rssdodaj RSS
---Gilowska nie chce ale musi wprowadzić nowy podatek - Marek Kutarba
11 grudnia 2006

Gilowska nie chce ale musi wprowadzić nowy podatek

W Rzeczpospolitej ukazał się dziś ciekawy wywiad z wicepremier Gilowską. Rzeczą którą ochoczo po wywiadzie podchwyciły inne media stała się kwestia nowego podatku od samochodów.  Opodatkowanie samochodów to ostatnio temat modny. I chociaż wydawało mi się że sam na mody jestem w miarę odporny, również na moim blogu gości on stosunkowo często.  Cóż zatem takiego ciekawego powiedziała pani premier ? Otóż pani profesor Gilowska oświadczyła że:

„Intensywnie pracujemy nad koncepcją, która będzie zgodna z ustawodawstwem unijnym oraz oczekiwaniami producentów i użytkowników samochodów. Koncepcja podatku ekologicznego przedstawiona wcześniej przez ministra finansów nie spotkała się z dobrym przyjęciem. To, co uważaliśmy za rozwiązanie finezyjne i bardzo staranne, zostało uznane za zbyt skomplikowane i niejasne. Mamy liczne powody, by przypuszczać, że Bruksela oczekuje od nas opodatkowania prostego, najlepiej pobieranego co roku od posiadaczy samochodów. Z drugiej strony przyrzekłam, również sobie, nie zwiększać podatków, a tym bardziej nie wprowadzać nowych. Jednak jakieś decyzje są konieczne, nie dlatego, że państwo potrzebuje pieniędzy, tylko dlatego, że jesteśmy zbyt bezbronni wobec zalewu samochodów o wartości celnej 100 euro, czyli zalewu rzęchów niebezpiecznych dla środowiska naturalnego i dla pozostałych użytkowników dróg. A przy okazji przyduszamy własny rynek samochodowy.” (źródło Rzeczpospolita).

Ta wypowiedź zawiera kilka ciekawych elementów. Po pierwsze, pani premier przyznaje, że trwają prace nad rozwiązaniem innym, niż podatek ekologiczny, nad którym niezbyt intensywnie, żeby nie powiedzieć w tempie godnym leniwca, pracuje obecnie Sejm. Od razu rodzi się pytanie o to, czy skoro „finezyjne i bardzo staranne” rozwiązanie okazało się „nazbyt skomplikowane” (faktycznie konstrukcja podatku ekologicznego do najprostszych nie należy), to czy nie należałoby tego niezbyt perpektywicznego projektu z Sejmu wycofać.  To jednak wydaje się mało prawdopodobne. Na efekty prac nad nową koncepcją opodatkowania samochodów, zgodną z „z ustawodawstem unijnym oraz oczekiwaniami producentów i użytkowników” będziemy musieli zaczekać co najmniej rok. Skąd ta pewność ?

Zajrzyjmy na chwilę do dokumentu o poważnie brzmiącym tytule „PROGRAM KONWERGENCJI AKTUALIZACJA 2006” z listopada tego roku. Znajdziemy tam informację, że jedną z najważniejszych zmian planowanych w systemie podatkowym w latach 2008-2009 jest – tu cytat – „wprowadzenie nowego rozwiązania opodatkowania samochodów począwszy od roku 2008”. Już zatem w listopadzie pojawił się sygnał, że podatek ekologiczny może powędrować do kosza. Tego w jakim kierunku pojdą nowe rozwiązania też można byłoby się łatwo domyśleć. Do Parlamentu Europejskiego trafił projekt dyrektywy w sprawie podatków od samochodów osobowych. Nowa dyrektywa ma ujednolicić podstawę opodatkowania rocznym podatkiem drogowym, uzależniając ją od wielkości emisji spalin. Opłata taka ma zastąpić jednorazowe opłaty rejestracyjne (również te płacone w formie akcyzy). Kraje wspólnoty miałyby dostać 10 lat na dostosowanie swoich przepisów do postanowień dyrektywy. Sam projekt to efekt dyskusji i prac nad harmonizacją podatków samochodowych w ramach UE, która toczy się już od ładnych kilku lat. Prace nad dyrektywą nie są może chwilowo zbyt zaawansowane, ale wiele wskazuje na to, że tym razem mogą zakończyć siesukcesem. Ze słów wicepremier Gilowskiej wynika wyraźnie, że takiego właśnie rozwiązania można spodziewać się w Polsce i to już w 2008 roku.

W cytowanej na wstępie wypowiedzi jednak nie to jest najciekawsze. Ciekawe jest to, że biedna pani premier chociaż nie chce to musi wprowadzić nam nowy podatek. Trochę niepokojące jest tu słowo nowy. Nowy w sensie dodatkowy ? Ja miałbym jednak nadzieję, że to nie będzie nowy podatek, ale podatek płacony zamiast dziś uiszczanej akcyzy, jakakolwiek by ona nie była. Czyli, że czeka nas przyspieszona implementacja dyrektywy, której jeszcze nie ma. Trudno też mówić, że taka forma podatku jest nowa. Podatek drogowy już kiedyś płaciliśmy. Został zniesiony w 1997 roku (jeśli mnie pamięć nie zawodzi). Zastąpiły go odpisy na fundusz drogowy. Chociaż „to pewne nadużycie symantyczne”. Likwidowany podatek włączono zwyczajnie do ceny beznzyny. Tym co nowy podatek odróżniałoby od dawnego podatku drogowego byłoby uzależnienie jego wysokości od emisji spalin. Ale to z kolei cecha planowanego podatku ekologicznego. W sumie bez rewelacji.

Kolejna interesująca rzecz to to, że podatek ma być zgodny z oczekiwaniami „producentów i użytkowników samochodów”. O ile w to, że zgodne jest to z oczekiwaniami producentów, mógłbym jeszcze jakoś uwierzyć, to w tych użytkowników za nic mi się wierzyć nie chce. Dlatego gorąco zachęcałbym panią profesor Gilowską do odnalezienia chcociaż jednego użytkownika samochodu dla którego taki roczny podatek byłby zgodny z jego oczekiwaniami. Jeśli to się uda koniecznie trzeba pokazać go na jakiejś poważnej konferencji prasowej. Tak rzadki okaz, wzbudzi zapewne powszechne zainteresowanie. Warto też go pokazać, jako przykład godny naśladowania. Przykład skutecznej „implementacji zasad państwa solidarnego” w naszych głowach. Druga taka okazja nie szybko się powtórzy.

---