rssdodaj RSS
---PIT: Bank zwraca pieniądze na kartę, fiskus sięga po podatek - Marek Kutarba
06 stycznia 2010

PIT: Bank zwraca pieniądze na kartę, fiskus sięga po podatek

Toyota Bank do końca czerwca będzie zwracał klientom do 3 proc. wartości prawie każdej karcianej transakcji” – poinformowała wczoraj wyborcza.biz. Zwrot ma przysługiwać automatycznie, ale tylko za zakupu w wybranych punktach. 

Tak czy siak, posługując się kartami banku, za każde wydane 100 zł możemy dostać 3 zł zwrotu. Kłopot w tym, że z tej kwoty w naszej kieszeni pozostanie zaledwie 2 zł. Jednego złotego zabierze nam fiskus.

Taki dokonywany przez bank zwrot na konto naszej karty kredytowej jest przez fiskusa traktowany jako coś , co nazywane jest nieodpłatnym świadczeniem. Inaczej mówiąc jest to coś, co zwiększa nasze opodatkowane dochody. Ministerstwo Finansów nie ma żadnych wątpliwości, że tak właśnie jest, a jego stanowisko kilka razy opisywała już na swoich łamach Gazeta Prawna. Warto, do lektury tej wrócić.

Skoro mamy dochód, to od wspomnianych 3 zł zwróconych na rachunek karty kredytowej, trzeba by zapłacić podatek według stawki 18 proc. Chyba, że ktoś nie ma wcale dochodu. Wtedy ma szansę zarobić do 3091 zł bez podatku, ale aby taką kwotę uzbierać z zakupów na kartę musiałby najpierw wydać jakieś 103 034 zł. To całkiem sporo i, o ile nie mamy potrzeby rzeczywiście kupować wszystkich tych rzeczy, warto się poważnie zastanowić, czy ta forma powiększania swojego majątku, naprawdę prowadzi do małego chociażby bogactwa ;-)

Zostawmy jednak ten wyjątkowy przypadek i wróćmy do normalności, czyli osoby, która jednak coś tam zarabia i przy okazji tylko skapuje jej parę groszy ze zwrotów na kartę kredytową. Pozostańmy też przy naszym 100-złotowym zakupie i zwróconych trzech złotych. Otóż, przy takiej kwocie podatek wyliczony według stawki 18 proc. wyniesie ni mniej ni więcej tylko 54 grosze. Skąd zatem wspomniany wcześniej złoty podatku? Z zasad zaokrąglania podatków. Kwotę podatku zawsze musimy zaokrąglić do pełnego złotego (świadomie nie piszę złotówki, albowiem środkiem płatniczym jest w Polsce złoty, a nie złotówka, o czym, na co dzień niestety zapominamy). Dopóty, dopóki wyliczony podatek nie wynosi 50 groszy lub więcej, nie trzeba nic płacić. Gdy jednak tylko tę kwotę przekroczy, płatność wynosi złotego, bez względu na to, czy wyliczona kwota to 51, czy 99 groszy. To właśnie, dlatego nasze 54 grosze w cudowny sposób zamieniają się w całego złotego podatku. Gdyby w ten sposób kupić coś za 1000 zł, bank zwróciłby nam złotych 30, ale w kieszeni zostałoby ich tylko 25, bo pozostałe pięć złotych trafiłoby na konto fiskusa (wyliczona kwota to 5,40 złotego, a zatem po zaokrągleniu właśnie pięć złotych). 


Oczywiście zawsze lepiej mieć dwa złote więcej, niż ich nie mieć. Jest jednak jedno małe „ale”. Podatek trzeba zapłacić samemu, z czego oczywiście mało, kto z nas zdaje sobie sprawę. Bank nie wyręczy nas w tym, tak jak robi to w przypadku dopisywanych do rachunku bankowego, czy też lokat, odsetek. Odsetki traktuje się, bowiem jak przychody kapitałowe, które objęte są odrębnym ryczałtem. Kwota wracana na rachunek karty kredytowej, to zaś tzw. przychód z innych źródeł, czyli taki, którego przepisy nie opisują w jakiś szczególny sposób. To zaś oznacza, że samemu trzeba taki dochód wykazać w zeznaniu rocznym. Gdy zaś o tym zapomnimy, a zostaniemy na takich sklerotycznych praktykach przyłapani, grozi nam grzywna. Tym wyższa, im wyższy jest "zapomniany" dochód i im lepiej zarabiamy my i nasza rodzina. Na wymiar grzywny sytuacja majątkowa i rodzinna ma całkiem spory wpływ. W każdym razie, nieświadome czy świadome, zatajenie zarobionych na promocjach karcianych pieniądze mogą wpędzić nas w nieliche kłopoty. Dlatego osobiście staram się unikać takich kart jak ognia. Bo to i zysk niewielki i kłopot spory. A przez nieuwagę i poparzyć się można.

Zob. też:

- Promocyjne zwroty z banku są opodatkowane (DGP nr 157/2009)

- Opodatkowanie kart płatniczych (DGP nr 67/2006)

---