rssdodaj RSS
---Marek Kutarba - Wpisy z Luty 2007
27 lutego 2007

Ile można zarobić bez podatku

Ile naprawdę możemy zarobić nie płacąc podatku ? 3015 zł. Skąd ta kwota? Z prostego rachunku matematycznego. Aby ustalić do jakiej kwoty nie płacimy podatku musimy znaleźć taką kwotę która po przemnożeniu przez stawkę z pierwszego przedziału skali da nam kwotę zmniejszającą podatek w tymże przedziale. Stawka dla pierwszego przedziału to dziś 19 proc. Kwota zmniejszająca to 572,54 zł. A zatem mamy równanie z jedną niewiadomą:

Poszukiwana kwota (czyli nasza niewiadoma) x stawka (0,19) = 572,54 zł

No to teraz proste przekształcenie matematyczne :-) kto nie pamięta skąd się ono bierze może spytać dziecko, jeśli ma taką pociechę w odpowiednim wieku ;) moje jeszcze za młode :-)

Poszukiwane kwota = 572,54 zł / 0,19

czyli:

Poszukiwana kwota = 3013,37

Podstawę opodatkowania zaokrągla się do pełnych złotych, a zatem z rachunku wychodzi kwota 3013 zł. Ale to dopiero początek naszych wyliczeń. Najpierw jednak sprawdźmy, podstawiając taką właśnie kwotę do skali, czy wszystko sie zgadza:

[3013 zł x 0,19] – 572,54 zł = 572,47 zł – 572,54 zł = 0

Teoretycznie kwota ta jest zatem poprawna. Gdybyśmy wzięli podstawę o złotówkę wyższą podatek (też teoretycznie) już by się pojawił. Co łatwo sprawdzić. Policzmy:

[3014 zł x 0,19] – 572,54 zł = 572,66 zł – 572,54 zł = 0,12 zł

I tak by było, gdybyśmy podatek nadal zaokrąglali jak kiedyś, do pełnych 10 groszy. W tym przypadku podatek wyniósłby bowiem 10 gr. Ale zasady dotyczące zaokrąglania zmieniły się i podatek zaokrąglamy do pełnych złotych. Do 50 groszy końcówki się pomija. 50 groszy i więcej zaokrągla się do pełnego złotego. W takim zaś przypadku dla 3014 zł podatek wynosi zero. Kwoty 3013 i 3014 zł nie są zatem poprawne. Sprawdźmy teaz czy stosując taką właśnie metodę zaokrąglania poprawna jest kwota o złotówkę wyższa.

[3015 zł x 0,19] – 572,54 zł = 572,85 zł – 572,54 zł = 0,31 zł

Po zaokrągleniu tak wyliczonego podatku otrzymujemy znów zero. Ta kwota jest już poprawna. Po wcześniejszych wyliczeniach, teraz już łatwo się o tym przekonać. Policzmy jeszcze raz dla kowty o złotówkę wyższej. Obiecuję, że to już ostatnie rachunki :-)

[3016 zł x 0,19] – 572,54 zł = 573,04 zł – 572,54 zł = 0,50 zł

A to wolno nam już zaokrąglić do pełnego złotego. Pojawia się zatem pierwszy podatek, który wyniesie 1 zł. Każda niższa kwota spowoduje, że podatek należny wyniesie zero. Najbiższa kwota niższa to oczywiscie 3015 zł. Nie uwzględniając zasad zaokrąglenia podatku wynikających z Ordynacji podatkowej, łatwo się pomylić licząc kwotę dla której podatek wynosi zero, czyli kwotę popularnie nazywaną kwotą wolną od podatku (choć nie jest to określenie poprawne). Warto jednak pamiętać, że wyliczona kwota poza znaczeniem informacyjnym, nie ma żadnego znaczenia praktycznego, w żadnych rozliczeniach podatkowych kwotą taką bowiem się nie posługujemy. Zarobione pieniądze trzeba zawsze "podstawić" do skali. I jeszcze gwoli ścisłości. Tak naprawdę wolno nam zarobić nawet 3015,49 zł. Podstwę zaokrągla się też do złotego. Stąd przy takim zarobku rocznym zaokrąglimy ją do 3015 zł. Niestety rozważania te mają teoretyczny tylko charakter. Cóż bowiem za różnica, czy kwota ta wynosi 3015 czy 3015,49 zł. Kłopot raczej w tym, że w Polsce przydałaby się kwota wolna od podatku z prawdziwego zdarzenia. A ta powinna być moim zdaniem co najmniej trzy razy wyższa.

I jeszcze mały aneks, czyli podstawa prawna do zaokrągleń:

„Art. 63. § 1. Podstawy opodatkowania, kwoty podatków, z zastrzeżeniem § 2, odsetki za zwłokę, opłaty prolongacyjne, oprocentowanie nadpłat oraz wynagrodzenia przysługujące płatnikom i inkasentom zaokrągla się do pełnych złotych w ten sposób, że końcówki kwot wynoszące mniej niż 50 groszy pomija się, a końcówki kwot wynoszące 50 i więcej groszy podwyższa się do pełnych złotych.
§ 2. Zaokrąglania podstaw opodatkowania i kwot podatków nie stosuje się do opłat, o których mowa w przepisach o podatkach i opłatach lokalnych.”

Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2005 r., nr 8, poz. 60 z późn.zm.).

27 lutego 2007

Dwa słowa o blogu

Dziś po krótkich wakacjach wracam na blog. Oczywiście to także powrót do sprawy opodatkowania spadków. Co prawda, z odpowiedzi zrobiła się już mała książka ;-) , ale widzę po komentarzach, że sporo jest jeszcze do wyjaśnienia. A zatem od jutra kolejne wpisy postaram się poświęcić na odpowiedzi na Państwa pytania.

Od Państwa opinii zależy, którymi kwestiami powinienem zająć się w pierwszej kolejności. Czekam zatem na wskazanie zagadnień w nowych komentarzach. Jak już pisałem, na poprzednie pytania zaczynam odpowidać jutro. Liczę także na podpowiedzi jakimi jeszcze zagadnieniemi podatkowymi powinienem zająć się na blogu. Ten blog jest również Państwa. Dlatego proponuję byśmy wspólnie decydowali o tym czego powinny dotyczyć wpisy.

Oczywiście pozdrawiam wszystkich, dziękując za cierpliwość i zainteresowanie :-)

22 lutego 2007

Nie paranoja, ale brak wiedzy

Samozatrudnienie to najczystsza paranoja – powiedział prezydent Lech Kaczyński podczas obrad Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Powiedział chwaląc się swoim projektem nowej ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, która ma być narzędziem  walki z samozatrudnieniem. Ustawa przewiduje m.in. to, że inspektorzy PIP będą na samozatrudnionych donosić do urzędów skarbowych. Oczywiście po to by te wymierzyły im wyższy podatek. A to scenariusz bardzo prawdopodobny. Prowadzenia własnej, małej firmy jest przecież opłacalne najbardziej dla tych, którzy na etacie płacą podatki według stawki 30 i 40 proc., a dzięki rozliczeniom firmowym mogą skorzystać z opodatkowania liniową stawka PIT w wysokości 19 proc. Czy takie zachowanie osób, które zdecydowały się założenie własnej firmy jest z gatunku zachowań paranoicznych ? Na pewno nie. Paranoiczne w tej sprawie jest zachowanie władz państwowych z prezydentem na czele. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że w sposób niezamierzony jak mniemam, prezydent świetnie wpisał się w chlubne tradycje III Rzeczpospolitej. Dlaczego?

Od lat kolejne ekipy rządzące zamiast usunąć przyczyny patologii, która co oczywiste pojawia się i musi pojawiać się w sferze samozatrudnienia, walczą z tymi, których stać na odwagę podjęcia działalności na własny rachunek. Nie inaczej jest pod rządami PiS. Wszystkie działania kolejnych rządów skierowane są na to by utrudnić życie osobom, które na taką formę pracy się zdecydowały. Panuje powszechne, a nieprawdziwe przekonanie, że zdecydowana większość samozatrudnionych to pracownicy przymuszeni do takiej zastępczej formy „zatrudnienia”. To jednak mit. Większość osób świadomie wybiera to rozwiązanie. Dla sporej części przedsiębiorczych osób, samozatrudnienie to okres przejściowy, służący zbudowaniu własnej firmy z prawdziwego zdarzenia.To firmy, które zaczynają od świadczenia usług dla jednego kontrahenta, stopniowo rozwijają swoją działalność w miarę pozyskiwania dzięki pracy na rzecz tego zleceniodawcy kolejnych partnerów handlowych. Kolejną sporą grupą samozatrudnionych są osoby, które z założenia prowadzić chcą małe, jednoosobowe firmy. To wprost wymarzona forma prowadzenia własnej działalności przez osoby reprezentujące wolne zawody. Dopiero trzecia, najmniej liczna grupa samozatrudnionych to osoby przymuszone do samozatrudnienia. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że był to zawsze przymus ze strony pazernego pracodawcy, chociaż oczywiście takie przypadki też się zdarzają. W wielu jednak przypadkach sami pracownicy w poszukiwaniu oszczędności fiskalnych decyzja się na taka właśnie formę zatrudnienia.

Czy patologiom w zakresie samozatrudnienia winne są zatem firmy, jak chciałyby to widzieć np. rząd, związki zawodowe i prezydent ? Zdecydowanie nie. Cała winna leży wyłącznie po stronie rządzących. Gdyby nie niesprawiedliwe zróżnicowanie zasad opodatkowania i oskładkowania przedsiębiorców i pracowników najemnych, samozatrudnienie funkcjonowałoby tylko tam, gdzie jest naprawdę konieczne. Trudno bowiem zrozumieć jakie logiczne uzasadnienie przemawia za tym, by przedsiębiorąca miał korzystać z opodatkowania według stawki 19 proc., zaś pracownik musiał płacić podatki według progresywnej skali podatkowej ze stawkami dochodzącymi do 40 proc. Tym bardziej, że przedsiębiorca, płaci podatek od realnych dochodów. Ma prawo uwzględnienia licznych wydatków związanych z osiąganiem przychodów. Także takich, które służą tylko zabezpieczeniu tego źródła. Pracownik takiej możliwości nie ma. Wszystko na co zezwala mi fiskus, to możliwość odliczenia kosztów dojazdu do pracy. Tymczasem większość pracowników musi poważnie inwestować w swoje umiejętności zawodowe by zabezpieczyć sobie proste utrzymanie posady. A jednak tych kosztów w rozliczeniu podatkowym uwzględnić nie może.

Co zatem zrobić, by zlikwidować patologie i „paranoje” samozatrudnienia? Niewiele. Trzeba tylko obniżyć do 19 proc. PIT wszystkim pracownikom najemnym i nakazać płacenie ZUS przedsiębiorcom od rzeczywistych dochodów. Na obydwu tych rozwiązaniach straciłby jednak budżet. Dlatego prezydent woli walczyć z ludźmi zaradnymi, niż naprawiać rzeczywiście reformować kraj.

09 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 5 – jaki formularz złożyć

W ramach odcinka numer pięć, zamiast odpowiedzi na kolejne pytania z komentarzy, krótki przewodnik po deklaracjach spadkowych. Może się komuś przyda takie małe uzupełnienie dzisiejszego „Prawa i Życia” z papierowej wersji GP ;-)

Formularze na szczęście są tylko cztery. Są to:

SD-2 – to deklaracja o wysokości pobranego i wpłaconego przez płatnika podatku. Formularz składany jest przez płatników podatku od spadków i darowizn, czyli obecnie przez notariuszy. W przypadku podatku od spadków, deklaracja ta do niczego nam się nie przyda.

SD-3 – to zeznanie podatkowe o nabyciu rzeczy i praw majątkowych. Gdy nie uda nam się skorzystać z żadnego zwolnienia, płacony podatek od spadków rozliczamy na tym właśnie druku. Zeznanie trzeba złożyć w terminie miesiąca od dnia powstania obowiązku podatkowego. Od razu warto też zauważyć, że w zeznaniu w polu 4 sami musimy określić datę powstania obowiązku podatkowego. Kłaniają się wcześniejsze wyjaśnienia na blogu poświęcone zasadom na jakich obowiązek podatkowy powstaje w przypadku podatku od spadków (np. wpis z 13 grudnia 2006).

SD-3A – to informacja o pozostałych podatnikach. To druk będący załącznikiem do zeznania SD-3, jak nie trudno się domyśleć. W załączniku musimy wsypać ;-) pozostałych nabywców spadku. To oczywiście żart :-)

SD-Z1 – to zgłoszenie nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych. To najważniejszy z formularzy. Od jego złożenia zależy – o czym kilka razy już na blogu pisałem – możliwość skorzystania ze zwolnienia dla najbliższej rodzinny (polecam wcześniejszy wpis na ten temat). Składa się go w terminie miesiąca od momentu powstania obowiązku podatkowego, czyli najczęściej w ciągu miesiąca od dani uprawomocnienia się postanowienia sądu stwierdzającego nabycie spadku.

Formularze aktywne. Wstawione w tym wpisie linki prowadzą do interaktywnych formularzy na stronie ministerstwa finansów. Takie formularze to oczywiście udogodnienie. Jednak nie mają one zbyt wielu zalet, poza tą że można wypełnić taki formularz na ekranie komputera. Największą wadą – świadczącą, że z interaktywnością nie do końca wszystko jest dobrze – jest brak walidacji formularzy. Inaczej mówiąc, formularz nie pilnuje tego, by wszystkie dane zostały do niego wpisane prawidłowo, jak przyzwyczaiły nas do tego np. programy do wypełniania PIT. Nie ma też mowy o zapisaniu formularza czy wysłaniu go drogą elektroniczną. Wypełniony formularz musimy wydrukować sobie sami i już tradycyjnie (pakując w kopertę) wysłać do urzędu. Dla zainteresowanych dostępna jest na stronach ministerstwa instrukcja wypełniania interaktywnych ;-) formularzy.

Dziś wyjątkowo krótko bo to już piątek :-) a to w redakcji sądny dzień, w który pracuje się do nocy :-(

07 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 4 – sprzedaż odziedziczonej nieruchomości

Opisywane, a właściwe przytoczone w całości na blogu pismo Ministerstwa Finansów w sprawie opodatkowania spadków, daje nam nie tylko odpowiedź na pytanie o to, które spadki będą opodatkowane na nowych zasadach, a które na starych – chociaż, jak wyjaśniałem błędną odpowiedź. Odpowiada także między wierszami na pytanie, w przypadku których nieruchomości znajdą zastosowanie stare, a w przypadku których nowe zasady opodatkowanie ich sprzedaży podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT). O kwestię tą byłem pytany już kilka razy i w listach do redakcji i komentarzach na blogu. Pora zatem na odpowiedź :-)

Skąd problem. Otóż do końca 2006 roku, sprzedaż otrzymanego w darowiźnie lub spadku mieszkania, domu czy innej nieruchomości, o której wspomina ustawa o PIT (art. 10 ust. 1 pkt 8), była zwolniona z podatku w każdym przypadku. A zatem, gdy ktoś odziedziczył dom, mógł go teoretycznie sprzedać bez konieczności płacenia PIT, nawet następnego dnia po odziedziczeniu. Teoretycznie, bo nie udałoby się go sprzedać z uwagi na rozwiązania przyjęte w prawie spadkowym. Nie zmienia to jednak faktu, że takie zwolnienie było. Przypomnę jeszcze tylko, że zwolnienie to wynikało z art. 21 ust. 1 pkt 32 lit. d ustawy o PIT (w brzmieniu jaki miała do końca 2006 roku).

Od 1 stycznia 2007 r. takiego zwolnienia już nie ma. Co gorsza sprzedając odziedziczoną lub otrzymaną w darowiźnie nieruchomość trzeba dziś od dochodu z takiej sprzedaży zapłacić 19% podatku. Podatku nie zapłacimy tylko wtedy, gdy sprzedaż nastąpi po pięciu latach od nabycia nieruchomości, albo gdy skorzystamy z tzw. ulgi meldunkowej, co wymaga zameldowanie się w tej nieruchomości na pobyt stały na co najmniej dwanaście miesięcy.

Nowe zasady dotyczą jednak tylko nieruchomości nabytych po 1 stycznia 2007 roku. A zatem ze „starego” zwolnienia, korzysta każdy podatnik, który nabył nieruchomość w spadku do 31 grudnia 2006 r. I tu odwołujemy się do ministerialnych wyjaśnień ;-) z których wynika, że „W przypadku nabycia rzeczy lub praw majątkowych tytułem spadku za dzień nabycia uznaje się dzień śmierci spadkodawcy. Zgodnie bowiem z art. 924 Kodeksu cywilnego spadek otwiera się z chwilą śmierci spadkodawcy, natomiast stosownie do przepisu art. 925 tej ustawy spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Prawomocne postanowienie sądu stwierdza nabycie spadku przez spadkobiercę (1025 § 1 K.c.).”. Jako, że z tymi wyjaśnieniami trudno się nie zgodzić, możemy już sobie powiedzieć, że ze starego zwolnienia korzystają wszystkie nieruchomości odziedziczone w ramach spadków otwartych do końca 2006 roku. A zatem jeżeli spadkodawca zmarł przed 1 stycznia 2007 r., przy sprzedaży odziedziczonej po nim nieruchomości, spadkobierca korzysta ze zwolnienia z PIT, niezależnie od tego, kiedy taką nieruchomość sprzeda.

Co jednak, gdy śmierć spadkodawcy nastąpiła po 1 stycznia 2007 r. ? Cóż, czeka nas rozliczanie się na nowych zasadach. Podatku można uniknąć w dwóch przypadkach:

- Po pierwsze, gdy ze sprzedażą zaczekamy co najmniej rok, meldując się równocześnie w nieruchomości na pobyt stały – art. 21 ust. 1 pkt 126 ustawy o PIT przewiduje, że przychody uzyskane z odpłatnego zbycia: budynku mieszkalnego, jego części lub udziału w takim budynku, lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość lub udziału w takim lokalu, spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub udziału w takim prawie, prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej lub udziału w takim prawie – jeżeli podatnik był zameldowany w budynku lub lokalu na pobyt stały przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy przed datą zbycia. Trzeba tylko pamiętać, że zwolnienie ma zastosowanie łącznie do obojga małżonków oraz że zwolnienie ma zastosowanie do przychodów podatnika, który, w terminie 14 dni od dnia dokonania odpłatnego zbycia nieruchomości lub prawa majątkowego, złoży oświadczenie, że spełnia warunki do zwolnienia. Bez takiego oświadczenia zwolnienia nie będzie.

- Po drugie, gdy zaczekamy ze sprzedażą pięć lat – opodatkowaniu podlegają bowiem tylko dochody ze sprzedaży dokonanej przed upływem pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie nieruchomości – co wyraźnie wynika z art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT.

I to na razie tyle :-)

Aha, zapomniałbym. O opodatkowaniu spadków duży dodatek w papierowej wersji GP w piątek. oczywiście będzie on dostępny również w wersji elektronicznej. Ale obawiam się, że odpłatnie. Za to można będzie poczytać kogoś więcej niż ja :-) ja tym razem zamilknę … ale rzecz jasna nie na blogu ;-)

07 lutego 2007

Stronniczy przegląd prasy – czyli tropem naszych publikacji

VAT nie powinna płacić gmina ani użytkownik wieczysty – pisze dziś w Rzeczpospolitej Anna Grabowska. Tekst opisuje uchwałę siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 8 stycznia 2007 r. w spornej od dawna sprawie opodatkowania VAT użytkowania wieczystego. Sama publikacja koncentruje się oczywiście nie tylko na uchwale, ale i jej skutkach. Można zatem przeczytać, że jak starać się o odzyskanie „bezpodstawnie” naliczonego podatku.

A teraz już zwyczajowo mały skok w przeszłość. Gazeta Prawna z 9 stycznia, czyli w dzień po uchwale NSA pisała: „Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował 8 stycznia, że umowy o użytkowanie wieczyste, które zostały ustanowione przed wejściem w życie nowej ustawy o VAT, nie podlegają opodatkowaniu. Zdaniem sądu do opłat rocznych, jakie płacą użytkownicy, nie trzeba też doliczać VAT ani pomniejszać o niego opłaty. Dotyczy to umów podpisanych przed 1 maja 2004 r.” I dalej: „To nie koniec dobrych wiadomości. Co prawda sama zmiana linii orzeczniczej co do zasady nie jest podstawą do domagania się zwrotu pieniędzy. W tym jednak przypadku sytuacja wygląda inaczej. (...) gmina, która odprowadzała VAT od opłat rocznych od umów użytkowania wieczystego zawartych przed 1 maja 2004 r. może wystąpić z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty”

To tylko dwa krótkie fragmenty naszej analizy, której pełny tekst można znaleźć tutaj. W Rzeczpospolitej, polecam natomiast komentarz Tomasza Michalika dotyczący korekty rozliczeń, jakich powinna dokonać gmina.

Z kolei Dziennik napisał 5 lutego na swoich stronach internetowych, że: „Odkąd zniknęły znaczki skarbowe, są same problemy. Bo ustawa o opłatach pobieranych zamiast nich w urzędach to bubel. Właśnie wyszło na jaw, że nie wiadomo, czy za wykreślenie wpisu o działalności gospodarczej należy płacić, czy nie?”. Tym razem nie musimy się nawet cofać w czasie. Tego samego dnia w GP ukazał się tekst w którym pisaliśmy: „Gminy nie wiedzą, jak powinny interpretować przepisy o opłacie skarbowej. Nie ma pewności, czy jest opłata za wykreślenie wpisu z ewidencji działalności. Eksperci twierdzą, że wykreślenie podlega opłacie, resort – że płacić nie trzeba”. Tekst na stronach Dziennika był streszczeniem tej publikacji, chociaż nazwa Gazeta Prawna nie pojawiła się tam ani razu.
Zastrzegam się jednak, że Dziennikowi zdarza się to rzadko. I tak 6 lutego, na tych samych stronach pojawiła się notka o podwyżce od września akcyzy na olej opałowy, którą zaplanował resort finansów. Tym razem już z odesłaniem do naszej publikacji :-)

06 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 3 – czyli gdzie się rozliczać

Dziś kolejna kwestia związana z opodatkowaniem spadków i darowizn. Czyli odpowiedź na pytanie, w którym urzędzie skarbowym się rozliczać. Muszę przyznać, że to kwestia rzeczywiście zagmatwana i sam się omal w niej nie pogubiłem, gdy dostałem pierwszego maila z takim pytaniem. Ale jako, że już się nauczyłem ;-) nabytą wiedzę czym prędzej przekazuje na spadkowym blogu GP :-)

I tak do rozliczenia podatku od:

- spadku i zachowku – właściwy miejscowo jest naczelnik urzędu skarbowego według miejsca położenia przedmiotów majątkowych nabytych w drodze spadku, a jeżeli przedmioty te są położone na obszarze działania dwóch lub więcej naczelników urzędów skarbowych - według ostatniego miejsca zamieszkania spadkodawcy, a w przypadku braku takiego miejsca - według ostatniego miejsca jego pobytu,

- wkładów oszczędnościowych wypłacanych na podstawie dyspozycji wkładcy na wypadek śmierci, jeżeli nabywca wkładów oszczędnościowych nie jest równocześnie spadkobiercą wkładcy (gdyby był, obowiązuje zasady z poprzedniego punktu) – właściwy miejscowo jest naczelnik urzędu skarbowego według ostatniego miejsca zamieszkania wkładcy,

- jednostek uczestnictwa nabytych na podstawie dyspozycji uczestnika funduszu inwestycyjnego otwartego albo specjalistycznego funduszu inwestycyjnego otwartego na wypadek jego śmierci, jeżeli nabywca jednostek nie jest równocześnie spadkobiercą uczestnika funduszu (gdyby był obowiązuje zasada z punktu pierwszego) – według ostatniego miejsca zamieszkania uczestnika funduszu,

- spadku lub darowizny gdy całość lub część rzeczy położona jest za granicą lub prawa majątkowe podlegające wykonaniu za granicą - właściwy miejscowo jest naczelnik urzędu skarbowego według miejsca zamieszkania spadkobiercy lub obdarowanego w dniu nabycia spadku lub otrzymania darowizny, a w przypadku braku takiego miejsca - według ostatniego miejsca ich pobytu.

I to tyle. A co z tego wynika ? Otóż, że to do tych właśnie naczelników należy kierować zgłoszenie o nabyciu spadku potrzebne do zwolnienia go z podatku (czyli SD-Z1) lub zeznanie podatkowe SD-3. gwoli ścisłości – na stronach internetowych Ministerstwa Finansów dostępne są te formularze w wersji interaktywnej, a zatem umożliwiającej wypełnienie ich poprzez przeglądarkę internetową.

Na konto urzędu kierowanego przez wymienionych wcześniej naczelników wpłacamy także ewentualny podatek. Pamiętajmy przy tym, że urzędy skarbowe mają wyodrębnione rachunki dla wpłat z tytułu podatku spadkowego. Numery te można sobie sprawdzić na stronach ministerstwa finansów.

I na koniec jeszcze słowo z czego to wszystko wynika. Otóż, taką sekretną wiedzę dostarcza nam lektura § 7 rozporządzenia ministra finansów z dnia 22 sierpnia 2005 r. w sprawie właściwości organów podatkowych (Dz.U. nr 165 poz.  1371 z późn.zm.). Stąd i moja mądrość cała. W razie dodatkowych pytań do tematu chętnie wrócę.

I tu od razu uwaga. Wydana niedawno książka pani Krystyny Chusteckiej – „Nowe zasady opodatkowania spadków i darowizn w 2007 roku”, błędnie odwołuje się w tym zakresie do poprzedniego rozporządzenia (str. 104). Warto o tym pamiętać, przy lekturze tej książki. Pozycja ta chociaż ciekawa nie odpowiada niestety na żadne z kluczowych dla opodatkowania spadków według nowych zasad pytań. A szkoda, bo poprzednie wydanie tej publikacji jest całkiem niezłe :-) Na szczęście różnice między rozporządzeniami są w zasadzie żadne.

05 lutego 2007

Odpowiedzi spadkowe cz. 2 – czyli zrzekanie się spadku

Jakiś czas temu pojawiły się w komentarzach pytania o zrzeczenie się spadku. Obiecałem wówczas wrócić do tego tematu, korzystając zatem z okazji, że mój pięcioletni maluch czuje się już lepiej, kilka wyjaśnień na ten właśnie temat.

Otóż, od razu wyjaśniam. Spadku po jego otwarciu nie można się już zrzec. Można go tylko odrzucić lub przyjąć, w sposób opisywany już na moim blogu. Kodeks cywilny nie stwarza możliwości zrzeczenia się prawa do dziedziczenia na korzyść innej osoby.  Można jednak zrzec się dziedziczenia w ogóle. Aby oświadczenie o zrzeczeniu się spadku było skuteczne musi być złożone w formie aktu notarialnego. Musi to też być umowa między spadkobiercą ustawowym a przyszłym spadkodawcą. Czyli umowa musi być zawarta jeszcze przed śmiercią spadkodawcy. Wyłącza ona zrzekającego się od dziedziczenia w ogóle. W zasadzie o ile w umowie nie zostanie postanowione inaczej zrzeczenie takie dotyczy także zstępnych zrzekającego się (a zatem jego dzieci, wnuków etc.).

Od momentu śmierci spadkodawcy spadek stanowi wyodrębnioną masę majątkową, której własność przysługuje wszystkim spadkobiercom. Oczywiście wspólność majątku spadkowego ma charakter przejściowy. W pewnym momencie musi nastąpić tzw. dział spadku, czyli podział pozostawionego przez spadkodawcę majątku między poszczególnych spadkobierców, stosownie do ich udziału w spadku. Kodeks cywilny przewiduje, że dział spadku może nastąpić w jednej z dwóch form. Pierwszą z nich jest umowa (umowa o dział spadku) zawarta między wszystkimi spadkobiercami. Przy czym jeżeli do spadku należy nieruchomość, umowa o dział spadku musi być zawarta w formie aktu notarialnego. To oczywiście wymaga porozumienia między spadkobiercami. Innymi słowy trzeba się między sobą zwyczajnie dogadać. Wystarczy brak zgody jednego ze spadkobierców i umowy takiej już nie będzie można zawrzeć. Drugą formą w której może nastąpić dział spadku jest orzeczenie sądu wydane na żądanie któregokolwiek ze spadkobierców. Ta forma jest wykorzystywana najczęściej wówczas, gdy spadkobiercy nie bardzo mogą się między sobą dogadać. Dlatego do wydania orzeczenia wystarcza wniosek jednego spadkobiercy. Co oczywiście nie oznacza, że składająca taki wniosek osoba cokolwiek więcej na tym zyskuje, niż wynika to z samego dziedziczenia ;-)

Jeśli wszyscy spadkobiercy zgadzają się co do formy i sposobu podziału spadku, można zawrzeć wspomnianą umowę. Sposób i warunki podziału określamy w umowie sami – i znów – wszyscy zgodnie, a gdy ktoś się nie zgadza zostaje nam tylko sąd. Nasza swoboda ograniczona jest tylko przez zastrzeżenie, że nie możemy zmieniać wielkości przysługujących nam udziałów w spadku. Ale to żaden kłopot. A to dlatego, że w ramach umowy spadkobiercy mogą zbyć na rzecz innych spadkobierców zarówno swoje udziały w spadku, jak i udziały w poszczególnych przedmiotach, które w ramach spadku im przypadły. Czyli można np. przekazać w ramach takiej umowy swoją połowę odziedziczonego domu drugiemu spadkobiercy.

Podział spadku może oczywiście przybrać różną postać. Może być tak, że poszczególne rzeczy rozdzielamy między siebie, a ewentualne różnice są (gdy ktoś otrzymał rzec cenniejszą niż wynikałoby to z przysługującej mu części spadku) wyrównywane są w formie spłat na rzecz innych spadkobierców. Może być również tak, że jakaś rzecz zostanie sprzedana i spadkobiercy podzielą się uzyskanym z tej sprzedaży zyskiem. Oczywiście możliwe jest także zbycie udziału w spadku na rzecz innego spadkobiercy. To o tej czynności mówi się najczęściej, że nastąpiło zrzeczenie się spadku na rzecz innej osoby. Niesłusznie. To już nie zrzeczenie się, ale zbycie udziału spadkowego.

Kodeks cywilny przewiduje, że jest to możliwe. Spadkobierca, który przyjął spadek, może ten spadek zbyć w całości lub w części. Może też zbyć udział w spadku. I tu znów wymagana jest forma aktu notarialnego. Sama umowa zbycia może mieć zaś różny charakter. Może to być umowa sprzedaży, zmiany lub darowizny. Takiego zbycia można jednak dokonać tylko tak długo jak spadek jest tzw. wyodrębnioną masą majątkową, czyli do chwili gdy nastąpi dział spadku. Później zbycie tego co otrzymaliśmy w ramach działu spadku, traktowane jest w zależności od tego czy ma charakter odpłatny czy nie, albo jako sprzedaż albo jako darowizna. W przypadku skutecznego zawarcia umowy o zbycie spadku, nabywca – niezależnie od tego czy jest nim osoba nie będąca spadkobierca czy inny spadkobierca – wstępuje w prawa i obowiązki spadkobiercy. Czyli osoby o której nabył spadek lub jego część. No i to na razie koniec przynudzania ;-)

05 lutego 2007

Cudowne odkrycie powrotu sprawdzonego podatnika

Rzeczpospolita dotarła do pisma, które wraz z wytycznymi rozesłał do wszystkich dyrektorów izb i urzędów skarbowych w kraju wiceminister finansów Marian Banaś” – pisze dziś Grażyna J. Leśniak. Do czego ciekawego „dotarła” Rzeczpospolita ? Do informacji, że urzędy skarbowe będą uprzedzać o planowanych kontrolach. Wygląda na to, że Rzeczpospolita musiała uruchomić co najmniej połowę dawnego WSI ;), żeby o tej akcji się dowiedzieć ;-)

A teraz cofnijmy się do poniedziałku 22 stycznia, czyli o „tradycyjne dwa tygodnie”. Dlaczego tradycyjne, o tym za chwilę. Zmieniamy też tytuł – Gazeta Prawna pisała tego dnia: „W 2007 roku przedsiębiorca, który prowadzi firmę od co najmniej 24 miesięcy, będzie informowany o planowanej kontroli fiskusa z wyprzedzeniem od 14 do 30 dni. Ministerstwo Finansów od początku 2007 roku rozszerza akcję dotyczącą informowania przedsiębiorców o planowanej kontroli podatkowej. Tego typu program pilotażowy był już prowadzony od kwietnia 2006 roku w trzech województwach: dolnośląskim, pomorskim i lubelskim. Pilotaż był podyktowany pierwotnymi zmianami w Ordynacji podatkowej, które miały wejść w życie 1 stycznia i które zakładały wprowadzenie instytucji sprawdzonego podatnika. Jednym z uprawnień sprawdzonego podatnika miało być właśnie informowanie o kontroli podatkowej. (...).”. To tylko krótki fragment początku artykułu na ten sam co w Rzeczpospolitej temat. Pełny tekst artykułu, w którym wyjaśnione zostały m.in. zasady na jakich podatnicy będą informowani o kontrolach, a także kto na teki przywilej nie ma co liczyć, dostępny jest tutaj :-)

Po co o tym piszę ? Z prostego powodu. Pisanie po tym, gdy jakaś informacja została już upubliczniona w kategoriach wielkiego odkrycia („X dotarła do...”) jest moim zdaniem nieuczciwe wobec czytelników. Jest także nieuczciwością dziennikarza wobec własnego wydawcy, no chyba że odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem redakcji. Tymczasem ze zjawiskiem ponownego odkrywania opisanych już wiadomości po odczekaniu mniej więcej dwóch tygodni, po to by news zatarł się już w pamięci czytelników, mamy ostatnio do czynienia coraz częściej. Cel jest prosty. Przekonać czytelnika, że dostarcza mu się informacji jako pierwszy tytuł w historii. Nawet, gdy informacja ta jest mu już znana. Może się mylę, ale uważam takie działania za nieuczciwe.

Nie znaczy to, że jest dla mnie czymś złym, że poszczególne tytuły prasowe „inspirują się” nawzajem. Trudno, żeby było inaczej. Ale uczciwie byłoby w takim przypadku nie pisać o czymś w kategoriach „dotarcia” do – w domyśle – ukrytych przed światem faktów. W atmosferze sensacji i newsa.

I jeszcze gwoli ścisłości. Sprawdzony podatnik, o którym wspominają obydwa artykuły, miał być wprowadzony do Ordynacji podatkowej – tak jak pisze o tym GP, a nie do ustawy o VAT, jak zdaje się sugerować drugi akapit artykułu w Rzeczpospolitej. Wbrew temu co pisze Rzeczpospolita, uprzedzanie o kontrolach sprawdzonego podatnika wcale nie miało też ograniczać się tylko do podatników VAT. Zainteresowanym i niedowiarkom ;-) polecam lekturę odpowiedniego druku sejmowego (druk nr 731).

04 lutego 2007

Zwrot akcyzy za samochody używane z UE w specjalnej ustawie?

Wnioski o zwrot akcyzy będą weryfikowane przez organy celne przy zastosowaniu cen  rynkowych, a jednym ze źródeł pozwalających ustalić takie ceny są ceny katalogowe samochodów używanych. Stanie się tak jednak nie dlatego, że tak chce ministerstwo finansów, ale dlatego, że taką ścieżkę zwrot akcyzy nakazał stosować Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) – tłumaczy w rozmowie z moją redakcyjna koleżanką wiceminister finansów Jacek Dominik. Rozmowa ukaże się w poniedziałkowym wydaniu GP. Ja miałem szczęście przeczytać ją tuż po autoryzacji. Jest ciekawa. Czego się dowiem? Otóż minister Dominik zapowiada, że chociaż zwrot nadpłaconej akcyzy będzie odbywał się zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej, to najprawdopodobniej potrzebna też będzie specjalna ustawa. I chociaż tego już nie mówi, nie ma wątpliwości, że chodzi o ustawę, która da organom celnym prawo do zmiany ceny samochodu zadeklarowanej w zgłoszeniu przez podatnika. Dziś – na podstawie obowiązujących przepisów ustawy o podatku akcyzowym – organy celne nie mają podstaw do takiej weryfikacji, chociaż celnicy przekonują z uporem, że takie prawo im przysługuje. Trudno jednak im wskazać przepis, który takie uprawnienie by im nadawał.

A zatem wszystko wskazuje na to, że osoby które sprowadziły z UE używany samochód starsze niż dwa lata, przed 1 grudnia 2006 r. (od 1 grudnia stawki akcyzy są już zgodne z wytycznymi ETS – o czym pisałem jakiś czas temu na blogu), a teraz będą chciały odzyskać nadpłacona akcyzę, czeka po złożeniu wniosku o zwrot weryfikacja zadeklarowanej ceny samochodu. Ceny które była podstawą naliczenia akcyzy. To już pewny scenariusz. Orzeczenie ETS rzeczywiście o tym wspomina. A resort finansów od dawna przekonuje, że w 90% przypadków deklarowana cena samochodu była zaniżona.

Cóż, może i była. Ale chyba każdy rozsądnie myślący człowiek przyzna, że w obliczu obowiązujących do końca listopada 2006 roku stawek akcyzy na używane samochody, trudno byłoby się spodziewać, że ktoś zdrowo myślący zachowa się inaczej. Przecież w skrajnych przypadkach od 10-letnigo samochodu wartego 2000 zł, trzeba było zapłacić 1300 zł podatku. To oczywisty absurd. Prawda jest taka, że aby tak horrendalne podatki płacić, trzeba było się wykazać nie lada patriotyzmem. Trudno przecież nie przyznać racji tym podatnikom, którzy od początku przekonywali, że w sprawie samochodowej akcyzy państwo stosuje iście zbójeckie metody.

Oczywiście osobiście nie pochwalam oszukiwania fiskusa. Bo to w sumie oszukiwanie nas wszystkich. Siebie samego oczywiście też. W większym lub mniejszym stopniu z budżetu zdarza się korzystać każdemu z nas. Dziwi mnie tylko to, że o ile w przypadku rodaków pracujących w Anglii większość polityków walczy o abolicję podatkową i darowanie im win wszelakich (choć tych wcale tak dużo nie ma), to jakoś o rodakach zmuszonych do borykania się z trudami dnia codziennego w szarej, pokręconej polskiej rzeczywistości, nikt z polityków nie pomyślał. Samochodziarzom, nikt podatków odpuścić nie chce. Ale taka właśnie jest nasza polska równość i sprawiedliwość. To smuci. Chociaż od razu zastrzegam się, że osobiście nie jest za żadną ze wspomnianych abolicji. Wręcz przeciwnie. Nie widzę powodów by jedni mieli uczciwie płacić podatki, a inni mieliby być z tego obowiązku zwalniani, z takiego czy innego powodu. Jeśli jednak tak jak w przypadku samochodów sprowadzanych z zagranicy, winne jest i państwo, nie powinno ono nadmiernie utrudniać swoim obywatelom odzyskania tego, co zostało im niesłusznie zabrane.

I to tyle mojego niedzielnego marudzenia ;-). Pełny tekst wywiadu z ministrem Dominikiem w poniedziałkowym wydaniu GP. Wszystkich, którzy mają akcyzowe kłopoty z samochodami sprowadzonymi z Unii, do uważnej lektury tej rozmowy gorąco zachęcam. Sporo z niego będzie się można dowiedzieć o intencjach resortu finansów. A także o kłopotach, jakie z odzyskaniem akcyzy będą mieli podatnicy, którzy w międzyczasie sprzedali sprowadzone z zagranicy samochody.

02 lutego 2007

Znaki opłaty skarbowej wracają do łask

Do końca 2007 roku podatnicy będą mieli możliwość korzystania ze znaków opłaty skarbowej, mimo że formalnie zostały one zlikwidowane od 1 stycznia. Takie rozwiązanie chce wprowadzić Ministerstwo Finansów. Właśnie poinformował o tym wiceminister Jacek Dominik. Sprawę ma rozwiązać szybka nowelizacja ustawy o opłacie skarbowej. To dobrze. Ministerstwo wreszcie poszło po rozum do głowy. Sporo osób ma całkiem spore zapasy takich znaków, które mimo że opłacone straciły 1 stycznia jakąkolwiek wartość. Resort nie był też w stanie zorganizować właściwej procedury ich zwrotu. Teraz sprawa zostanie rozwiązana. Nie da się ukryć, że niebagatelną rolę odegrała w tym przypadku prasa. To dzięki nagłośnieniu problemu w mediach ministerstwo, które wcześniej nie widziało problemu, dziś ten problem rozwiązuje w sposób korzystny dla podatników.  I chociaż pozostaje niesmak związany z tym, że problem powinien był być rozwiązany już w momencie likwidacji znaków opłaty skarbowej, tak by podatnikom oszczędzić niepotrzebnych nerwów, to jednak lepiej późno niż wcale. Oby był to dobry prognostyk, także do załatwienia innych problemów, jak wielokrotnie opisany na blogu problem z opodatkowaniem spadków.
---