rssdodaj RSS
---MITY PODATKOWE: argumenty za zniesieniem podatku Belki to przykład ignorancji i niedouczenia - Marek Kutarba
26 lutego 2008

MITY PODATKOWE: argumenty za zniesieniem podatku Belki to przykład ignorancji i niedouczenia

Od kilku dni – po raz nie wiem już który - toczy się debata na temat zniesienie tzw. podatku Belki. Abstrahuje tu od samego pomysłu likwidacji tego podatku, słuchając tego co na ten temat mówią eksperci Platformy Obywatelskiej, czuje się zażenowany, chwilami nie mogąc wprost uwierzyć, że ktoś może wygadywać podobne bzdury. Chodzi mi wyłącznie o to, co mówi się o samej konstrukcji i zasadach funkcjonowania tzw. podatku Belki. A to dlatego, że większość z tego co można usłyszeć, to zwyczajne bzdury. Dowodów na to można by podać wiele. Ot weźmy chociażby pierwszy z brzegu:

„- Przecież to jest podwójne opodatkowanie, podatek Belki pobiera się od pieniędzy, od których podatek raz już był zapłacony – nie kryje emocji przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski.” (cytat za Gazetą Wyborczą z 26 lutego, strona 29).

I to proszę Państwa mówi człowiek, którego premier Tusk określa jako dobrego eksperta od finansów publicznych i podatków (i który często sam siebie w ten sposób reklamuje). To co Pan mówi Panie przewodniczący to bzdura. Bzdura świadcząca albo o karygodnym braku wiedzy, albo o próbie manipulowania opinia publiczną. O żadnym opodatkowaniu pieniędzy raz już opodatkowanych nie ma, i nie może być w tym przypadku mowy. Gdzie niby mamy do czynienia z podwójnym opodatkowaniem i zapłatą podatku od pieniędzy raz już opodatkowanych ?

Zacznijmy od tego, że to o czym dziś się dyskutuje, to wcale nie podatek Belki, ale dwa zupełnie różne podatki, które z niezrozumiałych powodów politycy PO i PSL wrzucają do jednego worka. Pierwszy to zryczałtowany podatek od dochodów z oszczędności (to właśnie jest podatek Belki). Zryczałtowany a zatem płacony faktycznie od przychodu z odsetek od tego co trzymamy na rachunkach bankowych, lokatach czy też dostajemy w formie odsetek od pożyczek, których udzielamy innym osobom. Drugi to podatek liniowy płacony od różnego rodzaju zysków kapitałowych, w tym od inwestycji giełdowych. Ten płacony jest od dochodu według stałej stawki. Umożliwia jednak zarówno uwzględnienie kosztów transakcji, jak i poniesionych na transakcjach strat. I jeden i drugi płacony jest wyłącznie od tego, co udaje się dodatkowo zarobić na inwestowanym czy też przechowywanym na rachunkach kapitale. Opodatkowany jest zatem nie inwestowany (przechowywany) kapitał, ale to co na tym inwestowaniu, czy przechowywaniu zarabiamy. Stąd o żadnym opodatkowaniu raz już opodatkowanych pieniędzy mowy tu być nie może.

Żeby rzecz całą pokazać w sposób prosty i zrozumiały dla każdego polityka-eksperta przedstawmy rzecz cała na łatwym przykładzie. Wpłacam do banku 2000 zł. Bank daje mi po roku 10 proc. odsetek. W formie odsetek dostaje zatem 200 zł. Od tych 200 zł muszę zapłacić podatek. Wpłacone wcześniej 2000 zł pozostaje nieopodatkowane. Te 200 zł które dostałem od banku to mój zarobek, który wcześniej nigdy nie był opodatkowany. Wpłacone zaś przeze mnie 2000 zł, które opodatkowano mi gdy ja zarobiłem, teraz podatkiem Belki opodatkowane już nie są. Żadna z tych kwot nie jest zatem opodatkowana dwa razy. Identycznie jest w przypadku inwestycji kapitałowych. Inwestuję wspomniane 2000 zł na giełdzie kupując za nie akcje. Po roku wartość akcji wzrasta o 10 proc. Sprzedaję je zatem za 2200 zł. Podatek jednak płacę od dochodu, czyli od zarobionych na sprzedaży 2200 zł mogę odjąć 2000 zł za które akcje kupiłem (to uproszczenie bo kosztów tych może być więcej, od choćby wydatki na biuro maklerskie). Podatek zapłacę zatem tylko od przyrostu wartości moich pieniędzy, tj. od 200 zł. 200 zł, które – uwaga, uwaga – nigdy wcześniej opodatkowane u mnie jeszcze nie były. Zasada jest zatem dość prosta. Zarobiłeś – płacisz podatek. Ale nie od tego co już miałeś i od czego – jak twierdzi Pan przewodniczący Chlebowski – zapłaciłeś już raz podatek, tylko od tego co dostałeś dodatkowo za swoje inwestycje. Od pieniędzy, które wcześniej nigdy opodatkowane nie były. I właśnie dlatego, czuję potrzebę napisania, że mówienie w tym przypadku o podwójnym opodatkowaniu to zwyczajne plecenie bzdur.

Z mówieniem od rzeczy na temat tzw. podatku Belki oraz podatku od inwestycji kapitałowych świetnie radzą sobie zresztą także i przedstawiciele rządu. Oto w porannej audycji radia ZET wicepremier Waldemar Pawlak mówi:

„- Ja też mówiłem o tym, że jestem za zmniejszaniem takich podatków, które ograniczają rozwój gospodarczy, bo to jest niewątpliwie podatek, który zmniejsza płynność na rynku kapitałowym, bo to jest taka dodatkowa opłata i to jest jednostronna, bo Skarb Państwa upomina się o podatek od sukcesu, natomiast jakby pani na przykład miała stratę to już nie można jej odliczyć.” (cytat za Radiem ZET, audycja „Gość radia ZET” z 26 lutego).

Panie Wicepremierze, nich Pan się przyjrzy już nawet nie ustawie o PIT, bo jej przepisy mogą być faktycznie zbyt skomplikowane i mało zrozumiałe, ale formularzowi PIT-38 na którym rozlicza się podatek od dochodów kapitałowych. Znajdzie Pan tam rubrykę o wdzięcznej nazwie „strata”, zaś nieco niżej znajduje się rubryka „straty z lat ubiegłych”. Z czego wniosek, że w przypadku inwestycji kapitałowych i ich opodatkowania stratę można jak najbardziej rozliczać. Może zatem premierowi Pawlakowi chodziło o podatek od oszczędności. Tu rzeczywiście, jak to przy podatkach zryczałtowanych, straty odliczyć nie można. Ale w przypadku podatku od oszczędności (czyli właściwego podatku Belki), o stracie trudno byłoby mówić, stąd argument ten jest chybiony. Żeby ponieś stratę, nasze pieniądze lokowane w banku musiałyby być oprocentowane ujemnie. A póki co takich warunków nie oferuje nam żaden bank. I raczej żaden nie zaoferuje. Nikt też nie pożycza raczej pieniędzy na ujemny procent. Ale gdyby ktoś z PSL-u chciał, to ja chętnie taką pożyczkę wezmę ;-) ... podobnie jak kilka milionów Polaków :-)

Cóż, gdy słucha się takich podatkowych bajek z ust poważnych jakby nie był polityków, to aż kusi by spytać o to jak duże inwestycje poczynili ci, którzy dziś z takim poświęceniem walczą o zniesienie tego podatku. Ja zakładam jednak wariant optymistyczny, a zatem że to tylko przypadek. Wynik braku wiedzy i niedouczenia. Skandaliczny, ale jednak. I że politykom tym faktycznie chodzi wyłącznie o walkę z nadmiernym fiskalizmem. Nawet jeśli nie bardzo rozumiem w czym lepsze są dochody z giełdy czy lokat, od dochodów z pracy lub emerytur, by od tych pierwszych podatku płacić nie było trzeba, a od tych drugich już tak. I to często według znacznie wyższych stawek, niż te które dotyczą inwestorów i oszczędzających. Z tego punktu widzenia to co mówi minister Rostowski ma z pewnością większy sens, niż bajki opowiadane przez polityków. Kłopot tylko w tym, że większość dziennikarzy lubi takich bajek słuchać i bezkrytycznie powtarzać je dalej. I to chyba jest w tym wszystkim najsmutniejsze :-(

 

---