
Ministerstwo Finansów pochwaliło się dziś podpisaniem przez prezydenta Konwencji między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od zysków majątkowych, podpisaną w Londynie dnia 20 lipca 2006 r. Nowa umowa wprowadza metodę wyłączenia z progresją jako metodę obliczania podatków, zamiast dotychczasowej metody proporcjonalnego odliczenia. Dzięki temu, jak chwali się resort finansów: „osoby mające w Polsce miejsce zamieszkania dla celów podatkowych, natomiast pracujące w Zjednoczonym Królestwie nie będą musiały opodatkowywać w Polsce dochodu uzyskanego z tego tytułu. Nowa umowa zrówna sytuację podatkową takich osób z sytuacją polskich podatników w większości państw UE”.
Od razu uwaga. Nieprawdą jest, że zagranicznych (angielskich) dochodów nie trzeba będzie rozliczać w kraju. Nadal trzeba będzie je uwzględnić w składanym w Polsce zeznaniu (jeśli takie zeznanie składamy). Tylko w nieco inny sposób. Choć rzeczywiście jego zastosowanie powoduje, że dopłat nie będzie się już trzeba spodziewać. I dobrze, bo to jednak absurd.
Istotnie w większości. Według „mniej korzystnych zasad nadal rozliczają się Polacy pracujący w takich krajach jak Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Holandia”. Ale tych jest po pierwsze mniej, a poza tym wady metody proporcjonalnego odliczenia widać tylko wtedy, gdy zarabia się w kraju o dużo niższej stopie opodatkowania, niż obowiązująca w Polsce. Gdyby w Anglii obowiązywały takie same lub wyższe niż w Polsce podatki, o żadnych dopłatach nie byłoby mowy i problem, nad którym pochylała się cała polska elita polityczna nie istniałby wcale. A tak mieliśmy dyskusję o nieistniejącym podwójnym płaceniu podatku. Chociaż pracujący w Anglii dopłacali tylko różnicę podatku, tak by ten w ostatecznym rachunku wyniósł tyle, ile od takich samych zarobków płaci Polak pracujący w kraju i zarabiający dokładnie tyle samo co jego rodak w Anglii. Tak wiem w Anglii, a w Londynie w szczególności są wyższe koszty utrzymania – chociaż to też argument naciągany, bo gdyby to miał być argument by komuś obniżać podatki, to pracujący w dużych polskich miastach też powinni płacić mniej, bo w końcu koszty utrzymania takiej samej rodzinny w Warszawie są dużo wyższe niż np. Kędzierzynie z którego pochodzę. Co jednak nie znaczy, że uważam ze źle się stało, że umowę zmieniono. Wręcz przeciwnie. Strasznie mnie to cieszy. Martwi mnie tylko dorabianie do sprawy niepotrzebnej mitologii i zakłamywanie faktów. Ale wracając do rzeczy.
Nowe zasady będą dotyczyć dochodów osiągniętych w 2007 roku. To oznacza, że z dobrodziejstw nowej umowy uda się skorzystać dopiero składając zeznania w 2008 roku. W zeznaniach składnych w roku 2007 trzeba jeszcze będzie dopłacać. Ale mniej, niż w tym roku. Dzieje się tak dlatego, że od nowego roku będzie już można skorzystać z nowych diet (zob. art. 20 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw: Dz.U. nr 217, poz. 1588) .
Od nowego roku obowiązuje też nowa definicja miejsca zamieszkania, która powinna nieco ułatwić rozliczenia dochodów zagranicznych. Ale w tej kwestii odsyłam do opublikowanego w GP raportu.
