
Kataster byłby sprawiedliwym podatkiem stwierdza dziś w redakcyjnym komentarzu na stronach Gazety Wyborczej Witold Gadomski. - Jestem przeciwnikiem wysokich podatków, a jako posiadacz nieruchomości wcale nie cieszę się na myśl o konieczności zapłaty wysokiego podatku. Ale dla finansów państwa i rynku nieruchomości wprowadzenie podatku katastralnego będzie korzystne – pisze. Dalej tłumaczy, że - Opodatkowanie majątku, a nie strumienia dochodów, sprawia, że podatnik stara się go wykorzystać jak najlepiej. Dziś tysiące mieszkań stoi pustych, gdyż właściciele mieszkają gdzie indziej i nie zawracają sobie głowy efektywnym wykorzystaniem nieruchomości. Tysiące innych zamieszkanych jest przez osoby samotne, często o niskich dochodach, które nie widzą potrzeby zamiany własności na dodatkowe dochody. Tysiące działek budowlanych stoi pustych, bo właściciele nie mają pieniędzy lub chęci ich wykorzystania. Wprowadzenie podatku katastralnego przyspieszyłoby ruch na rynku nieruchomości. Skoro niezagospodarowana działka kosztuje, właściciel sprzedałby ją temu, kto potrafi lepiej ją wykorzystać. Jeśli posiadałby dom lub drogie mieszkanie, nieproporcjonalne do dochodów, sprzedałby, wynajął lub zamienił własność na strumień pieniędzy.
W ten sposób po raz drugi już w tym tygodniu GW nawiązuje do informacji, która zamiesiła Rzeczpospolita, jakoby podatkiem dla bogaczy, o którym mówił premier Jarosław Kaczyński zapowiadając ogólnonarodowe referendum miał być właśnie podatek katastralny. Premie szybko uciął co prawda spekulacje na ten temat stwierdzając, że jesteśmy na razie zbyt biedni, by taki podatek płacić. Stwierdził też, że podatek katastralny mógłby doprowadzić do wywłaszczenia co biedniejszych Polaków. I to ostatnie stwierdzenie jest stwierdzeniem prawdziwym, na co zresztą – jako zjawisko pożądane – zwrócił uwagę w swoim komentarzu w Gazecie Wyborczej Witold Gadomski.
Spór o podatek katastralny ma w Polsce długą już bo ponad 10 letnią tradycję. Na drodze do jego wprowadzenia stoją jednak dwie ważne przeszkody. Pierwsza to brak katastru jako takiego. Zanim wprowadzimy podatek katastralny trzeba bowiem wpierw zbudować ewidencję nieruchomości oparta o ich rynkową wartość (czyli kataster właśnie). A tego nie udało nam się mimo trwających od kilku lat prac zrobić. Druga, to brak społecznej akceptacji dla takiego podatku. Większość z nas doskonale bowiem zdaje sobie sprawę z tego, że oznaczałoby to, że za nasze mieszkania i domy zacznie płacić znacznie więcej niż ma to miejsce dziś. I z tego politycy dają sobie sprawę, nie bez powodu zakładając, że każdy kto na wprowadzenie takiego podatku się zdecyduje, strzeli sobie przysłowiowego samobója i w kolejnych wyborach odbierze za takie posunięcie sowitą zapłatę. Z drugiej jednak strony, od wprowadzenia podatku katastralnego nie da się już chyba uciec. Dlatego sprawa wprowadzenia takiego podatku wraca niczym bumerang za kadencji każdego rządu.
Kilka razy zapowiadało się już nawet, że jesteśmy bliscy wprowadzenia takiego podatku. I tak np. z przedstawionego przez resort finansów w 2003 r. Programu Naprawy Finansów Rzeczypospolitej (PNFR) wynikało, że być może juz od 1 stycznia 2006 r. płacony w większości przypadków według stałej stawki kwotowej i liczony od powierzchni podatek od nieruchomości mógłby być zastąpiony podatkiem katastralnym, obliczanym od wartości nieruchomości. Podatkiem liczonym według stawek procentowych. Przy okazji pojawiły się pierwsze propozycje stawek nowego podatku. Miał od wynieść od 0,1 proc., w przypadku budynków mieszkalnych, do około 2 proc. w przypadku budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Podstawową zasadą przy określaniu stawek miała być zasada neutralności, tzn. wpływy z nowego podatku powinny być takie same jak dotychczasowe dochody z tytułu podatku od nieruchomości. Można by z tego wnioskować, że założenie miało być takie, że obciążenia fiskalne nie wzrosną i podatnicy będą płacili mniej więcej tyle samo co obecnie. Proste wyliczenia pokazywały już wówczas, że tak nie będzie. Zobaczmy dwa proste przykłady.
Weźmy dwa mieszkania. Jedno w Warszawie o powierzchni
Jak łatwo zauważyć, byłoby bardziej sprawiedliwie, chociaż drożej dla wszystkich. Gdyby jednak – tak jak zasugerował to Witold Gadomski – w zamian obniżono nam PIT, rzecz byłaby chyba warta zastanowienia. Kłopot w tym, że gdyby podatek taki wprowadzić wielu emerytów, którzy dziś mają 800 zł miesięcznie i mieszkanie w atrakcyjnym miejscu - dodajmy mieszkanie na które pracowali latami -, musiałby w jakiś sposób odłożyć te kilkaset złotych rocznie. A to mogłoby być trudne. Szczególnie, że wiele osób oprócz opłacenia podatku nadal musiałby wnosić wysokie opłaty za użytkowanie wieczyste gruntów na których położone są ich nieruchomości. Alternatywą byłaby sprzedaż posiadanych mieszkań i przenosiny w gorzej położone rejony miasta. I właśnie na to zwracał uwagę Jarosław Kaczyński, mówiąc o wywłaszczeniowym skutku wprowadzenia takiego podatku. To ten skutek wprowadzenia podatku katatsralnego spędza sen z powiek polityków, którzy gdyby nie to, dawno już by podatek taki wprowadzili.

Od razu nasuwa się analogia do grania na giełdzie papierów wartościowych. Obecnie płacę 19% od dodatniej różnicy pomiędzy ceną sprzedaży a zakupu. Swoisty podatek katastralny polegałby na odprowadzeniu jakiegoś procentu wartości portfela po corocznej wycenie - czy to ma jakikolwiek sens?
Poza tym ile może kosztować ustalenie ceny nieruchomości?