
Na internetowych stronach Ministerstwa Finansów opublikowano dziś obszerne stanowisko wspólne Ministerstwa Budownictwa, Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego oraz Ministerstwa Finansów dotyczące stosowania przepisów ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o opłacie skarbowej (Dz. U. Nr 225, poz.1635) i rozporządzenia z dnia 21 grudnia 2006r. w sprawie dokumentowania zapłaty opłaty skarbowej oraz trybu jej zwrotu (Dz. U. Nr 246, poz.1804) przy załatwianiu indywidualnych spraw z zakresu Prawa budowlanego oraz przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. (zob. tu). To lektura warta uwagi. Szczególnie w części tabelarycznej, gdzie podano dokładnie za co, jaką opłatę należy wnosić. W części tekstowej, omówienie najważniejszych zmian, nowego trybu wnoszenia opłaty oraz zasad zwrotu opłaty nienależnie pobranej. Myślę, że warto tego PDF sobie ściągnąć. Na pewno się przyda ![]()
Dziś kolejna z zaległych porad. Wiem, ze późno, ale może się jeszcze przyda.
Problem: W przypadku nabycia środków pieniężnych w drodze darowizny proszę o wyjaśnienia co do daty powstania obowiązku podatkowego wpisywanej w formularzu SD-Z1. Czy data ta jest równoznaczna z datą uznania rachunku bankowego obdarowanego czy z data wypełniania formularza ?
Odpowiedź: Ustaw o podatku od spadków i darowizn przewiduje w art. 6, że przy nabyciu w drodze darowizny obowiązek podatkowy powstaje z chwilą złożenia przez darczyńcę oświadczenia w formie aktu notarialnego, a w razie zawarcia umowy bez zachowania przewidzianej formy - z chwilą spełnienia przyrzeczonego świadczenia. Jeżeli ze względu na przedmiot darowizny przepisy wymagają szczególnej formy dla oświadczeń obu stron, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą złożenia takich oświadczeń. Jaką zatem datę wpisać w zgłoszeniu SD-Z1?
Cóż, biorąc pod uwagę fakt, że rzadko się zdarza by darowizny były dokonywane w formie aktu notarialnego, w polu data powstania obowiązku podatkowego najczęściej będziemy musieli wpisać datę uznania rachunku bankowego. Jest tak dlatego, że dopiero w tym momencie możemy mówić o spełnieniu przyrzeczonego świadczenia. Data wypełnienia formularza nie ma tu nic do rzeczy. O tym kiedy wypełnialiśmy formularz informujemy na końcu, w pozycji 87. Trzeba pamiętać, że na wypełnienie zawiadomienia jest miesiąc. A zatem daty w pozycji 4 (powstanie obowiązku podatkowego) i pozycji 87 raczej nie powinny się różnić o więcej niż dwadzieścia klika dni.
Jeżeli jednak, darowizny dokonamy w formie aktu notarialnego, to w pozycji 4 zawiadomienia SZ-Z1 wpisujemy datę podaną w akcie notarialnym. Tak będzie np. w przypadku darowizny nieruchomości. Tu nie ma mowy o zalegalizowaniu darowizny poprzez spełnienie świadczenia. Zatem samo danie komuś kluczy nie wystarczy bo niczego to nie zmienia. Do darowizny dojdzie dopiero z chwilą podpisania aktu notarialnego.
P.S.
Mam nadzieję, że opublikowany w piątek (dziś jak myślę nadal do kupienia) dodatek do GP o zasadach wypełniania formularzy spadkowych się przyda. W razie gdyby były potrzebne uzupełnienia lub dodatkowe wyjaśnienia, chętnie dopowiem co trzeba na blogu
Pozdrawiam
12 letnia dziewczynka ma spłacić podatki swojego ojca – doniosła dziś Gazeta Wyborcza. Urząd skarbowy w Świdnicy (tak zdaje się sugerować tekst) domaga się, by 12-letnia dziewczynka zapłaciła zaległy podatek dochodowy (PIT) po zmarłym ojcu. Tymczasem dziewczynka ta, żadnego majątku nie ma, poza pluszakami i innymi rzeczami, które zwykle mają dzieci. Wszystko zaś zaczęło się od tego, że matka dziecka przyjęła w jego imieniu spadek po zmarłym ojcu dziecka, a jej byłym małżonku. Przyjęła nie zdając sobie sprawy z tego, ze równocześnie przyjmuje jego długi. A no właśnie.
Ignorantia iuris nocet, czyli nieznajomość prawa szkodzi głosi jedna z podstawowych zasad prawa, wywodząca się jeszcze z prawa rzymskiego. Opisany przez GW przypadek, to kolejny przykład na naszą niefrasobliwość. Większość z nas żyje w błogim przeświadczeniu, że gdy o jakimś przepisie nie wie, to on ich nie dotyczy. Tymczasem nic bardziej błędnego. A o tym, że tak jest przekonujemy się najczęściej dość boleśnie na własnej skórze wtedy, gdy jest już za późno. Tak jak i w tym przypadku. Taka postawa to nic innego jak dziecięca zabawa w chowanego, gdy zakrywszy oczy dłońmi myślimy, że teraz nikt nas już nie widzi. Kłopot w tym, że druga strona wcale oczu zakrywać nie zamierza. I mimo, że to urzędnicy są dla nas, a nie odwrotnie, możemy być pewni, że reprezentowane przez nich państwo, wykorzysta każde nasze potknięcie, by pokazać, że nawet najsurowsze i najmniej logiczne prawo, musi być z cała stanowczością egzekwowane) dura lex sed lex, mówi inna stara rzymska maksyma). Oczywiście, prawo niekoniecznie takie jest dla tych którzy to prawo tworzą
ale to już nieco inna historia
Wracając do naszej Kasi. – Zgodnie z przepisami w razie przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza spadkobierca ponosi odpowiedzialność za długi spadkowe. Odpowiada też za zobowiązania podatkowe spadkodawcy – poinformował GW rzecznik Ministerstwa Finansów Jakub Lutyk. I z długami spadkowymi niestety tak faktycznie jest. Dlatego zanim spadek przyjmiemy, warto dobrze się zastanowić. Często zamiast spodziewanych korzyści czekają nas tylko dodatkowe koszty. A jak to jest z podatkami ?
Cóż, przede wszystkim wskutek śmierci podatnika zobowiązanie podatkowe nie wygasa, tak jakby mogło się to nam wydawać. Ordynacja podatkowa nie przewiduje takiego skutku. Reguluje natomiast odpowiedzialność spadkobiercy za podatki których nie zapłacił spadkodawca. Przewiduje taką odpowiedzialność art. 97, który mówi, że spadkobiercy podatnika, przejmują przewidziane w przepisach prawa podatkowego majątkowe prawa i obowiązki spadkodawcy. Jedynie jeżeli, na podstawie przepisów prawa podatkowego, spadkodawcy przysługiwały prawa o charakterze niemajątkowym, związane z prowadzoną działalnością gospodarczą, uprawnienia te przechodzą na spadkobierców pod warunkiem dalszego prowadzenia tej działalności na ich rachunek. Od odpowiedzialności tej można uciec w jeden tylko sposób. Odrzucając spadek.
A co robić w takiej sytuacji gdy już się go przyjęło a po spadkodawcy zostały zaległe podatki? Cóż, przepisów nie zmienimy. Ale rąk załamywać też nie ma powodu. Zawsze można jeszcze w urzędzie skarbowym złożyć wniosek o umorzenie takiej należności lub przynajmniej rozłożenie jej zapłaty na raty. Rozpatrując taki wniosek urząd będzie musiał wziąć pod uwagę sytuację majątkową osoby zobowiązanej do zapłaty należności podatkowej. W przypadku opisanym przez GW, sytuację majątkową 12 letniej Kasi. Co prawda, nawet stwierdziwszy, że wszystko przemawia za umorzeniem podatku, urząd może takiej ulgi domówić (pisałem już o tym wcześniej na blogu we wpisie z 7 marca). Jednak zawsze to jakaś nadzieja jest. Nikła bo nikła, ale jednak. A w końcu lepsza tak nadzieja, niż żądna.
„Jak dowiedziała się "Rz", do uzgodnień międzyresortowych trafił już projekt nowelizacji ustawy o opłacie skarbowej.” – pisze dziś na łamach Rzeczpospolitej Grażyna J. Leśniak. Chodzi oczywiście o ustawę, która ma umożliwić wykorzystanie zapasu znaków opłaty skarbowej, które pozostały u podatników. Ale nie o to chodzi. Raczej o to, że czytając ten tekst, trudno powstrzymać się by nie uzupełnić otwierającego go zdania o dwa słowa. Prawidłowo napisane zdanie powinno brzmieć: „Jak dowiedziała się z Gazety Prawnej „Rz”, do uzgodnień międzyresortowych trafił już projekt nowelizacji ustawy o opłacie skarbowej.” Dlaczego? Już tłumaczę. Pomoże w tym inny cytat: „Do 31 grudnia 2007 r. podatnicy będą mogli uiszczać opłatę skarbową znaczkami opłaty skarbowej, mimo że od 1 stycznia je zlikwidowano – przewiduje projekt zmian w ustawie o opłacie skarbowej.” – pisała w GP z 26 lutego 2007 r. Ewa Matyszewska, przedstawiając treść projektu. Dzień wcześniej projekt ten trafił do Biuletynu Informacji Publicznej, co jest równoznaczne z przekazaniem go do uzgodnień międzyresortowych.
Można oczywiście założyć, że nasz tekst został przegapiony przez naszą zacną konkurencję. Jednak przyjmowanie takiego założenia byłoby sporą naiwnością. Tak jak my śledzimy to co ukazuje się w innych dziennikach (i czasem podejmujemy podany tam trop), tak i inne dzienniki uważnie śledzą nasze dokonania. Ale nie o to chodzi. Jak zwykle nie chodzi o to, że ktoś pisze o tym, o czym my już pisaliśmy. Chodzi o to, że chwali się osiągnięciem („dowiedziała się”, co sugeruje, że dotarła do tzw. ekskluzywnej, nie podawanej jeszcze nigdzie informacji), którego wcale nie ma. To zaś nic innego, jak wprowadzanie czytelnika w błąd. A to nieco kłóci się z moim poczuciem etyki pracy w tym zawodzie. Mam nadzieję, że również i Państwo przyznacie mi rację.
Najpierw cytat
bo to będzie nowa tradycja w kolejnych odcinkach spadkowego poradnika ![]()
„Zgodnie z sugestią, by wskazać interesujące tematy - wracam do spadków.
W jednej z odpowiedzi napisał pan, że w przypadku podatku od spadku, którego wielkość przekracza w znaczny sposób możliwości podatnika, można zwrócić się do urzędu skarbowego o odroczenie płatności do momentu sprzedaży nieruchomości. Zwróciłem się z pytaniem o taką możliwość do dwóch urzędów skarbowych i dostałem kategoryczne negatywne odpowiedzi, że takiej możliwości nie ma. Urząd może jedynie umorzyć podatek (nie ma co na to liczyć), względnie rozłożyć go na raty. Czy zatem w takim przypadku (raty), jest możliwość sprzedaży nieruchomości przed spłatą całej kwoty podatku?”
A teraz odpowiedź ![]()
W poście zawarto pytania, które dość często się ostatnio pojawiają. Nie tylko w kontekście podatku od spadków, ale także podatku związanego ze sprzedażą nieruchomości. Dziś spróbuję troszkę te kwestie wyjaśnić. Najpierw jednak pozwolę odnieść się do stanowiska urzędów.
Cóż, chętnie poznałbym nazwy tych urzędów skarbowych, bo nazwisk urzędników poznać się zapewne nie uda
To co mówią urzędnicy najlepszego świadectwa im niestety nie wystawia. Odroczenie terminu zapłaty podatku jest możliwe. Rzeczonych urzędników gorąco zachęcam do lektury Ordynacji podatkowej, czyli ustawy która stanowi podstawowe narzędzie ich pracy. Rozdział „Ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych” i art. 67a. Czytanie przepisów, to naprawdę pożyteczne zajęcie. Zwłaszcza, gdy przepis zmienia miejsce swego położenia. Otóż, to co dziś jest zawarte w art. 67a, do września 2005 r. zawarte było w zmienionym następnie art. 48 Ordynacji podatkowej. Odpowiednia treść powędrowała z art. 48 do art. 67a. Ktoś nieuważny mógł wysnuć z tego wniosek, że teraz już takiej możliwości nie ma. Może stąd to dziwne nieporozumienia. Chociaż czasu na to by się nauczyć, gdzie dziś znajdują się przepisy o odroczeniu terminu płatności było – jakby na to nie patrzeć – całkiem sporo ![]()
No to popatrzmy teraz na wspomniany art. 67a Ordynacji podatkowej, który pozwolę sobie przytoczyć w całości:
„Art. 67a. § 1. Organ podatkowy, na wniosek podatnika, z zastrzeżeniem art. 67b, w przypadkach uzasadnionych ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym, może:
1) odroczyć termin płatności podatku lub rozłożyć zapłatę podatku na raty;
2) odroczyć lub rozłożyć na raty zapłatę zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetki określone w decyzji, o której mowa w art. 53a;
3) umorzyć w całości lub w części zaległości podatkowe, odsetki za zwłokę lub opłatę prolongacyjną.
§ 2. Umorzenie zaległości podatkowej powoduje również umorzenie odsetek za zwłokę w całości lub w takiej części, w jakiej została umorzona zaległość podatkowa.”
Wniosek: każdy podatnik ma prawo ubiegać się o odroczenie terminu zapłaty podatku. Dodam – każdego podatku, w tym także podatku od spadków czy podatku od sprzedaży nieruchomości.
A teraz kilka słów komentarza. Czyli o czym warto pamiętać. Jeśli chodzi o zastrzeżenia z art. 67b Ordynacji podatkowej nas nie dotyczą. To zastrzeżenie dotyczące podatników prowadzących działalność gospodarczą. Dotyczy tzw. pomocy publicznej. Omawianie tego fragmentu Ordynacji podatkowej możemy sobie zatem w tym miejscu darować. Pamiętać takze musimy, że to my sami musimy wykazać, że w naszym interesie jest przyznanie takiej ulgi, albo że przemawia za tym jakiś ważny interes publiczny. Niestety to my musimy wskazać jaki. Trzeba się też pogodzić z tym, że decyzja organu podtakowego ma w tym przypadku uznaniowy charakter. To znaczy, że nawet wtedy gdy są jakieś okoliczności, które przemawiają za przyznaniem nam ulgi, urząd i tak może nam jej odmówić. Cóż, życie niestety bywa niesprawiedliwe ![]()
I jeszcze kilka przydatnych publikacji na ten temat z archiwum GP:
Jeśli to za mało do tematu wkrótce jestem gotów wrócić ![]()
Zapadł wyrok WSA w Warszawie w opisywanej już na moim blogu sprawie pana Brzezińskiego, czyli dość istotnej sprawie zwrotu akcyzy za używane samochody sprowadzane z krajów UE. Sąd powtórzył w nim, to co wcześniej już powiedział w tej sprawie Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Stwierdził też (tu cytat za moim redakcyjnym kolegą Łukaszem Zalewskim, który był na ogłoszeniu wyroku obecny): „Podstawą opodatkowania jest cena nabycia tego samochodu, czyli cena transakcyjna. Od tej ceny transakcyjnej została pobrana według określonego wzoru zawartego w przepisach stawka, która wzrasta wraz z wiekiem pojazdu i w ten sposób określona jest kwota podatku akcyzowego. Jeżeli chodzi o samochody krajowe, podobne, to towar podobny jest to towar, który spełnia określone cechy i oczekiwania konsumenta. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że samochód ma określoną cenę, która spada z wiekiem. Stawka jest zawarta ta sama – 3,1 proc. i obliczamy na podstawie wartości rynkowej pojazdu ponieważ taka wskazówka jest zawarta w wyroku trybunału, że należy kwotę rezydualną odnieść do wartości rynkowej podobnych pojazdów.”
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł dziś zatem - podobnie jak wcześniej ETS -, że zwrot się należy, ale akcyza ma być liczona nie od wartości zadeklarowanej w fakturach, tylko od rynkowej wartości samochodów. Tymczasem wielu podatników uciekając przed sankcyjną wysokością podatku znacznie zaniżyło wartość kupionych w Unii samochodów. A to oznacza, że w przypadku niektórych wniosków zamiast zwrotu konieczna będzie dopłata akcyzy. Podatek liczony od wyższej, ustalonej z uwzględnieniem cen rynkowych podstawy według niższej stawki, często będzie wyższy niż zapłacony według dużo wyższej stawki, ale bardzo niskiej, często symbolicznej wręcz podstawy (zdarzały się nawet przypadki kupna samochodów z symboliczne euro). Teraz takie faktury można co najwyżej wrzucić do kubła na śmieci. Urzędy celne zyskały pełną legitymację do tego, by podstawę naliczania akcyzy odnieść do wartości rynkowej podobnych pojazdów.
Kiedy rok temu GP pisała piórem mojej redakcyjnej koleżanki Ewy Matyszewskiej, że zwrot akcyzy za samochody sprowadzane z UE będzie opierał się nie na tym co wynika z faktur przedstawionych przez podatników, ale na wartości rynkowej, niemal wszyscy wieszali na nas psy. Najdelikatniej rzecz ujmując. A już na bogu ducha winnej autorce tekstu odbiło się to najbardziej.
Niezrażeni tym starliśmy się przedstawić sprawę tak, jak wynikało to z przepisów. Pisaliśmy m.in. o tym, że to nie akcyza jest niezgodna z unijnym prawem, ale stawki tej akcyzy rosnące wraz z wiekiem samochodu. Już wtedy sugerowaliśmy, że podatnicy odzyskają co najwyżej cześć zapłaconej akcyzy. Na poparcie swych tez przedstawiliśmy odpowiednie opinie eksperckie i wyroki Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w podobnych sprawach. Inne gazety pisały w tym czasie w kategorycznym tonie, że podatnicy odzyskają całą zapłaconą akcyzę. Wiecej prowadziły nawet zakrojone dość szeroko akcje zachęcające do składania wniosków bez czekania na orzeczenia sądów. Kiedy to samo o czym pisała GP zasugerował w swoim wyroku ETS, optymizm zwolenników łatwych zwrotów osłabł tylko ociupinkę. Teraz było już wiadomo, że zwrotu całej akcyzy nie będzie. Prasa zaakceptowała tą drobną wpadkę bez mrugnięcia okiem. Dla odmiany teraz twierdziła, że wiadomo przecież że niecała akcyza do zwrotu (oj krótka pamięć, króciutka), bo to oczywiste. Dla odmiany twierdziła za to, że o zapłacie akcyzy według niższych stawek ale od wartości rynkowej nie ma mowy. Cóż, okazało się, że niestety jest mowa.
Dziś możemy powiedzieć, że mieliśmy rację. Tylko, że nie zmienia to faktu, że nasza satysfakcja ma wyjątkowo gorzki smak. Tak jak pisaliśmy w komentarzu przed rokiem, tak i dziś chciałbym podkreślić, że nasyzm zdaniem - zdaniem redakcji i moim osobiście - winne zaniżaniu wartości samochodów były głupie, sankcyjne przepisy. Gdyby nie nadmierny fiskalizm państwa, nikt by na akcyzie oszukiwać nie musiał i nie chciał. A tak, stracili na całej sprawie wszyscy. I podatnicy. I państwo. Państwo, które i bez takich spraw zbyt dużym zaufaniem swoich obywateli się nie cieszy. A to również raczej powód do smutku, niż najmniejszej chociażby tylko satysfakcji.
Dziś dawno obiecywany temat opłat za załatwianie spraw spadkowych. Pytanie brzmiało mniej więcej tak: gdzie sprawy te bardziej opłaca się załatwiać – w sądzie, czy u notariusza. Odpowiedź brzmi... to zależy. Zależy od tego co chcemy załatwić. Pewne sprawy taniej załatwić u notariusza. Pewne taniej w sądzie. A zatem do rzeczy, jak to wygląda:
Najpierw opłaty sądowe, które mają w tym przypadku charakter opłat stałych. Oznacza to, że bez względu na wartość spadku opłata zawsze jest w tej samej wysokości. Co zatem i za ile? Już wyjaśniam ![]()
Jak widać, w sądzie doceniane jest, ze spadkobiercy się dogadują i ujmują sędziemu pracy ![]()
A jak to wygląda u notariusza. Otóż tutaj opłatę stałą mamy tylko w jednym przypadku. Składając oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku zawsze zapłacimy notariuszowi 20 zł. To o 30 złotych mniej niż w sądzie. Dalej nie jest już tak różowo. Opłata od umów dotyczących spadku (np. od umowy o dział spadku, o której wspominałem w jednym z wcześniejszych wpisów) jest już uzależniona od wartości spadku. Maksymalna stawka wynosi od wartości:
Co z tego wynika, czyli gdzie taniej. Oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku na pewno lepiej składać u notariusza. Oszczędzamy 30 zł
A co z umowami o dział spadku ? Trzeba sobie policzyć. Przy spadkach o wartości nieprzekraczającej 30 tys. zł, dział spadku taniej będzie przeprowadzić przed notariuszem. Gdy spadek jest wart więcej należy się spodziewać, że to sąd okaże się tańszy
ale zanim to stwierdzimy, trzeba zwyczajnie policzyć. Trzeba też zadzwonić do notariusza i zwyczajnie spytać ile to by kosztowało. Podane dla notariusza stawki są bowiem stawkami maksymalnymi. Teoretycznie notariusz może zatem pobrać niższą opłatę ![]()
I jeszcze wyjaśnienie z czego to wynika. Otóż, z przepisów dwóch aktów prawnych. Opłaty sądowe to ustawa z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U. nr 167, poz. 1398 z późn.zm.). Opłaty notarialne to rozporządzenie ministra sprawiedliwości z dnia 28 czerwca 2004 r. w sprawie maksymalnych stawek taksy notarialnej (Dz.U. nr 148, poz. 1564 z późn.zm.)
A teraz słowo o blogu. Łączenie normalnej pracy i pisania bloga jest jednak wyjątkowo trudne. Czasem zwyczajnie nie mam już do tego sił po pracy. Pisania bloga jednak nie zarzucam. Mam też nadzieję, że opóźnienia w odpowiadaniu na posty nie zniechęcają Państwa do lektury. Wiem, że często odpowiedzi potrzebne są od zaraz. Dlatego dziękuję wszystkim za wyrozumiałość i cierpliwość.
