
Rząd zamierza nam podobno zafundować podwyżkę składki na ubezpieczenie zdrowotne z obecnych 9 do 10 proc. Taka zmiana zaczęłaby obowiązywać już w styczniu 2010 roku. Tym samym, już w rok po tym, jak obniżono nam obciążenia publicznoprawne zastępując trzystopniową skalę PIT, skalą dwustopniową z niższymi niż poprzednio stawkami, miesięczne obciążenia naszych pensji wzrosną. I to na tyle, że dla ponad 95 proc. podatników plącących podatek w pierwszym przedziale skali podatkowej, zniwelowane zostaną skutki obniżenia PIT. Innymi słowy, ci którzy dziś zaczęli oddawać nieco mniej ze swych pensji, w roku 2010 oddadzą mniej więcej tyle, co w roku ubiegłym. Tyle, że pieniądze ta zamiast na rachunek fiskusa trafią do Narodowego funduszu zdrowia, który jak uczy dotychczasowe doświadczenie z pewnością dobrze je spożytkuje. Na tyle dobrze, że za roku, dwa a może trochę dłużej znów usłyszymy, że składka zdrowotna jest za niska i trzeba ja podnieść, bo inaczej nigdy nie podniesiemy się z finansowej zapaści polskiej służby zdrowia.
W sprawie składki zdrowotnej jesteśmy jako obywatele oszukiwani niemal od początku reform systemów ubezpieczeniowych. Dziś mało kto już pamięta, że początkowo składka ta wynosiła zaledwie 7,75 proc. Gdy ją wprowadzano, ówczesny rząd (spuśćmy zasłonę milczenia na to który) obiecywał, że na jej wprowadzeniu żaden obywatel nie straci. To co przekaże na zdrowie będzie bowiem mógł sobie odliczyć od podatku. W ten sposób suma obciążeń, która nas dotyczą miała pozostać na niezmienionym poziomie. Zmienić miał się jedynie sposób dystrybucji tego co i tak musieliśmy już oddawać. Bardzo szybko okazało się jednak, że wspomniane 7,75 proc. to zdecydowanie za mało i składka zaczęła rosnąć. Powoli bo w tempie o ile mnie pamięć nie zawodzi 0,25 proc. rocznie. Wolno, ale i tak urosło do 9 proc. Na dokładkę, od podatku dalej odliczaliśmy tylko 7,75 proc. czyli pozostałe 1,25 płacimy już z własnych kieszeni. Płacimy wbrew temu co nam obiecywano. Teraz kwota ta miałaby wzrosnąć do 2,25 proc. O jakiekolwiek rekompensacie w postaci odliczenia tego od podatku nikt już od dawna nie myśli. No bo i niby po co, skoro i tak wszyscy przyzwyczailiśmy się już pokornie płacić…
Cóż, szczerze mówiąc kłopot nie w tym, że płacić trzeba. Nawet nie w tym, że płacić trzeba coraz więcej. Prawdziwy problem jest w tym, że służba zdrowia zamieniła się w prawdziwy worek bez dna. Do systemu opieki zdrowotnej trafia coraz więcej środków. Tymczasem dostęp do świadczeń medycznych wcale się nie zwiększa. Nie zwiększa się też jakość świadczonych przez służbę zdrowia usług, czy standardy obsługi pacjentów. Od lat, poza nielicznymi wyjątkami, w większości placówek medycznych jest tak samo. Najdelikatniej mówiąc skansen i prywata. To jeden z powodów dla których osoby, które mogą sobie na to pozwolić, mimo opłacania horrendalnych składek, korzystają z prywatnej opieki medycznej, a nie tego, co teoretycznie należy im się w ramach systemu opieki zdrowotnej, na który łożą niemałe pieniądze. W 2003 roku NFZ dostał nieco ponad 20 mld zł. W 20010 ma to już być ponad 60 mld zł. Dla porównania wpływy z CIT za ubiegły rok to około 27 mld zł, a z PIT 38 mld. zł. To pokazuje ogrom pieniędzy, które trafiają do systemu opieki zdrowotnej. A przecież wspomniane 60 mld. zł, nie obejmuje tego, co wydajemy dodatkowe na leczenie prywatnie. Pytanie o to co się z tymi pieniędzmi dziej jest zatem chyba uzasadnione, skoro jest ich coraz więcej, a usługi jak były mało dostępne i kiepsko świadczone tak są nadal. Zaś pracownicy służby zdrowia, jak byli źle opłacani, tak źle opłacani są i dziś. Przynajmniej, gdy uwzględnia się oficjalne kanały tych wynagrodzeń. Może zatem pora skończyć już z fikcją darmowej (też tylko teoretycznie) opieki zdrowotnej i oprzeć ten system na jakiejś formie odpłatności, z zachowaniem oczywiście systemu ochrony dla tych, których na płacenie za leczenie nie stać. Sam nie korzystam z usług publicznej służby zdrowia, mimo że składki dość wysokie opłacam. Nie mam jednak nic przeciwko temu by robić to nadal. Na tym w końcu polega solidaryzm społeczny. Nigdy nie wiadomo też z dobroci czyjego serca przyjdzie mi korzystać w przyszłości. Solidaryzm społeczny nie może jednak polegać na dawaniu przy zwolnienia na marnowanie publicznego grosza. Obecna ekipa rządząca obiecywała z tym skończyć. Miał być wielkie porządki i koniec z marnowaniem pieniędzy przez publiczne placówki zdrowotne i NFZ. Niestety, obietnica ta okazał się równie prawdziwa, jak ta że do składki zdrowotnej niczego nie dołożymy z własnych kieszeni. I jak tu później nie czuć się jako obywatel oszukiwanym ![]()
Rząd zajął się dziś przygotowanym przez resort finansów projektem nowelizacji obydwu ustaw o podatkach dochodowych (ustawy o PIT i ustawy o CIT). Projekt opracowany został jako część rządowego Planu Stabilności i Rozwoju – wzmocnienie gospodarki Polski wobec światowego kryzysu finansowego. W ramach proponowany zmian ma nastąpić m.in. ujednolicenie definicji małego przedsiębiorcy, która w końcu miałaby być taka sama we wszystkich przepisach podatkowych. Dotyczy to w szczególności limitu przychodów do wysokości których dany podatnik może zachować statusu małego.
LIMIT PRZYCHODÓW MAŁEGO PODATNIKA. Dziś obydwie ustawy dochodowe przewidują, że jest to równowartość 800 tys. euro. Z kolei przepisy o VAT przewidują po ostatnich nowelizacjach, że jest to 1,2 mln. euro. Teraz ten sam limit dotyczyłby także podatków dochodowych. Co ważne, limit ten byłby też dokładnie taki sam, jaki obowiązuje obecnie dla ksiąg rachunkowych. Obecnie pełną rachunkowość, czyli księgi rachunkowe (nazywane też czasami handlowymi) prowadzić muszą ci podatnicy PIT, u których przychody przekroczyły w poprzednim roku 1,2 mln. euro.
KOSZTY PRAC ROZWOJOWYCH. W wyniku proponowanych zmian, podatnicy będą mogli wybrać, czy chcą zaliczyć koszty prac rozwojowych do kosztów podatkowych w dacie ich poniesienia, czy jednorazowo po ich zakończeniu, czy też poprzez odpisy amortyzacyjne od wartości niematerialnej i prawnej, jeżeli podejmą decyzję o ich amortyzacji. Obecnie koszty prac rozwojowych, o ile zakończyły się pozytywnie, podlegają amortyzacji. Podatnik nie ma zatem wyboru. Sama zaś amortyzacja nie może trwać krócej niż 12 miesięcy. Wydatki poniesione na prace badawcze i naukowe są zaliczane natomiast do kosztów uzyskania przychodów w dacie ich poniesienia, o ile związane są z prowadzoną przez podatnika działalnością i osiąganymi przez niego przychodami.
AMORTYZACJA JEDNORAZOWA. Kolejne zmiana dotyczy limitu jednorazowej amortyzacji, który ma być podniesiony z obecnych 50 tys. euro do 100 tys. euro. Taki limit miałby jednak obowiązywać tylko w roku 2009 i 2010. Po tym okresie, limit znów wyniósłby 50 tys. euro. Jednorazową amortyzację mogą stosować podatnicy, którzy rozpoczynają prowadzenie działalności (to taki bonus startowy dla nowych firm) oraz ci podatnicy, którzy posiadają status małego podatnika. Co istotne, z odpisu na takich zasadach będę mogły w 2009 roku skorzystać także te firmy, które działalność rozpoczęły w roku 2008. Jednorazowy odpis tak jak dotychczas będzie możliwy tylko w przypadku środków trwałych zaliczonych do grupy 3-8 Klasyfikacji Środków Trwałych i nadal nie będzie możliwy w przypadku samochodów osobowych. Odpis może dotyczyć zarówno nabytych jak i samodzielnie wytworzonych środków trwałych. Nie jest też istotne czy są to środki trwałe nowe, używane, czy ulepszone. Ważne tylko by suma dokonanych w ten sposób w roku podatkowym odpisów od wszystkich objętych taką metodą środków trwałych (wprowadzonych w tym roku do ewidencji środków trwałych) nie przekroczyła wspomnianego limitu. Jednorazowa amortyzacja nadal stanowić będzie pomoc de minimis.
W podsumowaniu warto zauważyć, że jak na plan działań antykryzysowych, proponowane zmiany są raczej mizerne. Z drugiej jednak strony nie są to wcale złe zmiany. W sumie zatem chyba należy się cieszyć, szczególnie z próby ujednolicenia definicji małego podatnika. Teraz projekt trafi do Sejmu. Ciekawe jak dużo czasu będzie on potrzebował, żeby przepisy te uchwalić. Oby mniej niż na ujednolicenie składek ZUS i zdrowotnej.
Jak poinformowała dziś Gazeta Wyborcza, PSL jest gotów na wprowadzenia PIT dla rolników. Co więcej, samo PSL postuluje by stało się to jak najprędzej. Można by przecierać oczy ze zdumienia. Dotychczas PSL był najzagorzalszym. Można by, gdyby nie mały haczyk. Otóż plan jest taki, żeby rolnicy mogli wybrać, czy chcą płacić podatek dochodowy, czy też nadal podatek rolny. Decydowałby rolnik. Chytrość tego planu polega na tym, że bogaci rolnicy, z dużymi dochodami nadal mogliby pozostać przy nieproporcjonalnie niskim przy ich dochodach podatku rolnym. Nie ponieśliby zatem żadnych strat na zmianach proponowanych przez PSL. Z kolei ci rolnicy, których gospodarstwa przestały być dochodowe lub których dochody są niewielki, mogliby wybrać opodatkowanie PIT na takich samych zasadach jak firmy. A zatem płaciliby podatek od dochodu. Ale skoro ich gospodarstwa przynosiłyby stratę, to faktycznie podatku nie musieliby płacić. Jest strata nie ma dochodu. Nie ma dochodu nie ma podatku. A dziś podatek rolny płacą niezależnie od tego czy dochód jest czy nie. Ze zmian proponowanych przez PSL byliby zatem zadowoleni również biedniejsi rolnicy. Jednym który straciłby na całej operacji byłby budżet (i gminy, które dostają wpływy z podatku rolnego). W sumie wyjątkowo sprytne rozwiązanie. No bo niby podatek dochodowy rolnikom się wprowadzi. Pozostałe masy czarnego robotniczego ludu będą zatem zadowolone i przy okazji wyjmie się im z ręki oręż podatkowej nierówności wśród obywateli z korzyścią dla rolników krezusów. Równocześnie zaś żaden rolnik na zmianach stracić nie powinien, a wręcz odwrotnie. Niektórzy mogą zyskać i to sporo. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ten przebiegły plan się zawali.
Osobiście nie uważam rolników za szczególnie uprzywilejowaną grupę, jeśli patrzeć na ogół tej grupy zawodowej. To, że nie płacą podatku dochodowego jest jednak błędem i to poważnym ze strony polityków. Podatek dochodowy w rolnictwie jest potrzebny. Ale powszechny i obowiązkowy. Również tam, gdzie dochody z działalności rolniczej są wysokie. Potrzebny po to, byśmy wszyscy byli równi wobec państwa i wobec siebie nawzajem. Podatek dochodowy oznacza, że te osoby które dochodów nie mają, nie płacą nic. te które zarabiają na swojej działalności muszą się natomiast dzielić z pozostałymi płacąc podatki do wspólnej kasy. Płacąc po to, by móc później uczciwie korzystać z tego, co w zamian państwo powinno gwarantować, nawet jeżeli czasem trudno mu to zapewnić na takim poziomie, na jakim mamy prawo tego od niego w uzasadniony sposób oczekiwać.
Z FORUM GP: Co z przypadkiem, gdy kupujemy: laptopa za 3499; oprogramowanie użytkowe (pakiet biurowy + antywirus) za 698 zł, powyższe pozycje są na jednej fakturze. Czy laptop i oprogramowanie użytkowe można potraktować jako środek trwały i dokonać jednorazowego odpisu amortyzacyjnego? - pyta czytelnik na forum gazetaprawna.pl
W przypadku zakupu programów komputerowych w rzeczywistości kupujemy nie sam program jako taki, ale licencję na jego użytkowanie na określonych przez producenta warunkach. Taka licencja zaliczana jest z punktu widzenia przepisów podatkowych do tzw. wartości niematerialnych i prawnych, które są odrębnym od środków trwałych przedmiotem amortyzacji, gdy przewidywany okres ich użytkowania przekracza rok. A zatem kupiony laptop i oprogramowanie do niego to odpowiednio środek trwały i wartości niematerialne i prawne, które nie są traktowane jako jeden składnik majątku firmy, a zatem podlegają odrębnej amortyzacji. W tym zakresie jest jeden wyjątek. System operacyjny traktowany jest jako część składowa komputera (laptopa), jako coś bez czego nie byłby on zdatny do użytku.
Oczywiście, zarówno do środków trwałych, jak i licencji na programy komputerowe mają zastosowanie ogólne reguły amortyzacji. To oznacza, że w przypadku, gdy ich wartość nie przekracza 3,5 tys. zł, to mimo, że ich użytkowanie potrwa dłużej niż rok, można będzie zaliczyć je jednorazowo w koszty. Robi się to w jedne z dwóch opisywanych już w poprzednich odpowiedziach na pytania z forum sposobów. Pierwszy, to nie uznawanie takiego składnika za środek trwały lub wartość niematerialną i prawną. Jeśli wartość początkowa nie przekracza 3,5 tys. .zł, podatnik co do decyzji, czy coś ma być takim środkiem trwałym lub wartością niematerialna i prawną, czy też nie, podejmuje sam. Drugi sposób polega na uznaniu takiego zakupu za środek trwały (laptop) lub wartość niematerialną i prawną (licencje na programy) i dokonaniu jednorazowego odpisu amortyzacyjnego. Oczywiście od każdego z tych składników odrębnie. Można też oczywiście zdecydować się na ich amortyzację. Decyzja należy do podatnika. Można nawet zdecydować się amortyzować jeden z tych składników majątku, a drugi nie.
Z FORUM GP: Proszę jeszcze raz o wytłumaczenie mi czy zapłacę podatek czy nie i do kiedy będę musiała go zapłacić na konkretnym przykładzie. Bo jak czytam te przepisy i artykuły to już nie wiem co myśleć. Spadek (dom + działkę) otrzymałam w listopadzie 2007 r., nie jestem tam zameldowana. Chcę sprzedać nieruchomość w połowie stycznia 2009 r. I jak się nadarzy okazja kupić mieszkanie na wiosnę 2009 r. – pyta czytelniczka na internetowym forum gazetaprawna.pl
Jeśli sprzedaż domu nabytego w spadku w 2007 roku nastąpi przed upływem pięciu lat, a podatnik nie był w nim zameldowany przez co najmniej rok, to od dochodu z takiej sprzedaży trzeba będzie zapłacić podatek. Dlaczego ? Po pierwsze. Sam fakt otrzymania w spadku domu i działki nie rodzi żadnych skutków w zakresie PIT (może natomiast w zakresie podatku od spadków). Po drugie, to, że nastąpiło to w 2007 roku oznacza, że niezależnie od tego kiedy i w jakiej formie nastąpi zbycie tej nieruchomości, zawsze zastosowanie znajdą przepisy ustawy o PIT obowiązujące w okresie od 1 stycznia 2007 roku do 31 grudnia 2008 roku.
W tym okresie obowiązywały dwa zwolnienia: tzw. ulga mieszkaniowa oraz zwolnienie dla sprzedaży dokonywanej po upływie pięciu lat. Przy czym okres ten liczony jest w ten sposób, że jest to okres pięciu lat od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie. Z ulgi meldunkowej można było korzystać pod warunkiem zameldowania w domu na okres co najmniej 12 miesięcy na pobyt stały. W tym jednak przypadku tak nie jest. Ze zwolnienia nie można zatem skorzystać. Nie można też skorzystać z drugiego zwolnienia. Jeśli sprzedaż nastąpi w styczniu 2009 roku, to od momentu nabycia nie upłynie jeszcze piec lat. Wniosek: taka sprzedaż będzie opodatkowana.
Podatek wynosi 19 proc. dochodu ze sprzedaży. Co gorsza, z uwagi na to, że dom i działka zostały nabyte w spadku, kosztem będą tylko udokumentowane nakłady, które zwiększyły wartość rzeczy i praw majątkowych, poczynione w czasie ich posiadania oraz kwotę zapłaconego podatku od spadków i darowizn w takiej części, w jakiej wartość zbywanej rzeczy lub prawa przyjęta do opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn odpowiada łącznej wartości rzeczy i praw majątkowych przyjętej do opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn.
Nabycie domu i działki w 2007 roku oznacza też, że fakt późniejszego wydatkowania pieniędzy ze sprzedaży nieruchomości na zakup nowego mieszkania nie będzie miał znaczenia dla opodatkowani tej sprzedaży PIT. Zwolnienie związane z takimi wydatkami (dokonanymi w terminie dwóch lat od sprzedaży) dotyczy tylko tych nieruchomości, które nabyte zostały do 31 grudnia 2006 roku oraz po 1 stycznia 2009 roku.
Pojawił się nowy komunikat Ministerstwa Finansów w sprawie skutków orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) dotyczącego odliczania VAT od paliwa kupowanego do samochodów osobowych. Kominikat dotyczy skutków tego orzeczenia w zakresie podatków dochodwych. Czytamy w nim, że:
"W związku z pojawiającymi się wątpliwościami dotyczącymi skutków w podatku dochodowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z dnia 22 grudnia 2008 r. w sprawie C-414/07 Magoora, Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że podatnicy, którzy w związku z tym wyrokiem dokonają odliczenia podatku od towarów i usług poprzez dokonanie korekty rozliczenia w tym podatku, nie są obowiązani do korygowania kosztów uzyskania przychodów w podatku dochodowym.
Kwota zwrotu lub obniżenia podatku w części uprzednio zaliczonej do kosztów uzyskania przychodów będzie stanowiła przychód w podatku dochodowym w momencie otrzymania zwrotu. Wynika to wprost z art. 14 ust. 2 pkt 7d ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 12 ust. 1 pkt 4f ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którymi w przypadku obniżenia lub zwrotu podatku od towarów i usług zgodnie z odrębnymi przepisami, naliczony podatek od towarów i usług stanowi przychód w tej części, w której podatek uprzednio został zaliczony do kosztów uzyskania przychodów."(komunikat z 12.01.2009 roku; źródło MF)
To już drugi komunikat resortu finansów w sprawie orzeczenia ETS dotyczącego odliczenia VAT od paliwa do samochodów. Wcześniej resort zapewniał, że koszty orzeczenia nie będą zbyt dotkliwe dla budżetu, pisząc że:
"W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z dnia 22 grudnia 2008 r. w sprawie C-414/07 Magoora, Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że uwzględniając fakt, że zgodnie z obowiązującą przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej ustawą z dnia 8 stycznia 1993r. opodatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym (Dz. U. Nr 11, poz. 50 z późn. zm.) całkowity zakaz odliczenia podatku naliczonego od paliwa dotyczył samochodów osobowych oraz innych pojazdów o dopuszczalnej ładowności do 500 kg, zaś od 1 maja 2004 r. wprowadzono przepisy uniemożliwiające odliczenie podatku naliczonego przy nabyciu paliwa do samochodów osobowych oraz innych pojazdów samochodowych o dopuszczalnej ładowności mniejszej niż określona według wzoru: DŁ = 357 kg + n x 68 kg (tzw. wzór Lisaka) - skutki budżetowe z tytułu tego orzeczenia nie powinny być znaczące. Zgodnie z przepisami obowiązującymi od dnia 1 maja 2004 r. np. dla samochodu o homologacji dla 4 osób ograniczenie w odliczaniu podatku naliczonego dotyczy samochodów o dopuszczalnej ładowności do 629 kg, zatem różnica dotyczy podatku naliczonego przy zakupie paliwa do samochodów o ładowności w przedziale od 500 do 629 kg.
Natomiast w związku z tym, że zmiana wprowadzona w przepisach ustawy o podatku od towarów usług z dniem 22 sierpnia 2005 r., co do zasady miała charakter techniczny nie powinny wystąpić skutki budżetowe w tym zakresie.Należy jednocześnie pamiętać, iż skutki budżetowe z tytułu przyznania zgodnie z ww. wyrokiem ETS odliczenia podatku od towarów i usług od nabywanych przez podatników paliw do napędu pojazdów samochodowych zostaną w części zredukowane skutkami w podatkach dochodowych. W przypadku podatników, którzy zaliczyli wydatki z tytułu nieodliczonego podatku naliczonego w koszty uzyskania przychodów, ewentualna korekta w podatku od towarów i usług (i odliczenie tego podatku) skutkowałaby koniecznością dokonania stosownych rozliczeń w podatku dochodowym.
Możliwość ewentualnej korekty odliczenia podatku z tytułu nabytego paliwa do napędu pojazdów samochodowych uwarunkowana jest posiadaniem przez podatnika stosownych dokumentów homologacyjnych, z których wynika, iż nie był to samochód osobowy.
Nieprawdziwe i nieuzasadnione są rozpowszechniane informacje, że skutki z tytułu ww. wyroku ETS mogłby sięgać miliardów zł. Skutki te będą z pewnością o wiele niższe i nie powinny mieć istotnego wpływu na wykonanie budżetu przyszłego roku. Trudno jest, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty związane z dokonaniem takiej korekty, w tym równoczesną konieczność dokonania odpowiednich rozliczeń w podatku dochodowym, określić skalę tych skutków, gdyż nie wiadomo ilu podatników zdecyduje się na korektę w podatku od towarów i usług."
(komunikat z 12.12.2008 roku; źródło MF)
Z FORUM GP: Witam, czy wartość 3500 zł to wartość, powyżej której zakup stanowi środek trwały ? A poniżej jest wyposażeniem? Czy coś się zmieniło w tej kwestii? Chodzi o zakup laptopa o wartości netto 3454,10 zł. Od jakiej kwoty ewidencjonować jako wyposażenie np fotel fryzjerski 1129 zł a suszarka 350 zł i co z tym ? – pyta Oliwia na internetowym forum gazetaprawnaj.pl.
Wydatki na zakup laptopa za 3454,10 zł można od razu wpisać w koszty działalności. Jest to koszt podatkowy już w momencie jego poniesienia, chyba że sami tak go traktować nie chcemy. Co do zasady środkiem trwałym jest wszystko co zamierzamy używać na potrzeby firmy dłużej niż rok. W praktyce jest tak jednak tylko z tymi składnikami, które kosztują powyżej 3,5 tys. zł. Jeśli kosztowały mniej mamy trzy możliwości. Pierwsza – nie uznawać takiej rzeczy za środek trwały i rzecz wpisać od razu w koszty. Druga – uznać rzecz za środek trwały i dokonać jednorazowego odpisu amortyzacyjnego, czyli wpisać całą kwotę w koszty, a rzecz umieścić w ewidencji środków trwałych. Trzecie – uznać rzecz za środek trwały i normalnie amortyzować, czyli wpisywać w koszty podatkowe po kawałku. Wybór jednego z tych sposobów postępowania należy do nas. Biorąc pod uwagę rzeczy wymienione w pytania, można zatem uznać, że zakup każdej z nich może być od razu zaliczona do kosztów podatkowych, nawet jeśli używana będzie dłużej niż rok.
Kwestia kolejna to wyposażenie. Jest nim wszystko to, czego nie zaliczamy do środków trwałych. Wydatki na nabycie takich rzeczy wpisujemy do kosztów od razu. Po za tym mamy też obowiązek każda taką rzecz, jeśli jej wartość przekracza 1,5 tys. zł, wpisać do ewidencji wyposażenia. A zatem laptop o wartości 3454,10 zł, może być od razu wpisany do kosztów podatkowych, ale musi być w takim przypadku ujęty w ewidencji wyposażenia. Ale już fotel fryzjerski (1129 zł) i suszarka (350 zł) ewidencją wyposażenia objęte być nie muszą.
Do końca stycznia organizacje pożytku publicznego, które chcą w tym roku korzystać z 1 porc. odpisu podatkowego dokonywanego od podatku przez podatników muszą zawiadomić właściwy organ podatkowy o numerze rachunku bankowego na który przekazane w ten sposób przez podatników kowty miałby być przelewane. przypomina o tym w specjalnym komunikacie Ministerstwo Finansów. Tak jak i o tym, że brak takiego zawiadomienia spowoduje brak przelewu na kont organizacji...
"W związku z nowymi zasadami przekazywania 1% podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego, Ministerstwo Finansów pragnie przypomnieć, iż regulacje dotyczące przekazania 1% podatku wynikającego z zeznań podatkowych (lub ich korekt dokonanych w ciągu dwóch miesięcy od upływu terminu dla złożenia zeznania podatkowego) za 2008 r., zobowiązują organizacje pożytku publicznego do przekazania naczelnikowi urzędu skarbowego właściwemu według siedziby organizacji, numeru rachunku bankowego, na który ma być przekazany 1% najpóźniej do dnia 31 stycznia 2009 r. (art. 10 ust. 2 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw Dz. U. Nr 209, poz. 1316).
W przypadku, gdy organizacja pożytku publicznego nie przekaże informacji o numerze rachunku bankowego do upływu tego terminu lub poda błędny numer, naczelnik urzędu skarbowego odstąpi od przekazania 1% podatku na rzecz tej organizacji (art. 10 ust. 4 ww. ustawy).
Każda organizacja pożytku publicznego, chcąca podczas najbliższej akcji rozliczeniowej otrzymać 1% podatku, zobowiązana jest do przekazania właściwemu organowi podatkowemu informacji o numerze rachunku bankowego."
źródło: MF
Tym razem coś nietypwego dla bloga, ale myślę że dla jego czytelników (przynajmniej niektórych) przydatnego. Lektura naszego formu internetowego natchnęła mnie myśla, by w ramach bloga pozastanawiać się nad odpowiedziami na co ciekawsze, albo zwyczajnie najczęsciej powtarzając się pytania. Pierwsze poniżej. W następnym wpisie kolejne.
Z FORUM GP: Witam, po raz pierwszy będę rozliczać PIT i mam takie pytanie czy te kwoty które są podawane w odliczenia to ujmuje się całe czy tylko 19 proc. z nich? Najbardziej chodzi mi o ulgę na Internet i na leki – pyta askab14 na forum gazetaprawna.pl
Ulga internetowa odliczana jest od dochodu. Nie odlicza się zatem 19 proc. wydatku, tylko dokładnie tyle ile wydaliśmy na dostęp do Internetu, pod warunkiem, że jest to nie więcej niż 760 zł. Tyle wynosi bowiem limit tego odliczenia. Co to oznacza w praktyce ? Otóż, jeżeli wydaliśmy na opłaty za Internet w całym 2008 roku 600 zł, i mamy na to faktury wystawione na nasze imię i nazwisko i nasz adres zamieszkania (ten, gdzie ubytkowany jest Internet), odliczymy od dochodu 600 zł. Jeżeli natomiast wydaliśmy na opłaty za Internet 800 zł, od dochodu odliczymy tylko 760 zł.
Podobnie jest w przypadku ulgi na leki, chociaż tu i warunki i limit są zupełnie inne. Cechą wspólną jest to, że odliczenia dokonuje się od dochodu. W przypadku ulgi na leki, warunków jest sporo. Przede wszystkim ulga nie przysługuje każdemu, a tylko tym osobom, które posiadają status osób niepełnosprawnych, lub mają na utrzymaniu takie osoby niepełnosprawne, których roczne dochody nie przekraczały 9120 zł (dotyczy to przypadków, gdy na takim utrzymaniu są: współmałżonek, dzieci własne i przysposobione, dzieci obce przyjęte na wychowanie, pasierbowie, rodzice, rodzice współmałżonka, rodzeństwo, ojczym, macocha, zięciowie i synowe). Odlicza się kwotę, która stanowi nadwyżkę ponad 100 zł, jeżeli w danym miesiącu wydaliśmy na zakup leków więcej niż ta kwota. Jeżeli zatem wydamy w danym miesiącu na leki 250 zł, za ten miesiąc odliczyć możemy 150 zł. Jeżeli wydamy 90 zł nie odliczymy nic. Takich rachunków trzeba dokonać dla każdego miesiąca w którym wydatki na leki były ponoszone. Nadwyżki ponad 100 zł zsumowane z poszczególnych miesięcy odliczamy jedna kwotą od dochodu. I tu jeszcze jedna ważna uwaga. Po pierwsze, można odliczyć tylko wydatki na zakup takich leków, których stosowanie zalecił lekarz specjalista (recepta od internisty zatem podstawy do doliczenia nie da). Po drugie lekarz ten musi zalecić stosowanie tych leków stale lub czasowo. Dodatkowym warunkiem jest posiadanie rachunku lub faktury z apteki, która lek ten sprzedała.
Jutro ważny termin. Jutro mija termin na złożenie oświadczenia PIT-12, czyli „oświadczenia dla celów dokonania rocznego obliczenia podatku dochodowego od dochodu uzyskanego przez podatnika w roku podatkowym”. To oświadczenie potrzebne nam do tego, by roczne zeznanie PIT złożył za nas pracodawca (płatnik). Z przepisów wynika, że jeżeli podatnik, od którego zaliczki miesięczne pobierają określeni płatnicy, złoży płatnikowi przed dniem 10 stycznia roku następującego po roku podatkowym specjalne oświadczenie (PIT-12), płatnik jest zobowiązany sporządzić roczne obliczenie podatku, które traktuje się na równi z rocznym zeznaniem podatkowym. Przygotowane przez płatnika zeznanie sporządzane jest na formularzu PIT-40.W tym roku po raz ostatni, w rozliczeniu takim płatnicy uwzględnią ulgę na dzieci (ulgę prorodzinną).
Nietypowy termin. Termin do złożenia PIT-12 jest o tyle inny od pozostałych terminów podatkowych, że w przypadku, gdy wypada w dzień wolny od pracy lub święto, przesuwa się go w przeciwną stronę niż pozostałe. Ogólna reguła wynikająca z Ordynacji podatkowej jest taka, że gdy ostatni dzień terminu przypada na dzień wolny, termin ten jest przesuwany na najbliższy dzień roboczy. Prosty przykład: zaliczki na podatek dochodowy (PIT) trzeba wpłacać do 20 dnia każdego miesiąca za miesiąc poprzedni, a zatem zaliczkę od dochodów uzyskanych w styczniu, płaci się do 20 lutego. Ostatnim dniem na zapłatę jest właśnie 20 lutego. Gdyby zdarzyło się tak, że dzień 20 lutego wypadłby w sobotę, ostatnim dniem na zapłatę zaliczki byłby poniedziałek 22 lutego. Z terminem złożenia PIT12 jest jednak inaczej. Takie zawiadomienie powinno być złożone nie do 10 stycznia, ale przed 10 stycznia. Prostą konsekwencją takiego określenia tego terminu jest to, że nawet wtedy, gdy 10 stycznia wypada w dzień roboczy, oświadczenie powinno być złożone najpóźniej 9 stycznia. Jest tak, dlatego że to ostatni dzień „przed 10 stycznia). Gdyby zaś zdarzyło się tak, że 9 stycznia wypadłby w sobotę, termin na złożenie PIT-12 zamiast wydłużyć się zgodnie z omówioną wcześniej zasadą wynikającą z Ordynacji podatkowej, ulega skróceniu. Ostatnim dniem roboczym, w którym oświadczenie można byłoby złożyć, byłby piątek 8 stycznia. Gdyby 9 stycznia wypadł w niedzielę, ostatnim dniem na złożenie byłby piątek 7 stycznia. Oczywiście w tych przypadkach, w których chcielibyśmy takie oświadczenie złożyć osobiście. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nadać je w niedzielę 9 stycznia (gdyby tak ta data wypadała) listem poleconym za pośrednictwem poczty polskiej (musimy to zrobić za pośrednictwem operatora publicznego). Zasada dotycząca zachowania terminu, gdy pismo zostało nadane w ten sposób, jest moim zdaniem w tym przypadku zachowana, a zatem datą złożenie pisma pracodawcy (płatnikowi) jest data uwidoczniona na stemplu pocztowym.
Dobra wola pracodawcy. Termin na złożenie PIT-12 jest nietypowy także z innego powodu niż opisany powyżej. W przepisach nie ma żadnej sankcji za to, że nie złożyliśmy takiego oświadczenia w terminie. Jedyną konsekwencją jest to, że płatnik nie rozliczy nas z PIT za poprzedni rok. Z drugiej jednak strony, jeśli płatnik zechce, będzie mógł rozliczyć nas, mimo że ze złożeniem PIT-12 się spóźniliśmy. Sytuacja wygląda tak, że w tych przypadkach, w których oświadczenie złożone jest w terminie, a zatem przed 10 stycznia, czyli praktycznie najpóźniej 9 stycznia, płatnik musi nas rozliczyć, czy mu się to podoba czy nie. Jeśli złożymy takie oświadczenie po tym terminie płatnik nie ma już takiego obowiązku. A zatem księgowość w naszym zakładzie pracy może nam odmówić takiego rozliczenia. Może, ale nie musi. W takim przypadku wszystko będzie zależało od dobrej woli naszego pracodawcy.
Więcej o PIT-12 jutro w papierowym GP.
Zdaniem Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP) wprowadzona z początkiem roku zmiana stawek podatkowych z 19, 30 i 40 proc. na 18 i 32 proc. nie realizuje w pełni postulatów przedsiębiorców. A to dlatego, że zamiast uprościć system, komplikuje go jeszcze bardziej. Co więcej, obniżenie stawek PIT może spowodować straty u osób prowadzących działalność gospodarczą i korzystających do tej pory ze stawki liniowej. Przedsiębiorcy będący osobami fizycznymi, szczególnie ci, których roczny dochód nie przekracza 85 528 zł, prawdopodobnie będą decydować się na opodatkowanie na zasadach ogólnych. Jeśli jednak, ich przychody wzrosną szybciej, niż zakładali, może się to dla nich okazać nieopłacalne. Wtedy bowiem, co najmniej przez pewien czas, będą musieli płacić wyższy, 32-procentowy, PIT zamiast podatku według 19-procentowej stawki liniowej.
Muszę przyznać, że te dość ciekawe odkrycia nieco mnie ubawiły
. Spora w tym komunikacie propagandy, a niewiele sensownych argumentów. Cóż, prawda jest i prosta, i okrutna: nikt nikogo nie zmusza do korzystania ze stawki liniowej PIT. Nie ma też mowy o tym, by pracownicy najemni byli obecnie opodatkowani w sposób uprzywilejowany w stosunku do przedsiębiorców. A to dlatego, że po pierwsze mogą płacić podatek na tych samych zasadach co osoba na etacie - czyli według dwustopniowej skali podatkowej ze stawkami 18 i 32 proc. Wystarczy zawiadomić o tym swojego naczelnika urzędu skarbowego do 20 stycznia. Po drugie, to przedsiębiorcy (niektórzy) byli dotychczas uprzywilejowani. Mogli bowiem płacić podatek według stawki 19 proc. przy takich samych dochodach, przy których pracownik najemny płacił 30 czy 40 proc. podatku, nie mając przy tym - w przeciwieństwie do przedsiębiorców - żadnej alternatywy co do wyboru innego sposobu opodatkowania. Ale to, że przedsiębiorca może płacić zawsze 19 proc. bez względu na to, jakie osiągnie dochody, uzasadniane zawsze było tym, że podejmuje on większe ryzyko, niż osoba utrzymująca się z pracy najemnej. To argument, który można spokojnie uznać za uzasadniony, nawet pomimo tego, że mnie nigdy do końca nie przekonywał. Tyle, że można go za taki uznać z tym zastrzeżeniem, że dotyczy to także ryzyka, związanego z błędami przy wyborze formy opodatkowania. Zresztą dla większości małych firm, a już szczególnie dla licznej rzeszy samozatrudnionych, szybkie przeliczenie co się bardziej opłaca wcale trudne nie jest. O czym łatwo się można przekonać, dokonując kilku prostych przeliczeń.
Co do jednego KPP ma jednak rację. Zróżnicowanie najniższych stawek PIT powoduje bałagan. Tyle, że nie dotyczy to tylko przedsiębiorców. Ten sam problem maja także te osoby, które zmuszone będą sprzedać posiadaną nieruchomość, a nie będą mogły skorzystać ze zwolnienia z PIT. One też zmuszone będą płacić 19 proc. od dochodu, a nie 18, które będą pewnie płacić jako pracownicy. Wynoszący 19 proc. podatek zapłacą także inwestorzy giełdowi i oszczędzający w funduszach inwestycyjnych, czy bankach. Problem ten był już zresztą sygnalizowany na łamach GP w ubiegłym roku. Wówczas, nie zyskał jednak większego zainteresowania ze strony przedstawicieli środowiska przedsiębiorców. Co pozostawiam bez komentarza
