rssdodaj RSS
---MITY PODATKOWE: czy podatek Belki udarza w najbiedniejszych - Marek Kutarba
28 lutego 2008

MITY PODATKOWE: czy podatek Belki udarza w najbiedniejszych

Dziennik dowiedział się, że w rządzie jest gotowy kompromis w sprawie podatku Belki, a Platforma jest bliska przekonania ludowców do podatku liniowego” – donosi Onet.pl. – „Zlikwidowany ma być podatek od lokat i rachunków bankowych, ale zostanie ten od dochodów z giełdy. Jeden z polityków Platformy uzasadnia, że według wyliczeń ministerstwa, z giełdy wpływa do budżetu 1,8 miliarda złotych, ale 300 milionów z tej puli płaci grupa raptem kilkunastu graczy giełdowych. PO nie zlikwiduje części giełdowej, bo jej zdaniem podatek dotyka niewielu graczy.” – czytamy dalej na Onecie.

Moim zdaniem to słuszna decyzja. Większość z nas i tak podatku od pieniędzy trzymanych w banku nie płaci, albo płaci groszowe podatki. Chociaż, jak pokazują nade resortu finansów z tych groszowych podatków uzbierać potrafi się całkiem ładny worek pieniędzy. Najważniejszym jednak beneficjentem tej zmiany będą nie podatnicy, ale banki, które ponoszą koszty poboru tego podatku i to trzeba sobie jasno powiedzieć.

Zarówno konta, jak i lokaty są dziś dość nisko oprocentowane. Dlatego trzeba mieć sporą kwotę ulokowaną w banku, żeby odczuć i zysk z odsetek i uciążliwości ich opodatkowania. Jeśli np. trzymamy pieniądze na ROR oprocentowanym 3 proc. w skali roku, to żeby zapłacić jednego złotego podatku, musi na nim pozostawiać przez cały kwotę od której odsetki wyniosą co najmniej 2,61 zł. Od takich odsetek podatek według stawki 10 proc. wyniesie bowiem 0,50 złotego, co przy przyjętych w Ordynacji podatkowej zasadach zaokrąglania podatku pozwala podatek ten zaokrąglić do 1 złotego. Gdyby odsetek było 2,60 zł podatek wyniósłby 0,49 złotego, czyli podatek zostałby zaokrąglony do zera. A prościej nie byłoby go wcale. Żeby przy oprocentowaniu 3 proc. rocznie dostać za miesiąc 2,61 zł odsetek, na koncie przez cały miesiąc musi pozostawać 1044 zł (wyliczenie uprościłem sobie troszkę i bank pewnie naliczyłby nieco niższe odsetki od tej kwoty, ale myślę, ze obrazuje to problem). I pamiętajmy, że nie jest to kwota zarobków brutto jako trafia na nasze konto, ale wolne środki, które zostają nam po wszystkich wydatkach. Minimalna płaca to dziś 1126 złotych, zaś średnia płaca w firmach to 2969 zł (przeciętne wynagrodzenie brutto w styczniu 2008 roku według danych GUS). Przy takich zarobkach, trudno raczej uzbierać na rachunku wspomniane 1044 złote. O emerytach, którzy do dyspozycji mają jeszcze mniejsze dochody wolę już nie wspominać.

Dlatego nie zgodziłbym się ze wczorajszymi słowami prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że podatek trzeba znieść bo uderza w najbiedniejszych i średnio zarabiających. A tak przekonywał on wczoraj przy okazji składania w Sejmie przez PiS własnego projektu zmierzającego do likwidacji podatków od oszczędności i inwestycji kapitałowych. Projektu którego oczywiście nie dało się zgłosić w ciągu dwóch lat rządzenia, mimo że PiS podobnie jak Platforma zapowiadał to w swoim programie jeszcze w toku poprzedniej kampanii przedwyborczej. Ale mniejsza o to.

Rzecz w tym, że aby podatek zapłacić trzeba przez miesiąc na koncie trzymać wcale nie tak małe z punktu widzenia przeciętnego Polaka pieniądze. Oczywiście zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy osób dobrze zarabiających, w tym posłów których podstawowe uposażenie to 9900 zł. A do tego dochodzą jeszcze dodatki za udział w posiedzeniach komisji. Ale takich dobrze zarabiających osób póki co zbyt wiele w Polsce nie ma, skoro w najwyższym przedziale skali PIT mieści się raptem niewiele ponad 1 proc. podatników (w rozliczeniu za 2006 rok, było to 1,12 proc. ogółu podatników PIT).

---