytuacjach odwrotnych, tzn. gdy wydatki na firmowe rozmowy stanowią zdecydowaną większość kosztów użytkowania telefonu, zaś rozmowy prywatne są prowadzone sporadycznie, organy podatkowe nie kwestionują takich wydatków w ogóle. Chodzi zatem przede wszystkim o to, by zachować zdrowe proporcje, gdy już decydujemy się na przeniesienie prywatnego numeru na firmę prowadzoną w miejscu, w którym równocześnie mieszkamy.
04 marca 2009

OFE: czyli jak zarobia się na traceniu cudzych pieniędzy

Tym razem nietypowo bo nie o podatkach. Ale za to o naszych pieniądzach, a zatem niezbyt daleko od tego o czym chciałbym by ten blog traktował.

Rzecz cała dotyczy naszych pieniędzy gromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE), czyli tzw. drugim filarze. Wczoraj rząd debatował nad ustawą. Która ma zmniejszyć wynagrodzenie tychże. Dziś jest tak, że od każdych wpłaconych do OFE 100 zł, fundusze zabierają dla siebie w formie specjalnej opłaty maksymalnie 7 zł (rząd chce aby było to tylko 3,5 zł). Maksymalnie, bo w założeniu miało być tak, że fundusze wzajemnie miały wysokością tej opłaty ze sobą konkurować. A jest tak, że niemal wszystkie pobierają ją w takiej właśnie maksymalnej wysokości ( nawiasem mówiąc w przypadku normalnych firm, już dawno zarzucono by im tylko na podstawie tego zmowę cenową; funduszom to jednak raczej nie grozi). Na tym się jednak nie kończy. OFE pobierają jeszcze dodatkową opłatę za zarządzanie aktywami funduszu. W sumie z tego co wpłacamy za pośrednictwem ZUS do OFE, fundusze pobierają około 9,8 proc. Czyli z każdych 100 zł, do kieszeni zarządzających funduszami firm trafia niemal 10 zł. Pozostałe 90 proc. może być inwestowane w naszym imieniu po to by docelowo zwiększyć nasze emerytury. Z tym inwestowaniem nie jest jednak ostatnio najlepiej. Uniezależnione od efektów inwestowania firmy prowadza dość agresywna politykę inwestycyjna, która w okresie giełdowej prosperity miała zapewnić szybkie wzrosty gwarantujące przypływ nowych składkodawców, za którymi idą prowizje od wpłat. Prowizje niezależne od tego co dalej dzieje się z wpłaconymi do OFE pieniędzmi.

To dlatego Ministerstwo Pracy chciało obniżenia prowizji i opłat, które pobierają fundusze. Obniżenie opłat miało nastąpić z marszu, bo jeszcze w maju. Rząd ugiął sie jednak pod presją funduszy domagających się stopniowego obniżania opłat. Teraz mówi się, że obniżenie opłat miałoby nastąpić 1 stycznia 2010 roku. Ale czy nastąpi ? To wcale pewne nie jest. Na równie silny lobbing jak ten prowadzony wobec rządu, możemy liczy także w Sejmie. A ten na naciski ze strony izby zrzeszającej OFE może być nawet bardziej podatny, niż rząd.

Osobiście przyglądając się tym przepychankom zaczynam się coraz poważniej zastanawiać nad tym, czy przy całej dbałości o własne interesy, którakolwiek ze stron tego sporu myśli rzeczywiście o moich pieniądzach gromadzonych w OFE. Dziś wynagrodzenie funduszu w żadnej mierze nie zależy od tego jak zarządza ono powierzonymi mu środkami przyszłych emerytów. Uzależnienie opłat za zarządzanie od wysokości zarządzanych aktywów tylko częściowo spełnia taką rolę. Fundusz mając zagwarantowany udział w przymusowych wpłatach na ubezpieczenia emerytalne nie ponosi też żadnego realnego ryzyka gospodarczego. To prawdziwe złoty biznes, co potwierdzają zresztą wyniki tychże funduszy. Jak wyliczyli to moi redakcyjni koledzy od 120 mld zł, które wpłynęły do OFE, zarządzające nimi firmy pobrały ponad 10,5 mld zł. Tylko w 2008 roku na naszych składkach fundusze zarobiły 1,8 mld zł. Zarobiły tracąc równocześnie 22 mld z tego, co my do tych funduszy wpłaciliśmy. O tyle stopniała bowiem wartość zgromadzonych w funduszach aktywów.

A nie powinno być przecież tak, że podmiot prowadzący jakby nie było normalną działalność biznesową nie ponosi z tego tytułu żadnego ryzyka gospodarczego. A w przypadku OFE tak właśnie jest. Niezależnie od tego jak skutecznie one inwestują i zarządzają swoimi kosztami, i tak mają zagwarantowny stały udział w środkach przekazywanych im przez ZUS oraz prawo do opłat za zarządzanie. W takiej sytuacji mówienie o tym, że fundusze te są zmotywowane do pomnażania pieniędzy przyszłych emerytów lub przynajmniej zdeterminowane do tego by chronić powierzony im kapitał jest śmieszne. A powinny to być dwa podstawowe cele działania OFE. Dlatego system, w którym wysokość wynagrodzenia funduszu emerytalnego nie zależy w żadnym stopniu od efektywności jego działania jest systemem chorym z założenia. Tym bardziej, że żaden z nas nie ma wyboru, gdy chodzi o to, czy z usług tych instytucji chce korzysta, czy też nie. W takiej sytuacji, trudno nie rozumieć tych, dla których OFE to instytucje nastawione na „łupienie” tych, w interesie których powinny działa.

Oczywiście fundusze emerytalne powinny mieć zagwarantowane pewne, niewysokie moim zdaniem, ale stałe wynagrodzenie, za wypełnianie tych wszystkich obowiązków administracyjnych, które w zwiazku z obsługą systemu emerytalnego nałożyło na nie państwo. Zdecydowana większość zarobków funduszu powinna jednak zależeć tylko i wyłącznie od efektów jego działań inwestycyjnych. Sytuacja w której całe ryzyko działalności inwestycyjnej funduszu spoczywa na przyszłych emerytach jest niedopuszczalna. Tym bardziej, że nikomu z nas – co podkreślam raz jeszcze - nie dano wyboru, czy z usług tych podmiotów zamierzamy korzystać, czy też nie. Sama zaś możliwość zmiany funduszu daje nam dość iluzoryczne poczucie panowania nad własnym, emerytalnym losem. Jeśli do tego dodać jeszcze i to, że nie mamy też żadnego wpływu na to w jaki sposób nasze pieniądze są przez te fundusze inwestowane, rzecz cała zaczyna rysować się w dość ciemnych barwach. Próba zaś obrony przez izbę zrzeszającą OFE obecnego stanu rzeczy uznać można już tylko za szczytowe osiągnięcie na niwie finansowej bezczelności. Tym jaskrawsze, że izba reprezentowana jest w tym przypadku przez osobę, która przywileje dla funduszy zbudowała. Zbudowała jak się okazuje kosztem przyszłych emerytów, a zatem nas wszystkich. Samo zmniejszenie prowizji funduszy, które i tak pod wpływem tychże odsunięto w czasie, jest purysowym zwycięstwem rządzących. Niczego nam bowiem nie gwarantuje. A już na pewno nie daje nam gwarancji, ze nadrzędnym celem działania OFE będzie dobro osób, które zostały przymuszone do inwestowania na poczet przyszłych emerytur właśnie za ich pośrednictwem. I nie zagwarantuje tak dług, jak długo zyski samych funduszy nie będą zależały od osiąganych przez nie wyników, a jedynie od liczby „zwerbowanych” potencjalnych emerytów.

Uzależnienie wynagrodzenia OFE od tego jakie zyski one wypracują miałoby tę zaletę, że strategie inwestycyjne funduszy stałyby się bardziej przemyślane i ostrożne. Nastawione nie tyle na uzyskiwanie spektakularnych wzrostów w okresach prosperity, ile na uzyskiwanie stabilnych zysków w dłuższych okresach. A na tym wszystkim nam zależy przecież najbardziej.

14 lutego 2009

PODATKI DLA NIEWTAJEMNICZONYCH (2), czyli ile wart jest komputer

Jak już wspomniałem w pierwszej części tego cyklu, środek trwały (a także wartość niematerialna i prawna) to coś takiego co w firmie używane będzie dłużej niż rok. To jednak reguła od której przewidziano wyjątkowo ważny wyjątek. Otóż, w praktyce jest tak tylko z tymi składnikami, które kosztują powyżej 3,5 tys. zł. Jeśli kosztowały mniej mamy trzy możliwości. Pierwsza – nie uznawać takiej rzeczy za środek trwały i rzecz wpisać od razu w koszty. Druga – uznać rzecz za środek trwały i dokonać jednorazowego odpisu amortyzacyjnego, czyli wpisać całą kwotę w koszty, a rzecz umieścić w ewidencji środków trwałych. Trzecie – uznać rzecz za środek trwały i normalnie amortyzować, czyli wpisywać w koszty podatkowe po kawałku.

Ale uwaga. Samo spojrzenie na fakturę dokumentującą nasz zakup nie wystarczy żeby ustalić, czy wartość początkowa jest większa, czy mniejsza niż 3,5 tys zł. Jak zatem ustalić ile jest wart nasz zakup ? Otóż musimy ustalić jaka jest cena nabycia środka trwałego.

Co do zasady, tak rozumiana cena nabycia to wartość netto zakupu, a zatem cena pomniejszona o VAT. Tyle tylko, że tak jest jedynie wówczas, gdy ktoś jest aktywnym podatnikiem tego podatku, a zatem gdy podatek zawarty w cenie może być potraktowany jako podatek naliczony. Innymi słowy, gdy mamy prawo odliczyć sobie taki VAT, wartość początkowa ustalana jest jako kwota netto (cena minus VAT). Wartość początkowa w kwocie brutto (cena całkowita z VAT) będzie brana pod uwagę wówczas gdy w momencie dokonywania zakupu korzystamy ze zwolnienia z VAT, albo też zakup ten ma związek ze sprzedażą nieopodatkowaną. W tych przypadkach VAT naliczony w cenie sprzedaży nie podlega bowiem odliczeniu. A skoro nie można go odliczyć to nie pomniejsza on wartości początkowej dla potrzeb amortyzacji.

Dla osób wymagających prawniczego żargonu i nie znoszących odstępstw od ustawowego żargonu wyjaśniam – zanim znów wytkną mi upraszczanie sprawy –, że chodzi o takie przypadki, gdy „zgodnie z odrębnymi przepisami podatek od towarów i usług nie stanowi podatku naliczonego albo podatnikowi nie przysługuje obniżenie kwoty należnego podatku o podatek naliczony albo zwrot różnicy podatku w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług”. Wspomniane odrębne przepisy to oczywiście przede wszystkim ustawa o VAT oraz przepisy wykonawcze wydane na jej podstawie.

A teraz znów po polsku, czyli prosty przykład. Kupujemy komputer za 3 tys. zł netto. Cena z VAT (22 proc.) to 3,66 tys. zł. Jeśli mamy prawo do odliczenia sobie 660 zł VAT w ramach rozliczeń vatowskich, to wartością początkową komputera dla celów amortyzacji będzie kwota netto, czyli 3 tys. zł. A zatem komputer taki będziemy mogli albo uznać za środek trwały, albo tez nie w zależności od tego co sami postanowimy. Jeśli uznamy, że nie chcemy traktować go jako środek trwały, stanie się on wyposażeniem (z uwagi na to, że jego wartość przekracza 1,5 tys. zł), całe 3 tys. zł wpiszemy od razu w koszty, a 660 zł rozliczymy jako podatek naliczony w ramach rozliczenia VAT. I tu, niezależnie od tego, jak długo będzie później ten komputer użytkowany, urząd nie będzie mógł się do niczego przyczepić. Takie rozliczenie będzie jak najbardziej poprawne.

Gdy jednak zakupu takiego dokonamy w momencie gdy przysługuje nam zwolnienie z VAT, albo też w związku z prowadzeniem czynności, które z VAT są zwolnione, albo też w związku z wykonywaniem czynności, które w ogóle nie podlegają opodatkowaniu VAT, a zatem gdy nie będzie możliwości odliczenia VAT zawartego w cenie komputera, wartość początkowa wyniesie 3,66 tys. zł. A to oznacza, że nie będzie zmiłuj się i komputer trzeba będzie amortyzować. I to w ratach a nie jednorazowo. Chyba, że zamierzamy używać go krócej niż rok. Ale takie przypadki, zdarzają się raczej rzadko.

Można odetchnąć ? Wartość początkowa ustalona, VAT rozliczony jak trzeba… Nie bardzo. Otóż, ustalając wartość początkową, a zatem i to czy nasz nowy firmowy nabytek trzeba, czy też nie trzeba amortyzować, musimy brać pod uwagę znacznie więcej rzeczy niż tylko VAT i cenę netto. 

Gdy uporamy się już z rozstrzygnięciem kwestii czy uwzględniamy cenę netto, czy brutto musimy zabrać się za ustalenie tego, co jeszcze musimy do tej ceny doliczyć. A ustawodawca każe nam doliczać mnóstwo bardzo różnych rzeczy. Mówi mianowicie o konieczności doliczenia kosztów związanych z zakupem naliczonych do dnia przekazania środka trwałego lub wartości niematerialnej i prawnej do używania.

Przepisy wyjaśniają też od razu że chodzi o takie koszty, jak koszty transportu, załadunku i wyładunku, ubezpieczenia w drodze, montażu, instalacji i uruchomienia programów oraz systemów komputerowych, opłat notarialnych, skarbowych i innych, odsetek, prowizji. Żeby to zrozumieć kolejny prosty przykład. Weźmy nasz komputer za 3,66 zł brutto. Załóżmy że przysługuje nam prawo do odliczenia VAT. A zatem do ustalenia wartości początkowej przyjmujemy cenę netto 3 tys. zł. Zanim komputer się u nas znalazł został jednak na nasz koszt dostarczony (kurier) co kosztowało nas 40 zł netto (VAT do odliczenia). Dodatkowe 100 zł netto kosztowało nas ubezpieczenie komputera w drodze (i znów VAT do odliczenia). I w końcu 400 zł netto zapłaciliśmy za instalację i konfigurację komputera do pracy w naszej firmie (VAT znów do odliczenia). Jak jest wartość początkowa komputera brana pod uwagę przy kwalifikowaniu jako środek trwały ? Otóż wartość ta to 3540 tys zł. A zatem o 40 zł za duża by móc nie zaliczać komputera do środków trwałych. Innymi słowy, w tym przypadku nie ma zmiłuj, amortyzować trzeba.

Skoro już o komputerach mowa, to trzeba pomyśleć o oprogramowaniu. Komputer i oprogramowanie do niego to odpowiednio środek trwały i wartości niematerialne i prawne, które nie są traktowane jako jeden składnik majątku firmy, a zatem podlegają odrębnej amortyzacji. W tym zakresie jest jednak jeden bardzo ważny wyjątek. System operacyjny traktowany jest jako część składowa komputera (laptopa), jako coś bez czego nie byłby on zdatny do użytku. A zatem, gdy kupimy komputer za 2 tys. zł i system operacyjny dla niego za 500 zł, musimy brać pod uwagę, że nabyliśmy składnik majątku za 2,5 tys. zł. Warto o tym pamiętać.

I jeszcze jedna uwaga. W przypadku importu cena nabycia obejmuje cło i podatek akcyzowy od importu składników majątku. Te elementy trzeba zatem uwzględnić, gdy zakup dokonywany jest za granicą.

Jak widać ustalenie wartości początkowej środka trwałego proste nie jest. Ale nie jest też sztuką magiczną, którą trudno byłoby zrozumieć.

 

13 lutego 2009

Ministerstwo Finansów przegrało przed ETS, ale pieniędzy i tak nie zwróci

Komunikat Ministerstwa Finansów w sprawie wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczącego C-475/07

"W związku z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie C-475/07 mającej za przedmiot skargę Komisji Wspólnot Europejskich dotyczącą opodatkowania podatkiem akcyzowej energii elektrycznej Ministerstwo Finansów informuje, że wyrok ten podlega obecnie analizie pod względem jego skutków. Należy jednak wskazać, że przedmiotowe orzeczenie odnosi się wyłącznie do niezgodnego z prawem wspólnotowym określenia momentu powstania obowiązku podatkowego. Wyrok nie odnosi się do kwestii związanych z podmiotem zobowiązanym do zapłaty podatku oraz do ewentualnych zwrotów mogących wynikać z powyższego orzeczenia.
W zakresie ewentualnych zwrotów akcyzy należy zwrócić uwagę, że zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą ETS, państwo członkowskie może odmówić zwrotu podatku w przypadku, gdy ekonomiczny ciężar podatku został poniesiony przez inny podmiot niż podatnik ubiegający się o zwrot, a zwrot podatku na rzecz podatnika prowadziłby do jego bezpodstawnego wzbogacenia. Potwierdzeniem powyższego mogą być wyroki z 14 stycznia 2007 r. Société Comateb and others vs Directeur Général des Douanes et Droits Indirectsw sprawach połączonych C-192/95 do C-218/95, z 21 września 2000 r. w sprawie Kapniki Michaïlidis AE v Idryma Koinonikon Asfaliseon w połączonych sprawach C-441/98 i C-442/98 i  wyrok z 25 lutego 1998 r. SA Les Fils de Jules Bianco and J. Girard Fils SA v Directeur Général des douanes et droits indirects w sprawach połączonych 331/85, 376/85 i 378/85.
Dodatkowo wskazać można, że zwrot akcyzy zapłaconej przez producentów energii może spowodować poważne konsekwencje dla konkurencji wewnątrz Wspólnoty oraz naruszenie innych przepisów prawa wspólnotowego. Ewentualny zwrot pobranej akcyzy skutkowałaby tym, że od dnia 1 stycznia 2006 r. energia elektryczna wyprodukowana przez podmioty, którym zwrócono podatek nie byłaby opodatkowana podatkiem akcyzowym od energii elektrycznej. Takie rozwiązanie byłoby niezgodne z założeniami wspólnego rynku i postanowieniami dyrektyw 92/12/EWG i 2003/96/WE, które nakazują opodatkowanie energii elektrycznej akcyzą o stawce nie niższej niż 0,5 Euro/MWh. Przedmiotowy zwrot akcyzy przysługiwałby nie osobom fizycznym, ale przedsiębiorstwom, które zajmują się profesjonalnie produkcją energii elektrycznej. Oznaczałoby to, że w przypadku regresywnego charakteru żądań zwrotu nadpłaconej akcyzy od producentów przez podmioty, które zakupiły tę energię wraz z zawartym w jej cenie podatkiem, podmioty te byłyby uprzywilejowane na rynku europejskim w stosunku do swoich konkurentów z innych krajów członkowskich, którzy akcyzę opłacili w cenie nabycia energii."

bez komentarza ;-)

10 lutego 2009

Elektroniczne zeznania bez zawiadomienia już w 2008 roku

"Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy Ordynacja podatkowa oraz ustawy o opłacie skarbowej, przedłożony przez ministra finansów.

Składanie deklaracji podatkowych przez internet ma być łatwiejsze. Zaproponowano, aby podatnicy lub płatnicy nie musieli zawiadamiać naczelnika urzędu skarbowego o zamiarze złożenia deklaracji w formie elektronicznej. Obecnie osoba, która zamierza złożyć deklarację przez internet musi zawiadomić o tym naczelnika urzędu skarbowego.

W nowych przepisach doprecyzowano, że deklaracja składana przez internet może być podpisana także przez pełnomocnika. Pełnomocnictwo do podpisywania deklaracji składanej za pomocą internetu oraz zawiadomienie o odwołaniu tego pełnomocnictwa, podatnik lub płatnik będzie musiał złożyć naczelnikowi urzędu skarbowego. Jednocześnie minister finansów w rozporządzeniu określi wzór pełnomocnictwa i wzór zawiadomienia o odwołaniu tego pełnomocnictwa. Takie rozwiązanie zagwarantuje bezpieczeństwo systemu e-Deklaracje, który obsługuje składanie deklaracji w formie elektronicznej.

Zaproponowano, aby znowelizowane przepisy weszły w życie z dniem ogłoszenia. Taki termin ma umożliwić podatnikom podatku dochodowego złożenie w formie elektronicznej zeznań rocznych za 2008 r. z zastosowaniem nowej uproszczonej procedury."

źródło: KPRM

07 lutego 2009

PODATKI DLA NIEWTAJEMNICZONYCH (1) Amortyzacja małowartościowych rzeczy i praw

Każdy przedsiębiorca prędzej czy później musi zmierzyć się z tak egzotycznym zjawiskiem jak amortyzacja. Dlaczego ? dlatego, że żadnej działalności nie da się prowadzić bez podstawowego chociażby tylko wyposażenia taki jak komputer, drukarka, telefon, czy samochód. Potrzebny jest też chociaż kawałek biura, jakieś biurko, krzesło itd. Aby to wyposażenie zdobyć, najczęściej trzeba je dla firmy kupić albo nabyć w jakikolwiek inny sposób, o ile ten jest tylko legalny. I tu pojawia się kłopot zwany amortyzacją. Z przepisów podatkowych wynika bowiem wprost, że taki kupiony dla firmy sprzęt nie może być ot tak sobie wrzucony w koszty, na podstawie faktury na jego zakup, czy też innego dokumentu potwierdzającego nabycie jego własności. A raczej nie zawsze może być tak potraktowany.

Część firmowych zakupów rzeczowych musi być traktowana jako tzw. środek trwały, a jeśli zakup ma charakter zakupu nie rzeczy a prawa, jako wartość niematerialna i prawna. W takim przypadku trzeba stosować przepisy o amortyzacji, choć nie koniecznie będziemy taką rzecz czy prawo amortyzować. Najpierw jednak słowo o tym, czym jest amortyzacja. Otóż, jest to sposób rozliczania kosztów zakupu (lub nabycia w inny sposób) takich rzeczy i praw, które nie zużywają się jednorazowo, czyli które można używać wiele razy lub  używać w sposób ciągły przez jakiś czas. Jeśli zatem kupujemy gwoździe, które w normalnych warunkach zużywa się raz po to by jakieś rzeczy ze sobą połączyć (to, że taki gwóźdź można później odzyskać i wykorzystać ponownie nie ma tu znaczenia, bo normalnie przewiduje się jego jednorazowe zużycie), przepisami o amortyzacji martwić się nie trzeba. Jeśli jednak jest to komputer, który normalnie przeznaczony jest do użytkowania w dłuższym czasie, to nawet gdybyśmy chcieli go użyć raz, przepisami o amortyzacji trzeba się już martwić.

W dużym uproszczeniu, sama amortyzacja polega na tym, że do kosztów wpisujemy nie cały wydatek na rzecz lub prawo, ale określoną przez przepisy jego część. Inaczej mówiąc, zakup trafia w koszty w dłuższym czasie, różnym w zależności od tego, jakie przepisy przewidziały dla niego normatywne (czyli założone) okresy użytkowania.

Nawet jednak takie rzeczy i prawa, które nie służą do jednorazowego użytku, mogą być czasem wpisane do kosztów od razu. Czasem wydatek taki można wpisać do kosztów od razu. Otóż, co do zasady środkiem trwałym jest wszystko co zamierzamy używać na potrzeby firmy dłużej niż rok. To prosta zasada. Zamierzasz używać rok i dłużej: środek trwały. Zamierzasz używać krócej: nie środek trwały. No chyba, że się pomylimy. Jeżeli, przewidywaliśmy, że coś używane będzie krócej niż rok, będziemy potem używali dłużej, to z chwilą przekroczenia rocznego okresu użytkowania czeka nas droga przez mękę. Po pierwsze trzeba bowiem wydatek na zakup tego czegoś wyrzucić z kosztów (odjąć go od kosztów, lub wystornować, w zależności od tego jaką terminologie kto woli stosować). Po drugie ułożyć plan amortyzacji i wyliczyć odpisy amortyzacyjne. Po trzecie, zapłacić karne odsetki, za to że nasze koszty przez cały ten okres były wyższe niż być powinny. Te zasady dotyczą w praktyce jednak tylko takich rzeczy i praw, których wartość w chwili nabycia (tzw. wartość początkowa, a zatem nie sama cena ale i np. koszty montażu gdy takie były)jest wyższa niż 3,5 tys. zł. Jeśli była niższa, otwiera się przed nami może możliwości, a karne odsetki zupełnie nam nie grożą.

Jak już wspomniałem środek trwały (a także wartość niematerialna i prawna) to coś takiego co w firmie używane będzie dłużej niż rok. To jednak reguła od której przewidziano wyjątkowo ważny wyjątek. Otóż, w praktyce jest tak tylko z tymi składnikami, które kosztują powyżej 3,5 tys. zł. Jeśli kosztowały mniej mamy trzy możliwości. Pierwsza – nie uznawać takiej rzeczy za środek trwały i rzecz wpisać od razu w koszty. Druga – uznać rzecz za środek trwały i dokonać jednorazowego odpisu amortyzacyjnego, czyli wpisać całą kwotę w koszty, a rzecz umieścić w ewidencji środków trwałych. Trzecie – uznać rzecz za środek trwały i normalnie amortyzować, czyli wpisywać w koszty podatkowe po kawałku. Wybór jednego z tych sposobów postępowania należy do nas. Biorąc to pod uwagę można zatem uznać, że zakup każdej rzeczy czy prawa, których początkowa wartość ustalona zgodnie z przepisami o amortyzacji jest niższa niż 3,5 tys. zł,  może być od razu zaliczona do kosztów podatkowych, nawet jeśli używana będzie dłużej niż rok. Bez narażania się na konsekwencje w postaci karnych odsetek z powodu przekroczenia rocznego okresu użytkowania. Proste, wygodne rozwiązanie :-)

Ale to jeszcze nie koniec. Kwestia kolejna to wyposażenie. Jest nim wszystko to, czego nie zaliczamy do środków trwałych. I nie ma tu znaczenia, czy dzieje się tak dlatego, bo coś nie jest używane dłużej niż rok, czy dlatego że sami postanowiliśmy tego nie uznawać za środek trwały, bo wartość tego czegoś nie była wyższa niż 3,5 tys. zł. Wydatki na nabycie takich rzeczy wpisujemy do kosztów od razu. Po za tym mamy też obowiązek każda taką rzecz, jeśli jej wartość przekracza 1,5 tys. zł, wpisać do ewidencji wyposażenia. Oczywiście to obowiązek dotyczący tylko tych osób, które opodatkowane są PIT i prowadzą podatkową księgę przychodów i rozchodów.

06 lutego 2009

Pieniądze nie spadają z nieba

Nie jestem ekonomistą, ale nawet dla mnie jasne jest, że osoby nawołujące dziś do zwiększenia deficytu budżetowego - niezależnie od tego, czy są to politycy, czy ekonomiści - myślą o kwocie zwiększającej pulę pieniędzy do wydania z państwowej kasy jak o czymś, co spada nam z nieba. Nic bardziej mylnego.

To, że dopiszemy w budżecie do deficytu kolejne 10 czy 20 mld zł, nie oznacza jeszcze, że tym prostym gestem zwiększymy kwotę, którą wolno nam będzie wydać. Deficyt to nie wirtualny pieniądz, którego przybywa nam, gdy tylko dopiszemy go do ustawy budżetowej. Aby móc z tej kwoty skorzystać, najpierw trzeba ją gdzieś pożyczyć. Upraszczając nieco rzecz, deficyt to nadwyżka wydatków nad przychodami. Wydać więcej niż mamy możemy tylko wtedy, gdy ktoś nam da brakującą kwotę. To dokładnie tak samo, jak z naszym domowym budżetem. Możemy żyć na kredyt (utrzymywać deficyt w domowych wydatkach). Wydawać więcej niż zarabiamy. Dodatkowe kwoty pożyczymy sobie z banku (kredyt, pożyczka czy karta kredytowa) czy od rodziny i znajomych (pożyczki). 

Kłopot w tym, że każda złotówka z tych pożyczonych pieniędzy wydana przez nas dziś na zakupy to mniejsza kwota naszego wynagrodzenia do wydania w przyszłości. To zaś oznacza albo konieczność ograniczenia wydatków w przyszłości, albo pożyczania kolejnych kwot. Teraz już nie tylko po to, by finansować bieżące zakupy, ale także spłacać to, co pożyczyliśmy wcześniej. Jeśli nie spłacimy swoich długów, nikt nam przecież nic więcej nie pożyczy. Podobnie jest z budżetem państwa. Aby mogło ono wydać więcej niż wynoszą jego dochody, brakującą kwotę musi pożyczyć. Te brakujące pieniądze to właśnie deficyt budżetowy. A zatem, gdy deficyt zwiększamy o 10 mld, to taką właśnie kwotę musimy pożyczyć. Robi się to poprzez emisję obligacji, które kupują inwestorzy, zasilając w ten sposób nasz budżet swoimi pieniędzmi. Ale nic za darmo. Pożyczając swoje pieniądze inwestorzy liczą przecież na zysk. Im więcej pożyczamy, tym więcej później musimy oddać. I tu zaczynają się przysłowiowe schody. 

W domowym budżecie mechanizm ten przećwiczyło już wielu z nas. Jeśli zadłużymy się raz, to nie ma kłopotu. Jeśli zapożyczamy się ciągle, zaczynamy powoli wpadać w spiralę zadłużenia i coraz więcej musimy spłacać w formie odsetek, a coraz mniej możemy dopożyczyć na kolejne wydatki. I w pewnym momencie zauważymy, że pożyczką z jednej karty kredytowej trudno już spłacać długi z innej, chociaż na początku mechanizm ten świetnie się sprawdzał. Z długiem państwa jest identycznie. Deficyt budżetowy nie jest zjawiskiem jednego roku. Mamy go od lat, w każdym kolejnym budżecie. A to oznacza, że nasz dług rośnie. Co więcej, prędzej czy później kończy się okres kredytowania i trzeba zacząć spłacać wcześniejsze pożyczki. Aby je spłacić, trzeba znów pożyczyć pieniądze (trywializując to jest owo słynne rolowanie długu z obligacji, czyli sprzedawanie nowych obligacji, by spłacić te, które trzeba już wykupić). Jeśli posłuchamy tego, co mówi minister finansów, okaże się, że w tym roku na taki wykup starych długów musimy pożyczyć 155 mld zł. Do tego dochodzi 18 mld zaplanowanego deficytu. To już 173 mld. Gdyby do tego dodać kolejne 10, 15 czy 20 mld zł, jak chcą niektórzy politycy i ekonomiści, musielibyśmy już pożyczyć niemal 200 mld zł. Owszem, można byłoby to zrobić, gdyby nie kolejne ale… Otóż już dziś Ministerstwo Finansów ma problem ze sprzedawaniem swoich obligacji. Ostatnia ich emisja nie była sukcesem. A kłopot będzie coraz większy, bo na światowych rynkach pojawiło się sporo takich ofert. Inne kraje też w ten właśnie sposób postanowiły pompować pieniądze w swoje dotknięte kryzysem gospodarki. I to kraje, które mimo że oferują mniejszy zysk na swoich obligacjach, to jednak postrzegane są jako bardziej wiarygodne fiskalnie. Dla Polski oznacza to, że za każdy pożyczony miliard złotych trzeba będzie zapłacić znacznie więcej niż dotychczas. O ile znajdzie się chętny, żeby go nam pożyczyć. Dla mnie to dostateczny powód, żeby na doktorów od cudownego ożywienia kulejącej gospodarki poprzez inwestycje finansowane z pieniędzy, co do których nie ma pewności, czy uda się je pożyczyć, patrzeć jak – żeby to delikatnie ująć - gospodarczych znachorów.
 

02 lutego 2009

PIT: Dziś ostatni dzień na rozliczenie ryczałtów

Każdy kto wynajmuje mieszkanie i płaci od przychodów z czynszu PIT w formie ryczałtu powinien najpóźniej 2 lutego rozliczyć się z fiskusem. Ten sam obowiązek dotyczy także korzystających z uproszczonych form opodatkowania małych firm. Zarówno wynajmujący, jak i przedsiębiorcy opłacający ryczałt powinni złożyć w urzędzie skarbowym zeznanie PIT-28. Małe zakłady rzemieślnicze i inne osoby korzystające z karty podatkowej musza natomiast poinformować urząd skarbowy o odliczonych od podatku składkach na ubezpieczenie zdrowotne. W ich przypadku dokonuje się tego na formularzu PIT-16A. W tym roku na dokonanie takich rozliczeń było o dwa dni więcej. Normalnie okres rozliczeniowy kończy się dla tych podatników 31 stycznia. W tym roku dzień ten wypadł jednak w sobotę, stąd termin upływa dopiero w poniedziałek 2 lutego. Te osoby z liczącej ponad 700 tys. podatników grupy objętej takimi formami opodatkowania, które jeszcze tego nie zrobiły powinny się zatem mocno pospieszyć.

01 lutego 2009

Stronniczy przegląd prasy, czyli bałagan przy sprzedaży domów

"Trzy podatki od sprzedaży mieszkania: Takiego bałaganu w opodatkowaniu pieniędzy ze sprzedaży domów czy mieszkań jeszcze nie było. W 2009 r. można je opodatkować na trzy różne sposoby!" – napisał 31 stycznia tego roku na łamach internetowego portalu gazeta.pl (Gazet Wyborcza lub Agora, jak komu wygodniej identyfikować ten portal) Piotr Skwirowski.

"Od 2009 roku zmienią się przepisy dotyczące opodatkowania PIT zbycia nieruchomości. Będą obowiązywały trzy sposoby rozliczania takich transakcji, uzależnione od daty nabycia mieszkania lub domu. Zdaniem ekspertów podatnicy będą mieć kłopot z prawidłowym opodatkowaniem obrotu nieruchomościami” – pisała o tym samym zagadnieniu pod koniec lipca ubiegłego roku, tuż po uchwaleniu tych zmian moja redakcyjna koleżanka Ewa Matyszewska, na łamach Gazety Prawnej (nr 141/2008). Później do sprawy tej wracała jeszcze wielokrototnie. Cytowany przez nią Arkadiusz Michaliszyn, prawnik i partner w CMS Cameron McKenna, wprost stwierdził, że ustawodawca podatkowy szczodrze obdarza obywateli owocami swojej niewyczerpanej inwencji i nie pozwala im na nudę: "W praktyce obowiązywać będą trzy systemy opodatkowania dochodów ze sprzedaży nieruchomości (lub nawet cztery, jeśli wziąć pod uwagę nieruchomości nabyte w ramach działalności gospodarczej). Oczywiście nie można wykluczyć, że lista ta ulegnie rozszerzeniu, bo przecież ustawodawca nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Myślę, że losy ulg mieszkaniowych dają odpowiedź na pytanie, dlaczego podatki są tak skomplikowane" - cytuje dalej w swoim tekście wspomnianego eksperta redaktor Matyszewska. Cóż, nic dodać nic ująć ;-)

A tak na marginesie: dobrze, że teraz także inni dziennikarze zaczynają dostrzegać problem, bogatsi w nasze doświadczenia i interpretacje ;-)

30 stycznia 2009

Wyższa składka zdrowotna oznacza, że znów zostaniemy oszukani

Rząd zamierza nam podobno zafundować podwyżkę składki na ubezpieczenie zdrowotne z obecnych 9 do 10 proc. Taka zmiana zaczęłaby obowiązywać już w styczniu 2010 roku. Tym samym, już w rok po tym, jak obniżono nam obciążenia publicznoprawne zastępując trzystopniową skalę PIT, skalą dwustopniową z niższymi niż poprzednio stawkami, miesięczne obciążenia naszych pensji wzrosną. I to na tyle, że dla ponad 95 proc. podatników plącących podatek w pierwszym przedziale skali podatkowej, zniwelowane zostaną skutki obniżenia PIT. Innymi słowy, ci którzy dziś zaczęli oddawać nieco mniej ze swych pensji, w roku 2010 oddadzą mniej więcej tyle, co w roku ubiegłym. Tyle, że pieniądze ta zamiast na rachunek fiskusa trafią do Narodowego funduszu zdrowia, który jak uczy dotychczasowe doświadczenie z pewnością dobrze je spożytkuje. Na tyle dobrze, że za roku, dwa a może trochę dłużej znów usłyszymy, że składka zdrowotna jest za niska i trzeba ja podnieść, bo inaczej nigdy nie podniesiemy się z finansowej zapaści polskiej służby zdrowia.

W sprawie składki zdrowotnej jesteśmy jako obywatele oszukiwani niemal od początku reform systemów ubezpieczeniowych. Dziś mało kto już pamięta, że początkowo składka ta wynosiła zaledwie 7,75 proc. Gdy ją wprowadzano, ówczesny rząd (spuśćmy zasłonę milczenia na to który) obiecywał, że na jej wprowadzeniu żaden obywatel nie straci. To co przekaże na zdrowie będzie bowiem mógł sobie odliczyć od podatku. W ten sposób suma obciążeń, która nas dotyczą miała pozostać na niezmienionym poziomie. Zmienić miał się jedynie sposób dystrybucji tego co i tak musieliśmy już oddawać. Bardzo szybko okazało się jednak, że wspomniane 7,75 proc. to zdecydowanie za mało i składka zaczęła rosnąć. Powoli bo w tempie o ile mnie pamięć nie zawodzi 0,25 proc. rocznie. Wolno, ale i tak urosło do 9 proc. Na dokładkę, od podatku dalej odliczaliśmy tylko 7,75 proc. czyli pozostałe 1,25 płacimy już z własnych kieszeni. Płacimy wbrew temu co nam obiecywano. Teraz kwota ta miałaby wzrosnąć do 2,25 proc. O jakiekolwiek rekompensacie w postaci odliczenia tego od podatku nikt już od dawna nie myśli. No bo i niby po co, skoro i tak wszyscy przyzwyczailiśmy się już pokornie płacić…

Cóż, szczerze mówiąc kłopot nie w tym, że płacić trzeba. Nawet nie w tym, że płacić trzeba coraz więcej. Prawdziwy problem jest w tym, że służba zdrowia zamieniła się w prawdziwy worek bez dna. Do systemu opieki zdrowotnej trafia coraz więcej środków. Tymczasem dostęp do świadczeń medycznych wcale się nie zwiększa. Nie zwiększa się też jakość świadczonych przez służbę zdrowia usług, czy standardy obsługi pacjentów. Od lat, poza nielicznymi wyjątkami, w większości placówek medycznych jest tak samo. Najdelikatniej mówiąc skansen i prywata. To jeden z powodów dla których osoby, które mogą sobie na to pozwolić, mimo opłacania horrendalnych składek, korzystają z prywatnej opieki medycznej, a nie tego, co teoretycznie należy im się w ramach systemu opieki zdrowotnej, na który łożą niemałe pieniądze. W 2003 roku NFZ dostał nieco ponad 20 mld zł. W 20010 ma to już być ponad 60 mld zł. Dla porównania wpływy z CIT za ubiegły rok to około 27 mld zł, a z PIT 38 mld. zł. To pokazuje ogrom pieniędzy, które trafiają do systemu opieki zdrowotnej. A przecież wspomniane 60 mld. zł, nie obejmuje tego, co wydajemy dodatkowe na leczenie prywatnie. Pytanie o to co się z tymi pieniędzmi dziej jest zatem chyba uzasadnione, skoro jest ich coraz więcej, a usługi jak były mało dostępne i kiepsko świadczone tak są nadal. Zaś pracownicy służby zdrowia, jak byli źle opłacani, tak źle opłacani są i dziś. Przynajmniej, gdy uwzględnia się oficjalne kanały tych wynagrodzeń. Może zatem pora skończyć już z fikcją darmowej (też tylko teoretycznie) opieki zdrowotnej i oprzeć ten system na jakiejś formie odpłatności, z zachowaniem oczywiście systemu ochrony dla tych, których na płacenie za leczenie nie stać. Sam nie korzystam z usług publicznej służby zdrowia, mimo że składki dość wysokie opłacam. Nie mam jednak nic przeciwko temu by robić to nadal. Na tym w końcu polega solidaryzm społeczny. Nigdy nie wiadomo też z dobroci czyjego serca przyjdzie mi korzystać w przyszłości. Solidaryzm społeczny nie może jednak polegać na dawaniu przy zwolnienia na marnowanie publicznego grosza. Obecna ekipa rządząca obiecywała z tym skończyć. Miał być wielkie porządki i koniec z marnowaniem pieniędzy przez publiczne placówki zdrowotne i NFZ. Niestety, obietnica ta okazał się równie prawdziwa, jak ta że do składki zdrowotnej niczego nie dołożymy z własnych kieszeni. I jak tu później nie czuć się jako obywatel oszukiwanym :-(

27 stycznia 2009

PODATKI DOCHODOWE: pakiet antykryzysowy

Rząd zajął się dziś przygotowanym przez resort finansów projektem nowelizacji obydwu ustaw o podatkach dochodowych (ustawy o PIT i ustawy o CIT). Projekt opracowany został jako część rządowego Planu Stabilności i Rozwoju – wzmocnienie gospodarki Polski wobec światowego kryzysu finansowego. W ramach proponowany zmian ma nastąpić m.in. ujednolicenie definicji małego przedsiębiorcy, która w końcu miałaby być taka sama we wszystkich przepisach podatkowych. Dotyczy to w szczególności limitu przychodów do wysokości których dany podatnik może zachować statusu małego.

LIMIT PRZYCHODÓW MAŁEGO PODATNIKA. Dziś obydwie ustawy dochodowe przewidują, że jest to równowartość 800 tys. euro. Z kolei przepisy o VAT przewidują po ostatnich nowelizacjach, że jest to 1,2 mln. euro. Teraz ten sam limit dotyczyłby także podatków dochodowych. Co ważne, limit ten byłby też dokładnie taki sam, jaki obowiązuje obecnie dla ksiąg rachunkowych. Obecnie pełną rachunkowość, czyli księgi rachunkowe (nazywane też czasami handlowymi) prowadzić muszą ci podatnicy PIT, u których przychody przekroczyły w poprzednim roku 1,2 mln. euro.

KOSZTY PRAC ROZWOJOWYCH. W wyniku proponowanych zmian, podatnicy będą mogli wybrać, czy chcą zaliczyć koszty prac rozwojowych do kosztów podatkowych w dacie ich poniesienia, czy jednorazowo po ich zakończeniu, czy też poprzez odpisy amortyzacyjne od wartości niematerialnej i prawnej, jeżeli podejmą decyzję o ich amortyzacji. Obecnie koszty prac rozwojowych, o ile zakończyły się pozytywnie, podlegają amortyzacji. Podatnik nie ma zatem wyboru. Sama zaś amortyzacja nie może trwać krócej niż 12 miesięcy. Wydatki poniesione na prace badawcze i naukowe są zaliczane natomiast do kosztów uzyskania przychodów w dacie ich poniesienia, o ile związane są z prowadzoną przez podatnika działalnością i osiąganymi przez niego przychodami.

AMORTYZACJA JEDNORAZOWA. Kolejne zmiana dotyczy limitu jednorazowej amortyzacji, który ma być podniesiony z obecnych 50 tys. euro do 100 tys. euro. Taki limit miałby jednak obowiązywać tylko w roku 2009 i 2010. Po tym okresie, limit znów wyniósłby 50 tys. euro. Jednorazową amortyzację mogą stosować podatnicy, którzy rozpoczynają prowadzenie działalności (to taki bonus startowy dla nowych firm) oraz ci podatnicy, którzy posiadają status małego podatnika. Co istotne, z odpisu na takich zasadach będę mogły w 2009 roku skorzystać także te firmy, które działalność rozpoczęły w roku 2008. Jednorazowy odpis tak jak dotychczas będzie możliwy tylko w przypadku środków trwałych zaliczonych do grupy 3-8 Klasyfikacji Środków Trwałych i nadal nie będzie możliwy w przypadku samochodów osobowych. Odpis może dotyczyć zarówno nabytych jak i samodzielnie wytworzonych środków trwałych. Nie jest też istotne czy są to środki trwałe nowe, używane, czy ulepszone. Ważne tylko by suma dokonanych w ten sposób w roku podatkowym odpisów od wszystkich objętych taką metodą środków trwałych (wprowadzonych w tym roku do ewidencji środków trwałych) nie przekroczyła wspomnianego limitu. Jednorazowa amortyzacja nadal stanowić będzie pomoc de minimis.

W podsumowaniu warto zauważyć, że jak na plan działań antykryzysowych, proponowane zmiany są raczej mizerne. Z drugiej jednak strony nie są to wcale złe zmiany. W sumie zatem chyba należy się cieszyć, szczególnie z próby ujednolicenia definicji małego podatnika. Teraz projekt trafi do Sejmu. Ciekawe jak dużo czasu będzie on potrzebował, żeby przepisy te uchwalić. Oby mniej niż na ujednolicenie składek ZUS i zdrowotnej.

16 stycznia 2009

ROLNICY: nie ma jak chłopski rozum

Jak poinformowała dziś Gazeta Wyborcza, PSL jest gotów na wprowadzenia PIT dla rolników. Co więcej, samo PSL postuluje by stało się to jak najprędzej. Można by przecierać oczy ze zdumienia. Dotychczas PSL był najzagorzalszym. Można by, gdyby nie mały haczyk. Otóż plan jest taki, żeby rolnicy mogli wybrać, czy chcą płacić podatek dochodowy, czy też nadal podatek rolny. Decydowałby rolnik. Chytrość tego planu polega na tym, że bogaci rolnicy, z dużymi dochodami nadal mogliby pozostać przy nieproporcjonalnie niskim przy ich dochodach podatku rolnym. Nie ponieśliby zatem żadnych strat na zmianach proponowanych przez PSL. Z kolei ci rolnicy, których gospodarstwa przestały być dochodowe lub których dochody są niewielki, mogliby wybrać opodatkowanie PIT na takich samych zasadach jak firmy. A zatem płaciliby podatek od dochodu. Ale skoro ich gospodarstwa przynosiłyby stratę, to faktycznie podatku nie musieliby płacić. Jest strata nie ma dochodu. Nie ma dochodu nie ma podatku. A dziś podatek rolny płacą niezależnie od tego czy dochód jest czy nie. Ze zmian proponowanych przez PSL byliby zatem zadowoleni również biedniejsi rolnicy. Jednym który straciłby na całej operacji byłby budżet (i gminy, które dostają wpływy z podatku rolnego). W sumie wyjątkowo sprytne rozwiązanie. No bo niby podatek dochodowy rolnikom się wprowadzi. Pozostałe masy czarnego robotniczego ludu będą zatem zadowolone i przy okazji wyjmie się im z ręki oręż podatkowej nierówności wśród obywateli z korzyścią dla rolników krezusów. Równocześnie zaś żaden rolnik na zmianach stracić nie powinien, a wręcz odwrotnie. Niektórzy mogą zyskać i to sporo. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ten przebiegły plan się zawali.

Osobiście nie uważam rolników za szczególnie uprzywilejowaną grupę, jeśli patrzeć na ogół tej grupy zawodowej. To, że nie płacą podatku dochodowego jest jednak błędem i to poważnym ze strony polityków. Podatek dochodowy w rolnictwie jest potrzebny. Ale powszechny i obowiązkowy. Również tam, gdzie dochody z działalności rolniczej są wysokie. Potrzebny po to, byśmy wszyscy byli równi wobec państwa i wobec siebie nawzajem. Podatek dochodowy oznacza, że te osoby które dochodów nie mają, nie płacą nic. te które zarabiają na swojej działalności muszą się natomiast dzielić z pozostałymi płacąc podatki do wspólnej kasy. Płacąc po to, by móc później uczciwie korzystać z tego, co w zamian państwo powinno gwarantować, nawet jeżeli czasem trudno mu to zapewnić na takim poziomie, na jakim mamy prawo tego od niego w uzasadniony sposób oczekiwać.

15 stycznia 2009

AMORTYZACJA: Laptopa i programy rozliczamy oddzielnie

Z FORUM GP: Co z przypadkiem, gdy kupujemy: laptopa za 3499; oprogramowanie użytkowe (pakiet biurowy + antywirus) za 698 zł, powyższe pozycje są na jednej fakturze. Czy laptop i oprogramowanie użytkowe można potraktować jako środek trwały i dokonać jednorazowego odpisu amortyzacyjnego? - pyta czytelnik na forum gazetaprawna.pl

W przypadku zakupu programów komputerowych w rzeczywistości kupujemy nie sam program jako taki, ale licencję na jego użytkowanie na określonych przez producenta warunkach. Taka licencja zaliczana jest z punktu widzenia przepisów podatkowych do tzw. wartości niematerialnych i prawnych, które są odrębnym od środków trwałych przedmiotem amortyzacji, gdy przewidywany okres ich użytkowania przekracza rok. A zatem kupiony laptop i oprogramowanie do niego to odpowiednio środek trwały i wartości niematerialne i prawne, które nie są traktowane jako jeden składnik majątku firmy, a zatem podlegają odrębnej amortyzacji. W tym zakresie jest jeden wyjątek. System operacyjny traktowany jest jako część składowa komputera (laptopa), jako coś bez czego nie byłby on zdatny do użytku.

Oczywiście, zarówno do środków trwałych, jak i licencji na programy komputerowe mają zastosowanie ogólne reguły amortyzacji. To oznacza, że w przypadku, gdy ich wartość nie przekracza 3,5 tys. zł, to mimo, że ich użytkowanie potrwa dłużej niż rok, można będzie zaliczyć je jednorazowo w koszty. Robi się to w jedne z dwóch opisywanych już w poprzednich odpowiedziach na pytania z forum sposobów. Pierwszy, to nie uznawanie takiego składnika za środek trwały lub wartość niematerialną i prawną. Jeśli wartość początkowa nie przekracza 3,5 tys. .zł, podatnik co do decyzji, czy coś ma być takim środkiem trwałym lub wartością niematerialna i prawną, czy też nie, podejmuje sam. Drugi sposób polega na uznaniu takiego zakupu za środek trwały (laptop) lub wartość niematerialną i prawną (licencje na programy) i dokonaniu jednorazowego odpisu amortyzacyjnego. Oczywiście od każdego z tych składników odrębnie. Można też oczywiście zdecydować się na ich amortyzację. Decyzja należy do podatnika. Można nawet zdecydować się amortyzować jeden z tych składników majątku, a drugi nie.

13 stycznia 2009

SPRZEDAŻ NIERUCHOMOŚCI: Bez ulgi meldunkowej od sprzedaży domu nabytego w 2007 roku zapłacimy podatek

Z FORUM GP: Proszę jeszcze raz o wytłumaczenie mi czy zapłacę podatek czy nie i do kiedy będę musiała go zapłacić na konkretnym przykładzie. Bo jak czytam te przepisy i artykuły to już nie wiem co myśleć. Spadek (dom + działkę) otrzymałam w listopadzie 2007 r., nie jestem tam zameldowana. Chcę sprzedać nieruchomość w połowie stycznia 2009 r. I jak się nadarzy okazja kupić mieszkanie na wiosnę 2009 r. – pyta czytelniczka na internetowym forum gazetaprawna.pl

Jeśli sprzedaż domu nabytego w spadku w 2007 roku nastąpi przed upływem pięciu lat, a podatnik nie był w nim zameldowany przez co najmniej rok, to od dochodu z takiej sprzedaży trzeba będzie zapłacić podatek. Dlaczego ? Po pierwsze. Sam fakt otrzymania w spadku domu i działki nie rodzi żadnych skutków w zakresie PIT (może natomiast w zakresie podatku od spadków). Po drugie, to, że nastąpiło to w 2007 roku oznacza, że niezależnie od tego kiedy i w jakiej formie nastąpi zbycie tej nieruchomości, zawsze zastosowanie znajdą przepisy ustawy o PIT obowiązujące w okresie od 1 stycznia 2007 roku do 31 grudnia 2008 roku.

W tym okresie obowiązywały dwa zwolnienia: tzw. ulga mieszkaniowa oraz zwolnienie dla sprzedaży dokonywanej po upływie pięciu lat. Przy czym okres ten liczony jest w ten sposób, że jest to okres pięciu lat od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie. Z ulgi meldunkowej można było korzystać pod warunkiem zameldowania w domu na okres co najmniej 12 miesięcy na pobyt stały. W tym jednak przypadku tak nie jest. Ze zwolnienia nie można zatem skorzystać. Nie można też skorzystać z drugiego zwolnienia. Jeśli sprzedaż nastąpi w styczniu 2009 roku, to od momentu nabycia nie upłynie jeszcze piec lat. Wniosek: taka sprzedaż będzie opodatkowana.

Podatek wynosi 19 proc. dochodu ze sprzedaży. Co gorsza, z uwagi na to, że dom i działka zostały nabyte w spadku, kosztem będą tylko udokumentowane nakłady, które zwiększyły wartość rzeczy i praw majątkowych, poczynione w czasie ich posiadania oraz kwotę zapłaconego podatku od spadków i darowizn w takiej części, w jakiej wartość zbywanej rzeczy lub prawa przyjęta do opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn odpowiada łącznej wartości rzeczy i praw majątkowych przyjętej do opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn.

Nabycie domu i działki w 2007 roku oznacza też, że fakt późniejszego wydatkowania pieniędzy ze sprzedaży nieruchomości na zakup nowego mieszkania nie będzie miał znaczenia dla opodatkowani tej sprzedaży PIT. Zwolnienie związane z takimi wydatkami (dokonanymi w terminie dwóch lat od sprzedaży) dotyczy tylko tych nieruchomości, które nabyte zostały do 31 grudnia 2006 roku oraz po 1 stycznia 2009 roku.

13 stycznia 2009

VAT: zwrot podatku wliczonego w cenę paliwa do samochodów

Pojawił się nowy komunikat Ministerstwa Finansów w sprawie skutków orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) dotyczącego odliczania VAT od paliwa kupowanego do samochodów osobowych. Kominikat dotyczy skutków tego orzeczenia w zakresie podatków dochodwych. Czytamy w nim, że: 

"W związku z pojawiającymi się wątpliwościami dotyczącymi skutków w podatku dochodowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z dnia 22 grudnia 2008 r. w sprawie C-414/07 Magoora, Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że podatnicy, którzy w związku z tym wyrokiem dokonają odliczenia podatku od towarów i usług poprzez dokonanie korekty rozliczenia w tym podatku, nie są obowiązani do korygowania kosztów uzyskania przychodów w podatku dochodowym.
Kwota zwrotu lub obniżenia podatku w części uprzednio zaliczonej do kosztów uzyskania przychodów będzie stanowiła przychód w podatku dochodowym w momencie otrzymania zwrotu. Wynika to wprost z art. 14 ust. 2 pkt 7d ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 12 ust. 1 pkt 4f ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którymi w przypadku obniżenia lub zwrotu podatku od towarów i usług zgodnie z odrębnymi przepisami, naliczony podatek od towarów i usług stanowi przychód w tej części, w której podatek uprzednio został zaliczony do kosztów uzyskania przychodów."

(komunikat z 12.01.2009 roku; źródło MF)

To już drugi komunikat resortu finansów w sprawie orzeczenia ETS dotyczącego odliczenia VAT od paliwa do samochodów. Wcześniej resort zapewniał, że koszty orzeczenia nie będą zbyt dotkliwe dla budżetu, pisząc że: 

"W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z dnia 22 grudnia 2008 r. w sprawie C-414/07 Magoora, Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że uwzględniając fakt, że zgodnie z obowiązującą przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej ustawą z dnia 8 stycznia 1993r. opodatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym (Dz. U. Nr 11, poz. 50 z późn. zm.) całkowity zakaz odliczenia podatku naliczonego od paliwa dotyczył samochodów osobowych oraz innych pojazdów o dopuszczalnej ładowności do 500 kg, zaś od 1 maja 2004 r. wprowadzono przepisy uniemożliwiające odliczenie podatku naliczonego przy nabyciu paliwa do samochodów osobowych oraz innych pojazdów samochodowych o dopuszczalnej ładowności mniejszej niż określona według wzoru: DŁ = 357 kg + n x 68 kg (tzw. wzór Lisaka) - skutki budżetowe z tytułu tego orzeczenia nie powinny być znaczące. Zgodnie z przepisami obowiązującymi od dnia 1 maja 2004 r. np. dla samochodu o homologacji dla 4 osób ograniczenie w odliczaniu podatku naliczonego dotyczy samochodów o dopuszczalnej ładowności do 629 kg, zatem różnica dotyczy podatku naliczonego przy zakupie paliwa do samochodów o ładowności w przedziale od 500 do 629 kg.
 
Natomiast w związku z tym, że zmiana wprowadzona w przepisach ustawy o podatku od towarów usług z dniem 22 sierpnia 2005 r., co do zasady miała charakter techniczny nie powinny wystąpić skutki budżetowe w tym zakresie.

Należy jednocześnie pamiętać, iż skutki budżetowe z tytułu przyznania zgodnie z ww. wyrokiem ETS odliczenia podatku od towarów i usług od nabywanych przez podatników paliw do napędu pojazdów samochodowych zostaną w części zredukowane skutkami w podatkach dochodowych. W przypadku podatników, którzy zaliczyli wydatki z tytułu nieodliczonego podatku naliczonego w koszty uzyskania przychodów, ewentualna korekta w podatku od towarów i usług (i odliczenie tego podatku) skutkowałaby koniecznością dokonania stosownych rozliczeń w podatku dochodowym.

Możliwość ewentualnej korekty odliczenia podatku z tytułu nabytego paliwa do napędu pojazdów samochodowych uwarunkowana jest posiadaniem przez podatnika stosownych dokumentów homologacyjnych, z których wynika, iż nie był to samochód osobowy.

Nieprawdziwe i nieuzasadnione są rozpowszechniane informacje, że skutki z tytułu ww. wyroku ETS mogłby sięgać miliardów zł. Skutki te będą z pewnością o wiele niższe i nie powinny mieć istotnego wpływu na wykonanie budżetu przyszłego roku. Trudno jest, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty związane z dokonaniem takiej korekty, w tym równoczesną konieczność dokonania odpowiednich rozliczeń w podatku dochodowym, określić skalę tych skutków, gdyż nie wiadomo ilu podatników zdecyduje się na korektę w podatku od towarów i usług."

(komunikat z 12.12.2008 roku; źródło MF)

12 stycznia 2009

AMORTYZACJA: Laptopa można wpisać od razu w koszty

Z FORUM GP: Witam, czy wartość 3500 zł to wartość, powyżej której zakup stanowi środek trwały ? A poniżej jest wyposażeniem? Czy coś się zmieniło w tej kwestii? Chodzi o zakup laptopa o wartości netto 3454,10 zł. Od jakiej kwoty ewidencjonować jako wyposażenie np fotel fryzjerski 1129 zł a suszarka 350 zł i co z tym ? – pyta Oliwia na internetowym forum gazetaprawnaj.pl.

Wydatki na zakup laptopa za 3454,10 zł można od razu wpisać w koszty działalności. Jest to koszt podatkowy już w momencie jego poniesienia, chyba że sami tak go traktować nie chcemy. Co do zasady środkiem trwałym jest wszystko co zamierzamy używać na potrzeby firmy dłużej niż rok. W praktyce jest tak jednak tylko z tymi składnikami, które kosztują powyżej 3,5 tys. zł. Jeśli kosztowały mniej mamy trzy możliwości. Pierwszanie uznawać takiej rzeczy za środek trwały i rzecz wpisać od razu w koszty. Druga – uznać rzecz za środek trwały i dokonać jednorazowego odpisu amortyzacyjnego, czyli wpisać całą kwotę w koszty, a rzecz umieścić w ewidencji środków trwałych. Trzecie – uznać rzecz za środek trwały i normalnie amortyzować, czyli wpisywać w koszty podatkowe po kawałku. Wybór jednego z tych sposobów postępowania należy do nas. Biorąc pod uwagę rzeczy wymienione w pytania, można zatem uznać, że zakup każdej z nich może być od razu zaliczona do kosztów podatkowych, nawet jeśli używana będzie dłużej niż rok.

Kwestia kolejna to wyposażenie. Jest nim wszystko to, czego nie zaliczamy do środków trwałych. Wydatki na nabycie takich rzeczy wpisujemy do kosztów od razu. Po za tym mamy też obowiązek każda taką rzecz, jeśli jej wartość przekracza 1,5 tys. zł, wpisać do ewidencji wyposażenia. A zatem laptop o wartości 3454,10 zł, może być od razu wpisany do kosztów podatkowych, ale musi być w takim przypadku ujęty w ewidencji wyposażenia. Ale już fotel fryzjerski (1129 zł) i suszarka (350 zł) ewidencją wyposażenia objęte być nie muszą.

12 stycznia 2009

PODATKI 2009: przekazanie 1 porc. podatku po zwiadomieniu o numerze rachunku

Do końca stycznia organizacje pożytku publicznego, które chcą w tym roku korzystać z 1 porc. odpisu podatkowego dokonywanego od podatku przez podatników muszą zawiadomić właściwy organ podatkowy o numerze rachunku bankowego na który przekazane w ten sposób przez podatników kowty miałby być przelewane. przypomina o tym w specjalnym komunikacie Ministerstwo Finansów. Tak jak i o tym, że brak takiego zawiadomienia spowoduje brak przelewu na kont organizacji...

"W związku z nowymi zasadami przekazywania 1% podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego, Ministerstwo Finansów pragnie przypomnieć, iż regulacje dotyczące przekazania 1% podatku wynikającego z zeznań podatkowych (lub ich korekt dokonanych w ciągu dwóch miesięcy od upływu terminu dla złożenia zeznania podatkowego) za 2008 r., zobowiązują organizacje pożytku publicznego do przekazania naczelnikowi urzędu skarbowego właściwemu według siedziby organizacji, numeru rachunku bankowego, na który ma być przekazany 1% najpóźniej do dnia 31 stycznia 2009 r. (art. 10 ust. 2 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw Dz. U. Nr 209, poz. 1316).
W przypadku, gdy organizacja pożytku publicznego nie przekaże informacji o numerze rachunku bankowego do upływu tego terminu lub poda błędny numer, naczelnik urzędu skarbowego odstąpi od przekazania 1% podatku na rzecz tej organizacji (art. 10 ust. 4 ww. ustawy).
Każda organizacja pożytku publicznego, chcąca podczas najbliższej akcji rozliczeniowej otrzymać 1% podatku, zobowiązana jest do przekazania właściwemu organowi podatkowemu informacji o numerze rachunku bankowego."

źródło: MF

10 stycznia 2009

ROZLICZAMY 2008 ROK: Internet i leki odliczamy od dochodu

Tym razem coś nietypwego dla bloga, ale myślę że dla jego czytelników (przynajmniej niektórych) przydatnego. Lektura naszego formu internetowego natchnęła mnie myśla, by w ramach bloga pozastanawiać się nad odpowiedziami na co ciekawsze, albo zwyczajnie najczęsciej powtarzając się pytania. Pierwsze poniżej. W następnym wpisie kolejne.

Z FORUM GP: Witam, po raz pierwszy będę rozliczać PIT i mam takie pytanie czy te kwoty które są podawane w odliczenia to ujmuje się całe czy tylko 19 proc. z nich? Najbardziej chodzi mi o ulgę na Internet i na leki – pyta askab14 na forum gazetaprawna.pl

Ulga internetowa odliczana jest od dochodu. Nie odlicza się zatem 19 proc. wydatku, tylko dokładnie tyle ile wydaliśmy na dostęp do Internetu, pod warunkiem, że jest to nie więcej niż 760 zł. Tyle wynosi bowiem limit tego odliczenia. Co to oznacza w praktyce ? Otóż, jeżeli wydaliśmy na opłaty za Internet w całym 2008 roku 600 zł, i mamy na to faktury wystawione na nasze imię i nazwisko i nasz adres zamieszkania (ten, gdzie ubytkowany jest Internet), odliczymy od dochodu 600 zł. Jeżeli natomiast wydaliśmy na opłaty za Internet 800 zł, od dochodu odliczymy tylko 760 zł.

Podobnie jest w przypadku ulgi na leki, chociaż tu i warunki i limit są zupełnie inne. Cechą wspólną jest to, że odliczenia dokonuje się od dochodu. W przypadku ulgi na leki, warunków jest sporo. Przede wszystkim ulga nie przysługuje każdemu, a tylko tym osobom, które posiadają status osób niepełnosprawnych, lub mają na utrzymaniu takie osoby niepełnosprawne, których roczne dochody nie przekraczały 9120 zł (dotyczy to przypadków, gdy na takim utrzymaniu są: współmałżonek, dzieci własne i przysposobione, dzieci obce przyjęte na wychowanie, pasierbowie, rodzice, rodzice współmałżonka, rodzeństwo, ojczym, macocha, zięciowie i synowe). Odlicza się kwotę, która stanowi nadwyżkę ponad 100 zł, jeżeli w danym miesiącu wydaliśmy na zakup leków więcej niż ta kwota. Jeżeli zatem  wydamy w danym miesiącu na leki 250 zł, za ten miesiąc odliczyć możemy 150 zł. Jeżeli wydamy 90 zł nie odliczymy nic. Takich rachunków trzeba dokonać dla każdego miesiąca w którym wydatki na leki były ponoszone. Nadwyżki ponad 100 zł zsumowane z poszczególnych miesięcy odliczamy jedna kwotą od dochodu. I tu jeszcze jedna ważna uwaga. Po pierwsze, można odliczyć tylko wydatki na zakup takich leków, których stosowanie zalecił lekarz specjalista (recepta od internisty zatem podstawy do doliczenia nie da). Po drugie lekarz ten musi zalecić stosowanie tych leków stale lub czasowo. Dodatkowym warunkiem jest posiadanie rachunku lub faktury z apteki, która lek ten sprzedała.

08 stycznia 2009

ROZLICZENIE ZA 2008 ROK: czas na oświadczenie PIT-12

Jutro ważny termin. Jutro mija termin na złożenie oświadczenia PIT-12, czyli „oświadczenia dla celów dokonania rocznego obliczenia podatku dochodowego od dochodu uzyskanego przez podatnika w roku podatkowym”. To oświadczenie potrzebne nam do tego, by roczne zeznanie PIT złożył za nas pracodawca (płatnik). Z przepisów wynika, że jeżeli podatnik, od którego zaliczki miesięczne pobierają określeni płatnicy, złoży płatnikowi przed dniem 10 stycznia roku następującego po roku podatkowym specjalne oświadczenie (PIT-12), płatnik jest zobowiązany sporządzić roczne obliczenie podatku, które traktuje się na równi z rocznym zeznaniem podatkowym. Przygotowane przez płatnika zeznanie sporządzane jest na formularzu PIT-40.W tym roku po raz ostatni, w rozliczeniu takim płatnicy uwzględnią ulgę na dzieci (ulgę prorodzinną).

Nietypowy termin. Termin do złożenia PIT-12 jest o tyle inny od pozostałych terminów podatkowych, że w przypadku, gdy wypada w dzień wolny od pracy lub święto, przesuwa się go w przeciwną stronę niż pozostałe. Ogólna reguła wynikająca z Ordynacji podatkowej jest taka, że gdy ostatni dzień terminu przypada na dzień wolny, termin ten jest przesuwany na najbliższy dzień roboczy. Prosty przykład: zaliczki na podatek dochodowy (PIT) trzeba wpłacać do 20 dnia każdego miesiąca za miesiąc poprzedni, a zatem zaliczkę od dochodów uzyskanych w styczniu, płaci się do 20 lutego. Ostatnim dniem na zapłatę jest właśnie 20 lutego. Gdyby zdarzyło się tak, że dzień 20 lutego wypadłby w sobotę, ostatnim dniem na zapłatę zaliczki byłby poniedziałek 22 lutego. Z terminem złożenia PIT12 jest jednak inaczej. Takie zawiadomienie powinno być złożone nie do 10 stycznia, ale przed 10 stycznia. Prostą konsekwencją takiego określenia tego terminu jest to, że nawet wtedy, gdy 10 stycznia wypada w dzień roboczy, oświadczenie powinno być złożone najpóźniej 9 stycznia. Jest tak, dlatego że to ostatni dzień „przed 10 stycznia). Gdyby zaś zdarzyło się tak, że 9 stycznia wypadłby w sobotę, termin na złożenie PIT-12 zamiast wydłużyć się zgodnie z omówioną wcześniej zasadą wynikającą z Ordynacji podatkowej, ulega skróceniu. Ostatnim dniem roboczym, w którym oświadczenie można byłoby złożyć, byłby piątek 8 stycznia. Gdyby 9 stycznia wypadł w niedzielę, ostatnim dniem na złożenie byłby piątek 7 stycznia. Oczywiście w tych przypadkach, w których chcielibyśmy takie oświadczenie złożyć osobiście. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nadać je w niedzielę 9 stycznia (gdyby tak ta data wypadała) listem poleconym za pośrednictwem poczty polskiej (musimy to zrobić za pośrednictwem operatora publicznego). Zasada dotycząca zachowania terminu, gdy pismo zostało nadane w ten sposób, jest moim zdaniem w tym przypadku zachowana, a zatem datą złożenie pisma pracodawcy (płatnikowi) jest data uwidoczniona na stemplu pocztowym.

Dobra wola pracodawcy. Termin na złożenie PIT-12 jest nietypowy także z innego powodu niż opisany powyżej. W przepisach nie ma żadnej sankcji za to, że nie złożyliśmy takiego oświadczenia w terminie. Jedyną konsekwencją jest to, że płatnik nie rozliczy nas z PIT za poprzedni rok. Z drugiej jednak strony, jeśli płatnik zechce, będzie mógł rozliczyć nas, mimo że ze złożeniem PIT-12 się spóźniliśmy. Sytuacja wygląda tak, że w tych przypadkach, w których oświadczenie złożone jest w terminie, a zatem przed 10 stycznia, czyli praktycznie najpóźniej 9 stycznia, płatnik musi nas rozliczyć, czy mu się to podoba czy nie. Jeśli złożymy takie oświadczenie po tym terminie płatnik nie ma już takiego obowiązku. A zatem księgowość w naszym zakładzie pracy może nam odmówić takiego rozliczenia. Może, ale nie musi. W takim przypadku wszystko będzie zależało od dobrej woli naszego pracodawcy.

Więcej o PIT-12 jutro w papierowym GP.

 

07 stycznia 2009

PODATKI 2009: Chaos ze stawkami PIT

Zdaniem Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP) wprowadzona z początkiem roku zmiana stawek podatkowych z 19, 30 i 40 proc. na 18 i 32 proc. nie realizuje w pełni postulatów przedsiębiorców. A to dlatego, że zamiast uprościć system, komplikuje go jeszcze bardziej. Co więcej, obniżenie stawek PIT może spowodować straty u osób prowadzących działalność gospodarczą i korzystających do tej pory ze stawki liniowej. Przedsiębiorcy będący osobami fizycznymi, szczególnie ci, których roczny dochód nie przekracza 85 528 zł, prawdopodobnie będą decydować się na opodatkowanie na zasadach ogólnych. Jeśli jednak, ich przychody wzrosną szybciej, niż zakładali, może się to dla nich okazać nieopłacalne. Wtedy bowiem, co najmniej przez pewien czas, będą musieli płacić wyższy, 32-procentowy, PIT zamiast podatku według 19-procentowej stawki liniowej.

Muszę przyznać, że te dość ciekawe odkrycia nieco mnie ubawiły ;-). Spora w tym komunikacie propagandy, a niewiele sensownych argumentów. Cóż, prawda jest i prosta, i okrutna: nikt nikogo nie zmusza do korzystania ze stawki liniowej PIT. Nie ma też mowy o tym, by pracownicy najemni byli obecnie opodatkowani w sposób uprzywilejowany w stosunku do przedsiębiorców. A to dlatego, że po pierwsze mogą płacić podatek na tych samych zasadach co osoba na etacie - czyli według dwustopniowej skali podatkowej ze stawkami 18 i 32 proc. Wystarczy zawiadomić o tym swojego naczelnika urzędu skarbowego do 20 stycznia. Po drugie, to przedsiębiorcy (niektórzy) byli dotychczas uprzywilejowani. Mogli bowiem płacić podatek według stawki 19 proc. przy takich samych dochodach, przy których pracownik najemny płacił 30 czy 40 proc. podatku, nie mając przy tym - w przeciwieństwie do przedsiębiorców - żadnej alternatywy co do wyboru innego sposobu opodatkowania. Ale to, że przedsiębiorca może płacić zawsze 19 proc. bez względu na to, jakie osiągnie dochody, uzasadniane zawsze było tym, że podejmuje on większe ryzyko, niż osoba utrzymująca się z pracy najemnej. To argument, który można spokojnie uznać za uzasadniony, nawet pomimo tego, że mnie nigdy do końca nie przekonywał. Tyle, że można go za taki uznać z tym zastrzeżeniem, że dotyczy to także ryzyka, związanego z błędami przy wyborze formy opodatkowania. Zresztą dla większości małych firm, a już szczególnie dla licznej rzeszy samozatrudnionych, szybkie przeliczenie co się bardziej opłaca wcale trudne nie jest. O czym łatwo się można przekonać, dokonując kilku prostych przeliczeń.

Co do jednego KPP ma jednak rację. Zróżnicowanie najniższych stawek PIT powoduje bałagan. Tyle, że nie dotyczy to tylko przedsiębiorców. Ten sam problem maja także te osoby, które zmuszone będą sprzedać posiadaną nieruchomość, a nie będą mogły skorzystać ze zwolnienia z PIT. One też zmuszone będą płacić 19 proc. od dochodu, a nie 18, które będą pewnie płacić jako pracownicy. Wynoszący 19 proc. podatek zapłacą także inwestorzy giełdowi i oszczędzający w funduszach inwestycyjnych, czy bankach. Problem ten był już zresztą sygnalizowany na łamach GP w ubiegłym roku. Wówczas, nie zyskał jednak większego zainteresowania ze strony przedstawicieli środowiska przedsiębiorców. Co pozostawiam bez komentarza ;-)

07 sierpnia 2008

OPODATKOWANIE SPADKÓW: uzasadnienie wyroku NSA

Koniec milczenia. Miało być w piątek. Wiem obiecałem. Ale po pierwsze tak się Państwo rozpisaliście na blogu (super), że z trudem nadrobiłem zaległości. Przy okazji Dzięki też wszystkim, którzy o mnie pytali za troskę. Dawno już nie miałem tylu wiernych przyjaciół, co tu na blogu :-). A po drugie pewna sprawa zajęła mi troszkę więcej czasu niż myślałem. I to co chciałem mieć w piątek mam dopiero dziś. Otóż, żeby nie było, że przez cały ten czas się leniłem, informuję, że z niewielką pomocą znajomych dotarłem wreszcie do wstępnej wersji pisemnego uzasadnienia obydwu orzeczeń NSA wydanych pod przewodnictwem sędziego Borkowskiego (II FSK 329/08 i II FSK 722/08). A oto pierwsze fragmenty tychże (całość, za jakiś czas bo niestety trzeba je ręcznie wstukać w komputer):

„Skład orzekający w niniejszym postępowaniu kasacyjnym nie miał żadnych wątpliwości, że zwolnienie od podatku, o którym mowa w art. 4a ust. 1 ustawy o podatku od spadków i darowizn ma zastosowanie do nabycia własności rzeczy i praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 31 grudnia 2006 r.”

I jeden z ważniejszych argumentów dlaczego NSA tak orzekł. Sąd stwierdził mianowicie, że gdyby orzec odmiennie to:

„nabywcy, w tej samej dacie, własności i praw majątkowych mogliby być traktowani w różny sposób. Skarżący, który jeszcze nie przeprowadził posterowania spadkowego, mógłby spełnić wymogi formalne (zgłoszenie nabycia – art. 4a ust. 1 pkt 1) po wejściu w życie ustawy w życie. Możliwości tej pozbawiony byłby obdarowany w tym samym dniu, który nie mógłby nawet przewidzieć, że taki warunek będzie w przyszłości wprowadzony. To samo dotyczy spadkobiercy, który przeprowadził posterowanie przed 1 grudnia 2006 r. a nawet zapłacił podatek.”

I kolejny argument:

„W orzecznictwie Sądu Najwyższego podzielonym w całej rozciągłości przez Naczelny Sąd Administracyjny wypracowano, na tle przepisów przejściowych następującą zasadę: w razie wątpliwości co do obowiązywania prawa w czasie należy przyjmować, że każdy nowy przepis reguluje przyszłość a nie przeszłość.”

Z drugiej strony na końcu uzasadnienia sąd przyznaje, że:

„Rozbieżność poglądów pomiędzy stronami, a także składami orzekającymi wojewódzkich sądów administracyjnych została spowodowana błędem ustawodawcy. Uchwalił on bowiem przepisy, które dopuszczają możliwość różnej interpretacji. Skutki tego błędu, nie mogą zgodnie z utrwaloną od lat linią orzecznictwa sądowego, obciążać podatnika.” No, i żeby nie obciążały sąd nie orzekł na korzyść podatników, tylko zwolnił ich z kosztów posterowania przed NSA ;-)

Moi drodzy. Emigranci stworzyli precedens jeśli chodzi o darowanie już zapłaconych i zaległych podatków. Darowano im wszystko co zapłacili w kraju w latach 2002-2007. W sumie jak ocenia sam resort finansów tak około 700 mli złotych. Sami zatem odpowiedzcie sobie na pytanie: w czym jesteście od nich gorsi? A może zamiast Trybunału warto pomyśleć o zebraniu 100 tys. podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, która da ten sam efekt co abolicja. W końcu żołądki mamy wszyscy takie same :-)

05 sierpnia 2008

PROCEDURY: nie będzie już możliwości zawieszenia kontroli podatkowej

Przygotowana przez resort gospodarki nowelizacja ustawy o swobodzie działalności gospodarczej przewiduje wprowadzenie zmian w zasadach kontroli podatkowej. Zmienione zostaną niektóre przepisy działu VI Ordynacji podatkowej (t.j. Dz.U. z 2005 r. nr 8, poz. 60 z późn.zm.). Najważniejsza zmiana polega na całkowitym zniesieniu możliwości zawieszenia kontroli podatkowej. Tym samym – o ile opisywane przepisy zostaną uchwalone – zawieszenie kontroli (przerwanie jej na jakiś czas, po to by później podjąć ją ponownie) będzie niedopuszczalne. Dziś w niektórych wypadkach kontrole podatkową można zawiesić nawet na 5 lat (por. art. 284a par. 5b Ordynacji podatkowej).

Nowelizacja ma znieść także możliwość prowadzenia doraźny kontroli na legitymację. W związku z tym skreśla ona dający taką możliwość art. 284a par. 1a Ordynacji podatkowej. Przepis ten umożliwia wszczęcie kontroli podatkowej, w razie nieobecności kontrolowanego lub osób upoważnionych, po okazaniu legitymacji służbowej pracownikowi kontrolowanego lub innej osobie wykonującej czynności na rzecz kontrolowanego w miejscu wszczęcia kontroli (tzw. przywołanego świadka). Po wejściu nowych przepisów w życie takiej możliwości już by nie było. Zamiast tego zastosowanie miałyby mieć nowe przepisy ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, regulujące podjęcie kontroli na wypadek niewyznaczenia przez kontrolowanego osób upoważnionych.

Z podobnych powodów uchylony zostanie art. 285 par. 3 ordynacji podatkowej. Ten z kolei przepis przewiduje dziś, że w przypadku gdy w toku kontroli kontrolowany lub osoby go reprezentujące będą nieobecne i nie nastąpiło wskazanie osoby upoważnionej, czynności kontrolne są dokonywane w obecności przywołanego świadka. Świadkiem tym, o ile to możliwe, powinien być pracownik kontrolowanego, osoba wykonująca czynności na rzecz kontrolowanego lub funkcjonariusz publiczny.

Zmianie ulec mają także przepisy dotyczące upoważnienia do kontroli podatkowej. W Ordynacji podatkowej miałby pojawić się przepisy, zgodnie z którymi upoważnienie, które nie spełnia ustawowych wymagań, nie stanowiłoby podstawy do przeprowadzenia kontroli. Dodatkowo wprowadzona ma być zasada, że zakres kontroli nie może wykraczać poza zakres wskazany w upoważnieniu. Co więcej, zgodnie z nowymi przepisami, w każdym przypadku niezakończenia kontroli w terminie wskazanym w upoważnieniu, kontrolujący zobowiązany będzie zawiadomić na piśmie kontrolowanego, podając przyczyny przedłużenia terminu zakończenia kontroli i wskazując nowy termin jej zakończenia.

Opisywany projekt trafił już do uzgodnień międzyresortowych. Czasu na zgłaszanie uwag jest jednak niewiele. Konsultacje mają skończyć się 15 sierpnia. Całkiem możliwe, że jeszcze przed końcem wakacji nowelizacją zajmie się rząd. Nowe przepisy miałby wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia ich w Dzienniku Ustaw, a zatem jeszcze w tym roku.

05 sierpnia 2008

CŁA: rząd przyjął projekt zmian w prawie celnym

Dla zainteresowanych przepisami celnymi, fragment komunikatu po dzisiejszej Radzie Ministrów, zwanej też rządem ;-)

 „Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy  Prawo celne oraz o zmianie niektórych innych ustaw, przedłożony przez ministra finansów.

Jedno z ważniejszych rozwiązań zakłada zmiany w dysponowaniu towarami zajętymi przez organy celne. Zniszczenie lub sprzedaż takich towarów będą możliwe dopiero po orzeczeniu ich przepadku na rzecz Skarbu Państwa. Obligatoryjnie mają być niszczone produkty lecznicze i wyroby tytoniowe. Obowiązkowo nie byłyby niszczone napoje alkoholowe i kosmetyki. Towary te mogłyby podlegać zniszczeniu w całości lub części. W niektórych przypadkach – zgodnie z nowym prawem – będzie można je sprzedać, np. jeśli będzie to luksusowy alkohol lub oryginalne kosmetyki. Obecne przepisy dopuszczają zniszczenie lub sprzedaż towarów zajętych przez organy celne przed przekazaniem ich na własność Skarbu Państwa.

Projekt noweli zakłada uproszczenia i ułatwienia w obrocie towarami z państwami trzecimi, tj. nie należącymi do Unii Europejskiej. Oznacza to m.in. możliwość wydawania pojedynczych pozwoleń na stosowanie procedury uproszczonej (SASP). Będą z niej mogły skorzystać głównie duże firmy, posiadające swoje oddziały w kilku lub kilkunastu państwach UE. W praktyce będzie to wyglądać w ten sposób, że np. duża firma działająca w Unii Europejskiej, która zamierza importować towar z państwa trzeciego (np. z Chin) będzie mogła załatwić konieczne czynności celne w państwie UE, w którym prowadzona jest główna księgowość tej firmy, natomiast towar już bezpośrednio z państwa trzeciego trafi do odbiorców w innych krajach unijnych.

Założono przyznanie wszystkim dyrektorom izb celnych (obecnie jest ich trzech w całym kraju) uprawnień do przyznawania statusu upoważnionego przedsiębiorcy (świadectwo Authorised Economic Operators). Przedsiębiorca posiadający status AEO ma szczególne przywileje w obrocie towarami z państwami trzecimi, np. jest rzadziej kontrolowany i podlega szybszym odprawom. Proponowana zmiana ułatwi przedsiębiorcom ubieganie się status AEO.

Zaproponowano zniesienie ograniczeń w ilości paliw zwolnionych z cła, przywożonych do Polski z państw trzecich w standardowych zbiornikach samochodów. Obecnie z cła zwalnia się do 200 litrów paliwa wwożonego do Polski w zbiornikach standardowych.

Przewiduje się, że to naczelnicy urzędów celnych, a nie jak dotychczas dyrektorzy izb celnych, będą udzielać pozwoleń na prowadzenie składów celnych, co przyspieszy procedury.

Zgodnie z projektem noweli, wykaz gwarantów, tj. instytucji udzielających gwarancji na zapłatę należności celnych będzie ustalany przez ministra finansów, a nie tak jak teraz wskazywany w rozporządzeniu ministra finansów. Zrezygnowano z wykazu w formie rozporządzenia, gdyż utrudnia to elastyczne reagowanie na zmiany związane z działalnością gwarantów. W wykazie gwarantów są umieszczane wyłącznie wiarygodne banki i firmy ubezpieczeniowe.”

Źródło: CIR

A na marginesie. Gdy chodzi o tzw. upoważnionego przedsiębiorcę to warto wiedzieć, że do końca lipca 2008 w UE zostało wydanych około 175 świadectw Upoważnionego Przedsiębiorcy (AEO). Najwięcej świadectw wydano w Szwecji, Niemczech, Holandii i Austrii. Świadectwa otrzymali także przedsiębiorcy w Czechach, na Węgrzech oraz na Słowenii. Teraz szansę będziemy mieli i my ;-)

28 lipca 2008

BLOG: reaktywacja

Blog wznawia działalność. Co prawda remont bardziej przypominał łatanie dziur na prowizorkę, niż generalkę ale autor bloga jakoś tam już na chodzie jest. Wszystkich, którzy o to pytali zapewniam zatem, że pilot już na pokładzie i leci dokładnie w tym samym kierunku co dotychczas ;-) nikogo i niczego nie zamierza też porzucać :-) niemniej tyle wydarzyło się pod moją nieobecność w komentarzach, że potrzebuję chwili na ogarnięcie wszystkich wpisów. A zatem reaktywacja bloga w temacie podatek od spadków w piątek :-) a dziś serdeczne pozdrowienia dla wszystkich :-)
30 czerwca 2008

Przerwa techniczna do 15 lipca

Witam wszystkich. niestety z przyczyn zdrowotnych do 15 lipca blog będzie zawieszony. Jego nieszczęsny autor ;-) przechodzi właśnie zaawansowany przegląd techniczny. Po ewentualnych "naprawach" melduję się za dwa tygodnie. Pozdrawiam wszystkich :-)
17 czerwca 2008

OPODATKOWANIE SPADKÓW: notariusz nie zgłosi za nas nabycia spadku

Od 2 października można będzie potwierdzić prawa do spadku u notariusza. Dotychczas można było załatwić to tylko przez sąd. Nowe przepisy nie zmieniły jednaka nic w zasadach dotyczący zwolnienia z podatku od spadków dla tzw. zerowej grupy podatkowej. Każdy, kto odziedziczy coś po najbliższym członku rodzinny, i uzyska notarialne poświadczenie dziedziczenia, aby nie płacić podatku od spadków i darowizn będzie musiał zgłosić nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego w terminie miesiąca od dnia zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia.

Ustawa z 24 sierpnia 2007 r. o zmianie ustawy Prawo o notariacie oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. nr 181, poz. 1287), która wejdzie w życie 2 października 2008 r., wprowadza możliwość pozasądowego stwierdzenia nabycia rzeczy i praw majątkowych w drodze spadku wskutek sporządzenia przez notariusza aktu poświadczenia dziedziczenia. Instytucja ta jest środkiem alternatywnym i równoległym w stosunku do tradycyjnej, sądowej drogi potwierdzania uprawnień spadkowych. Akt poświadczenia dziedziczenia wywołuje te same skutki prawne co prawomocne postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku. Przepisy przewidują dodatkowo, że ilekroć w przepisach odrębnych (np. ustawie o podatku od spadków i darowizn) jest mowa o postanowieniu o stwierdzeniu nabycia spadku, należy rozumieć przez to również zarejestrowany akt poświadczenia dziedziczenia. Jeżeli ustawa wyznacza początek lub koniec biegu terminu na dzień uprawomocnienia się postanowienia sądu o stwierdzeniu nabycia spadku, należy rozumieć przez to również dzień zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia.

Na podstawie ustawy o podatku od spadków i darowizn zwalnia się od podatku nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, jeżeli zgłoszą nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku. Złożenie takiego zawiadomienia (druk SD-Z1 lub SD-Z2) jest warunkiem zwolnienia spadkobiercy z podatku. Jeśli nie zostanie ono złożone lub złożone zostanie po terminie, podatek trzeba płacić na zwykłych, obowiązujących pierwszą grupę podatkową zasadach. Przepis mówi też o tym, że oświadczenia takiego nie trzeba składać, gdy nabycie nastąpi na podstawie umowy zawartej w formie aktu notarialnego. Wydawać by się zatem mogło, że poświadczenie dziedziczenia przez notariusza zwolni nas z obowiązku wysyłania specjalnego zawiadomienia do urzędu skarbowego. Tak jednak nie jest. Po pierwsze przepis wspomina tylko o umowach w formie aktu notarialnego, a poświadczenie chociaż ma formę aktu notarialnego, to umową nie jest. Po drugie przepis mówi o nabycie, podczas gdy przy notarialnym poświadczeniu dziedziczenia, na podstawie tak rozumianego aktu notarialnego niczego się nie nabywa. Nabycie nasteruje nie na podstawie poświadczenia, ale na podstawie samego dziedziczenia. Akt notarialny potwierdza tylko nasze prawa do spadku.

Potwierdziła to zresztą wiceminister finansów Elżbieta Chojna-Duch odpowiadając na interpelację poselską nr 2068 skierowaną do ministra finansów przez poseł Bożenę Bukiewicz (PO). - W przypadku zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia spadkobierca w celu skorzystania ze zwolnienia obowiązany będzie, stosownie do art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn w związku z art. 95p ustawy Prawo o notariacie, zgłosić nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego w terminie miesiąca od dnia zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia – tłumaczyła Pani wiceminister w odpowiedzi z 16 kwietnia 2008 r. Więcej na ten temat jutro w "papierowym" artykule mojej redakcyjnej koleżanki Magdaleny Majkowskiej.

13 czerwca 2008

PODATEK BELKI: podatek od oszczędności zostaje

Sejm odrzucił w piątek po pierwszym czytaniu dwa projekty ustaw zmierzające do likwidacji podatku od odsetek od pieniędzy zgromadzonych na rachunkach bankowych. Tym samym pomysł likwidacji podatku od oszczędności trafił jak na razie do kosza. Cytowana przez PAP wiceminister finansów Chojna-Duch przypomniała w trakcie debaty nad projektami, że „pozornie drobna zmiana przynosi skutki dla budżetu nie tylko w następnym roku, ale w prognozach na kolejne lata. W ocenie resortu zmiana powinna dotyczyć całego tzw. podatku Belki, zarówno od oszczędności, jak i od dochodów kapitałowych. Zapewniła, że resort jest za zmniejszeniem obciążeń podatkowych i uproszczeniem systemu, jednak dojdzie do tego po analizie budżetu na 2009 r. (po zmniejszeniu stawek podatkowych w 2009 r.), tak aby zmiany weszły w życie w 2010 r. Wiceminister podkreśliła też, że wyłączenie jedynie produktów bankowych z opodatkowania doprowadzi do zróżnicowania rentowności produktów finansowych. - Przy pozostawieniu opodatkowania dochodów z giełdy, czy z udziału w funduszach kapitałowych, zmiana będzie preferowała sektor bankowy i spółdzielcze kasy oszczędnościowo- kredytowe, a godziła w interesy funduszy inwestycyjnych – przekonywała.

13 czerwca 2008

SEJM: nie udało się odwołać ministra finansów

Dziś w Sejmie głosowano wotum nieufności wobec ministra finansów Jacka Rostowskiego. Jak było do przewidzenia wniosek przepadł. A oto, krótka informacja z portalu onet.pl sprzed głosowania.

„Premier Donald Tusk nazwał nieuzasadnionym i nietrafnym wniosek Prawa i Sprawiedliwości o odwołanie ministra finansów Jacka Rostowskiego. Zapewnił, że koalicja solidarnie zagłosuje przeciwko wnioskowi.

- Nie mamy żadnej wątpliwości: ten wniosek o odwołanie Jacka Rostowskiego jest nieuzasadniony. Nikt przyzwoity, rozsądny nie może nie zauważać tego, jak bardzo drożeją paliwa na świecie i że Polskę powoli ten problem też zaczyna dotykać. Ale trzeba zgłosić wotum nieufności wobec szejków arabskich, albo prezesów Łukoilu, albo prezydenta Wenezueli, tzn. wobec producentów ropy naftowej - powiedział Tusk dziennikarzom w Sejmie.

Szef rządu ocenił, że Rostowski, jako minister finansów, robi "naprawdę wszystko co w mocy jego i rządu, żeby te podwyżki cen na paliwa w Polsce nie były tak dotkliwe jak w większości krajów świata i na razie to się udaje".

Źródło: onet.pl

Chociaż w sprawie obniżenia akcyzy (a raczej jej nie obniżania) popieram ministra Rostowskiego, to mówić szczerze, naprawdę nie wiem coż takiego robi minister finansów aby podwyżki cen paliwa nie były dotkliwe. CHyba na stare lata ślepnę, bo jakoś tych działań nie dostrzegam.   

"Skąd pomysł, że można obniżyć akcyzę i że nie będzie miało to wpływu na inne obowiązki budżetu państwa? Każdy odpowiedzialny rząd musi spytać: czy mamy obciąć emerytury, czy nie wypłacać pensji nauczycielom. Gdybyśmy uznali, że my obniżymy akcyzę a ludzie sobie jakoś tam poradzą bez większych wynagrodzeń, to dotknęlibyśmy tych, którzy najgorzej zarabiają" - powiedział jeszcze cytowany przez PAP premier Tusk.

No właśnie, ja też tego nie rozumiem ;-)

12 czerwca 2008

OPODATKOWANIE SPADKÓW: NSA - zwolnione tylko spadki otwarte po 1 stycznia 2007 roku

Zgodnie z tym co wczęsniej przewidywałem, NSA w całości podzielił pogląd wyrażony wcześniej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. :-( I to czterokrotnie. Tyle spraw spadkowych dzisiaj bowiem rozstrzygnął. Tym samym uznał, że "stare spadki" nie korzystają ze zwolnienia dla najbliższej rodzinny. Zwolnione z podatku są tylko te spadki, które zostały otwarte po 1 stycznia 2007 roku (dotyczy to zatem tylko tych przypadków, w których spadkodawca zmarł po 1 stycznia 2007 roku). No i nadzieje prysły :-( chociaż uchwała w tej sprawie nadal nie jest wykluczona. Nadziej na to, że cokolwiek ona w tym względzie zmieni są jednak raczej marne :-(

11 czerwca 2008

PODATEK OD OSZCZĘDNOSCI: jutro Sejm zajmie się projektami znoszącymi podatek Belki

Sprawa podatku Belki zeszła ostatnio w cień innych medialnych sporów o podatki, zwłaszcza sporu o akcyzę od paliw. Z komentarzy na blogu wiem jednak, że sprawa choć zapomniana przez rząd, który nam to obiecywał, nie została przez Państwa zapomniana. I dobrze. Uważam, że to jedna z tych spraw, o których warto dyskutować. I szukać wspólnie argumentów i za, i przeciwko takiemu rozwiązaniu. Jest zresztą ku temu okazja. W czwartek (12 czerwca) Sejm ma rozpatrzyć w pierwszym czytaniu zmiany do ustawy o PIT zaproponowane przez posłów PiS i Lewicy. Obydwa zakładają zniesienie podatku od oszczędności. I to zarówno tych gromadzonych w bankach, jak i w SKOKach. Żaden z nich nie przewiduje natomiast zniesienia podatku od inwestycji giełdowych.

Projekt Lewicy (druk sejmowy nr 405) przewiduje wprowadzenie specjalnego zwolnienia w art. 21 ustawy o PIT. Gdyby został uchwalony (na co szans raczej nie ma, przepis ten przewidywałby, że zwolnione z podatku dochodowego są: odsetki od wkładów oszczędnościowych i środków pieniężnych zgromadzonych na rachunkach bankowych lub na rachunkach prowadzonych przez spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, z wyjątkiem odsetek od środków pieniężnych na rachunkach utrzymywanych w związku z wykonywaną działalnością lub wykonywanym wolnym zawodem (nowy art. 21 ust. 1 pkt 130 ustawy o PIT). Zwolnienie obowiązywałoby od 1 stycznia 2009 roku. W uzasadnieniu projektodawcy tłumaczą, że: „Zmniejszenie środków budżetowych z tytułu opodatkowania odsetek szacuje się na około 900 mln. złotych i może być pokryte w przyszłych latach  poprzez zwiększenie efektywności poborów podatków.”

Projekt PiS (druk sejmowy nr 435), również przewiduje nowe zwolnienie w art. 21 ustawy o PIT. Jednak PiS chce dodatkowo zmienić art. 30a ustawy. Pierwsza zmiana, analogicznie jak w projekcie Lewicy sprowadza się do dodania w art. 21 ust. 1 ustawy o PIT nowego pkt 130, który przewidywałby, że wolne od podatku dochodowego są: odsetki oraz inne przychody ze środków pieniężnych zgromadzonych na rachunkach bankowych prowadzonych przez banki lub przez spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe o ile umowa wiążąca z bankiem lub z kasą oszczędnościowo-kredytową stanowi, iż rachunki te nie są prowadzone dla celów pozarolniczej działalności gospodarczej (nowy art. 21 ust.1 pkt 130). Druga zmiana miałaby polegać na nadaniu nowego brzmienia art. 30a ust. 1 pkt 3, który miałby przewidywać, że: Od uzyskanych dochodów (przychodów) pobiera się 19% zryczałtowany podatek dochodowy z odsetek lub innych przychodów od środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku podatnika lub w innych formach oszczędzania, przechowywania lub inwestowania, prowadzonych przez podmiot uprawniony na podstawie odrębnych przepisów, z wyjątkiem: a) środków pieniężnych związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą, b) odsetek oraz innych przychodów, o których mowa w art. 21 ust. 1 pkt 130. Zwolnienie obowiązywałoby z mocą wsteczną od 1 stycznia 2008 roku (ten projekt też niestety ma nikłe szanse na uchwalenie). Konieczny byłby zatem zwrot podatku pobranego przez banki od naszych oszczędności w okresie od 1 stycznia do dnia wejścia ustawy w życie. Sama ustawa nie przewiduje procedury zwrotu, a zatem konieczne byłoby składanie wniosków o stwierdzenie nadpłaty. Projektodawcy przewidują, że „Projekt może spowodować zmniejszenie dochodów budżetu państwa w wysokości nie przekraczającej kwoty około 1.500 mln zł rocznie.”

Żaden z tych projektów nie ma szans na poparcie ze strony rządzącej koalicji. Mimo, że zniesienie tego podatku platforma zapowiadała w czasie kampanii wyborczej, a także już po utworzeniu rządu (np. ustami Chlebowskiego), do dziś rzecz cała pozostaje w sferze pomysłów. Zdecydowanie przeciwny jest oczywiście minister finansów Jacek Rostowski. Twierdzi, że obecnie nie stać nas na rezygnację z wpływów, jaki daje ten podatek. W ciągu ostatnich dwóch dni przedstawiciele platformy wyraźnie zresztą zapowiadali, że projektów nie poprą. W poniedziałek w programie TVN „Teraz My”, Zbigniew Chlebowski zarzekał się, że PO podatek zniesie. Ale jeszcze nie teraz. We wtorek wypowiadający się w imieniu PO w radiowych „Sygnałach dnia” Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera powiedział, że rząd na razie nie zlikwiduje podatku Belki. Wyjaśnił, że wobec żądań płacowych licznych grup pracowniczych zniesienie podatku, który przynosi około 4 miliardów złotych do kasy państwowej byłoby na razie nierozsądne. Również jednak i on podkreślał, że w przyszłości rząd podatek zniesie. Tyle, że niewiadomo kiedy. Wcześniej podobne obietnice składał PiS. Ale również i on póki rządził podatku likwidować nie chciał.

Wcześniej na blogu:

- czy podatek Belki uderza w najbiedniejszych

- argumenty za zniesieniem podatku Belki to przykład ignorancji i niedouczenia

Warto przeczytać:

Podlecem też bardzo ciekawą analizę

- 19-proc. podatek Belki to fikcja

 

10 czerwca 2008

GRY LOSOWE: MF wycofuje się ze zniesienia limitów dla kasyn i salonów gier

    

     Resort finansów wycofuje się z pomysłu zniesienia limitów liczby działających na terenie danej miejscowości salonów gier i kasyn. Komunikat MF w tej sprawie poniżej. Warto przeczytać ;-)

„Ministerstwo Finansów podjęło inicjatywę nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, ponieważ obowiązujący akt prawny nie nadąża za rozwojem tego rynku, budzi wątpliwości w zakresie stosowania niektórych zapisów, a także w wielu elementach wymaga dopracowania.

Ostatnia głębsza nowelizacja tej ustawy miała miejsce w 2003 roku.

Jednym z wielu elementów, który został zaproponowany w projekcie Ministerstwa Finansów było odejście od limitów lokalizacyjnych oraz trybu przetargowego wyłaniania firm, które mogą organizować salony gier i kasyna.

Postulat zniesienia limitów lokalizacyjnych w ustawie o grach i zakładach wzajemnych, w ramach likwidacji barier prawnych utrudniających działalność gospodarczą, został wypracowany i zgłoszony 7 lutego 2008, przez Komisję Trójstronną do Spraw Społeczno – Gospodarczych, skupiającą oprócz przedstawicieli rządu, reprezentantów organizacji pracodawców i organizacji związkowych.

Istotnym argumentem takich rozwiązań była wielokrotna publiczna krytyka (w tym prasowa) i zgłaszane wątpliwości oraz zaskarżanie rozstrzygnięć komisji przetargowych.

W projekcie ustawy nie zmieniono natomiast przepisów dotyczących obowiązku uzyskiwania opinii lokalizacyjnych i udzielania zezwoleń, jak również weryfikacji wniosków o udzielenie zezwolenia z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego.

Podmiot ubiegający się o zezwolenie musi spełnić wszystkie wymogi ustawowe, aby uzyskać zezwolenie na prowadzenie gier i zakładów wzajemnych, w tym potwierdzić ujawnione źródła pochodzenia kapitału zakładowego. Minister Finansów podczas prowadzonego postępowania, bada również, korzystając z pomocy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy stosownie do art. 27b. ust. 1 ustawy założycielami albo akcjonariuszami (udziałowcami) spółek prowadzących działalność w zakresie gier i zakładów wzajemnych, dysponującymi akcjami (udziałami), których wartość przekracza jedną setną kapitału spółki, lub członkami zarządu, rady nadzorczej takich spółek nie są osoby fizyczne, prawne lub spółki nie posiadające osobowości prawnej, co do których istnieją uzasadnione zastrzeżenia z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego.

W projekcie nowelizacji ministerstwo zaproponowało pozostawienie w dalszym ciągu właściwym uchwałodawczym organom samorządu terytorialnego, prawa wyrażania opinii lokalizacyjnej na lokalizację salonów gier i kasyn.

Projekt ustawy w tej wersji został przesłany do konsultacji międzyresortowych i zamieszczony w Biuletynie Informacji Publicznej w dniu 9 maja 2008 r.

Jednak w toku konsultacji międzyresortowych projektu ustawy uwagi do tego zapisu zgłosiły Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wobec takich stanowisk Minister Finansów zdecydował wycofać tę propozycję zmiany i pozostawić zarówno ograniczenia lokalizacyjne, jak i tryb przetargowy przeprowadzany w Ministerstwie Finansów. Takie stanowisko resortu finansów umożliwiło uzgodnienie projektu ustawy  w tym zakresie na konferencji uzgodnieniowej, która odbyła się 30 maja br.

Obecnie projekt jest jeszcze dopracowywany przez legislatorów Ministerstwa Finansów. Przed uruchomieniem kolejnego kroku na drodze legislacyjnej – przesłania projektu, uwzględniającego zgłoszone w toku uzgodnień międzyresortowych uwagi do Stałego Komitetu Rady Ministrów - nowa uzgodniona z ministerstwami wersja zostanie umieszczona na BIP.”

Źródło: Ministerstw Finansów

     Warto przypomnieć, że obowiązujące dziś przepisy w znaczący sposób ograniczają możliwości lokalizowania kolejnych ośrodków gier. Kasyna gry mogą być lokalizowane w miejscowościach liczących do 250 tys. mieszkańców - jedno kasyno. Na każde kolejne rozpoczęte 250 tys. mieszkańców liczba dozwolonych kasyn zwiększa się o 1. Salony gier na automatach oraz salony gry bingo pieniężne mogą być lokalizowane w miejscowościach liczących do 100 tys. mieszkańców - jeden salon. Na każde kolejne rozpoczęte 100 tys. mieszkańców liczba dozwolonych salonów gier zwiększa się o 1.

09 czerwca 2008

OPODATKOWANIE PALIW: Komisja Europejska wszczęła postępwanie w sprawie odliczania VAT

Jeszcze tytułem uzupełnienie wątku paliwowego :-)

"Komisja Europejska oficjalnie wezwała Polskę do dostosowania przepisów krajowych dotyczących wyłączeń prawa do odliczenia VAT należnego lub zapłaconego od niektórych pojazdów silnikowych i od paliwa nabywanego do napędu tych pojazdów do przepisów dyrektywy w sprawie podatku VAT. Wniosek ma formę uzasadnionej opinii przewidzianej w art. 226 Traktatu WE i stanowi drugi etap postępowania w sprawie naruszenia przepisów. Jeżeli właściwe przepisy krajowe nie zostaną zmienione w ciągu dwóch miesięcy zgodnie z uzasadnioną opinią, Komisja może zdecydować o skierowaniu sprawy do Trybunału Sprawiedliwości.

Zgodnie z dyrektywą w sprawie podatku VAT (art. 176) państwa członkowskie, które przystąpiły do Wspólnoty Europejskiej po dniu 1 stycznia 1979 r., mogą utrzymać wszystkie wyłączenia prawa do odliczenia VAT przewidziane w prawie krajowym na dzień ich przystąpienia. Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że państwa członkowskie mogą zmienić przedmiotowe wyłączenia po przystąpieniu do WE tylko wówczas, gdy zmiany te wiążą się ze zniesieniem wyłączeń lub co najmniej ograniczeniem ich zakresu. Niedozwolone są natomiast zmiany prowadzące do rozszerzenia zakresu wyłączenia.

Komisja uznaje ponadto, że dyrektywa w sprawie podatku VAT nie pozwala państwom członkowskim, które przystąpiły do Wspólnoty Europejskiej po dniu 1 stycznia 1979 r., na rozszerzenie zakresu wyłączeń prawa do odliczenia VAT z chwilą przystąpienia, tzn. poprzez zmianę wcześniej obowiązujących przepisów wchodzącą w życie w dniu przystąpienia. Ewentualne zmiany wchodzące w życie z chwilą przystąpienia do WE mogą dotyczyć wyłącznie zniesienia lub co najmniej ograniczenia wcześniej obowiązujących wyłączeń prawa do odliczenia VAT.

Obowiązujące w Polsce wyłączenia prawa do odliczenia VAT zapłaconego z tytułu nabycia pojazdów silnikowych oraz paliwa zostały zmienione z dniem przystąpienia do WE (1 maja 2004 r.), a także po tej dacie (22 sierpnia 2005 r.). W związku z tymi zmianami niektóre rodzaje pojazdów silnikowych (oraz paliwo nabywane do ich napędu), które zgodnie z wcześniej obowiązującym ustawodawstwem podlegały ogólnym zasadom odliczenia, zostały objęte wyłączeniem prawa do odliczenia. Ponieważ ustawodawstwo to obowiązywało w Polsce bezpośrednio przed jej przystąpieniem do WE, zakres wyłączeń został rozszerzony – przynajmniej w niektórych przypadkach – z naruszeniem prawa wspólnotowego.

Z tego powodu Komisja w uzasadnionej opinii oficjalnie wezwała Polskę do zmiany przepisów krajowych. Należy dodać, że ta sama kwestia jest przedmiotem pytania prejudycjalnego skierowanego przez polski sąd do Trybunału Sprawiedliwości na podstawie art. 234 Traktatu WE. Sprawa ta jest obecnie w toku (sprawa C-414/07).

Numer referencyjny nadany tej sprawie przez Komisję to 2005/4855"

Źródło: europa.eu

Warto przeczytać:

Zasady odliczania VAT od paliwa nie podobają się Unii

09 czerwca 2008

STAWKI PIT: podatek od pensji niższy niż od oszczędności w banku i sprzedaży mieszkania

Pora przełamać paliwową falę na blogu :-) A zatem, teraz coś z zupełnie innej beczki.

Dzisiejsza Rzeczpospolita doniosła, że PSL chce złożyć projekt, który ma zrównać wszystkie stawki PIT oraz stawkę CIT w 2009 roku. To próba rozwiązania opisywanego przez GP problemu z nierównomiernym obniżaniem stawek w PIT, które zaplanowano na 2009 rok. Jak większość z państwa zapewne pamięta, za panowania PiS zaplanowano obniżenie od 1 stycznia 2009 roku stawek PIT do 18 i 32 proc. Taką zmianę obecna koalicja rządząca podtrzymała. W istocie, stawki PIT nadal będą jednak trzy, a nie dwie jak nam się wmawia. A to dlatego, że podatnicy prowadzący własne firmy i opodatkowani stawką liniową nadal będą płacili 19 proc. ta sama stawka będzie też obowiązywać w przypadku podatku Belki (od oszczędności), podatku giełdowego (od inwestycji kapitałowych) oraz podatku od sprzedaży nieruchomości.

Dla podatników będzie lepiej, jeśli różne stawki zostaną ujednolicone i zrównane z najniższą 18-proc. stawką PIT – wyjaśnił cytowany przez Rzeczpospolitą wiceprzewodniczący Komisji Finansów Publicznych Jan Łopata z PSL. – Oczywiście liczymy się z tym, że skonstruowanie przyszłorocznego budżetu może być trudne, dlatego nie zrobimy nic, na co nie zgodzi się minister finansów. Jesteśmy rozważnym koalicjantem – dodał od razu.

Cóż. Ostatnia część deklaracji posła PSL, kiepsko wróży powodzeniu tej słusznej idei. Moim zdaniem nie ma wątpliwości, że stawki powinny być takie same. Dodałbym nawet takie same dla takich samych dochodów, bo niby dlaczego by nie. Ale jeśli ich ujednolicenie ma zależeć od ministra finansów, to nie oszukujmy się – nie ma wielkich nadziei na to, by ujednolicenia dokonano od 1 stycznia 2009 roku. Ubytek dochodów związany z obniżeniem stawek skali oraz wprowadzeniem ulgi prorodzinnej (która w przyszłym roku zamiast wzrosnąć zmaleje) są zbyt duże, by minister mógł zgodzić się na takie obniżki już teraz.

Czytaj więcej:

OD 2009 roku liniowy PIT będzie nieopłacalny

09 czerwca 2008

OPODATKOWANIE PALIW: rząd powinien szybko umożliwić małym firmom odliczenie VAT od paliwa

W środę – jak donosi dzisiejsza Gazeta Wyborcza – na godzinę zatrzymają się ciężarówki. Protest dotyczy przede wszystkim planowanych zmian w systemie opłat za drogi, czyli tzw. winiet. Kierowcy (właściciele ciężarówek) chcieliby, żeby ten pozostał bez zmian. Tymczasem w Sejmie będzie w środę czytany projekt zmian w tym zakresie. Projekt dotyczy zlikwidowania od 1 lipca br. winiet i przywrócenia opłaty bezpośredniej (tzw. myta) za rzeczywistą liczbę przejechanych kilometrów po autostradach płatnych dla pojazdów o masie całkowitej powyżej 3,5 tony oraz dla autobusów, co spowoduje zaprzestanie wypłacania rekompensat autostradowym spółkom koncesyjnym, z którymi zawarto umowy na budowę lub eksploatację autostrad. Projekt przewiduje także możliwość pobierania opłat elektronicznych.

Przy okazji kierowcy ciężarówek protestują też przeciwko wysokim cenom oleju napędowego (ON). Domagają się obniżenia akcyz na paliwo lub innej interwencji rządu, która doprowadziłaby do obniżenia cen paliwa „używanego do profesjonalnego transportu”. Dodatkowo domagają się zniesienia zakazu wwożenia do kraju w baku większej ilości paliwa niż 200 litrów.

Cóż, o tym że pomysł obniżania akcyzy na paliwo niewiele branży pomoże, pisałem już na blogu i zdania nie zmieniłem. Jeśli jednak chodzi o rozwiązania podatkowe, to jest coś co branży by pomogło, a co byłoby zgodne z zasadami rozsądnie prowadzonej polityki podatkowej. Coś, co moim zdaniem jest konieczne także z uwagi na czystość konstrukcyjną podatków oraz przepisy unijne. Tym czymś jest wprowadzenie możliwości odliczania przez przedsiębiorców VAT naliczonego w cenie benzyny. VAT ten wynosi dziś 22 proc. ceny netto paliwa powiększonej o akcyzę (to nie pomyłka, kwota pobranej akcyzy jest dodatkowo watowana). W przeciwieństwie do akcyzy, której stawka jest stawką kwotową (niezależnie od ceny paliwa zawsze pobierana jest ta sama kwota), stawka VAT ma charakter procentowy. A zatem im wyższa jest cena, czyli podstawa naliczania podatku, tym wyższa kwota pobieranego VAT. Umożliwienie transportowcom odliczenia VAT od paliwa dałoby taki sam skutek, jak obniżenie dla nich ceny ON o 22 proc. To sporo. Dużo więcej niż dałoby obniżenie akcyzy o 25 groszy. Jeśli bowiem np. za ON płacimy dziś 4,70 zł, to w cenie tej mamy 1 zł (po uwzględnieniu zasad zaokrąglania podatków, wynik rzeczywisty to 1,04 zł) VAT. Tyle na zmianie przepisów zyskaliby kierowcy (właściciele).

Oczywiście nie wszyscy. Jeśli bowiem chodzi o duże samochody ciężarowe, to ich właściciele już taką możliwość mają. A zatem płacą tak naprawdę niższą cenę niż wynikałoby to z wywieszek na stacjach benzynowych. Obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego (czyli odliczenia VAT od paliwa) nie stosuje się dziś do nabywanych przez podatnika paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu, wykorzystywanych do napędu samochodów osobowych i innych pojazdów samochodowych, o których mowa w art. 86 ust. 3 ustawy o VAT, czyli samochodów osobowych oraz innych pojazdów samochodowych o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony. I to właśnie właścicielom tych ostatnich samochodów powinno się umożliwić odliczanie VAT.

Kłopot w tym, że wprowadzenie takiej zmiany w VAT obniżyłoby – według szacunków MF – wpływy o około 3 miliardy złotych. To dużo, biorąc pod uwagę koszty obniżenia stawek PIT w 2009 roku, wprowadzenia ulgi prorodzinnej, czy też finansowania emerytur pomostowych. Resort finansów boi się też, że nie będzie w stanie kontrolować takich odliczeń i w kosztach firm będą lądowały faktury za zakupy do samochodów wykorzystywanych na prywatne, poza firmowe cele. To oczywiście realne zagrożenie. Niestety jak podatnicy nie należymy do czołówki najuczciwszych społeczeństw świata. Ale za to płacimy urzędnikom, by wymyślili taki system, który będzie uniemożliwiał niezgodne z prawem zachowania i umożliwiał skuteczną kontrole nadużyć. A nie by w obliczu trudności z wymyśleniem tych rozwiązań rezygnowali z ich wprowadzenia w ogóle. Reasumując, rząd powinien moim zdaniem szybko poszukać sposobu na przeprowadzenie tej zmiany. Wysokie ceny ON dla branży transportowej (zwłaszcza tych mniejszych "prawie ciężarówek") prędzej czy później przekładają się na wzrost wszystkich cen. A inflacja już dziś jest nie mała. Oczywiście, takie rozwiązanie nie zatrzyma wzrostu cen paliw na światowych rynkach. Firmom mogłoby jednak pomóc. Dlatego pozwolę sobie twierdzić, że gdyby politycy rzeczywiście chcieli coś zrobić dla kierowców w sprawie rosnących cen paliw, o taką zmianę powinni starać się w pierwszej kolejności. Mimo, że krąg potencjalnych beneficjentów tej zmiany, nie jest tak szeroki, jak w przypadku obniżania akcyzy, z uwagi na to, że nie objąłby „zwykłych” kierowców, to jednak w przeciwieństwie do skutków ewentualnej obniżki akcyzy, tu zmiana byłaby odczuwalna, i miałaby swój wymierny skutek ekonomiczny.

05 czerwca 2008

OPODATKOWANIE PALIW: PiS odwołuje ministra finansów

I słowo stało się ciałem. PiS złożył w Sejmie wotum nieufności wobec ministra finansów Jacka Rostowskiego. Cytowana przez PAP Aleksandra Natalli-Świat tłumaczy, że jest to skutek nie spełnienie postulatu PiS, które domaga się od Rostowskiego obniżki akcyzy na paliwa. Powodem ma być też zaniechanie reformy finansów publicznych oraz reformy administracji skarbowej i celnej (ciekawe czy w lansowanej przez PiS w czasie jego rządów wersji z Krajową Administracją Skarbową, która specjalna atencją zainteresowanych bynajmniej się nie cieszyła ?). Na szczęście sam minister specjalnie się całą sprawą nie przejął. To znaczy w pewnym sensie tak. Zorganizował specjalną konferencje, na której powiedział jednak to samo co powtarzał dotychczas: czyli że rząd się przygląda, ale na razie akcyzy nie obniży. I słusznie. Na szczęście PSL, który ustami Pawlaka i Sawickiego opowiedział się za obniżaniem akcyzy, już oświadczył, że wniosku PiS nie poprze. Szef klubu ludowców Stanisław Żelichowski oświadczył, że: „PSL absolutnie nie poprze wniosku w sprawie Rostowskiego”. Cytowany przez PAP, Żelichowski zaznaczył też, że obecnie nie ma możliwości obniżenia akcyzy na olej napędowy, bo osiągnęliśmy jej dolną granicę, na jaką zezwala UE.

05 czerwca 2008

OPODATKOWANIE PALIW: Przemysław Gosiewski podniósł cenę benzyny do 5,30

„Dzisiaj zgłosimy wniosek o wotum nieufności dla ministra finansów, uważamy, że sytuacja jest skandaliczna. Sprawdzałem dzisiaj cena benzyny już wynosi 5.30 na stacjach paliw i rząd po to ma takie narzędzia, jakim jest regulowanie akcyzy – i to w drodze rozporządzenia, a nie ustawy – że powinien reagować i powinien obniżyć akcyzę.” – powiedział dziś rano w radiu ZET Przemysław Gosiewski (PiS), zapytany o to, jaka jest jego ocena następującego oświadczenia: „Nie rozważamy obniżenia akcyzy na paliwa”. Kłopot w tym – o czym Gosiewski miał się przekonać już w chwilę po swoim oświadczeniu, że zacytowane przez Monikę Olejnik zdanie nie pochodziło wcale od ministra Rostowskiego czy premiera Tuska. To zdanie wypowiedziane przez wicepremiera i ministra finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, czyli przez Zytę Gilowską. - Tak minister finansów Zyta Gilowska odpowiedziała na apel Konfederacji Pracodawców Polskich, która chciała obniżenia podatku na paliwa – jest to 15 czerwca 2007 r. i co pan na to ? – pytała dalej Monika Olejnik. Gosiewski odpowiedział: „No tak, ale ja chcę powiedzieć, że wtedy benzyna nie kosztowała 5.30, to jest pierwsze”. Chwilę później dziennikarka zapytała o to jako to jest, że dziś PiS apeluje o obniżenie akcyzy, którą wcześniej sam podwyższył. I tu jednak Przemysław Gosiewski szybko, niczym nie zrażony odpowiedział: „Proszę dwóch rzeczy nie mylić, po pierwsze akcyza musiała być podwyższona wówczas, bo Polska ma okres przejściowy, w którym musi wyrównać stawki między akcyzą, która jest w Polsce a w Unii Europejskiej”.

Szczerze mówiąc zatkało mnie. Wiem, że politycy – jak to się zgrabnie mówi – często mijają się z prawdą (no bo oczywiście kłamstwa to to nie są). Ale czasem wręcz trudno wyobrazić sobie, że można bez zmrużenia okiem pleść takie bzdury. I żeby nie było wątpliwości dotyczy to obydwu stron sceny politycznej. Wygląda to tak, jakby elity polityczne były przekonane o tym, że przeciętny obywatel tego wspaniałego państwa, to idiota który uwierzy we wszystko co mu naopowiadają. Drodzy panie i panowie, zapewniam że tak nie jest. I tego PiS akurat mógł się w czasie ostatnich wyborów nauczyć. Ale najwyraźniej – i mówię to z żalem – nie nauczył się niczego. A do pana, panie Gosiewski mam jedno pytanie, którego pani Olejnik jakoś nie zadała, a ja ciekaw jestem odpowiedzi jak pewnie spore grono uważnych słuchaczy radiowej Zetki. Gdzie pan kupuje paliwo ? Mam wrażenie, że ktoś pana robi w przysłowiową trąbę. 30 zł za litr paliwa ? W Warszawie ceny wynosiły dziś tak mniej więcej 4,65 za litr bezołowiówki 95 i około 4,70 za litr oleju napędowego.

04 czerwca 2008

OPODATKOWANIE PALIW: szantaż polityczny ułatwi Tuskowi utrzymanie stawek akcyzy

No i mamy kolejną odsłonę sporu o akcyzę. Jak donosi portal Onet.pl PiS ponawia stawiane rządowi premiera Tuska ultimatum. „Jeśli do północy rząd nie podejmie decyzji w sprawie obniżki akcyzy na paliwo, PiS w czwartek lub piątek złoży wniosek o wotum nieufności dla ministra finansów Jacka Rostowskiego - zapowiedział szef klubu PiS Przemysław Gosiewski.” Zaraz też dodaje (cytaty za Onet.pl) że Rostowski powinien odjeść z rządu nie tylko ze względu na akcyzę, ale też "zaniechania" m.in. w kwestii reformy finansów publicznych. Gosiewski oryginalny oczywiście nie jest. Wcześniej, bo w ostatni piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jeśli do środy rząd nie podejmie decyzji o obniżeniu akcyzy na paliwa, PiS będzie chciał odwołania Rostowskiego. I choć daleki dziś jestem od sympatii i dla Rostowskiego i dla Tuska, to nie sposób skomentować słów Gosiewskiego i prezesa Kaczyńskiego inaczej, niż tylko znanym powiedzonkiem „i kto to mówi” ?

Przez dwa ;lata swoich rządów PiS dużo mówił i o tym jak potrzebna jest reforma finansów publicznych, i o tym jak ciężko pracuje nad ich uzdrowieniem. Mówiło się tez o budżecie zadaniowym. No i na mówieniu się skończyło. PiS nie zdążył. Wiadomo. Los pokrzyżował mu plany ;-)

Nie w tym jednak rzecz. Kłopot w tym, że spełnienie postulatów PiS byłoby po pierwsze czymś kompletnie absurdalnym. Po drugie zaś byłoby politycznym samobójstwem ze strony Tuska. W takim przypadku prezes Kaczyński nie omieszkałby odtrąbić wielkiego zwycięstwa i nie zostawiłby na "miękkim" premierze Tuska suchej nitki. SKutek może byc zatem taki, że o ile wcześniej Tusk mógł mieć wątpliwości co do tego co z akcyzą zrobić, to teraz już mieć nie może. Swoimi żądaniami PiS zmusza go do tego, by stawek akcyzy nie ruszał. I tak na dobrą sprawę o to w cełej tej grze chodzi. By po raz kolejny pokazać, jaki ten rząd jest be. Jak nie potrafi zadbać o dobro obywateli. Cóż. Tusk sprawia czasami wrażenie - delikatnie to ujmując - kogoś zagubionego. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że tak nie jest. Zobaczymy za to, jak potoczą sie losy pierwszego jakby nie było wotum nieufności wobec tuskowego ministra.

Warto też pamiętać, że argument, że resort finansów zarabia na akcyzie dzięi wzrostowi cen paliw, są zwyczajnie nieprawdziwe. Paradoksalnie może być nawet odwrotnie. Stawka akcyzy jest w tym przypadku stała. To znaczy, że bezwzględu na cenę, od każdego litra fiskus pobiera dokładnie taką samą kwotę. Jeśli zatem ceny rosną, a ludzie (w tym i moja skromna osoba), zaczynają ograniczać wielkość zakupów (kupują mniej benzyny czy ON), to skutek jest taki, ze przy rosnących cenach paliw, budżet dostaje mniej z akcyzy niż miało to miejsce wcześniej. Rosną za to wpływy z VAT. ten jest bowiem naliczany według stawki procentowej. To zawsze 22% doliczone do ceny netto paliwa obejmującej akcyzę (od akcyzy też pobierany jest VAT, co niestety Unia nie tylko dopuszcza, ale wręcz nakazuje). Czy jednak faktycznie tak jest trudno powiedzieć. Ministerstwo Finansów nie zbiera bowiem danych o tym, jakie są wpływy z VAT od paliw. Cały VAT, bezwzględu na to od czego jest pobierany trafia di jednego worka.

03 czerwca 2008

OPODATKOWANIE PALIW: nie ma powodów, by obniżać akcyzę

- Nie ma powodów, żeby w tej chwili obniżać akcyzę na paliwa - powiedział we wtorek cytowany przez PAP rzecznik Ministerstwa Finansów Jakub Lutyk. - Stanowisko Ministerstwa Finansów w tej kwestii jest niezmienne. Nie ma w tej chwili powodów, by obniżać akcyzę - podkreślił rzecznik. Wcześnie to samo mówił odpowiedzialny za akcyzę w resorcie finansów wiceminister Jacek Kapica, zresztą  – z tego co udało mi się wywnioskować ze dotychczasowych spotkań z nim – znakomity fachowiec. 30 maja minister Kapica zaprezentował analizę prawną i ekonomiczną opodatkowania akcyzą paliw płynnych w Polsce. Przedstawił również sytuację budżetu państwa na koniec kwietnia w kontekście wykonania wpływów z podatków. Informację, które przekazał dowodziły, że obniżka akcyzy nie jest obecnie najlepszym pomysłem.

Obniżenia akcyzy domagają się politycy PiS i lewicy. Za obniżką jest także szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Tym zaś, który całą sprawę w ubiegłym tygodniu wywołał, jest wicepremier Waldemar Pawlak. Uważa on, że w obecnych warunkach nie ma uzasadnienia, aby utrzymywać akcyzę na paliwo na tak wysokim poziomie. Z kolei premier Donald Tusk zapowiedział, że rząd zastanowi się nad obniżką akcyzy na paliwa tylko wtedy, gdy będzie pewność, że doprowadzi to do spadku cen detalicznych, a nie zwiększenia marży producentów.

Ta ostatnia wypowiedź nie dziwi. Kiedy poprzednio obniżano przejściowo akcyzę na paliwa, większa część tej obniżki została skonsumowana w marży dystrybutorów paliwa. Nie pierwszy to zresztą dowód na to, że manipulowanie przy podatkach w znikomym stopniu wpływa na rynek, a już w ostatniej kolejności na ustalane na rynku ceny. Dobrym przykładem było zniesienie akcyzy na kosmetyki przez wicepremier i ministra finansów w rządzie PiS Gilowską, co nastąpiło pod koniec 2006 roku. Przed zniesieniem akcyzy, przedstawiciele rynku przekonywali oczywiście, że skasowanie akcyzy wpłynie na radykalne obniżenie cen kosmetyków. Akcyzę zniesiono, ale kosmetyki w sklepach wcale nie staniały. Wnioski co do tego, kto na zmianie przepisów zyskał były oczywiste. Na szczęście straty po stronie budżetu (a zatem i nas wszystkich, bo to w końcu nasze wspólne fundusze) były nieznaczne. W przypadku opodatkowania paliw już tak nie będzie. Straty mogę być wyższe. A tymczasem wpływy z akcyzy są potrzebne. Potrzebne po to by móc spokojnie realizować plan obniżki PIT w przyszłym roku i by zrównoważyć ubytki we wpływach z tego podatku spowodowane wprowadzeniem ulg prorodzinnych. Poprzedni rząd zaplanował bowiem i jedno i drugie, nie przewidział jednak żadnych innych towarzyszących tym zmianom ruchów. Skoro zatem nie obniżono wydatków, trzeba optymalizować – czyli zwiększyć, nie ma się co oszukiwać – wpływy z tytułu innych podatków. Takich jak akcyza. Z tego punktu widzenia, to co dzieje się na rynku paliw jest dla budżetu zbawienne. I dlatego, mimo że każda wizyta na stacji benzynowej jest dla mnie diabelnie bolesna, wolę zacisnąć zęby przy paliwowym dystrybutorze, niż płacić pięć groszy mniej za paliwo, i zapłacić za to wzrostem obciążeń w PIT. Czy tez raczej wycofaniem się z obniżki, która już raczyłem sobie uwzględnić w domowych planach budżetowych ;-) No i w końcu w rezerwie zawsze zostaje mi jeszcze rower ;-)

No i na koniec. Spór o opodatkowanie paliw to nie tylko nasz kłopot. Wszyscy zapewne pamiętamy, że kilka dni temu z podobnym postulatem wystąpił prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Sugerował on obniżenie VAT na paliwa w ramach Unii. Jak jednak można było się tego spodziewać pomysł nie spotkał się z dobrym przyjęciem, a większość ministrów finansów krajów unijnych zdecydowanie pomysł ten odrzuca. Ich zdaniem nie ma uzasadnienia do takich posunięć, które motywowane są względami politycznymi i które po interwencji na rynku mogą przynieść skutek odwrotny od zakładanego.

02 czerwca 2008

PODATEK OD SPADKÓW: skład orzekający 12 czerwca

„Warszafka” (ale bez przesady, mieszkam tu dopiero 10 lat) sprawdziła ;-) zgodnie z postulatami niektórych komentatorów bloga, jaki jest skład orzekający wyznaczony do rozpatrzenia 12 czerwca sprawy "starych spadków". W składzie znaleźli się sędziowie:

- G.Borkowski – przewodniczący

- Z.Kmieciak

- H.Kamińska (podobno sędzia delegowany z WSA w Warszawie; istotnie figuruje taki sędzia na liście tego WSA)

I to tyle. Pozdrawiam wszystkich.

20 maja 2008

PODATEK OD SPADKÓW: 12 czerwca NSA zajmie się starymi spadkami

Potwierdzam, to co można było już wyczytać na blogu w komentarzach. 12 czerwca Naczelny Sąd Administracyjny ma zając się sprawą „starych spadków”. A zatem spór zostanie wkrótce rozstrzygnięty. Chociaż niekoniecznie musi nastąpić to 12ego. Sąd może odroczyć wydanie orzeczenia w tej sprawie. Ale tak czy siak, wkrótce dowiemy się co o sprawie myślą sędziowie NSA. Z tego, czego udało mi się dowiedzieć od redakcyjnej koleżanki, sędzia sprawozdawcą ma być Pan sędzia Borkowski. Nie powiem, żeby to dobrze wróżyło. Sędzia Borkowski jest współautorem kilku orzeczeń, które wydane zostały z „uwzględnieniem interesów budżetu państwa”. A co to oznacza dla podatników, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć. Ale cóż. W tym przypadku i tak musimy zwyczajnie zaczekać.

14 maja 2008

PODATEK OD SPADKÓW: sąd w Krakowie za zwolnieniem starych spadków

Pozwalam sobie przenieść jeden z komenatrzy do wpisu, by był łatwiej zauważalny. Mam nadzieję, że jego autor się za to nie obrazi. Informacja jest ważna. A w ten sposób zostanie lepiej wyeksponowana.

"Witam wszystkich zainteresowanych - good news - WSA w Krakowie także za zwolnieniem straych spadków ! Jest już uzasadnienie wyroku , który wyżej był wskazywany . Brawo sędziowie z Krakowa !

Pozwalam sobie wkleić najistotniejszy fragment uzasadnienia :

"W przedstawionym przez skarżącego stanie faktycznym sporne między stronami jest, czy zmiany w ustawie o podatku od spadku i darowizn wprowadzone ustawą z dnia 16 listopada 2006r o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, która weszła w życie w dniu 1 stycznia 2007r, dotyczące zwolnienia od podatku od spadku osób zaliczonych do pierwszej grupy podatkowej mają zastosowanie do nabycia własności rzeczy i praw majątkowych, które nastąpiło po dniu [...] maja 2006 r.

Zgodnie z przepisem art. 3 ust 1. ustawy z dnia 16 listopada 2006r o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych ( Dz. U. Nr 222 poz. 1629) do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, stosuje się przepisy ustawy z dnia 28 lipca 1983 roku o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu obowiązującym przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy tj. przed 1 stycznia 2007 roku, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3. W myśl ust. 2 powołanego artykułu, przepis art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu [...] maja 2006 roku.

*Art. 4 ust. 4. znowelizowanej ustawy stanowi zaś: zwolnienia określone w ust. 1 i w art. 4a stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa.

W przedmiotowej sprawie, ma zastosowanie przepis art. 4a, z którego wynika, ze po spełnieniu wymienionych w tym przepisie warunków zwalnia się od podatku nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę. Wbrew twierdzeniu organów podatkowych przepis przejściowy - art. 3 ust 2. ustawy z dnia 16 listopada 2006r o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych wskazujący moment obowiązywania zwolnienia od podatku określonego w ust. 1 i w art. 4a, dotyczy wszystkich nabywców własności rzeczy lub praw majątkowych, którzy posiadali obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub mieli miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa. Tak wskazuje bowiem wykładnia językowa przepisu art. 4 ust 4 znowelizowanej ustawy o podatku od spadków i darowizn, który obejmuje zwolnienia określone w ust. 1 art. 4 i w art. 4a. Ze zwolnienia wymienionego w art. 4a, którego dotyczy niniejsza sprawa, może więc korzystać skarżący, jako osoba mająca obywatelstwo polskie, mimo, że nabycie przez niego własności rzeczy i praw majątkowych w drodze dziedziczenia nastąpiło przed dniem 1 stycznia 2007r, jednakże po dniu 12 maja 2006 r."

autor: stopka

Dziękuję za informację :-)

06 maja 2008

PODATEK OD SPADKÓW: od 1 lipca nowy formularz zgłoszenia spadku lub darowizny zwolnionych z podatku

W Dzienniku Ustaw nr 77 z 5 maja, po poz. 457 ukazało się rozporządzenie ministra finansów z 17 kwietnia 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie wzoru zgłoszenia o nabyciu własności rzeczy i praw majątkowych. Rozporządzeniem tym, minister finansów wprowadza nowy wzór deklaracji służącej zgłoszeniu spadków i darowizn w ramach najbliższej rodziny (w tzw. zerowej grupie podatkowej). Dotychczasowy formularz SD-Z1 zostanie zastawiony nieznacznie zmodyfikowanym formularzem o symbolu SD-Z2.

Pisałem już o tym wiele razy na blogu, tutaj zatem tylko króciutko dla przypomnienia: zawiadomienie takie osoby, które chcą korzystać z całkowitego zwolnienia z podatku, powinny złożyć w ciągu miesiąca od dnia powstania obowiązku podatkowego, czyli z reguły od dnia uprawomocnienia się postanowienia sądu o stwierdzeniu nabycia spadku.

Nowy wzór zacznie obowiązywać – podobnie jak i nowe rozporządzenie – 1 lipca. Nie oznacza to jednak, że z tym dniem druki SD-Z1 trafiają do kosza. Zawiadomienie można nadal będzie składać na tym druku. Pozostanie on w obiegu do końca roku. A zatem po 1 lipca zawiadomienie będzie mogło być złożone zarówno na nowym, jak i starym druku. Ostatni raz na druku SD-Z1 zawiadomienie takie będzie można jednak złożyć 31 grudnia 2008 roku. Od 1 stycznia 2009 roku – o ile w międzyczasie nic się nie zmieni – obowiązywał będzie już tylko nowy druk: SD-Z2.

30 kwietnia 2008

VAT: komunikat MF w sprawie zmian w ustawie o podatku od towarów i usług

Resort finansów wydał dziś komunikat w sprawie nowelizacji ustawy o VAT, uchwalonej przez Sejm 11 kwietnia i podpisanej wczoraj przez prezydenta.

Jak tłumaczy resort:

"Ustawa zawiera zmiany dostosowujące przepisy o podatku od towarów i usług do przepisów Unii Europejskiej, wynikające z zakończenia okresu przejściowego, który umożliwiał stosowanie stawki podatku 3% na środki produkcji dla rolnictwa, m.in. na nawozy i środki ochrony roślin oraz na niektóre usługi. Od dnia 1 maja br. towary te podlegają opodatkowaniu stawką 7% lub 22%.

Jednocześnie, w związku ze wzrostem stawek podatku na środki produkcji dla rolnictwa, ustawą z dnia 11 kwietnia 2008r. podwyższono stawkę zryczałtowanego zwrotu dla rolników ryczałtowych z 5% do 6%. Podwyżka stawki do 6% zrekompensuje podwyżkę podatku na środki produkcji dla rolnictwa. Oznacza to, że zmiany stawek będą neutralne zarówno dla rolników, jak dla budżetu państwa.

Ustawa z dnia 11 kwietnia 2008r. zawiera także przepisy przejściowe, umożliwiające stosowanie stawki podatku 3% na dostawy produktów spożywczych do końca 2010r.

Wykaz towarów opodatkowanych po dniu 30 kwietnia 2008r. stawką podatku w wysokości 3%, zawiera nowy załącznik do ustawy z dnia 11 kwietnia 2008r. Możliwość utrzymania stawki 3% na produkty spożywcze objęte tym załącznikiem, wynika z art. 128 dyrektywy 2006/112/WE Rady, którą przyznano Polsce derogację w tym zakresie."

Ministerstwo Finansów poświęca tej nowelizacji sporo uwagi. Tymczasem zmiana chociaż ważna, nie dotyczy raczej zbyt szerokiego kręgu odbiorców. Za to prace nad szerszą nowelizacją ustawy o VAT, która dotyczyłaby tym razem wszystkich podatników, i która zawiera wiele oczekiwanych przez nich rozwiazań, ślimaczą się nadal na etapie uzgodnień międzyresortowych. Może warto, by dla odmiany nieco więcej uwagi poświęcić teraz tym przepisom ;-)

Jeszcze dla porządku. Uchwalona nowela zostanie opublikowana w Dzienniku Ustaw z 30 kwietnia (jeszcze go nie ma, ale jak się wydrukuje to i tak data będzie właśnie taka, nawet jak do sprzedaży trafi 5-ego maja) i wejdzie w życie 1 maja 2008 r., czyli już jutro :-)

29 kwietnia 2008

Wicepremier Pawlak chce dać dodatkowy procent na pożytek publiczny

Wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak chce, by podatnicy mogli przekazywać 2 proc. swojego podatku na organizacje pożytku publicznego. Taka informację przekazał właśnie resort gospodarki, którym Pan wicepremier kieruje. "Proponujemy, aby podatnicy mogli przekazać 2 proc. podatku dochodowego na te organizacje, zamiast dotychczasowego 1 proc." – czytam cytat z wicepremiera w komunikacie. Propozycja ta ma związek z pracami nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Jak informuje resort, wpisuje się to w realizację Krajowego Programu Reform na lata 2008-2011, którego jednym z filarów jest aktywne społeczeństwo. Ministerstwu Gospodarki zależy również na wsparciu działalności przedsiębiorstw społecznych o statusie pożytku publicznego, takich jak spółdzielnie socjalne, co wpłynęłoby na rozwój tego sektora przedsiębiorczości.

Wicepremier proponuje również inne sposoby dofinansowania ich działalności "Nowe możliwości dałoby np. ustanowienie 1 proc. CIT na rzecz przedsiębiorstw społecznych. Wiem, że taka propozycja wymaga wykonania dodatkowych analiz i kolejnych zmian przepisów. Resort gospodarki jest gotowy do ścisłej współpracy w tej sprawie" – przekonuje Pawlak.

Cóż, mamy zatem kolejnego ministra, a nawet wicepremiera, którego jedynym pomysłem na rozwiązanie społecznych problemów jest grzebanie w podatkach. Osobiście nie jestem przekonany, że to droga właściwa. Z drugiej jednak strony patrząc na to jak płacone przeze mnie podatki są marnowane przez aparat państwowy, myślę że już lepiej przekazać je na jakiś zbożny cel. Pytanie tylko kiedy ekipie rządzącej skończą się wpływy z PIT. Co chwilę słyszymy pomysł na przekazanie kolejnego procentu podatku na jakiś cel. Z abonamentem radiowo-telewizyjnym włącznie (zapewne większość z nas o niczym innym nie marzy jak tylko o tym by finansować honoraria telewizyjnych gwiazd ze swojego podatku). Jak tak dalej pójdzie, w końcu tych procentów może zabraknąć na finansowanie czegokolwiek poza ministerialnymi pensjami ;-)

29 kwietnia 2008

Rząd przyjął ustawę abolicyjną

"Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach dla podatników uzyskujących niektóre przychody poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, przedłożony przez ministra finansów.

Zasadniczym założeniem projektu ustawy jest zrównanie obciążenia podatkowego osób pracujących za granicą, wynikającego z różnic między metodami unikania podwójnego opodatkowania.

W projekcie przewidziano umorzenie zaległości podatkowych wraz z należnymi odsetkami dla podatników, którzy nie dokonali rozliczenia z tytułu podatku dochodowego, pod warunkiem założenia przez nich zeznania podatkowego. Założono także zwrot podatku dochodowego dla podatników, którzy dokonali takiego rozliczenia i zapłacili podatek.

Umorzenie zaległości lub zwrot zostaną przyznane na wniosek podatnika. Kwotę umorzenia lub zwrotu określi urząd skarbowy, co odciąży podatnika od konieczności samodzielnego wyliczania tych kwot. Rozwiązanie to będzie obejmowało lata 2002-2007. Do dochodów uzyskanych od 1 stycznia 2008 r. będzie miała zastosowanie ulga w podatku dochodowym. Projekt przewiduje, że wniosek o umorzenie zaległości lub zwrot dotyczący 2002 r. trzeba będzie złożyć w ciągu miesiąca od dnia wejścia w życie ustawy, w pozostałych przypadkach w ciągu 6 miesięcy od dnia jej obowiązywania.

Projekt zawiera także przepisy, które uniemożliwią pociągniecie do odpowiedzialności karno-skarbowej podatników, którzy nie rozliczyli w Polsce dochodów z pracy uzyskanych za granicą. Te przepisy mają wejść w życie z dniem ogłoszenia ustawy."

Źródło: www.kprm.gov.pl

28 kwietnia 2008

PODATEK OD SPADKÓW: Sąd w Szczecinie przeciwny zwolnieniu starych spadków

I mamy kolejny niekorzystny wyrok sądu administracyjnego w sprawie "starych spadków" ("STOPKA" dziękuję za wskazanie tego orzeczenia). Tym razem jest to sąd w Szczecinie. Wyrok zapadł 3 kwietnia (sygn. akt I SA/Sz 838/07). Poniżej ciekawe uzasadnienie, z nowymi argumentami przeciwników zwolnienia, czyli odwołaniem się do zasady lex retro non agit (prawo nie działa wstecz). Uzasadnienie pozostawiam bez komentarza.

"Skarga okazała się nieuzasadnioną, nie zachodzą bowiem podstawy do stwierdzenia, że zaskarżona decyzja ostateczna nie odpowiada przepisom prawa.

Przewidując opodatkowanie podatkiem od spadków i darowizn nabycia, m.in. tytułem spadku, przez osoby fizyczne własności rzeczy znajdujących się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub praw majątkowych wykonywanych na tym terytorium, ustawa z dnia 28.07.1983 r. o podatku od spadków i darowizn (Dz.U. z 2004 r., nr 146, poz. 1646 ze zm.), w jej brzmieniu obowiązującym do dnia 31.12.2006 r., katalog zwolnień od tego podatku zawarła w art. 4 ust. 1 pkt 1-16, zastrzegając zarazem w ust. 4 tegoż artykułu, że zwolnienia te stosuje się do nabywcy będącego obywatelem polskim lub mającego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej miejsce stałego pobytu.

Ustawą z dnia 16.11.2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadku i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. nr 222, poz. 1629) ustawodawca podatkowy dokonał m.in. zmian w zapisach art. 4 ust. 1 ustawy o po-datku od spadku i darowizn (art. 1), wykreślając w ogóle z zawartego w nim katalogu niektóre ze zwolnień od tego podatku (pkt 2, 4, 10,11,13 i 14), dodając nowe zwolnienia (pkt 5a) i nadając nowe brzmienie przepisom określających dalsze z nich (pkt 1, 5 i 6), a nadto wprowadził do omawianej ustawy podatkowej nowe zwolnienie, dodając do niej przepisy art. 4a, w którym zawarł postanowienie o zwolnieniu od podatku nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych przez wskazane tam osoby najbliższe wobec zbywcy oraz określające szczegółowo warunki tego zwolnienia. Zmieniając we wskazanym wyżej zakresie postanowienia ustawy o podatku od spadków i darowizn ustawodawca dokonał również zmiany przepisu jej art. 4 ust. 4, rozciągając zwolnienia podatkowe określone w art. 4 ust. 1 i art. 4a na nabywców posiadających w chwili nabycia obywatelstwo polskie lub jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub Państw Członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub mających miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa.

Zawierając także w ustawie zmieniającej dalsze postanowienia dotyczące zmiany przepisów ustawy podatkowej określających m.in. podmiot opodatkowania (art. 5), moment powstania obowiązku podatkowego (art. 6) czy podstawę opodatkowania (art. 7, 8, 9 i 13) oraz postanawiając w art. 5, że ustawa ta wchodzi w życie z dniem 1 stycznia 2007 r., ustawodawca podatkowy zastrzegł zarazem w art. 3 ust. 1, że przepisy ustawy o podatku od spadku od darowizn, w brzmieniu obowiązującym przed dniem wejścia w życie ustawy zmieniającej, stosuje się do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed tym dniem, co nie dotyczy jednak przepisu art. 4 ust. 4 ustawy podatkowej, ten bowiem do nabycia, które nastąpiło przed wejściem w życie ustawy zmieniającej, lecz po dniu 12 maja 2006 r., zastosowanie znajduje w brzmieniu nadanym ustawą zmieniającą, a więc w brzmieniu stanowiącym, iż zwolnienia określone w ust. 1 art. 4 i w art. 4a stosuje się nie tylko do obywateli polskich lub osób mających miejsce stałego pobytu (zamieszkania) na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, ale również wobec osób będących obywatelami wskazanych tam innych państw lub mających miejsce zamieszkania na terytorium tychże państw.

W rozpatrywanej sprawie poza sporem pozostaje okoliczność, że nabycie przez skarżącego podatnika majątku spadkowego nastąpiło przed dniem 1 stycznia 2007 r., a więc przed wejściem w życie ustawy z dnia 16.11.2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn /.../, istotę sporu stanowi natomiast kwestia zastosowania wobec skarżącego zwolnienia podatkowego określonego w art. 4a ustawy podatkowej, wprowadzonego do tej ustawy z dniem 1 stycznia 2007 r., a więc kwestia wstecznego działania tego przepisu.

W związku z taką istotą rozpatrywanego sporu zauważyć należy, że ogólną regułą prawa intertemporalnego jest zasada "lex retro non agit", która oznacza zakaz wstecznego działania przepisów nowej ustawy o charakterze materialnym do stanów faktycznych powstałych przed dniem wejścia w życie nowej ustawy.

Zakaz działania prawa wstecz stanowi jeden z elementów zasady demokratycznego państwa prawnego, wyrażonej w art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Zasada ta jest zarówno dyrektywą legislacyjną skierowaną do organów stanowiących prawo, jak również dyrektywą interpretacyjną dla organów stosujących prawo i dokonujących wykładni przepisów prawnych. Zasada nie działania prawa wstecz, jakkolwiek nie została wprost wyrażona w Konstytucji RP, stanowi podstawową zasadę porządku prawnego w państwie, opartego na założeniu, że "każdy przepis normuje przyszłość, nie zaś przeszłość" (por.: uchwała składu siedmiu sędziów NSA z dnia 10.04.2006 r., I OPS1/06 - opubl. ONSAiWSA 2006/3/71, str. 67-68). Jak to podkreślono w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego (por. orzeczenia powołane w w/w uchwale), w wyjątkowych okolicznościach dopuszczalne są pewne odstępstwa od zasady "lex retro non agit", jeżeli za takim rozwiązaniem przemawia konieczność realizacji innej zasady konstytucyjnej, a jednocześnie realizacja ta nie jest możliwa bez dopuszczenia wstecznego działania prawa.

Jak na to wskazują przepisy ustawy z dnia 16.11.2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn /.../, a w szczególności jej art. 3 ust. 1, wprowadzając w zmienianej ustawie nowe regulacje prawne ustawodawca wyraźnie wy-kluczył możliwość stosowania tychże regulacji do rodzących obowiązek podatkowy zdarzeń zaistniałych przed wejściem w życie ustawy zmieniającej, nakazując do tych zdarzeń (nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych) stosowanie regulacji ustawowej w brzmieniu obowiązującym przez dokonaniem zmiany, tj. przed dniem 1 stycznia 2007 r. Tak więc, skoro do nabycia przez skarżącego majątku spadkowego doszło z dniem otwarcia spadku, które nastąpiło w dniu [...] r., to zastosowanie wobec niego mogą mieć przepisy ustawy podatkowej w brzmieniu obowiązującym przed dniem 1 stycznia 2007 r., a więc w brzmieniu nie uwzględniającym wprowadzonej w życie z tymże dniem regulacji art. 4a, a więc regulacji wprowadzającej nowe, wcześniej nie znane zwolnienie podatkowe ze względu na bliskie związki łączące nabywcę rzeczy lub praw majątkowych z ich zbywcą (spadkodawcą). Za zgodne z prawem zatem uznać należy stanowisko organów podatkowych w rozpatrywanej sprawie, iż przepis art. 4a, wprowadzony do ustawy podatkowej z dniem 1 stycznia 2006 r., nie zwalnia skarżącego podatnika z podatku należnego z tytułu nabycia majątku spadkowego po zmarłym w dniu [...] r. jego dziadku J. I.

Odnosząc się do zarzutów i wywodów skargi, sprowadzających się do upatrywania w przepisie art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej podstawy prawnej do retroaktywnego stosowania przepisu art. 4a ustawy podatkowej, a więc do stosowania przewidzianego w nim zwolnienia podatkowego także do rodzących obowiązek podatkowy zdarzeń zaistniałych przed dniem 1 stycznia 2007 r., stwierdzić należy, iż stanowisko skarżącego w tym zakresie jest w zupełności nieuprawnione.

Przede wszystkim podkreślić trzeba, że zastrzegając stosowanie ust. 2 art. 3 także do nabycia własności rzeczy i praw majątkowych, które nastąpiło przed wejściem w życie ustawy zmieniającej, ustawodawca stosowanie to ogranicza do nabycia, które nastąpiło w czasie po dniu 12 maja 2006 r., a więc w czasie obowiązywania - wydanego na podstawie delegacji ustawowej z art. 22 pkt 1 Ordynacji podatkowej - rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 12.04.2006 r. w sprawie zaniechania poboru podatku od spadków i darowizn od niektórych podatników (Dz.U. nr 73, poz. 506), którego obowiązywanie ustalone zostało na czas do 31.12.2006 r. Mocą tego rozporządzenia zaniechany został pobór podatku od spadków i darowizn z tytułu nabycia rzeczy lub praw majątkowych, określonych w art. 4 ust. 1 oraz w art. 16 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług, należnego od podatników po-siadających obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub Państw Członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub mających miejsce zamieszkania na terytorium takiego państwa. Zaniechanie poboru podatku od wskazanych w nim podatników mogło mieć zastosowanie, jeżeli spełniali oni warunki wymienione w art. 4 ust. 1 i 2 oraz w art. 16 ust. 1 i 2 pkt 2-5 ustawy. Tak więc, mocą tego rozporządzenia sytuacja prawno-podatkowa nabywców rzeczy i praw majątkowych będących obywatelami wskazanych w nim państw obcych lub mających miejsce zamieszkania na terytorium tychże państw zrównana została niejako z sytuacją prawno-podatkową nabywców będących obywatelami polskimi lub mających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej stałe miejsce pobytu, wobec których zastosowanie znajdowały zwolnienia podatkowe przewidziane w art. 4 ust. 1 oraz ulga podatkowa przewidziana w art. 16 ust. 1 ustawy o podatku od spadków i darowizn w brzmieniu obowiązującym do 31.12.2006 r., a więc w okresie obowiązywania omawianego rozporządzenia.

Po drugie wskazać dalej należy, iż zawarte w art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej zastrzeżenie dopuszczające retroaktywne stosowania przepisów ustawy podatkowej, w zmienionym jej brzmieniu, odnosi się wyłącznie do przepisu art. 4 ust. 4 ustawy podatkowej, a więc przepisu, którego treścią nie jest samo uprawnienie podatnika do zwolnienia od podatku, ale wyłącznie określenie w nim warunku, od spełnienia którego ustawodawca uzależnia stosowanie zwolnień podatkowych określonych w ust. 1 art. 4 i w art. 4a. Jakkolwiek wskazany w tym przepisie warunek (określone obywatelstwo lub określone miejsce zamieszkania) ustawodawca odnosi zarówno do zwolnień przedmiotowych, o których stanowi przepis art. 4 ust. 1, jak i do zwolnienia podmiotowego przewidzianego nowo wprowadzonym do ustawy przepisem art. 4a, to zważywszy z jednej strony na przedmiot regulacji zawartej w art. 4 ust. 4 (warunki zwolnienia podatkowego), z drugiej zaś strony mając na uwadze brak wyraźnego postanowienia ustawodawcy co do wstecznego stosowania innych przepisów nowej ustawy (poza art. 4 ust. 4 i art. 15 ust. 4), nie sposób z takiej regulacji zasadnie wnosić, iż poprzez wsteczne stosowanie przepisu art. 4 ust. 4 nowej ustawy prawo-dawca zamierzał do stosowania nowo wprowadzonego zwolnienia podmiotowego z art. 4a do podatników w tymże przepisie wymienionych, gdy nabycie przez nich własności rzeczy lub praw majątkowych nastąpiło przed wejściem w życie przepisu takie zwolnienie przewidującego.

Nie znajdując, w tych warunkach, podstaw do stwierdzenia, że zaskarżona decyzja ostateczna niezgodna jest z prawem przez to, że do nabycia przez skarżącego majątku spadkowego przed dniem 1 stycznia 2007 r. nie stosuje wprowadzonego w życie z tymże dniem przepisu art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn, a także nie znajdując przesłanek do uznania, iż decyzja ta wydana została z mającym co najmniej istotny wpływ na wynik sprawy naruszeniem przepisów postępowania podatkowego, stosownie do przepisu art. 151 ustawy."

25 kwietnia 2008

PREMIER APELUJE O PRZEKAZANIE JEDNEGO PROCENTA

"Prezes Rady Ministrów Donald Tusk na pięć dni przed upływem terminu rozliczenia z urzędem skarbowym zachęcił do przekazania jednego procenta z naszych należności podatkowych na konto organizacji pożytku publicznego. - To jeden z najlepszych pomysłów jakie polscy parlamentarzyści kiedyś zaproponowali, bo dzięki temu miliony złotych mogą trafić do setek, a nawet tysięcy organizacji, które na co dzień pomagają innym – powiedział szef rządu. Premier zaznaczył również, że taka akcja społeczna ma sens kiedy jest powszechna. – Te kwoty w przypadku każdego z nas z osobna nie są wielkie, ale gdy wszyscy, czy większość się zdecyduje, ci najsłabsi będą mieli z tego rzeczywiście wielki pożytek –  przypomniał Donald Tusk.

Premier podkreślił jednocześnie, że po raz pierwszy w tym roku procedura przekazania jednego procenta podatku jest bardzo prosta. Dzięki zaproponowanym ułatwieniom, wystarczy w zeznaniu podatkowym wpisać nazwę organizacji, której chcemy przekazać pieniądze oraz jej numer KRS, a pozostały obowiązek administracyjny wykonuje za nas urząd skarbowy.

Premier oświadczył także, że wspólnie z ministrem finansów Janem Vincentem-Rostowskim doszli do wniosku, iż przekazanie zadeklarowanej kwoty odpowiedniej organizacji nie będzie zależało od sprawdzenia przez urząd skarbowy czy obywatel w pełni zapłacił należności podatkowe."

 źródło CIRPRESS

15 kwietnia 2008

ULGA MELDUNKOWA: resort finansów przedłużył terminy

Troszkę spóźniona, ale ważna informacja. 9 kwietnia 2008 r. weszło w życie rozporządzenie ministra finansów z 2 kwietnia 2008 r. w sprawie przedłużenia terminu do złożenia oświadczenia o spełnieniu warunków do zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych przychodów uzyskanych z odpłatnego zbycia nieruchomości i określonych praw majątkowych (Dz.U. nr 59, poz. 361).

Na podstawie tego rozporządzenia podatnicy, którzy uzyskali w 2007 r. przychody z odpłatnego zbycia nieruchomości i określonych praw majątkowych uzyskali prawo do składania w terminie do 30 kwietnia 2008 r. oświadczenia o spełnieniu warunków do zwolnienia z podatku dochodowego. Natomiast podatnicy, którzy takiego zbycia dokonali w 2008 r. oświadczenie to mogą składać na podstawie tego rozporządzenia w terminie do dnia 30 kwietnia 2009 r.

Chodzi oczywiście o podatników, którzy korzystają z tzw. ulgi meldunkowej, a zatem takich, którzy zbyli nieruchomości lub prawa związane z nieruchomościami nabyte po 1 stycznia 2007 roku. Jeśli ktoś kupił dom lub mieszkanie wcześniej, a sprzedał go w 2007 lub 2008 roku, to przepisy te go nie dotyczą. Nadal rozlicza się bowiem na starych zasadach, tj. takich jakie obowiązywały do końca 2006 roku.

Dla osób, które wprowadzone w błąd przez przedstawicieli fiskusa zapłaciły podatek od sprzedawanych domów i mieszkań, mimo że jak się teraz okazało mogły z ulgi korzystać dziś w GP specjalny poradnik. Warto skorzystać, bo w tym tygodniu dostęp do archiwum jest darmowy :-)

09 kwietnia 2008

SEJM - PODATEK OD SPADKÓW: LiD-owski projekt po pierwszym czytaniu

Jakiś czas temu na łamach GP opisywaliśmy projekt LiD dotyczący zmian w podatku od spadków i darowizn. Projekt dotyczy wydłużenia terminu zgłoszenia nabycia własności rzeczy i praw na podstawie innych tytułów niż postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku do 6 miesięcy od dnia powstania obowiązku podatkowego, usunięcia zapisu dotyczącego obowiązkowego zgłoszenia nabycia w drodze dziedziczenia na podstawie postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku do urzędu skarbowego w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia oraz rozszerzenia listy form nabycia, których nie obejmuje obowiązek zgłoszenia do urzędu skarbowego. Projekt nie zawiera natomiast zmian, które rozwiązywałyby problem tzw. starych spadków. A szkoda, bo przynajmniej byłaby szansa na jakąś seansowaną ;-) dyskusję na ten temat.

Projekt zakłada, że – podobnie jak dziś – zgłoszenia (SD-Z1, a wkrótce SD-Z2) nie dokonywałoby się, w przypadku gdy wartość majątku nabytego łącznie od tej samej osoby lub po tej samej osobie w okresie 5 lat, poprzedzających rok, w którym nastąpiło ostatnie nabycie, doliczona do wartości rzeczy i praw majątkowych ostatnio nabytych, nie przekracza kwoty 9637 zł. Ale na tym nie koniec. Zgłoszenia nie trzeba byłoby też dokonywać gdy nabycie nastąpiłoby na podstawie: umowy zawartej w formie aktu notarialnego, prawomocnego orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku, zarejestrowanego aktu poświadczenia dziedziczenia sporządzonego przez notariusza.

Warto zauważyć, że przepis ten zawiera istotny błąd. W przypadku spadków nie ma mowy o „nabyciu na podstawie orzeczenia sądu”. Nabycie następuje albo z mocy prawa (dziedziczenie ustawowe) alb na podstawie testamentu. W swoim postanowieniu sąd potwierdza tylko prawo danego spadkobiercy do spadku. Podobnie rzecz wygląda, gdy chodzi o poświadczenie dziedziczenia sporządzone przez notariusza (taka możliwość pojawi się jesienią – odpowiednie przepisy wchodzą w życie 2 października). W przepisie powinno oczywiście być napisane, że chodzi o takie sytuacje, gdy nabycie „zostało potwierdzone” w jednej ze wskazanych form. Inaczej cały przepis nie ma sensu i na upartego fiskus mógłby się w prosty sposób całkowicie wykpić z jego stosowania.

Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia tego, czy takie zmiany w ogóle uda się uchwalić. Projekt jakby nie było złożony został przez opozycje parlamentarną, a takie projekty niezwykle rzadko udaje się w Sejmie przeforsować. Póki co, po pierwszym czytaniu projekt trafił do sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

I na koniec słowo wyjaśnienia: projekt powstał kiedy LiD, jeszcze nie wyrzucał Demokratów ;-) a zatem pozwalam sobie nazwać go projektem LiD-owskim.

09 kwietnia 2008

SEJM - CIT: izby gospodarcze chcą zwolnienia z podatku

W Sejmie odbyło się dziś pierwsze czytanie poselskiego projektu nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT) przewidującego rozszerzenie zakresu zwolnień z tego podatku. Projekt zgłosiła grupa posłów Platformy Obywatelskiej.

Projekt dotyczy włączenia izb gospodarczych do grupy podmiotów, których dochody - w części przeznaczonej na cele statutowe, ale z wyłączeniem działalności gospodarczej - są zwolnione od podatku dochodowego od osób prawnych (CIT). Zmiana dotyczy art. 17 ust. 1 pkt 39 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który po zmianie miałby przewidywać zwolnienie z tego podatku (CIT) dochodów związków zawodowych, społeczno-zawodowych organizacji rolników, izb rolniczych, izb gospodarczych, organizacji pracodawców i partii politycznych, działających na podstawie odrębnych ustaw. Zwolnienie nie byłoby oczywiście całkowite i obejmowałoby tylko część dochodu izb gospodarczych przeznaczoną na cele statutowe. Zwolnienie nie obejmowałoby też dochodów izb gospodarczych pochodzących z działalności gospodarczej, bez względu na to, na jaki cel izby wydatkowałyby taki dochód.

Izby gospodarcze działają dziś w oparciu o przepisy ustawy z dnia 30 maja 1989 r. o izbach gospodarczych (Dz.U. nr 35, poz. 195 z późn.zm.). Z ustawy tej wynika, że podmioty prowadzące działalność gospodarczą (z wyjątkiem jednak osób fizycznych prowadzących taką działalność jako uboczne zajęcie zarobkowe), mogą zrzeszać się w izby gospodarcze. Izba gospodarcza jest organizacją samorządu gospodarczego, reprezentującą interesy gospodarcze zrzeszonych w niej podmiotów w zakresie ich działalności. Do obowiązków izb należy kształtowanie i upowszechnianie zasad etyki w działalności gospodarczej, w szczególności opracowanie i doskonalenie normy rzetelnego postępowania w obrocie gospodarczym. Niezależnie od tego izby gospodarcze zostały upoważnione do wyrażania opinii o projektach rozwiązań odnoszących się do funkcjonowania gospodarki oraz uczestnictwa, na zasadach określonych w odrębnych przepisach, w przygotowywaniu projektów aktów prawnych w tym zakresie. Izby mogą też dokonywać ocen wdrażania i funkcjonowania przepisów prawnych dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. I tylko w zakresie tych uprawnień mogą określać swoje statutowe zadania. Z tego wynika zaś, że tylko dochody wydatkowane w celu realizacji tychże zadań byłyby zwolnione z CIT. A przy takim zastrzeżeniu, proponowane zwolnienie wydaje się całkowicie logiczne i uzasadnione. Po pierwszym czytaniu projekt trafił do sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

Warto zauważyć, że większość izb gospodarczych zrzeszona jest obecnie w Krajowej Izbie Gospodarczej (KIG), która jest rzeczywistym inicjatorem opisanych zmian.

03 kwietnia 2008

MITY PODATKOWE: podwójne opodatkowanie dochodów zagranicznych to fikcja

Polacy pracujący za granicą nie będą już musieli płacić dwukrotnie podatku dochodowego. Premier Donald Tusk poinformował, że rząd zakończył prace nad ustawą o abolicji podatkowej.” – poinformowały dziś wszystkie niemal serwisy informacyjne.

Hm, i znów mi ręce opadają. Mówienie o tym, że rozliczając się w Polsce nasi zapracowani zagranicą rodacy płaca podwójnie podatek to kolejny przykład na to, że nasi politycy opowiadają bzdury. Otóż Panie Premierze to nie prawda. Nasi rodacy nie płacili podwójnie podatku. I to nawet abstrahując od tego, że wielu z nich w ogóle się w Polsce nie rozliczyło.

Do końca 2006 roku w rozliczaniach dochodów uzyskanych na terenie Wielkiej Brytanii obowiązywała tzw. metoda proporcjonalnego odliczenia. Jest to jedna z metod, które umożliwiają uniknięcie podwójnego opodatkowania. Jak każda i ta metoda ma oczywiście wady. Jednak wady metody proporcjonalnego odliczenia widać tylko wtedy, gdy zarabia się w kraju o dużo niższej stopie opodatkowania, niż obowiązująca w Polsce. Gdyby w Anglii obowiązywały takie same lub wyższe niż w Polsce podatki, o żadnych dopłatach nie byłoby mowy i problem, nad którym pochyla się z taką troska cała polska elita polityczna nie istniałby wcale. A tak cały czas mamy bezsensowną dyskusję o nieistniejącym podwójnym płaceniu podatku. Chociaż pracujący w Anglii dopłacali tylko różnicę podatku, tak by ten w ostatecznym rachunku wyniósł tyle, ile od takich samych zarobków płaci Polak pracujący w kraju i zarabiający dokładnie tyle samo co jego rodak w Anglii. Metoda proporcjonalnego odliczenia zakłada, że dochód osiągany za granicą jest co prawda opodatkowany w Polsce, ale – po to właśnie by nie doszło do podwójnego opodatkowania – od należnego podatku odlicza się podatek zapłacony za granicą. I to tyle.

A oto co o swoich propozycjach pisze Ministerstwo Finansów:

„Zasadniczym celem ustawy jest zrównanie obciążenia podatkowego osób pracujących za granicą wynikającego z różnic pomiędzy metodami unikania podwójnego opodatkowania.

Ustawa przewiduje dwa sposoby realizacji powyższego celu:

a) umorzenie zaległości podatkowych wraz z należnymi odsetkami – dla podatników, którzy nie dokonali rozliczenia z tytułu podatku dochodowego, pod warunkiem złożenia przez tych podatników zeznania podatkowego,

b) zwrot podatku dochodowego - dla podatników którzy dokonali takiego rozliczenia i zapłacili podatek.

Rozwiązanie to będzie obejmowało lata 2002-2007, co związane jest z upływem okresu przedawnienia zobowiązań podatkowych (data początkowa).

Dodatkowo przewiduje się analogiczne rozwiązanie na przyszłość w postaci ulgi podatkowej.

Umorzenie zaległości, zwrot podatku, jak i ulga będzie dotyczyć różnicy pomiędzy podatkiem obliczonym zgodnie z metodą zaliczenia proporcjonalnego, a podatkiem obliczonym zgodnie metodą wyłączenia z progresją.

Rozwiązanie to eliminuje niekorzystne w odczuciu podatników skutki zastosowania metody zaliczenia proporcjonalnego, która miała zastosowanie do dochodów osiąganych przez podatników pracujących m.in. w Wielkiej Brytanii do końca 2006 roku.

Proponowane rozwiązanie jest zgodne z Konstytucją i nie narusza dwustronnych międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Rozwiązanie to jedynie wyrównuje różnice w opodatkowaniu osób pracujących za granicą.

Proponowane rozwiązanie wymaga uchwalenia stosownej ustawy, która miałaby wejść w życie jeszcze w tym roku. Ustawa nie zwalnia jednak podatników z obowiązku złożenia swojego zeznania podatkowego za ubiegły rok do końca kwietnia br.

Wcześniej zgłaszane propozycje budziły wątpliwości konstytucjonalistów i ekspertów podatkowych. Jedna z propozycji naruszała umowy międzynarodowe ponieważ dawała podatnikowi możliwość wyboru metody opodatkowania w przypadku gdy sama umowa przesądzała o tym wg jakiej metody opodatkowane były ich dochody. W odniesieniu do innej propozycji podnoszono m.in., że ewentualne rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie zaniechaniu poboru podatku nie może działać wstecz.

Proponowane rozwiązanie dotyczy tylko dochodów osiągniętych legalnie. Podatnicy, którzy w latach ubiegłych nie rozliczyli się z tych dochodów będą mogli złożyć wniosek do Urzędu Skarbowego o umorzenie zaległości podatkowej wraz z odsetkami dotyczącej dochodu uzyskanego z pracy za granicą. Do wniosku będzie trzeba dołączyć zaległe zeznanie podatkowe za dany rok podatkowy i kopie dokumentów potwierdzających uzyskiwanie dochodów z pracy za granicą.

Podatnicy, którzy rozliczyli się prawidłowo mogą złożyć podobny wniosek, tym razem o zwrot zapłaconego podatku od dochodu uzyskanego z pracy za granicą. Również i w tym wypadku podatnik będzie zobowiązany przedstawić kopie dokumentów potwierdzających uzyskiwanie dochodów z pracy za granicą.

W celu ułatwienia podatnikom dopełnienia formalności Minister Finansów określi wzór wniosku składanego do urzędów skarbowych. Kwota ewentualnego umorzenia lub zwrotu będzie obliczana za podatnika przez urząd skarbowy.

Rozwiązanie przewiduje również wprowadzenie w przepisach podatkowych ulgi, która zrówna na przyszłość sytuację podatkową Polaków pracujących za granicą.”

18 marca 2008

AKCYZA: wszyscy zapłacimy za to, że rząd nie spieszy się ze zmianą zasad opodatkowania energetyki

Mała prywatna elektrociepłownia Megatem z Lublina od września ubiegłego roku ma wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie. Zgodnie z nim nie musi płacić akcyzy na prąd, którą obciążone są wszystkie elektrownie i elektrociepłownie. Dlaczego?" – pyta dziś na łamach Gazety Wyborczej Rafał Zasuń. I od razu odpowiada: „Według unijnej dyrektywy akcyzę na energię powinny odprowadzać spółki, które dostarczają prąd bezpośrednio konsumentom - zakłady energetyczne, a nie producenci prądu - elektrownie i elektrociepłownie. Sąd w Lublinie uznał, że unijna dyrektywa jest prawem nadrzędnym nad polską ustawą o akcyzie.

To wyjątkowo ciekawa informacja. Problem jest rzeczywiście poważny. O orzeczeniu lublińskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego Gazeta Prawna pisała 28 listopada 2007 roku. Jak udało się nam wówczas wyliczyć z pomocą ekspertów z ACCREO TAXAND, gdyby wszyscy producenci energii wystąpili o zwrot nienależnie zapłaconej akcyzy, fiskus musiałby zwrócić ponad 5 miliardów złotych. Na szczęcie dla fiskusa, nie wszyscy o zwrot wystąpili.

Rząd ratuje dziś to, że spora część przemysłu energetycznego jest w jego rękach. Gdyby nie to pewnie już dziś większość wytwórców energii pognałaby do sądów administracyjnych, tak jak słusznie zrobiła to lublińska elektrociepłownia. Pytanie tylko, czy nauczyłoby to czegoś pracowników Ministerstwa Finansów. Śmiem wątpić. Nawet gdyby zaniedbania ze strony resortu skończyły się koniecznością zwrotu miliardów złotych, to i tak za wpadkę resortu zapłaciłyby nie osoby winne zaniedbań, tylko podatnicy zrzucający się w formie podatków na budżet. Osoby winne tego, że przez dwa lata nie udało się nam dostosować przepisów do unijnych wymogów, żadnych konsekwencji raczej nie poniosą.

A na rozwiązanie problemu przyjdzie nam jeszcze zaczekać. Tak wynika, z rozmowy jaką Gazeta Prawna przeprowadziła z wiceministrem finansów Jackiem Kapicą. W opublikowanej 10 marca rozmowie wyjaśniał on:

"EWA MATYSZEWSKA (GP): Jak będzie opodatkowana energia? Czy obowiązki podatkowe zostaną przeniesione z producentów na dostawców?

JACEK KAPICA, wiceminister finansów: Oczywiście, że tak. Zgodnie z dyrektywą unijną przenosimy opodatkowanie energii elektrycznej z producentów na dystrybutorów. Ta zmiana powinna być wprowadzona już dawno.

EM: Stawka na energię się nie zmieni?

JK: Nie. Nadal będzie wynosić 20 zł za MWh.

EM: Kiedy projekt będzie konsultowany międzyresortowo?

JK: Mamy tydzień na konsultacje wewnątrzresortowe. Po uwzględnieniu uwag projekt musi zostać zaakceptowany przez kierownictwo MF, a następnie zostanie przesłany do konsultacji zewnętrznych.

EM: Czyli kiedy ?

JK: W II połowie marca.

EM: Czy rząd zajmie się nim jeszcze przed wakacjami?

JK: Myślę, że tak.”

17 marca 2008

PODATEK OD SPADKÓW: Łódź przeciw zwolnieniu „starych” spadków

Po wyroku gliwickim, jeszcze jedno – zapowiadane w poprzednim wpisie - orzeczenie dotyczące tzw. starych spadków. Tym razem niekorzystne dla podatników, a wydane przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi z 19 lutego 2008 r., sygn. akt I SA/Łd 1375/07. A oto, jak swoje orzeczenie uzasadniali sędziowie tego sądu (pogrubienie pochodzą oczywiscie ode mnie):

 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Ł. zważył, co następuje:

Skarga nie jest zasadna.

Spór między stronami dotyczy interpretacji przepisów art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. Nr 222, poz.1629), a w konsekwencji tego ustalenia okresu obowiązywania zwolnienia określonego w art. 4a ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn (Dz.U. z 2004, Nr 142, poz.1514 z późn.zm.), ustanowionego powyższą ustawą z dnia 16 listopada 2006 r.

Zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie tej ustawy, stosuje się przepisy ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu obowiązującym przed dniem 1 stycznia 2007 r., z zastrzeżeniem ust. 2 i 3. W myśl ust. 2 tego artykułu przepis art. 4 ust. 4 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu nadanym ustawą zmieniającą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r.

Art. 4 ust. 1 ustawy o podatku od spadków i darowizn zawiera katalog zwolnień od tego podatku, a ust. 4 tego artykułu, przed nowelizacją, stanowił, iż "zwolnienia określone w ust. 1 stosuje się, jeżeli nabywca jest obywatelem polskim lub ma miejsce stałego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej". Po nowelizacji ustawą z dnia 16 listopada 2006 r. ustęp 4 art. 4 otrzymał następujące brzmienie  "zwolnienia określone w ust. 1 i w art. 4a stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa". Tak więc przepis ten rozszerzył krąg podmiotów, które mogły skorzystać ze zwolnień od podatku określonych w art. 4 ust. 1, a ponadto ze zwolnień określonych w art. 4a. Jednakże podkreślić należy, iż art. 4a został dodany do ustawy o podatku od spadków i darowizn powyższą ustawą nowelizującą z dnia 16 listopada 2006 r., która weszła w życie z dniem 1 stycznia 2007 r., co wynika z art. 5 tej ustawy. Przepis art. 4a określił warunki zwolnień od podatku dla małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwa, ojczyma i macochy, przy nabyciu przez nich własności rzeczy lub praw majątkowych.

Powołując się na art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych oraz art. 4 ust. 4 i art. 4a ust.1 pkt 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn, skarżący uważa, że skoro nabył spadek na podstawie postanowienia Sądu Rejonowego w P. T. z dnia [...] r., które uprawomocniło się [...] r., to spełnił wszystkie warunki dla skorzystania ze zwolnienia podatkowego przewidzianego w tym ostatnim przepisie.

W/w art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn mówi o zwolnieniu nabycia własności rzeczy i praw majątkowych, m.in. w drodze dziedziczenia, a zgodnie z art. 925 Kodeksu cywilnego spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku, czyli w chwili śmierci spadkodawcy.

Zatem skarżący nabył spadek (własność rzeczy i praw majątkowych z nim związanych) w dniu 7 listopada 2006 r. W tym czasie nie obowiązywał jeszcze art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn, gdyż jak wynika z przytoczonych wyżej uregulowań przepis ten został wprowadzony w życie ustawą nowelizującą, zgodnie z jej art. 5, z dniem 1 stycznia 2007 r., a z przytoczonego wyżej przepisu art. 3 ust. 1 tej ustawy wynika, iż do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem 1 stycznia 2007 r. stosuje się przepisy obowiązujące przed tą datą. Słusznie wobec tego Dyrektor Izby Skarbowej uznał, iż w niniejszej sprawie art. 4a nie może być zastosowany.

Pomimo tego, że art. 4a stał się elementem konstrukcyjnym nowego przepisu art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn, to nie oznacza, że przepis tego artykułu wszedł w życie przed dniem 1 stycznia 2007 r., gdyż żaden z przepisów intertemporalnych ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. tak nie stanowi. Według postanowień art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej, przepis art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu nadanym ustawą nowelizującą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r. Wobec tego jedynie art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu nadanym ustawą zmieniającą, obowiązuje już od 12 maja 2006 r., czyli wszedł w życie przed wejściem w życie pozostałych przepisów ustawy zmieniającej (w tym między innymi art. 4a). Jednakże przepis art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn ani przed zmianą, ani po zmianie, nie ustanawiał zwolnienia od podatku, a określa jedynie warunek jaki winien być spełniony, aby można było skorzystać ze zwolnienia od podatku.

Sąd w tym składzie orzekającym w pełni podzielił pogląd wyrażony przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 19 grudnia 2007 r. o sygn. akt III SA/Wa 1375/07 (niepublikowanym), że osoby określone w art. 4 ust. 4, w obecnie obowiązującym brzmieniu (tj. nadanym ustawą zmieniającą), mogą skorzystać ze zwolnień od podatku w okresie od dnia 12 maja 2006 r. do dnia 31 grudnia 2006 r., z tym że tylko z tych zwolnień, które były przewidziane w przepisach obowiązujących przed dniem 1 stycznia 2007 r., gdyż zwolnienie określone art. 4a weszło w życie po tej dacie. Ze zwolnień określonych w art. 4a osoby te mogą korzystać od 1 stycznia 2007 r. Wskazanie w art. 4 ust. 4 na zwolnienia ustanowione art. 4 ust. 1 i art. 4a oznacza tyle, że warunek ustanowiony tym przepisem musi być spełniony w przypadku zwolnień określonych w art. 4 ust. 1 i art. 4a. Rozumowanie skarżącego, iż nawiązanie w art. 4 ust. 4 do art. 4 ust. 1 i art. 4a skutkuje wejściem w życie z dniem 12 maja 2006 r. art. 4a, co wywodzi z art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej, jest błędne. Nie można racjonalnemu ustawodawcy przypisywać działania nieracjonalnego, a takim byłoby wprowadzenie w życie, w sposób zawoalowany, art. 4a poprzez zapis art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej, podczas gdy w art. 3 ust. 1 tej ustawy zdecydował, że do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem 1 stycznia 2007 r. stosuje się przepisy obowiązujące przed tą datą, zaś w art. 5 ustawy, że ustawa zmieniająca wchodzi w życie z dniem 1 stycznia 2007 r.

Uwzględniając powyższe rozważania należy zatem przyznać rację organom podatkowym, że nabyty przez skarżącego spadek po zmarłej w dniu 7 listopada 2006 r. A. L. powinien być opodatkowany według zasad określonych ustawą z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu obowiązującym do dnia 31 grudnia 2006 r. Przepisy art. 3 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych mówią o nabyciu własności rzeczy lub praw majątkowych. Ustawa o podatku od spadków i darowizn nie definiuje daty nabycia własności rzeczy i praw majątkowych w drodze spadku, w związku z tym należy posiłkować się przepisami ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz.U. Nr 16, poz. 93 z późn.zm.) regulującymi sprawy spadkowe. Zgodnie z przywołanym wyżej art. 925 K.c. spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Natomiast z art. 924 K.c. wynika, że spadek otwiera się z chwilą śmierci spadkodawcy.”

Jak powszechnie wiadomo osobiście z tąka interpretacja przepisów się nie zgadzam, i wielokrotnie tłumaczyłem dlaczego, stąd pozostawiam to orzeczenie bez komentarza.

17 marca 2008

PODATEK OD SPADKÓW: sąd w Gliwicach za zwolnieniem "starych" spadków

W oczekiwaniu na orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie tzw. „starych spadków” fragment korzystnego dla podatników uzasadnienia wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z 4 marca 2008 r., sygn. akt I SA/Gl 998/07:

 „W rozpoznawanej sprawie przedmiot sporu ogranicza się do kwestii zastosowania przepisów intertemporalnych, głównie zaś, do udzielenia odpowiedzi na pytanie, które przepisy ustawy o podatku od spadków i darowizn stosuje się do sytuacji, gdy nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych nastąpiło pod rządami przepisów dotychczasowych, zaś obowiązek podatkowy w tym podatku powstał po 1 stycznia 2007 r.

W rozważanej kwestii, kluczowe znaczenie ma art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej, który stanowi, że do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, stosuje się przepisy ustawy wymienionej w art. 1 w brzmieniu obowiązującym przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3.

Konstrukcja tego przepisu nie budzi wątpliwości. Wynika z niego, a contrario, że wszystkie nowe przepisy upsd.  poza wymienionymi w ust. 2 i 3 - mają zastosowanie do nabycia rzeczy i praw majątkowych, które nastąpiło po dniu wejścia w życie ustawy.

Niezbędne jest zatem dokonanie szczegółowej analizy regulacji wymienionych w art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej, gdyż one decydują o prawidłowości podjętego rozstrzygnięcia. Zgodnie z tym przepisem, przepis art. 4 ust. 4 ustawy wymienionej w art. 1 w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r.

Przepis art. 4 ust.4 upsd w brzmieniu nadanym ustawą zmieniającą stanowi natomiast, iż: "Zwolnienia określone w ust. 1 i w art. 4 a stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa."

Przepis ust. 1 art. 4 określa przedmiotowy katalog zwolnień od podatku od spadków i darowizn, natomiast art. 4 a upsd dodany przez art. 1 pkt 4 ustawy zmieniającej wprowadza nową kategorie zwolnień podmiotowych.

Jak już wcześniej zasygnalizowano, ta nowa kategoria zwolnień podmiotowych odnosi się tylko do niektórych nabywców zaliczanych do I grupy podatkowej i obejmuje: małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę. Nabycie przez te osoby własności rzeczy lub praw majątkowych jest zwolnione od podatku, jeśli spełnione zostały przez nie warunki zwolnienia wymienione w pkt 1 i 2 ust. 1.

Gdy nabywca z tego kręgu osób dowiedział się o nabyciu własności rzeczy lub praw majątkowych po upływie terminów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 musi, dla uzyskania prawa do zwolnienia, dopełnić warunków wymienionych w ust. 2, a gdy tego nie uczyni zostanie opodatkowany na zasadach określonych do nabywców zaliczonych do I grupy podatkowej.

Reasumując dotychczasowe wywody stwierdzić należy, że z art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej wynika, że jeżeli nabywca rzeczy lub praw majątkowych w chwili tego nabycia posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA)  stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa, to korzysta ze zwolnień przedmiotowych wymienionych w ust. 1 art. 4 oraz zwolnienia podmiotowego wymienionego w art. 4 a upsd, jeżeli spełnia warunki, od których ustawa uzależnia ich uzyskanie, także wtedy, gdy owo nabycie nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r.”

I dlatego sąd uzasadniał dalej, że:

 Stanowisko zatem zaprezentowane w skardze, a sprowadzające się do tezy, że z mocy art. 3 ust. 2 ustawy zmienianej skarżącemu przysługiwało zwolnienie od podatku na mocy art. 4a upad pod warunkiem spełnienia ustawowych warunków, jest zdaniem Sądu prawidłowe. Skład orzekający podziela pogląd zaprezentowany w tej materii w wyrokach zapadłych w podobnych stanach faktycznych, z których wywieść można ogólną tezę, iż "Z treści art. 4 ust. 4 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn w "nowym" brzmieniu, do której odsyła art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. Nr 222, poz. 1629), wynika, że wsteczne obowiązywanie nie dotyczy "starych", lecz "nowych" przepisów dotyczących zwolnień podatkowych.”

W konsekwencji uchylając zaskarżoną decyzję sąd dał odpowiednią wskazówkę Dyrektorowi Izby Skarbowej ;-)

Rozpoznając ponownie sprawę, Dyrektor Izby Skarbowej uwzględni wskazaną w niniejszym uzasadnieniu prawną ocenę nabycia przez skarżącego spadku po zmarłej w dniu 21 sierpnia 2006 r. spadkodawczyni, a ponadto odniesie się do całości zarzutów podniesionych w odwołaniu i ich prawnej argumentacji. W szczególności Dyrektor Izby Skarbowej, odniesie się do zakresu odesłania wynikającego z treści art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej w związku z art. 3 ust. 1 tej ustawy i jego wpływu na stosunki prawne dotyczące nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych w wyniku dziedziczenia, następującego po dniu 12 maja 2006 r.

Niestety nie wszystkie doniesienia z lini forntu są tak pomyślne. Jak poinformował jeden z Czytelników mojego bloga jest też już niekorzystne orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku. Jego uzasadnienie trafi na blog, jak tylko uda mi się uzyskac do niego dostęp. Niekorzystne orzeczenie wydał także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi. Uzasadnienie tego wyroku, jeszcze dziś wieczorem w kolejnym wpisie. Jak widać, podział w orzezcnictwie sądów administracyjnych się pogłębia. Teraz wszystko w rękach sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego.

12 marca 2008

STRONNICZY PRZEGLĄD PRASY: GW zauważa interpretację o uldze meldunkowej

Sprawdzonym zwyczajem dziennikarskim redaktor Piotr Skwirowski zajął się dziś na łamach Gazety Wyborczej wielokrotnie opisywaną na łamach GP sprawą tzw. ulgi meldunkowej. „Po roku sporów Ministerstwo Finansów zmieniło na korzyść podatników interpretację przepisów w sprawie tzw. ulgi meldunkowej” – pisze Piotr Skwirowski. Troszkę późno, bo interpretacja wydana została 20 lutego, a dziś już 12 marca.

Ale to pewnie skutek tego, że akcja walki o zmianę stanowiska w tej sprawie nie była pomysłem Gazety Wyborczej. Dlatego chociaż tekst napisany jest sprawnie i sam w sobie jest ciekawy, troszkę mnie rozbawił i skłonił do zrobienia malutkiego zestawienia ostatnich publikacji Gazety Prawnej na ten temat. O samej interpretacji informowaliśmy w tym samym dniu w którym została ona upubliczniona, w tekście:

Sprzedaż domu bez PIT możliwa tuż po zakupie - Gazeta Prawna z 20 lutego 2008 r.

To, że taka interpretacja wkrótce sie ukaże zapowiadaliśy zreszta już dzień wcześniej w artykule:

Będzie interpretacja do ulgi meldunkowej - Gazeta Prawna z 19 lutego 2008 r.

Wszystko zaś zaczęło się od analizy, która stanowiła podsumowanie naszych publikacji z ostatniego roku, i na zakończenie której zaapelowaliśmy do ministra finansów o wydanie ogólnej interpretacji prawa podatkowego, z prawidłową, czyli zgodną z orzecznictwem sądów administracyjnych wykładnią przepisów o uldze medlunkowej.

Ministrze finansów: zinterpretuj ulgę meldunkową - Gazeta Prawna z 8 lutego 2008 r.

Temat ten był później rozwijany w wywiadzie, którego GP udzieliła wiceminister finansów Elżbieta Chojna-Duch. Zapowiedziała ona w nim m.in. i to, że osoby które nie mogły z ulgi skorzystać, bo prawa do niej odmówiły im urzędy skarbowe, i którym minął już termin zawiadomienia fiskusa o zamiarze skorzystania ze zwolnienia, otrzymają prawo do ulgi ponownie. A oto i właściwy fragment:

EWA MATYSZEWSKA (GP): Co MF zamierza zrobić z ulgą meldunkową dotyczącą tych osób, które przez niewłaściwe wcześniejsze interpretacje lub informacje z urzędów nie złożyły oświadczenia o przysługującym im prawie do ulgi w ciągu 14 dni od zbycia nieruchomości? Podatnicy ci stracili ulgę, mimo że mieli do niej prawo.

ELŻBIETA CHOJNA-DUCH, wiceminister finansów:  Minister finansów, wydając 19 lutego 2008 r. interpretację ogólną, jednocześnie podjął prace legislacyjne nad opracowaniem aktu prawnego, który zapewni możliwość skorzystania ze zwolnienia z opodatkowania przychodów z odpłatnego zbycia nieruchomości przez podatników, którzy nie złożyli w ustawowym terminie oświadczeń, a spełniają warunek zameldowania na pobyt stały w zbywanym budynku lub lokalu przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy przed datą zbycia.

EM: Czy minister finansów wyda rozporządzenie, w którym przedłuży termin na złożenie tego oświadczenia?

ECHD: Wydamy stosowny akt prawny, celem którego będzie zapewnienie możliwości skorzystania przez podatników, którzy spełniają warunki, z tego zwolnienia.

EM: A co z podatnikami, którzy już podatek od sprzedanego domu zapłacili, bo urząd odmówił im prawa do ulgi meldunkowej?

ECHD: Po wydaniu przez ministra aktu prawnego podatnicy, którzy już złożyli zeznanie i wykazali w nim podatek z odpłatnego zbycia nieruchomości, będą mogli złożyć korektę tego zeznania.

Państwa uwadze polecam także trzy inne artykuły poświęcone problemowi, czyli:

Nadpłacony PIT od zbycia domu do odzyskania - Gazeta Prawna z 22 lutego 2008 r.

Podatnicy stracili ulgę przez upór ministra - Gazeta Prawna z 25 lutego 2008 r.

Urzędy nadal odmawiają prawa do ulgi meldunkowej - Gazeta prawna z 5 marca 2008 r.

Na marginesie, również termin „ulga meldunkowa” ukuty został w redakcji GP i przez nią wylansowany, z czego dziś mało kto zdaje sobie sprawę. Trzeba pamiętać, że w rzeczywistości wspomniana ulga, to zwolnienie z podatku. Można je jednak nazywać ulgą, bo w Ordynacji podatkowej taką właśnie, obejmująca również zwolnienia z podatku definicję ulg podatkowych przyjęto. I tak w myśl art. 3 pkt 6 Ordynacji podatkowej, ulgi podatkowe to przewidziane w przepisach prawa podatkowego zwolnienia, odliczenia, obniżki albo zmniejszenia, których zastosowanie powoduje obniżenie podstawy opodatkowania lub wysokości podatku, z wyjątkiem obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego, w rozumieniu przepisów o podatku od towarów i usług, oraz innych odliczeń stanowiących element konstrukcji tego podatku;

Swoją drogą, zastanawiające jak krótka jest pamięć osób przygotowujących przeglądy prasy w serwisach internetowych. Te same informacje często pojawiają się jako coś zupełnie nowego w krótkich odstępach czasu, „sprzedane” przez różne redakcje. I nikt w serwisach internetowych nie tylko że się na ten temat nie zająknie (lub się nad tym nie zastanawia), ale nie jest nawet w stanie zrobić odnośnika do poprzedniego tekstu. A wydawać by się mogło, że to jedna z przewag serwisów internetowych nad tradycyjną prasą ;-)

11 marca 2008

PODATEK OD SPADKÓW: zamiast formularza SD-Z1 będzie teraz SD-Z2

Ministerstwo Finansów przygotowało i upubliczniło dziś projekt z dnia 28 lutego 2008 r. rozporządzenia ministra finansów zmieniającego rozporządzenie w sprawie wzoru zgłoszenia o nabyciu własności rzeczy lub praw majątkowych. Jak czytamy w uzasadnieniu "Projektowana nowelizacja ma na celu uproszczenie formularza podatkowego i ułatwienie podatnikom korzystającym ze zwolnienia, o którym mowa w art. 4a ustawy, wywiązywanie się z ciążących na nich obowiązków.". Zmiana dotyczy oczywiście słynnego ;-) formularza SD-Z1, który zmienia przy okazji nazwę na SD-Z2. Ta ostatnia zmiana jest pewnie po to by ludziom ułatwić życie, skoro przyzwyczaili się już do nazwy SD-Z1, to trzeba zrobić wszystko żeby się im nie pomieszało od zmian w głowach ;)
11 marca 2008

AKCYZA: rząd zaakceptował ustawę o zwrcie akcyzy za auta sprowadzone z UE

Rząd zajał się wreszcie kwestią akcyzy na samochody sprowadzane z krajów UE. Pod obrady rządu trafił lekko zmodyfikowany projekt ustawy o zwrocie przygotowanej jeszcze za rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego przez wiceministra finansów Jacka Dominika. Ostatnim etapem prac nad ustawą, już za rządów premiera Tuska kierował wiceminister Jacek Kapica. Poniżej komunikat po posiedzeniu rządu oraz link do wywiadu z wiceministrem Kapicą, w którym opowiadał GP o tej ustawie.

"Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zwrocie nadpłaty w podatku akcyzowym zapłaconym z tytułu nabycia wewnątrzwspólnotowego albo importu samochodu osobowego, przedłożony przez ministra finansów.

W projekcie ustawy określono jednolite zasady zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od starszych niż dwuletnie samochodów osobowych, nabytych wewnątrzwspólnotowo albo importowanych od 1 maja 2004 r. do 30 listopada 2006 r.

Zwrotowi będzie podlegać różnica między kwotą akcyzy zapłaconą w momencie nabycia samochodu, a kwotą akcyzy zawartą w cenie samochodu podobnego typu pojazdu użytkowanego w Polsce. Ponadto zwrotowi będzie podlegać nadpłacona część podatku VAT, która była naliczana od kwoty obejmującej akcyzę. W projekcie ustawy przewidziano, że wszczęcie postępowania o rozpatrzenie zwrotu nadpłaty może być przeprowadzone jedynie na wniosek podatnika.

Zmiany wprowadzone do ustawy z 23 stycznia 2004 r. o podatku akcyzowym określają podstawy opodatkowania tych samochodów przez organ podatkowy lub organ kontroli skarbowej. Zaproponowane rozwiązania będą przeciwdziałać nadużyciom przy określaniu przez podatnika podstawy opodatkowania.

Wprowadzenie zmian jest wypełnieniem orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który 18 stycznia 2007 r. stwierdził niezgodność z prawem wspólnotowym polskich przepisów odnośnie opodatkowania samochodów osobowych podatkiem akcyzowym." - źródło www.pkrm.gov.pl

I obiecamy link do wywiadu:

"Gaz ziemny do aut będzie objęty 7-groszową akcyzą" - GP z 10 marca 2008 roku

28 lutego 2008

PODATKI W UNII: KE podjęła postępowanie dotyczące nieprawidłowego opodtakowania VAT biur podróży

„Komisja Europejska wezwała formalnie Polskę, Holandię, Portugalię, Francję, Włochy, Finlandię, Grecję i Czechy do zmiany przepisów krajowych dotyczących stosowania szczególnej procedury „marży” w zakresie podatku VAT dla biur podróży. Wezwanie ma formę uzasadnionej opinii stanowiącej drugi etap postępowania w sprawie naruszenia przepisów prawa, przewidzianego w art. 226 Traktatu WE. Jeżeli wspomniane państwa członkowskie nie zastosują się do zaleceń uzasadnionej opinii w terminie dwóch miesięcy, Komisja może przekazać sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich.

Komisarz Kovács, który odpowiada za kwestie dotyczące podatków i unii celnej, stwierdził, że: „Brak jednolitego stosowania przepisów UE w państwach członkowskich może prowadzić do przewagi konkurencyjnej przedsiębiorców mających siedzibę w niektórych państwach członkowskich. Jest to coś, na co rynek wewnętrzny nie może sobie pozwolić. Ta długa lista państw, wobec których wszczęto procedurę naruszenia, wskazuje ponownie na potrzebę uproszczenia przepisów dotyczących biur podróży. Świadczy to zatem o konieczności wznowienia dyskusji nad propozycją Komisji z roku 2002 w sprawie uproszczenia przepisów dla biur podróży”.

Dyrektywa w sprawie podatku VAT przewiduje szczególną procedurę marży, której celem jest uproszczenie stosowania podatku VAT w przypadku biur podróży sprzedających turystom pakiety turystyczne, w tym usługi. Procedura marży nie ma jednak zastosowania do biur podróży sprzedających pakiety wakacyjne innym podatnikom, w szczególności biurom podróży, które odsprzedają usługi turystyczne.

Aby wyeliminować nieuczciwą przewagę konkurencyjną, z której korzystają niektórzy operatorzy turystyczni, w wyniku z jednej strony niestosowania podatku VAT w przypadku przedsiębiorców spoza UE sprzedających pakiety wakacyjne rezydentom UE, a z drugiej strony z uwagi na niejednakowe stosowanie obowiązujących przepisów przez różne państwa członkowskie, Komisja zaproponowała w 2002 r. rozszerzenie obecnej szczególnej procedury marży w celu objęcia nią sprzedaży dla biur podróży. (IP/02/264)

Dyskusje prowadzone do tej pory w Radzie nie doprowadziły niestety do porozumienia między państwami członkowskimi w kwestii tej propozycji.

W celu usunięcia zakłóceń konkurencji, wynikających z niejednakowego stosowania obecnie obowiązujących przepisów, Komisja, występując jako strażnik Traktatu, wszczęła postępowania w sprawie naruszenia prawa wspólnotowego przeciwko Portugalii (2006/2547), Francji (2006/2548), Włochom (2006/2550), Finlandii (2006/2551), Grecji (2006/2553), Polsce (2006/2544) i Czechom (2006/2555). Główny zarzut w tych postępowaniach dotyczy stosowania przez wspomniane państwa członkowskie szczególnej procedury marży w przypadkach, w których nabywcą usług jest podatnik odsprzedający usługi turystyczne. Procedura szczególna ma jednak zastosowanie wyłącznie, jeżeli nabywcą usług jest turysta.

Holandia (postępowanie 2006/2546) nie wprowadziła szczególnej procedury marży do swojego ustawodawstwa dotyczącego podatku VAT. Holandia pozostawia na przykład biurom podróży możliwość wyboru stosowania normalnych zasad VAT, podczas gdy szczególna procedura marży jest procedurą obowiązkową.

W przypadku braku procedury szczególnej, biuro podróży, które dokonuje przykładowo zakupu usług restauracyjnych i usług wypożyczenia samochodów od osób trzecich w innych państwach członkowskich, a następnie łączy je w pakiet turystyczny i sprzedaje we własnym imieniu, podlegałoby podatkowi VAT z tytułu świadczonych usług w swoim państwie członkowskim. Byłoby ono uprawnione do zwrotu podatku VAT naliczonego za granicą od usług restauracyjnych itp., ale napotykałoby na trudności związane z koniecznością występowania o zwrot podatku do innego państwa członkowskiego. Ponadto na cenę pakietu turystycznego ogromny wpływ miałaby wysokość stawki podatkowej obowiązującej w jego państwie członkowskim, mimo iż podróż może odbywać się w innym państwie członkowskim.

W związku z tym w ramach procedury marży wszystkie elementy pojedynczego pakietu turystycznego są ostatecznie opodatkowane w państwie członkowskim, w którym odbywa się podróż. Stosowny podatek płacony jest przez operatora turystycznego bez możliwości uzyskania odliczenia naliczonego podatku albo jego zwrotu. Z drugiej strony, w odniesieniu do całości sprzedawanego przez niego pakietu, podlega on podatkowi VAT jedynie od marży zysku (która stanowi wartość dodaną) w państwie członkowskim, w którym ma siedzibę."

(źródło: www.europa.eu)

28 lutego 2008

PODATKI W UNII: KE zarzuca Polsce niedostosowanie przepisów o VAT dotyczących miejsca świadczenia usług

Komisja Europejska wystąpiła do Polski z formalnym wnioskiem o uzgodnienie ustawodawstwa w sprawie stosowania niektórych przepisów w zakresie VAT dotyczących miejsca świadczenia usług z dyrektywą w sprawie VAT. Wniosek ma formę uzasadnionej opinii przewidzianej w art. 226 Traktatu WE, i stanowi drugi etap postępowania w sprawie naruszenia przepisów. Jeżeli właściwe przepisy krajowe nie zostaną zmienione w ciągu dwóch miesięcy zgodnie z uzasadnioną opinią, Komisja może zdecydować o skierowaniu sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Właściwe przetransponowanie przez państwa członkowskie przepisów w zakresie podatku VAT dotyczących miejsca dostawy towarów i świadczenia usług jest kluczowe w celu uniknięcia przypadków podwójnego opodatkowania (lub braku opodatkowania) w ramach Wspólnoty Europejskiej.

Zgodnie z przepisami dyrektywy w sprawie VAT (dyrektywa 2006/112/WE) miejscem świadczenia następujących usług :„działalność kulturalna, artystyczna, sportowa, naukowa, edukacyjna, rozrywkowa lub podobna, w tym działania podejmowane przez organizatorów takiej działalności oraz, w stosownym przypadku, usługi pomocnicze do takiej działalności” jest miejsce gdzie usługi te są faktycznie świadczone (art. 52 dyrektywy w sprawie VAT). Transponując ten przepis w polskiej Ustawie o podatku od towarów i usług pominięto odniesienie do kategorii „działalności podobnej lub pomocniczej”. Zdaniem Komisji, ustawodawstwo polskie ma zatem węższy zakres niż prawodawstwo zawarte w dyrektywie w sprawie VAT.

Ponadto, zgodnie z dyrektywą w sprawie VAT, „usługi konsultantów, inżynierów, firm konsultingowych, prawników, księgowych oraz inne podobne usługi, jak również przetwarzanie danych i dostarczanie informacji” są ulokowane, pod warunkiem spełnienia określonych warunków, w miejscu, w którym usługobiorca posiada siedzibę działalności gospodarczej (art. 56 ust. 1 lit. c) dyrektywy w sprawie VAT). Komisja uważa, że Polska nie przetransponowała odpowiednio powyższego artykułu do swego ustawodawstwa krajowego z następujących powodów:

  • niektóre kategorie usług zawartych w powyższym przepisie (takie jak usługi firm konsultingowych i inżynierów) zostały zdefiniowane w polskiej Ustawie o podatku od towarów i usług zgodnie z wewnętrzną klasyfikacją statystyczną towarów i usług tego kraju, nie stosowaną w żadnym innym państwie członkowskim poza Polską;
  • kategoria „innych podobnych usług” nie pojawia się w ustawodawstwie polskim;
  • pojęcia odnoszące się do „usług konsultantów” i „usług firm konsultingowych” użyte w polskiej Ustawie o podatku od towarów i usług mają węższe znaczenie niż pojęcia użyte w art. 56 ust. 1 lit. c) dyrektywy w sprawie VAT, gdyż dotyczą szczególnych rodzajów doradztwa, takich jak doradztwo w zakresie sprzętu komputerowego lub oprogramowania.

Z tych powodów, Komisja w uzasadnionej opinii oficjalnie wezwała Polskę do zmiany przepisów.

Numer referencyjny nadany tej sprawie przez Komisję to 2005/4916.”

(źródło: www.europa.ue)

28 lutego 2008

MITY PODATKOWE: czy podatek Belki udarza w najbiedniejszych

Dziennik dowiedział się, że w rządzie jest gotowy kompromis w sprawie podatku Belki, a Platforma jest bliska przekonania ludowców do podatku liniowego” – donosi Onet.pl. – „Zlikwidowany ma być podatek od lokat i rachunków bankowych, ale zostanie ten od dochodów z giełdy. Jeden z polityków Platformy uzasadnia, że według wyliczeń ministerstwa, z giełdy wpływa do budżetu 1,8 miliarda złotych, ale 300 milionów z tej puli płaci grupa raptem kilkunastu graczy giełdowych. PO nie zlikwiduje części giełdowej, bo jej zdaniem podatek dotyka niewielu graczy.” – czytamy dalej na Onecie.

Moim zdaniem to słuszna decyzja. Większość z nas i tak podatku od pieniędzy trzymanych w banku nie płaci, albo płaci groszowe podatki. Chociaż, jak pokazują nade resortu finansów z tych groszowych podatków uzbierać potrafi się całkiem ładny worek pieniędzy. Najważniejszym jednak beneficjentem tej zmiany będą nie podatnicy, ale banki, które ponoszą koszty poboru tego podatku i to trzeba sobie jasno powiedzieć.

Zarówno konta, jak i lokaty są dziś dość nisko oprocentowane. Dlatego trzeba mieć sporą kwotę ulokowaną w banku, żeby odczuć i zysk z odsetek i uciążliwości ich opodatkowania. Jeśli np. trzymamy pieniądze na ROR oprocentowanym 3 proc. w skali roku, to żeby zapłacić jednego złotego podatku, musi na nim pozostawiać przez cały kwotę od której odsetki wyniosą co najmniej 2,61 zł. Od takich odsetek podatek według stawki 10 proc. wyniesie bowiem 0,50 złotego, co przy przyjętych w Ordynacji podatkowej zasadach zaokrąglania podatku pozwala podatek ten zaokrąglić do 1 złotego. Gdyby odsetek było 2,60 zł podatek wyniósłby 0,49 złotego, czyli podatek zostałby zaokrąglony do zera. A prościej nie byłoby go wcale. Żeby przy oprocentowaniu 3 proc. rocznie dostać za miesiąc 2,61 zł odsetek, na koncie przez cały miesiąc musi pozostawać 1044 zł (wyliczenie uprościłem sobie troszkę i bank pewnie naliczyłby nieco niższe odsetki od tej kwoty, ale myślę, ze obrazuje to problem). I pamiętajmy, że nie jest to kwota zarobków brutto jako trafia na nasze konto, ale wolne środki, które zostają nam po wszystkich wydatkach. Minimalna płaca to dziś 1126 złotych, zaś średnia płaca w firmach to 2969 zł (przeciętne wynagrodzenie brutto w styczniu 2008 roku według danych GUS). Przy takich zarobkach, trudno raczej uzbierać na rachunku wspomniane 1044 złote. O emerytach, którzy do dyspozycji mają jeszcze mniejsze dochody wolę już nie wspominać.

Dlatego nie zgodziłbym się ze wczorajszymi słowami prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że podatek trzeba znieść bo uderza w najbiedniejszych i średnio zarabiających. A tak przekonywał on wczoraj przy okazji składania w Sejmie przez PiS własnego projektu zmierzającego do likwidacji podatków od oszczędności i inwestycji kapitałowych. Projektu którego oczywiście nie dało się zgłosić w ciągu dwóch lat rządzenia, mimo że PiS podobnie jak Platforma zapowiadał to w swoim programie jeszcze w toku poprzedniej kampanii przedwyborczej. Ale mniejsza o to.

Rzecz w tym, że aby podatek zapłacić trzeba przez miesiąc na koncie trzymać wcale nie tak małe z punktu widzenia przeciętnego Polaka pieniądze. Oczywiście zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy osób dobrze zarabiających, w tym posłów których podstawowe uposażenie to 9900 zł. A do tego dochodzą jeszcze dodatki za udział w posiedzeniach komisji. Ale takich dobrze zarabiających osób póki co zbyt wiele w Polsce nie ma, skoro w najwyższym przedziale skali PIT mieści się raptem niewiele ponad 1 proc. podatników (w rozliczeniu za 2006 rok, było to 1,12 proc. ogółu podatników PIT).

26 lutego 2008

MITY PODATKOWE: argumenty za zniesieniem podatku Belki to przykład ignorancji i niedouczenia

Od kilku dni – po raz nie wiem już który - toczy się debata na temat zniesienie tzw. podatku Belki. Abstrahuje tu od samego pomysłu likwidacji tego podatku, słuchając tego co na ten temat mówią eksperci Platformy Obywatelskiej, czuje się zażenowany, chwilami nie mogąc wprost uwierzyć, że ktoś może wygadywać podobne bzdury. Chodzi mi wyłącznie o to, co mówi się o samej konstrukcji i zasadach funkcjonowania tzw. podatku Belki. A to dlatego, że większość z tego co można usłyszeć, to zwyczajne bzdury. Dowodów na to można by podać wiele. Ot weźmy chociażby pierwszy z brzegu:

„- Przecież to jest podwójne opodatkowanie, podatek Belki pobiera się od pieniędzy, od których podatek raz już był zapłacony – nie kryje emocji przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski.” (cytat za Gazetą Wyborczą z 26 lutego, strona 29).

I to proszę Państwa mówi człowiek, którego premier Tusk określa jako dobrego eksperta od finansów publicznych i podatków (i który często sam siebie w ten sposób reklamuje). To co Pan mówi Panie przewodniczący to bzdura. Bzdura świadcząca albo o karygodnym braku wiedzy, albo o próbie manipulowania opinia publiczną. O żadnym opodatkowaniu pieniędzy raz już opodatkowanych nie ma, i nie może być w tym przypadku mowy. Gdzie niby mamy do czynienia z podwójnym opodatkowaniem i zapłatą podatku od pieniędzy raz już opodatkowanych ?

Zacznijmy od tego, że to o czym dziś się dyskutuje, to wcale nie podatek Belki, ale dwa zupełnie różne podatki, które z niezrozumiałych powodów politycy PO i PSL wrzucają do jednego worka. Pierwszy to zryczałtowany podatek od dochodów z oszczędności (to właśnie jest podatek Belki). Zryczałtowany a zatem płacony faktycznie od przychodu z odsetek od tego co trzymamy na rachunkach bankowych, lokatach czy też dostajemy w formie odsetek od pożyczek, których udzielamy innym osobom. Drugi to podatek liniowy płacony od różnego rodzaju zysków kapitałowych, w tym od inwestycji giełdowych. Ten płacony jest od dochodu według stałej stawki. Umożliwia jednak zarówno uwzględnienie kosztów transakcji, jak i poniesionych na transakcjach strat. I jeden i drugi płacony jest wyłącznie od tego, co udaje się dodatkowo zarobić na inwestowanym czy też przechowywanym na rachunkach kapitale. Opodatkowany jest zatem nie inwestowany (przechowywany) kapitał, ale to co na tym inwestowaniu, czy przechowywaniu zarabiamy. Stąd o żadnym opodatkowaniu raz już opodatkowanych pieniędzy mowy tu być nie może.

Żeby rzecz całą pokazać w sposób prosty i zrozumiały dla każdego polityka-eksperta przedstawmy rzecz cała na łatwym przykładzie. Wpłacam do banku 2000 zł. Bank daje mi po roku 10 proc. odsetek. W formie odsetek dostaje zatem 200 zł. Od tych 200 zł muszę zapłacić podatek. Wpłacone wcześniej 2000 zł pozostaje nieopodatkowane. Te 200 zł które dostałem od banku to mój zarobek, który wcześniej nigdy nie był opodatkowany. Wpłacone zaś przeze mnie 2000 zł, które opodatkowano mi gdy ja zarobiłem, teraz podatkiem Belki opodatkowane już nie są. Żadna z tych kwot nie jest zatem opodatkowana dwa razy. Identycznie jest w przypadku inwestycji kapitałowych. Inwestuję wspomniane 2000 zł na giełdzie kupując za nie akcje. Po roku wartość akcji wzrasta o 10 proc. Sprzedaję je zatem za 2200 zł. Podatek jednak płacę od dochodu, czyli od zarobionych na sprzedaży 2200 zł mogę odjąć 2000 zł za które akcje kupiłem (to uproszczenie bo kosztów tych może być więcej, od choćby wydatki na biuro maklerskie). Podatek zapłacę zatem tylko od przyrostu wartości moich pieniędzy, tj. od 200 zł. 200 zł, które – uwaga, uwaga – nigdy wcześniej opodatkowane u mnie jeszcze nie były. Zasada jest zatem dość prosta. Zarobiłeś – płacisz podatek. Ale nie od tego co już miałeś i od czego – jak twierdzi Pan przewodniczący Chlebowski – zapłaciłeś już raz podatek, tylko od tego co dostałeś dodatkowo za swoje inwestycje. Od pieniędzy, które wcześniej nigdy opodatkowane nie były. I właśnie dlatego, czuję potrzebę napisania, że mówienie w tym przypadku o podwójnym opodatkowaniu to zwyczajne plecenie bzdur.

Z mówieniem od rzeczy na temat tzw. podatku Belki oraz podatku od inwestycji kapitałowych świetnie radzą sobie zresztą także i przedstawiciele rządu. Oto w porannej audycji radia ZET wicepremier Waldemar Pawlak mówi:

„- Ja też mówiłem o tym, że jestem za zmniejszaniem takich podatków, które ograniczają rozwój gospodarczy, bo to jest niewątpliwie podatek, który zmniejsza płynność na rynku kapitałowym, bo to jest taka dodatkowa opłata i to jest jednostronna, bo Skarb Państwa upomina się o podatek od sukcesu, natomiast jakby pani na przykład miała stratę to już nie można jej odliczyć.” (cytat za Radiem ZET, audycja „Gość radia ZET” z 26 lutego).

Panie Wicepremierze, nich Pan się przyjrzy już nawet nie ustawie o PIT, bo jej przepisy mogą być faktycznie zbyt skomplikowane i mało zrozumiałe, ale formularzowi PIT-38 na którym rozlicza się podatek od dochodów kapitałowych. Znajdzie Pan tam rubrykę o wdzięcznej nazwie „strata”, zaś nieco niżej znajduje się rubryka „straty z lat ubiegłych”. Z czego wniosek, że w przypadku inwestycji kapitałowych i ich opodatkowania stratę można jak najbardziej rozliczać. Może zatem premierowi Pawlakowi chodziło o podatek od oszczędności. Tu rzeczywiście, jak to przy podatkach zryczałtowanych, straty odliczyć nie można. Ale w przypadku podatku od oszczędności (czyli właściwego podatku Belki), o stracie trudno byłoby mówić, stąd argument ten jest chybiony. Żeby ponieś stratę, nasze pieniądze lokowane w banku musiałyby być oprocentowane ujemnie. A póki co takich warunków nie oferuje nam żaden bank. I raczej żaden nie zaoferuje. Nikt też nie pożycza raczej pieniędzy na ujemny procent. Ale gdyby ktoś z PSL-u chciał, to ja chętnie taką pożyczkę wezmę ;-) ... podobnie jak kilka milionów Polaków :-)

Cóż, gdy słucha się takich podatkowych bajek z ust poważnych jakby nie był polityków, to aż kusi by spytać o to jak duże inwestycje poczynili ci, którzy dziś z takim poświęceniem walczą o zniesienie tego podatku. Ja zakładam jednak wariant optymistyczny, a zatem że to tylko przypadek. Wynik braku wiedzy i niedouczenia. Skandaliczny, ale jednak. I że politykom tym faktycznie chodzi wyłącznie o walkę z nadmiernym fiskalizmem. Nawet jeśli nie bardzo rozumiem w czym lepsze są dochody z giełdy czy lokat, od dochodów z pracy lub emerytur, by od tych pierwszych podatku płacić nie było trzeba, a od tych drugich już tak. I to często według znacznie wyższych stawek, niż te które dotyczą inwestorów i oszczędzających. Z tego punktu widzenia to co mówi minister Rostowski ma z pewnością większy sens, niż bajki opowiadane przez polityków. Kłopot tylko w tym, że większość dziennikarzy lubi takich bajek słuchać i bezkrytycznie powtarzać je dalej. I to chyba jest w tym wszystkim najsmutniejsze :-(

 

25 lutego 2008

PODATEK OD SPADKÓW: zawiadomienie to warunek zwolnienia, ale rodzaj formularza już nie

Dziś w ramach kontynuacji spadkowego serialu kwestia o którą często Państwo pytacie w komentarzach, czyli co w sytuacji, gdy zamiast druku SD-Z1 zostaliśmy zmuszeni do złożenia zeznania SD-3. Pora na uporządkowanie wiedzy na ten temat. Co zatem wynika z przepisów ?

Otóz, ustawa o podatku od spadków i darowizn (art. 4a) przewiduje, że zwalnia się od podatku nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych w drodze dziedziczenia przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, jeżeli zgłoszą nabycie właściwemu naczelnikowi urzędu w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku. Co do zasady zgłoszenia takiego dokonuje się na formularzu SD-Z1

Aby ze zwolnienia móc skorzystać, konieczne jest zatem zawiadomienie w odpowiednim terminie naczelnika urzędu skarbowego o nabyciu spadku. Nie złożenie takiego zawiadomienia lub też złożenie go po terminie oznacza utratę prawa do zwolnienia i konieczność zapłaty podatku na zasadach obowiązujących pierwszą grupę podatkową. Jest tak nawet wtedy, gdy jest to spóźnienie jednodniowe.

Nie jest natomiast wymagane, by zawiadomienie koniecznie nastąpiło na przeznaczonym do tego formularzu, czyli druku SD-Z1. Oznacza to, że również w przypadku gdy podatnik złożył zamiast takiego zawiadomienia zeznanie podatkowe na druku SD-3, a spełnia warunki do zwolnienia go z podatku, zwolnienie takie mu przysługuje. Inaczej mówiąc, błędne złożenie formularza SD-3 zamiast SD-Z1, nie pozbawia podatników prawa do zwolnienia z podatku od spadków i darowizn. I to bez względu na to, co było przyczyną złożenia niewłaściwego formularza podatkowego.

Potwierdzają to zresztą wyjaśnienia skierowane przez Ministerstwo Finansów do Gazety Prawnej 5 października 2007 r. (nr pisma MB8-0553-89/07/853). W wyjaśnieniach tych stwierdzono, że warunkiem skorzystania z ulgi jest dokonanie zgłoszenia w odpowiednim terminie, nie zaś dokonanie zgłoszenia na druku według określonego wzoru. Dlatego – jak argumentowano dalej – Ministerstwo Finansów stoi na stanowisku, że gdy zgłoszenie złożone zostało na niewłaściwym formularzu, tj. na formularzu SD-3 zamiast SD-Z1, stanowi to błąd formalny, który nie powoduje skutków materialnych (utraty prawa do zwolnienia). Zdaniem resortu, błąd ten powinien być jednak usunięty w trakcie czynności sprawdzających.

Informacja ta ma oczywiście największe znaczenie dla tych podatników, którym urzędy skarbowe odmawiały prawa do złożenia formularza SD-Z1, twierdząc, że nie mogą oni korzystać ze zwolnienia z uwagi na to, że spadek został otwarty przed 1 stycznia 2007 r. Argumentem takim będą zatem mogły posłużyć się wszystkie te osoby, które stały się spadkobiercami w wyniku otwarcia spadku po 12 maja 2006 r. Co oczywiste, w przypadku tych osób, nie ma mowy o usunięciu wspomnianego błędu formalnego w ramach czynności sprawdzających. W sporze z fiskusem o zwolnienie nie będzie to jednak miało żadnego istotnego znaczenia. Ważne jest tylko to, by udowodnić, że zawiadomienie o spadku, trafiło do właściwego urzędu skarbowego w terminie.

22 lutego 2008

SEJM: 1 proc. na partie polityczne ? Popieram i nigdy nie wpłacę

"Likwidację finansowania ugrupowań politycznych z budżetu państwa zakłada przygotowany przez PO projekt zmian w przepisach, który przedstawił w piątek na konferencji prasowej w Sejmie poseł PO Jakub Szulc" – doniosła dziś Polska Agencja Prasowa. To ciekawa informacja. Tym bardziej, gdy spojrzy się na to, w jaki sposób PO ma zamiar zlikwidować finansowanie partii z budżetu. Otóż według propozycji PO, partie nie otrzymywałyby subwencji budżetowych, w zamian zaś każdy podatnik mógłby przekazać co roku wybranej partii 1 proc. podatku.

Przepraszam. A ten jeden procent mojego podatku, który zamiast na inne cele trafiłby do partii politycznej, to nie forma finansowania z budżetu ? Przecież tak naprawdę, przy proponowanym rozwiązaniu to nie my dzielimy się swoimi pieniędzmi, tylko budżet (nasze podatki, które w innym przypadku zasiliłyby budżet) wspiera nadal partie polityczne. Tylko pozornie wygląda to inaczej. To tylko jedna rzecz która zwraca uwagę w przypadku propozycji Platformy. Inna to skala finansowania. Dziś wszystkie partie, które są w Sejmie dostają około 100 milionów złotych subwencji rocznie (dokładnie chyba 107, ale szkoda czasu na liczenie, bo różnica nie wielka). To sporo, jak popatrzeć na oszczędności, które robiono przy okazji budżetu na 2008 rok. Ale po zmianie sytuacja by się zmieniła. Wpływy z PIT za 2008 rok, mają wynieść według ustawy budżetowej ponad 36 miliardów złotych. Gdyby każdy z podatników odpisał 1 proc. tego podatku na rzecz jakiejś partii politycznej, do ich kasy zamiast 100 milionów trafiłoby 360 milionów złotych rocznie, czyli blisko 1,5 miliarda złotych w jednej kadencji Sejmu. I jeszcze raz, do wiadomości posłów Platformy – z budżetu państwa. Bo dokładnie takiej kwoty, budżet ten by nie otrzymał, a raczej musiał przelać z kont na które wpływają nasze podatki, na kont zacnych partii politycznych.

Jest oczywiście jeszcze pytanie o to, czy każdy z nas chciałby partie polityczne wspierać. Ja osobiście, chociaż aktywnie uczestniczę w każdych wyborach oddając swój głos zgodnie z własnym przekonaniem i sumieniem, i tego samego staram się uczyć od najmłodszych lat swego sześcioletniego synka (był ze mną na wszystkich głosowaniach), żadnych pieniądze ze swoich podatków partiom politycznym przekazywać nie mam zamiaru. Uważam, że pieniądze te skoro już musza gdzieś trafiać, to można dużo lepiej je spożytkować, niż wydając na działalność tej czy innej partii. Z drugiej strony, pomysł platformy bardzo mi się z tego właśnie powodu podoba. Nikt już za mnie nie będzie decydował o wspieraniu partii politycznych moim pieniędzmi. Dlatego popieram plan platformy i proszę wszystkich: gdy już taka zmiana wejdzie w życie, nie przekazujcie pieniędzy partiom politycznym. Wasze podatki mają gdzie pracować. Czekają na nie szkoły, autostrady, służba zdrowia…naprawdę, pieniądze te można wydać dużo lepiej.

19 lutego 2008

PODATEK OD SPADKÓW: wiceminister finansów Elżbieta Chojna-Duch nie wie o co toczy się spór

Czy odpowiedzialna w Ministerstwie Finansów m.in. za podatki Elżbieta Chojna-Duch wie o co toczy się spór w sprawie tzw. starych spadków, a zatem tych, które nabyte zostały po 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r. ? Z uwagi na zajmowane stanowisko wydaje się, że przynajmniej orientacyjnie wiedzieć powinna. Ale jak przekonuje lektura sprawozdania stenograficznego z jednego z ostatnich posiedzeń Sejmu (z 7 lutego 2008) nie wie zupełnie nic i ma raczej mgliste pojęcie o tym, co w tej sprawie dzieje się z izbach i urzędach skarbowych. Tym którzy nie wierzą polecam lekturę poniższego cytatu ze stenogramu sejmowego:

Poseł Witold Namyślak (PO):

Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Pani Minister! Na zwolnienia z podatku od darowizn oraz spadków w najbliższej rodzinie czekały tysiące Polaków, zainteresowanie tą ulgą było ogromne. W praktyce jednak interpretacja przepisów stosowana przez urzędy skarbowe wzbudza wiele kontrowersji. Przepisy te są nieprecyzyjne i spór toczy się o termin, od którego obowiązują nowe przepisy, czyli nie 1 stycznia 2007 r., lecz 12 maja 2006 r., co orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy, wydając dwa wyroki przyznające podatnikom, którzy nabyli spadki po 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r., zwolnienie z podatku. Pytanie: Czy pani minister wie, ile postępowań jest prowadzonych według tej spornej interpretacji i jakie to może wywołać skutki dla budżetu państwa, a dalej dla budżetu gminy? Czy Skarb Państwa przewiduje zrekompensowanie samorządom dochodów utraconych z tytułu podatku od spadków? Czy ministerstwo widzi konieczność nowelizacji tego przepisu w celu wyjaśnienia wątpliwości interpretacyjnych oraz umożliwienia objęcia zwolnieniem wszystkich spadków w obrębie najbliższej rodziny, bez względu na termin ich nabycia?

 Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów Elżbieta Chojna-Duch:

Panie Marszałku! Panie Pośle! Ministerstwo Finansów nie prowadzi takiego rejestru. Oczywiście w którymś momencie po zakończeniu postępowań sądowych – niektóre z nich się bowiem toczą – z pewnością ta informacja dotrze również do ministra finansów. W tej chwili są to sprawy świeże, będące w toku. Odnośnie do pytania drugiego, czy Ministerstwo Finansów widzi potrzebę zrekompensowania tego gminom, odpowiem, że w tej chwili nie ma takiej możliwości, jeśli chodzi o przepisy prawa, jak również nie ma takiej potrzeby z uwagi chociażby na te wysokie stosunkowo wpływy do budżetu gmin, rosnące także z tego tytułu, właśnie mimo dokonanych zwolnień na mocy art. 4a. Jeśli chodzi o kwestię terminu nabycia spadków i w związku z tym różnych interpretacji, są one dokonywane przez cztery izby skarbowe. Jeżeli dojdzie do sytuacji, że w wyniku określonych orzeczeń sądowych zapadnie wyrok odszkodowawczy, to oczywiście w ramach rezerwy celowej przeznaczonej na odszkodowania Skarbu Państwa takie odszkodowanie zostanie podatnikom przyznane. W tej chwili trudno jest jednak mówić o tego rodzaju sytuacjach, ponieważ nie mamy wiedzy i nie mamy określonych wielkości tych odszkodowań. Sprawy, jak powiedziałam, prawdopodobnie się jeszcze toczą i w którymś momencie Ministerstwo Finansów będzie się do tego ustosunkowywało. Dziękuję.”

Bez komentarza. Dla mnie to kompromitacja pani minister. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że po ostatnich publikacjach GP, pani minister wyedukuje się podobnie, jak ma to miejsce w przypadku ulgi meldunkowej. Czego wszystkim nam serdecznie życzę.

18 lutego 2008

PODATEK OD SPADKÓW: termin do zgłoszenia spadku nieprzywracalny

Termin do zgłoszenia darowizny określony w art. 4a ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn (Dz. U. Nr 142, poz. 1514 z późn. zm.), nie może być przywrócony w oparciu o art. 162 par. 1-3 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2005 r. nr 8, poz. 60 z późn.zm.) z uwagi na fakt, iż zgodnie z par. 4 tegoż artykułu przepisy par. 1-3 art. 162 Ordynacji podatkowej stosuje się tylko do terminów procesowych – orzekł 3 października WSA w Bydgoszczy (sygn. akt I SA/Bd 675/07). Ta sama zasad ma zastosowanie do zgłoszenia spadku. Również i w tym przypadku, miesięczny termin na zgłoszenie, które jest warunkiem zwolnienia spadku z opodatkowania jest terminem którego nie można przywrócić. Oznacza to, ze gdy mija termin do złożenia oświadczenia, a to złożone nie zostanie, tracimy prawo do zwolnienia. Nawet gdybyśmy spełniali wszystkie inne warunki.

A oto uzasadnienie orzeczenia:

„Spór w przedmiotowej sprawie sprowadza się do rozstrzygnięcia czy termin do zgłoszenia darowizny określony w art. 4a ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn (Dz.U. nr 142, poz. 1514  ze zm.), jest terminem prawa materialnego nie podlegającym przywróceniu jak twierdzi organ podatkowy, czy też jak twierdzi strona skarżąca jest terminem prawa procesowego, a tym samym jest terminem przywracalnym.

Podnieść należy, iż w nauce prawa pojęcie termin stanowi zastrzeżenie dodatkowe czynności prawnej, przez które jej skutek zostaje ograniczony w czasie. (A.Wolter, Prawo Cywilne. Zarys części ogólnej, Warszawa 1967, s. 268).

Przede wszystkim, nawiązując do tradycyjnego podziału dziedzin prawa na prawo materialne i formalne, wymienia się terminy materialne i terminy procesowe. Terminami materialnymi są terminy, z którymi związane są skutki prawne w płaszczyźnie prawa materialnego, a więc w zakresie praw i obowiązków podmiotów stosunków prawnych, natomiast terminami procesowymi okresy do dokonania czynności procesowej przez uczestników postępowania sądowego lub administracyjnego. Różnica pomiędzy terminem materialnym a terminem procesowym sprowadza się do różnych płaszczyzn skutków prawnych ich uchybienia. Jak podkreśla się w literaturze przedmiotu uchybienie terminu materialnego wywołuje skutek prawny wygaśnięcia praw lub obowiązków o charakterze materialnym. Natomiast uchybienie terminu procesowego wywołuje skutek prawny w płaszczyźnie procesowej, przez uzależnienie skutków czynności procesowej od zachowania terminu. Zaklasyfikowanie określonego terminu do terminu materialnego lub terminu procesowego powinno być oparte na kryterium zamieszczenia normy prawnej, wyznaczającej termin, w ustawie materialnej czy ustawie procesowej. Założenie to generalnie można uznać za słuszne, należy jednak pamiętać, że w polskim systemie prawnym ustawodawca z różnych względów nie przestrzega rozdziału regulacji materialnej i regulacji procesowej, zamieszczając w ustawach materialnych normy procesowe, bądź z kolei w ustawach procesowych normy materialne. Dlatego też założenie to nie może być uznane za wyłącznie miarodajne, a zatem w kwestiach wątpliwych winien być oceniany skutek prawny uchybienia terminu. W takich przypadkach zatem przesądzać winno to, czy uchybienie terminu wyłącza powstanie stosunku materialnoprawnego, czy ogranicza się jedynie do bezskuteczności procesowej czynności, co tylko w następstwie może wpłynąć na sytuację materialnoprawną jednostki. W pierwszym przypadku będziemy mieć do czynienia z terminem materialnym, w drugim z terminem procesowym.

Przenosząc te rozważania na grunt rozpatrywanej sprawy Sąd stwierdza, iż podziela stanowisko organów podatkowych w kwestii zakwalifikowania terminu określonego w art. 4a ust. 1 ustawy o podatku od spadków i darowizn jako terminu prawa materialnego.

Zgodnie z powyższym przepisem zwalnia się od podatku nabycie własności rzeczy

lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, jeżeli:

  1. zgłoszą nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego w terminie miesiąca od dnia powstania obowiązku podatkowego powstałego na podstawie art. 6 ust. 1 pkt 2-8 i ust. 2, a w przypadku nabycia w drodze dziedziczenia w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku, z zastrzeżeniem ust. 2 i 4,oraz
  2. udokumentują - w przypadku gdy przedmiotem nabycia tytułem darowizny lub polecenia darczyńcy są środki pieniężne, a wartość majątku nabytego łącznie od tej samej osoby w okresie 5 lat, poprzedzających rok, w którym nastąpiło ostatnie nabycie, doliczona do wartości rzeczy i praw majątkowych ostatnio nabytych, przekracza kwotę określoną w art. 9 ust. 1 pkt 1 - ich otrzymanie dowodem przekazania na rachunek bankowy nabywcy albo jego rachunek prowadzony przez spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową lub przekazem pocztowym.

Z cyt. artykułu wynika więc, że podstawowym warunkiem dla skorzystania z omawianego zwolnienia jest zgłoszenie faktu nabycia majątku naczelnikowi właściwego urzędu skarbowego. Zgłoszenie powinno zostać złożone w terminie miesiąca od dnia powstania obowiązku podatkowego. Wyjątkiem jest nabycie w drodze dziedziczenia - ustawowego lub testamentowego - w tym wypadku termin miesięczny liczy się od uprawomocnienia postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku. Oznacza to, że podatnik, po upływie określonego w tym przepisie terminu nie może skutecznie domagać się ukształtowania stosunku prawnego, w którym nabędzie prawo do zwolnienia z podatku. Niedopełnienie bowiem obowiązku zgłoszenia (art. 4a ust. 1 pkt 1) bądź udokumentowania otrzymania środków pieniężnych (art. 4a ust. 1 pkt 2) - jeśli nie ma zastosowania wyjątek z przepisu art. 4a ust. 4 - skutkuje utratą prawa do zwolnienia. Konsekwencją jest opodatkowanie nabycia majątku według zasad ogólnych, tj. właściwych dla I grupy podatkowej, z uwzględnieniem stawek podatków właściwych dla tej grupy nabywców ( art. 15 ust. 1) i minimum podatkowego określonego w art. 9 ust. 1 pkt 1.

Ponadto należy wskazać, że przywrócenie terminu prawa materialnego jest dopuszczalne tylko wówczas, jeżeli taką możliwość przewiduje przepis określający dany termin, natomiast ustawa o podatku od spadków i darowizn nie przewiduje takiej możliwości dla terminu określonego w art. 4a ust. 1 cyt. ustawy, co powoduje, iż jest on terminem nie przywracanym.

Sąd nie może się odnieść do stwierdzenia strony skarżącej, iż jej stanowisko znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego i Wojewódzkich Sądów Administracyjnych albowiem w skardze nie wskazała jakiegokolwiek orzeczenia, które potwierdzałoby zasadność jej argumentacji w sprawie.

Mając na uwadze powyższe ustalenia należy postawić tezę, że termin do zgłoszenia darowizny określony w art. 4a ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn (Dz. U. Nr 142, poz. 1514 ze zm.), nie może być przywrócony w oparciu o art. 162 par. 1-3 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997r. Ordynacja podatkowa (Dz. U. z 2005r. Nr 8, poz. 60 ze zm.) z uwagi na fakt, iż zgodnie z par. 4 tegoż artykułu przepisy par. 1-3 art. 162 Ordynacji podatkowej stosuje się tylko do terminów procesowych.”

07 lutego 2008

PODATEK OD SPADKÓW: Sąd w Olsztynie też opowiedział się za zwolnieniem starych spadków

Po Bydgoszczy i Gliwicach także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie, uznał, że zwolnione z opodatkowania są spadki otwarte po 12 maja 2006 r. Taką informację przekazał jeden z Czytelników mojego bloga, którego sprawy te dotyczyły i któremu bardzo za dobre informacje dziękuję.

Sygnatury orzeczeń to I SA/OI 655/07 i I SA/656/07. Z tego wniosek, że sąd w Warszawie jest jak na razie osamotniony w swojej, niekorzystnej dla podatników interpretacji. Jak tylko uda mi się zdobyć uzasadnienia sądu w Olsztynie, natychmiast wrzucę je na blog.

07 lutego 2008

PODATEK OD SPADKÓW: korzystny dla podatników wyrok sądu w Gliwicach

Uzupełniając wczorajszy wpis na blogu dotyczący spadków, dziś obszerny fragment uzasadnienia wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z 23 lipca 2007 r. (sygn. akt I SA/Gl 628/07). Zawartą w nim argumentację, można z powodzeniem wykorzystać zarówno przy pisaniu odwołania od decyzji urzędu skarbowego do izby skarbowej, jak również przy pisaniu później skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego. A zatem miłej lektury :-)

"Rozważania nad zgodnością z prawem zaskarżonej decyzji rozpocząć wypada do kilku uwag na temat istoty zmian jakie wprowadziła do ustawy z dnia 28 lipca 1983 roku o podatku od spadków i darowizn (zwanej dalej "u.p.s.d.") ustawa z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (zwana dalej "ustawą zmieniającą"). Otóż, wprowadziła ona istotne modyfikacje w zakresie zasad opodatkowania zdarzeń podlegających reżimowi u.p.s.d.

Zmiany te dotyczą głównie trzech elementów konstrukcji podatku spadkowego: przedmiotu opodatkowania, podmiotów podatku oraz podstawy opodatkowania. Najliczniejszym modyfikacjom poddany został zakres przedmiotowy podatku. Pierwsza ze zmian dotyczy art. 1 u.p.s.d. Do tej pory wymieniano w nim ogólne tytuły nabycia podlegające podatkowi: spadek, darowiznę, zasiedzenie, nieodpłatne zniesienie współwłasności, zachowek. Znowelizowany art. 1 ustawy przewiduje objęcie podatkiem spadkowym trzech nowych nieodpłatnych tytułów nabycia niezwiązanych ze spadkobraniem ani darowizną: renty, użytkowania oraz służebności.

Najważniejszą zmianę dotyczącą zakresu podmiotowego u.p.s.d. przewiduje nowy art. 4 a ustawy. Przepis ten zwalnia z podatku nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, a wiec członków najbliższej rodziny osoby, od której lub po której zostały nabyte rzeczy lub prawa majątkowe. Warto tutaj zauważyć, że nie wszystkie osoby zaliczone do I grupy podatkowej mogą korzystać ze zwolnienia, gdyż nie wymieniono zięcia, synowej i teściów.

Omawiane zwolnienie zostało jednak uzależnione od spełnienia szeregu warunków wymienionych w art. 4 a ust. 1. Najogólniej mówiąc, nabywca będzie korzystać ze zwolnienia, pod warunkiem, że zgłosi fakt nabycia naczelnikowi urzędu skarbowego nie później niż w terminie miesiąca od dnia, w którym dowiedział się o nabyciu, oraz uprawdopodobni fakt późniejszego powzięcia wiadomości o tym nabyciu.

Gdy chodzi o zmiany dotyczące zakresu podmiotowego podatku, to zmiana zawęża zakres podmiotowy podatku spadkowego wyłącznie do nabywców.

Przechodząc do istoty sporu w rozpoznawanej sprawie przypomnieć należy na wstępie, że rolą tego rodzaju przepisów jak te, które były przedmiotem interpretacji przez organy podatkowe, jest normowanie wpływu nowego prawa na stosunki powstałe pod działaniem prawa dotychczasowego. Zgodnie z tą funkcją przepisy intertemporalne winny miedzy innymi rozstrzygać, czy i w jakim zakresie stosuje się nowe przepisy do uprawnień i obowiązków powstałych pod działaniem dotychczasowego prawa.

W rozpoznawanej sprawie przepisy intertemporalne winny rozstrzygnąć jakie przepisy ustawy o podatku od spadków i darowizn stosuje się do sytuacji, gdy nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych nastąpiło pod rządami przepisów dotychczasowych, zaś obowiązek podatkowy w tym podatku powstał po 1 stycznia 2007 r.

W rozważanej kwestii, kluczowe znaczenie ma art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej, który stanowi, że do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, stosuje się przepisy ustawy wymienionej w art. 1 w brzmieniu obowiązującym przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3.

Konstrukcja tego przepisu nie budzi wątpliwości. Wynika z niego, a contrario, że wszystkie nowe przepisy u.p.s.d.  poza wymienionymi w ust. 2 i 3 - mają zastosowanie do nabycia rzeczy i praw majątkowych które nastąpiło po dniu wejścia w życie ustawy .

Niezbędne jest zatem dokonanie szczegółowej analizy regulacji wymienionych w art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej, gdyż one wchodzą w grę w ramach wniosku o interpretację w niniejszej sprawie.

Zgodnie z tym przepisem, przepis art. 4 ust. 4 ustawy wymienionej w art. 1 w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r.

Przepis art. 4 ust.4 u.p.s.d. w brzmieniu nadanym ustawą zmieniającą stanowi: "Zwolnienia określone w ust. 1 i w art. 4 a stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa."

Przepis ust. 1 art. 4 określa przedmiotowy katalog zwolnień od podatku od spadków i darowizn, natomiast art. 4 a u.p.s.d. dodany przez art. 1 pkt 4 ustawy zmieniającej wprowadza nową kategorie zwolnień podmiotowych.

Jak już wcześniej zasygnalizowano, ta nowa kategoria zwolnień podmiotowych odnosi się tylko do niektórych nabywców zaliczanych wcześniej, a także obecnie, do I grupy podatkowej i obejmuje: małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę. Nabycie przez te osoby własności rzeczy lub praw majątkowych jest zwolnione od podatku, jeśli spełnione zostały przez nie warunki zwolnienia wymienione w pkt 1 i 2 ust. 1.

Gdy nabywca z tego kręgu osób dowiedział się o nabyciu własności rzeczy lub praw majątkowych po upływie terminów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 musi, dla uzyskania prawa do zwolnienia, dopełnić warunków wymienionych w ust. 2, a gdy tego nie uczyni zostanie opodatkowany na zasadach określonych do nabywców zaliczonych do I grupy podatkowej.

Reasumując dotychczasowe wywody stwierdzić należy, że z art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej wynika, że jeżeli nabywca rzeczy lub praw majątkowych w chwili tego nabycia posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA)  stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa, to korzysta ze zwolnień przedmiotowych wymienionych w ust. 1 art. 4 oraz zwolnienia podmiotowego wymienionego w art. 4 a u.p.s.d., jeżeli spełnia warunki, od których ustawa uzależnia ich uzyskanie, także wtedy, gdy owo nabycie nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r.

Przejść należy z kolei do oceny trafności argumentacji organów podatkowych, w szczególności zaś zaprezentowanej w uzasadnieniu zaskarżonej decyzji tezy, iż art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej odnosi się do stosowania art. 4 ust. 4 u.p.s.d. i określa zakres podmiotowy nabywców w ten sposób, że dotyczy tych z nich którzy nabyli majątek w okresie od 13 maja 2006 r. do 31 grudnia 2006 r., a których nie objęły przepisy rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 21 kwietnia 2006 r. w sprawie zaniechania poboru podatku od spadków i darowizn od niektórych podatników (Dz. U. Nr 73 poz. 506), które wygasło z dniem 31 grudnia 2006 r.

Przyznać trzeba, że na taki zamysł projektodawców ustawy zmieniającej wskazuje treść niektórych wypowiedzi członków Komisji Finansów Publicznych Sejmu na posiedzeniu w dniu 20 września 2006 r. (Biuletyn 1100/V - wersja publikowana w formacie pdf). W szczególności zastępca dyrektora departamentu Ministerstwa Finansów J.P. wyjaśniała, że wprowadzenie przepisu przejściowego spowoduje zachowanie ciągłości stosowania przepisów tego rozporządzenia wobec osób, których ono dotyczyło, czyli nabyły prawo do niego przed 1 stycznia 2007 r.

Z żadnego przepisu u.p.s,d. ani ustawy zmieniającej nie sposób jednak wyprowadzić wniosku, iż przepis art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej wprowadza jakiekolwiek ograniczenia podmiotowe w stosowaniu zwolnień określonych w art. 4 ust.4, a wynikających z art. 4 ust. 1 i art. 4 a u.p.s.d. do nabycia majątku w okresie po 12 maja 2006 r.

Gdyby istotnie taki był zamiar ustawodawcy, to musiałby zostać wyraźnie wyartykułowany w analizowanym art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej poprzez jednoznaczne i precyzyjne określenie kręgu podmiotów, do których odnosi się odstępstwo od zasady wynikającej z art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej.

Skoro takiego wyraźnego i jednoznacznego ograniczenie podmiotowego odstępstwa od zasady wynikającej z art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej nie znajdujemy w art. 3 ust. 2 ani w żadnym innym przepisie ustawy zmieniającej, to znaczy że zaprezentowana w zaskarżonej decyzji wykładnia obu tych przepisów jest nieprawidłowa.

Reasumując dotychczasowe rozważania stwierdzić należy, że skutkiem regulacji zawartej w art.3 ust.2 ustawy zmieniającej jest to, że korzystne dla ściśle określonej grupy podatników (wymienionych w art.4 a u.p.s.d.) rozwiązania ustawy działają wstecz, czyli od dnia 13 maja 2006r.

Ze stanu faktycznego wskazanego we wniosku skarżącej wynika, że spadek po zmarłej matce nabyła 2 października 2006 r., a postępowanie sądowe dotyczące stwierdzenia nabycia spadku zakończyło się prawomocnie w lutym 2007 r.

Dlatego, co do zasady jej stanowisko sprowadzające się do tezy, że z mocy art. 3 ust. 2 ustawy zmienianej będzie jej przysługiwało zwolnienie od podatku na mocy art. 4a u.p.s.d. pod warunkiem spełnienia ustawowych warunków, jest zdaniem Sądu prawidłowe."

06 lutego 2008

PODATEK OD SPADKÓW: Sądy w Bydgoszczy i Gliwiacach za zwolnieniem starych spadków

„Co Pan powie na temat orzeczenia WSA w Warszawie z 30.01.2008. Co robić z tym fantem?  Właśnie dostałem negatywną decyzję Izby Skarbowej w Warszawie. Czy odwoływać się do WSA w Warszawie? Co innego gdybym mieszkał w Bydgoszczy. Ale tu przecież wydadzą analogiczne niekorzystne orzeczenie- stracę tylko czas i wpis sądowy.” – zapytał jeden z czytelników mojego bloga. Cóż, pora napisać kilka słów na ten temat.

Przyznam szczerze, że nie wiem co powiedzieć na temat orzeczenia WSA w Warszawie. Sytuacja zrobiła się co najmniej dziwna. W ostatnich dniach zrobiłem małe poszukiwania w orzeczeniach innych wojewódzkich sądów administracyjnych i wychodzi mi na to, że dotychczas sprawą spadków zajmowały się sądy w Bydgoszczy, Warszawie i Gliwicach. Z wyjątkiem Warszawy orzeczenia są korzystne dla podatników. Jasno z nich wynika, że w przypadku spadków nabytych po 12 maja 2006 roku (ale nie wcześniej – o czym wszyscy musimy pamiętać) podatnicy maja prawo do korzystania ze zwolnienia z podatku od spadków które przewiduje art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizny.

W ten sposób dochodzimy do absurdalnej sytuacji, w której to czy podatnik ze zwolnienia korzysta, czy też nie zależy tylko i wyłącznie od tego, na obszarze działania jakiego wojewódzkiego sądu administracyjnego mieszka. Jeśli podlega jurysdykcji sądu w Warszawie, na pozytywne rozpatrzenie swojej sprawy nie ma raczej co liczyć. Chociaż zdarza się, że różne składy sędziowskie tego samego sądu orzekają czasem zupełnie odmiennie, w tym przypadku tego bym się nie spodziewał. W tej sytuacji, jedyne rozsądne wyjście to czekanie na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w tej sprawie. Tylko on ma moc ujednolicenia orzecznictwa w sprawie zwolnienia z podatku od spadków. Kiedy się to stanie trudno dziś mi wyrokować. Natomiast że do tego dojdzie jestem pewien.

Trudny do przewidzenia jest natomiast wynik takiego ujednolicania. Z jednej strony sędziowie NSA pochodzą dokładnie z tego samego naboru co sędziowie WSA w Warszawie. To grupa sędziów, której zdarza się orzekać z uwzględnieniem „interesów budżetu państwa”. Z drugiej strony, sędziowie NSA częściej niż zasiadający w WSA w Warszawie, kwestie wątpliwe rozstrzygają na korzyść podatnika. Tak czy siak, nam nie pozostaje w tej sytuacji nic innego jak czekać na to, co zrobi Naczelny Sąd Administracyjny. Ja wierzę, że sad ten orzeknie w duchu wyroków sądów z Bydgoszczy i Gliwic. Orzeczenia te są nie tylko korzystne dla podatników, ale także lepiej uzasadnione merytorycznie. Nadziej zatem pozostaje.

30 grudnia 2007

Jak stosować nowy limit VAT

Tuż przed końcem roku resort finansów zajął się wyjaśnieniem tego, w jaki sposób stosować limit zwolnienia podmiotowego VAT. Na internetowe strony resortu trafił komunikat w formie porady, który kwestię tą ma wyjaśniać, a któremu warto jak myślę poświęcić chwilkę uwagi. Nim jednak przejdę do komentarza, pozwolę sobie zacytować ministerialną poradę w całości:

Czy od 2008 r. zwolnienie od podatku od towarów i usług, o którym mowa w znowelizowanym art. 113 ust. 1 ustawy ma zastosowanie do podatników, u których wartość sprzedaży opodatkowanej nie przekroczyła w 2007 r. nowego limitu uprawniającego do tego zwolnienia, określonego w kwocie 50.000 zł pomimo przekroczenia kwoty 39.700 zł?

Zwolnienie nie ma zastosowania. Podatnicy, u których wartość sprzedaży opodatkowanej przekroczyła w 2007 r. kwotę 39.700 zł tracą prawo do zwolnienia od podatku od towarów i usług w momencie przekroczenia tej kwoty. Ze zwolnienia tego będą oni mogli ponownie skorzystać dopiero po upływie 3 lat, licząc od końca miesiąca, w którym utracili to prawo. Zatem sam fakt podwyższenia limitu uprawniającego do zwolnienia od podatku od 2008 r. do 50.000 zł nie oznacza, że podatnicy, którzy przekroczyli obowiązujący w 2007 r. limit 39.700 zł, mogą korzystać w 2008 r. ze zwolnienia od podatku od towarów i usług.”

W istocie sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, chociaż z praktycznego punktu widzenia przytoczona porada jest prawidłowa. Z punktu widzenia obowiązujących obecnie przepisów stanowi jednak daleko idące uproszczenia. Ale nic w tym dziwnego. Zrozumienie obowiązujących w tym zakresie zasad proste wcale nie jest. Z przepisów o VAT wynika jednak wyraźnie, że do tego samego roku maja w istocie zastosowanie dwa różne limity. W przypadku roku 2007 jest to 39 700 zł i 50 000 zł. Zastosowanie to jest jednak tylko teoretyczne. Dlaczego?

Otóż pierwszy limit dotyczy osób, u których w 2007 roku obrót przekroczył wspomnianą wielkość lub odpowiednią część tego limitu, gdy działalność prowadzona jest w krótszym okresie niż od 1 stycznia. Od momentu jej przekroczenia całkowicie i nieodwołalnie wpadamy w VAT po same uszy, i to bez prawa do ucieczki od konieczności jego rozliczania w kolejnych latach. I tak co najmniej przez trzy lata jak słusznie zauważa resort finansów.

Co w takim razie z drugim limitem? No cóż – chociaż może to wydawać się absurdalne – on też ma zastosowanie do 2007 roku. Z przepisów jasno wynika, że od 1 stycznia 2008 r. aktywnymi podatnikami VAT staja się osoby, u których obrót za cały poprzedni rok przekroczył 50 000 zł. Absurd polega na tym, że osoby u których obrót w 2007 r. nie przekroczył 50 tys. zł, ale był wyższy niż 39,7 tys. zł i tak już stały się watowcami, a zatem ze zwolnienia w 2008 r. korzystać nie mogą. Po co zatem taki głupi z pozoru przepis?

Cóż, reguła „podwójnego” stosowania limitów nie sprawdza się, wtedy gdy kolejny limit jest wyższy niż obowiązujący poprzednio. Inaczej byłoby, gdyby limit spadł. Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację, że limit nowy limit to nie 50, ale 30 tys. zł. Co się wówczas dzieje? Podatnik ma za 2007 r. obrót 35 tys. zł. W trakcie roku, gdy obowiązuje limit 39,7 zł w VAT nie wpada. Obrót jest niższy niż limit. Od 1 stycznia stałby się jednak watowcem. Nowy limit to 30 tys., a zatem mniej niż obrót za 2007 rok wypracowany przez podatnika. I tak właśnie działają wspomniane limity. O przepraszam, działały. Teraz, reguły te tracą sens o tyle, że limit stale (w każdym kolejnym roku), będzie już dokładnie taki sam: 50 tys. zł. Paradoksalnie zatem do roku 2007 mają zastosowanie teoretycznie dwa limity: 39,7 i 50 tys. zł. W praktyce, jakbyśmy się nie starali tylko ten pierwszy. Jeśli „udało nam się” wskoczyć na VAT po przekroczeniu 39 700 zł, to watowcami i tak już jesteśmy, co w uproszczeniu starało nam się wyjaśnić Ministerstwo Finansów w przytoczonej na wstępie poradzie.

Nowy, wynoszący 50 tys. limit będzie miał oczywiście zastosowanie także wówczas, gdy w trakcie 2008 roku wielkość ta zostanie przekroczone. To też będzie oznaczało wpadnięcie w VAT. Ale to już nieco inna historia ;-)

28 grudnia 2007

Spadki otwarte po 12 maja 2006 roku zwolnione z podatku

Spadki otwarte po 12 maja 2006 r. są zwolnione z podatku - taka jest główna konkluzja wyroku, który wydał Wojewódzki Sąd administracyjny w Bydgoszczy 3 grudnia 2007 r. (sygn.aktI SA/Bd 658/07). Sąd w całości powtórzył argumentację, którą większość spośród Państwa zna z mojego bloga, co oczywiście bardzo mnie cieszy :-)

A oto mail, który otrzymałem od jednego z Czytelników (mam nadzieję, że nie obrazi się Pan za ten cytat):

"Witam!

Chciałbym Pana poinformować, że, między innymi dzięki Pana publikacjom, wygrałem przed WSA sprawę w przedmiocie podatku od spadku, nabytego pomiędzy 12.05.2006 r. i 01.01.2007 r. O interpretacji stosownych przepisów pisał Pan m. in. na swoim blogu

Ze świątecznymi pozdrowieniami (...)"

Dziękuję i cieszę się, że przesiadywanie nad blogiem po nocach, komuś się jednak przydało :), szczególnie, że teraz jest szansa na to, by przydało się także innym osobom, które są w podobnej sytuacji.

A teraz koniec już przechwałek ;-). Zgodnie z obietnicą poniżej pełne uzasadnienie wyroku WSA w Bydgoszczy (wydobyte dzięki wytrwałości mojego redakcyjnego kolegi Łukasza Zalewskiego, którego artykuł na tenże temat dziś w papierowym wydaniu GP):

     "Wojewódzki Sąd Administracyjny zważył, co następuje:

     Sąd administracyjny bada zgodność zaskarżonej decyzji organu odwoławczego z punktu widzenia jej legalności, tj. zgodności tej decyzji z przepisami powszechnie obowiązującego prawa.  Z brzmienia art. 145 §1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. Nr 153, poz.1270 ze zm.) wynika, że zaskarżona decyzja winna ulec uchyleniu wtedy, gdy Sąd stwierdzi naruszenie prawa materialnego, które miało wpływ na wynik sprawy, naruszenie prawa dające podstawę do wznowienia postępowania lub inne naruszenie przepisów postępowania, jeśli mogło mieć ono istotny wpływ na wynik sprawy.

     Oceniając zaskarżoną decyzję z punktu widzenia jej zgodności z prawem stwierdzić należy, że decyzja oraz poprzedzające ją postanowienie naruszają prawo materialne.

     Zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie tej ustawy, stosuje się przepisy ustawy  z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków  i darowizn, w brzmieniu obowiązującym przed dniem 1 stycznia 2007 r., z zastrzeżeniem ust. 2 i 3. W myśl ust.2 tego artykułu przepis art. 4 ust. 4 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków  i darowizn, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r.

     Przywołany art.4 ust.4 ustawy o podatku od spadków i darowizn stanowi, iż zwolnienia określone w ust. 1 i w art. 4a stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa.

     Według art.4a ust.1 ustawy o podatku od spadków i darowizn zwalnia się od podatku nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, jeżeli:

1) zgłoszą nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego w terminie miesiąca od dnia powstania obowiązku podatkowego powstałego na podstawie art. 6 ust. 1 pkt 2-8 i ust. 2, a w przypadku nabycia w drodze dziedziczenia w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku, z zastrzeżeniem ust. 2 i 4, oraz 

2) udokumentują - w przypadku, gdy przedmiotem nabycia tytułem darowizny lub polecenia darczyńcy są środki pieniężne, a wartość majątku nabytego łącznie od tej samej osoby w okresie 5 lat, poprzedzających rok, w którym nastąpiło ostatnie nabycie, doliczona do wartości rzeczy i praw majątkowych ostatnio nabytych, przekracza kwotę określoną w art. 9 ust. 1 pkt 1 - ich otrzymanie dowodem przekazania na rachunek bankowy nabywcy albo jego rachunek prowadzony przez spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową lub przekazem pocztowym.

     W rozpatrywanej sprawie wnioskodawca podniósł, że nabył spadek po ojcu zmarłym w dniu […]. (data nabycia spadku). Powołując się na art. 3 ust.2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, art.4 ust.4 i art.4a ust.1 pkt 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków  i darowizn skarżący uważa, że spełnił wszystkie warunki dla skorzystanie ze zwolnienia podatkowego przewidzianego w tym ostatnim przepisie.

     Zdaniem natomiast organu odwoławczego przepis art.4 ust.4 wymieniony w art.3 ust.2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. rozszerza jedynie z mocą wsteczną krąg podmiotów uprawnionych do korzystania ze zwolnień w takim zakresie, w jakim obowiązywały one do dnia 31 grudnia 2006 r. Przepis ten nie wprowadza, ani nie ustala przedmiotu samych zwolnień. Art.4a znowelizowanej ustawy o podatku od spadku i darowizn wszedł w życie z dniem 1 stycznia 2007 r. i nie może mieć zastosowania do zdarzeń, które nastąpiły przed dniem jego wejścia w życie. Gdyby było inaczej, to ustawodawca zapisałby to wprost w przepisach przejściowych.

     Sąd nie podziela stanowiska organu odwoławczego. Należy zauważyć, że do dnia wejścia w życie znowelizowanych przepisów, na podstawie poprzedniego brzmienia art. 4 ust. 4 i art.16 ust.2 pkt 1ustawy o podatku od spadku i darowizn osobami uprawnionymi do skorzystania z ulg podatkowych, o których mowa w art. 4  ust. 1 i art. 16 ust.1ustawy, byli wyłącznie nabywcy posiadający obywatelstwo polskie lub miejsce stałego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. W okresie od dnia 13 maja 2006 r. do dnia 31 grudnia 2006 r. na podstawie rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 21 kwietnia 2006 r. w sprawie zaniechania poboru podatku od spadków i darowizn od niektórych podatników (Dz.U. Nr 73, poz. 506) zapewniono równe traktowanie obywateli państw członkowskich UE, przez zaniechanie poboru podatku od spadków i darowizn od podatników posiadających obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europej­skim Obszarze Gospodarczym lub mających miejsce za­mieszkania na terytorium takiego państwa, jeżeli z tytułu nabycia przez nich rzeczy lub praw majątkowych spełniali warunki określone w art. 4 ust. 1 oraz art. 16 ust. 1 ustawy o podatku od spadku i darowizn.

     W świetle postanowień rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 21 kwietnia 2006 r. nie sposób podzielić poglądu organu odwoławczego, że na podstawie przepisów przejściowych z mocą wsteczną rozszerzono krąg podmiotów uprawnionych do korzystania ze zwolnień w takim zakresie, w jakim obowiązywały one do dnia 31 grudnia 2006 r. Nie było potrzeby w drodze nowelizacji wprowadzać z mocą wsteczną (w okresie od dnia 13 maja 2006 r. do dnia 31 grudnia 2006 r.) „starą” regulację w zakresie ulg i zwolnień podatkowych i obejmować nią podmioty wskazane w art.4 ust.4 ustawy o podatku od spadków i darowizn w „nowym” brzmieniu, skoro w tym okresie obowiązywało powyższe rozporządzenie, a w stosunku do osób posiadających obywatelstwo polskie lub miejsce stałego pobytu na terytorium RP obowiązywały przepisy ustawy o podatku od spadków  darowizn (art.4 ust.1 i art. 16 ust.1 w zw. z art.4 ust.4 i art.16 ust.2 pkt 1 w „starym” brzmieniu). Wprawdzie powyższe rozporządzenie dotyczy zaniechania poboru podatku od spadków i darowizn, a nie zwolnienia od podatku, lecz skutek wywołany działaniem tych przepisów jest taki sam – brak obowiązku zapłaty podatku.

     Z treści art.4 ust.4 ustawy o podatku od spadków i darowizn w „nowym” brzmieniu, do której odsyła art.3 ust.2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn wynika, że wsteczne obowiązywanie nie dotyczy „starych”, lecz „nowych” przepisów dotyczących  zwolnień podatkowych. Art.4 ust.4 wprost odsyła do ust.1 art.4 oraz art.4a ustawy o podatku od spadków i darowizn. W ten sposób na okres po dniu 12 maja 2006 r. nastąpiło rozciągnięcie stosowania przepisów dotyczących „nowych” zwolnień w stosunku do podmiotów wymienionych w art.4 ust.4 ustawy. Choć zgodnie z art. 3 ust.1 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie tej ustawy, stosuje się przepisy ustawy  z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn, w brzmieniu obowiązującym przed dniem 1 stycznia 2007 r., to jednak stosowanie następuje z zastrzeżeniem ust.2. Ten ostatni przepis ustanawia  odstępstwo od  reguły wynikającej w art.3 ust.1.

     Przepis art.4 ust.4 ustawy o podatku od spadków i darowizn w nowym brzmieniu dotyczy nie tylko obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej i EFTA, ale także osób, które w chwili nabycia spadku posiadały obywatelstwo polskie. Jeżeli zatem skarżący spełniał warunki przewidziane w art.4a ustawy, to mógł skorzystać ze zwolnienia podatkowego wskazanego w tym przepisie."

21 grudnia 2007

Korzystny dla podatników wyrok w sprawie spadków

I jeszcze jedna ważna informacja. Jest już pierwsze korzystne dla podatników rozstrzygnięcie w sprawie zwolnienia z podatku "starych" spadków, czyli tych otrzymanych przed 1 stycznia 2007 roku. Wyrok korzystny dla podatników, bo powtarzający argumentację z mojego bloga :-)

Dla wszystkich zainteresowanych: treść uzasadnienia, która może się przydać przy pisaniu własnej skargi, w całości na blogu od rana w piątek 28 grudnia. Zapraszam już dziś do lektury:)

To taki mały prezent na gwiązdkę z przeprosinami za długi milczenie na blogu ;-)

21 grudnia 2007

1 proc. podatku będzie przekazywany na subkonta

Witam wytrwałych po mojej długiej nieobecności. Tym razem mam nadzieję, że ten przedświateczny powrót to już na stałe :-)

Witam i to z dobrymi wiadomościami dla tych, którzy chieliby w ramach 1 proc. podatku "obdarować" nie tylko określona organizację, ale także przekazać część swojego projektu na określony cel, np. na subkonto określonego dziecka, dla którego zbierane są pieniadze na operację. Przepisy co prawda nadal nie przewidują takiej możliwosci, ale resort finansów wymyślił rozwiązanie zastępcze, które umożliwi takie właśnie "obdarowywanie" w ramach 1 proc. podatku. Pięniądze będą jednak mogły trafiać na subkonta prowadzone przez organizacje pożytku publicznego dla konkretnych osób. Poniżej obszerny komunikat Ministerstwa Finansów w tej właśnie sprawie:

"Zmiana zasad zasilania kont organizacji pożytku publicznego 1% podatku należnego wynikającego z zeznań podatkowych składanych przez osoby fizyczne została wprowadzona ustawą z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 217, poz. 1588) i obowiązuje od 1 stycznia 2007 r.

Jej celem było uproszczenie mechanizmu alokacji 1% przez darczyńców polegające na tym, aby to urząd skarbowy a nie podatnik dokonywał wpłaty na rachunek bankowy organizacji pożytku publicznego, o co wielokrotnie postulowano w latach ubiegłych.

Powyższa zmiana zasad przekazywania wpłat z tytułu 1% nie oznacza, że darczyńcy zostali pozbawieni prawa do swobodnego ich przekazania. Nadal to podatnik decyduje o tym czy chce wspomóc cele statutowe organizacji pożytku publicznego, której organizacji oraz jaką kwotą. Taka sama reguła obowiązywała w poprzednim stanie prawnym. Zgodnie z istniejącym do końca 2006 r. art. 27d w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, odpowiednio art. 14a w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, zmniejszenie podatku należnego przysługiwało z tytułu dokonania wpłaty na rzecz organizacji pożytku publicznego działającej na podstawie ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Zatem wprowadzona zmiana dotyczy jedynie mechanizmu przekazywania 1%. Nie ogranicza natomiast prawa podatnika do obdarowywania organizacji pożytku publicznego. Nie pomniejsza również roli jaką organizacje pożytku publicznego odgrywają w życiu społecznym.

W konsekwencji, w obecnym stanie prawnym, podatnik, który chce podzielić się 1% swojego podatku z organizacją pożytku publicznego, nie musi sam dokonywać wpłaty na konto tej organizacji, a jedynie w składanym przez siebie zeznaniu podatkowym (PIT-28, PIT-36, PIT 36L, PIT-37, PIT-38) podać wysokość wnioskowanej (zadeklarowanej) wpłaty, która nie może przekroczyć kwoty odpowiadającej 1% podatku należnego, oraz dane pozwalające na właściwe zidentyfikowanie organizacji pożytku publicznego, tj. jej nazwę oraz numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego. Podatnik ma prawo wybrać tylko jedną organizację, z zamieszczonych w wykazie ogłoszonym do końca roku podatkowego w drodze obwieszczenia przez Ministra Pracy i Polityki Społecznej w porozumieniu z Ministrem Sprawiedliwości.

Powyższą zmianę zasad przekazywania 1% na konto organizacji pożytku publicznego odzwierciedla konstrukcja zeznań podatkowych za 2007 r.

Jednocześnie, podatnik w składanym przez siebie zeznaniu podatkowym może również podać dodatkowe informacje, które w jego ocenie mogą mieć wpływ na dystrybucję środków gromadzonych przez organizację pożytku publicznego (np. na konkretny cel).

Informację tę podatnik będzie mógł zamieścić w rubryce „Inne informacje, w tym ułatwiające kontakt z podatnikiem”, znajdującej się bezpośrednio nad wnioskiem o przekazanie 1% podatku należnego, odpowiednio w:
poz. 135 – PIT-28,
poz. 311 – PIT-36,
poz. 107 –PIT-36L,
poz. 123 – PIT-37,
poz. 59 – PIT-38.

Powyższe informacje zostaną przesłane organizacji pożytku publicznego przez organ podatkowy jako uszczegółowienie przekazanych kwot.

Należy jednak pamiętać, że rozdysponowanie środków przekazanych przez organ podatkowy pozostaje w wyłącznej gestii organizacji pożytku publicznego i powinno odbywać się w zgodzie z przedmiotem działalności organizacji określonym w statucie oraz z przepisami prawa powszechnie obowiązującego. "

Szerzej na ten temat w poniedziałek także w papierowym wydaniu GP w rozmowie z przedstawicielem resortu pracy.

05 lipca 2007

Zmiany w interpretacjach i sprawdzony podatnik

W projekcie nowelizacji Ordynacji podatkowej Prawica Rzeczpospolitej (Marek Jurek i Artur Zawisza z grupą kilku posłów, którzy razem z nimi opuścili klub PiS) chce wprowadzić zmiany dotyczące wiążących interpretacji podatkowych. Poseł Artur Zawisza skrytykował – jak podała to dziś Polska Agencja Prasowa - obowiązujące obecnie prawo, zgodnie z którym nawet drobna zmiana przepisów może prowadzić do wygaśnięcia interpretacji. – Cóż, taki problem istotnie jest.

Problem ten sygnalizowaliśmy na łamach GP kilka razy. Pierwszy raz jeszcze w ubiegłym roku. Najszerzej w tekście Ewy Matyszewskiej – „Zmiana przepisu uchyli wyjaśnienia fiskusa”. GP pisała wówczas „zmiany w Ordynacji podatkowej będą oznaczać, że do dnia wejścia w życie nowych zasad wydawania interpretacji (od 1 lipca) z obrotu prawnego mogą z łatwością zniknąć wszystkie wydane według starych przepisów interpretacje, gdyż zmiany w ustawach podatkowych na 2007 rok wprowadzają wiele modyfikacji do obecnie obowiązujących przepisów. Dla podatników oznacza to, że po 1 lipca powinni zweryfikować, czy wydane wobec nich postanowienia nadal obowiązują. Co więcej, muszą analizować wszelkie wprowadzane zmiany i sprawdzać na bieżąco, czy aby wydane wobec nich postanowienia nie utraciły mocy prawnej z uwagi na jakąkolwiek zmianę przepisów”. Zwracaliśmy także uwagę na to, że „Wygaśnięcie interpretacji nastąpi w takim wypadku automatycznie, bez konieczności (jak to ma miejsce dzisiaj) wydania odpowiedniej decyzji przez izbę skarbową.” No i w takiej właśnie wersji przepisy o interpretacjach obowiązują od 1 lipca. Szerzej o tym można poczytać tu.

To nie jedyne propozycje kilkuosobowej Prawicy Rzeczypospolitej. Projekt zakłada też przywileje dla tzw. sprawdzonych podatników. Przedsiębiorcy spełniający określone warunki byliby m.in. informowani o planowanej kontroli podatkowej oraz szybciej otrzymywaliby interpretacje prawa podatkowego. O pomyśle tym pisałem już na blogu. Odsyłając do odpowiednich publikacji, które umożliwiają zyskanie nieco szerszego spojrzenia na ten problem. Szczegóły we wpisie "Wraca sprawdzony podatnika" z 28 czerwca.

05 lipca 2007

Opodatkowanie spadków z zagranicy

Powrót na blog, to także powrót do tematyki spadkowej ;-) a zatem dziś kolejny problem prosto z komantarzy do bloga:

Pytanie: "16 czerwca 2005 r. zmarł brat mojego taty który mieszkał w Angli .Natomiast mój tata zmarł 19.04.2004 r. Po smierci taty my jako dzieci zostaliśmy spadkobiercami (a było nas czworo rodzeństwa). Firma która zajmowała się testamentem wujka w Angli w m-cu maju 2007 r. przesłala nam na konta pieniądze. Dostaliśmy takze dokument z Urzedu skarbowego o treści <Potwierdzamy, że nie był wymagany żaden podatek spadkowy w zwiazku z powyzszym majątkiem,ponieważ wypada on ponizej progu podatku spadkowego obowiazujacego na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii>. Moje pytanie jest czy my musimy zapłacic podatek w Polsce ?"

Odpowiedź: Niestety tak. Co prawda podstawowa zasada wynikajaca z przepisów o podtaku od spadków mówi o tym, ze podatkowi od spadków i darowizn, zwanemu podlega nabycie przez osoby fizyczne własności rzeczy znajdujących się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub praw majątkowych wykonywanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jednak od zasady tej istnieje wyjątek. Ustawa wyraźnie przewiduje mianowicie, że nabycie własności rzeczy znajdujących się za granicą lub praw majątkowych wykonywanych za granicą podlega podatkowi, jeżeli w chwili otwarcia spadku lub zawarcia umowy darowizny nabywca był obywatelem polskim lub miał miejsce stałego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. A zatem każda osoba, która ma polskie obywatelstow lub miejsce stałego pobytu w terytorium Polski, musi zapłacić w Polsce podatek od spadku. I to niezależnie od tego, czy podobny podatek płacić czy też nie płaci zagranicą. Decyduje moment otwarcia spadku, a zatem zgodnie z regułami kodeksu cywilnego, moment śmierci spadkodawcy.

Podstawa prawna: art. 2 ustawy z dnia o podatku od spadków i darowizn (t.j. Dz.U. z 2004 r., nr 142, poz. 1514 z późn.zm.).

03 lipca 2007

Polski VAT kolejny raz przed ETS?

Komisja Europejska (KE) wezwała dziś Polskę oraz Portugalię do zmiany przepisów dotyczących wliczania kwoty podatków rejestracyjnych do podstawy opodatkowania VAT przy sprzedaży samochodów. W przypadku Polski chodzi o „opłatę rejestracyjną”. Zdaniem KE podatki rejestracyjne nie powinny być włączane do podstawy opodatkowania VAT. Zdaniem komisji o tym, że tak jest przekonuje wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) w sprawie Danii, która pobierała bardzo podobny podatek. Trybunał orzekł w tej sprawie, że w przypadku umowy sprzedaży, w ramach której sprzedający dostarcza pojazd zarejestrowany, którego cena zawiera podatek rejestracyjny opłacony przed dostarczeniem pojazdu, kwota tego podatku nie może być wliczana do podstawy VAT pobieranego z tytułu sprzedaży pojazdu. Po pierwsze dlatego, że podatek rejestracyjny płaci się z tytułu rejestracji pojazdu a nie z powodu jego sprzedaży, po drugie dlatego, że sprzedający płaci go w imieniu kupującego. Na razie spraw nie trafiła jeszcze do ETS. Stanowi jedynie wezwanie Polski do zmiany przepisów. To drugi etap postępowania w sprawie naruszenia przepisów, zgodnie z art. 226 Traktatu WE. Teraz mamy dwa miesiące na dostosowanie przepisów do prawodawstwa wspólnotowego. Dopiero jeżeli tego nie uczynimy, KE może zdecydować o skierowaniu sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Na marginesie warto zauważyć, że to kolejna w ostatnim czasie sprawa dotycząca polskiego VAT, która może trafić do ETS. W poniedziałkowym wydaniu GP opisywaliśmy sprawę dotyczącą przepisów o odliczaniu VAT od paliwa do samochodów1) firmowych, która za sprawą Krakowskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, już trafiła do trybunału.


Czytej też:

Przedsiębiorcy bliżej odzyskania VAT od paliwa

I jeszcze oryginalna wrsja komunikatu:

"VAT – Commission launches infringement proceedings against Poland and Portugal

The European Commission has formally requested Poland and Portugal to change their laws as regards the inclusion of the amount of their car registration taxes within the taxable amount of VAT in the case of supply of road vehicles. The Commission considers the registration tax should not be included in the taxable amount of VAT. The requests take the form of a reasoned opinion (second step of the infringement procedure provided for in article 226 of the EC Treaty). If the relevant national legislations are not amended in order to comply with the respective reasoned opinions, the Commission may decide to refer these matters to the European Court of Justice.

In the case of supplies of road vehicles, both Poland and Portugal include the amount of their car taxes (the "Oplata rejestracyjna" and the "Imposto Automòvel", respectively) within the taxable amount of VAT. In Case C-98/05, the European Court of Justice has examined whether the taxable amount for VAT purposes, in the case of supplies of means of transport, must include the amount of the registration tax ("RT"), which is usually paid by the supplier to the tax authorities and afterwards repaid to him by the purchaser along with the price of the vehicle. The RT at stake in the case was the one levied in Denmark.

The Court ruled that, in the context of a contract of sale providing that the dealer will supply a vehicle registered for a price which includes the registration tax he paid before supplying the vehicle, the amount of that duty must not be included within the taxable amount of the VAT charged on the sale of the vehicle. This is because, firstly, the RT is charged by reason of the registration of the vehicle and not by reason of the supply and, secondly, because the RT is paid by the supplier of the vehicle on account of the purchaser.

The Commission understands that the car taxes levied in Poland and Portugal, despite some minor or ancillary differences, are basically identical to the Danish one examined by the Court. Thus, all of them are one-off taxes which are payable on the acquisition of the motor vehicle or as a condition for bringing it into use on the territory of the Member State concerned.

The rules on the taxable amount of VAT having been harmonized at the EU level, and the uniform application of those rules being an essential condition for the proper operation of the VAT system, the Commission has taken the view that the criteria of the EC Court in Case C-98/05 must be applied to the car taxes levied in Poland and Portugal. These Member States have been given two months to bring their legislation in conformity with Community Law.

The Commission's case reference numbers are 2006/2216 (Poland) and 2006/4398 (Portugal)."

03 lipca 2007

Rząd przyjął ustawę o zwrocie akcyzy za samochody używane

Po długim, długim oczekiwaniu rząd zajął się wreszcie dziś zwrotem akcyzy za używane samochody sprowadzane z UE. Jak głosi komunikat, Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o zwrocie części podatku akcyzowego zapłaconego z tytułu nabycia wewnątrzwspólnotowego albo importu samochodu osobowego, przedłożony przez ministra finansów. cóż, lepiej póxno niż wcale, chociaż troszkę trzeba było się jednak na ustawę naczekać :-(

Jako, że projekt ten był już wielokrotnie opisywany zarówno na łamach GP jak i na moim blogu, nie będę rozwodził się nad jego założeniami, bo te się raczej nie zmieniły. Niemniej dla zainteresowanych komunikat w całości:

„W projekcie nowelizacji określono zasady zwrotu części podatku akcyzowego zapłaconego przez podatników od starszych niż dwuletnie samochodów osobowych, zakupionych od 1 maja 2004 r. do 30 listopada 2006 r. Zwrot akcyzy będzie przysługiwać podatnikowi podatku akcyzowego, który zakupił samochód za granicą (w państwie należącym do UE) lub dokonał importu samochodu osobowego po upływie dwóch lata kalendarzowych od jego produkcji, wliczając rok produkcji jako pierwszy rok kalendarzowy. Zgodnie z nowymi przepisami, wartość zwrotu ma stanowić różnicę kwoty akcyzy obliczonej zgodnie z zasadami obowiązującymi przed 1 grudnia 2006 r. oraz kwoty podatku akcyzowego obliczonego według stawki akcyzy – 13,6 proc. dla samochodów osobowych o pojemności silnika powyżej 2000 cm 3  oraz 3,1 proc. dla pozostałych pojazdów, bez względu na wiek. W obliczeniach tych uwzględniono również średnią wartość rynkową samochodu, czyli jego wartość ustaloną na podstawie ceny notowanej na rynku krajowym, w miesiącu powstania obowiązku podatkowego. W przypadku, gdy data ta nie jest możliwa do ustalenia, jego wartość będzie określana na podstawie średniej ceny samochodu (tej samej marki, modelu, wyposażenia i roku produkcji) zarejestrowanego w Polsce. Decyzję w sprawie ustalenia wartości rynkowej pojazdu ma podejmować urząd skarbowy, posługując się tabelarycznymi wykazami cen w danym miesiącu oraz opinią biegłych.”

Zastanawiające w tym komunikacie jest tylko to, że mówi się w nim o urzędach skarbowych a nie celnych, które całą sprawą się zajmują, ale to chyba tylko pomyłka urzędników przygotowujących komunikat po posiedzeniu rady ministrów.

Teraz ustawą musi zająć się Sejm. A ten właśnie zaczyna wakacje, co oznacza, że na zwrot samochodowej akcyzy przyjdzie nam jeszcze sporo poczekać. Na uchwalenie ustawa ma bowiem szanse dopiero wczesną jesienią. Oczywiście o ile Sejm nie będzie miał ważniejszych spraw na głowie ;-)


Warto przeczytać:

Aby odzyskać akcyzę od aut, potrzebna jest ustawa

Jak odzyskać akcyzę od auta sprowadzonego z zagranicy wraz z wzorami pism

Akcyzę może odzyskać właściciel pojazdu

Opodatkowany zwrot akcyzy

O zwrot będą mogli ubiegać się tylko właściciele aut

Kwotę zwrotu akcyzy podatnicy muszą wyliczyć sami

Podatnik musi mieć udział w procedurze zwrotu akcyzy

Podatnik musi udowodnić, że przysługuje mu zwrot

Na zwrocie akcyzy za auta państwo może zarobić

29 czerwca 2007

Czy potrzebny jest nam podatek katastralny ?

Kataster byłby sprawiedliwym podatkiem stwierdza dziś w redakcyjnym komentarzu na stronach Gazety Wyborczej Witold Gadomski. - Jestem przeciwnikiem wysokich podatków, a jako posiadacz nieruchomości wcale nie cieszę się na myśl o konieczności zapłaty wysokiego podatku. Ale dla finansów państwa i rynku nieruchomości wprowadzenie podatku katastralnego będzie korzystne – pisze. Dalej tłumaczy, że - Opodatkowanie majątku, a nie strumienia dochodów, sprawia, że podatnik stara się go wykorzystać jak najlepiej. Dziś tysiące mieszkań stoi pustych, gdyż właściciele mieszkają gdzie indziej i nie zawracają sobie głowy efektywnym wykorzystaniem nieruchomości. Tysiące innych zamieszkanych jest przez osoby samotne, często o niskich dochodach, które nie widzą potrzeby zamiany własności na dodatkowe dochody. Tysiące działek budowlanych stoi pustych, bo właściciele nie mają pieniędzy lub chęci ich wykorzystania. Wprowadzenie podatku katastralnego przyspieszyłoby ruch na rynku nieruchomości. Skoro niezagospodarowana działka kosztuje, właściciel sprzedałby ją temu, kto potrafi lepiej ją wykorzystać. Jeśli posiadałby dom lub drogie mieszkanie, nieproporcjonalne do dochodów, sprzedałby, wynajął lub zamienił własność na strumień pieniędzy.

W ten sposób po raz drugi już w tym tygodniu GW nawiązuje do informacji, która zamiesiła Rzeczpospolita, jakoby podatkiem dla bogaczy, o którym mówił premier Jarosław Kaczyński zapowiadając ogólnonarodowe referendum miał być właśnie podatek katastralny. Premie szybko uciął co prawda spekulacje na ten temat stwierdzając, że jesteśmy na razie zbyt biedni, by taki podatek płacić. Stwierdził też, że podatek katastralny mógłby doprowadzić do wywłaszczenia co biedniejszych Polaków. I to ostatnie stwierdzenie jest stwierdzeniem prawdziwym, na co zresztą – jako zjawisko pożądane – zwrócił uwagę w swoim komentarzu w Gazecie Wyborczej Witold Gadomski.

Spór o podatek katastralny ma w Polsce długą już bo ponad 10 letnią tradycję. Na drodze do jego wprowadzenia stoją jednak dwie ważne przeszkody. Pierwsza to brak katastru jako takiego. Zanim wprowadzimy podatek katastralny trzeba bowiem wpierw zbudować ewidencję nieruchomości oparta o ich rynkową wartość (czyli kataster właśnie). A tego nie udało nam się mimo trwających od kilku lat prac zrobić. Druga, to brak społecznej akceptacji dla takiego podatku. Większość z nas doskonale bowiem zdaje sobie sprawę z tego, że oznaczałoby to, że za nasze mieszkania i domy zacznie płacić znacznie więcej niż ma to miejsce dziś. I z tego politycy dają sobie sprawę, nie bez powodu zakładając, że każdy kto na wprowadzenie takiego podatku się zdecyduje, strzeli sobie przysłowiowego samobója i w kolejnych wyborach odbierze za takie posunięcie sowitą zapłatę. Z drugiej jednak strony, od wprowadzenia podatku katastralnego nie da się już chyba uciec. Dlatego sprawa wprowadzenia takiego podatku wraca niczym bumerang za kadencji każdego rządu.

Kilka razy zapowiadało się już nawet, że jesteśmy bliscy wprowadzenia takiego podatku. I tak np. z przedstawionego przez resort finansów w 2003 r. Programu Naprawy Finansów Rzeczypospolitej (PNFR) wynikało, że być może juz od 1 stycznia 2006 r. płacony w większości przypadków według stałej stawki kwotowej i liczony od powierzchni podatek od nieruchomości mógłby być zastąpiony podatkiem katastralnym, obliczanym od wartości nieruchomości. Podatkiem liczonym według stawek procentowych. Przy okazji pojawiły się pierwsze propozycje stawek nowego podatku. Miał od wynieść od 0,1 proc., w przypadku budynków mieszkalnych, do około 2 proc. w przypadku budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Podstawową zasadą przy określaniu stawek miała być zasada neutralności, tzn. wpływy z nowego podatku powinny być takie same jak dotychczasowe dochody z tytułu podatku od nieruchomości. Można by z tego wnioskować, że założenie miało być takie, że obciążenia fiskalne nie wzrosną i podatnicy będą płacili mniej więcej tyle samo co obecnie. Proste wyliczenia pokazywały już wówczas, że tak nie będzie. Zobaczmy dwa proste przykłady.

Weźmy dwa mieszkania. Jedno w Warszawie o powierzchni 50 m2 i rynkowej wartości 400 000 zł. Drugie takie samo tyle że położone w Lesznie Wielkopolskim i warte 250 000 zł. Dla uproszczenia załóżmy, że dziś obydwie gminy stosują najwyższą możliwą stawkę podatku od nieruchomości za m2 powierzchni tego mieszkania czyli 57 groszy za m2. rocznie płacony przez mieszkańca Warszawy podatek wynosi w tym przypadku 28,50 zł. Podatek płacony przez mieszkańca Leszna będzie dokładnie taki sam. Gdyby jednak wprowadzono podatek katastralny, za to same mieszkania (przy założeniu ze stawka wynosi 0,1 proc.) mieszkaniec Warszawy zapłaciłby 400 zł, a mieszkaniec Leszna tylko 250 zł. Aby podatek był neutralny, czyli aby przynajmniej mieszkaniec Leszna zapłacił tyle co poprzednio szans raczej nie ma. Stawka podatku musiałaby wynosić nie 0,1 proc., ale 0,01 proc. A na to nie ma raczej co liczyć.

Jak łatwo zauważyć, byłoby bardziej sprawiedliwie, chociaż drożej dla wszystkich. Gdyby jednak – tak jak zasugerował to Witold Gadomski – w zamian obniżono nam PIT, rzecz byłaby chyba warta zastanowienia. Kłopot w tym, że gdyby podatek taki wprowadzić wielu emerytów, którzy dziś mają 800 zł miesięcznie i mieszkanie w atrakcyjnym miejscu - dodajmy mieszkanie na które pracowali latami -, musiałby w jakiś sposób odłożyć te kilkaset złotych rocznie. A to mogłoby być trudne. Szczególnie, że wiele osób oprócz opłacenia podatku nadal musiałby wnosić wysokie opłaty za użytkowanie wieczyste gruntów na których położone są ich nieruchomości. Alternatywą byłaby sprzedaż posiadanych mieszkań i przenosiny  w gorzej położone rejony miasta. I właśnie na to zwracał uwagę Jarosław Kaczyński, mówiąc o wywłaszczeniowym skutku wprowadzenia takiego podatku. To ten skutek wprowadzenia podatku katatsralnego spędza sen z powiek polityków, którzy gdyby nie to, dawno już by podatek taki wprowadzili.

28 czerwca 2007

Wraca sprawdzony podatnik

Prawica Rzeczypospolitej ustami posła Artura Zawiszy zapowiedział, że w przyszłym tygodniu jej koło poselskie zgłosi w Sejmie projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej, który miałby wprowadzić m.in. instytucję „sprawdzonego podatnika”. Podatnik taki mógłby mieć szczególne przywileje - unikać np. natychmiastowej egzekucji kar skarbowych.

To ciekawa informacja. Poseł Zawisza jeszcze w lutym będąc posłem PiS zapowiadał, że instytucja sprawdzonego podatnika mogłaby pojawić się w przepisach Ordynacji podatkowej w czerwcu tego roku. Jak wiadomo, nie pojawiła się jednak. Wcześniej taka propozycja znalazła się w projekcie nowelizacji Ordynacji podatkowej przygotowanym w ubiegłym roku przez resort finansów. Opracowany w resorcie finansów projekt zakładał, że przedsiębiorcy, którzy uzyskają status sprawdzonego podatnika, byliby informowani na miesiąc wcześniej o planowanej kontroli podatkowej. Korzystaliby także z domniemania, że nie mają zaległości podatkowych w przypadku konieczności przedłożenia zaświadczenia o niezaleganiu w podatkach lub o wysokości zaległości podatkowych. Cała rzecz nie miała być też specjalnie tania. Sam wniosek o wpis do rejestru sprawdzonych podatników miał kosztować 250 zł. Równocześnie zakładano jednak, że żeby zostać wpisanym do rejestru, konieczne byłoby spełnienie kilka dodatkowych warunków, w tym m.in. przeprowadzenie audytu, a z tym też wiążą się wydatki. W małych firmach koszty audytu to minimum 6-7 tysięcy złotych. W większych firmach koszt ten znacznie wzrasta. Z tego powodu projekt cieszył się sporym poparciem wśród doradców podatkowych.

Nowe rozwiązania miały obowiązywać od 1 stycznia 2007 r. Jednak w Sejmie posłowie skreślili te przepisy. Rząd nie próbował przekonywać posłów do utrzymania przygotowanych przez siebie regulacji. Choć wiceminister finansów Marian Banaś przyznał w trakcie posiedzenia Sejmu, że stanowisko resortu różni się od opinii posłów z Komisji Finansów Publicznych, i że resort nadal będzie prowadził prace nad wprowadzeniem takiego rozwiązania do ordynacji podatkowej, tym bardziej, że w czasie prowadzonej akcji pilotażowej, podatnicy bardzo przychylnie odnieśli się do tego pomysłu.

Pytanie tylko czy teraz Sejm będzie miał więcej determinacji by takie rozwiązanie wprowadzić. Tym bardziej, że poseł Zawisza z klubem PiS się pożegnał. 

 


 Warto przeczytać:

Przepisy o sprawdzonym podatniku już w czerwcu

Sprawdzonego podatnika może przywrócić Senat

Fiskus informuje tylko wybranych podatników

Posłowie rezygnują z regulacji dotyczących sprawdzonego podatnika

Za przywileje sprawdzony podatnik będzie musiał zapłacić

Dlaczego sprawdzony podatnik będzie miał lepiej

28 czerwca 2007

Nie ma szans na utrzymanie zerowego VAT na książki

- Polski rząd rozmawia z Komisją Europejską w sprawie przedłużenia preferencyjnej stawki VAT na książki - zapewnił w dziś w Sejmie wiceminister finansów Jacek Dominik. - Rząd w żadnym momencie nie ustał w swoich wysiłkach, ani nie spowolnił działań w tym zakresie. Minister Dominik wyjaśnił, że nie istnieje żadna dyrektywa, która przedłużałaby taką możliwość. Dodał, że tylko Komisja Europejska może podjąć decyzję o utrzymaniu preferencyjnej stawki. Minister dodał też, że pozycja negocjacyjna Polski w tej kwestii jest słaba, ponieważ inne kraje członkowskie o podobnym poziomie dochodów, które nie są objęte preferencyjną stawką, mogą sprzeciwiać się takiemu rozwiązaniu. Jego zdaniem, gdyby więcej państw miało preferencyjna stawkę na książki, Polsce byłoby łatwiej negocjować okresy przejściowe. Tymczasem z preferencji takich korzysta tylko Wielka Brytania, Irlandia oraz w Polska.

I rzeczywiście utrzymanie 0 proc. stawki VAT na książki będzie nie tyle trudne co niemożliwe. Przepisy unijnej dyrektywy nie przewidują takiej możliwości. Ustalenie preferencyjnej 0 proc. stawki VAT dla książek jest oczywiście możliwe, ale trudne, bo wymaga zgody przedstawicieli wszystkich państw członkowskich. Polska musiałaby wystąpić o zmianę stawki poprzez nowelizację unijnej Dyrektywy o VAT. Preferencje, które Polska wynegocjowała w Traktacie Akcesyjnym, weszły do nowej Dyrektywy o VAT, a jej zmiana wymaga czasu i przeprowadzenia odpowiedniej procedury legislacyjnej. Na to by zdążyć przed końcem 2007 roku, nie ma co liczyć. I o tym, minister Dominik, jako stary unijny wyjadacz, doskonale wie.

Warto przypomnieć, że polska ustawa o VAT przewiduje, że do 31 grudnia 2007 r. stawkę 0-proc. stosuje się do dostaw w kraju i wewnątrzwspólnotowego nabycia książek i czasopism specjalistycznych, a także importu drukowanych książek i broszur oraz czasopism specjalistycznych. Po tym dniu sprzedaż książek będzie objęta stawka 7 proc.

Z ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. nr 54, poz. 535 z późn.zm.) wynika, że  31 grudnia 2007 r. stawkę podatku 0 proc. stosuje się do:

- dostaw w kraju i wewnątrzwspólnotowego nabycia książek (PKWiU ex 22.11) - z wyłączeniem książek adresowych o zasięgu krajowym, regionalnym i lokalnym, książek telefonicznych, teleksów i telefaksów (PKWiU 22.11.20-60.10), nut, map i ulotek - oznaczonych stosowanymi na podstawie odrębnych przepisów symbolami ISBN,

- dostaw w kraju i wewnątrzwspólnotowego nabycia czasopism specjalistycznych,

- importu drukowanych książek i broszur (ex PCN 4901), (ex CN 4901), oznaczonych stosowanymi na podstawie odrębnych przepisów symbolami ISBN,

- importu czasopism specjalistycznych.

Przez czasopisma specjalistyczne, o których mowa w tych przepisach należy przy tym rozumieć wydawnictwa periodyczne oznaczone symbolem ISSN, objęte kodem PKWiU 22.13, PCN 4902 i CN 4902, o tematyce szeroko pojętych zagadnień odnoszących się do działalności kulturalnej i twórczej, edukacyjnej, naukowej i popularnonaukowej, społecznej, zawodowej i metodycznej, regionalnej i lokalnej, a także przeznaczone dla niewidomych i niedowidzących, publikowane nie częściej niż raz w tygodniu w postaci odrębnych zeszytów (numerów) objętych wspólnym tytułem, których zakończenia nie przewiduje się, ukazujące się na ogół w regularnych odstępach czasu w nakładzie nie wyższym niż 15.000 egzemplarzy, z wyjątkiem:

- periodyków o treści ogólnej, stanowiących podstawowe źródło informacji bieżącej o aktualnych wydarzeniach krajowych i zagranicznych, przeznaczonych dla szerokiego kręgu czytelników;

- publikacji zawierających treści pornograficzne, publikacji zawierających treści nawołujące do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość lub znieważające z tych powodów grupę ludności lub poszczególne osoby oraz publikacji propagujących ustroje totalitarne;

- wydawnictw, w których co najmniej 33 proc. powierzchni jest przeznaczone nieodpłatnie lub odpłatnie na ogłoszenia handlowe, reklamy lub teksty reklamowe, w szczególności czasopism informacyjno-reklamowych, reklamowych, folderów i katalogów reklamowych;

- wydawnictw, które zawierają głównie kompletną powieść, opowiadanie lub inne dzieło w formie tekstu ilustrowanego lub nie, albo w formie rysunków opatrzonych opisem lub nie;

- publikacji, w których więcej niż 20 proc. powierzchni jest przeznaczone na krzyżówki, kryptogramy, zagadki oraz inne gry słowne lub rysunkowe;

- publikacji zawierających informacje popularne, w szczególności porady, informacje o znanych i sławnych postaciach z życia publicznego;

- czasopism, na których nie zostanie uwidoczniona wysokość nakładu.


Warto przeczytać:

Minister kultury zapowiada, że będzie walczył o utrzymanie preferencji na książki

Wydawcy nie chcą kredytować budżetu

Preferencje podatkowe w krajach unijnych

Czy dostawa książek jest objęta stawką VAT 0 proc.

28 czerwca 2007

O opodatkowaniu spadków raz jeszcze

I jeszcze raz powrót do sprawy spadków. Dla wszystkich zainteresowanych poniżej przedstawiam fragment artykułu „Ulgi i zwolnienia podatkowe oraz sankcje w podatku od spadków i darowizn” autorem którego jest pani Janina Banach główny specjalista w Departamencie Podatków i Opłat Lokalnych Ministerstwa Finansów. Artykuł – o czym wspominałem już na blogu – opublikowany został w pierwszym tegorocznym numerze Biuletynu Skarbowego. Biuletyn dostępny jest na internetowych stronach Ministerstwa Finansów. Można go sobie ściągnąć stąd.

 „PRZEPISY PRZEJŚCIOWE

Okoliczność, kiedy powstał obowiązek podatkowy (np. uprawomocniło się postanowienie sądu o stwierdzeniu nabycia spadku), jest obojętna z punktu widzenia przepisów przejściowych. Ustawa nie zawiera własnej definicji jej przedmiotów, a także nie określa momentu nabycia majątku tytułem dziedziczenia, darowizny lub innym wymienionym w art. 1 upsd [ustawa o podatku od spadków i darowizn –przyp. M.K], a zatem należy stosować w tym względzie przepisy kodeksu cywilnego lub odpowiednio przepisy odrębne regulujące określone prawo. W przypadku nabycia w drodze spadku za dzień nabycia należy uznać dzień śmierci spadkodawcy. Zgodnie bowiem z art. 924 Kodeksu cywilnego spadek otwiera się z chwilą śmierci spadkodawcy, a w myśl art. 925 tej ustawy spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku, co w konsekwencji oznacza, że spadek nabywa się z chwilą śmierci spadkodawcy. Dla zastosowania zwolnienia od podatku nie ma znaczenia data przyjęcia spadku, gdyż złożenie oświadczenia o przyjęciu spadku przed sądem lub przed notariuszem skutkuje nabyciem spadku z datą śmierci spadkodawcy.

W świetle przepisów przejściowych kryterium decydującym o stosowaniu nowych lub dotychczasowych przepisów jest data nabycia majątku (prawa), a nie data powstania obowiązku podatkowego. Należy zatem oddzielić te dwa zdarzenia. Data powstania obowiązku podatkowego ma wpływ na obowiązki podatkowe wynikające z przepisów prawa, w tym m.in. na termin złożenia zeznania o nabyciu rzeczy lub praw majątkowych (SD-3) oraz termin złożenia zgłoszenia o nabyciu własności rzeczy lub praw majątkowych (SD-Z1).

Podsumowując, należy stwierdzić, że nowe regulacje wprowadzają szereg bardzo korzystnych zmian, służących gromadzeniu majątków rodzinnych, ze względu na szerokie zwolnienie od podatku, z drugiej zaś strony wpływają na uszczelnienie systemu podatkowego.”

Z mojej strony bez komentarza ;-)

27 czerwca 2007

572 złote ulgi na każde dziecko

Ostatnim czasu rumieńców nabierają prorodzinne rozwiązania rządu. Kolejne ulgi prorodzinne mnożą się niczym grzyby po deszczu. Oczywiście nie omija to i podatków. Co prawda ulga prorodzinna w PIT już jest (zgodnie z teraz obowiązującymi w rozliczeniu za 2007 r. możemy odliczyć od podatku 120 zł na każde dziecko), to jednak teraz ma być wyższa. Jej podniesienie obiecała wicepremier Gilowska, przekonując posłów do obniżenia składki rentowej. Teraz ta obietnica nabrała konkretnego kształtu. Co prawda w formie projektu poselskiego (PIS), a nie przygotowanego przez resort finansów, ale jednak jest.

Projekt zakłada, że odliczymy od podatku nie 120, ale już 572,54 zł na każde dziecko. Co więcej dokonamy tego już w rozliczeniu za 2007 r. Później ulga będzie rosła tak, jak kwota zmniejszająca podatek w pierwszym przedziale skali podatkowej, co oznacza, że w rozliczeniu za 2008 rok odliczymy po 586,85 zł na każde dziecko. Później ulga stopnieje. Od 1 stycznia 2009 r. kwota ulgi spadnie do 556,02 zł na każde dziecko. O ile rząd się z tego nie wycofa, w styczniu 2009 roku zaczną bowiem obowiązywać dwie stawki PIT w miejsce dzisiejszych trzech. Równocześnie – o czym na blogu już pisałem – kwota zmniejszająca podatek w pierwszym przedziale skali spada tak, by kwota dla której podatek wynosi zero była taka sama jak w 2008 roku. To jednak oznacza, że ulga prorodzinna zmaleje w stosunku do roku 2008.

Więcej na temat ulgi prorodzinnej w jutrzejszym wydaniu GP pisze jedna z moich redakcyjnych koleżanek. Jak zwykle zapraszam do lektury.

27 czerwca 2007

Od jutra 12 proc. odsetki od zaległości podatkowych

Jako posiadacza kredytu po raz kolejny zmartwiony zostałem decyzjami Rady Polityki Pieniężnej (RPP) :( która podniosła stopy procentowe. Wiele wskazuje bowiem na to, że przy naszej cudownie rozwijającej się gospodarce czekają nas kolejne podwyżki. Martwić powinni się jednak nie tylko kredytobiorcy. Powody do trosk mają tez osoby, które niezbyt terminowo regulują swoje podatki. RPP do 6 proc. podniosła stopę kredytu lombardowego, a to oznacza, że od jutra do 12 proc. rosną odsetki od zaległości podatkowych (do dziś 11,5 proc.) a do 6 proc. stawka opłaty prolongacyjnej, dla podatków spłacanych w ratach (dotychczas 5,75 proc.).

Podstawa prawna: art. 56 ustawy z dnia 29 sierpnia 1987 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2005 r. nr 8, poz. 60 z późn.zm.)

27 czerwca 2007

Wyższy podatek od gier

Sejm zajmował się projektem ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych (druk 1782) zakładającym wzrost podatku od gier na automatach o tzw. niskich wygranych z obecnych 125 do 180 euro miesięcznie (podatek ma charakter zryczałtowany). Podwyżka obejmie automaty stojące m.in. w takich miejscach jak puby czy kawiarnie. W tego typu urządzeniach wygrane są ograniczone do 15 euro za jedną grę, zaś maksymalna stawka za jedną grę nie może przekraczać 0,07 euro.

Oczywiście wszystko odbywa się przy głośnych protestach branży (protestuje m.in. Izba Gospodarcza Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych) i zastrzeżeniach ze strony opozycji, która twierdzi, że spowoduje to przejście części przedsiębiorców działających w tym obszarze do szarej strefy. Czy tak się rzeczywiście stanie czas pokaże. Wątpliwe jednak by rząd z pomysłu się wycofał. Tym bardziej, że gotowy jest kolejny projekt, który obniża z kolei podatek dla wideoloterii, które maja konkurować z grami na automatach, a które oferowałby tylko Totalizator Sportowy. Wpływy z wideoloterii miałyby oczywiście trafiać w dużej części na finansowanie inwestycji związanych z EURO 2012.

Nie tylko jednak z powodu podnoszenia stawek projekt budzi kontrowersje. To właśnie w nim resort finansów przewidział zakaz internetowego hazardu. Póki co projekt zakładający podwyżki trafił do prac w komisjach sejmowych.


Więcej na ten temat czytaj:

Raport: Nowelizacja ustawy o grach i zakładach wzajemnych

27 czerwca 2007

Ulga na oszczędzanie w IKE

W Sejmie odbyło się dziś pierwsze czytanie ustawy o zmianie ustawy o indywidualnych kontach emerytalnych oraz niektórych innych ustaw (druk 1781). Z podatkowego punktu widzenia znalazła się w nim tylko jedna ciekawa kwestia. Projekt zakłada mianowicie zmianę sposobu ustalania limitu wpłat na IKE objętego zwolnieniem z PIT. Nowe przepisy mają przewidywać, że w wyniku waloryzacji limitu nie będzie mógł się on w kolejnym roku zmniejszyć. Dziś ustawa przewiduje, że wpłaty dokonywane na IKE w roku kalendarzowym nie mogą przekroczyć kwoty odpowiadającej półtorakrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok, określonego w ustawie budżetowej lub ustawie o prowizorium budżetowym. Minister właściwy do spraw zabezpieczenia społecznego ogłasza w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” do końca roku kalendarzowego poprzedzającego rok, w którym będą dokonywane wpłaty na IKE, w drodze obwieszczenia, wysokość tej kwoty. Zgodnie z proponowaną przez resort pracy nowelizacją ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o indywidualnych kontach emerytalnych (Dz.U. nr 116, poz. 1205 z późn. zm.) do przepisów tych dodałoby zastrzeżenie, że „Kwota ta nie może być niższa od kwoty ogłoszonej w poprzednim roku kalendarzowym”.

Nowe przepisy mają też uelastycznić zasady zwrotu i wypłaty pieniędzy zgromadzonych na koncie. Przewidują mianowicie możliwość częściowego zwrotu środków zgromadzonych na IKE, bez konieczności rozwiązywania umowy z podmiotem prowadzącym takie konto. Możliwe stałoby się zatem wycofanie części zgromadzonych na koncie środków bez konieczności likwidowania całego konta. W ten sposób, łatwiej byłoby z tych środków korzystać w czasie przejściowych kłopotów finansowych. Oczywiście warunkiem zwrotu będzie zapłacenie podatku od dochodów kapitałowych (według stawki 19 proc.). Obecnie możliwe jest wycofanie tylko całości posiadanych oszczędności, co rzecz jasna również wiąże się z koniecznością zapłaty PIT. Teraz projektem zajmą się komisje sejmowe.

Na marginesie warto przypomnieć, że nie tak dawno (w grudniu 2006 r.) Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej miało plan ponad trzykrotnego podniesienia limitu zwolnienia z PIT. Miał on wynosić 12 000 zł. Na takie rozwiązanie nie zgodziło się jednak Ministerstwo Finansów. Dlatego ostatecznie nie trafiło ono do ustawy.

Limit wpłat na IKE zwolniony z podatku:

2007 rok: 3697 zł

2006 rok: 3521 zł

2005 rok: 3635 zł


Więcej na temat IKE czytaj:

       Wycofując środki z IKE, musimy się rozliczyć

       Jak zawrzeć dobrą umowę o prowadzenie IKE

       Będzie można wypłacić część środków z IKE

       Wyższa wpłata na IKE zwolniona z podatku

26 czerwca 2007

Niższy VAT na mieszkania - Rząd przyjął definicję budownictwa społecznego

Dwie świeże informacje prosto z komunikatu wydanego po posiedzeniu rządu:

 „Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy o zwrocie osobom fizycznym niektórych wydatków związanych z budownictwem mieszkaniowym, przedłożony przez ministra finansów. Najważniejsze zmiany wprowadzone do ustawy o podatku od towarów i usług umożliwią stosowanie preferencyjnej 7 proc. stawki VAT na nowe mieszkania o powierzchni użytkowej do 120 mkw i jednorodzinne domy do 220 mkw. Chodzi m.in. o nieruchomości kupowane od deweloperów i spółdzielni mieszkaniowych. Wyższa 22 proc. stawka VAT będzie obowiązywać za każdy dodatkowy metr powierzchni użytkowej. Preferencyjna stawka ma także objąć budowę noclegowni, domów dla bezdomnych i hospicjów, budynków domów pomocy społecznej, placówek opiekuńczo-wychowawczych, ośrodków wsparcia i interwencji kryzysowej oraz ośrodków dla ofiar przemocy w rodzinie. Opodatkowane niższym podatkiem mają być również wymiany okien i drzwi wejściowych w budynkach wielomieszkaniowych, domach jednorodzinnych, noclegowniach i domach dla bezdomnych. Obejmie także remonty części wspólnych budynków wielorodzinnych, np. dachy, elewacje, klatki schodowe, instalacje. W przypadku domów jednorodzinnych, 7 proc. stawka ma być stosowana w przypadku takich usług jak: remonty przyłączy, fundamentów, elewacji budynku. Zgodnie z projektem nowelizacji, preferencyjna stawka VAT nie będzie dotyczyła budowy: garaży, miejsc parkingowych, obiektów rekreacyjnych (basenów, siłowni) oraz pomieszczeń przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej. Nie może być też stosowana przy budowie domów stawianych tzw. systemem gospodarczym, ponieważ tacy inwestorzy nie podlegają przepisom ustawy o podatku od towarów i usług. Zmiany zaproponowane w ustawie przedłużają bezterminowo obowiązywanie przepisów umożliwiających odzyskiwanie części wydatków na większość materiałów budowlanych ponoszonych przez osoby budujące domy, rozbudowujące je, remontujące mieszkania. Nowelizacja precyzuje, kiedy będzie możliwy zwrot różnicy między 22 a 7proc. stawką VAT. Zasady ubiegania się i otrzymywania kwoty zwrotu pozostaną w niezmienionym kształcie. Określenie, co będzie zaliczane do budownictwa społecznego objętego preferencyjną stawką VAT ma zapobiec podwyżce tego podatku z 7 do 22 proc. na mieszkania i domy mieszkalne. Zachowanie niższej stawki VAT po 2007 r. będzie zgodne z zasadami prawa Unii Europejskiej.”

I równocześnie:

 „Rada Ministrów zajęła stanowisko wobec poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (druk 1507), przedłożone przez ministra finansów. Rada Ministrów nie popiera poselskiego projektu nowelizacji ustawy i zaleca wstrzymanie prac nad nim do czasu przedłożenia rządowego projektu noweli. Przyjęta przez rząd koncepcja wspierania budownictwa społecznego różni się od propozycji poselskich. Na podstawie zaakceptowanych przez Radę Ministrów „Założeń dotyczących definicji budownictwa społecznego” przygotowywane są obecnie przepisy, które mają określić stawki preferencyjne podatku VAT w tego typu dla budownictwie. Projekt nowelizacji ustawy zostanie skierowany do Sejmu w czerwcu lub lipcu br. Ponadto, zdaniem rządu, zaproponowane przez posłów rozwiązania nie są zgodne z prawem unijnym.”

Teraz ustawa wprowadzająca definicje budownictwa społecznego trafi do Sejmu. Przepisy muszą być uchwalone do końca roku, a zatem Sejm ma na prace nad zaproponowaną przez rząd definicją  jeszcze sporo czasu.

 

25 czerwca 2007

Blog – reaktywacja

Witam wszystkich po długiej przerwie. Wszystkich zawiedzionych długim milczeniem przepraszam. Niestety stan zdrowia nie pozwalał mi ostatnio spędzać przy komputerze więcej czasu niż było to absolutnie konieczne, stąd blog musiał trafić w odstawkę. Mam jednak nadzieję, że teraz szybko uda się zaległości nadrobić. O ile tylko kapryśne zdrowie pozwoli :-(

A teraz kilka informacji na temat motywu przewodniego bloga, czyli opodatkowania spadków. Informacja pierwsza jest zła, ale chyba nie jest zaskakująca: stanowisko ministerstwa nie uległo w tej materii zmianie. Potwierdzeniem tego jest artykuł z pierwszego tegorocznego Biuletynu Skarbowego – „Ulgi i zwolnienia podatkowe oraz sankcje w podatku od spadków i darowizn”. Potwierdza to też odpowiedź jaka resort wysłał na pytanie Rzecznika Praw Obywatelskich. Postaram się odpowiedź ta wrzucić w całości na blog w najbliższych dniach.

Polecam też bardzo ciekawy artykuł Dariusza M. Malinowskiego z majowego Przeglądu Podatkowego. Artykuł poświęcony w całości przepisom przejściowym nowelizacji ustawy o podatku od spadków i darowizn zawiera wyjątkowo ciekawe wnioski. Każdemu kto ma dostęp do tego wydawnictwa polecam jego lekturę. Myślę, że można tam znaleźć kilka dodatkowych wskazówek do obrony własnych racji.

Osoby, które zwracały się na blogu z prośbą o poradę zachęcam do odświeżenia komentarzy (o ile nie straciły jeszcze wiary w to, że blog odżyje) jeśli prośby te są nadal aktualne. Jeśli to możliwe proponuję przeniesienie pytań do komentarzy pod ten wpis.

19 kwietnia 2007

Ustawa o zwrocie akcyzy za używane samochody już w uzgodnieniach międzyresortowych

Projekt ustawy o zwrocie podatku akcyzowego zapłaconego z tytułu nabycia wewnątrzwspólnotowego albo importu samochodu osobowego został skierowany do uzgodnień międzyresortowych – poinformowało dziś Ministerstwo Finansów

Proponowane nowe przepisy mają na celu wprowadzenie jednolitych zasad zwrotu części podatku akcyzowego zapłaconego od starszych niż dwuletnie samochodów osobowych, nabytych w okresie od dnia 1 maja 2004 r. do 30 listopada 2006 r., przez nabywcę wewnątrzwspólnotowego, importera lub osobę, która poniosła ciężar akcyzy w cenie nabycia na terytorium kraju, samochodu osobowego sprowadzonego z innych państw członkowskich lub importowanego, pod warunkiem, że osoba, której przysługuje zwrot jest właścicielem sprowadzonego samochodu.

Zgodnie z projektem, zwrot przysługuje, gdy wysokość kwoty zadeklarowanej i zapłaconej akcyzy przewyższa kwotę akcyzy zawartą w średniej wartości rynkowej podobnego samochodu osobowego, nie pochodzącego z zagranicy, zarejestrowanego w kraju. Zwrot obejmuje różnicę między tymi kwotami.

W projekcie uregulowano, że średnią wartość rynkową podobnego do nabytego wewnątrzwspólnotowo lub importowanego samochodu osobowego, ustala się na podstawie średniej ceny samochodu osobowego zarejestrowanego na terytorium kraju, tej samej marki, modelu, roku produkcji, wyposażenia oraz o przybliżonym stanie technicznym.

Więcej na ten temat pisaliśmy na łamach GP w artykule "Kwotę zwrotu podatnicy wyliczą sami" z 4 kwietnia, którego lekturę gorąco polecam. O najnowszej wersji projektu informowlaiśmy w GP dziś.

26 marca 2007

Opłata skarbowa w mieszkalnictwie

Na internetowych stronach Ministerstwa Finansów opublikowano dziś obszerne stanowisko wspólne Ministerstwa Budownictwa, Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego oraz Ministerstwa Finansów dotyczące stosowania przepisów ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o opłacie skarbowej (Dz. U. Nr 225, poz.1635) i rozporządzenia z dnia 21 grudnia 2006r. w sprawie dokumentowania zapłaty opłaty skarbowej oraz trybu jej zwrotu (Dz. U. Nr 246, poz.1804) przy załatwianiu indywidualnych spraw z zakresu Prawa budowlanego oraz przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. (zob. tu). To lektura warta uwagi. Szczególnie w części tabelarycznej, gdzie podano dokładnie za co, jaką opłatę należy wnosić. W części tekstowej, omówienie najważniejszych zmian, nowego trybu wnoszenia opłaty oraz zasad zwrotu opłaty nienależnie pobranej. Myślę, że warto tego PDF sobie ściągnąć. Na pewno się przyda :-)

24 marca 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 8 – tym razem o podatku od darowizny

Dziś kolejna z zaległych porad. Wiem, ze późno, ale może się jeszcze przyda.

Problem: W przypadku nabycia środków pieniężnych w drodze darowizny proszę o wyjaśnienia co do daty powstania obowiązku podatkowego wpisywanej w formularzu SD-Z1. Czy data ta jest równoznaczna z datą uznania rachunku bankowego obdarowanego czy z data wypełniania formularza ?

Odpowiedź: Ustaw o podatku od spadków i darowizn przewiduje w art. 6, że przy nabyciu w drodze darowizny obowiązek podatkowy powstaje z chwilą złożenia przez darczyńcę oświadczenia w formie aktu notarialnego, a w razie zawarcia umowy bez zachowania przewidzianej formy - z chwilą spełnienia przyrzeczonego świadczenia. Jeżeli ze względu na przedmiot darowizny przepisy wymagają szczególnej formy dla oświadczeń obu stron, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą złożenia takich oświadczeń. Jaką zatem datę wpisać w zgłoszeniu SD-Z1?
Cóż, biorąc pod uwagę fakt, że rzadko się zdarza by darowizny były dokonywane w formie aktu notarialnego, w polu data powstania obowiązku podatkowego najczęściej będziemy musieli wpisać datę uznania rachunku bankowego. Jest tak dlatego, że dopiero w tym momencie możemy mówić o spełnieniu przyrzeczonego świadczenia. Data wypełnienia formularza nie ma tu nic do rzeczy. O tym kiedy wypełnialiśmy formularz informujemy na końcu, w pozycji 87. Trzeba pamiętać, że na wypełnienie zawiadomienia jest miesiąc. A zatem daty w pozycji 4 (powstanie obowiązku podatkowego) i pozycji 87 raczej nie powinny się różnić o więcej niż dwadzieścia klika dni.
Jeżeli jednak, darowizny dokonamy w formie aktu notarialnego, to w pozycji 4 zawiadomienia SZ-Z1 wpisujemy datę podaną w akcie notarialnym. Tak będzie np. w przypadku darowizny nieruchomości. Tu nie ma mowy o zalegalizowaniu darowizny poprzez spełnienie świadczenia. Zatem samo danie komuś kluczy nie wystarczy bo niczego to nie zmienia. Do darowizny dojdzie dopiero z chwilą podpisania aktu notarialnego.

P.S.

Mam nadzieję, że opublikowany w piątek (dziś jak myślę nadal do kupienia) dodatek do GP o zasadach wypełniania formularzy spadkowych się przyda. W razie gdyby były potrzebne uzupełnienia lub dodatkowe wyjaśnienia, chętnie dopowiem co trzeba na blogu :-) Pozdrawiam

23 marca 2007

Ignorantia iuris nocet, czyli o zgubnych skutkach naszej niefrasobliwości

12 letnia dziewczynka ma spłacić podatki swojego ojca – doniosła dziś Gazeta Wyborcza. Urząd skarbowy w Świdnicy (tak zdaje się sugerować tekst) domaga się, by 12-letnia dziewczynka zapłaciła zaległy podatek dochodowy (PIT) po zmarłym ojcu. Tymczasem dziewczynka ta, żadnego majątku nie ma, poza pluszakami i innymi rzeczami, które zwykle mają dzieci. Wszystko zaś zaczęło się od tego, że matka dziecka przyjęła w jego imieniu spadek po zmarłym ojcu dziecka, a jej byłym małżonku. Przyjęła nie zdając sobie sprawy z tego, ze równocześnie przyjmuje jego długi. A no właśnie.

Ignorantia iuris nocet, czyli nieznajomość prawa szkodzi głosi jedna z podstawowych zasad prawa, wywodząca się jeszcze z prawa rzymskiego. Opisany przez GW przypadek, to kolejny przykład na naszą niefrasobliwość. Większość z nas żyje w błogim przeświadczeniu, że gdy o jakimś przepisie nie wie, to on ich nie dotyczy. Tymczasem nic bardziej błędnego. A o tym, że tak jest przekonujemy się najczęściej dość boleśnie na własnej skórze wtedy, gdy jest już za późno. Tak jak i w tym przypadku. Taka postawa to nic innego jak dziecięca zabawa w chowanego, gdy zakrywszy oczy dłońmi myślimy, że teraz nikt nas już nie widzi. Kłopot w tym, że druga strona wcale oczu zakrywać nie zamierza. I mimo, że to urzędnicy są dla nas, a nie odwrotnie, możemy być pewni, że reprezentowane przez nich państwo, wykorzysta każde nasze potknięcie, by pokazać, że nawet najsurowsze i najmniej logiczne prawo, musi być z cała stanowczością egzekwowane) dura lex sed lex, mówi inna stara rzymska maksyma). Oczywiście, prawo niekoniecznie takie jest dla tych którzy to prawo tworzą ;-) ale to już nieco inna historia

Wracając do naszej Kasi. – Zgodnie z przepisami w razie przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza spadkobierca ponosi odpowiedzialność za długi spadkowe. Odpowiada też za zobowiązania podatkowe spadkodawcy – poinformował GW rzecznik Ministerstwa Finansów Jakub Lutyk. I z długami spadkowymi niestety tak faktycznie jest. Dlatego zanim spadek przyjmiemy, warto dobrze się zastanowić. Często zamiast spodziewanych korzyści czekają nas tylko dodatkowe koszty. A jak to jest z podatkami ?

Cóż, przede wszystkim wskutek śmierci podatnika zobowiązanie podatkowe nie wygasa, tak jakby mogło się to nam wydawać. Ordynacja podatkowa nie przewiduje takiego skutku. Reguluje natomiast odpowiedzialność spadkobiercy za podatki których nie zapłacił spadkodawca. Przewiduje taką odpowiedzialność art. 97, który mówi, że spadkobiercy podatnika, przejmują przewidziane w przepisach prawa podatkowego majątkowe prawa i obowiązki spadkodawcy. Jedynie jeżeli, na podstawie przepisów prawa podatkowego, spadkodawcy przysługiwały prawa o charakterze niemajątkowym, związane z prowadzoną działalnością gospodarczą, uprawnienia te przechodzą na spadkobierców pod warunkiem dalszego prowadzenia tej działalności na ich rachunek. Od odpowiedzialności tej można uciec w jeden tylko sposób. Odrzucając spadek.

A co robić w takiej sytuacji gdy już się go przyjęło a po spadkodawcy zostały zaległe podatki? Cóż, przepisów nie zmienimy. Ale rąk załamywać też nie ma powodu. Zawsze można jeszcze w urzędzie skarbowym złożyć wniosek o umorzenie takiej należności lub przynajmniej rozłożenie jej zapłaty na raty. Rozpatrując taki wniosek urząd będzie musiał wziąć pod uwagę sytuację majątkową osoby zobowiązanej do zapłaty należności podatkowej. W przypadku opisanym przez GW, sytuację majątkową 12 letniej Kasi. Co prawda, nawet stwierdziwszy, że wszystko przemawia za umorzeniem podatku, urząd może takiej ulgi domówić (pisałem już o tym wcześniej na blogu we wpisie z 7 marca). Jednak zawsze to jakaś nadzieja jest. Nikła bo nikła, ale jednak. A w końcu lepsza tak nadzieja, niż żądna.

08 marca 2007

Bardzo stronniczy przegląd prasy

„Jak dowiedziała się "Rz", do uzgodnień międzyresortowych trafił już projekt nowelizacji ustawy o opłacie skarbowej.” – pisze dziś na łamach Rzeczpospolitej Grażyna J. Leśniak. Chodzi oczywiście o ustawę, która ma umożliwić wykorzystanie zapasu znaków opłaty skarbowej, które pozostały u podatników. Ale nie o to chodzi. Raczej o to, że czytając ten tekst, trudno powstrzymać się by nie uzupełnić otwierającego go zdania o dwa słowa. Prawidłowo napisane zdanie powinno brzmieć: „Jak dowiedziała się z Gazety Prawnej „Rz”, do uzgodnień międzyresortowych trafił już projekt nowelizacji ustawy o opłacie skarbowej.” Dlaczego? Już tłumaczę. Pomoże w tym inny cytat: „Do 31 grudnia 2007 r. podatnicy będą mogli uiszczać opłatę skarbową znaczkami opłaty skarbowej, mimo że od 1 stycznia je zlikwidowano – przewiduje projekt zmian w ustawie o opłacie skarbowej.” – pisała w GP z 26 lutego 2007 r. Ewa Matyszewska, przedstawiając treść projektu. Dzień wcześniej projekt ten trafił do Biuletynu Informacji Publicznej, co jest równoznaczne z przekazaniem go do uzgodnień międzyresortowych.

Można oczywiście założyć, że nasz tekst został przegapiony przez naszą zacną konkurencję. Jednak przyjmowanie takiego założenia byłoby sporą naiwnością. Tak jak my śledzimy to co ukazuje się w innych dziennikach (i czasem podejmujemy podany tam trop), tak i inne dzienniki uważnie śledzą nasze dokonania. Ale nie o to chodzi. Jak zwykle nie chodzi o to, że ktoś pisze o tym, o czym my już pisaliśmy. Chodzi o to, że chwali się osiągnięciem („dowiedziała się”, co sugeruje, że dotarła do tzw. ekskluzywnej, nie podawanej jeszcze nigdzie informacji), którego wcale nie ma. To zaś nic innego, jak wprowadzanie czytelnika w błąd. A to nieco kłóci się z moim poczuciem etyki pracy w tym zawodzie. Mam nadzieję, że również i Państwo przyznacie mi rację.

07 marca 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 7 - odroczenie terminu zapłaty podatku

Najpierw cytat ;-) bo to będzie nowa tradycja w kolejnych odcinkach spadkowego poradnika :-)

Zgodnie z sugestią, by wskazać interesujące tematy - wracam do spadków.
W jednej z odpowiedzi napisał pan, że w przypadku podatku od spadku, którego wielkość przekracza w znaczny sposób możliwości podatnika, można zwrócić się do urzędu skarbowego o odroczenie płatności do momentu sprzedaży nieruchomości. Zwróciłem się z pytaniem o taką możliwość do dwóch urzędów skarbowych i dostałem kategoryczne negatywne odpowiedzi, że takiej możliwości nie ma. Urząd może jedynie umorzyć podatek (nie ma co na to liczyć), względnie rozłożyć go na raty. Czy zatem w takim przypadku (raty), jest możliwość sprzedaży nieruchomości przed spłatą całej kwoty podatku
?”

A teraz odpowiedź :-)

W poście zawarto pytania, które dość często się ostatnio pojawiają. Nie tylko w kontekście podatku od spadków, ale także podatku związanego ze sprzedażą nieruchomości. Dziś spróbuję troszkę te kwestie wyjaśnić. Najpierw jednak pozwolę odnieść się do stanowiska urzędów.

Cóż, chętnie poznałbym nazwy tych urzędów skarbowych, bo nazwisk urzędników poznać się zapewne nie uda ;-) To co mówią urzędnicy najlepszego świadectwa im niestety nie wystawia. Odroczenie terminu zapłaty podatku jest możliwe. Rzeczonych urzędników gorąco zachęcam do lektury Ordynacji podatkowej, czyli ustawy która stanowi podstawowe narzędzie ich pracy. Rozdział „Ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych” i art. 67a. Czytanie przepisów, to naprawdę pożyteczne zajęcie. Zwłaszcza, gdy przepis zmienia miejsce swego położenia. Otóż, to co dziś jest zawarte w art. 67a, do września 2005 r. zawarte było w zmienionym następnie art. 48 Ordynacji podatkowej. Odpowiednia treść powędrowała z art. 48 do art. 67a. Ktoś nieuważny mógł wysnuć z tego wniosek, że teraz już takiej możliwości nie ma. Może stąd to dziwne nieporozumienia. Chociaż czasu na to by się nauczyć, gdzie dziś znajdują się przepisy o odroczeniu terminu płatności było – jakby na to nie patrzeć – całkiem sporo ;-)

No to popatrzmy teraz na wspomniany art. 67a Ordynacji podatkowej, który pozwolę sobie przytoczyć w całości:

„Art. 67a. § 1. Organ podatkowy, na wniosek podatnika, z zastrzeżeniem art. 67b, w przypadkach uzasadnionych ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym, może:
 1) odroczyć termin płatności podatku lub rozłożyć zapłatę podatku na raty;
 2) odroczyć lub rozłożyć na raty zapłatę zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetki określone w decyzji, o której mowa w art. 53a;
 3) umorzyć w całości lub w części zaległości podatkowe, odsetki za zwłokę lub opłatę prolongacyjną.
§ 2. Umorzenie zaległości podatkowej powoduje również umorzenie odsetek za zwłokę w całości lub w takiej części, w jakiej została umorzona zaległość podatkowa.”

Wniosek: każdy podatnik ma prawo ubiegać się o odroczenie terminu zapłaty podatku. Dodam – każdego podatku, w tym także podatku od spadków czy podatku od sprzedaży nieruchomości.

A teraz kilka słów komentarza. Czyli o czym warto pamiętać. Jeśli chodzi o zastrzeżenia z art. 67b Ordynacji podatkowej nas nie dotyczą. To zastrzeżenie dotyczące podatników prowadzących działalność gospodarczą. Dotyczy tzw. pomocy publicznej. Omawianie tego fragmentu Ordynacji podatkowej możemy sobie zatem w tym miejscu darować. Pamiętać takze musimy, że to my sami musimy wykazać, że w naszym interesie jest przyznanie takiej ulgi, albo że przemawia za tym jakiś ważny interes publiczny. Niestety to my musimy wskazać jaki. Trzeba się też pogodzić z tym, że decyzja organu podtakowego ma w tym przypadku uznaniowy charakter. To znaczy, że nawet wtedy gdy są jakieś okoliczności, które przemawiają za przyznaniem nam ulgi, urząd i tak może nam jej odmówić. Cóż, życie niestety bywa niesprawiedliwe :-(

I jeszcze kilka przydatnych publikacji na ten temat z archiwum GP:

Jeśli to za mało do tematu wkrótce jestem gotów wrócić :-)

06 marca 2007

WSA w Warszawie: Akcyza za samochody będzie zwracana w oparciu o ceny rynkowe

Zapadł wyrok WSA w Warszawie w opisywanej już na moim blogu sprawie pana Brzezińskiego, czyli dość istotnej sprawie zwrotu akcyzy za używane samochody sprowadzane z krajów UE. Sąd powtórzył w nim, to co wcześniej już powiedział w tej sprawie Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Stwierdził też (tu cytat za moim redakcyjnym kolegą Łukaszem Zalewskim, który był na ogłoszeniu wyroku obecny): „Podstawą opodatkowania jest cena nabycia tego samochodu, czyli cena transakcyjna. Od tej ceny transakcyjnej została pobrana według określonego wzoru zawartego w przepisach stawka, która wzrasta wraz z wiekiem pojazdu i w ten sposób określona jest kwota podatku akcyzowego. Jeżeli chodzi o samochody krajowe, podobne, to towar podobny jest to towar, który spełnia określone cechy i oczekiwania konsumenta. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że samochód ma określoną cenę, która spada z wiekiem. Stawka jest zawarta ta sama – 3,1 proc. i obliczamy na podstawie wartości rynkowej pojazdu ponieważ taka wskazówka jest zawarta w wyroku trybunału, że należy kwotę rezydualną odnieść do wartości rynkowej podobnych pojazdów.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł dziś zatem - podobnie jak wcześniej ETS -, że zwrot się należy, ale akcyza ma być liczona nie od wartości zadeklarowanej w fakturach, tylko od rynkowej wartości samochodów. Tymczasem wielu podatników uciekając przed sankcyjną wysokością podatku znacznie zaniżyło wartość kupionych w Unii samochodów. A to oznacza, że w przypadku niektórych wniosków zamiast zwrotu konieczna będzie dopłata akcyzy. Podatek liczony od wyższej, ustalonej z uwzględnieniem cen rynkowych podstawy według niższej stawki, często będzie wyższy niż zapłacony według dużo wyższej stawki, ale bardzo niskiej, często symbolicznej wręcz podstawy (zdarzały się nawet przypadki kupna samochodów z symboliczne euro). Teraz takie faktury można co najwyżej wrzucić do kubła na śmieci. Urzędy celne zyskały pełną legitymację do tego, by podstawę naliczania akcyzy odnieść do wartości rynkowej podobnych pojazdów.

Kiedy rok temu GP pisała piórem mojej redakcyjnej koleżanki Ewy Matyszewskiej, że zwrot akcyzy za samochody sprowadzane z UE będzie opierał się nie na tym co wynika z faktur przedstawionych przez podatników, ale na wartości rynkowej, niemal wszyscy wieszali na nas psy. Najdelikatniej rzecz ujmując. A już na bogu ducha winnej autorce tekstu odbiło się to najbardziej. :-(
Niezrażeni tym starliśmy się przedstawić sprawę tak, jak wynikało to z przepisów. Pisaliśmy m.in. o tym, że to nie akcyza jest niezgodna z unijnym prawem, ale stawki tej akcyzy rosnące wraz z wiekiem samochodu. Już wtedy sugerowaliśmy, że podatnicy odzyskają co najwyżej cześć zapłaconej akcyzy. Na poparcie swych tez przedstawiliśmy odpowiednie opinie eksperckie i wyroki Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w podobnych sprawach. Inne gazety pisały w tym czasie w kategorycznym tonie, że podatnicy odzyskają całą zapłaconą akcyzę. Wiecej prowadziły nawet zakrojone dość szeroko akcje zachęcające do składania wniosków bez czekania na orzeczenia sądów. Kiedy to samo o czym pisała GP zasugerował w swoim wyroku ETS, optymizm zwolenników łatwych zwrotów osłabł tylko ociupinkę. Teraz było już wiadomo, że zwrotu całej akcyzy nie będzie. Prasa zaakceptowała tą drobną wpadkę bez mrugnięcia okiem. Dla odmiany teraz twierdziła, że wiadomo przecież że niecała akcyza do zwrotu (oj krótka pamięć, króciutka), bo to oczywiste. Dla odmiany twierdziła za to, że o zapłacie akcyzy według niższych stawek ale od wartości rynkowej nie ma mowy. Cóż, okazało się, że niestety jest mowa.

Dziś możemy powiedzieć, że mieliśmy rację. Tylko, że nie zmienia to faktu, że nasza satysfakcja ma wyjątkowo gorzki smak. Tak jak pisaliśmy w komentarzu przed rokiem, tak i dziś chciałbym podkreślić, że nasyzm zdaniem - zdaniem redakcji i moim osobiście - winne zaniżaniu wartości samochodów były głupie, sankcyjne przepisy. Gdyby nie nadmierny fiskalizm państwa, nikt by na akcyzie oszukiwać nie musiał i nie chciał. A tak, stracili na całej sprawie wszyscy. I podatnicy. I państwo. Państwo, które i bez takich spraw zbyt dużym zaufaniem swoich obywateli się nie cieszy. A to również raczej powód do smutku, niż najmniejszej chociażby tylko satysfakcji.

05 marca 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 6 – ile kosztuje załatwienie spraw spadkowych

Dziś dawno obiecywany temat opłat za załatwianie spraw spadkowych. Pytanie brzmiało mniej więcej tak: gdzie sprawy te bardziej opłaca się załatwiać – w sądzie, czy u notariusza. Odpowiedź brzmi... to zależy. Zależy od tego co chcemy załatwić. Pewne sprawy taniej załatwić u notariusza. Pewne taniej w sądzie. A zatem do rzeczy, jak to wygląda:

Najpierw opłaty sądowe, które mają w tym przypadku charakter opłat stałych. Oznacza to, że bez względu na wartość spadku opłata zawsze jest w tej samej wysokości. Co zatem i za ile? Już wyjaśniam :-)

  • 50 zł - sąd skasuje od wniosku o: stwierdzenie nabycia spadku, zabezpieczenie spadku, sporządzenie spisu inwentarza oraz odebranie oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku. Uwag: nie przechytrzymy sądu prosząc o wszystko w jednym piśmie. Jeżeli wnioski, są umieszczone w jednym piśmie lub we wniosku o dział spadku, opłatę pobiera się od każdego z nich odrębnie.
  • 500 zł – sąd skasuje od wniosku o dział spadku, jeżeli spadkodawcy nie mogą się dogadać.
  • 300 zł – sąd od wniosku o dział spadku, jeżeli zawiera on zgodny projekt działu spadku.
  • 1000 zł – sąd skasuje od wniosku o dział spadku połączony ze zniesieniem współwłasności, jeżeli spadkodawcy nie mogą się dogadać.
  • 600 zł – sąd skasuje od wniosku o dział spadku połączony ze zniesieniem współwłasności, jeżeli zawiera on zgodny projekt działu spadku i zniesienia współwłasności.

Jak widać, w sądzie doceniane jest, ze spadkobiercy się dogadują i ujmują sędziemu pracy :-)

A jak to wygląda u notariusza. Otóż tutaj opłatę stałą mamy tylko w jednym przypadku. Składając oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku zawsze zapłacimy notariuszowi 20 zł. To o 30 złotych mniej niż w sądzie. Dalej nie jest już tak różowo. Opłata od umów dotyczących spadku (np. od umowy o dział spadku, o której wspominałem w jednym z wcześniejszych wpisów) jest już uzależniona od wartości spadku. Maksymalna stawka wynosi od wartości:

  • do 3000 zł - 100 zł;
  • powyżej 3000 zł do 10 000 zł - 100 zł + 3 % od nadwyżki powyżej 3000 zł;
  • powyżej 10 000 zł do 30 000 zł - 310 zł + 2 % od nadwyżki powyżej 10 000 zł;
  • powyżej 30 000 zł do 60 000 zł - 710 zł + 1 % od nadwyżki powyżej 30 000 zł;
  • powyżej 60 000 zł do 1 000 000 zł - 1010 zł + 0,5 % od nadwyżki powyżej 60 000 zł;
  • powyżej 1 000 000 zł – 5710 zł + 0,25 % od nadwyżki ponad 1 000 000 zł, nie więcej jednak niż sześciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku.

Co z tego wynika, czyli gdzie taniej. Oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku na pewno lepiej składać u notariusza. Oszczędzamy 30 zł :-)
A co z umowami o dział spadku ? Trzeba sobie policzyć. Przy spadkach o wartości nieprzekraczającej 30 tys. zł, dział spadku taniej będzie przeprowadzić przed notariuszem. Gdy spadek jest wart więcej należy się spodziewać, że to sąd okaże się tańszy ;-) ale zanim to stwierdzimy, trzeba zwyczajnie policzyć. Trzeba też zadzwonić do notariusza i zwyczajnie spytać ile to by kosztowało. Podane dla notariusza stawki są bowiem stawkami maksymalnymi. Teoretycznie notariusz może zatem pobrać niższą opłatę :-)

I jeszcze wyjaśnienie z czego to wynika. Otóż, z przepisów dwóch aktów prawnych. Opłaty sądowe to ustawa z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U. nr 167, poz. 1398 z późn.zm.). Opłaty notarialne to rozporządzenie ministra sprawiedliwości z dnia 28 czerwca 2004 r. w sprawie maksymalnych stawek taksy notarialnej (Dz.U. nr 148, poz. 1564 z późn.zm.)

A teraz słowo o blogu. Łączenie normalnej pracy i pisania bloga jest jednak wyjątkowo trudne. Czasem zwyczajnie nie mam już do tego sił po pracy. Pisania bloga jednak nie zarzucam. Mam też nadzieję, że opóźnienia w odpowiadaniu na posty nie zniechęcają Państwa do lektury. Wiem, że często odpowiedzi potrzebne są od zaraz. Dlatego dziękuję wszystkim za wyrozumiałość i cierpliwość.

27 lutego 2007

Ile można zarobić bez podatku

Ile naprawdę możemy zarobić nie płacąc podatku ? 3015 zł. Skąd ta kwota? Z prostego rachunku matematycznego. Aby ustalić do jakiej kwoty nie płacimy podatku musimy znaleźć taką kwotę która po przemnożeniu przez stawkę z pierwszego przedziału skali da nam kwotę zmniejszającą podatek w tymże przedziale. Stawka dla pierwszego przedziału to dziś 19 proc. Kwota zmniejszająca to 572,54 zł. A zatem mamy równanie z jedną niewiadomą:

Poszukiwana kwota (czyli nasza niewiadoma) x stawka (0,19) = 572,54 zł

No to teraz proste przekształcenie matematyczne :-) kto nie pamięta skąd się ono bierze może spytać dziecko, jeśli ma taką pociechę w odpowiednim wieku ;) moje jeszcze za młode :-)

Poszukiwane kwota = 572,54 zł / 0,19

czyli:

Poszukiwana kwota = 3013,37

Podstawę opodatkowania zaokrągla się do pełnych złotych, a zatem z rachunku wychodzi kwota 3013 zł. Ale to dopiero początek naszych wyliczeń. Najpierw jednak sprawdźmy, podstawiając taką właśnie kwotę do skali, czy wszystko sie zgadza:

[3013 zł x 0,19] – 572,54 zł = 572,47 zł – 572,54 zł = 0

Teoretycznie kwota ta jest zatem poprawna. Gdybyśmy wzięli podstawę o złotówkę wyższą podatek (też teoretycznie) już by się pojawił. Co łatwo sprawdzić. Policzmy:

[3014 zł x 0,19] – 572,54 zł = 572,66 zł – 572,54 zł = 0,12 zł

I tak by było, gdybyśmy podatek nadal zaokrąglali jak kiedyś, do pełnych 10 groszy. W tym przypadku podatek wyniósłby bowiem 10 gr. Ale zasady dotyczące zaokrąglania zmieniły się i podatek zaokrąglamy do pełnych złotych. Do 50 groszy końcówki się pomija. 50 groszy i więcej zaokrągla się do pełnego złotego. W takim zaś przypadku dla 3014 zł podatek wynosi zero. Kwoty 3013 i 3014 zł nie są zatem poprawne. Sprawdźmy teaz czy stosując taką właśnie metodę zaokrąglania poprawna jest kwota o złotówkę wyższa.

[3015 zł x 0,19] – 572,54 zł = 572,85 zł – 572,54 zł = 0,31 zł

Po zaokrągleniu tak wyliczonego podatku otrzymujemy znów zero. Ta kwota jest już poprawna. Po wcześniejszych wyliczeniach, teraz już łatwo się o tym przekonać. Policzmy jeszcze raz dla kowty o złotówkę wyższej. Obiecuję, że to już ostatnie rachunki :-)

[3016 zł x 0,19] – 572,54 zł = 573,04 zł – 572,54 zł = 0,50 zł

A to wolno nam już zaokrąglić do pełnego złotego. Pojawia się zatem pierwszy podatek, który wyniesie 1 zł. Każda niższa kwota spowoduje, że podatek należny wyniesie zero. Najbiższa kwota niższa to oczywiscie 3015 zł. Nie uwzględniając zasad zaokrąglenia podatku wynikających z Ordynacji podatkowej, łatwo się pomylić licząc kwotę dla której podatek wynosi zero, czyli kwotę popularnie nazywaną kwotą wolną od podatku (choć nie jest to określenie poprawne). Warto jednak pamiętać, że wyliczona kwota poza znaczeniem informacyjnym, nie ma żadnego znaczenia praktycznego, w żadnych rozliczeniach podatkowych kwotą taką bowiem się nie posługujemy. Zarobione pieniądze trzeba zawsze "podstawić" do skali. I jeszcze gwoli ścisłości. Tak naprawdę wolno nam zarobić nawet 3015,49 zł. Podstwę zaokrągla się też do złotego. Stąd przy takim zarobku rocznym zaokrąglimy ją do 3015 zł. Niestety rozważania te mają teoretyczny tylko charakter. Cóż bowiem za różnica, czy kwota ta wynosi 3015 czy 3015,49 zł. Kłopot raczej w tym, że w Polsce przydałaby się kwota wolna od podatku z prawdziwego zdarzenia. A ta powinna być moim zdaniem co najmniej trzy razy wyższa.

I jeszcze mały aneks, czyli podstawa prawna do zaokrągleń:

„Art. 63. § 1. Podstawy opodatkowania, kwoty podatków, z zastrzeżeniem § 2, odsetki za zwłokę, opłaty prolongacyjne, oprocentowanie nadpłat oraz wynagrodzenia przysługujące płatnikom i inkasentom zaokrągla się do pełnych złotych w ten sposób, że końcówki kwot wynoszące mniej niż 50 groszy pomija się, a końcówki kwot wynoszące 50 i więcej groszy podwyższa się do pełnych złotych.
§ 2. Zaokrąglania podstaw opodatkowania i kwot podatków nie stosuje się do opłat, o których mowa w przepisach o podatkach i opłatach lokalnych.”

Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2005 r., nr 8, poz. 60 z późn.zm.).

27 lutego 2007

Dwa słowa o blogu

Dziś po krótkich wakacjach wracam na blog. Oczywiście to także powrót do sprawy opodatkowania spadków. Co prawda, z odpowiedzi zrobiła się już mała książka ;-) , ale widzę po komentarzach, że sporo jest jeszcze do wyjaśnienia. A zatem od jutra kolejne wpisy postaram się poświęcić na odpowiedzi na Państwa pytania.

Od Państwa opinii zależy, którymi kwestiami powinienem zająć się w pierwszej kolejności. Czekam zatem na wskazanie zagadnień w nowych komentarzach. Jak już pisałem, na poprzednie pytania zaczynam odpowidać jutro. Liczę także na podpowiedzi jakimi jeszcze zagadnieniemi podatkowymi powinienem zająć się na blogu. Ten blog jest również Państwa. Dlatego proponuję byśmy wspólnie decydowali o tym czego powinny dotyczyć wpisy.

Oczywiście pozdrawiam wszystkich, dziękując za cierpliwość i zainteresowanie :-)

22 lutego 2007

Nie paranoja, ale brak wiedzy

Samozatrudnienie to najczystsza paranoja – powiedział prezydent Lech Kaczyński podczas obrad Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Powiedział chwaląc się swoim projektem nowej ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, która ma być narzędziem  walki z samozatrudnieniem. Ustawa przewiduje m.in. to, że inspektorzy PIP będą na samozatrudnionych donosić do urzędów skarbowych. Oczywiście po to by te wymierzyły im wyższy podatek. A to scenariusz bardzo prawdopodobny. Prowadzenia własnej, małej firmy jest przecież opłacalne najbardziej dla tych, którzy na etacie płacą podatki według stawki 30 i 40 proc., a dzięki rozliczeniom firmowym mogą skorzystać z opodatkowania liniową stawka PIT w wysokości 19 proc. Czy takie zachowanie osób, które zdecydowały się założenie własnej firmy jest z gatunku zachowań paranoicznych ? Na pewno nie. Paranoiczne w tej sprawie jest zachowanie władz państwowych z prezydentem na czele. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że w sposób niezamierzony jak mniemam, prezydent świetnie wpisał się w chlubne tradycje III Rzeczpospolitej. Dlaczego?

Od lat kolejne ekipy rządzące zamiast usunąć przyczyny patologii, która co oczywiste pojawia się i musi pojawiać się w sferze samozatrudnienia, walczą z tymi, których stać na odwagę podjęcia działalności na własny rachunek. Nie inaczej jest pod rządami PiS. Wszystkie działania kolejnych rządów skierowane są na to by utrudnić życie osobom, które na taką formę pracy się zdecydowały. Panuje powszechne, a nieprawdziwe przekonanie, że zdecydowana większość samozatrudnionych to pracownicy przymuszeni do takiej zastępczej formy „zatrudnienia”. To jednak mit. Większość osób świadomie wybiera to rozwiązanie. Dla sporej części przedsiębiorczych osób, samozatrudnienie to okres przejściowy, służący zbudowaniu własnej firmy z prawdziwego zdarzenia.To firmy, które zaczynają od świadczenia usług dla jednego kontrahenta, stopniowo rozwijają swoją działalność w miarę pozyskiwania dzięki pracy na rzecz tego zleceniodawcy kolejnych partnerów handlowych. Kolejną sporą grupą samozatrudnionych są osoby, które z założenia prowadzić chcą małe, jednoosobowe firmy. To wprost wymarzona forma prowadzenia własnej działalności przez osoby reprezentujące wolne zawody. Dopiero trzecia, najmniej liczna grupa samozatrudnionych to osoby przymuszone do samozatrudnienia. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że był to zawsze przymus ze strony pazernego pracodawcy, chociaż oczywiście takie przypadki też się zdarzają. W wielu jednak przypadkach sami pracownicy w poszukiwaniu oszczędności fiskalnych decyzja się na taka właśnie formę zatrudnienia.

Czy patologiom w zakresie samozatrudnienia winne są zatem firmy, jak chciałyby to widzieć np. rząd, związki zawodowe i prezydent ? Zdecydowanie nie. Cała winna leży wyłącznie po stronie rządzących. Gdyby nie niesprawiedliwe zróżnicowanie zasad opodatkowania i oskładkowania przedsiębiorców i pracowników najemnych, samozatrudnienie funkcjonowałoby tylko tam, gdzie jest naprawdę konieczne. Trudno bowiem zrozumieć jakie logiczne uzasadnienie przemawia za tym, by przedsiębiorąca miał korzystać z opodatkowania według stawki 19 proc., zaś pracownik musiał płacić podatki według progresywnej skali podatkowej ze stawkami dochodzącymi do 40 proc. Tym bardziej, że przedsiębiorca, płaci podatek od realnych dochodów. Ma prawo uwzględnienia licznych wydatków związanych z osiąganiem przychodów. Także takich, które służą tylko zabezpieczeniu tego źródła. Pracownik takiej możliwości nie ma. Wszystko na co zezwala mi fiskus, to możliwość odliczenia kosztów dojazdu do pracy. Tymczasem większość pracowników musi poważnie inwestować w swoje umiejętności zawodowe by zabezpieczyć sobie proste utrzymanie posady. A jednak tych kosztów w rozliczeniu podatkowym uwzględnić nie może.

Co zatem zrobić, by zlikwidować patologie i „paranoje” samozatrudnienia? Niewiele. Trzeba tylko obniżyć do 19 proc. PIT wszystkim pracownikom najemnym i nakazać płacenie ZUS przedsiębiorcom od rzeczywistych dochodów. Na obydwu tych rozwiązaniach straciłby jednak budżet. Dlatego prezydent woli walczyć z ludźmi zaradnymi, niż naprawiać rzeczywiście reformować kraj.

09 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 5 – jaki formularz złożyć

W ramach odcinka numer pięć, zamiast odpowiedzi na kolejne pytania z komentarzy, krótki przewodnik po deklaracjach spadkowych. Może się komuś przyda takie małe uzupełnienie dzisiejszego „Prawa i Życia” z papierowej wersji GP ;-)

Formularze na szczęście są tylko cztery. Są to:

SD-2 – to deklaracja o wysokości pobranego i wpłaconego przez płatnika podatku. Formularz składany jest przez płatników podatku od spadków i darowizn, czyli obecnie przez notariuszy. W przypadku podatku od spadków, deklaracja ta do niczego nam się nie przyda.

SD-3 – to zeznanie podatkowe o nabyciu rzeczy i praw majątkowych. Gdy nie uda nam się skorzystać z żadnego zwolnienia, płacony podatek od spadków rozliczamy na tym właśnie druku. Zeznanie trzeba złożyć w terminie miesiąca od dnia powstania obowiązku podatkowego. Od razu warto też zauważyć, że w zeznaniu w polu 4 sami musimy określić datę powstania obowiązku podatkowego. Kłaniają się wcześniejsze wyjaśnienia na blogu poświęcone zasadom na jakich obowiązek podatkowy powstaje w przypadku podatku od spadków (np. wpis z 13 grudnia 2006).

SD-3A – to informacja o pozostałych podatnikach. To druk będący załącznikiem do zeznania SD-3, jak nie trudno się domyśleć. W załączniku musimy wsypać ;-) pozostałych nabywców spadku. To oczywiście żart :-)

SD-Z1 – to zgłoszenie nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych. To najważniejszy z formularzy. Od jego złożenia zależy – o czym kilka razy już na blogu pisałem – możliwość skorzystania ze zwolnienia dla najbliższej rodzinny (polecam wcześniejszy wpis na ten temat). Składa się go w terminie miesiąca od momentu powstania obowiązku podatkowego, czyli najczęściej w ciągu miesiąca od dani uprawomocnienia się postanowienia sądu stwierdzającego nabycie spadku.

Formularze aktywne. Wstawione w tym wpisie linki prowadzą do interaktywnych formularzy na stronie ministerstwa finansów. Takie formularze to oczywiście udogodnienie. Jednak nie mają one zbyt wielu zalet, poza tą że można wypełnić taki formularz na ekranie komputera. Największą wadą – świadczącą, że z interaktywnością nie do końca wszystko jest dobrze – jest brak walidacji formularzy. Inaczej mówiąc, formularz nie pilnuje tego, by wszystkie dane zostały do niego wpisane prawidłowo, jak przyzwyczaiły nas do tego np. programy do wypełniania PIT. Nie ma też mowy o zapisaniu formularza czy wysłaniu go drogą elektroniczną. Wypełniony formularz musimy wydrukować sobie sami i już tradycyjnie (pakując w kopertę) wysłać do urzędu. Dla zainteresowanych dostępna jest na stronach ministerstwa instrukcja wypełniania interaktywnych ;-) formularzy.

Dziś wyjątkowo krótko bo to już piątek :-) a to w redakcji sądny dzień, w który pracuje się do nocy :-(

07 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 4 – sprzedaż odziedziczonej nieruchomości

Opisywane, a właściwe przytoczone w całości na blogu pismo Ministerstwa Finansów w sprawie opodatkowania spadków, daje nam nie tylko odpowiedź na pytanie o to, które spadki będą opodatkowane na nowych zasadach, a które na starych – chociaż, jak wyjaśniałem błędną odpowiedź. Odpowiada także między wierszami na pytanie, w przypadku których nieruchomości znajdą zastosowanie stare, a w przypadku których nowe zasady opodatkowanie ich sprzedaży podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT). O kwestię tą byłem pytany już kilka razy i w listach do redakcji i komentarzach na blogu. Pora zatem na odpowiedź :-)

Skąd problem. Otóż do końca 2006 roku, sprzedaż otrzymanego w darowiźnie lub spadku mieszkania, domu czy innej nieruchomości, o której wspomina ustawa o PIT (art. 10 ust. 1 pkt 8), była zwolniona z podatku w każdym przypadku. A zatem, gdy ktoś odziedziczył dom, mógł go teoretycznie sprzedać bez konieczności płacenia PIT, nawet następnego dnia po odziedziczeniu. Teoretycznie, bo nie udałoby się go sprzedać z uwagi na rozwiązania przyjęte w prawie spadkowym. Nie zmienia to jednak faktu, że takie zwolnienie było. Przypomnę jeszcze tylko, że zwolnienie to wynikało z art. 21 ust. 1 pkt 32 lit. d ustawy o PIT (w brzmieniu jaki miała do końca 2006 roku).

Od 1 stycznia 2007 r. takiego zwolnienia już nie ma. Co gorsza sprzedając odziedziczoną lub otrzymaną w darowiźnie nieruchomość trzeba dziś od dochodu z takiej sprzedaży zapłacić 19% podatku. Podatku nie zapłacimy tylko wtedy, gdy sprzedaż nastąpi po pięciu latach od nabycia nieruchomości, albo gdy skorzystamy z tzw. ulgi meldunkowej, co wymaga zameldowanie się w tej nieruchomości na pobyt stały na co najmniej dwanaście miesięcy.

Nowe zasady dotyczą jednak tylko nieruchomości nabytych po 1 stycznia 2007 roku. A zatem ze „starego” zwolnienia, korzysta każdy podatnik, który nabył nieruchomość w spadku do 31 grudnia 2006 r. I tu odwołujemy się do ministerialnych wyjaśnień ;-) z których wynika, że „W przypadku nabycia rzeczy lub praw majątkowych tytułem spadku za dzień nabycia uznaje się dzień śmierci spadkodawcy. Zgodnie bowiem z art. 924 Kodeksu cywilnego spadek otwiera się z chwilą śmierci spadkodawcy, natomiast stosownie do przepisu art. 925 tej ustawy spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Prawomocne postanowienie sądu stwierdza nabycie spadku przez spadkobiercę (1025 § 1 K.c.).”. Jako, że z tymi wyjaśnieniami trudno się nie zgodzić, możemy już sobie powiedzieć, że ze starego zwolnienia korzystają wszystkie nieruchomości odziedziczone w ramach spadków otwartych do końca 2006 roku. A zatem jeżeli spadkodawca zmarł przed 1 stycznia 2007 r., przy sprzedaży odziedziczonej po nim nieruchomości, spadkobierca korzysta ze zwolnienia z PIT, niezależnie od tego, kiedy taką nieruchomość sprzeda.

Co jednak, gdy śmierć spadkodawcy nastąpiła po 1 stycznia 2007 r. ? Cóż, czeka nas rozliczanie się na nowych zasadach. Podatku można uniknąć w dwóch przypadkach:

- Po pierwsze, gdy ze sprzedażą zaczekamy co najmniej rok, meldując się równocześnie w nieruchomości na pobyt stały – art. 21 ust. 1 pkt 126 ustawy o PIT przewiduje, że przychody uzyskane z odpłatnego zbycia: budynku mieszkalnego, jego części lub udziału w takim budynku, lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość lub udziału w takim lokalu, spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub udziału w takim prawie, prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej lub udziału w takim prawie – jeżeli podatnik był zameldowany w budynku lub lokalu na pobyt stały przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy przed datą zbycia. Trzeba tylko pamiętać, że zwolnienie ma zastosowanie łącznie do obojga małżonków oraz że zwolnienie ma zastosowanie do przychodów podatnika, który, w terminie 14 dni od dnia dokonania odpłatnego zbycia nieruchomości lub prawa majątkowego, złoży oświadczenie, że spełnia warunki do zwolnienia. Bez takiego oświadczenia zwolnienia nie będzie.

- Po drugie, gdy zaczekamy ze sprzedażą pięć lat – opodatkowaniu podlegają bowiem tylko dochody ze sprzedaży dokonanej przed upływem pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie nieruchomości – co wyraźnie wynika z art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT.

I to na razie tyle :-)

Aha, zapomniałbym. O opodatkowaniu spadków duży dodatek w papierowej wersji GP w piątek. oczywiście będzie on dostępny również w wersji elektronicznej. Ale obawiam się, że odpłatnie. Za to można będzie poczytać kogoś więcej niż ja :-) ja tym razem zamilknę … ale rzecz jasna nie na blogu ;-)

07 lutego 2007

Stronniczy przegląd prasy – czyli tropem naszych publikacji

VAT nie powinna płacić gmina ani użytkownik wieczysty – pisze dziś w Rzeczpospolitej Anna Grabowska. Tekst opisuje uchwałę siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 8 stycznia 2007 r. w spornej od dawna sprawie opodatkowania VAT użytkowania wieczystego. Sama publikacja koncentruje się oczywiście nie tylko na uchwale, ale i jej skutkach. Można zatem przeczytać, że jak starać się o odzyskanie „bezpodstawnie” naliczonego podatku.

A teraz już zwyczajowo mały skok w przeszłość. Gazeta Prawna z 9 stycznia, czyli w dzień po uchwale NSA pisała: „Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował 8 stycznia, że umowy o użytkowanie wieczyste, które zostały ustanowione przed wejściem w życie nowej ustawy o VAT, nie podlegają opodatkowaniu. Zdaniem sądu do opłat rocznych, jakie płacą użytkownicy, nie trzeba też doliczać VAT ani pomniejszać o niego opłaty. Dotyczy to umów podpisanych przed 1 maja 2004 r.” I dalej: „To nie koniec dobrych wiadomości. Co prawda sama zmiana linii orzeczniczej co do zasady nie jest podstawą do domagania się zwrotu pieniędzy. W tym jednak przypadku sytuacja wygląda inaczej. (...) gmina, która odprowadzała VAT od opłat rocznych od umów użytkowania wieczystego zawartych przed 1 maja 2004 r. może wystąpić z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty”

To tylko dwa krótkie fragmenty naszej analizy, której pełny tekst można znaleźć tutaj. W Rzeczpospolitej, polecam natomiast komentarz Tomasza Michalika dotyczący korekty rozliczeń, jakich powinna dokonać gmina.

Z kolei Dziennik napisał 5 lutego na swoich stronach internetowych, że: „Odkąd zniknęły znaczki skarbowe, są same problemy. Bo ustawa o opłatach pobieranych zamiast nich w urzędach to bubel. Właśnie wyszło na jaw, że nie wiadomo, czy za wykreślenie wpisu o działalności gospodarczej należy płacić, czy nie?”. Tym razem nie musimy się nawet cofać w czasie. Tego samego dnia w GP ukazał się tekst w którym pisaliśmy: „Gminy nie wiedzą, jak powinny interpretować przepisy o opłacie skarbowej. Nie ma pewności, czy jest opłata za wykreślenie wpisu z ewidencji działalności. Eksperci twierdzą, że wykreślenie podlega opłacie, resort – że płacić nie trzeba”. Tekst na stronach Dziennika był streszczeniem tej publikacji, chociaż nazwa Gazeta Prawna nie pojawiła się tam ani razu.
Zastrzegam się jednak, że Dziennikowi zdarza się to rzadko. I tak 6 lutego, na tych samych stronach pojawiła się notka o podwyżce od września akcyzy na olej opałowy, którą zaplanował resort finansów. Tym razem już z odesłaniem do naszej publikacji :-)

06 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 3 – czyli gdzie się rozliczać

Dziś kolejna kwestia związana z opodatkowaniem spadków i darowizn. Czyli odpowiedź na pytanie, w którym urzędzie skarbowym się rozliczać. Muszę przyznać, że to kwestia rzeczywiście zagmatwana i sam się omal w niej nie pogubiłem, gdy dostałem pierwszego maila z takim pytaniem. Ale jako, że już się nauczyłem ;-) nabytą wiedzę czym prędzej przekazuje na spadkowym blogu GP :-)

I tak do rozliczenia podatku od:

- spadku i zachowku – właściwy miejscowo jest naczelnik urzędu skarbowego według miejsca położenia przedmiotów majątkowych nabytych w drodze spadku, a jeżeli przedmioty te są położone na obszarze działania dwóch lub więcej naczelników urzędów skarbowych - według ostatniego miejsca zamieszkania spadkodawcy, a w przypadku braku takiego miejsca - według ostatniego miejsca jego pobytu,

- wkładów oszczędnościowych wypłacanych na podstawie dyspozycji wkładcy na wypadek śmierci, jeżeli nabywca wkładów oszczędnościowych nie jest równocześnie spadkobiercą wkładcy (gdyby był, obowiązuje zasady z poprzedniego punktu) – właściwy miejscowo jest naczelnik urzędu skarbowego według ostatniego miejsca zamieszkania wkładcy,

- jednostek uczestnictwa nabytych na podstawie dyspozycji uczestnika funduszu inwestycyjnego otwartego albo specjalistycznego funduszu inwestycyjnego otwartego na wypadek jego śmierci, jeżeli nabywca jednostek nie jest równocześnie spadkobiercą uczestnika funduszu (gdyby był obowiązuje zasada z punktu pierwszego) – według ostatniego miejsca zamieszkania uczestnika funduszu,

- spadku lub darowizny gdy całość lub część rzeczy położona jest za granicą lub prawa majątkowe podlegające wykonaniu za granicą - właściwy miejscowo jest naczelnik urzędu skarbowego według miejsca zamieszkania spadkobiercy lub obdarowanego w dniu nabycia spadku lub otrzymania darowizny, a w przypadku braku takiego miejsca - według ostatniego miejsca ich pobytu.

I to tyle. A co z tego wynika ? Otóż, że to do tych właśnie naczelników należy kierować zgłoszenie o nabyciu spadku potrzebne do zwolnienia go z podatku (czyli SD-Z1) lub zeznanie podatkowe SD-3. gwoli ścisłości – na stronach internetowych Ministerstwa Finansów dostępne są te formularze w wersji interaktywnej, a zatem umożliwiającej wypełnienie ich poprzez przeglądarkę internetową.

Na konto urzędu kierowanego przez wymienionych wcześniej naczelników wpłacamy także ewentualny podatek. Pamiętajmy przy tym, że urzędy skarbowe mają wyodrębnione rachunki dla wpłat z tytułu podatku spadkowego. Numery te można sobie sprawdzić na stronach ministerstwa finansów.

I na koniec jeszcze słowo z czego to wszystko wynika. Otóż, taką sekretną wiedzę dostarcza nam lektura § 7 rozporządzenia ministra finansów z dnia 22 sierpnia 2005 r. w sprawie właściwości organów podatkowych (Dz.U. nr 165 poz.  1371 z późn.zm.). Stąd i moja mądrość cała. W razie dodatkowych pytań do tematu chętnie wrócę.

I tu od razu uwaga. Wydana niedawno książka pani Krystyny Chusteckiej – „Nowe zasady opodatkowania spadków i darowizn w 2007 roku”, błędnie odwołuje się w tym zakresie do poprzedniego rozporządzenia (str. 104). Warto o tym pamiętać, przy lekturze tej książki. Pozycja ta chociaż ciekawa nie odpowiada niestety na żadne z kluczowych dla opodatkowania spadków według nowych zasad pytań. A szkoda, bo poprzednie wydanie tej publikacji jest całkiem niezłe :-) Na szczęście różnice między rozporządzeniami są w zasadzie żadne.

05 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 2 – czyli zrzekanie się spadku

Jakiś czas temu pojawiły się w komentarzach pytania o zrzeczenie się spadku. Obiecałem wówczas wrócić do tego tematu, korzystając zatem z okazji, że mój pięcioletni maluch czuje się już lepiej, kilka wyjaśnień na ten właśnie temat.

Otóż, od razu wyjaśniam. Spadku po jego otwarciu nie można się już zrzec. Można go tylko odrzucić lub przyjąć, w sposób opisywany już na moim blogu. Kodeks cywilny nie stwarza możliwości zrzeczenia się prawa do dziedziczenia na korzyść innej osoby.  Można jednak zrzec się dziedziczenia w ogóle. Aby oświadczenie o zrzeczeniu się spadku było skuteczne musi być złożone w formie aktu notarialnego. Musi to też być umowa między spadkobiercą ustawowym a przyszłym spadkodawcą. Czyli umowa musi być zawarta jeszcze przed śmiercią spadkodawcy. Wyłącza ona zrzekającego się od dziedziczenia w ogóle. W zasadzie o ile w umowie nie zostanie postanowione inaczej zrzeczenie takie dotyczy także zstępnych zrzekającego się (a zatem jego dzieci, wnuków etc.).

Od momentu śmierci spadkodawcy spadek stanowi wyodrębnioną masę majątkową, której własność przysługuje wszystkim spadkobiercom. Oczywiście wspólność majątku spadkowego ma charakter przejściowy. W pewnym momencie musi nastąpić tzw. dział spadku, czyli podział pozostawionego przez spadkodawcę majątku między poszczególnych spadkobierców, stosownie do ich udziału w spadku. Kodeks cywilny przewiduje, że dział spadku może nastąpić w jednej z dwóch form. Pierwszą z nich jest umowa (umowa o dział spadku) zawarta między wszystkimi spadkobiercami. Przy czym jeżeli do spadku należy nieruchomość, umowa o dział spadku musi być zawarta w formie aktu notarialnego. To oczywiście wymaga porozumienia między spadkobiercami. Innymi słowy trzeba się między sobą zwyczajnie dogadać. Wystarczy brak zgody jednego ze spadkobierców i umowy takiej już nie będzie można zawrzeć. Drugą formą w której może nastąpić dział spadku jest orzeczenie sądu wydane na żądanie któregokolwiek ze spadkobierców. Ta forma jest wykorzystywana najczęściej wówczas, gdy spadkobiercy nie bardzo mogą się między sobą dogadać. Dlatego do wydania orzeczenia wystarcza wniosek jednego spadkobiercy. Co oczywiście nie oznacza, że składająca taki wniosek osoba cokolwiek więcej na tym zyskuje, niż wynika to z samego dziedziczenia ;-)

Jeśli wszyscy spadkobiercy zgadzają się co do formy i sposobu podziału spadku, można zawrzeć wspomnianą umowę. Sposób i warunki podziału określamy w umowie sami – i znów – wszyscy zgodnie, a gdy ktoś się nie zgadza zostaje nam tylko sąd. Nasza swoboda ograniczona jest tylko przez zastrzeżenie, że nie możemy zmieniać wielkości przysługujących nam udziałów w spadku. Ale to żaden kłopot. A to dlatego, że w ramach umowy spadkobiercy mogą zbyć na rzecz innych spadkobierców zarówno swoje udziały w spadku, jak i udziały w poszczególnych przedmiotach, które w ramach spadku im przypadły. Czyli można np. przekazać w ramach takiej umowy swoją połowę odziedziczonego domu drugiemu spadkobiercy.

Podział spadku może oczywiście przybrać różną postać. Może być tak, że poszczególne rzeczy rozdzielamy między siebie, a ewentualne różnice są (gdy ktoś otrzymał rzec cenniejszą niż wynikałoby to z przysługującej mu części spadku) wyrównywane są w formie spłat na rzecz innych spadkobierców. Może być również tak, że jakaś rzecz zostanie sprzedana i spadkobiercy podzielą się uzyskanym z tej sprzedaży zyskiem. Oczywiście możliwe jest także zbycie udziału w spadku na rzecz innego spadkobiercy. To o tej czynności mówi się najczęściej, że nastąpiło zrzeczenie się spadku na rzecz innej osoby. Niesłusznie. To już nie zrzeczenie się, ale zbycie udziału spadkowego.

Kodeks cywilny przewiduje, że jest to możliwe. Spadkobierca, który przyjął spadek, może ten spadek zbyć w całości lub w części. Może też zbyć udział w spadku. I tu znów wymagana jest forma aktu notarialnego. Sama umowa zbycia może mieć zaś różny charakter. Może to być umowa sprzedaży, zmiany lub darowizny. Takiego zbycia można jednak dokonać tylko tak długo jak spadek jest tzw. wyodrębnioną masą majątkową, czyli do chwili gdy nastąpi dział spadku. Później zbycie tego co otrzymaliśmy w ramach działu spadku, traktowane jest w zależności od tego czy ma charakter odpłatny czy nie, albo jako sprzedaż albo jako darowizna. W przypadku skutecznego zawarcia umowy o zbycie spadku, nabywca – niezależnie od tego czy jest nim osoba nie będąca spadkobierca czy inny spadkobierca – wstępuje w prawa i obowiązki spadkobiercy. Czyli osoby o której nabył spadek lub jego część. No i to na razie koniec przynudzania ;-)

05 lutego 2007

Cudowne odkrycie powrotu sprawdzonego podatnika

Rzeczpospolita dotarła do pisma, które wraz z wytycznymi rozesłał do wszystkich dyrektorów izb i urzędów skarbowych w kraju wiceminister finansów Marian Banaś” – pisze dziś Grażyna J. Leśniak. Do czego ciekawego „dotarła” Rzeczpospolita ? Do informacji, że urzędy skarbowe będą uprzedzać o planowanych kontrolach. Wygląda na to, że Rzeczpospolita musiała uruchomić co najmniej połowę dawnego WSI ;), żeby o tej akcji się dowiedzieć ;-)

A teraz cofnijmy się do poniedziałku 22 stycznia, czyli o „tradycyjne dwa tygodnie”. Dlaczego tradycyjne, o tym za chwilę. Zmieniamy też tytuł – Gazeta Prawna pisała tego dnia: „W 2007 roku przedsiębiorca, który prowadzi firmę od co najmniej 24 miesięcy, będzie informowany o planowanej kontroli fiskusa z wyprzedzeniem od 14 do 30 dni. Ministerstwo Finansów od początku 2007 roku rozszerza akcję dotyczącą informowania przedsiębiorców o planowanej kontroli podatkowej. Tego typu program pilotażowy był już prowadzony od kwietnia 2006 roku w trzech województwach: dolnośląskim, pomorskim i lubelskim. Pilotaż był podyktowany pierwotnymi zmianami w Ordynacji podatkowej, które miały wejść w życie 1 stycznia i które zakładały wprowadzenie instytucji sprawdzonego podatnika. Jednym z uprawnień sprawdzonego podatnika miało być właśnie informowanie o kontroli podatkowej. (...).”. To tylko krótki fragment początku artykułu na ten sam co w Rzeczpospolitej temat. Pełny tekst artykułu, w którym wyjaśnione zostały m.in. zasady na jakich podatnicy będą informowani o kontrolach, a także kto na teki przywilej nie ma co liczyć, dostępny jest tutaj :-)

Po co o tym piszę ? Z prostego powodu. Pisanie po tym, gdy jakaś informacja została już upubliczniona w kategoriach wielkiego odkrycia („X dotarła do...”) jest moim zdaniem nieuczciwe wobec czytelników. Jest także nieuczciwością dziennikarza wobec własnego wydawcy, no chyba że odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem redakcji. Tymczasem ze zjawiskiem ponownego odkrywania opisanych już wiadomości po odczekaniu mniej więcej dwóch tygodni, po to by news zatarł się już w pamięci czytelników, mamy ostatnio do czynienia coraz częściej. Cel jest prosty. Przekonać czytelnika, że dostarcza mu się informacji jako pierwszy tytuł w historii. Nawet, gdy informacja ta jest mu już znana. Może się mylę, ale uważam takie działania za nieuczciwe.

Nie znaczy to, że jest dla mnie czymś złym, że poszczególne tytuły prasowe „inspirują się” nawzajem. Trudno, żeby było inaczej. Ale uczciwie byłoby w takim przypadku nie pisać o czymś w kategoriach „dotarcia” do – w domyśle – ukrytych przed światem faktów. W atmosferze sensacji i newsa.

I jeszcze gwoli ścisłości. Sprawdzony podatnik, o którym wspominają obydwa artykuły, miał być wprowadzony do Ordynacji podatkowej – tak jak pisze o tym GP, a nie do ustawy o VAT, jak zdaje się sugerować drugi akapit artykułu w Rzeczpospolitej. Wbrew temu co pisze Rzeczpospolita, uprzedzanie o kontrolach sprawdzonego podatnika wcale nie miało też ograniczać się tylko do podatników VAT. Zainteresowanym i niedowiarkom ;-) polecam lekturę odpowiedniego druku sejmowego (druk nr 731).

04 lutego 2007

Zwrot akcyzy za samochody używane z UE w specjalnej ustawie?

Wnioski o zwrot akcyzy będą weryfikowane przez organy celne przy zastosowaniu cen  rynkowych, a jednym ze źródeł pozwalających ustalić takie ceny są ceny katalogowe samochodów używanych. Stanie się tak jednak nie dlatego, że tak chce ministerstwo finansów, ale dlatego, że taką ścieżkę zwrot akcyzy nakazał stosować Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) – tłumaczy w rozmowie z moją redakcyjna koleżanką wiceminister finansów Jacek Dominik. Rozmowa ukaże się w poniedziałkowym wydaniu GP. Ja miałem szczęście przeczytać ją tuż po autoryzacji. Jest ciekawa. Czego się dowiem? Otóż minister Dominik zapowiada, że chociaż zwrot nadpłaconej akcyzy będzie odbywał się zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej, to najprawdopodobniej potrzebna też będzie specjalna ustawa. I chociaż tego już nie mówi, nie ma wątpliwości, że chodzi o ustawę, która da organom celnym prawo do zmiany ceny samochodu zadeklarowanej w zgłoszeniu przez podatnika. Dziś – na podstawie obowiązujących przepisów ustawy o podatku akcyzowym – organy celne nie mają podstaw do takiej weryfikacji, chociaż celnicy przekonują z uporem, że takie prawo im przysługuje. Trudno jednak im wskazać przepis, który takie uprawnienie by im nadawał.

A zatem wszystko wskazuje na to, że osoby które sprowadziły z UE używany samochód starsze niż dwa lata, przed 1 grudnia 2006 r. (od 1 grudnia stawki akcyzy są już zgodne z wytycznymi ETS – o czym pisałem jakiś czas temu na blogu), a teraz będą chciały odzyskać nadpłacona akcyzę, czeka po złożeniu wniosku o zwrot weryfikacja zadeklarowanej ceny samochodu. Ceny które była podstawą naliczenia akcyzy. To już pewny scenariusz. Orzeczenie ETS rzeczywiście o tym wspomina. A resort finansów od dawna przekonuje, że w 90% przypadków deklarowana cena samochodu była zaniżona.

Cóż, może i była. Ale chyba każdy rozsądnie myślący człowiek przyzna, że w obliczu obowiązujących do końca listopada 2006 roku stawek akcyzy na używane samochody, trudno byłoby się spodziewać, że ktoś zdrowo myślący zachowa się inaczej. Przecież w skrajnych przypadkach od 10-letnigo samochodu wartego 2000 zł, trzeba było zapłacić 1300 zł podatku. To oczywisty absurd. Prawda jest taka, że aby tak horrendalne podatki płacić, trzeba było się wykazać nie lada patriotyzmem. Trudno przecież nie przyznać racji tym podatnikom, którzy od początku przekonywali, że w sprawie samochodowej akcyzy państwo stosuje iście zbójeckie metody.

Oczywiście osobiście nie pochwalam oszukiwania fiskusa. Bo to w sumie oszukiwanie nas wszystkich. Siebie samego oczywiście też. W większym lub mniejszym stopniu z budżetu zdarza się korzystać każdemu z nas. Dziwi mnie tylko to, że o ile w przypadku rodaków pracujących w Anglii większość polityków walczy o abolicję podatkową i darowanie im win wszelakich (choć tych wcale tak dużo nie ma), to jakoś o rodakach zmuszonych do borykania się z trudami dnia codziennego w szarej, pokręconej polskiej rzeczywistości, nikt z polityków nie pomyślał. Samochodziarzom, nikt podatków odpuścić nie chce. Ale taka właśnie jest nasza polska równość i sprawiedliwość. To smuci. Chociaż od razu zastrzegam się, że osobiście nie jest za żadną ze wspomnianych abolicji. Wręcz przeciwnie. Nie widzę powodów by jedni mieli uczciwie płacić podatki, a inni mieliby być z tego obowiązku zwalniani, z takiego czy innego powodu. Jeśli jednak tak jak w przypadku samochodów sprowadzanych z zagranicy, winne jest i państwo, nie powinno ono nadmiernie utrudniać swoim obywatelom odzyskania tego, co zostało im niesłusznie zabrane.

I to tyle mojego niedzielnego marudzenia ;-). Pełny tekst wywiadu z ministrem Dominikiem w poniedziałkowym wydaniu GP. Wszystkich, którzy mają akcyzowe kłopoty z samochodami sprowadzonymi z Unii, do uważnej lektury tej rozmowy gorąco zachęcam. Sporo z niego będzie się można dowiedzieć o intencjach resortu finansów. A także o kłopotach, jakie z odzyskaniem akcyzy będą mieli podatnicy, którzy w międzyczasie sprzedali sprowadzone z zagranicy samochody.

02 lutego 2007

Znaki opłaty skarbowej wracają do łask

Do końca 2007 roku podatnicy będą mieli możliwość korzystania ze znaków opłaty skarbowej, mimo że formalnie zostały one zlikwidowane od 1 stycznia. Takie rozwiązanie chce wprowadzić Ministerstwo Finansów. Właśnie poinformował o tym wiceminister Jacek Dominik. Sprawę ma rozwiązać szybka nowelizacja ustawy o opłacie skarbowej. To dobrze. Ministerstwo wreszcie poszło po rozum do głowy. Sporo osób ma całkiem spore zapasy takich znaków, które mimo że opłacone straciły 1 stycznia jakąkolwiek wartość. Resort nie był też w stanie zorganizować właściwej procedury ich zwrotu. Teraz sprawa zostanie rozwiązana. Nie da się ukryć, że niebagatelną rolę odegrała w tym przypadku prasa. To dzięki nagłośnieniu problemu w mediach ministerstwo, które wcześniej nie widziało problemu, dziś ten problem rozwiązuje w sposób korzystny dla podatników.  I chociaż pozostaje niesmak związany z tym, że problem powinien był być rozwiązany już w momencie likwidacji znaków opłaty skarbowej, tak by podatnikom oszczędzić niepotrzebnych nerwów, to jednak lepiej późno niż wcale. Oby był to dobry prognostyk, także do załatwienia innych problemów, jak wielokrotnie opisany na blogu problem z opodatkowaniem spadków.
29 stycznia 2007

Podatki według Jana Rokity

Jan Rokita zaprezentował wczoraj na specjalnej konferencji dorobek prac „gabinetu cieni” PO, którym od roku kieruje. Według niego, jest to projekt programu reprezentowanej przez niego partii. I chociaż sama partia nie do końca się do tego przyznaje, warto przyjrzeć się temu, co mam nam do zaproponowania platforma. Na szczęście do dokumentu tego udało się dotrzeć bez trudu. Na początek kilka cytatów z ogólnej części dokumentu, w zakresie w jakim dotyczą podatków. Cóż, zatem z dokumentu „premiera Rokity” da się wyczytać:

(...) REORGANIZACJE WEWNĄTRZ MINISTERSTW:
1. Ministerstwo Finansów – z Ministerstwa Finansów chcemy wydzielić:
- odpowiedzialność za kształtowanie strony wydatkowej budżetu, przenosząc ją do KPRM (w przeciągu dwóch najbliższych lat zmieniając budżet wydatków państwa na tzw. budżet zadaniowy), w MF zostałaby odpowiedzialność za określenia dopuszczalnego całkowitego poziomu wydatków rządu, a także bieżące zarządzanie wykonywaniem budżetu,
- nadzór nad audytem wewnętrznym i przenieść do KPRM,
W przyszłości proponujemy utworzyć jeden centralny urząd odpowiedzialny za pobór podatków, ceł i składek na ubezpieczenia społeczne po to, aby zintegrować funkcje i aparaty egzekucyjne funkcjonujące obecnie odrębnie w ramach aparatu skarbowego, urzędów celnych oraz ZUS. Celem takiej integracji powinno być nie tylko obniżenie kosztów i zwiększenie skuteczności poboru, ale również zmniejszenie obciążeń administracyjnych podmiotów gospodarczych, wynikających z konieczności przygotowywania odrębnych sprawozdań i rozliczeń dla różnych instytucji pobierających podatki i przymusowe świadczenia. Łączyć się to powinno z zasadniczym uproszczeniem w kalkulacji podatków i parapodatków m.in. usunięcie nieuzasadnionych różnic w określaniu dochodu dla celów podatkowych i dla celów naliczenia składek na ubezpieczenia społeczne.
(...)

(...) II.2.2. PLANOWANIE DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ
Już na etapie planowania pojawiają się bariery, które utrudniają, a nawet uniemożliwiają rozpoczęcie działalności gospodarczej. Przedsiębiorcom brakuje wielu istotnych i wiążących informacji, które są konieczne, aby przygotować analizę biznesową i podjąć decyzję o jej rozpoczęciu. W efekcie rośnie ryzyko biznesowe, które często prowadzi do zaniechania rozpoczęcia nowego przedsięwzięcia.
W związku z tym należy rozszerzyć zakres i zapewnić jednolitość wiążących interpretacji prawa. Dlatego, osoby planujące podjęcie działalności gospodarczej, a nie tylko prowadzące już działalność, powinny mieć prawo do ubiegania się o wiążące interpretacje. Należy rozszerzyć zakres wiążących interpretacji prawa podatkowego, na inne niż podatki daniny publiczne (m. in. składki ZUS) oraz wprowadzić zapytania dotyczące warunków prowadzenia działalności.
Docelowo wydaniem wiążących interpretacji powinny zajmować się:
- Urzędy skarbowe — w zakresie prawa podatkowego,
- Oddziały i inspektoraty Zakładu Ubezpieczeń Społecznych - w zakresie składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne,
- Państwowa Inspekcja Pracy — w zakresie prawa pracy,
- Urzędy gmin i powiaty — w zakresie opłat lokalnych i warunków niektórych rodzajów działalności,
- Specjalistyczne inspekcje — w zakresie warunków prowadzenia reglamentowanych rodzajów działalności.
Jednolitość interpretacji należy zapewnić poprzez zobowiązanie Ministra Finansów, Prezesa ZUS i innych organów administracji do wyznaczenia jednego urzędu w kraju do wydawania wiążących interpretacji (analogicznie do sytuacji, gdzie jeden wyznaczony wojewódzki urząd statystyczny wydaje numery klasyfikacji statystycznej dla firm z całego kraju). Oznacza to, w szczególności, wyznaczenie jednego urzędu skarbowego dla wydawania interpretacji podatkowych, przy czym, wnioski podatników o interpretacje byłyby składane za pośrednictwem lokalnych urzędów skarbowych. Należy również publikować wydawane interpretacje w portalu internetowym.
(...)

Mój komentarz: Hm, wydawanie interpretacji przez jeden urząd, w tym wypadku ministra finansów, zacznie się już 1 lipca 2007 r. Taką zmianę przewiduje ostatnia nowelizacja Ordynacji podatkowej. Inna rzecz, że wszystko wskazuje na to – o czym pisaliśmy w GP już kilka razy -, że niczego to nie zmieni. Wydawaniem interpretacji i tak będą zajmowały się upoważnione organy podatkowe: czyli naczelnicy urzędów skarbowych lub dyrektorzy izb skarbowych. Pomysł, poza tym że nienowy ma też inny mankament. Rocznie wydawanych jest około 70 tys. indywidualnych interpretacji podatkowych. O sprawach ZUS nie wspominam. Jak duży zatem musiałby być i ile kosztować taki wyspecjalizowany urząd ? Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby moim zdaniem powierzenie tego zadania Krajowej Informacji Podatkowej (KIP), skora już taka instytucja powstała. W dodatku i tak udziela ona już takich wyjaśnień. Tyle, że nie maja one charakteru wiążącego. Czyli tak naprawdę zdają się psu na budę. A tak na marginesie, lepiej chyba byłoby założyć w programie, że przepisy podatkowe zostaną tak uproszczone i tak jasno napisane ;), że wydawanie interpretacji potrzebne nie będzie. To dopiero byłoby osiągnięcie. A tak mamy powtórkę z tego co i tak już jest lub lada moment będzie. Szkoda, że PO nie przemyślało sprawy na poważnie. Przedstawione propozycję trącą bowiem aż nadto widoczną amatorszczyzną.

(...) Proponujemy ograniczenie częstotliwości składania przez małe firmy deklaracji podatkowych, uproszczenie formularzy podatkowych i ZUS-owskich. Należy także upowszechnić wykorzystanie Internetu do składania deklaracji. W szczególności proponujemy:
- Likwidację obowiązku składania comiesięcznych deklaracji na zaliczkę podatku dochodowego oraz deklaracji wypełnianych przez ryczałtowców. Przedsiębiorca mógłby dokonywać tylko jednego rocznego rozliczenia. Zmiana dotyczyłaby małych przedsiębiorców, którzy na podstawie prowadzonej dokumentacji przychodów i rozchodów odprowadzaliby podatek raz w roku,
- Likwidację obowiązku składania miesięcznych deklaracji na podatek VAT (wprowadzenie rocznego rozliczenia). Przedsiębiorca nadal prowadziłby jednak rejestr sprzedaży i zakupów. Na podstawie tych danych odprowadzałby podatek.
(...)

Mój komentarz: Przedstawiciele platformy najwyraźniej nie zauważyli, że obowiązek składania takich deklaracji został już zniesiony. Ryczałtowcy od lat zaś mają obowiązek składania jedynie zeznania rocznego. Zresztą deklaracje miesięczne to dla ryczałtowców zupełnie obca sprawa. Kiedyś składali dwie deklaracje: półroczną i zeznanie roczne. Ta pierwsza została jednak już dość dawno zlikwidowana. Co zatem chce zmieniać PO ? Wstyd moi panowie. Oj wstyd. :-( Widać, że sprawy podatkowe są ekspertom Platformy zupełnie obce. Nie wiem też, czy likwidacja miesięcznych deklaracji VAT, nie przyniosłaby więcej szkód niż pożytku. Trzeba by też jakoś rozwiązać kwestię podatku do zwrotu. Gdzie go wykazać, w specjalnym wniosku ? Ale to rzecz, nad którą wspólnie z Państwem chętnie się zastanowię. Podyskutować warto :-)

29 stycznia 2007

Mały komentarz do stanowiska MF w sprawie opodatkowania spadków

Myślę, że wszyscy zdążyli już przetrawić odpowiedź resortu finansów, w sprawie opodatkowania spadków. Pora zatem na krótki komentarz. ;-)

Cóż, z większością wywodów ministerstwa finansów muszę się niestety zgodzić. Z większością, ale nie ze wszystkimi. Uważam, że nieprawdziwe jest twierdzenie, że ( tu cytat):”Jeżeli nabycie majątku nastąpiło w okresie od 13 maja do 31 grudnia 2006 r. osoby te mogą skorzystać z ulg wyłącznie w zakresie art. 4 ust. 1 i art. 16 ustawy, gdyż przepisy przejściowe nie dotyczą przepisu art. 4a upsd.”

O kwestii tej pisałem już we wpisie z 13 grudnia ub.r. Teraz zatem tylko przypominam, że przepis art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. nr 222, poz. 1629; dalej zwana będzie dla ułatwienia nowelizacją) przewiduje, że „Przepis art. 4 ust. 4 ustawy wymienionej w art. 1, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, ma zastosowanie również do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 r.” Oczywiście ustawa wymieniona w art. 1 to ustawa z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn (t.j. Dz.U. z 2004 r., nr 142, poz. 1514 z późn.zm.; dalej zwana ustawą).

W myśl zacytowanego przepisu, kluczowy dla nas art. 4 ust. 4 ustawy ma brzmienie: „Zwolnienia określone w ust. 1 i w art. 4a stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa." Podkreślenie pochodzi oczywiście ode mnie ;-)

Z zacytowanych przepisów jasno wynika zatem, że do wskazanych w art. 4 ust. 4 ustawy osób, zastosowanie mają zarówno przepisy art. 4 (ogólne zwolnienia od podatku od spadków i darowizn), jak i art. 4a (zwolnienie obejmujące najbliższą rodzinę). Mimo zatem, że art. 4a wszedł w życie dopiero 1 stycznia 2007 r., to z mocy art. 3 ust. 2 nowelizacji, ma zastosowanie do wszystkich spadków otwartych począwszy od 13 maja 2006 r. Wystarczy zatem by śmierć spadkodawcy nastąpiła po 12 maja 2006 r., by spadkobierca był obywatelem polskim i należał do kręgu najbliższej rodzinny spadkodawcy, by móc skorzystać z nowego zwolnienia wynikającego z art. 4a ustawy. I tyle. I chociażby resort finansów bardzo się starał, to taką interpretację przed sądem administracyjnym będzie mu bardzo trudno podważyć.

Z wyjaśniania skąd ta data czuję się w tym miejscu o tyle zwolniony, że zrobiło to za mnie wyczerpująco Ministerstwo Finansów w piśmie, które w całości zamieściłem na blogu :-)

25 stycznia 2007

Wjaśnienie Ministerstwa Finansów w sprawie opodatkowania spadków

Dzięki uprzejmości jednego z Czytelników bloga i za jego zgodą (serdecznie dziękuję) najświeższa, bo z wczoraj (z 24 stycznia) odpowiedź Ministerstwa Finansów w interesującej wszystkich sprawie opodatkowania spadków. Publikuje ją w całości i dziś bez komentarza. Czekam za to na pytania, które nasuną się w związku z tą ciekawą lekturą.

Odpowiadając na Pana pismo, przekazane pocztą elektroniczną w dniu 10 stycznia 2007 r., w sprawie stosowania znowelizowanych przepisów ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz przepisów wykonawczych, Departament Podatków i Opłat Lokalnych Ministerstwa Finansów uprzejmie informuje:

Zmiany w ustawie z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn (Dz. U. z 2004 r. Nr 142, poz. 1514, z późn. zm.), zwanej dalej „uspd”, wprowadzone ustawą z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz. U. Nr 222, poz. 1629), dotyczące zwolnienia od podatku od spadków i darowizn osób najbliższych, weszły w życie z dniem w życie z dniem 1 stycznia 2007 r. Przepisy te znajdą zastosowanie do tych przypadków, w których nieodpłatne nabycie rzeczy lub praw majątkowych nastąpiło po 1 stycznia 2007 r. Przepisy upsd nie zawierają własnej definicji nabycia spadku, a zatem należy stosować w tym względzie przepisy Kodeksu cywilnego. W przypadku nabycia rzeczy lub praw majątkowych tytułem spadku za dzień nabycia uznaje się dzień śmierci spadkodawcy. Zgodnie bowiem z art. 924 Kodeksu cywilnego spadek otwiera się z chwilą śmierci spadkodawcy, natomiast stosownie do przepisu art. 925 tej ustawy spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Prawomocne postanowienie sądu stwierdza nabycie spadku przez spadkobiercę (1025 § 1 K.c.).

W świetle przepisów K.c. nabycie spadku jest uzależnione od woli spadkobiercy. Oświadczenie woli w tym przedmiocie może być złożone w terminie sześciu miesięcy, który liczony jest od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o tytule swego powołania do dziedziczenia (art. 112, 1015 § 1 K.c.), niemniej oświadczenie złożone ustnie lub na piśmie z podpisem urzędowo poświadczonym (art. 73 § 2, 1018 § 3 k.c.) w tym terminie przed sądem lub notariuszem oznacza definitywne - zgodnie z jego wolą - nabycie spadku w chwili jego otwarcia (ze skutkiem ex tunc).

Przepis art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej rozstrzyga, które upsd mają zastosowanie do nabycia, które nastąpiło przed dniem 1 stycznia 2007 roku. Celem przepisów przejściowych jest uregulowanie przez ustawodawcę stosunków prawnych, które powstały przed wejściem w życie nowej regulacji, a ich skutki prawne trwać będą również po jej wejściu w życie. Zgodnie z powołanym przepisem przejściowym, określonym w art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej, do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy (1 stycznia 2007 r.), stosuje się przepisy upsd, w brzmieniu obowiązującym przed dniem wejścia w życie ustawy zmieniającej. Przepisy przejściowe ustawy zmieniającej nie regulują wpływu nowego (dodanego) przepisu art. 4a upsd na stosunki powstałe pod działaniem ustawy dotychczasowej (przed zmianą), a zatem do nabycia majątku w drodze spadku przed 1 stycznia 2007 r., przepis ten nie może mieć zastosowania. Przepisy przejściowe, określone w art. 3 w ust. 2 ustawy zmieniającej, odnoszą się do stosowania przepisów art. 4 ust. 4 ustawy, który to przepis określa zakres podmiotowy nabywców, uprawnionych do korzystania ze zwolnień i ulg podatkowych w podatku od spadków i darowizn.

W stanie prawnym obowiązującym do 31 grudnia 2006 r. z ulg podatkowych, określonych w art. 4 i art. 16 tej ustawy mogli korzystać wyłącznie nabywcy posiadający obywatelstwo polskie lub miejsca stałego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (art. 4 ust. 4 i art. 16 ust. 2 pkt 1 upsd). Przepis art. 4 ust. 4 upsd w nowym brzmieniu, umożliwia korzystanie z ulg i zwolnień, o których mowa w tej ustawie, takŻe nabywcom posiadającym obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub mającym miejsce zamieszkania na terytorium takiego państwa, a w konsekwencji zapewnia zgodność przepisów polskich z prawem Unii Europejskiej w tej kwestii. Jeżeli nabycie majątku nastąpiło w okresie od 13 maja do 31 grudnia 2006 r. osoby te mogą skorzystać z ulg wyłącznie w zakresie art. 4 ust. 1 i art. 16 ustawy, gdyż przepisy przejściowe nie dotyczą przepisu art. 4a upsd. W okresie od dnia 13 maja 2006 r. do dnia 31 grudnia 2006 r. na podstawie rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 21 kwietnia 2006 r. w sprawie zaniechania poboru podatku od spadków i darowizn od niektórych podatników (Dz. U. Nr 73, poz. 506) zapewniono równe traktowanie obywateli państw członkowskich UE (EOG), przez zaniechanie poboru podatku od spadków i darowizn od podatników, posiadających obywatelstwo jednego z ww. państw członkowskich Unii Europejskiej (EOG) mających miejsce zamieszkania na terytorium takiego państwa, z tytułu nabycia przez nich rzeczy lub praw majątkowych, określonych w art. 4 ust. 1 oraz art. 16 upsd. Przepis przejściowy art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej, pozwoli na skorzystanie z ulg podatkowych (wyłącznie tych, o których mowa w art. 4 ust. 1 i art. 16 upsd i w zakresie w jakim one obowiązywały do 31 grudnia 2006 r.) tym obywatelom państw EOG, którzy nabyli majątek w okresie od 13 maja 2005 r. do 31 grudnia 2006 r., a nie objęły ich przepisy ww. rozporządzenia.Oznacza to, Że przepisy przejściowe jedynie rozszerzyły z mocą wsteczną zakres podmiotowy zwolnień i ulg podatkowych.

Mając na względzie ww. przepisy przejściowe, w przypadku nabycia rzeczy lub praw majątkowych tytułem spadku przed 1 stycznia 2007 r., jak w Pana sytuacji, nabycie to podlega opodatkowaniu na ogólnych zasadach, określonych w powołanej ustawie, z uwzględnieniem kwoty wolnej i skali podatkowej, określonej dla nabywcy zaliczonego do I grupy podatkowej, a także zwolnień i ulg podatkowych, o których mowa w art. 4 ust. 1 i art. 16 ustawy, o ile spełnione zostaną warunki do skorzystania z tych ulg. Brak jest bowiem norm, które skutkowałyby wcześniejszym, niż 1 stycznia 2007 r. wejściem w życie przepisów dotyczących przedmiotu opodatkowania, w tym zwolnieniu, o którym mowa w art.4a. Trudno przy tym zgodzić się z zarzutem nierównego traktowania podatników przez wprowadzenie zwolnienia od podatku dla osób najbliższych w odniesieniu do przypadków, w których nabycie nastąpiło od 1 stycznia 2007 r., gdyż wprowadzone przez ustawodawcę inne rozwiązania premiowałyby osoby będące w identycznej sytuacji faktycznej i prawnej tylko z tego powodu, że nie przeprowadziły postępowania spadkowego.

W odniesieniu do drugiego pytania, dotyczącego wypełniania formularza SD-Z1, należy stwierdzić, że:
1) do składania zgłoszenia są zobowiązani nabywcy rzeczy lub praw majątkowych (małżonek, zstępni, wstępni, rodzeństwo, pasierb, ojczym i macocha) w celu skorzystania ze zwolnienia od podatku od spadków i darowizn na podstawie art. 4a ust. 1 i 2 znowelizowanej ustawy o podatku od spadków i darowizn,
2) w przypadku nabycia majątku w drodze dziedziczenia po 1 stycznia 2007 r., warunkiem do skorzystania ze zwolnienia jest zgłoszenie nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego, co do zasady, w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku.
Spadkobiercy, którzy nabyli rzeczy lub prawa majątkowe w drodze spadku przed dniem wejścia w życie noweli, zobowiązani są do złożenia zeznania podatkowego o nabyciu rzeczy lub praw majątkowych (SD-3) w terminie miesiąca od uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku.”

P.S.
Udało mi się w końcu dotrzeć do TVN :-) Niestety program był na tyle krótki, że właściwie niewiele dało się powiedzieć. Cóż, słowo pisane ma jednak dużą przewagę nad mediami elektronicznymi, które nie są w stanie przedstawić wszystkich aspektów spraw. :-( No chyba, że jest to internet. Tu słowo pisane może wszak zaistnieć w szerszym wymierze niż na papierze.

25 stycznia 2007

Wiadomo już od kiedy liczyć zameldowanie przy uldze meldunkowej

Wiadomo, bo wiceminister Jacek Dominik wyjaśnił to w odpowiedzi na interpelację posła
Janusza Dobrosza.

Zdaniem ministra po pierwsze do okresu zameldowania, warunkującego zwolnienie od podatku dochodowego nie może być uwzględniany okres zameldowania przed 1 stycznia 2007 r., nawet wówczas, kiedy w dniu wejścia w życie zmian do ustawy o PIT, podatnik był właścicielem budynku lub lokalu, ponieważ w takim przypadku mają zastosowanie „stare” zasady opodatkowania.

Po drugie, zaś okres zameldowania może być liczony najwcześniej od dnia nabycia budynku lub lokalu mieszkalnego. Tym samym okres zameldowania podatnika na pobyt stały przed dniem nabycia w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, pozostaje bez znaczenia. Pozostawiam bez komentarza, bo sprawa jest moim zdaniem jasna, a więcej na ten temat można będzie przeczytać jutro na łamach GP :-)

25 stycznia 2007

Będzie jednolita administracja skarbowa

Jak wynika z dzisiejszego komunikatu MF, mimo sprzeciwu ze strony celników, kierownictwo Ministerstwa Finansów na posiedzeniu 8 stycznia 2007 r. podjęło decyzję o konsolidacji służb celnych oraz podatkowych w celu utworzenia jednolitej specjalistycznej administracji skarbowej realizującej dochody budżetu państwa w zakresie cła i podatków.

Zaproponowano utworzenie Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) ze służbą skarbową, wobec której stawiane są o wiele większe wymagania niż przed obecnie funkcjonującą Służbą Celną oraz administracją podatkową. Podnoszenie poziomu merytorycznego pracowników KAS ułatwi Krajowa Szkoła Administracji Skarbowej, która będzie posiadała także uprawnienia do kształcenia na poziomie podyplomowym.

Tworzona Krajowa Administracja Skarbowa ma na celu zapewnienie poprawy efektywności realizacji przez organy władzy publicznej zadań wynikających z przepisów dotyczących danin publicznych, przy ujednoliceniu struktur administracji podatkowej i celnej, stworzeniu przejrzystych norm funkcjonowania organów władzy publicznej w gospodarce rynkowej demokratycznego państwa prawa, a przez to - stworzeniu przyjaznych warunków współpracy partnerów społecznych.

O całej sprawie piszemy oczywiście szerzej jutro w GP. Jestem jednak ciekaw co Państwo myślicie o takim ujednoliceniu administracji skarbowej ?

24 stycznia 2007

Projekty rozporządzeń ważne dla małych firm

Wracając do harmonogramów. Są pierwszy z projekty rozporządzeń, które powinny były wejść w życie 1 stycznia, razem z nowelizacjami ustawy o PIT i ryczałtach. O niczym nie uzasadnionym spóźnieniu pisaliśmy na łamach GP w poniedziałek. Z harmonogramu prac ministerstwa finansów wynika, że rozporządzenia mają być podpisane w marcu. Okazało się jednak, że można je przygotować wcześniej. Być może zadziałała stara maksyma o uderzaniu w stół i odzywających się nożycach. Tak czy inaczej gotowe są już projekty dwóch istotnych dla małych firm rozporządzeń. Pierwszy to projekt z 9 stycznia 2007 r. rozporządzenia ministra finansów zmieniającego rozporządzenie w sprawie prowadzenia podatkowej księgi przychodów i rozchodów. Drugi to projekt z 15 stycznia 2007 r. rozporządzenia ministra finansów zmieniającego rozporządzenie w sprawie prowadzenia ewidencji przychodów i wykazu środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych. Co ciekawe projekt datowany na 9 stycznia 2007 r. został udostępniony w internecie później niż ten z 15 stycznia. Więcej na ten temat można będzie przeczytać jutro na łamach GP :-)

24 stycznia 2007

Jednorazowe dodatki dla emerytów i rencistów bez podatku

Wiadomość ważna dla emerytów i rencistów. Otóż, jak donoszą korespondenci sejmowi dostaną oni (emerycie nie korespondenci ;-) ) jednorazowe dodatki w wysokości 150, 180 i 330 zł. Co więcej, jak zapowiada premier Gilowska, dodatki te będą zwolnione z PIT. Czyli nie będzie od nich podatku.

To mnie nie dziwi. Po co denerwować dodatkowo ludzi, których się oszukało składając obietnice bez pokrycia. Miała wszak być waloryzacja, czyli podwyżki rent i emerytur. W zamian jednorazowa zapomoga. No to chociaż podatek trzeba było ludziom odpuścić. Mogę się założyć, że wkrótce dobrotliwa minister finansów, ogłosi to w swoim stylu jako kolejne wielkie ułatwienie dla podatników. Jeśli tak będzie, to warto pamiętać, że to akurat ona nie zgadzała się na waloryzację.

24 stycznia 2007

Rząd wycofuje się z pomysłów na nowe podatki samochodowe

Występując dziś w Sejmie premier Gilowska oświadczyła, że nie będzie żadnego nowego podatku samochodowego. „Nie ma powodu, żebyśmy znieśli opodatkowanie samochodów akcyzą, a w to miejsce wprowadzili inny podatek" - tłumaczyła. Pozostaje akcyza na samochody ze stawkami 3,1 proc. i 13,6 proc. (w zależności od pojemności silnika). Jednocześnie wyjaśniła, że „powinniśmy ostro egzekwować przepisy dotyczące stanu technicznego pojazdu", by ograniczyć sprowadzanie pojazdów w złym stanie”.

Druga wiadomość jest taka, że resort finansów wycofuje się z pomysłu wprowadzenia podatku ekologicznego, którego projekt od dłuższego czasu jest już w Sejmie. - Rząd wycofa w najbliższym czasie z Sejmu projekt ustawy o podatku ekologicznym, który miał zastąpić akcyzę na samochody. Nie będzie też żadnego nowego podatku od samochodów - poinformował w środę PAP rzecznik Ministerstwa Finansów Jakub Lutyk. To samo powiedział nieco później wiceminister finansów Jacek Dominik: „Zostajemy przy obecnym rozwiązaniu w takiej formie, jaka jest od 1 grudnia 2006 r.”

W komunikacie PAP czytamy też, że rzecznik wyjaśniał, że resort przygotował ten projekt, ponieważ nie było wiadomo, jakie będzie orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) w sprawie akcyzy na samochody. Ostatnio ETS orzekł jednak, że pobieranie akcyzy jest zgodne z prawem UE. Nie ma więc powodu zastąpienia akcyzy innym podatkiem. Trybunał uznał za niezgodne z prawem UE jedynie różnicowanie akcyzy ze względu na wiek pojazdów. Jednak rozporządzenie MF z grudnia rozwiązało już ten problem. Ponadto resort stoi na stanowisku, że kwestie ekologiczne nie powinny być regulowane przez system podatkowy, ale przez przeglądy techniczne pojazdów.

Na marginesie. Tłumaczenia resortu troszkę mnie zaskakują. O tym, że pobieranie akcyzy jest zgodne z prawem UE było wiadomo od dawna. Wątpliwości budził nie pomysł nakładania akcyzy, ale to w jaki sposób jest ona nakładana. Jak pokazuje grudniowe rozporządzenie, już wówczas łatwo było przewidzieć, jakie będzie orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Po co zatem pomysł nowego podatku (nowego tylko z nazwy) wpisano w harmonogram opublikowany w styczniu tuż przed wyrokiem. Nie można było poczekać z wpisanie takiego pomysłu do harmonogramu po ewentualnie przegranym wyroku ? Coś mi się zdaje, że genialnemu pomysłowi zaszkodził jednak nie wyrok, ale wywołana wokół tego pomysłu medialna wrzawa. Ale oczywiście mogę się mylić ;-)

24 stycznia 2007

Nie będzie nowego podatku od samochodów?

Nie będzie, bo zdaniem resortu płacona dziś akcyza jest już zgodna z prawem unijnym, a zatem nie ma potrzeby niczego zmieniać.

„W związku z licznymi pytaniami przedstawicieli mediów, w kontekście ostatniego wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z dnia 18.01.2007 r., Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że nie planuje wprowadzenia żadnego nowego podatku od samochodów.” - głosi nowy, lakoniczny komunikat Ministerstwa Finansów.

To dziwne zainteresowanie mediów wywołała poniedziałkowa publikacja Gazety Prawnej, która w harmonogramie prac rządu na pierwsze półrocze 2007 roku wygrzebała (co innym piszącym o tym harmonogramie jakoś umknęło), że w planach jest projekt nowego podatku od samochodów osobowych – i to w dwóch wariantach, albo nowej ustawy, albo w formie nowelizacji ustawy o podatkach i opłatach lokalnych. W sumie wszystko zdaje się sprowadzać ni mniej ni więcej tylko do powrotu zlikwidowanego kiedyś podatku drogowego. Teraz, rzecznik resortu finansów tłumaczy na łamach Życia Warszawy (które powołało się na GP, co do rzadkości należy wśród innych mediów, które wolą z naszego dorobku korzystać anonimowo, jak np. telewizyjne wiadomości, zdaniem których tylko "pojawiły się informacje"), że harmonogram pochodzi z listopada (chociaż na strony BIP zarówno harmonogram rządu, jak i ministerstwa finansów trafił w styczniu), a zatem nie uwzględniał ”korzystnego” (sic!) dla polskich władz wyroku ETS w sprawie akcyzy na samochody sprowadzane z zagranicy. Zdaniem resort, skoro akcyza nie jest nielegalna, tylko „czasem” pobeirano jej za troszkę za dużo, to teraz to „za dużo” się zwróci i będzie po sprawie. Tym bardziej, że po grudniowych zmianach, pobierana już tylko według dwóch stawek akcyza nie jest dyskryminująca. I to ostatnie to faktycznie prawda. Sam o tym pisałem w jednym z pierwszych wpisów na blogu.

Cóż, pozostaje trzymać kciuki za to by ministerstwu udało się dotrzymać słowa. Gdyby bowiem - zgodnie z harmonogramem - wprowadzono powszechny podatek od środków transportowych obejmujący także samochody osobowe, byłaby to zwyczajna granda. Podatek taki do dziś płacimy w cenie paliwa, o czym też pisałem jakiś czas temu na blogu. To skutek likwidacj podatku drogowego, który kiedyś płacił każdy kierowca. Teraz też go płaci. Nawet jak o tym nie wie.

Na marginesie ciekawe, czy resort pamięta o dwóch innych rzeczach. O tym, że w Sejmie leży ustawa o podatku ekologicznym, która też budziła zastrzeżenia Komisji Europejskiej oraz że w ramach harmonizacji akcyzy w UE, najprawdopodobniej konieczne będzie jednak wprowadzenie w ciągu kilku następnych lat jakiegoś wariantu podatku rocznego. Ciekawe czy wtedy cena paliwa zostanie „wyczyszczona” z wliczonego do niej wcześniej podatku drogowego. Śmiem wątpić. W dotrzymanie przez resort słowa, że nowego podtaku nie będzie także. Pokusa zdobycia dodatkowych środków, które mogą pomóc sfinsnować sztandarowy pomysł Zyty Gilowskiej, obniżania składek ZUS, jest w tym przypadku zbyt duża. Ale może to nadmierny pesymizm. Cóż, pożyjemy zobaczymy.

22 stycznia 2007

Jak bronić prawa do zwolnienia od podatku spadkowego

Jak zwykle spóźniony ale jestem :-) Zabieram się też od razu to kwestii jak bronić swoich racji w sprawach spadkowych. Sprawa oczywiście nie jest prosta. Nie jest jednak też beznadziejna. Po pierwsze radziłby nie poddawać się. I spróbować powalczyć o zwolnienie dla spadków otwartych co prawda w 2006 roku, jednak przyjętych (lub takich dla których termin ich przyjęcia) minął w 2007 roku. Jak to zrobić ? Zwyczajnie. Złożyć opisywane już i w GP i na blogu zgłoszenie SD-Z1.

Dlaczego warto złożyć SD-Z1. Składając zgłoszenie o nabyciu spadku zwolnionego całkowicie z podatku spadkowego niczym nie ryzykujemy. Jeśli urząd skarbowy nie uzna naszych racji, zwyczajnie wyda decyzję, w której ustali wysokość podatku i od której będzie się można odwołać. Zobowiązanie podatkowe powstaje w przypadku podatku spadkowego z chwilą doręczenia decyzji ustalającej wysokość takiego podatku. Termin płatności podatku mija po 14 dniach od wydania takiej decyzji. Natomiast w przypadku niezłożenia takiego zawiadomienia ryzykujemy już sporo. Gdyby bowiem w przyszłości fiskus zmienił zdanie co do tego, który moment decyduje o opodatkowaniu spadku według starych lub nowych zasad, nieważne przy tym, czy z własnej i nieprzymuszonej woli, czy też np. w wyniku korzystnego dla podatników orzeczenia sądu administracyjnego, nie moglibyśmy skorzystać ze zwolnienia właśnie z uwagi na brak takiego oświadczenia. Jak już wcześniej pisałem jego złożenie jest konieczne by o zwolnieniu z podatku w ogóle myśleć. Jeśli nie ma zgłoszenia to nawet spełniając wszystkie inne warunki, będziemy musieli płacić podatek według zasad obowiązujących pierwszą grupę podatkową. Rada: składać zgłoszenie w każdym przypadku, gdy otwarcie spadku nastąpiło po 1 lipca 2007 r.

Jak i do kogo się odwoływać. W każdym przypadku, gdy złożyliśmy oświadczenie SD-Z1, a urząd go nie uwzględni mamy szansę się odwoływać. Decyzję w sprawie ustalenia wysokości podatku od spadków wydaje naczelnik urzędu skarbowego jako organ pierwszej instancji. Od jego decyzji możemy odwołać się do dyrektora izby skarbowej której podlega urząd skarbowy, jako organu drugiej instancji. Mamy na to 14 dni licząc od momentu doręczenia nam decyzji naczelnika urzędu skarbowego. Niestety złożenie odwołania nie wstrzymuje wykonania decyzji, tzn. podatek wynikający z tej decyzji trzeba zapłacić. Co prawda możemy zwracać się o wstrzymanie wykonania decyzji, ale w naszym przypadku jest wątpliwe, by udało się takie wstrzymanie otrzymać. Odwołanie wnosi się za pośrednictwem naczelnika urzędu skarbowego, który wydał decyzję będącą przedmiotem odwołania. W przypadku, gdy odwołanie zostało rozpatrzone odmownie, mamy jeszcze możliwość powalczyć przed wojewódzkim sądem administracyjnym. Skargę na decyzję dyrektora izby skarbowej wnosi się w terminie 30 dni od dnia doręczania tej decyzji.

Co napisać w odwołaniu. Odwołanie od decyzji organu podatkowego powinno zawierać zarzuty przeciw decyzji, określać istotę i zakres żądania będącego przedmiotem odwołania oraz wskazywać dowody uzasadniające to żądanie. Musi także zawierać nasze dane osobowe: imię nazwisko i adres zamieszkania oraz NIP (Numer Identyfikacji Podatkowej). Zarzuty powinny oczywiście dotyczyć naruszenia przepisów ustawy o podatku od spadków i darowizn w części dotyczącej powstania obowiązku podatkowego. Żądanie powinno sprowadzać się do wniosku o uchylenie decyzji ustalającej wysokość podatku od spadków i umorzenia postępowania w tej sprawie. Co do dowodów to sprawa się komplikuje. Trzeba przedstawić jakąś sensowną argumentację, że racja jest po naszej stronie. I tu z pomocą przychodzi mój skromny blog ;-) Argumenty można podnieść trzy: dotyczący momentu powstania obowiązku podatkowego (wpis z 5 grudnia i 11 stycznia), niespójności miedzy przepisami przejściowymi (wpis z 13 grudnia) oraz kwestii związanych z tzw. definitywnym nabyciem spadku (wpis z 16 stycznia).

Oczywiście c.d.n ;-)

19 stycznia 2007

Znów wszystko w rękach celników

Dziś Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał pierwsze orzeczenie w sprawie akcyzy na używane samochody sprowadzane z zagranicy (sygn. akt. III SA/Wa 1767/06). Wojewódzki Sąd Administracyjny po rozpoznaniu sprawy uchylił decyzję organów celnych. Sąd wziął pod uwagę wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który na podstawie art. 90 TWE, uznał, że zwrotowi podatku akcyzowego podlegają jedynie kwoty przewyższające to, co odpowiada rezydualnemu podatkowi zawartemu w cenie krajowego, podobnego używanego samochodu (sygn. C-313/05). Zdaniem WSA rozstrzygnięcie ETS oznacza, że sprawa podatnika wymaga ponownego zbadania i weryfikacji rozstrzygnięcia przez organy celne i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania tym włąsnie organom.

Cóż, miała być wielka wygrana, skończyło się praktycznie niczym. W sprawie akcyzy na samochody sprowadzane z zagranicy Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie sprytnie odbił piłeczkę ponownie na pole izby celnej. To organy celne będą musiały teraz wyciągnąć wnioski z czwartkowego wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. To one też zdecydują o tym, czy i w jakim zakresie podatnikowi należy się zwrot akcyzy. A to zapewne trochę potrwa. Droga do odzyskania części pieniędzy okaże się zapewne długo i męcząca. Tym dłuższa i bardziej męcząca, im wyższy będzie zwrot, którego będzie domagał się podatnik.

18 stycznia 2007

Słowo o tym co wkrótce na blogu

Po akcyzie coś z zupełnie innej beczki ;-)

Tematem opodatkowania spadków, i tego które spadki powinny podlegać, a które nie będą podlegać nowym zasadom, zainteresował się TVN 24. Program z moim udziałem co prawda dziś nie został wyemitowany. Jednak nie dlatego, że stacja się rozmyśliła, ale z dość prozaicznego powodu. Utknąłem w koszmarnym korku - o czym podobno mogli dowiedzieć się wszyscy widzowie ;-) - a program jest "na żywo" (czasem zastanawiam się czy jednak nie przesiąść się na rower do czego akcyzą paliwową usiłuje zmusić mnie minister Gilowska – niestety deszcz i wiatr zdecydowanie studzi mój zapał i szybko mi ochota na rower przechodzi). Stacja program przełożyła a nie odwołała i do tematu wróci za tydzień w kolejny czwartek wieczorem. Jest zatem szansa na większe jeszcze nagłośnienie dyskusji w tej sprawie.

Sprawa druga. Wiem, że wiele osób oczekuje po tym blogu konkretnych i szybkich porad. Te oczekiwania akceptuje, mimo że nie taka jest rola blogów. Ale mnie to odpowiada. Lojalnie uprzedzam jednak, że czasem trudno będzie mi szybko sprostać tym oczekiwaniom. Z prostego powodu. Moja doba ma tylko 24 godziny i już dziś jest to conajmniej o drugie tyle za mało. I jeszcze ten tydzień jest dla mnie wyjątkowo pracowity. Stąd moje milczenie.

Zapewniam jednak, że wszystkie posty dokładnie czytam i analizuje. Cenię sobie bardzo taką drogę kontaktu z Państwem i muszę przyznać, że nie tylko dlatego, że mogę sam się pomądrzyć ;), ale i dlatego, że z naszych blogowych rozmów wiele się dowiedziałem i sporo nauczyłem. Za to wszystkim dziękuję. Nadal proszę jednak o cierpliwość. Nad odpowiedziami na niektóre posty muszę się troszkę zastanowić. Myślę jednak, że w sobotę uda mi się wrzucić na blog odpowiedzi na kolejną porcję spadkowych pytań oraz co nieco o zależności spadek/darowizna - zwolnienie z PIT. Również co do kwestii jak się odwoływać nie ma sprawy. Postaram się w niedzielę wrzucić mały poradnik jak walczyć o zwolnienie spadku z podatku i jak pisać odwołania.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękując za cierpliwość i zainteresowanie moim blogiem :-)

18 stycznia 2007

ETS wydał wyrok w sprawie polskiej akcyzy

Nie dalej niż wczoraj pisałem w redakcyjnym komentarzu, że jest pewne, że sen o odzyskaniu całej akcyzy od sprowadzanych z zagranicy używanych aut pęknie niczym bańka mydlana. I bańka mydlana rzeczywiście dziś pękła. Europejski Trybunał  Sprawiedliwości wydał wreszcie wyrok w sprawie w sprawie C 313/05 Maciej Brzeziński przeciwko Dyrektorowi Izby Celnej w Warszawie. Wydał wyrok zgodny z naszymi przewidywaniami.

Z wyroku tego wynika kilka dość ciekawych wniosków. Po pierwsze Trybunał uznał, że podatek akcyzowy, taki jak ten ustanowiony w Polsce ustawą o podatku akcyzowym, który nie jest nakładany na pojazdy osobowe w związku z przekroczeniem przez nie granicy, nie stanowi cła przywozowego ani opłaty o skutku równoważnym w rozumieniu art. 25 WE. To ważne, bo na ten argument często powoływano się w dyskusji o samochodach używanych.

Po drugie trybunał uznał, że zgodnie z dobrze ugruntowanym orzecznictwem art. 90 akapit pierwszy WE zostaje naruszony, gdy podatek nakładany na produkty przywożone zza granicy i podatek nakładany na podobne produkty krajowe są obliczane w różny sposób i zgodnie z innymi zasadami, co prowadzi – choćby tylko w niektórych przypadkach – do wyższego opodatkowania towaru przywiezionego zza granicy (zob. ww. wyrok w sprawie Weigel, pkt 67 i cytowane tam orzecznictwo). Zatem zgodnie z tym postanowieniem podatek akcyzowy nie powinien obciążać produktów pochodzących z innych państw członkowskich bardziej niż obciąża on podobne produkty krajowe.

Trybunał orzekł też, że art. 90 akapit pierwszy WE należy interpretować w ten sposób, że sprzeciwia się on podatkowi akcyzowemu w zakresie, w jakim kwota podatku nakładana na pojazdy używane starsze niż dwa lata, nabyte w państwie członkowskim innym niż to, które wprowadziło taki podatek, przewyższa rezydualną kwotę tego podatku zawartą w wartości rynkowej podobnych pojazdów, które zostały zarejestrowane wcześniej w państwie członkowskim, które nałożyło podatek. Do sądu krajowego należy zbadanie, czy uregulowanie sporne w postępowaniu przed sądem krajowym, a w szczególności stosowanie § 7 rozporządzenia, ma takie skutki. art. 90 akapit pierwszy WE należy interpretować w ten sposób, że sprzeciwia się on podatkowi akcyzowemu w zakresie, w jakim kwota podatku nakładana na pojazdy używane starsze niż dwa lata, nabyte w państwie członkowskim innym niż to, które wprowadziło taki podatek, przewyższa rezydualną kwotę tego podatku zawartą w wartości rynkowej podobnych pojazdów, które zostały zarejestrowane wcześniej w państwie członkowskim, które nałożyło podatek. Do sądu krajowego należy zbadanie, czy uregulowanie sporne w postępowaniu przed sądem krajowym, a w szczególności stosowanie § 7 rozporządzenia, ma takie skutki.

Jasno z tego wynikają dwa wnioski. Po pierwsze zwrotu podatku mogą oczekiwać tylko podatnicy sprowadzajacy samochody starsze niż dwa lata. Po drugie, nie każdy zwrot dostanie. Po trzecie, nawet ci którzy otrzymają zwrot, całej akcyzy i tak nie odzyskają.
A zatem chociaż zwroty będą to jednak nie takie, na jakie liczyli podatnicy. Nie będzie zwracania 2,5 mld zł pobranych podatków, jak twierdzili niektórzy publicyści. Pewne są za to kontrole zadeklarowanej wartości przywożonych aut. Wyraźnie powiedział to na konfernecji po ogłoszeniu wyroku wiceminister finansów Jacek Dominik. Zadeklarowana wartośc samochodów będzie odnoszona do cen katalogowych. Dokładnie tak, jak GP przewidziała to jakiś czas temu. To samo minister Dominik mówił zresztą w wywiadzie, który ukazał się w GP wczoraj.

Wyrok Trybunału stanie się dla fiskusa znakomitą wymówką do takiej weryfikacji. I to mimo że przepisy o polskiej akcyzie nie dają możliwości odwoływania się do cen katalogowych. Przepisy łatwo będzie jednak zmienić, zrzucając wszystko na Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Przy okazji resort finansów będzie miał świetny pretekst, żeby wrócić do pomysłu rocznego opodatkowania wszystkich samochodów. Rezultat będzie taki, że za nieudolność resortu w sprawie samochodowej akcyzy zapłacimy wszyscy. Budżet zaś to, co dziś straci, odzyska z nawiązką.

16 stycznia 2007

Mała powtórka z prawa spadkowego

Zmobilizowany pytaniami, wątpliwościami i poszukiwaniami prawdy w zawiłych przepisach prawa podatkowego i spadkowego postanowiłem zrobić małą kwerendę w głowie (o dziwo troszkę w niej jeszcze ze studiów zostało, mimo że latka nieubłaganie lecą ;-)) i posiadanych książkach by w ten sposób odświeżyć nieco nabytą na studiach wiedzę o spadkach. A zatem kilka porządkujących informacji z zakresu prawa spadkowego.

Kwestia pierwsza. Spadek to ogół praw majątkowych spadkodawcy, z wyjątkiem tych które są ściśle związane z jego osobą. Co z tego wynika? Ano to, że z chwilą nabycia spadku nabywamy także wszelkie prawa majątkowe po spadkodawcy, w tym także właśność rzeczy ruchomych i nieruchomości. Nabycie rzeczy (w tym nieruchomości) i praw wchodzących w skład spadku następuje zatem już w momencie otwarcia spadku, czyli z chwilą śmierci spadkodawcy. Żadne inne reguły dotyczące nabycia właśności rzeczy nie mają w tym przypadku zastosowania. Znaczy to tyle, że w przypadku nabycia właśnosci nieruchomosci nie jest np. potrzebny akt natarialny, który w każdym innym przypadku przenoszenia właśności nieruchomości jest potrzebny bezwzględnie. A zatem argument, że nabycie spadku i nabycie rzeczy wchodzących w skład spadku, to dwie różne historie, raczej w sporach z fiskusem odpada. Niestety :-(

Idźmy dalej. Co zatem z oświadczeniem o przyjęciu lub odrzuceniu spadku ? Na przyjęcie lub odrzucenie spadku mamy jak już pisałem - sześć miesięcy. Skoro zatem nabyliśmy prawo do spadku, a jeszcze go nie przyjęliśmy, to czy jesteśmy właścicielami rzeczy wchodzących w skład spadku ? Otóż, tak. Rzeczy te już nabyliśmy. Nabycie to ma jednak w tym momencie charakter tymczasowy. Dlaczego? A no dlatego, że gdyby spadkobierca spadek odrzucił, traktuje sie go tak, jakby nie dożył otwarcia spadku. To zaś oznacza, że niczego ze spadku nie nabywa (ale zamiast niego nabywają spadek  jego zstępni jako dziedziczący w dalszej kolejności, czyli np. nabywają go jego dzieci – w odpowiedniej części rzecz jasna). Jeżeli natomiast złoży oświadczenie o przyjęciu spadku, nabycie rzeczy staje się nabyciem definitywnym.

Tymczasowość nabycie w okresie od otwarcia do przyjęcia spadku ma swój wymierny wyraz w prawach osoby powołanej do spadku. Otóż, dopóki nie nastąpi nabycie definitywne spadku (przyjęcie przez złożenie oświadczenia lub upływ terminu gdy spadku ani nie przyjęto ani nie odrzucono), takiemu spadkobiercy nie wolno niczego sprzedać. Zwyczajnie nie ma on prawa do zbywania rzeczy wchodzących w skład spadku. Można by zatem powiedzieć, że nie jest jeszcze w stu procentach właścicielem tych rzeczy. Oczywiście dotyczy to nie tylko rzeczy, ale także i praw wchodzących w skład spadku. Jeżeli jednak spadkobierca złoży oświadczenie o przyjęciu spadku lub mimo upływu terminu do złożenia takiego oświadczenia ani nie przyjmie, ani też nie odrzuci spadku, to potwierdza nabycie rzeczy i praw po spadkodawcy. Dopiero w tym momencie następuje tzw. definitywne (czyli ostateczne) nabycie spadku. Z tą chwilą następuje też połączenie majątku odziedziczonego i majątku, który spadkobierca już posiadał. Do tej chwili są to bowiem majątki odrębne. Co oczywiście ma i swoje dobre strony, gdy chodzi o odpowiedzialność za długi spadkowe.

Można by zatem postawić pytanie o jaki rodzaj nabycie chodziło ustawodawcy w art. 3 ust. 1 ustawy nowelizującej ustawę o spadkach i darowiznach. Ja upierałbym się, że o nabycie definitywne ;-)

Kwestia trzecia, i na dziś ostatnia. Po co zatem postanowienie sądu stwierdzające nabycie spadku ? No nie da się ukryć, że jest ono potrzebne. Samodzielnie trudno byłoby nam określić kto i w jakiej części po spadkodawcy dziedziczy. W tym właśnie ma pomóc nam sąd. Jednak stwierdzenie nabycia spadku przez sąd nie czyni nikogo spadkobiercą, nie powoduje też nabycia właśności czegokolwiek. Potwierdza tylko fakt nabycia określonych rzeczy i praw w ramach spadku.

Jak widać polskie prawo spadkowe łączy nabycie rzeczy i praw wchodzących w skład spadku ze śmiercią spadkodawcy (moment otwarcia spadku). Takie nabycie nie zależy ani od złożenia oświadczenia przez spadkobiorcę, ani też od uzyskania przez niego orzeczenia sądu. Nabycie następuje z mocy samego prawa. Jednak o definitywnym nabyciu właśności rzeczy i praw wchodzących w skład spadku można mówić dopiero po złożeniu oświadczenia o przyjęciu spadku, albo też po upływie terminu do złożenia takiego oświadczenia, gdy nie zostało ono złożone, a równoczesnie spadkobierca nie odrzucił spadku. Do tego momentu nabycie ma charakter tymczasowy.

I to tyle mojego nocnego ględzenia na dziś. Pozdrawiam wszystkich z nadzieją, że te informacje okażą się przydatne :-)

12 stycznia 2007

Odpowiedzi na pytania o spadki cz. 1

Zgodnie z obietnicą pierwsza tura odpowiedzi na Państwa komentarze.

PROBLEM 1.

Czy jeśli spadek otwarto w 2006 roku (lub wcześniej) a postanowienie o nabyciu spadku wydane zostanie w 2007 roku, to czy można stosować nowe przepisy?

Odpowiedź nie jest prosta. Jeśli brać pod uwagę stanowisko (nadal nieoficjalne) skarbówki, to spadek taki oczywiście byłby opodatkowany. Nabycie spadku nastąpiło bowiem w 2006 roku, w dniu śmierci spadkodawcy (moment otwarcia spadku). Zgodziłbym się jednak z Pawłem R., że nabycie spadku i nabycie tego co w skład spadku wchodzi to jednak nie do końca to samo. I upieranie się przy tym, że wynika to z przepisów przejściowych jest stawianiem sprawy na głowie, które prowadzi do oczywistych absurdów. Niemniej takie jest stanowisko fiskusa. Ja upierałbym się przy tym, że o tym według jakich przepisów opodatkowany jest spadek powinien decydować moment powstania obowiązku podatkowego. Choć oczywiście gwarancji, że się nie mylę dać nie mogę.

Jeśli chodzi o moment powstania obowiązku podatkowego to stosujemy przepis art. 6 ust. 4 ustawy o spadkach i darowiznach. Stanowi on, że jeżeli nabycie niezgłoszone do opodatkowania stwierdzono następnie pismem, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą sporządzenia pisma. Gdy zaś pismem takim jest orzeczenie sądu, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą uprawomocnienia się orzeczenia. Czyli w tym przypadku obowiązek podatkowy powstanie z chwilą uprawomocnienia się postanowienia o nabyciu spadku.

Przyjmując, za punkt wyjścia tezę, że rozstrzygający powinien być moment powstania obowiązku podatkowego, taki spadek byłby opodatkowany już na nowych zasadach. Można byłoby zatem skorzystać ze zwolnienia dla najbliższej rodziny. Fiskus może się oczywiście na ten wariant nie zgodzić, ale ja zaryzykowałbym i złożył oświadczenie potrzebne do skorzystania ze zwolnienia. Gdyby bowiem okazało się za jakiś czas, że fiskus zmienił zdanie i decyduje moment powstania obowiązku podatkowego, to przy braku tego oświadczenia, wykpiłby się, odmawiając z tego właśnie powodu, że oświadczenie to jest warunkiem korzystania ze zwolnienia.

PROBLEM 2.

Zgłoszeni nabycia spadku, czyli co z tym nieszczęsnym formularzem SD-Z1. Jakie formularz ma znaczenie i czy ma wpływ na powstanie obowiązku podatkowego ?

Oczywiście, że nie ma. Złożenie zgłoszenia nie ma żadnego wpływu na moment powstania obowiązku podatkowego. Jest jednak warunkiem bez spełnienia którego najbliższa rodzina nie ma prawa do zwolnienia z podatku. Jeśli zaś takiego oświadczenia nie złożymy, podatek płacimy według zasad przewidzianych dla pierwszej grupy podatkowej.

Na złożenie oświadczenia będziemy mieli co do zasady miesiąc od dnia powstania obowiązku podatkowego. Od tej reguły są jednak wyjątki. I tak np. przy nabyciu w drodze dziedziczenia, zapisu lub dalszego zapisu, oświadczenie trzeba będzie złożyć w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku.

Wzór tego zgłoszenia został określony w rozporządzeniu ministra finansów z dnia 18 grudnia 2006 r. w sprawie wzoru zgłoszenia o nabyciu własności rzeczy lub praw majątkowych (Dz.U. nr 243, poz. 1762). Rozporządzenie to zawiera wzór formularza oznaczonego SD-Z1.

Co do danych zawartych w zgłoszeniu polecam jeden z artykułów, które ukazały się jakiś czas temu w GP, a który dotyczył kwestii po co fiskusowi dane zbierane w oświadczeniach, składanych przez osoby nie płacące przecież podatku.

PROBLEM 3.

Co z odnalezionym w 2006 roku testamentem, jeśli spadkodawca zmarł w 2006 roku, natomiast rozprawa w sprawie spadkowej odbywa się w lutym 2007 roku? I pytanie najważniejsze czyli kiedy powstaje obowiązek podatkowy w przypadku dziedziczenia testamentowego ?

Jeśli chodzi o nabycie prawa do spadku, to czy jest testament czy nie, otwarcie i nabycie spadku zawsze następuje w tym samym momencie – z chwilą śmierci spadkodawcy. Co do momentu powstania obowiązku podatkowego, też dla testamentów nie ma odrębnych reguł. Decydują zatem moment przyjęcia spadku lub moment potwierdzenia nabycia spadku pismem, w tym orzeczeniem sądowym. Obowiązuje reguła, że jeżeli nabycie spadku nie zostało zgłoszone do opodatkowania, to decyduje nie moment przyjęcia spadku ale moment uprawomocnienia się orzeczenia sądu o stwierdzeniu nabycia spadku (zwracał na to też uwagę NSA; sygn. akt III SA 209/91). Reszta wyjasnień jak w problemie 1.

PROBLEM 4.

Co oznacza z „chwilą wykonania zapisu testamentowego” ?

Jest dokładnie tak, jak wyjaśnił to w swoim wpisie Edi (dzięki za pomoc w okresie mojego przymusowego lenistwa). Chwilą wykonania zapisu testamentowego jest moment spełnienia świadczenia, które z zapisu wynika. Jeśli zatem w ramach zapisu zobowiązano nas do zapłaty określonej kwoty, to chwilą wykonania zapisu, będzie dzień w którym dokonano przelewu (wypłaty) tej kwoty na rzecz osoby uposażonej w ten właśnie sposób.

C.D.N.

11 stycznia 2007

O opodatkowaniu spadków raz jeszcze

Witam wszystkich serdecznie po przerwie.

Od razu przepraszam za swoją długą i haniebną nieobecność na blogu. Obiecuję, że szybko postaram się nadrobić zaległości w odpowiadaniu na „spadkowe posty”. Choć przyznam, że liczba zadanych pytań troszkę mnie przeraża. Postaram się oczywiście wszystkim, którzy tego oczekują odpisać. Proszę tylko o odrobinę cierpliwości. Niestety chwilę to potrwa :-)

Wracając jednak do sprawy najbardziej wszystkich interesującej, czyli tego czy spadki otwarte w ubiegłym roku mogą być opodatkowane na nowych zasadach, a raczej czy można będzie skorzystać ze zwolnienia dla najbliższej rodzinny, gdy nabycie spadku nastąpiło w 2006 roku, natomiast obowiązek podatkowy powstał już w 2007 roku. Sygnały płynące ze strony fiskusa nie są niestety zbyt pocieszające. Urzędnicy konsekwentnie obstają przy tym, że z art. 3 ust. 1 ustawy nowelizującej ustawę o spadkach i darowiznach wyraźnie wynika, że jeżeli nabycie spadku nastąpiło w 2006 roku, stosuje się stare, mniej korzystne dla podatników zasady opodatkowania. Jednak jak już sygnalizowałem to we wpisie z 13 grudnia 2006 r., z interpretacją taką kłóci się nieco to co wynika z brzmienia art. 3 ust. 2 tej samej ustawy. I mimo, że nadal upieram się przy swoim, to muszę lojalnie wszystkich raz jeszcze uprzedzić, że takie właśnie jest stanowisko fiskusa i przekonać go do innego będzie naprawdę niezwykle trudno o ile w ogóle jest to możliwe.

Pamiętając o przeklętym i sprytnie wplecionym w ustawę nowelizującą art. 3 ust. 1, chciałbym jednak dać wszystkim pod rozwagę wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 7 maja 1999 r. (sygn. akt SA/GD 1863/97). W jego uzasadnieniu sąd stwierdził, że „podatek od spadków i darowizn wymierza się na podstawie przepisów obowiązujących w dniu wymiaru podatku. Choćby więc obowiązek podatkowy powstał, zeznanie zostało złożone, a wreszcie nieostateczna decyzja o wymiarze podatku zapadła w czasie obowiązywania starych przepisów, to decydować będzie brzmienie przepisów obowiązujących w dniu, w którym decyzja staje się ostateczna.” Jak widać, ja jestem znacznie mniej radykalny ;-)

I jeszcze słowo wyjaśnienia dotyczące powstawania obowiązku podatkowego. W przypadku dziedziczenia, obowiązek taki powstaje z chwilą przyjęcia spadku. Pisałem o tym szeroko we wpisie z 5 grudnia 2006 r. Taka jest zasada ogólna. W kilku komentarzach pojawiło się pytanie o wyjątek od tej zasady. A taki rzeczywiście istnieje. Chodzi o przepis art. 6 ust. 4 ustawy o spadkach i darowiznach. Stanowi on, że jeżeli nabycie niezgłoszone do opodatkowania stwierdzono następnie pismem, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą sporządzenia pisma. Gdy zaś pismem takim jest orzeczenie sądu, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą uprawomocnienia się orzeczenia. W przypadku gdy nabycie nie zostało zgłoszone do opodatkowania, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą powołania się przez podatnika przed organem podatkowym lub organem kontroli skarbowej na fakt nabycia.

W praktyce powstanie obowiązku podatkowego w związku z uprawomocnieniem się orzeczenia sądowego o nabyciu spadku to najczęstsza sytuacja. Inaczej mówiąc najczęściej do opodatkowania spadki zgłaszane są dopiero po zakończeniu postępowania spadkowego przed sądem. Nie zmienia to jednak zasady podstawowej, że spadek powinien być zgłoszony do opodatkowania już po jego przyjęciu. Jednak nie zgłoszenie spadku w tym momencie nie rodzi żadnych przykrych konsekwencji z uwagi na to, że jeśli tego nie zrobimy, zadziała przepis dotyczący powstania obowiązku podatkowego po uprawomocnieniu się orzeczenia sądu. W praktyce też to ten właśnie moment najbardziej interesuje przedstawicieli fiskusa. Zgłoszenie spadku w momencie jego przyjęcia i tak powoduje bowiem zawieszenie postępowania podatkowego do czasu wydania postanowienia przez sąd.

28 grudnia 2006

Troszkę zmian dla pracujących w Anglii

Ministerstwo Finansów pochwaliło się dziś podpisaniem przez prezydenta Konwencji między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od zysków majątkowych, podpisaną w Londynie dnia 20 lipca 2006 r. Nowa umowa wprowadza metodę wyłączenia z progresją jako metodę obliczania podatków, zamiast dotychczasowej metody proporcjonalnego odliczenia. Dzięki temu, jak chwali się resort finansów: „osoby mające w Polsce miejsce zamieszkania dla celów podatkowych, natomiast pracujące w Zjednoczonym Królestwie nie będą musiały opodatkowywać w Polsce dochodu uzyskanego z tego tytułu. Nowa umowa zrówna sytuację podatkową takich osób z sytuacją polskich podatników w większości państw UE”.

Od razu uwaga. Nieprawdą jest, że zagranicznych (angielskich) dochodów nie trzeba będzie rozliczać w kraju. Nadal trzeba będzie je uwzględnić w składanym w Polsce zeznaniu (jeśli takie zeznanie składamy). Tylko w nieco inny sposób. Choć rzeczywiście jego zastosowanie powoduje, że dopłat nie będzie się już trzeba spodziewać. I dobrze, bo to jednak absurd.

Istotnie w większości. Według mniej korzystnych zasad nadal rozliczają się Polacy pracujący w takich krajach jak Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Holandia”. Ale tych jest po pierwsze mniej, a poza tym wady metody proporcjonalnego odliczenia widać tylko wtedy, gdy zarabia się w kraju o dużo niższej stopie opodatkowania, niż obowiązująca w Polsce. Gdyby w Anglii obowiązywały takie same lub wyższe niż w Polsce podatki, o żadnych dopłatach nie byłoby mowy i problem, nad którym pochylała się cała polska elita polityczna nie istniałby wcale. A tak mieliśmy dyskusję o nieistniejącym podwójnym płaceniu podatku. Chociaż pracujący w Anglii dopłacali tylko różnicę podatku, tak by ten w ostatecznym rachunku wyniósł tyle, ile od takich samych zarobków płaci Polak pracujący w kraju i zarabiający dokładnie tyle samo co jego rodak w Anglii. Tak wiem w Anglii, a w Londynie w szczególności są wyższe koszty utrzymania – chociaż to też argument naciągany, bo gdyby to miał być argument by komuś obniżać podatki, to pracujący w dużych polskich miastach też powinni płacić mniej, bo w końcu koszty utrzymania takiej samej rodzinny w Warszawie są dużo wyższe niż np. Kędzierzynie z którego pochodzę. Co jednak nie znaczy, że uważam ze źle się stało, że umowę zmieniono. Wręcz przeciwnie. Strasznie mnie to cieszy. Martwi mnie tylko dorabianie do sprawy niepotrzebnej mitologii i zakłamywanie faktów. Ale wracając do rzeczy.

Nowe zasady będą dotyczyć dochodów osiągniętych w 2007 roku. To oznacza, że z dobrodziejstw nowej umowy uda się skorzystać dopiero składając zeznania w 2008 roku. W zeznaniach składnych w roku 2007 trzeba jeszcze będzie dopłacać. Ale mniej, niż w tym roku. Dzieje się tak dlatego, że od nowego roku będzie już można skorzystać z nowych diet (zob. art. 20 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw: Dz.U. nr 217, poz. 1588) .

Od nowego roku obowiązuje też nowa definicja miejsca zamieszkania, która powinna nieco ułatwić rozliczenia dochodów zagranicznych. Ale w tej kwestii odsyłam do opublikowanego w GP raportu.

27 grudnia 2006

Będzie można zwrócić znaki skarbowe

Mimo poświątecznej, nieco leniwej atmosfery, Ministerstwo Finansów nie próżnuje – zatem i mnie nie wypada ;-). Poza pracami nad potrzebnymi rozporządzeniami resort poświęca też nieco uwagi wyjaśnianiu podatnikom kwestii związanych z wejściem w życie licznych, nowych przepisów. Dziś ukazał się na jego stronach internetowych komunikat w sprawie zwrotu niewykorzystanych znaków opłaty skarbowej. Same znaki (popularnie a nieprawidłowo nazywane znaczkami skarbowymi) odchodzą 1 stycznia 2007 r. do lamusa. Od tego dnia nie będziemy mogli już uiszczać opłaty skarbowej poprzez naklejenie znaczka. Opłatę będzie można uiszczać gotówką w kasie organu lub w formie bezgotówkowych przelewów. Takie zmiany wprowadza nowa ustawa z dnia 16 listopada 2006 r. o opłacie skarbowej (Dz.U. nr 225, poz. 1635), która przy okazji podnosi też stawki opłaty skarbowej i likwiduje taką opłatę w przypadku podań.

W komunikacie czytamy, że: „Zwrot znaków opłaty skarbowej niesprzedanych przez podmioty prowadzące punkty sprzedaży detalicznej tych znaków będzie dokonywany w okresie od dnia 2 do 31 stycznia 2007 r., bez żadnych dodatkowych kosztów po ich stronie, na zasadach określonych przez dystrybutora znaków opłaty skarbowej, tj. Bank PKO B.P. S.A., do właściwych Oddziałów tego Banku”. Należy mieć nadzieję, że na stronach PKO BP szybko opublikowana zostanie lista właściwych oddziałów.

Resort przypomniał także, że z mocy przepisu przejściowego (art. 19 nowej ustawy). Przepis ten przewiduje, że jeżeli złożono podanie, załączniki do podania, dokonano zgłoszenia lub wystąpiono z wnioskiem o dokonanie czynności urzędowej albo z wnioskiem o wydanie zaświadczenia lub zezwolenia (pozwolenia, koncesji), albo sporządzono dokument stwierdzający ustanowienie pełnomocnika lub jego odpis, wypis, przed dniem wejścia w życie ustawy (czyli do 31 grudnia 2006 r.), stosuje się przepisy dotychczasowe. A zatem w takim przypadku opłata skarbowa może być uiszczona znakami tej opłaty.

18 grudnia 2006

Ach, ta niedobra ulga meldunkowa

Nic bardziej mnie nie cieszy, niż to kiedy dziennikarze z innych gazet dokonują odkryć, o których wcześniej mogli przeczytać na łamach Gazety Prawnej. Oczywiście jeżeli GP czytają (a jeśli nie to ich strata ;-)). Dlaczego? Ano dlatego, że to najlepszy dowód na to, że nasza praca nie idzie na marne, pomysły nie są głupie, a gazeta w której pracuje wytycza nowe kierunki publicystyki prawnej ;-) To chyba jakiś tam powód do dumy jest. Malutki ale zawsze :)

Dlatego z wielką satysfakcją przeczytałem tekst autorstwa zanakomitego (bynajmniej proszę nie traktować tego jako naigrywania się z naszego zacnego kolegi, bo wyrażona tu opinia jest szczera) Piotra Skwirowskiego, który opublikwano w portalu gazeta.pl. Autor donosi w nim, że podatku od sprzedaży nieruchomości z łatwością będzie można w przyszłym roku uniknąć, „a to za sprawą nowego zwolnienia podatkowego zapisanego w ustawie o PIT. W art. 21 ust. 1 pkt 126 zapisano, że wolne od podatku będą "przychody uzyskane z odpłatnego zbycia" domu i mieszkania "jeżeli podatnik był w nim zameldowany na pobyt stały przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy przed datą zbycia".  I chociaż, użyte w nieco innym kontekście sformułowanie to wydało mi się dziwnie znajome.  Szybko też poniosło mnie na fali wspomnień w nieodległą przeszłość. I słusznie. 

Z 17 grudnia cofnijmy się  do  15 listopada, zmieniając po drodze Gazetę na Gazetę Prawną. Sięgnijmy do tekstu „Zameldowanie wystarczy, by nie zapłacić podatku”, w którym czytamy, że 1 stycznia 2007 r. „zostanie wprowadzona nowa ulga, która pozwoli w łatwy sposób uniknąć zapłaty podatku. Będzie ona przysługiwała podatnikom, którzy sprzedają mieszkanie, w którym byli zameldowani przez co najmniej 12 miesięcy przed datą jego zbycia. By nie zapłacić podatku, wystarczy postarać się o meldunek i zmianę dowodu osobistego.” Przy czym w tekście znalazło się też zstrzeżenie, że „nowe zasady opodatkowania sprzedaży nieruchomości będą miały zastosowanie do dochodów uzyskanych ze zbycia nieruchomości i praw, nabytych od 1 stycznia 2007 r.” To ważne zastrzeżenie, o którym w tekście Gazety niestety zapomniano. Podobnie jak to o dowodzie osobistym. Zwolnienie – jak wyjaśnia to tekst GP z 15 listopada – przysługuje po 12 miesiącach zameldowania na pobyt stały. Każda zaś zmiana zameldowania, to dziś przykra (z uwagi na związaną z tym mitręgę) konieczność wymiany dowodu. To oznacza konieczność aktualizacji zgłoszenia identyfikacyjnego NIP. Kolejna rzecz, o której lepiej nie zapominać. I o którą w przypadku przemeldowywania się do mieszkania przeznaczonego na sprzedaż trzeba będzie zadbać.

Ale na tym nie koniec. Tekst Gazety z 17 grudnia, skupia się tak naprawdę na tym, że „z ustawy o PIT znika zwolnienie od podatku dochodów ze sprzedaży domów i mieszkań otrzymanych w spadku i darowiźnie”. Również i ta informacja nie jest dla mnie nowa. Jako wierny (bo jakże by inaczej ;-)) czytelnik GP znam ją już od października. Znów sięgamy do Gazety Prawnej, tym razem z 24 października i artykułu „Łatwiej będzie można uniknąć podatku”. Czytamy w nim: „projekt zmian w ustawie o PIT przewiduje m.in. likwidację zwolnienia od podatku sprzedaży mieszkań otrzymanych w spadku lub darowiźnie. W zamian – jak wynika z propozycji komisji – przy sprzedaży nieruchomości uzyskanych w drodze darowizny, spadku lub w inny nieodpłatny sposób będzie można uwzględnić koszty uzyskania przychodów, którymi będzie wartość rynkowa z dnia nabycia, powiększona o udokumentowane nakłady, które zwiększyły wartość rzeczy i praw majątkowych poczynione w czasie ich posiadania.” Jak wskazuje autorka artykułu „Mogłoby się wydawać, że likwidacja zwolnienia z opodatkowania sprzedaży nieruchomości nabytych w drodze darowizny uszczelni system. Dlaczego? Podatnicy nie będą próbowali obchodzić przepisów tak, że np. najpierw darowaliby mieszkanie dziecku, które sprzedałoby je, co w konsekwencji pozwalałoby skorzystać ze zwolnienia z PIT.” Jednak jak dowiadujemy się dalej celu tego nie uda się osiągnąć i wszystko „skończy się na dobrych intencjach. Choć zlikwidowana ma być większość obowiązujących zwolnień, to zostaną wprowadzone nowe, dające większe niż obecnie możliwości niezapłacenia podatku. Zostanie utrzymane zwolnienie, które zakłada, że jeśli zakupioną nieruchomość sprzedajemy po pięciu latach, to jesteśmy zwolnieni z PIT. Nowością będzie zwolnienie przysługujące podatnikom, którzy sprzedają mieszkanie, w którym byli zameldowani przez co najmniej 12 miesięcy przed datą jego zbycia. Zatem wystarczające do niezapłacenia PIT będzie zameldowanie się w sprzedawanym lokalu przez co najmniej 12 miesięcy. Będzie trzeba postarać się o meldunek i zmianę dowodu osobistego, ale to przecież mniejszy wydatek niż… zapłata podatku.” W podsumowaniu możemy zaś przeczytać, że „w ten sposób skutek wprowadzonych zwolnień jest w ostatecznym rozrachunku taki, że po zmianach do rzadkości będą należały sytuacje, w których podatnicy podatek zapłacą. Także ci, którzy nieruchomości kupują w celach spekulacyjnych.”

I pod tym ostatnim stwierdzeniem podpisuję się obydwoma rękami. Czymże bowiem jest rok przy inwestycjach w nieruchomości. Nawet na dziwnym polskim rynku – na którym ceny pędzą z prędkością nieosiągalną dla przeciętnego zjadacza chleba –, większość takich inwestycji ma charakter długoterminowy. Martwi oczywiście to, że na pobyt stały można zameldować się tylko w jednym mieszkaniu. No, ale sprzedaż jednego mieszkania na rok, bez opodatkowania zysku z takiej transakcji, to też niezły interes. I tym optymistycznym akcentem, kończę swoją sentymentalną podróż po archiwalnych wydaniach GP, za którą koledze z Gazety serdecznie dziękuję ;-)

13 grudnia 2006

Dla fiskusa liczył się będzie moment otwarcie spadku

Zdaniem przedstawicieli fiskusa, najbliższa rodzina osób które zmarły w 2006 roku, nie ma najmniejszych szans na to by skorzystać ze zwolnienia od podatku spadkowego, które zacznie obowiązywać 1 stycznia 2007 roku.

Taki wniosek można wyciągnąć z art. 3 ustawy o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. nr 222, poz. 1629), który jest przepisem przejściowym. Przewiduje on mianowicie, że do nabycia rzeczy i praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie nowelizacji, stosuje się przepisy ustawy o spadkach i darowiznach w brzmieniu obowiązującym do końca 2006 roku. Stąd wyciągany jest prosty wniosek, że wszystkie spadki otwarte do końca 2006 roku podlegają opodatkowaniu na starych zasadach. Wynika to z tego, że po pierwsze spadek otwiera się z chwilą śmierci spadkodawcy (art. 924 k.c.). Po drugie, że spadkobierca nabywa prawo do spadku z chwilą otwarcia spadku (art. 925 k.c.), czyli właśnie z chwilą śmierci spadkodawcy. Takie jest – nieoficjalne na razie – stanowisko resortu finansów, które - jak udało mi się dowiedzieć od kilku Czytelników -, prezentowane jest na szkoleniach dla urzędników zatrudnionych w organach podatkowych. Oznacza to, że najbliższa rodzina osób które zmarły w 2006 roku, nie ma najmniejszych szans na to by skorzystać ze zwolnienia od podatku spadkowego, które zacznie obowiązywać 1 stycznia 2007 roku.

Z taką interpretacją można – i trzeba moim zdaniem - polemizować. Otóż to na co powołują się urzędnicy, faktycznie w ustawie zapisano w art. 3 ust. 1 nowelizacji. Ale ten sam art. 3 przewiduje pewne wyjątki. Jeden z nich (art. 3 ust. 2 nowelizacji) stanowi mianowicie, że nowe brzmienie art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn stosuje się także do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych, które nastąpiło po dniu 12 maja 2006 roku, czyli na długo przed wejściem nowelizacji w życie. Nowy przepis art. 4 ust. 4 przewiduje zaś, że zwolnienia określone w art. 4 ust. 1 i w art. 4a (to artykuł zwalniający z podatku najbliższą rodzinę) stosuje się, jeżeli w chwili nabycia nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub obywatelstwo jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej lub państw członkowskich Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym lub miał miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub na terytorium takiego państwa. Z prostego zestawienia tych dwóch przepisów łatwo można wyciągnąć wniosek, że spełnienie warunków określonych w art. 4 ust. 4 w jego nowym brzmieniu, umożliwia skorzystanie ze zwolnienia przewidzianego dla najbliższej rodziny (nowy art. 4a) w stosunku do wszystkich spadków nabytych po 12 maja 2006 roku. Inaczej zastrzeżenie wynikające z art. 3 ust. 2 ustawy nowelizującej byłoby całkowicie bez sensu, bo i tak nie można byłoby ani art. 4 ust. 1 ani art. 4a stosować do nabycia (także w drodze spadku) w okresie między 12 maj a 31 grudnia 2006 roku. Ale i tej reguły nie można stosować moim zdaniem bez odwołania się do przepisów o momencie powstania obowiązku podatkowego. W ten sposób cała sprawa staje się wyjątkowo zagmatwana, a intencje ustawodawcy niezbyt jasne.

Dlatego właśnie twierdziłem i twierdzę, że najlogiczniejsze byłoby przyjęcie, że decydujące znaczenia przy rozstrzyganiu, które spadki rozpatrywane będą według strych, a które według nowych przepisów, ma moment przyjęcie spadku. To wtedy powstaje bowiem obowiązek podatkowy w stosunku do spadkobiercy. Wtedy też zaczyna się tak naprawdę podlegać ustawie.

Na marginesie całej sprawy, warto także zauważyć jedną jeszcze rzecz. Nowo uchwalone przepisy – nie tylko te dotyczące podatku spadkowego – przygotowane zostały wyjątkowo niechlujnie. Im głębiej się w nie wczytują, tym więcej widać w nich wewnętrznych sprzeczności i niespójnych rozwiązań. Widać i pośpiech, w jakim przepisy uchwalano i dyletanctwo tych, którzy za poprawianie tych przepisów się zabrali. Niestety piwo, którego nawarzono przy okazji przyjdzie wypić nam wszystkim. A to nie zapowiada się na nic przyjemnego.

11 grudnia 2006

Gilowska nie chce ale musi wprowadzić nowy podatek

W Rzeczpospolitej ukazał się dziś ciekawy wywiad z wicepremier Gilowską. Rzeczą którą ochoczo po wywiadzie podchwyciły inne media stała się kwestia nowego podatku od samochodów.  Opodatkowanie samochodów to ostatnio temat modny. I chociaż wydawało mi się że sam na mody jestem w miarę odporny, również na moim blogu gości on stosunkowo często.  Cóż zatem takiego ciekawego powiedziała pani premier ? Otóż pani profesor Gilowska oświadczyła że:

„Intensywnie pracujemy nad koncepcją, która będzie zgodna z ustawodawstwem unijnym oraz oczekiwaniami producentów i użytkowników samochodów. Koncepcja podatku ekologicznego przedstawiona wcześniej przez ministra finansów nie spotkała się z dobrym przyjęciem. To, co uważaliśmy za rozwiązanie finezyjne i bardzo staranne, zostało uznane za zbyt skomplikowane i niejasne. Mamy liczne powody, by przypuszczać, że Bruksela oczekuje od nas opodatkowania prostego, najlepiej pobieranego co roku od posiadaczy samochodów. Z drugiej strony przyrzekłam, również sobie, nie zwiększać podatków, a tym bardziej nie wprowadzać nowych. Jednak jakieś decyzje są konieczne, nie dlatego, że państwo potrzebuje pieniędzy, tylko dlatego, że jesteśmy zbyt bezbronni wobec zalewu samochodów o wartości celnej 100 euro, czyli zalewu rzęchów niebezpiecznych dla środowiska naturalnego i dla pozostałych użytkowników dróg. A przy okazji przyduszamy własny rynek samochodowy.” (źródło Rzeczpospolita).

Ta wypowiedź zawiera kilka ciekawych elementów. Po pierwsze, pani premier przyznaje, że trwają prace nad rozwiązaniem innym, niż podatek ekologiczny, nad którym niezbyt intensywnie, żeby nie powiedzieć w tempie godnym leniwca, pracuje obecnie Sejm. Od razu rodzi się pytanie o to, czy skoro „finezyjne i bardzo staranne” rozwiązanie okazało się „nazbyt skomplikowane” (faktycznie konstrukcja podatku ekologicznego do najprostszych nie należy), to czy nie należałoby tego niezbyt perpektywicznego projektu z Sejmu wycofać.  To jednak wydaje się mało prawdopodobne. Na efekty prac nad nową koncepcją opodatkowania samochodów, zgodną z „z ustawodawstem unijnym oraz oczekiwaniami producentów i użytkowników” będziemy musieli zaczekać co najmniej rok. Skąd ta pewność ?

Zajrzyjmy na chwilę do dokumentu o poważnie brzmiącym tytule „PROGRAM KONWERGENCJI AKTUALIZACJA 2006” z listopada tego roku. Znajdziemy tam informację, że jedną z najważniejszych zmian planowanych w systemie podatkowym w latach 2008-2009 jest – tu cytat – „wprowadzenie nowego rozwiązania opodatkowania samochodów począwszy od roku 2008”. Już zatem w listopadzie pojawił się sygnał, że podatek ekologiczny może powędrować do kosza. Tego w jakim kierunku pojdą nowe rozwiązania też można byłoby się łatwo domyśleć. Do Parlamentu Europejskiego trafił projekt dyrektywy w sprawie podatków od samochodów osobowych. Nowa dyrektywa ma ujednolicić podstawę opodatkowania rocznym podatkiem drogowym, uzależniając ją od wielkości emisji spalin. Opłata taka ma zastąpić jednorazowe opłaty rejestracyjne (również te płacone w formie akcyzy). Kraje wspólnoty miałyby dostać 10 lat na dostosowanie swoich przepisów do postanowień dyrektywy. Sam projekt to efekt dyskusji i prac nad harmonizacją podatków samochodowych w ramach UE, która toczy się już od ładnych kilku lat. Prace nad dyrektywą nie są może chwilowo zbyt zaawansowane, ale wiele wskazuje na to, że tym razem mogą zakończyć siesukcesem. Ze słów wicepremier Gilowskiej wynika wyraźnie, że takiego właśnie rozwiązania można spodziewać się w Polsce i to już w 2008 roku.

W cytowanej na wstępie wypowiedzi jednak nie to jest najciekawsze. Ciekawe jest to, że biedna pani premier chociaż nie chce to musi wprowadzić nam nowy podatek. Trochę niepokojące jest tu słowo nowy. Nowy w sensie dodatkowy ? Ja miałbym jednak nadzieję, że to nie będzie nowy podatek, ale podatek płacony zamiast dziś uiszczanej akcyzy, jakakolwiek by ona nie była. Czyli, że czeka nas przyspieszona implementacja dyrektywy, której jeszcze nie ma. Trudno też mówić, że taka forma podatku jest nowa. Podatek drogowy już kiedyś płaciliśmy. Został zniesiony w 1997 roku (jeśli mnie pamięć nie zawodzi). Zastąpiły go odpisy na fundusz drogowy. Chociaż „to pewne nadużycie symantyczne”. Likwidowany podatek włączono zwyczajnie do ceny beznzyny. Tym co nowy podatek odróżniałoby od dawnego podatku drogowego byłoby uzależnienie jego wysokości od emisji spalin. Ale to z kolei cecha planowanego podatku ekologicznego. W sumie bez rewelacji.

Kolejna interesująca rzecz to to, że podatek ma być zgodny z oczekiwaniami „producentów i użytkowników samochodów”. O ile w to, że zgodne jest to z oczekiwaniami producentów, mógłbym jeszcze jakoś uwierzyć, to w tych użytkowników za nic mi się wierzyć nie chce. Dlatego gorąco zachęcałbym panią profesor Gilowską do odnalezienia chcociaż jednego użytkownika samochodu dla którego taki roczny podatek byłby zgodny z jego oczekiwaniami. Jeśli to się uda koniecznie trzeba pokazać go na jakiejś poważnej konferencji prasowej. Tak rzadki okaz, wzbudzi zapewne powszechne zainteresowanie. Warto też go pokazać, jako przykład godny naśladowania. Przykład skutecznej „implementacji zasad państwa solidarnego” w naszych głowach. Druga taka okazja nie szybko się powtórzy.

10 grudnia 2006

18 stycznia ETS zdecyduje o polskiej akcyzie

18 stycznia 2007 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości rozstrzygnie czy przepisy o polskiej akcyzie na używane samochody sprowadzane z zagranicy są zgodne z prawem unijnym(sygn.C313/05). Sąd rozstrzygnie sprawę w trybie tzw. pytania prejudycjonalnego, czyli takiego które zadał mu sąd krajowy (tu: Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie) przed wydaniem własnego rozstrzygnięcia w sprawie. Jest już pewne, że sprawa jest dla polskiego fiskusa przegrana.

We wrześniu niekorzystną dla polskiego Ministerstwa Finansów opinię w tej sprawie wydała rzecznik generalny ETS Eleanor Sharpston (samo ministerstwo stwierdziło jednak wtedy ustami ministra Nenemana, że opinia ta jest dla resortu korzystna). W październiku w ETS w sprawie Węgier uznał, że podatek ustalany bez uwzględnienia utraty wartości auta narusza art. 90 TWE (sygn. C-290/05 i C-333/05). Potwierdza to także wcześniejszy wyrok ETS w sprawie Tulliasiamies, Antki Siilin v. Finlandia (sygn. C-101/00)w którym został wyrażony pogląd, że nie można nałożyć wyższego podatku na samochody używane pochodzące z importu niż na krajowe samochody używane. Przy ustalaniu wysokości takiego podatku, nakładanego na używane samochody z innego państwa członkowskiego, należy brać pod uwagę wiek pojazdu i faktycznie utraconą wartość. Nie można traktować ich tak jak samochody nowe. Istotna jest bowiem aktualna wartość pojazdu, która zmniejsza się wraz z upływem czasu (podobnie w orzeczeniach C-345/93 i C-393/98).

Przy tak ukształtowanym orzecznictwie ETS jest prawie pewne, że Polska przed Trybunałem przegra. Resort finansów świetnie zresztą zdaje sobie  z tego sprawę, skoro od 1 grudnia stawki akcyzy obniżył do poziomu sugerowanego w stanowisku rzecznika generalnego. Ale to za mało by popadać w huraoptymistyczne tony, jak czynią to niestety niektórzy z moich kolegów po fachu. O odzyskaniu całej akcyzy można zapomnieć. Odzyskać będzie można tylko nadwyżkę, ponad to co zapłaciliśmy powyżej stawek 3,1% i 13,6%. Z tego prosty wniosek, że najwięcej odzyskają podatnicy, którzy sprowadzili najstarsze auta, dla których akcyza wyniosła nawet 65%. Ale i tu może nie być różowo. W swoim stanowisku rzecznik generalny wyraźnie zasygnalizował, że to strona polska będzie samodzielnie określała zakres i warunki zwrotu. A ze strony celników już dawno płynęły głosy, że najpierw zaktualizują podawaną w zgłoszeniach wartość samochodów do rynkowej, i dopiero później zwrócą akcyzę… albo i nie. Bo przy dużym zaniżeniu wartości samochodu, podatek płacony według niższej stawki może okazać się wyższy, niż płacony według wyższej od zaniżonej wartości. I chociaż ustawa akcyzowa wydaje się nie dawać podstaw do takiej weryfikacji jest prawdopodobne, że tak właśnie będzie się to odbywać.

I jeszcze jedna ważna uwaga. Jedna z gazet (jej nazwę w tym miejscu zmilczę przez grzeczność bo to teraz najpoważniejszy dziennik IV RP ;-)) napisała, że to rzecznik generalna domaga się od ETS stwierdzenia niezgodności polskich przepisów z prawem unii. Otóż, to pewne pomylenie pojęć. Co prawada o rzeczniku mówi się inaczej, że jest to adwokat generalny, ale nie znaczy to wcale, że pełni on rolę adwokata strony, reprezentuje jej interesy czy coś w tym stylu. Rola rzecznika jest inna. Przypomnę: rzecznicy (adwokaci) generalni wspomagają sędziów ETS w ich pracy. Rzeczników generalnych wybiera się na takich samych zasadach jak sędziów. Pomagają oni sędziom poprzez analizowanie spornych spraw i przygotowywanie propozycji końcowych wniosków, ale nie uczestniczą w wydawaniu orzeczeń.

08 grudnia 2006

Liczy się moment podpisania umowy

Dziś ostatecznie już chyba wyjaśniła się kwestia tego, kto nabędzie prawo do likwidowanej 1 stycznia 2007 r. ulgi odsetkowej. Tak jak pisaliśmy o tym wielokrotnie na naszych łamach, o nabyciu prawa do odliczania będzie decydowała data podpisania umowy kredytowej. Takie stanowisko znalazło się w komunikacie Ministerstwa Finansów. Czytamy w nim, że nie ma wątpliwości, że gwarantujące tzw. prawa nabyte przepisy dotyczą faktu zawarcia umowy, nie zaś powinności banku wynikającej z tej umowy, polegającej na wypłacie kredytu (uruchomieniu transzy kredytu). Dlatego zawarcie do końca 2006 roku umowy której przedmiotem będzie sfinansowanie jednej z inwestycji na które przysługuje dziś ulga odsetkowa, pozwoli nabyć prawo do odliczania odsetek od kredytu po 1 stycznia 2007 r.
06 grudnia 2006

Podatnik - gatunek zagrożony

Pani wicepremier Zyta Gilowska na spotkaniu z dziećmi z dziesięciu wybranych losowo szkół podstawowych, znajdujących się na terenie Warszawy, pochylała się dziś nad losem zagrożonych gatunków zwierząt. Dodatkową atrakcją dla dzieci było to, że spotkanie odbyło się w tajemniczym gmachu Ministerstwa Finansów.

Muszę przyznać, że cel tego spotkania popieram nie tylko obydwu rękami, ale wszystkimi posiadanymi kończynami razem wziętymi i każdą z osobna. Cieszy mnie też troska Pani minister ... o przepraszam, „Pani premier” – wszak jak wynika z doniesień prasowych, tej funkcji Zyta Gilowska nie odda za nic –, o edukację polskiej młodzieży. Zadowolenie z inicjatywy Ministerstwa Finansów psuło mi tylko dziwne przekonanie, że wśród licznych gatunków, którym grozi wyginięcie, na liście brakuje gatunku, który w Polsce należy do niewątpliwie najbardziej zagrożonych wyginięciem z przyczyn komercyjnych. Polskiego podatnika. Chociaż ten nie tyle ginie ile coraz liczniej migruje w okolice z nieco bardziej sprzyjającym mu klimatem. Ale to, że resort się do tego nie przyznaje też jest dość oczywiste. Trudno żeby resort chwalił się tym do czego sam się przyczynia. Zyta Gilowska ma zresztą niezwykły talent do przekazywania podatnikom dobrych wiadomości. Gdyby słuchać tylko tego co mówi pani premier szybko można by uwierzyć, że jeszcze chwila a zaczniemy żyć w prawdziwym raju podatkowym. Kłopot w tym, że dobre wiadomości mają swoje złe cienie, które jak na cień przystało są z reguły większe niż ten, kto je rzuca. Przykład. Proszę bardzo. Niedawno pani premier szumnie ogłosiła, że od 1 grudnia mamy niższa akcyzę na samochody sprowadzane z zagranicy i zerową na kosmetyki, o czym pisałem zresztą na blogu. I tak się stało. Pani premier zapomniała jednak dodać, że w zamian za to co dam dała, ma zamiar zabrać kilka razy więcej w wyższej od nowego roku akcyzie na benzynę bezołowiową. Wyższej tylko o 35 gr na litrze. Ale, w kontekście mikołajkowej akcji edukacyjnej podwyżka ta nabiera nieco innego kontekstu. Może bowiem być przejawem troski Ministerstwa Finansów o środowisko naturalne. Droższa benzyna może skłoni wreszcie rodaków do tłumnego przesiadania się na rowery. Jazda rowerem w styczniu wygląda może cokolwiek egzotycznie, ale jako że aura na razie sprzyja, może warto będzie spróbować. Tym sposobem, mimo że podejmowane kiedyś próby budowy drugiej Japonii pełzły na niczym, to uda nam się przynajmniej zbudować drugie Chiny.

Możliwe, że to co dziś piszę wynika wyłącznie z mojego głębokiego rozżalenia i (oby) niczym nie uzasadnionego rozczarowania panią premier. Ale jak spora część podatników, z jej obecnością w resorcie finansów wiązałem spore nadzieje. Tymczasem poza garścią niespełnionych obietnic, jak ta o obniżeniu niektórych składek ZUS, nie dostaliśmy tak naprawdę nic wielkiego. Waloryzację skali i kosztów jest. Fakt. Ale jej efekty i tak pożera składka zdrowotna, która rośnie do 9%. Swoją drogą warte zastanowienia. Oddajemy na zdrowie 9% swoich dochodów, a to wciąż za mało. Dostaliśmy też likwidację podatku od rodzinnych (ale tylko niektórych) darowizn i spadków. Ale to też prezent mało znaczący. No bo ileż tych spadków każdy z nas w życiu dostaje. A od rodzinnych prezentów i tak podatku nikt nie płacił, no bo i kto przy zdrowych zmysłach, poleciałby od czegoś takiego zapłacić podatek. Nie oszukujmy się. Większość z nas nie odczuje w przyszłym roku jakiegoś znaczącego obniżenia podatków. Niektórzy, odczują za to, że ich kieszenie schudły. Bo w każdym przypadku w którym coś się nam daje, drugą ręką sięga się do naszych kieszeni jeszcze głębiej. Chociaż tu już bez blasku reflektorów. Dlatego doceniam wysiłki pani premier, ale też czuję się przez nią oszukany.

Może właśnie dlatego ile razy słyszę, że minister, premier czy jak jeszcze nie tytułować by pani Gilowskiej, chce mi coś tam obniżać, odruchowo zaczynam chwytać się za portfel w obawie, że następnego dnia usłyszę, że dając mi 5 zł, zabiera mi z drugiej kieszeni 20. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy i dużo samozaparcia, by w tych wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach przyrody nie wyginąć. Ot choćby tak dla zasady, by dłużej nie dać się już tak na każdym kroku łupić. Bo tam gdzie podatnika próbuje się okpić, kończy się solidaryzm społeczny – który oczywiście popieram całym sersem, pod warunkiem jednak, że solidaryzm nie ukrywa socjalizmu – a zaczyna zwyczajna grabież w majestacie prawa. A to do uczciwego płacenia podatków nie zachęca na pewno.

I jeszcze słowo wyjaśnienia – skojarzenie z gatunkami zagrożonymi wyginięciem z przyczyn komercyjnych jest dość oczywiste. Mikołajkowe spotkanie z dziećmi poświęcone było Konwencji o Międzynarodowym Handlu Dzikimi Zwierzętami i Roślinami Gatunków Zagrożonych Wyginięciem (Convention of International Trade in Endangered Species – w skrócie CITES). Ta zaś jest umową międzynarodową sporządzoną 3 marca 1973 r. w Waszyngtonie, która chroni gatunki zwierząt i roślin zagrożone z przyczyn komercyjnych, a nie z przyczyn przyrodniczych.

05 grudnia 2006

Liczy się moment przyjęcia, a nie nabycia spadku

Witam po kilkudniowej przerwie spowodowanej opieką nad moim przeuroczym 5,5 letnim synkiem. Mam nadzieję, że nikogo ono nie zniechęciła do zaglądania w to miejsce. W każdym razie za to chwilowe lenistwo przepraszam. Od razu też zabieram się za wyjaśnienie kwestii, którą obiecałem szerzej opisać na blogu, czyli tego jak to jest z nowym zwolnieniem od podatku spadkowego i spadkami, które już zostały otwarte.
 
Otóż, jak już o tym pisałem na swoim blogu, w związku z tym, że znowelizowane przepisy ustawy o podatku od spadków i darowizn przewidują zwolnienie z opodatkowania nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę, istotnego znaczenia nabiera to, w którym momencie powstaje obowiązek. Kwestia ta jest tym ważniejsza, że coraz częściej w różnych komentarzach można przeczytać, że w takim przypadku decyduje moment nabycia spadku. Taki pogląd bierze się zapewne stąd, że z reguły z taką właśnie sytuacją mamy w przypadku czegoś co zwykłe się u nas nazywać prawami nabytymi. Ale w przypadku podatku od spadków z takim poglądem trudno się zgodzić.

To oczywiście prawda, że spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Spadek otwiera się zaś z chwilą śmierci spadkodawcy. Wyraźnie wynika to z kodeksu cywilnego (odpowiednio art. 925 i 924 k.c.). Tylko, że ustawa o podatku od spadków i darowizn nic nie wspomina o momencie nabycia spadku, jako zdarzeniu z którym łączyłby się obowiazek zapłaty podatku. Co przewiduje ustawa? Otóż, dwie rzeczy. Po pierwsze, że opodatkowaniu podatkiem od spadków podlega nabycie przez osoby fizyczne rzeczy znajdujących się na terenie RP tytułem dziedziczenia. Po drugie odpowiada na pytanie kiedy (w którym momencie) podlega ono opodatkowaniu. Odpowiedź na to pytanie znajduje się w przepisach dotyczących momentu powstania obowiązku podatkowego. Nie ma wątpliwości, że zarówno z dziś obowiązujących przepisów, jak i tych które zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2007 r., w sposób jednoznaczny wynika, że przy nabyciu w drodze dziedziczenia, obowiązek zapłaty podatku powstaje z chwilą przyjęcia spadku. Dlaczego przyjęto takie rozwiązanie?

Otóż zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego dotyczącymi spadków, spadkobierca może bądź przyjąć spadek bez ograniczenia odpowiedzialności za długi (przyjęcie proste), bądź przyjąć spadek z ograniczeniem tej odpowiedzialności (przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza), bądź też spadek odrzucić (art. 1012 k.c.). Oświadczenie o przyjęciu lub o odrzuceniu spadku może być złożone w ciągu sześciu miesięcy od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o tytule swego powołania. Jeżeli w tym terminie spadkobierca spadek odrzucił, zostaje wyłączony od dziedziczenia, tak jakby nie dożył otwarcia spadku (art. 1020 k.c.). Inaczej mówiąc praw do spadku nie nabywa wcale. Trudno zatem byłoby mówić o tym, że powstał wobec niego obowiązek zapłaty podatku, albo że w drodze dziedziczenia nabył własność wchodzacych w skład spadku rzeczy. Dlatego właśnie konstrukcja podatku od spadków nie wiąże momentu powstania obowiązku podatkowego z nabyciem prawa do spadku, czyli otwarciem spadku. Dlatego też, obowiązek podatkowy powstaje dopiero z chwilą przyjęcia spadku.

Ale tu uwaga. O ile odrzucenie spadku wymaga wyraźnego oświadczenia osoby powołanej do spadku, o tyle jego przyjęcie już niekoniecznie. Wystarczy, że osoba powołana do spadku nie złoży w stosownym czasie potrzebnego oświadczenia. Kodeks cywilny wyraźnie przewiduje bowiem, że brak oświadczenia spadkobiercy w terminie sześciomiesięcznym jest jednoznaczny z prostym przyjęciem spadku. Natomiast gdy spadkobiercą jest osoba nie mająca pełnej zdolności do czynności prawnych albo osoba, co do której istnieje podstawa do jej całkowitego ubezwłasnowolnienia, albo osoba prawna, brak oświadczenia spadkobiercy w terminie jest jednoznaczny z przyjęciem spadku z dobrodziejstwem inwentarza (art. 1015 k.c.). Brak oświadczenia oznacza zatem w każdej z tych dwóch sytuacji przyjęcie spadku, tyle że w rózniących się nieco zakresach, co jednak dla powstania obowiazku podatkowego nie ma już znaczenia. Trzeba też pamiętać, że odrzucenie spadku nie zawsze będzie możliwe (zob. np. art. 1024 k.c. dotyczący odrzucenia spadku z pokrzywdzeniem wierzycieli).

I to by było na tyle w kwestii tego, które spadki będą opodatkowane według nowych, korzystnych dla najbliższej rodziny spadkodawcy zasadach, a które na dotychczasowych. Moim zdaniem, nie ma wątpliwości, że liczył będzie się moment przyjęcia spadku. Również ten wynikający z upływu czasu do złożenia odpowiedniego oświadczenia.

28 listopada 2006

W Brukseli debata nie tylko o akcyzie na alkohol

Dziś w Brukseli odbędzie się posiedzenie Rady UE ds. Ekonomicznych i Finansowych (ECOFIN, czyli ECONOMIC and FINANCIAL AFFAIRS). To organ pomocniczy Rady Unii Europejskiej, tworzony przez ministrów ds. gospodarczych i ministrów finansów 25 państw członkowskich.

Wśród spraw którymi zajmie się rada będą także kwestie podatkowe. Jak głosi komunikat polskiego Ministerstwa Finansów, zagadnieniom podatkowym poświęcona zostanie znaczna część posiedzenia Rady. Kontynuowana będzie m.in. dyskusja która miała miejsce na posiedzeniu 7 listopada br. Podczas spotkania Komisja Europejska przedstawiła Ministrom Finansów propozycję dostosowania minimalnych stawek podatku akcyzowego od napojów alkoholowych, w celu przywrócenia ich wartości realnej. Druga dyskutowana wówczas kwestia dotyczyła przedstawionego przez Komisję projekt dyrektywy w sprawie zwolnienia towarów przywożonych przez osoby podróżujące z państw trzecich z podatku VAT i akcyzy. Również i tym razem, jak zapewnia nasz resort finansów ministrowie dążyć będą do osiągnięcia kompromisu w sprawie minimalnych stawek podatku od napojów alkoholowych oraz zwolnień towarów przywożonych przez osoby podróżujące z państw trzecich z VAT i akcyzy. Rada ma się też zapoznać z postępami prac w zakresie Wspólnej Skonsolidowanej Podstawy Opodatkowania Przedsiębiorstw oraz z raportem Grupy Roboczej ds. szkodliwych instrumentów podatkowych.

Szczególną uwagę radziłby poświecić tylko pierwszej i drugiej kwestii.

Po pierwsze dyrektywie Rady zmieniającej dyrektywę 92/84/EWG w sprawie zbliżenia stawek podatku akcyzowego dla alkoholu i napojów alkoholowych. Wniosek w tej sprawie pochodzi z września tego roku. Wniosek sprowadza się do waloryzacji ze skutkiem od 1 stycznia 2008 r. minimalnych stawek podatku akcyzowego na alkohol, wyroby pośrednie i piwo, zgodnie ze stopą inflacji od 1993 r. do 2005 r., która wyniosła około 31%. I tak proponuje się m.in. by od 1 stycznia 2008 r. minimalna stawka podatku akcyzowego dla alkoholu wynosiła 720 euro za 1 hektolitr czystego alkoholu. Dla wyrobów pośrednich stawka minimalna wyniosłaby 59 euro za 1 hektolitr produktu. Minimalną stawkę podatku akcyzowego dla piwa, stosowaną w odniesieniu do wyrobu końcowego, miałaby wynosić 0,98 EUR za 1 hektolitr/stopień Plato, albo 2,45 EUR za 1 hektolitr/stopień zawartości alkoholu. Komisja Europejska wyliczyła, że oznacza to wzrost ceny butelki piwa w Czechach, Niemczech albo na Litwie o 1 eurocent. Butelka portugalskiego porto nie powinna podrożeć więcej niż o 3 eurocenty. Mocne alkohole podrożeją na Cyprze i w Słowenii o 7 do 31 eurocentów.
Propozycja ta uzyskała poparcie państw skandynawskich, które wskazują na konieczność podwyższenia zbyt niskich stawek minimalnych. Inicjatorem prac nad podniesieniem akcyzy była zresztą Finlandia. Zdaniem państw skandynawskich stosowanie dziś obowiązujących stawek przyczynia się do zaburzania rynku napojów alkoholowych w Unii Europejskiej. Dysproporcje w wysokości akcyzy przyczyniają się także do wzrostu skali przemytu alkoholu do krajów, które poprzez utrzymywanie wysokich stawek akcyzy starają się ograniczyć spożycie alkoholu wśród swoich obywateli. Pomimo zapewnień Komisji Europejskiej o niewielkim wpływie proponowanych podwyżek na ceny alkoholu, zdecydowany sprzeciw wobec przyjęcia planu podwyższenia akcyzy na alkohol wyraziły władze niemieckie. Wskazały, że propozycja ta mogłaby być przyjęta przez Niemcy jedynie w sytuacji, gdyby wyższymi stawkami minimalnymi nie objęto piwa. Przeciwko wprowadzeniu wyższych stawek protestowały także władze państw będących tradycyjnymi producentami wina takie jak Francja, Hiszpania, Portugalia, czy Włochy. Polska nie ma natomiast zastrzeżeń do tych propozycji, bo nasza akcyza na alkohol już dziś jest wyższa od nowych stawek minimalnych proponowanych przez Komisję Europejską.

Druga sprawa godna uwagi dotyczy dyrektywy Rady w sprawie zwolnienia towarów przywożonych przez osoby podróżujące z krajów trzecich z podatku od wartości dodanej oraz podatku akcyzowego. Zgodnie z obecnymi przepisami podróżni z krajów trzecich wjeżdżający na terytorium UE są zwolnieni z VAT i podatku akcyzowego od towarów mających charakter niehandlowy i o wartości nieprzekraczającej 175 euro lub równowartości w walucie krajowej państw nienależących do strefy euro. Komisja zaproponowała podwyższenie obowiązującego limitu oraz równoczesne wprowadzenie rozróżnienia między podróżnymi w transporcie lotniczym (500 euro) a innymi podróżnymi (220 euro). To nie jedyna propozycja. Komisja zaproponowała też wprowadzenie korzystającego ze zwolnień limitu ilościowego dotyczącego wwożonego piwa w wysokości 16 litrów i zwiększenie limitu ilościowego wina z 2 do 4 litrów. Ponadto kwota, w odniesieniu do której Państwa Członkowskie nie mają obowiązku nakładania podatku w przywozie towarów, powinna zostać podwyższona w celu uwzględnienia inflacji, w związku z czym podwyższa się ją z 5 euro do 10 euro.
Polska na spotkaniu ECOFIN 7 listopada zaakceptowała zaproponowany w wyniku kompromisu próg wartości przewożonych dóbr w wysokości 300 euro i sprzeciwiała się dalszemu zwiększaniu tego progu.

Dla porządku dodajmy jeszcze tylko, że z polskiej strony w spotkaniu wezmą udział prof. Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów oraz wiceminister (podsekretarz stanu) Marta Gajęcka której w resorcie finansów podlega m.in. Departament Unii Europejskiej i Współpracy Zagranicznej i Jacek Dominik, wiceminister (podsekretarze stanu) odpowiedzialny w Ministerstwie Finansów za podatki.

27 listopada 2006

Prezydent podpisał, ministerstwo wyjaśnia

Prezydent podpisał dziś najważniejszą z uchwalonych ostatnio ustaw podatkowych, czyli nowelizację ustawy o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz o podatku od czynności cywilnoprawnych. Nowelizacja ta znosi opodatkowanie tymi podatkami w ramach najabliższej rodziny, o czym pisałem kilka dni temu na blogu szerzej. Wcześniej podpisane zostały już też nowelizacje: ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawę o zmianie Ordynacji podatkowej. Prezydent podpisał także ustawę w sprawie ratyfikacji Konwencji między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od zysków majątkowych, podpisanej w Londynie dnia 20 lipca 2006 r., czyli w skrócie mówiąc nową polsko-angielską umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. Ale tu uwaga. Przepisy nowej umowy – dużo korzystniejsze dla osób pracujących w Anglii niż przepisy obecnie obowiązującej umowy – będą miały zastosowanie dopiero w rozliczeniu za 2007 rok. Z dobrodziejstw tej umowy nie skorzystamy zatem przy rozliczeniu za rok 2006.

Z kolei Ministerstwo Finansów, zamieściło obszerne wyjaśnienia dotyczące zmian w opłacie skarbowej, które zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2007 r. Resort przypomina, że zapłaty należnej opłaty skarbowej nie będzie można już dokonać przy użyciu znaków tej opłaty, lecz wyłącznie w formie gotówkowej lub bezgotówkowej. W związku z tym faktem zakupione znaki opłaty skarbowej i urzędowe blankiety wekslowe powinny zostać wykorzystane do dnia 31 grudnia 2006 r. Opłaty takiej nie będzie się już wnosić od podań. Resort zapewnił też, że aktualnie trwają prace legislacyjne nad aktem wykonawczym do ustawy, który będzie regulował szczegółowe zasady zapłaty oraz zwrotu opłaty skarbowej. Projekt rozporządzenia Ministra Finansów w tej sprawie zostanie w najbliższym czasie zamieszczony na stronie internetowej Ministerstwa Finansów.

26 listopada 2006

Dlaczego ceny kosmetyków nie spadną

Likwidacja akcyzy na kosmetyki od 1 grudnia może odciążyć portfele klientów, ale najwcześniej za kilka miesięcy. Nie ma się co łudzić – przed gwiazdką ceny nie spadną” – pisze w specjalnym raporcie Gazety Prawnej, Katarzyna Kozińska. Jej zdaniem, do końca tego roku ceny na pewno nie spadną. Jest tak z jednej strony dlatego, że – co przyznają przedstawiciele branży – konieczne jest najpierw wyprzedanie zapasów. Ceny na sezon świąteczny zostały wynegocjowane już ponad pół roku temu. To dokładnie to o czym pisałem kilka dni temu na swoim blogu. Po drugie ceny nie spadną, bo jak twierdzi autorka raportu, w branży szykują się spore inwestycje i to na te inwestycje pójdą przede wszystkim środki zaoszczędzone na obniżonej do zera akcyzie. A trochę ich jest. Swoje straty resort finansów szacuje na jakieś 100 mln zł. O tyle mniej akcyzy ma wpłynąć do budżetu.

Przypomnę tylko, że nie można tu mówić o zniesieniu akcyzy w sensie prawnym. Zerowa stawka wynika z rozporządzenia ministra finansów, ten nie mógł zaś znieść akcyzy w ogóle, bo to wymagałoby zmiany ustawy. Stąd sprytny trik ze stawką zerową, która faktycznie oznacza i tak zniesienie akcyzy, no bo przecież przy zerowej stawce podatku się nie płaci. Ten medal ma jednak i druga stronę. Przywrócenie akcyzy jest dzięki temu stosunkowo łatwe. Wystarczy zmienić rozporządzenie w druga stronę. Co jednak jak mam nadzieję już nie nastąpi.

Wcześniej niższe ceny kosmetyków na święta obiecywała nam wicepremier i minister finansów Zyta Gilowską. Na specjalnej konferencji pod intrygującym tytułem: „Cała prawda o akcyzie” mówiła: „Panie mogą liczyć na ładny prezent na Boże Narodzenie”. Cóż wiele wskazuje na to, że prezent pani premier znów się nie udał – co w tym przypadku było stosunkowo łatwe do przewidzenia. Ale to przecież nie pierwszy raz. Pani premier nie udało się spełnić także kilku innych obietnic. Waloryzacji skali z mocą wsteczną, czyli już za 2006 rok, czy też obniżenie klina podatkowego, polegające na redukcji niektórych składek ZUS. Takie obietnice słyszeliśmy w marcu. Wówczas na konferencji pani premier mówiła o waloryzacji skali podatkowej i kosztów: „Będę prosiła Sejm, by zechciał uchwalić w ustawie o PIT zaprojektowaną przez nas zmianę, na mocy której te zwaloryzowane parametry można by było zastosować do rozliczeń podatkowych już za rok 2006”. Ciekawe, czy po tych „wpadkach” pani premier nadal jest dla podatników osobą wiarygodną? A może jednak pani minister ma rację i ceny gdzieś spadną. Gdyby ktoś to zaobserwował będę wdzięczny za informacje. Chętnie wtedy napiszę o tym na blogu.

Wszystkim zainteresowanym szczegółami tego, dlaczego kosmetyki na święta nie stanieją polecam natomiast nasz raport. Osobiście miałem przyjemność już go przeczytać, chociaż jako prawnik do zagorzałych czytelników sekcji gospodarczej nie należę. Mogę go zatem polecić z czystym sumieniem, zwłaszcza, że jak mało który jest nieprzegdany. A to rzadka cecha raportów. Raport już jutro w GP.

24 listopada 2006

Pomoc dla rodzin górników bez podatku

W specjalnym komunikacie Ministerstwo Finansów poinformowało, że pracuje nad przygotowaniem regulacji prawnych umożliwiających zwolnienie z opodatkowania świadczeń otrzymanych przez rodziny osób, które zginęły w katastrofie w kopalni „Halemba”. Komunikat ministerstwa ma zapewne związek z tym, że premier Jarosław Kaczyński podpisał zarządzenie, które umożliwia przekazanie wojewodzie śląskiemu 690 tys. zł z rezerwy ogólnej budżetu państwa na pomoc rodzinom ofiar katastrofy. Ale trzeba pamiętać, że pomoc taka płynie także z innych źródeł, m.in. z wpłat, których każdy może dokonać na specjalnie w tym celu założone konta bankowe. Należy mieć nadzieję, że zwolnienie obejmie także taką pomoc.

Przypomnijmy, że resort ma taką możliwość. Daje mu ją art. 22 Ordynacji podatkowej, który przewiduje, że minister właściwy do spraw finansów publicznych (czyli obecnie minister finansów) może, w drodze rozporządzenia, w przypadkach uzasadnionych interesem publicznym lub ważnym interesem podatników zaniechać w całości lub w części poboru podatków, określając rodzaj podatku, okres, w którym następuje zaniechanie, i grupy podatników, których dotyczy zaniechanie. I z tego przepisu zapewne teraz skorzysta. Dla porządku dodajmy jeszcze tylko, że minister finansów może w tym samym trybie zwolnić również niektóre grupy płatników z obowiązku pobierania podatków lub zaliczek na podatki oraz określić termin wpłacenia podatku i wynikające z tego zwolnienia obowiązki informacyjne podatników, chyba że podatnik jest obowiązany do dokonania rocznego lub innego okresowego rozliczenia tego podatku. Z tego przepisu resort finansów korzysta niezwykle rzadko. Tym większe uznanie budzi u mnie to, że tym razem resort zareagował tak szybko. Bo w to, że tak właśnie postąpi, nie wątpiłem.

Dla przypomnienia - może komuś się przyda taka informacja-, konta Caritas, na które można wpłacać pieniądze na pomoc dla rodzin ofiar tragedii:

77 1160 2202 0000 0000 3436 4384
90 1560 1111 0000 9070 0011 6398

24 listopada 2006

KPP nie chce niższych stawek akcyzy

Pisząc wczoraj o niższej akcyzie na używane samochody, nie podejrzewałem, że decyzja ta może się komuś nie spodobać. Myliłem się jednak. Jak się okazało wczoraj prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich Andrzej Malinowski wystosował do premiera Jarosława Kaczyńskiego list z prośbą o spowodowanie zmiany niekorzystnego rozporządzenia dotyczącego obniżenia stawek podatku akcyzowego na samochody osobowe. Niekorzystnego dodajmy dla branży motoryzacyjnej. Zdaniem prezydenta KPP: „Wejście w życie tych przepisów spowoduje, że przestaną obowiązywać wszelkie ograniczenia importu starych i wyeksploatowanych samochodów. Taka sytuacja jest bardzo niekorzystna dla środowiska – stare samochody wydzielają dużo więcej trujących gazów, a za kilka lat powstanie problem utylizacji setek tysięcy wraków. Ucierpią na tym także sprzedawcy nowych samochodów, czyli sieć ok. 1300 przedsiębiorstw, głównie małych i średnich z polskim kapitałem, dających pracę ok. 50 tys. osób. Już dziś sytuacja tego sektora jest bardzo trudna, a wejście w życie nowych stawek akcyzy oznacza dla nich realne widmo bankructwa.”

Cóż, twierdzenie być może nie jest pozbawione pewnych racji, mam jednak dziwne przekonanie, że osoby sprowadzające używane samochody z zagranicy, nie należą raczej do grona klientów salonów samochodowych. Jeśli ktoś już sobie taki samochód sprowadza, to z reguły nie dlatego, że mu się nowe samochody nie podobają, tylko dlatego że go na taki samochód nie stać. Dlatego – chociaż może się mylę –, mam graniczące z pewnością przekonanie, że dla większości podatników, nowe przepisy będą jednak korzystne. Bez względu na to, co ma w tej sprawie do powiedzenia KPP i branża motoryzacyjna. Tym bardziej, że nie wolno zapominać, że obecnie obowiązujace przepisy z całą pewnoscią zostaną uznane za niezgodne z przepisami UE.

A co Państwo o tym myślicie?

23 listopada 2006

Wkrótce niższa akcyza na samochody

W Dzienniku Ustaw opublikowano już rozporządzenie ministra finansów zmieniające rozporządzenie dotyczące obniżenia stawek podatku akcyzowego (Dz.U. nr 210, poz. 1551). Rozporządzenie dotyczy kosmetyków i samochodów osobowych. Od 1 grudnia 10% akcyza na kosmetyki zostanie de facto zniesiona, bowiem wprowadzana jest na nią stawka zerowa. Nie liczyłbym jednak na to, że w związku z tym ceny kosmetyków już od 1 grudnia spadną o 10%. Wiara w to byłaby naiwna. Powodów jest kilka. Po pierwsze, sprzedawcy będą mogli tłumaczyć się, że nadal sprzedają kosmetyki z zapasów, czyli takie od których akcyza jeszcze była. Po drugie mamy właśnie okres przedświąteczny i ze zbyciem towarów nie ma większych kłopotów. Jeśli zatem nawet ktoś skorzysta już w grudniu na obniżce akcyzy, to co najwyżej sprzedawcy i dystrybutorzy, zwiększając swoje marże.

Jak już pisałem o tym w gazecie z 13 listopada, w rozporządzeniu zrównano także stawki akcyzy samochodów nowych z używanymi. Od 1 grudnia 2006 r. wszystkie samochody, niezależnie od wieku, opodatkowane będą jednolitymi stawkami akcyzy, których wysokość zależeć będzie wyłącznie od pojemności silnika. Akcyzą w wysokości 3,1 proc. opodatkowane będą samochody z silnikami do 2000 cm sześć., akcyzą w wysokości 13,6 proc. z silnikami powyżej tej pojemności. W ten sposób Ministerstwo Finansów rezygnuje z progresywnego opodatkowania starszych niż dwa lata samochodów po raz pierwszy rejestrowanych w kraju, dla których dotychczas stawki akcyzy sięgały nawet 65%. To dobra wiadomość nie tylko dla tych podatników, którzy zastanawiają się na zakupem używanego samochodu w krajach unijnych. To dobra wiadomość także dla tych osób, które zapłaciły już za sprowadzenie używanego samochodu. Widać wyraźnie, ze szanse na odzyskanie nadpłaconej akcyzy rosną. Odzyskanej, bo zarówno wprowadzone zmiany, jak i stanowisko rzecznika generalnego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS), wyraźnie wskazują na to, że w przypadku, gdy ETS uzna polskie przepisy o akcyzie na używane samochodu, za niezgodne z prawem unijnym, odzyskać uda się tylko część zapłaconej akcyzy. I byłaby to właśnie ta cześć, która przewyższa akcyzę zapłaconą według stawek 3,1 i 13,6%. O tym, że zwrot akcyzy zapewne tak właśnie będzie wyglądał pisaliśmy w GP wielokrotnie radząc jak walczyć o zwrot nadpłaconej akcyzy.

Skoro już o akcyzie mowa, to trzeba pamiętać, że nowe stawki dotyczą tylko tych samochodów dla samochodów, w przypadku których obowiązek zapłaty akcyzy powstał od 1 grudnia. Jeśli ktoś sprowadził samochód przed wejściem rozporządzenia w życie, będzie musiał zapłacić akcyzę według starych stawek.
Nie zmieniła się za to podstawa opodatkowania. Nadal będzie to wartość celna pojazdu przy imporcie, a przy nabyciu wewnątrzwspólnotowym kwota, jaką nabywca musi zapłacić za samochód, tj. wykazana na fakturze (pisaliśmy o tym szerzej w połowie listopada).

22 listopada 2006

Asysta Infovide przy e-Deklaracjach

Ministerstwo Finansów poinformowało na swoich stronach internetowych, że postępowanie na zakup usług „Zarządzanie i asysta techniczna” w ramach projektu „Budowa i wdrożenie systemu obsługi elektronicznych deklaracji podatkowych przedsiębiorców e-Deklaracje” zostało zakończone. Wybrano ofertę firmy Infovide-Matrix S.A. z siedzibą w Warszawie. Odpowiednia umowa została zawarta 14 listopada. To ciekawa informacja. Dlaczego ? Otóż dlatego, że Infovide-Matrix S.A. to spółka powstała z połączenia spółki Infovide i Matrix.pl. Odpowiednia umowa została podpisana 24 sierpnia, cała transakcja miała zaś zakończyć się do końca listopada, i jak informuje sama spółka „powiązana jest z planowanym na jesień debiutem Infovide na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.” Oczywiście nie to jest najciekawsze, ale to, że - jak doniósł serwis pit.pl -, spółka Infovide współpracowała wcześniej z Prokom Software przy realizacji projektu Kompleksowego Systemu Informatycznego dla ZUS. Współpracą z Prokomem spółka specjalnie się nie chwali. Chwali się za to, że wśród jej klientów są m.in. BRE Bank, Kredyt Bank, BPH PBK czy Nordea Bank Polska. Spółka zaprojektowała też i wdrożyła pierwszą w Polsce platformę usług mobilnych Era Omnix, udostępniającą abonentom serwisy w kilkuset kategoriach. To raczej dobre rekomendacje. Chociaż z drugiej strony tego jak wyglądała informatyzacja ZUS nikomu chyba przypominać nie trzeba i to również warto brać pod uwagę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tym razem będzie lepiej.

Na marginesie warto przypomnieć, że zgodnie z harmonogramem 1 grudnia powinna ruszyć elektroniczna obsługa kolejnych deklaracji. Powinny to być: CIT-2, CIT-2/O, CIT-8, CIT-8/O, CIT-6, CIT-D, VAT-23, VAT-24. To sporo więcej niż udało się uruchomić dotychczas. Jak z tego wynika, 1 grudnia ma ruszyć obsługa w sumie 8 rodzajów deklaracji. Dotychczas uruchomiono obsług zaledwie sześciu (16 sierpnia – 2 deklaracje i 1 października kolejne 4).

21 listopada 2006

Jacek Dominik odpowiada za podatki

Dziś Ministerstwo Finansów w specjalnym komunikacie potwierdziło wczorajsze doniesienia o tym, że Jarosława Nenemana zastąpił Jecek Dominik. Zgodnie z komunikatem pan Jacek Dominik, jako Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów, sprawuje merytoryczny nadzór nad zadaniami realizowanymi przez Departament Podatku Akcyzowego i Ekologicznego, Departament Podatku od Towarów i Usług, Departament Podatków i Opłat Lokalnych, Departament Podatków Dochodowych oraz Departament Polityki Podatkowej, zgodnie z zarządzeniem Ministra Finansów z dnia 20 listopada 2006 r. w sprawie podziału kompetencji w Kierownictwie Ministerstwa Finansów. Teraz pozostaje nam już tylko czekać na pierwsze efekty zmiany na stanowisku wiceministra sprawującego nadzór nad sprawami podatkowymi. A może ktoś pokusi się o prognozę, czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie po Ministerstwie Finansów ?
20 listopada 2006

Nenemana zastąpi Jacek Dominik

Jarosława Nenemana zastąpi na stanowisku Jacek Dominik. Taką informację przekazał dziś Polskiej Agencji Prasowej p.o. dyrektora biura ministra finansów Marek Hajbos. Dotychczas nowemu wiceministrowi od podatków podlegały Departament Unii Europejskiej i Współpracy Zagranicznej oraz Departament Gwarancji i Poręczeń (tak wynika z zarządzenie nr 28 ministra finansów z dnia 5 października 2006 r. w sprawie podziału kompetencji w Kierownictwie Ministerstwa Finansów). Od czerwca 2006 roku Jacek Dominik był dyrektorem Departamentu Polityki Podatkowej. To jeden z departamentów, które podlegały ministrowi Nenemanowi.
20 listopada 2006

Dlaczego przy liniowym PIT nie ma ulgi na dzieci

Niemiła niespodzianka dla podatników opodatkowanych ryczałtem, kartą i podatkiem liniowym – doniosła dziś Gazeta Wyborcza. Z zainteresowaniem przeczytałem, jakaż to niemiła niespodzianka spotkała podatników. Szybko okazało się, że chodzi o to, że podatnikom tym nie przysługuje prawo do słynnej ulgi prorodzinnej, czyli odliczenia od podatku 120 złotych rocznie na każde dziecko.

Troszkę mnie ta informacja zaskoczyła. Po pierwsze dlatego, że o tym, że ulga ta tak właśnie ma wyglądać, każdy mógł się dowiedzieć już na etapie projektu Ministerstwa Finansów. Wystarczyło przeczytać. Najwyraźniej jednak przeczytali tylko nieliczni. Teraz za to, po nagłośnieniu sprawy, wszyscy nad problemem z pewnością pochyla się z największą uwagą i troską wznosząc sztandary w obronie pokrzywdzonych tym faktem przedsiębiorców. Mnie natomiast krzywda ta wcale nie dziwi. Przynajmniej w przypadku przedsiębiorców opodatkowanych stawkę liniową PIT. Tak jest konstrukcja tej formy opodatkowania i tyle.

Trudno też mówić, że rząd uznał, że tu cytat: „(...) dzieci przedsiębiorców i tak na nią (czyli ulgę) nie zasługują”. Sam autor artykułu zauważa bowiem zaraz, że cześć przedsiębiorców – dodajmy, wcale nie taka mała jak mogłoby się wydawać – płaci jednak podatek według skali podatkowej ze stawkami 19, 30 i 40%, a zatem prawo do ulgi jednak ma. Wniosek z tego taki, że to nie fakt bycia przedsiębiorca dyskryminuje podatników, ale forma opodatkowania, którą sami, z własnej i nieprzymuszonej – jak należy domniemywać – woli wybrali. A skoro wybrali, powinni sobie zdawać sprawę z tego, że oznacza to dla nich rezygnację z wszelkich dostępnych dla pozostałych podatników ulg. Ta prosta zasada obowiązuje równie długo, jak sama stawka liniowa, czyli od 2004 roku. I każdy, kto decyduje się na taką formę płacenia podatku, musi sobie z tego zdawać sprawę. Skąd zatem zaskoczenie tym, że podatnicy płacący liniowy PIT, nie mają prawa do odliczenia ulgi prorodzinnej? To logiczna konsekwencja przyjętej w Polsce konstrukcji podatku liniowego. Podatku, który dostępny jest tylko dla nielicznych podatników. Dlatego nieliczne są też dostępne dla tych podatników ulgi. Poza możliwością odliczenia składek na ubezpieczeni zdrowotne i  społeczne, podatnicy ci zyskają w przyszłym roku jeszcze tylko możliwość odliczenia 1% podatku przekazywanego na rzecz organizacji pożytku publicznego. I na tym koniec.

Zaskoczenia nie powinno zatem być. Z drugiej jednak strony, jeśli preferencje prorodzinne maja mieć sens powinny być dostępne dla wszystkich. Nie tylko przedsiębiorców, ale mieszkańców naszego pięknego kraju w ogóle. Każdego z osobna i wszystkich razem. Rolników, którzy prawa do ulgi też nie mają, bo PIT nie płacą wcale, także. No bo niby dlaczego by nie? Wszak prorodzinna polityka rządu nie zakłada chyba, że chodzi nam o to, by dzieci rodziły się tylko w miastach, a sfrustrowana brakiem ulg prorodzinnych wieś przestała starć się o nowe pokolenia rolników i stopniowo ze starości wymierała ;-) I tak naprawdę w tym miejscu dochodzimy dopiero do sedna problemu. Prawda jest taka, że nie stać na prowadzenie skutecznej polityki prorodzinnej. Polityki, która pozwoliłaby odwrócić niekorzystne trendy demograficzne. Dlatego zafundowano nam symboliczną w gruncie rzeczy ulgę, skrojoną na dokładkę tak, by skorzystało z niej jak najmniej osób. To już tradycja. Jeśli czegoś nie da się załatwić, bo brak na to pieniędzy, to najlepiej zamydlić wszystkim oczy przyznając jakaś ulgę. W Polsce ulgi podatkowe stają się dzięki temu uniwersalnym rozwiązaniem wszelkich społecznych problemów. Chociaż w ich skuteczność nikt już nie wierzy. W to, że dzięki tej uldze zacznie rodzić się więcej dzieci, też nikt chyba w Polsce nie wierzy.

20 listopada 2006

Żeby nie płacić za darowizny trzeba złożyć zawiadomienie

To już pewne. W przyszłym roku, najbliższa rodzina nie będzie musiała płacić podatku od spadków i darowizn. Wszystkie media - nie bez racji odtrąbiły -, że to najważniejsza zmiana spośród uchwalonych przez Sejm. I faktycznie, w porównaniu ze zmianami w PIT, to co stało się z podatkiem od spadków i darowizn, to prawdziwa rewolucja. Od razu powiało optymizmem. Wśród wszystkich doniesień o zniesieniu podatku spadkowego dla najbliższej rodziny, zabrakło jednak informacji najważniejszej. A mianowicie, że podatku nie zapłacimy, pod warunkiem, że nie zapomnimy, że w zamian za zwolnienie nałożono na nas pewne obowiązki. Każdy kto tego sobie w porę nie uświadomi może wpaść w kosztowną podatkową pułapkę i zamiast skorzystać z dobrodziejstw zwolnienia, zapłacić podatek.

Otóż, ze zwolnienia od podatku (w sensie prawnym o żadnym zniesieniu podatku raczej mówić nie można) będzie można skorzystać pod warunkiem złożenia w urzędzie skarbowym specjalnego zawiadomienia. Przeznaczony będzie do tego specjalny formularz o dość tajemniczym oznaczeniu SD-Z1. Trzeba w nim będzie dokładnie opisać to co otrzymaliśmy od najbliższych w formie darowizny, lub to co po określonej osobie odziedziczyliśmy. Na złożenie takiego oświadczenia będziemy mieli miesiąc (więcej informacji na ten temat można znaleźć dziś w Gazecie Prawnej). Zawiadomienia nie będzie trzeba składać w dwóch przypadkach. Po pierwsze wtedy, gdy przekazanie majątku nastąpi na podstawie aktu notarialnego. Po drugie, gdy wartość nabytego majątku nie przekracza 9637 zł. Ale uwaga. Kwota ta liczona jest dla każdego z darczyńców odrębnie, ale równocześnie dla każdego z nich wszystkie darowizny dokonane w okresie pięciu kolejnych lat są sumowane. Jeśli od kogoś otrzymujemy kilka kolejnych darowizn, musimy zatem bardzo uważać, na moment w którym ich suma przekroczy wspomniany limit.

Dodatkowy warunek dotyczy darowizn pieniężnych. Te muszą do nas trafić albo za pośrednictwem konta bankowego, albo rachunku w SKOK, albo też poprzez przekaz pocztowy. Innymi słowy musi zostać ślad po przekazaniu darowizny.

Przypomnijmy też, że na potrzeby zwolnienia ustawodawca sam zdefiniował sobie, kogo można do najbliższej rodziny zaliczyć. I dlatego z nowego zwolnienia skorzystają wyłącznie małżonek, zstępni, wstępni, pasierb, rodzeństwo, ojczym i macocha.

Zmiany w ustawie o podatku od spadków i darowizn Sejm uchwalił w ubiegły czwartek. Aby mogły wejść w życie 1 stycznia 2007 roku, ustawę musi jeszcze podpisać prezydent. Musi też ona zostać opublikowana w Dzienniku Ustaw. To oczywiście jeszcze potrwa. Ale też nie ma co się martwić, bo ani z podpisem prezydenta, ani z publikacją ustawy nie będzie w tym przypadku żadnych kłopotów. Jeśli zatem planujemy przekazanie jakiegoś prezentu rodzinie, warto z tym chwilę zaczekać. Chociaż gwiazdki z tego akurat powodu tak od razu bym nie odwoływał ;-)

18 listopada 2006

Odwołanie Nenemana to zła wiadomość

Ubiegły tydzień zakończył się dwoma dość istotnymi dla każdego podatnika zdarzeniami. Pierwsze to ukończenie prac nad najważniejszymi z punktu widzenia przeciętnego podatnika ustawami podatkowymi. Od ich wejścia w życie dzieli nas już tylko jedno: podpis prezydenta. Podpis, z którym nie będzie zapewne większych problemów. Drugie, to odwołanie z zajmowanego stanowiska odpowiedzialnego w Ministerstwie Finansów za podatki wiceministra Jarosława Nenemana.

Wiceministra od dawna nie chciał w Ministerstwie Finansów premier Kaczyński. To raczej nie dziwi. Jarosław Neneman dał się poznać jako świetny fachowiec jeszcze za czasów swojej pierwszej przygody w resorcie finansów, kiedy to identyczną funkcją, jak ta z której został odwołany, piastował w rządzie Marka Belki. I już chociażby tylko z tego powodu nie bardzo pasował do zespołu budowniczych IV RP. To, że Jarosław Neneman utrzymał się w Ministerstwie Finansów w czasie gdy premierem został Kazimierz Marcinkiewicz było dla mnie zaskoczeniem równie dużym, jak to, gdy wicepremierem i ministrem finansów została Zyta Gilowska. Nie jest też tajemnicą, że to pani premier stała za ponowną nominacją Nenemana, po tym jak wcześniej odwołał go premier Marcinkiewicz. Sam Neneman, do powrotu do ministerstwa podobno specjalnie się nie palił. I trudno się dziwić. Tym śmieszniej brzmiały sensacyjne doniesienia prasowe z okresu powrotu Zyty Gilowskiej do rządu, jakby w zamian za swój powrót zażądała od premiera Kaczyńskiego głowy Nenemana.

Za czasów premiera Belki, Neneman dał się poznać jako osoba wyjątkowo kompetentna i... niepoprawnie szczera. Sam byłem tego świadkiem w czasie jednej z redakcyjnych debat. Ta szczerość zawsze stawała się dla ministra powodem kolejnych kłopotów. Często była też bezlitośnie wykorzystywana przez media dla wzbudzenia chwilowych sensacji. Nadmierna szczerość było również powodem kłopotów i tym razem. Dość wspomnieć, że raz już Nenemana odwoływano. Zrobił to premier Marcinkiewicz po tym, jak ministrowi wymknęła się informacja o tym, że rząd będzie dążył do podwyższenia akcyzy na olej opałowy i gaz. Później okazało się, że rząd taką podwyżkę istotnie planuje. Znalazła się ona w pakiecie ustawa przygotowanych pod kierownictwem Zyty Gilowskiej. I chociaż odpowiednia ustawa do dziś nie opuściła Sejmu i już raczej nie ma szans by zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2007 roku, to nie sposób nie zauważyć, że po raz kolejny okazało się, że tego co mówi wiceminister Neneman warto słuchać. Warto dlatego, że mimo że swoboda jego wypowiedzi była w ostatnim czasie mocno skrępowana, potrafił zdobyć się na szczerość, której ministrom finansów, zawsze brakowało. I już chyba zawsze brakować będzie.

Minister Neneman miał jeszcze jedną cechę, której po jego odejściu będzie w ministerstwie bardzo brakować. Zdrowy rozsądek. Jak nikt w Ministerstwie Finansów potrafił twardo stąpać po gruncie budżetowych realiów. Mówić wprost, tam gdzie było to konieczne, że na pewne rozwiązania nas nie stać. Jak nikt potrafił też poprzez dobrą, merytoryczną argumentację, przekonywać, że pewne populistyczne rozwiązania nie mają sensu. Zyskał sobie dzięki temu, zupełnie niezasłużenie miano osoby, która "kocha podnosić podatki". Wątpię, by istotnie tak było. I dlatego uważam, że odejście ministra Nenemana z resortu finansów to zła wiadomość dla nas wszystkich. Jeśli ktokolwiek mógłby dziś przygotować wspólnie z Zytą Gilowską prawdziwą reformę systemu podatkowego, to tym kimś na pewno jest Jarosław Neneman. Czy uda się to jego następcy? Cóż przekonamy się, gdy poznamy kto nim będzie.

17 listopada 2006

Ministerstwo Zdrowia chce nowych ulg

W informacyjnym chaosie jaki powstał wokół podatków łatwo może pogubić się nawet uważny obserwator. Pogubić się tym łatwiej, że od dawna można odnieść wrażenie, że śledzenie tego, co ma do powiedzenia minister finansów, mija się z celem. Obserwować warto za to każdy krok innych ministrów. Swoje koncepcje zmian przedstawiły już ministerstwo pracy lansujące swego czasu własną koncepcję ulg prorodzinnych i ministerstwo spraw wewnętrznych, które chciałoby wprowadzenia ulg w zamian za zatrudnianie więźniów, chociaż te dopiero co zlikwidowano, jako nieefektywne. Od czasu do czasu, swoje trzy grosze wtrąca resort kultury, szukający alternatywy dla abonamentu RTV. Aktywny na tym polu jest także resort rolnictwa walczący o zwrot akcyzy dla rolników. Dochodzi do tego, że kiedy w telewizji pojawia się minister obrony narodowej, z niepokojem czekam, kiedy powie, że jego resort też przygotował propozycję uproszczenia podatków i ulżenia niedoli podatników. Oczywiście sposób polegający na tym, że coś nam zabierze, żeby w zamian dać ulgę. Jeśli nawet potraktować to jak żarto, jest to żart smutny.

Ostatni do tej kawalkady pobożnych życzeń coraz częściej dołącza Ministerstwo Zdrowia, usilnie szukające nowych źródeł finansowania niedofinansowanej od zawsze służby zdrowia. Chociaż mnie, człowieka, który już dziś oddaje na służbę zdrowia 8,75% swoich dochodów, a od 1 stycznia 2007 roku zacznie oddawać 9% nieco to dziwi. Szczególnie, że nie jestem w tym przypadku nikim wyjątkowym. Tyle do NFZ odprowadza co miesiąc każdy z nas. No, może z wyjątkiem przedsiębiorców, dla których składka zdrowotna jest niższa, bo ustalana na innych niż w przypadku pracowników najemnych zasadach.

Dla Ministerstwa Zdrowia to jednak za mało. Najlepiej byłoby gdybyśmy zaczęli za leczenie płacić sami. W zamian za wykupienie dodatkowej polisy zdrowotnej korzystalibyśmy z ulgi podatkowej. I chociaż, na taką ulgę nie ma zgody Ministerstwa Finansów, resort zdrowia do pomysłu tego z uporem wraca co jakiś czas. Oczywiście to żaden projekty. Niby luźne pomysły, a jednak... nie wolno ich lekceważyć. To pomysły niezwykle kosztowne dla naszych kieszeni. A z tych, jak już wspomniałem, i tak wykładamy na ochronę zdrowia nie mało, niewiele tak naprawdę otrzymując w zamian. Warto też zastanowić się po co nam taka ulga. Jeśli resort zdrowia chce nam jakąś załatwić, to powinien wywalczyć dla nas prawo do odliczania od podatku całej składki zdrowotnej. Dziś odliczamy tylko jej cześć. Chociaż, wtedy gdy składkę zdrowotną wprowadzano, obiecywano że nasze kieszenie nie odczują jej, dlatego że całą składkę odliczymy od podatku. O obietnicy szybko jednak zapomniano. Składkę podniesiono, a odliczenie zostało na niezmienionym poziomie. Z nową ulgą byłoby dokładnie tak samo.

---