rssdodaj RSS
---Marek Kutarba - Wpisy z Sierpień 2010
30 sierpnia 2010

ABC VAT, czyli vatowana historia powstawania ceny

Pora skończyć z mitem VAT jako podatku, który uderza po kieszeni przedsiębiorców. To podatek od konsumpcji i zawsze obciąża końcowego konsumenta, a nie wytwórcę, usługodawcę czy sprzedawcę

Nowina o podwyżkach VAT uderzyła we wszystkich niczym legendarny lewiatan w marynarzy podczas burzy. Nic w tym zresztą zaskakującego, skoro przez dwa lata większość znanych i uznanych autorytetów ekonomii straszyła nas podwyżkami podatków dochodowych. Podwyżki VAT, chociaż w sposób naturalny wpisuje się ona w ogólnoświatowe trendy, rzadko brano u nas poważnie pod uwagę.

Co dziwne, zamiast usłyszeć lament tych, którzy podatek ten zmuszeni będą płacić przy sklepowych kasach, jedynym jękiem, jest jęk polskich przedsiębiorców że straci na tym cała gospodarka. Dziwne jest to o tyle, że wyraźnie wskazuje na kompletne niezrozumienie istoty tego podatku. I chociaż można przyjąć, że ta wiedza prezesowi niepotrzebna, skoro i tak ma ją już jego księgowa, pozwolę sobie uprzeć się, że nikomu mały łyk vatowskiego abecadła specjalnie nie zaszkodzi.

DLACZEGO VAT? Czymże zatem jest ów odmieniany dziś na wiele sposobów VAT? Otóż w czystej postaci (do której w polskim wydaniu oczywiście co nieco mu jeszcze brakuje) jest to podatek od tego, o co udaje nam się wzbogacić przedmiot sprzedaży (lub innej czynności) w danej fazie obrotu. Stąd zresztą i wywodząca się z angielskiego nazwa: podatek od wartości dodanej. Na marginesie to dlatego mówienie „podatek VAT” jest jak mówienie „masło maślane”. Słowo „podatek” jest już bowiem w samym skrócie. Owo „T” na końcu to angielski „tax”, czyli nasz podatek. U nas VAT nazwano podatkiem od towarów i usług i to dlatego dla niektórych jest nie VAT-em, a podatkiem VAT, czyli „podatkiem od wartości dodanej podatkiem”. Nie w tym jednak rzecz, ale w tym, jak ów podatek powstaje i kto go faktycznie płaci.

SKĄD SIĘ BIERZE CENA? Prosty przykład opodatkowania wartości dodanej. Wyobraźmy sobie firmę, która produkuje zabawki z drewna. By podołać temu zadaniu, potrzebuje ona oczywiście drewna, klejów, może gwoździ. Potrzebna jest też praca pracowników, jakiś projekt, później transport, żeby zabawki rozwieść, gdzie trzeba. Na wszystko to firma wydaje pieniądze i wszystko to składa się później na cenę gotowego produktu. Dokonując zakupu materiałów, narzędzi czy usług, firma płaci w ich cenie VAT. Jest to dla niej podatek naliczony, który, sprzedając swoje zabawki, będzie mogła sobie odliczyć. Firma dokłada też własne usługi, chociażby wspomnianą już robociznę. To właśnie owa wartość dodana, która złoży się w ostatecznym rezultacie na cenę.

Załóżmy, że koszty wytworzenia naszej zabawki wyniosły 100 zł. Cena ta zawiera w sobie też płacony wcześniej VAT. Dajmy na to 10 zł. Dlaczego tyle? Dlatego że nie wszystko, co złożyło się na cenę zabawki, jest obciążone VAT. Uwaga ta dotyczy np. płac. Po ustaleniu, ile kosztowało nas wytworzenie zabawki, musimy ustalić marżę, czyli swój zysk, kwotę, którą chcemy na zabawce zarobić. Niech będzie to 10 proc., czyli 10 zł. Cena zabawki to już 110 zł. Ale to cena netto. Teraz musimy doliczyć VAT (to tzw. podatek naliczony, który my naliczamy na gotowym już produkcie). Na zabawki, czy się to komu podoba, czy nie, wynosi on 22 proc., czyli w tym przypadku 24,20 zł. Tyle na naszej zabawce teoretycznie zarabia państwo. W sumie. Od wszystkich przedsiębiorców, którzy złożyli się na produkt końcowy. Od tartaku poprzez wytwórcę zabawek.

ILE BIERZE BUDŻET? Jak to możliwe, skoro każdy z nich płaci VAT? Ano tajemnica tkwi w mechanizmie odliczania VAT z poprzedniej fazy produkcji. To, co zapłacili do budżetu przedsiębiorcy przed wytwórcą zabawki, ten ostatni odliczy sobie od tego, co sam naliczył. Innymi słowy, w naszym przykładzie fabryka zabawek wpłaca do budżetu nie 24,20 zł od każdej zabawki, ale tylko 14,20. Zapłacone wcześniej 10 zł sobie zostawia.

KTO PŁACI PODATEK? Na tym jednak nie koniec. Przedsiębiorca bowiem wcale tego VAT nie płaci. On go tylko przekazuje do budżetu, jako płatnik. Podatek ten został przecież wliczony w cenę zabawki. Zapłacił go zatem jej nabywca. I właśnie na tym polega VAT. Podatek, który zawsze obciąża dopiero ostatecznego konsumenta. Nieważne, czy usługi, czy towaru. Tam, gdzie zatrzymuje się dalszy obrót, tam możemy zlokalizować tego, kto ponosi fizyczny ciężar wrzucania pieniędzy do budżetowej skarbonki.

26 sierpnia 2010

Ulga na nowe technologie nie pomaga unowocześniać

Wydumane ulgi szkodzą tym, dla kogo zostały stworzone. Zaledwie 15 firm skorzystało z celebrowanej ulgi w PIT na zakup nowych technologii. Nie świadczy to ani o braku inwestycji w nowe technologie, ani o zacofaniu polskich przedsiębiorców. Przeciwnie. Inwestycje w nowe linie produkcyjne i oprogramowanie przeżywają swój złoty okres. To co najwyżej strach przed zagmatwanymi przepisami podatkowymi.

Rząd całą swoją energię powinien skoncentrować nie na tworzeniu wydumanych ulg, ale na upraszczaniu systemu i redukowaniu podatków. Ze znacznie większą korzyścią dla firm i budżetu.

Likwidacja ulg w PIT – takich jak prorodzinna, internetowa czy na darowizny – choć politycznie ryzykowna, dałaby budżetowi od 7 do 8 mld zł. Dodatkowe oszczędności przyniosłaby likwidacja innych preferencji, np. wspólnego rozliczenia małżonków czy specjalnych 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów. Z tego źródła można by pozyskać dodatkowych kilka miliardów złotych.

Przedsiębiorcy nie wierzą w ulgi. Przepisy są zbyt skomplikowane i pełne zasadzek. Wielu pamięta jeszcze bolesne doświadczenia z lat 90. i sławetne ulgi inwestycyjne, obudowane dziesiątkami przepisów, które urzędnikom skarbowym pozwoliły później latami gnębić inwestorów. Co najmniej kilkadziesiąt poważnych firm przypłaciło wtedy „miłosierdzie” rządu bankructwem.

– Gąszcz przepisów podatkowych rodzi dla przedsiębiorców utrudnienia i generuje dodatkowe ryzyko – mówi Adam Kwaśnik, ekspert Pracodawców RP. Dlatego większość przedsiębiorców, chociaż przeciwna podnoszeniu podatków, uważa likwidację ulg za mniejsze zło niż podnoszenie stawek VAT, które forsuje rząd. – Płacąc podatek liniowy, z większości ulg i tak nie korzystają – mówi Rafał Ciołek, przewodniczący grupy CIT/PIT w radzie podatkowej PKPP Lewiatan.

Za zniesieniem ulg, a pozostawieniem dotychczasowych stawek VAT jest też b. wiceminister finansów Jarosław Neneman. – Korzyści dla budżetu państwa byłyby większe niż ze zmiany VAT, a system zostałby radykalnie uproszczony – mówi.

Kilkanaście miliardów złotych z likwidacji ulg to nie tylko więcej niż spodziewane 5 mld zł z podwyżki stawek VAT. To także wystarczająco dużo, by dokonać kolejnej obniżki PIT. Obniżki na tyle dużej, by osoby o średnich zarobkach nie straciły na likwidacji ulg.

Dziś rzeczywista stawka podatku dla osób z pierwszego przedziału skali to nie 18, ale nieco ponad 14 proc. Łatwo to policzyć. Osoba zarabiająca 3,5 tys. zł (po odliczeniu składek), mająca jedno dziecko płaci dziś – korzystając z ulgi na dziecko – około 5,8 tys. zł podatku rocznie. Tyle samo zapłaciłaby bez ulgi, korzystając z liniowej stawki 14-procentowej.

Tekst napisany wspólnie z red. Ewą Matyszewską

---