rssdodaj RSS
---Podatnik - gatunek zagrożony  - Marek Kutarba
06 grudnia 2006

Podatnik - gatunek zagrożony

Pani wicepremier Zyta Gilowska na spotkaniu z dziećmi z dziesięciu wybranych losowo szkół podstawowych, znajdujących się na terenie Warszawy, pochylała się dziś nad losem zagrożonych gatunków zwierząt. Dodatkową atrakcją dla dzieci było to, że spotkanie odbyło się w tajemniczym gmachu Ministerstwa Finansów.

Muszę przyznać, że cel tego spotkania popieram nie tylko obydwu rękami, ale wszystkimi posiadanymi kończynami razem wziętymi i każdą z osobna. Cieszy mnie też troska Pani minister ... o przepraszam, „Pani premier” – wszak jak wynika z doniesień prasowych, tej funkcji Zyta Gilowska nie odda za nic –, o edukację polskiej młodzieży. Zadowolenie z inicjatywy Ministerstwa Finansów psuło mi tylko dziwne przekonanie, że wśród licznych gatunków, którym grozi wyginięcie, na liście brakuje gatunku, który w Polsce należy do niewątpliwie najbardziej zagrożonych wyginięciem z przyczyn komercyjnych. Polskiego podatnika. Chociaż ten nie tyle ginie ile coraz liczniej migruje w okolice z nieco bardziej sprzyjającym mu klimatem. Ale to, że resort się do tego nie przyznaje też jest dość oczywiste. Trudno żeby resort chwalił się tym do czego sam się przyczynia. Zyta Gilowska ma zresztą niezwykły talent do przekazywania podatnikom dobrych wiadomości. Gdyby słuchać tylko tego co mówi pani premier szybko można by uwierzyć, że jeszcze chwila a zaczniemy żyć w prawdziwym raju podatkowym. Kłopot w tym, że dobre wiadomości mają swoje złe cienie, które jak na cień przystało są z reguły większe niż ten, kto je rzuca. Przykład. Proszę bardzo. Niedawno pani premier szumnie ogłosiła, że od 1 grudnia mamy niższa akcyzę na samochody sprowadzane z zagranicy i zerową na kosmetyki, o czym pisałem zresztą na blogu. I tak się stało. Pani premier zapomniała jednak dodać, że w zamian za to co dam dała, ma zamiar zabrać kilka razy więcej w wyższej od nowego roku akcyzie na benzynę bezołowiową. Wyższej tylko o 35 gr na litrze. Ale, w kontekście mikołajkowej akcji edukacyjnej podwyżka ta nabiera nieco innego kontekstu. Może bowiem być przejawem troski Ministerstwa Finansów o środowisko naturalne. Droższa benzyna może skłoni wreszcie rodaków do tłumnego przesiadania się na rowery. Jazda rowerem w styczniu wygląda może cokolwiek egzotycznie, ale jako że aura na razie sprzyja, może warto będzie spróbować. Tym sposobem, mimo że podejmowane kiedyś próby budowy drugiej Japonii pełzły na niczym, to uda nam się przynajmniej zbudować drugie Chiny.

Możliwe, że to co dziś piszę wynika wyłącznie z mojego głębokiego rozżalenia i (oby) niczym nie uzasadnionego rozczarowania panią premier. Ale jak spora część podatników, z jej obecnością w resorcie finansów wiązałem spore nadzieje. Tymczasem poza garścią niespełnionych obietnic, jak ta o obniżeniu niektórych składek ZUS, nie dostaliśmy tak naprawdę nic wielkiego. Waloryzację skali i kosztów jest. Fakt. Ale jej efekty i tak pożera składka zdrowotna, która rośnie do 9%. Swoją drogą warte zastanowienia. Oddajemy na zdrowie 9% swoich dochodów, a to wciąż za mało. Dostaliśmy też likwidację podatku od rodzinnych (ale tylko niektórych) darowizn i spadków. Ale to też prezent mało znaczący. No bo ileż tych spadków każdy z nas w życiu dostaje. A od rodzinnych prezentów i tak podatku nikt nie płacił, no bo i kto przy zdrowych zmysłach, poleciałby od czegoś takiego zapłacić podatek. Nie oszukujmy się. Większość z nas nie odczuje w przyszłym roku jakiegoś znaczącego obniżenia podatków. Niektórzy, odczują za to, że ich kieszenie schudły. Bo w każdym przypadku w którym coś się nam daje, drugą ręką sięga się do naszych kieszeni jeszcze głębiej. Chociaż tu już bez blasku reflektorów. Dlatego doceniam wysiłki pani premier, ale też czuję się przez nią oszukany.

Może właśnie dlatego ile razy słyszę, że minister, premier czy jak jeszcze nie tytułować by pani Gilowskiej, chce mi coś tam obniżać, odruchowo zaczynam chwytać się za portfel w obawie, że następnego dnia usłyszę, że dając mi 5 zł, zabiera mi z drugiej kieszeni 20. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy i dużo samozaparcia, by w tych wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach przyrody nie wyginąć. Ot choćby tak dla zasady, by dłużej nie dać się już tak na każdym kroku łupić. Bo tam gdzie podatnika próbuje się okpić, kończy się solidaryzm społeczny – który oczywiście popieram całym sersem, pod warunkiem jednak, że solidaryzm nie ukrywa socjalizmu – a zaczyna zwyczajna grabież w majestacie prawa. A to do uczciwego płacenia podatków nie zachęca na pewno.

I jeszcze słowo wyjaśnienia – skojarzenie z gatunkami zagrożonymi wyginięciem z przyczyn komercyjnych jest dość oczywiste. Mikołajkowe spotkanie z dziećmi poświęcone było Konwencji o Międzynarodowym Handlu Dzikimi Zwierzętami i Roślinami Gatunków Zagrożonych Wyginięciem (Convention of International Trade in Endangered Species – w skrócie CITES). Ta zaś jest umową międzynarodową sporządzoną 3 marca 1973 r. w Waszyngtonie, która chroni gatunki zwierząt i roślin zagrożone z przyczyn komercyjnych, a nie z przyczyn przyrodniczych.

---